Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next   

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Tyrell on Czw Kwi 20, 2017 7:20 pm
Wciąż zalegał na kolanach Shane'a. Słysząc szorstki głos wilka, wysunął drugi nadgryziony kawałek chleba do swoich ust. Jego ciało stało się cięższe. Oparł głowę na jego ramieniu i przymknął oczy. Obraz znów wydawał się zawirować, ale tym razem nie miał siły stawiać mu oporu. Obrócił twarz w stronę szyi podopiecznego. Jeden z jego niesfornych, rudych kosmyków połaskotał go w nos. Dmuchnął. Słyszał głos gdzieś obok. Shane z kimś rozmawiał, ale on nie miał sił nawet otworzyć oczu. Dźwięki. Za dużo ich. Żuł wolno kawałek chleba, wygodnie oparty o Pradawne ciało. Niespodziewanie poczuł ciepły dotyk na głowie, nawet nie wiedząc skąd pochodzi. Uchylił usta. Wyglądał jakby zasypiał. Wszystkie bodźce z zewnątrz ginęły w jego umyśle.

_________________



Tyrell
-----------
Hydra     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 1169
GODNOŚĆ : Tyrell. Kiedyś Sora.

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Roma on Nie Kwi 23, 2017 12:25 am
Roma zerknął jedynie kątem oka na zdarzenie, którego głównymi aktorami był jasnowłosy i Żur, nie wykazując tym pozornie większego zainteresowania, zachowując tym samym w pełnej tajemnicy interesy z nowym Wiecznym, za które odpowiedzialny był w samym M-3 Fafnir, Francuz jedynie uśmiechnął się w dość nieodgadniony sposób, skupiając w pełni swoją uwagę na swoim rudowłosym towarzyszu i jego świeżo poznanym znanym z imienia aniołem stróżem — Tyrellem, miejmy nadzieję, że utkwi to w głowie wujaszka na dłużej niż ta stojąca przed nim butelka amerykańskiej whisky. Nic dziwnego, że spojrzenie eks-fizyka zatrzymało się na perfidnym uśmieszku Smolistej, co świadczyło jedynie o tym, że jej knujacki plan wszedł gładko w życie.
— Cygan, Cygan. Dupę płaszczysz w tym mieście i nic o życiu nie wiesz.
Słucham? — rzucił niby to oburzony tak absurdalną uwagą ze strony tego irlandzkiego psubrata, nawet udał niedowierzający wyraz twarzy na tak wyjątkową okazję. — Ja przynoszę ci szkocką, jak swojemu jedynemu, prawdziwemu przyjacielowi, a ty wyjeżdżasz mi z takim tekstem? Oddawaj ją, wypiję ją w takim razie za ciebie. — przesunął do swojej napoczętej butelki amerykańskiej whisky, spożywaną bezczelnie szkocką przez tego pozbawionego krzty wdzięczności chama. Roma czekał jednak w przebiegły sposób aż Rudy wyczuje, że ukochany trunek ucieka mu sprzed nosa, sunąc po ladzie, która lata świetności miała dawno za sobą, pozostawiając go samego sobie i w efekcie tego na jego twarzy wymaluje się mimowolne  rozczarowanie albo chęć powstrzymania Francuza jak najszybciej. — Sytuacja? Świetnie, ostatnio sporo się dzieje, siłą przejęli władzę w M-3, więc mamy nowego dyktatora. Nadal nie wiedzą o tym kto zamordował w centrum pięciu żołnierzy S.SPEC, którzy, o dziwo, wyleźli w pełnym uposażeniu jak na Desperację, debile. Całe szczęście, że ci kretyni swoją głupotą nie spłoszyli połowy mieszkańców, wszyscy podeptaliby się w panicznej ucieczce, ale by się wtedy działo. Poza tym wszystko jest pięknie, utopijnie. — roześmiał się głośno, kręcąc delikatnie głową. Napił się z gwinta swojej whisky, bo przecież nie zamierzał się nią z nikim dzielić, teraz mógł spędzić z nią intymną chwilkę — koneser wysokoprocentowych trunków i jego tymczasowa wybranka, aż łezka się w oku kręci... — Wiesz, Rudy, to nie Desperacja, nie leje się tam krew, nie pojawają się znikąd dziwne bestie i nie latają dokoła poodgryzane kończyny. Może i słońce nie próbuje wypalić ci dziury w plecach, ale zamiast tego masz do czynienia z masową nieświadomością i stałą cenzurą, Trójka to nadal miasto pod władzą despotyczną, czyli wszystko po staremu. Nie obraziłbym się, mordo, jakbyś czasem wpadł w odwiedziny. — Temat, choć wydawać, by się mogło poważny, to słowa w jaki wypowiadał je wujaszek Fafnir kipiały od typowego dla niego rozbawienia i typowej dla niego wesołkowatości. Wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic. — Lepiej ty mi opowiedz co się wydarzyło podczas mojej nieobecności, bo jakoś nie widzę tutaj Siriona. — dodał, posyłając mu znaczące spojrzenie, upijając następnie polaną kolejkę do dna. Oczywiście, że Roma nie orientował się w nowościach ani w zmianach władzy — wiele go w rzeczy samej ominęło, nie ma co tu kryć.
Shane i on? Musiałby zdarzyć się cud, aby do czegokolwiek między nimi doszło.
Kiedy dotarły do niego słowa Asteriona, który w swoim lataniu tu i ówdzie zatrzymał się na moment przy barze, momentalnie parsknął dźwięcznym śmiechem, niedługo potem ocierając łzę z kącika jednego z oczu. Jakiś bliżej nieokreślony czas mu zajęło, żeby się opanować. Chwilę potem szturchnął swojego rudowłosego druha w ramię, na moment zatrzymując spojrzenie na zbieranym w objęcia Morfeusza Tyrella.
No weź, nie bądź taki nieśmiały w stosunku do swojego uroczego stróża, to jedyna osoba, która cię nie porzuci jak pewien popierdolony lekarzopodobny szmaciarz, nie rozumiem po co się z tym tak ociągasz. — Fafnir uśmiechnął się od ucha do ucha, posyłając swojemu kumplowi niemalże zachęcające spojrzenie. Nie miał jednak na myśli, aby zajmował się tym nieszczęśnikiem w tej chwili, bo przecież biedak i tak niczego, by nie zapamiętał…

_________________
Kolory czcionek: japoński; francuski; hiszpański; angielski.



Roma
-----------
Fafnir     Opętany

avatar

Liczba postów : 339
GODNOŚĆ : Alan Adrien Sartre/Roman Deveraux

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Shane on Nie Kwi 23, 2017 3:22 pm
Shane  w pierwszej chwili nie zauważył jak ten cholerny Francuz sięga po jego ukochaną. Dopiero słowa poprzedzone czynami nagle ocuciły rudzielca, który złapał w mocnym uścisku nadgarstek kolegi.
Nie ma takiej opcji — rzucił, ale zaraz nikle się uśmiechnął. — I nie jak swemu jedynemu przyjacielowi, a jedynemu przyjacielowi. Kto  chciałby się z tobą zadawać poza mną. Jesteś Cyganem. — Oczywiście, że nie był rodowitym cyganem, ale Shane miał swój własny sposób nazywania tego drania i jakoś nie miał najmniejszego zamiaru rezygnować z tego, ku  niezadowoleniu Romana. No cholera, samo imię brzmi jakoś tak cygańsko!
Sytuacja w mieście była dla niego sprawą oczywistą. Życie w utopijnej sielance nie dostarczało zbyt wielu rozrywek, jak na przykład na Desperacji.
Nowy dyktator? A co z poprzednim się stało? Zszedł na zawał? Podobno przecież był stary. No chyba, że ktoś sprzątnął go? —  zapytał, chociaż sprawy M3 niezbyt go interesowały. Jak na razie. Nigdy nie wiadomo w jakiej będą sytuacji i warto było czasem znać nowiki z różnych stron świata.
Wiem, Cyganko, wiem. Nudno tam musisz się mieć skoro nie latają ręce ani nogi — zakpił nieco — Rozleniwiłeś się tam, hm? — Zaśmiał się, bo nagle wyobraził sobie Romę z nadwagą. Taki gruby kanapowy kocur. Odkaszlnął.
—  Sirion nie żyje. Calamity go zabił. Wybraliśmy nową władzę — powiedział spokojnie, upijając kolejną porcję szkockiej. — Yury został Wiecznym, a ja Pradawnym. Więc zamknij ryj i nawet nie próbuj się zaśmiać – Cholerny francuski gremlinie. Jeśli rudzielec usłyszał śmiech zaraz zepchnął kompana z krzesła.
Spojrzał na rozleniwionego Tyrella i westchnął. Czemu mu go wszyscy wpychali w ramiona. Ten temat niezbyt dobrze działał na niego. Wręcz przeciwnie – drażnił go. W dodatku Roma zahaczył o niewygodny temat - Jekylla. Pierdolonej Pokraki, której nie widział w cholerę czasu. Może tym lepiej.  Gdyby go spotkał wepchnąłby mu ten jego skalpel prosto w gardło.
—  Przestańcie mnie swatać — warknął najwidoczniej rozdrażniony. — Jeśli będę chciał mieć z nim cokolwiek do czynienia to poinformuje cię o tym pierwszego. A co do szmaciarza, to chwała za to, że zniknął z pola widzenia. Nie dość, że nie potrafił poskładać do porządku to jeszcze warczał jak prawdziwy chihuahua. Ciekawe, gdzie ten szczur się podział. Czy zdechł pod jakimś kamieniem jak na prawdziwego tchórza przystało czy zaszył się w jakiejś norze i próbuje zbawić świat — prychnął. Roma był jedną z niewielu osób, które orientowały się czym był ów chihuahua. Fajnie było od czasu do czasu porozmawiać z kimś kto pamiętał tyle, co ty.



Sorry, za taki rzyg. :l

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 995
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Roma on Sro Kwi 26, 2017 8:46 pm
Tego się w zasadzie spodziewał — ta ruda cholera nie przeżyłaby tego rozstania, a umykająca mu sprzed nosa butelka szkockiej momentalnie pobudziła go do działania. Na twarzy Fafnira pojawił się usatysfakcjonowany uśmieszek, osiągnął taki efekt jaki oczekiwał po jednostce, która równie mocno co on ceniła sobie wysokoprocentowe trunki.
Niech zgadnę — Zatrzymał na Rudym dłuższe spojrzenie, przybierając taki ton, jakby rzeczywiście musiał odpowiedzieć na największą zagadkę tego świata. — Jak mniemam ty, bo masz tę dziwaczną, cholerną słabość do cyganów i straszliwie musisz za mną tęsknić, skoro tak zapalczywie podkreślasz, że jesteś moim jedynym przyjacielem. — dodał wesoło, puszczając mu perskie oczko. Darował sobie tekst o tym, że się wzruszył i musi otrzeć niewidoczną dla nikogo łezkę z kącika — błaznowanie było jego ulubioną zabawą, ale teraz się wstrzymał. Aż dziw, że bezczelny irlandzki rudzielec nie raczył walić mu po prawdziwym imieniu, wykorzystując tym samym skrzętnie fakt znajomości prawdziwej tożsamości byłego fizyka.
W rzeczy samej — życie w M-3 porównywalne było do definicji luksusu, o jakim na Desperacji w upale nie sposób marzyć. Nie można również było pośród utopijnej rzeczywistości uraczyć niebezpieczeństwa czyhającego niemal na każdym kroku, jakby w niemym oczekiwaniu na potknięcie każdego kto porusza się nie znając tego trudnego, bezlitosnego w swej naturze terenu. Mimo to Roma wykształcił w sobie niemożliwą do dostrzeżenia i wyłapania ponadprzeciętną ostrożność, bo działanie na czarnym rynku w miejscu, gdzie przestępczość w teorii nie istniała, a obywatele cieszyli się szczęściem, żyjąc w nieświadomości, wymagała nie lada ostrożności i uważania na każdy postawiony krok. Sprowadzenie na siebie zbytecznej uwagi mogło okazać się bowiem bolesne w skutkach.
Całkiem prawdopodobne, że przejęto władzę siłą, ale nie obchodzi mnie to zbytnio, do czasu aż nie zaczną wpychać swoich zbyt długich nochali w nieswoje sprawy. — odpowiedział ze śmiechem, przenosząc na moment spojrzenie, jakby melancholijne na boski płyn w butelce jego amerykańskiej whisky. Och, tak, zamieszanie na szczeblu politycznym było na rękę nie tylko jemu, ale i przestępczemu półświatkowi, ale tym łatwiej można wszystko zwalić na szczury z kanałów sprzeciwiające się dyktaturze. Roześmiał się, słysząc wzmiankę o tym, że musi się w utopijnym mieście nudzić. Spojrzał na Shane’a uważniejszym wzrokiem, a uśmiech nieco mu zbladł. — Przecież kto jak kto, ale ty doskonale wiesz, że agresja w moim przypadku jest ostateczną ostatecznością. Wolę pokojowe rozwiązania, więc brak latających dokoła kończyn wcale mi nie przeszkadza. — Ten pozorny, utkany z kłamstw cenzury spokój, którym karmiono nieświadomych zagrożeń mieszkańców ocalałych miast na swój sposób był Romie na rękę. Przy wspominanym lenistwie ponownie się rozpromienił, kwitując to pytanie krótkim, perlistym śmiechem. Tak, coś w tym było. Rozleniwił się. Cholerna prawda.
Huh? — burknął po upiciu sporego łyku whisky. Przekrzywił głowę, patrząc na Shane’a z niekrytym niedowierzaniem. Że niby on — rudy osobnik, pozbawiony duszy, posiadający dziwną słabość do cyganów i pojebanych jednostek jego pokroju — miał być Pradawnym? A biomech dzierżący wcześniej jedynie podstawową rangę miał awansować aż na drugie najważniejsze miejsce w hierarchii. Wkręcał go! Bankowo. — Co ty pierdolisz, stary? Za dużo się wypiłeś tej szkockiej czy jak? Rudy, kto, by w ogóle na ciebie zagłosował? Ja bym cię nie wybrał, a co dopiero inni. — rzucił z rozbawieniem w głosie, klepiąc go jakby na pocieszenie po ramieniu, nie dając jego słowom o zmianie władzy żadnej wiary. — A tak na poważnie, Rudy? Nie zgrywaj się ze mną tak perfidnie. — dodał niemal od razu, odrobinę poważniejąc, choć to wrażenie nie objęło swoim zasięgiem jego spojrzenia czy szerokiego uśmiechu.
Roma doskonale zdawał sobie sprawę, że próba swatania jego jedynego przyjaciela zawsze działała mu na nerwy, ale cóż Francuz mógł poradzić na to, że wizja jego i Asteriona w roli jego zatroskanych swatek bawiła go niemiłosiernie. Zaśmiał się ze złośliwą satysfakcją, słysząc to rozdrażnienie w głosie Rudego.
Poczułbym się urażony, gdybyś raczył zapomnieć mnie poinformować w pierwszej kolejności, cholerny Irlandczyku — mruknął z udawaną groźbą w głosie. Taa, najpewniej kłótnia na linii Roma-Shane zakończyłaby się libacją alkoholową z bełkotliwymi przepychankami w tle lub innymi równie niełatwymi do wyjaśnienia wydarzeniami rodem z pamiętnego Watykanu, który po ich wizycie został rozjebany doszczętnie. Francuz wiedział czyja to była sprawka i tylko to powstrzymywało go przed popieszczeniem gardła Irlandczyka całą zawartością butelki ze szkocką… Były fizyk nuklearny prychnął głośno. — Przypuszczam, że to lisie robactwo przetrwa więcej niż można, by oczekiwać. — burknął z wyraźnym poirytowaniem w głosie. — Zbawić świat? — powtórzył Roma i pokręcił głową, biorąc porządny łyk whisky. — To jedynie może rozpierdolić wszystko czego tylko dotknie, tworząc sobie masę wrogów. — dorzucił ze słyszalną pogardą i do tego skrzywił się mimowolnie.

_________________
Kolory czcionek: japoński; francuski; hiszpański; angielski.



Roma
-----------
Fafnir     Opętany

avatar

Liczba postów : 339
GODNOŚĆ : Alan Adrien Sartre/Roman Deveraux

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Cedna on Czw Kwi 27, 2017 6:11 am
Cedna jak na prawdziwą Cednę przystało nie szczędziła w jakichkolwiek środkach alkoholowych, ani gościach. W końcu napić musiała się z każdym bez wyjątków i wymówek. Tu ze Smokiem kolejeczka, tam z Hydrą stuknięcie, jeszcze potowarzyszyć Żmijowi, dolać Salamndrze, pospieszyć Bazyliszka i te de i te pe. Latała po całym lokalu jak najęta… no przynajmniej do czasu, aż alkohol już autentycznie nie dał się Smolistej we znaki sprawiając, że na chwiejnych nogach, mówiąc o kilka decybeli zdecydowanie za głośno i za wesoło już słaniała się od stolika do stolika pierdoląc o głupotach.
Mężczyźni przy barze mogli szczycić się spokojem do tego konkretnego momentu, w którym to zabrakło Cednie alkoholu w butelce, której zawartość tak ochoczo jeszcze przed chwilą rozlewała po stole i kieliszkach niedaleko. Dostrzegła, że blondwłosy Asterion pałaszował jej dzika, a więc nie mogła przepuścić takiej okazji, aby nie podziękować mężczyźnie za uszczuplanie ich zasobów żywieniowych na ten wieczór.
Aaaaaaaaaaasterion! – zaciągnęła chichrając pod nosem, gdy dotarła nareszcie do baru. – Druhu ty mój! Tfffoje zdrowie! – zakrzyknęła wyciągając butelkę w powietrze, chociaż on siedział dokładnie dwa kroki od niej. To nic. To nie miało znaczenia. Kto powiedział, że mógł ją usłyszeć przez gwar rozmów. Wiwerna musiała mieć pewność, że słyszy jak wiwatuje na jego cześć i poświęcając specjalnie dla niego swoją wątrobę. Przechyliła butelkę do ust kompletnie zapominając, że jest pusta i zaraz skrzywiła się, że została tak haniebnie oszukana przez samą siebie. Nie mogła przecież pić powietrza za zdrowie Geparda. O nie, nie, nie. Tutaj należało wypić coś wysokoprocentowego, aby cały rytuał miał się udać!
Barman! – odwróciła się zamaszyście w stronę baru z wyciągniętą butelką trzymaną za szyjkę. To był bardzo zły pomysł. Cedna kompletnie nie zauważyła, że na nieprzewidywalnym torze lotu szkła stoi niewzruszona głowa nie kogo innego, jak jej najcudowniejszego na świecie partnera biznesowego zwanego potocznie Cyganem, Handlarzem Gruzu i Pierdół Wszelakich.
Szkło w lamencie trzasku rozbiło się o twardą łepetynę w drobny mak, a kaskada kryształowych kawałeczków rozsypała się po blacie baru oraz podłodze. Wszystko na moment stanęło, a przynajmniej pijanej Cednie się tak wydawało zanim nie podniosła ręki do ust zszokowana. Mrugnęła dwa razy.
Rrrroma! – jęknęła z wyrzutem. – Czemu ty tutaj siedziałeś?! – zakrzyknęła bardzo dobre w tym momencie pytanie wypuszczając z ręki pozostałego „tulipanka”. W końcu jaki cel miałby Fafnir w urazie głowy spowodowanym szklaną butelką? Zysku z tego żadnego, a same straty, gdyby tylko jeszcze naczynie było pełne. Cygan zachował się bardzo nierozważnie, ale Cioci Ced zrobiło się go, aż szkoda. Tak szkoda, że aż się zatoczyła na bok prawie przewracając.

_________________

.:

#2e316d


THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE

I SAY HE ONLY TELLS ME
THAT HE LOVES ONLY WHEN HE'S DRUNK





THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE



Cedna
-----------
Wiwern     Dezerter

avatar

Liczba postów : 1878
GODNOŚĆ : Aomame Rhoneranger

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Shane on Pią Kwi 28, 2017 12:19 pm
Ruda cholera miała jedyną ukochaną, o którą się martwiła bardziej niż o siebie. Dlatego było to wręcz oczywiste, że nie w smak było mu ruszanie przez Cygana jego lubej. No halo, kto chce, aby ktoś obłapiał jego własność?
Nie schlebiaj sobie. Ja już nawet nie pamiętam dlaczego się z tobą zadaje, ale może być to uwarunkowane przynoszeniem mi szkocką — odparł, nikle się uśmiechając. —  Tęsknić? Tęsknie jedynie za twoim ekwipunkiem. — Zaśmiał się. No cóż, Roma nie musiał wiedzieć, że rudzielec darzy go jakąkolwiek sympatią niezwiązaną z alkoholem. Przeszłość i rozwalenie Watykanu jedynie ociepliło ich relacje, które na samym początku przez pewną Gnidę były dość... chłodne.
Shane nie wnikał w życie Romana w M3. Nie szczególnie orientował się czym zajmuje się jego kolega poza byciem Drug-on. Wiedział jednak na pewno, że są to rzeczy stricte nielegalne, do których każdego cygana ciągnęło.
Gdyby coś było na rzeczy poinformuj mnie. Wyślij sowę czy coś — Parsknął pod nosem, upijając kolejny łyk szkockiej. — Wiem, wiem Cyganko. — I chyba za to lubił go najbardziej. Za jego pogodne usposobienie. Odkąd pamiętał — w ich znajomości to Alan robił za komika i rozładowywał wszelkie napięte sytuacje. Czasem za nadto błaznował, jednak Shane zdążył się przyzwyczaić do irytującego śmieszka.
— Co ty pierdolisz, stary? Za dużo się wypiłeś tej szkockiej czy jak? Rudy, kto, by w ogóle na ciebie zagłosował? Ja bym cię nie wybrał, a co dopiero inni.
—  Jesteś chuj — Zaśmiał się i przypieprzył mu znowu w łeb. Pieprzony Cygan, ciągle biadoli od rzeczy. Pewnie przez alkohol w jaki w siebie wlewał i który doszczętnie wypłukał jego szare komórki. — I nie zgrywam się z tobą debilu, Serio ta banda wybrała tak, a ja nawet nie miałem na to wpływu. Trochę zaszaleli z tymi wyborami, bo wybrali typa skrajnie nienormalnego. — Upił kolejny łyk, kątem oka zerkając na śpiącego już Tyrella. Szybko wzrokiem przeniósł się na Alana, który zahaczył o temat Jekylla.
On nie przejmuje się masą wrogów, jaką sobie robi. Wręcz przeciwnie. Zresztą... — Po cholerę o nim dyskutowali. Czas Shane spędzony z Jekyllem był niczym wyrwanie z jego ciała większego kawała skóry i rzuceniu go w przepaść. Patologia jaka niosła ze sobą ta relacja nie mogła skończyć się dobrze. A mimo to skończyła. Rozeszli się i od tamtego momentu nawet nie spotkali. Ruda Pokraka uciekała niczym szczur pokładowy, kiedy tylko statek zaczął tonąć. Może to i lepiej. Nie. To zdecydowanie lepiej.
Chciał jeszcze coś dodać kiedy do akcji wkroczyła pijana w sztok Cedna. Zjawisko jakoś nieszczególnie obce, dlatego Shane nie zaskoczył się, że kobieta teraz przywędrowała do baru, aby napić się z kolejnymi ofiarami. Ofiarami. No bo Tyrella znokautowała swoim sake gwałtu, a Cygankę... butelką. Nie żeby twardy łeb Romana mógł to źle znieść, jednak sam widok był przekomiczny. Wybuchnął głośno śmiechem, nie wierząc, że doszło do podobnej sytuacji.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 995
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Wartakus on Pią Kwi 28, 2017 6:02 pm
Cała impreza zasadniczo go ominęła, siedział cicho, nie rozmawiając z nikim, po za zamawianiem kolejnych butelek alkoholu. Gdy imba trwała, ten anonimowy alkus kończył piątą butelkę bimbru Cedny i przy okazji wypił także drugiego Czarnego Jack'a i podarek od Shane'a. Oczywiści także zdążył uzbierać stosik naczyń po ciągłym zamawianiu dziwnych kulinarnych wybryków Hashiama.

Najwidoczniej też przez swój pijacki amok nie ogarnął, że chyba pewna para kochasiów wyszła się niby bić, a tak naprawdę każdy wiedział że idą nad strumyk zrywać stokrotki.
Ball obrócił się na stołu spoglądając na resztę pozostałych smoków... capiło od niego alkoholem nieziemsko, a wzrok miał tak nieobecny, jak higiena na desperacji. Wędrował tym pijackim wzrokiem od jednego smoczego lica do drugiego, aż zatrzymał się na Cednie.
Dźwignął się ze stołka, dość chwiejnym krokiem, lecz stabilnym... jak ukraińska gospodarka.
- Szedna jest zprawa... - zachwiał się lekko jednocześnie zarzucając kobiecie ramię przez szyję - Na składzie mamy czołg nie?
Twarz momentalnie mu spoważniała, a wymieszany głos zimnej skały z pijackim gaworzeniem zanikł, pozostawiając to pierwsze.
- Dasz radę go naprawić?

_________________
~Głos~

#663366
Deus Vult:



Wartakus
-----------
Żmij     Dezerter

avatar

Liczba postów : 636
GODNOŚĆ : Ballantine "Ghoul" Buraddo

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Raven on Sro Maj 03, 2017 8:39 pm
Spoufalanie się z Yury'm skończyło się tak szybko, że aż go to nawet w żadnym stopniu go nie dziwiło. Widząc jak zaczyna skupiać swoją uwagę na nowym smoku, domyślił się, że łączyły ich relacje z przeszłości, zupełnie jak Evana z nim. Nie zamierzał jednak zwracać na nich większej uwagi. Jedynie co zrobił, to pokręcił głową w geście rezygnacji i ponownie przyssał się do swojej szklanki, ignorując słowa Wiecznego o podmienianiu. Cóż. Raz na sto lat zdarzy mu się palnąć jakiś komplement. Sobie będzie tłumaczyć to efektem choroby i zmęczenia. Tak, to najlepszy powód do wytłumaczenia.
Dlaczego go pochwaliłeś?
Jak to dlaczego? Przecież jestem chory i zmęczony.
Tak, to genialna wymówka, Evan.
Wzdychając cicho pod nosem, nawet nie odwrócił głowy w kierunku Yury'ego, który to nagle postanowił opuścić tutejsze pomieszczenie. Na jego miejscu zrobiłby w sumie dokładnie to samo. Nie miał najmniejszego powodu, dla którego miałby tutaj siedzieć. Osoba, z którą chciał zamienić trzy zdania właśnie jest oblegana przez byłego kochanka oraz dwóch smarków w postaci Tyrella i Asteriona. Jeszcze głośnej kobiety tam brakuje do pełnego kompletu. A i to to tylko kwestia czasu.
Wypił do końca zawartość szklanki, po czym przeciągnął się z cichym pomrukiem. Z kieszeni płaszcza wyciągnął stary notatnik oraz ołówek. Wyrwał jedną kartę, na której zaczął coś bazgrać. Niewiele później zszedł z krzesła barowego, dziękując barmanowi za dobry trunek. Podszedł do zebranej grupki, którą jedynie obległ spojrzeniem, po czym podsunął Shane'owi wyrwaną kartę z notatnika. Spojrzał na niego krótko, porozumiewawczo, po czym odszedł od grupy, kierując się ku wyjściu.

Notka: Jestem chory. Mam Ater Sanguis, który zaczął mi się rozwijać. Nie mów nikomu. Przez najbliższy czas nie będzie mnie w kryjówce. Nie wiem kiedy wrócę i nie szukaj mnie. Przez ten czas masz opiekować się moim psem. Nie, nie będzie się Ciebie słuchał. To tyle.

z/t

_________________
Mowa Evana #660000



Raven
-----------
Żmij     Anioł

avatar

Liczba postów : 1202
GODNOŚĆ : Znany jest jako Evan Rush.

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Roma on Czw Maj 04, 2017 12:11 am
Roma roześmiał się głośno, słysząc tę bezczelną odpowiedź tego rudego debila, który mianował się jego jedynym przyjacielem. Szkocka, taa? Wolne żarty.
Szkocką to ja przynoszę ci jedynie od trzydziestu lat, ty rudy niewdzięczniku — sprostował wesoło, nakierunkowując tegoż alkoholika na właściwą ścieżkę rozumowania. Wcześniej przecież Roma nawet nie dzierżył funkcji Fafnira, a co co tu dużo mówić o możliwości dostępu do szkockiej i innych alkoholi na terenie Desperacji. Bez bimbru Cedny na bezkresie pewnie do tego czasu zdążyliby zdechnąć z pragnienia, który zrozumieć mógł tylko szanujący się alkoholik. — Nie pierdziel mi tu takich farmazonów, bo jeszcze pomyślę, że się starzejesz, stary. Znam wszystkie twoje sekrety, Rudy, miej to na uwadze, stąpasz po cienkim lodzie. — odparował ze śmiechem, nie kupując tej gadki, która miała uchronić jego wiszącą na włosku reputację. Wspomnienia z Watykanu i wspólnych podróży wiele w tym względzie wnosiły same, a wypowiadać ich na głos ani jeden, ani drugi nie musieli.
Upił łyk alkoholu, patrząc na swojego towarzysza z rudymi włosami z wyraźnym ubawieniem wizją tego jak posyła mu sowę pod kopułą, co pewnie najszybciej miałoby miejsce po tym ostro urżnąłby się alkoholem. Leć, złotko, znajdź Rudego i przekaż mu najgorętsze ploteczki z tej fałszywej rzeczywistości. Wtedy to już na pewno przykułby uwagę z jakiejś kamery i wysłano, by go w ramach obywatelskiej troski na leczenie do jakiegoś zakładu przymusowo.
Ma się rozumieć, złotko, wytresuję swojego chomika, ale wcześniej oduczę go picia mojej whisky. Będzie się nadawał do tej roli idealnie. — Zasalutował mu, udając powagę, choć szeroki uśmiech wyraźnie z tym kontrastował. Ależ ta wizja była absurdalna. Malutki chomik podbijający Desperację. — Ostatnio znalazłem go w szklance, a do teraz go nie mogę znaleźć, więc będziesz musiał czekać aż wypełznie spod jakiegoś mebla. — Następnie rozłożył ręce w geście bardzo bezradnym, bo w tym względzie to chomik miał więcej przywilejów, a żeby było zabawniej Roma nigdy nie nadał mu żadnego imienia.
Jesteś chuj.
Kiedy ten debil skonfrontował swoją łapę z jego głową, posłał mu jakoby niedowierzające spojrzenie na tę bezczelność. To Roma był tutaj w końcu mózgiem alkoholowej operacji, więc Rudy pijaczyna nie powinien o tym zapominać, inaczej źródełko szkockiej mogło się niefortunnie urwać… Oczywiście, że się nie urwie.
I nie zgrywam się z tobą debilu, Serio ta banda wybrała tak, a ja nawet nie miałem na to wpływu. Trochę zaszaleli z tymi wyborami, bo wybrali typa skrajnie nienormalnego.
W momencie kiedy temat zszedł na tę jebaną pokrakę angielską, utkwił uważniejsze spojrzenie w swoim towarzyszu. Jego uśmiech wytracił przy okazji charakterystyczne, czyste rozbawienie. Roześmiał się krótko, czekając na dalszą część, ale wtedy jego partnerka w zbrodni alkoholowej przeciw światu postanowiła zaatakować go butelką.
Ból przebił się przez rozluźnienie alkoholowe dostatecznie szybko, by się skrzywił niemiłosiernie. Odruchowo przyłożył rękę do tyłu głowy, a niedługo potem dosięgła go pretensja cioci Ced, czując pod palcami ciepłą posokę. Zajebiście. Szykowały się zatem tymczasowe wakacje na Smoczej Górze, no cóż, tego to Roma po dzielnej bitce z menelaosem Desperacji nie przewidział. Evan niestety bądź stety mignął mu dość szybko, że zaaferowany całą sprawą, nie posłał mu nawet żadnego spojrzenia.
Świetnie, tego było mi trzeba — mruknął w dalszym ciągu z lekkim, wesołym uśmiechem, obserwując krew na swojej dłoni. Ta z kolei zdążyła powoli posklejać jego ciemne włosy pojedynczą strużką kierując się w dół aż do jego szyi, by finalnie wtopić się w materiał jego koszulki. Kto jak kto, ale Roma ze swoim usposobieniem nie zamierzał z tego faktu robić żadnych dramatów czy burd, to zdecydowanie nie było w jego stylu. Nie powinno zatem dziwić, że nawet go to rozbawiło, bo w niedługim czasie zaczął się śmiać, choć zdecydowanie ból głowy dawał mu się we znaki, a i bankowo nie obejdzie się bez szwów. — Teraz mam powód, aby się z wami przemęczyć na Smoczej Górze i pooglądać wasze parszywe mordy dłużej niż ustawa przewiduje. Można było poprosić mnie o to w bardziej cywilizowany sposób… — dodał z rozbawieniem, by następnie westchnąć niemal teatralnie wujcio Fafnir, musząc mierzyć się z taką, a nie inną okolicznością. Przynajmniej będzie co wspominać.

_________________
Kolory czcionek: japoński; francuski; hiszpański; angielski.



Roma
-----------
Fafnir     Opętany

avatar

Liczba postów : 339
GODNOŚĆ : Alan Adrien Sartre/Roman Deveraux

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Cedna on Sob Maj 06, 2017 5:47 am
Była wyjątkowo oburzona, ale równocześnie powoli w jej głowie dochodził bardzo cichy głos rozsądku jak echo anemika rzucone w kanion. Coś jej podpowiadało, że zamiast się denerwować i irytować na kompana marnującego cenne szkło, powinna się przejąć tym, że nieszczęsny wujcio traci właśnie bardzo ważny dla ciała czerwony płyn napędzający jego układy. Zmarszczyła brwi konfrontując ze sobą dwa kompletnie różne nastawienia i nim zdążyła się zdecydować na jedno z nich ciężkie ramię jej dobrego kumpla od maniany wylądowało wokół jej szyi sprawiając, że zapici w trupa przyjaciele połączyli się w bardzo chwiejną i niestabilna konstrukcję pijacką.
Zajęło jej chwilę zanim ogarnęła o co chodzi Białemu Skurwielowi i potaknęła, aż za energicznie jak na kobietę przystało chwiejąc się z nim w rytm niesłyszalnej muzyki, do czasu, aż nagle nie zamarli stając się niesamowicie poważnymi, aczkolwiek ciągle pijanymi ludźmi, których wszelkie decyzje i poczynania powinny natychmiastowo zostać stłumione w zarodku. Wiwerna popatrzyła na Warta z oburzeniem. – Jeszcze pytasz?! Jjjjjjjjjjjja miałabym nie dać rady? JA?! Potrzymaj mi piwo, stary! – chciała już mu wręczyć stłuczony tulipan, ale zapomniała, że tą część też już upuściła na podłogę, co ją nieco wybiło z pantałyku. Trzeba zdobyć jakąś butelkę, aby dokończyć dzieła. Kolejnego! Nosz, że też nagle nic nie można było na tej imprezie zrobić jak należy. Ni to wypić z Asterione, ni to podać piwo Ballentines’owi.
Podniosła wzrok w poszukiwaniu butelki i dostrzegła jej kolejnego smoczego ulubieńca – Evańskiego, który ledwo co ruszył dupsko z miejsca, a już znikł bez słowa.
- EJ NOOOOOO! Jak to tak Evan! Bez pożegnania?! – krzyknęła pretensjonalnie wywijając się z objęcia Ghoula, ale ten wysoki anioł już poszedł i zniknął. Prychnęła niby to oburzona tym brakiem kultury i obróciła się ponownie w stronę baru zataczając na Romę. Uwiesiła się Fafnirowi na ramieniu i momentalnie sobie przypomniała, że go jeszcze przed chwilą poszkodowała.
- Hyyyyyy, nic ci nie jest wujaszkuuuuuu? – wymamrotała za słodko jak na normalną Cednę przystało i dotknęła jego głowy chcąc dobrze, ale pewnie wywołując tym samym tylko nieco większy ból. Odwróciła się niby do reszty ludzi i wyciągnęła wolną rękę przed siebie. – Potrzebujemy lekarza! Czy jest na sali lekarz?! – krzyknęła przelatując dłonią z Wartakusa, na Shane’a i na ućpanym aniołku się zatrzymując.  - … TYRELL! – krzyknęła głośno jakby chłopak stał na drugim końcu zatoki bałkańskiej, a nie jakiś metr dwa od niej. Rzuciła się do medyka ignorując jego tymczasowe krzesło w postaci Pradawnego. Zaczęła nim telepać w pijanym amoku. – TYRELL! TYRELL! TY JESTEŚ MEDYKIEM! SZYBKO! RATUJ GO!

_________________

.:

#2e316d


THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE

I SAY HE ONLY TELLS ME
THAT HE LOVES ONLY WHEN HE'S DRUNK





THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE



Cedna
-----------
Wiwern     Dezerter

avatar

Liczba postów : 1878
GODNOŚĆ : Aomame Rhoneranger

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Shane on Nie Maj 07, 2017 4:53 pm
Shane prychnął na słowa Romana. Cholera, próbowała za wszelką cenę odwrócić kota ogonem. Przeklęta cygańska krew. Pomimo, że Alan nie należał do narodowości romskiej, Shane i tak lubił myśleć o nim w tych kategoriach, zwłaszcza, aby mu trochę dokuczyć.
Trzydzieści lat? A ja myślałem, że więcej. Szmat czasu już minął odkąd wyniosłeś się do ciepłego miasteczka, piekąc pierniczki —  parsknął pod nosem. Już czekał tylko na jakiś wykwinty komentarz Romana.
Starość w moim przypadku, kochany, to pojęcie względne. Trzymam się wyśmienicie jak na swoje lata —  No cóż, nikt tego nie mógł mu zarzucić. Dwadzieścia cztery lata nadal wdzięcznie trzymały się Shane'a, jakby gdyby ten wcale nie umarł.
A co z tym chomikiem tak w ogóle? Gdzie on jest? —  zapytał, kiedy temat nagle zszedł na małego gryzonia. Widział go może raptem jeden raz. Cygan również jakoś nieszczególnie pojawiał się z nim często — Widzę, że nawet twoje pupile aspirują na podobnych do ciebie smakoszy wysokoprocentowych trunków, zwanych potocznie alkoholikami —  Przyganiał kocioł garnkowi. Shane jednak nie ukrywał się z własnym zamiłowaniem do alkoholu. Będąca z nim jeszcze w związku Cedna doskonale przekonała się o tym na własnej skórze.
Zaraz jednak — o wilku mowa —  Hydra wkroczyła ze swoim wdziękiem w pełnej, destrukcyjnej krasie, rozwalając łeb Romana niczym soczystego pomidora. Rudzielec zaśmiał się widząc ten załączony obrazek, gdyż kompan nie padł jak długi, a więc sytuacja nie była zagrażająca jego życiu. —  Widzisz, Cedna za tobą bardzo się stęskniła skoro nie zamierza wypuścić cię stąd tak szybko —  rzucił poważniejąc. W końcu zauważając kątem oka zbliżającego się Evana. Skupił się wzrokiem bardziej na jego sylwetce, aby w końcu otworzyć jego liścik i przeczytać.
Jestem chory. Mam Ater Sanguis, który zaczął mi się rozwijać. Nie mów nikomu. Przez najbliższy czas nie będzie mnie w kryjówce. Nie wiem kiedy wrócę i nie szukaj mnie. Przez ten czas masz opiekować się moim psem. Nie, nie będzie się Ciebie słuchał. To tyle.
Śmiertelna choroba aniołów.
Shane zgniótł w palcach kartkę, szybko chowając ją do kieszeni spodni. Spojrzał na naćpanego Tyrella, którym potrząsała Smolista. Chciał pogadać z Evanem, ale ten bardzo szybko opuścił bar. Pradawny wstał i przerzucił sobie dzieciaka przez ramię, jak worek ziemniaków.
Tyrell idzie spać, jest Az na imprezie, zajmie się Romanem albo ty użyj swych... umiejętności — rzucił do kobiety i odchrząknął znacząco. Spoglądnął na Cygana i poklepał go po ramieniu — Przeżyjesz, kanalio. —  odparł, tracąc chęci na dalsze imprezowanie. Wiadomość od Evana przypominała mu, że są sprawy, którymi musiał się zająć.
Nie siedźcie za długo — powiedział do zebranych nieco głośniej, wymownie spoglądając na Warta, który także niepokojąco interesował się szkocką. Wyszedł z dzieciakiem na ramieniu, opuszczając bar. Odstawił Tyrella do pokoju, samemu chcąc jeszcze znaleźć Evana, jednak ten jakby rozpłynął się w powietrzu, a jego zapach urwał się tuż za murami Smoczej Góry.



[z tematu x 2]

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 995
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Stara stołówka - Bar.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 10 z 11 Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics