Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Marcelina on Nie Sty 24, 2016 7:36 pm
Na piętrze, obok rzędu zwykle zamkniętych na klucz pokoi z krajobrazu wyróżniają się masywne, koloru ciemnego kasztanu grube drzwi z wywieszoną, podrapaną tabliczką z napisem JAMA CHAMA. Za nimi kryje się spore pomieszczenie, do którego wstęp ma tylko Marcelina i osoby posiadające pozwolenie na przekroczenie progu. Całość utrzymana jest w stonowanym, ciemnym odcieniu burgundu i popielatości. Ściany wywieszone są różnymi zdjęciami i pięknymi, psychodelicznymi obrazami. Na półkach walają się książki różnego rodzaju, różnego pochodzenia, wieku i stanu okładki. Na lewo od drzwi, pod ścianą mieści się ogromne, podłużne terrarium w środku którego mieszka przedstawiciel udomowionych jaszczurowatych. Na końcu pokoju stoi mosiężne biurko, a za nim równie wielki czarny, skórzany fotel. W prawym, najdalszym rogu dostrzec można drzwi prowadzące do kolejnego, sporego pomieszczenia - to schowek ziół, medykamentów i składników z różnych zakątków desperacji i miasta-3, do którego nie dopuszcza absolutnie nikogo. Znajdują się tu również łupy skradzione w mieście-3, które przemyciła na tereny desperacji i którymi handluje z mieszkańcami desperacji.


Ostatnio zmieniony przez Marcelina dnia Nie Paź 22, 2017 1:36 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1749

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Marcelina on Wto Lip 18, 2017 8:36 pm
KILKA GODZIN PO UGASZENIU POŻARU.

- Lokstar.
Ciszę przerywaną uderzającym monotonnie o szybę ciężkim, brudnym deszczem przeszył cichy, stanowczy głos Marceliny. Jej ślepia utkwiły w spojrzeniu upadłego, który bez słowa skierował w jej stronę twarz. Jego palce muskała jej dwie, małe, słabe dłonie złożone w zamknięty koszyczek. Chwycił jedną z nich i odwrócił ją, muskając nadgarstek Marceliny pieszczotliwymi ruchami opuszków palców. Wymordowana zaczęła w pewnym momencie cicho mruczeć. Spojrzała ukradkiem na zabandażowane ramię. Poczuła dreszcz na plecach. Jak teraz będzie funkcjonował bez ręki?
Tak?
- Wiem, że to, co się stało, jest moją winą. - zaczęła, wzdychając ciężko i przymykając ciężkie powieki. Widok płonącego ciała Atrity i zbieranie jej prochów do starego, zdobionego dzbanu oraz chowanie Dżerarda w wykopanym dole przy kasynie nie opuszczał jej nawet na sekundę. W kącikach jej oczu pojawiły się pierwsze łzy, które jednak szybko opanowała. - Ale to było konieczne. Po prostu.
Nie zamierzała kontynuować tej rozmowy. Miała ogromną nadzieję, że Lokstar zrozumiał jej pewny i stanowczy ton. Nie miała zamiaru jednak tego sprawdzać i szybko rozpoczęła nowy temat, którego poruszenie planowała od dawna. - Lokstar - powiedziała, łapiąc głęboko powietrze - Wtedy, na desperacji, w jaskiniach... - zaczęła, przypominając sobie cały bieg zdarzeń i w pewnym momencie czerwieniąc się - spotkałam ją. Erin. - przez kilka chwil omijała jego spojrzenie, by w końcu nawiązać kontakt wzrokowy. Czuła się zażenowana samymi wspomnieniami... - Powiedziała, że zna osobę, która poluje na mordercę Twojego brata.
Nastała niezręczna cisza. Lokstar puścił dłonie Marceliny, odsuwając się i zaciskając pięści. Złożył łokieć i przysunął sobie sprawną, prawą dłoń do czoła, przypominając w tamtym momencie wkurzonego filozofa. Hiena prawie parsknęła, powaga sytuacji i gęstniejąca atmosfera skutecznie powstrzymały ją od tego odruchu.
Czekała na odpowiedź. Przez tą krótką chwilę Hiena przypomniała sobie te długie godziny z Erin. Dawna przyjaciółka pozwoliła jej zapomnieć na chwilę, oderwać się od tego całego gówna. W dodatku nieświadomie rozdrapała starą ranę, jednak było to warte - Marcelina nadal pragnęła zemsty za Hadraiana. Oh, gdyby Erin wiedziała, co stało się po ich rozstaniu w jaskiniach...

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1749

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Loki on Wto Lip 18, 2017 9:07 pm
Lokstar puścił dłoń Marceliny i machinalnie spróbował oprzeć czoło o pięści. Dopiero, gdy głowa w groteskowo komiczny sposób uciekła mu w bok przypomniał sobie o utraconej w czasie akcji ręce. Jego mina przypominała w tamtym momencie wyraz pyska wkurzonego szop-pracza i z pewnością wymordowana powstrzymywała się przed parsknięciem, jemu jednak nie było w tamtych chwilach do śmiechu. Sama myśl o ryju tego parszywca doprowadzała go do... furii. A fakt, że był on tak blisko z Marceliną z jakiegoś powodu drażniło Lokstara i powodowało w nim nieujarzmiony ból, nieodgadnione uczucie. - Marcelina - powiedział spokojnie, acz w jego głosie można było usłyszeć niepokojące drgnienie - Nie. Zaczynaj. Tej. Rozmowy.
Wypuścił powietrze z pełnych płuc. Napięta atmosfera zgęstniała. Spuścił wzrok, starając się nie zdradzać chowającej się w nich złości. Wiedział jednak, żę Marcelina nie odpuści tego tematu, najchętniej po prostu spierdoliłby stamtąd jak najdalej. Niestety, sytuacja na to nie pozwalała. - Lokstar - syknęła wymordowana, ten nadal jednak nie spojrzał na nią, skupiając się na punkcie gdzieś na brudnej ścianie po jego prawej stronie. - Dlaczego? - trochę zdurniał. Nie spodziewał się tego pytania. - Dlaczego aż tak nienawidzisz swojego brata?
Cisza. W głowie Lokstara rozpętała się wojna. Co miał jej odpowiedzieć? Nie chciał się przyznać, kim jest naprawdę. Nie chciał niszczyć Marcelinie wizerunku Hadriana, bo wiedział, jak ten parszywy sukinsyn był dla tej dziewczyny ważny. Uderzył pięścią w stół. - Kurwa! - syknął, oddychając ciężko. Spojrzał prosto w jej oczy. Jego nieodgadniony wyraz twarzy zdezorientował i zbił z tropu Hienę. - Naprawdę chcesz wiedzieć, kim był Twój kochanek? - wycedził, żałując szybko, że nie ugryzł się w język - Naprawdę chcesz wiedzieć...
Rozluźnił się. W końcu poczuł, że musi zaufać chwili i sile przyjaźni, która łączyła tę dwójkę. Nie mógł zarzucić wymordowanej braku doświadczenia, życie skopało ją nawet bardziej, niż jego. - Hadrian... - zaczął, uderzając palcami o blat mosiężnego, porysowanego biurka z ciemnego drewna - był zwykłym chujem.
Nie mógł się już wycofać. Czekał jednak na... no właśnie.
Na co?

_________________

mowa myśli  



Voice Loki Upgrade



Loki
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Lokstar Val Hallen vel Loki vel Kłamca

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Marcelina on Wto Lip 18, 2017 9:38 pm
Kochanek.
Jak to pusto brzmi.
Marcelina poczuła tęsknotę. Bardzo chciała zapomnieć o tym uczuciu...
- Chcę.
Ta chwila ciszy była chyba najdłuższą o podobnym charakterze w jej życiu. Zmarszczyła brwi i chwyciła palcami przeciwstawnymi okolice zatok, przyjmując pozycję zadumanego filozofa. - Wtedy, w jaskiniach... - zaczęła, chcąc wyrzucić z siebie te wszystkie uczucia, emocja, które nie potrafiły znaleźć sensownego ujścia, sposobu wyrażenia się - Erin opowiedziała mi o wszystkim, co działo się przed napadem drugiej amnezji.
Wszystko stanęło jej przed oczami. Długie rozmowy, wspólny, niezbyt dobry posiłek, widok śpiącej Atrity, spokój, który trwał przez kilka wspólnych godzin, a potem... potem ten pocałunek, ucieczka Marceliny, płacz Erin. Hiena nadal odczuwała mieszane uczucia. Nie wiedziała, w jaki sposób ma się do tego odnieść i czy w ogóle spojrzy kiedyś na Erin w taki samy, błahy sposób... Marcelina mówiła o tym długo. Teraz, przed Lokstarem, mówiła, ale jakby do siebie. Niektórych słów ten zapewne nie zrozumiał, ale nie powstrzymywał jej. W końcu zamilkła i spojrza w oczy przyjacielowi. - Erin powiedziała mi, że szpiegmistrz Łowców poluje na mordercę Twojego brata. - złożyła dłonie przed sobą, opierając się łokciami o blat niemalże całym ciałem. Poczuła ból w okolicach niedawno zszytej rany, nie przejmowała się tym jednak. - Ten człowiek jest bardzo rozpoznawalny - ma charakterystyczną bliznę na lewym policzku i lewe oko niemalże błękitne, ślepe, podczas gdy prawe ma odcień ciemnego brązu z jasną, zieloną plamą. Jest chyba oficerem. - spojrzała kątem oka na irytującą, tłustą muchę, która wleciała do pomieszczenia i bez pośpiechu wleciała na najwyższą półkę starego regału. - Zabił córkę tego gościa. Słuchaj... - przysunęła się do Lokstara, nie zrywając kontaktu wzrokowego - Znajdźmy go.

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1749

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Loki on Sob Sie 19, 2017 8:15 pm
Zmrużył oczy nieznacznie, nie spuszczając z przyjaciółki wzroku. Znał ją. Wiedział, że celowo ominęła fragment całej tej opowieści, czuł jednak, że był on nieznaczący w całej tej historii, był kawałkiem nie pasującym do tej zwariowanej układanki, dlatego nie naciskał. Słuchał. Uważnie. Owszem, nie zrozumiał wielu słów. Rozumiał jednak doskonale sens tego, co przekazywała mu Marcelina, wyczuwał zmiany tonu w jej charakterystycznym głosie. Jedynym w swoim rodzaju. Głosie tak znanym, głosie, który koił jego nerwy, niepokój, lęk.
Głosie, który kochał. Od zawsze.
Szpiegmistrz Łowców poluje na mordercę Twojego brata. Te słowa wybudziły go momentalnie z transu. Jego mętny wzrok, wciąż utkwiony w zamyślonym spojrzeniu Marceliny drgnął, on sam jednak nie poruszył się. Słuchał dalej. Blizna na lewym policzku. Ślepe, zamglone, błękitne oko. Charakterystyczny, zły grymas na równie złej mordzie. Już wiedział. - Skoro zabił córkę samego szpiegmistrza łowców... - zaczął, uśmiechając się dziwnie - to oznacza, że mordercę ściga cała ich banda. Marcelina... potrzebuję ręki. Dobrej ręki. Wiesz, jakim kaleką teraz jestem.
Deszcz przestał padać. Teraz słychać było tylko wicher, z daleka zaś błysnęła złowrogo zapowiedź zbliżąjącej się burzy. Dzisiaj nie będą spać spokojnie.

_________________

mowa myśli  



Voice Loki Upgrade



Loki
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Lokstar Val Hallen vel Loki vel Kłamca

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Marcelina on Nie Sie 20, 2017 11:26 am
Zastrzygła uszami z lekkim, dobrze ukrytym pod opadające powieki zdziwieniem. Mucha znowu zaczęła irytować dwójkę, wynurzając się ze swojej kryjówki położonej na najwyższej półce zakurzonego regału. Tym samym, na którym spoczywał słój z prochami Atrity. - Nie, Lokstar - odpowiedziała, opierając się o oparcie swojego mosiężnego, skórzanego fotela noszącego głębokie zadrapania na materiale. - Erin wspomniała, że o szczegółach całej sprawy nie wie żaden łowca. Ona i tak wiedziała niewiele więcej. - sama zastanawiała się, dlaczego i kim Erin była dla Ciro. Jaka łączyła ich relacja, skoro szpiegmistrz zdradził jej trochę więcej, niż pozostałym? - Najemnicy Ci pomogą. - podciągnęła leniwie nogę, kładąc brodę na kolano. Drugą nogę wyciągnęła na stół, prostując ją i naprężąjąc. Jej twarz skrzywił grymas rwącego bólu, który szybko ustąpił pulsującemu uczuciu przyjemności i relaksującego rozluźnienia. - Wyruszam do nich niedługo. - zaczęła, wstając z krzesła. - Mam do nich kilka spraw. Myślę, że będą też jednym z rozwiązań moich problemów finansowych. -  Kuśtykając lekko odeszła kilka kroków w stronę wejścia do swojej sypialni. Zatrzymała się. - Lokstar?
Odwróciła się. Ogonem zamiotła ziemię. Jej skupione spojrzenie utkwiło na twarzy upadłego anioła. Serce zabiło mocniej... czekała. Niedługo, bo już po chwili odwróciła się i chwyciła za klamkę do swojego pokoju. Rozebrała się, spoglądając na siebie w swoim ogromnym, sięgającym od podłogi do sufitu lustrze. Worki pod oczami, siniaki na ciele, nowa blizna do kolekcji. Jej półdługa, gęsta, lwia grzywa sterczała na wszystkie strony. Jedyne, co ją teraz zaskoczyło, to piersi, które teraz lekko uniosły się do góry. Zdawały sie być większe, niż dotychczas.
Zostawiła nieznacznie uchylone drzwi.

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1749

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Loki on Nie Sie 20, 2017 12:18 pm
On nie zwracał uwagi na muchę. Był zbyt zamyślony, by do jego świadomości dotarł irytujący odgłos latającego, tłustego owada, który w pewnym momencie usiadł centralnie przed Lokstarem. Silne, acz ciche uderzenie w stół istniejącej jeszcze ręki Lokstara zakończyły marny, nudny żywot stworzenia, któremu zapewne nie chciało się już dłużej egzystować. Kątem oka dostrzegł ruch Marceliny. Spojrzał w jej stronę i przez sekundę lub dwie patrzył na wyciągniętą nogę wymordowanej. Bardzo ładną nogę. - Zdaję się na Ciebie. - odpowiedział, umykając szybko wzrokiem gdzieś w drugi bok. Gdy wymordowana wstała, Lokstar nadal siedział. Nie odpowiedział na pytanie, a jedynie patrzył pytającym wzrokiem na Marcelinę. Nie doczekał się dalszego ciągu, dziewczyna odeszła w strone pokoju. Wstał więc, chcąc skierować się do wyjścia. Wtedy jednak dostrzegł, że Marcelina nie zamknęła drzwi, zostawiła je wręcz uchylone. Widział fragment jej nagiego ciała. Podszedł bliżej. Przełknął ślinę.  
Była wymordowaną. Miała uszy, kły, nawet ogon. Ale jej ciało niewątpliwie przypominało te piękne, kobiece, ludzkie. Jej wielkie, lekko skośne oczy, zadarty, koci nosek, pełne usta. Dołeczki w policzkach. Długa szyja, szerokie, szczupłe ramiona... Lokstar nie krył się już, wszedł do środka, zatrzymał się. Był o krok od niej. Podszedł bliżej, wyciągnął rękę, utonął palcami w jej gęstych, pachnących jagodami włosach. Zbliżył się jeszcze bardziej, ustami muskając jej delikatną skórę na karku. - Wszystko będzie dobrze - szepnął, przytulając się do jej głowy. Objął ją jedną ręką, żałując bardzo, że druga leżała teraz gdzieś w gliszczach sali głównej. Jego ręka przesunęła się niżej, opuszki palców gładziły jej ramiona, szyję, obojczyk, aż w końcu zsunęły się niżej. Zatonął w jej jagodowych włosach. Spojrzał w ich odbicie. Widział dwójkę zmęczonych, bardzo bliskich siebie osób, tak różnych, a jednak podobnych do siebie. Spojrzał w swoje złe, zimne oczy, w swoją twarz skrzywioną wyuczonym na desperacji, paskudnym grymasem, teraz - co bardzo zdziwiło upadłego anioła - coraz łagodniejszym, ustępującym innemu, nieznanemu Lokstarowi. Jeżeli nie chcesz, po prostu odsuń rękę, odsuń się, każ wyjść...

_________________

mowa myśli  



Voice Loki Upgrade



Loki
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Lokstar Val Hallen vel Loki vel Kłamca

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Marcelina on Nie Sie 20, 2017 12:36 pm
Wszedł do środka, do jej pokoju, naruszył jej strefę. Odwróciła nieznacznie głowę, nie uciekając jednak, nie kryjąc się, nie rozkazując opuścić JEJ pokój. Nie wstydziła się go. Wszak kiedyś widzieli się nawzajem w gorszych sytuacjach. On widział ją nago setki razy, i tyle samo razy obejmował ją, śmierdzącą i poniżoną. Tam, w podziemnych laboratoriach s.spec powstała między nimi więź.
Nie odsunęła się też w chwili, gdy ten błądził ręką po jej włosach, potem ciele. Gdy jego usta muskały jej kark. Gdy szeptał jej słowa głosem, przez który momentalnie zesztywniała. Przymknęła ślepia. Mów do mnie... Odchyliła głowę, pozwalając na tę niewinną, przyjemną pieszczotę.
Brzmisz jak...
Jęknęła cicho. Jej sutki stwardniały jeszcze bardziej. Drgnęła, oddychając cicho, głęboko. Spojrzała w ich odbicie. Spojrzała na niego. Widziała jego. Chciała tego.
Jego ręka powędrowała niżej. Gładziła teraz powoli jej brzuch, zapuszczając się nieśmiało coraz niżej. Marcelina zadrżała.
Nagle ciemność, błysk, chwilowe zamroczenie. Obok Marceliny stal teraz ktoś inny. Ktoś tak bardzo podobny do Lokstara, a jednak... - Odejdź - chwyciła dłoń upadłego, odsuwając się. Opuściła głowę. Nie mogła tego zrobić. Chciała, ale nie była do tego zdolna. - Proszę.
Odsunęła się. Podeszła do łóżka. Usiadła. Tyłem do Lokstara. Objęła się ramionami, spuszczając wzrok i głowę. Ogonem owinęła prawą nogę, w końcu bezwładnie opadając na poduszkę. Poczuła ból. I tęsknotę.

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1749

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Loki on Nie Sie 20, 2017 12:45 pm
Zamknął oczy. Poczuł chwilowe szczęście. Jego ręka gładziła skórę dziewczyny, opuszkami starał się zapamiętać mapę jej ciała, upajając się jej dreszczami i zapachem jagód. Chciał...
Odejdź.
Momentalnie oprzytomniał, odsuwając rękę. Niechętnie, ale gwałtownie. Rozumiał. Zrobił kilka kroków do tyłu, tylko na chwilę odrywając spojrzenie od Marceliny. Gdyby Hadrian był tu, teraz, obok niego, obiłby mu mordę, skopał jak psa i postrzelił w kolano. Nie nawidził go w tamtym momencie jeszcze bardziej. - Marcelina... - zaczął, robiąc krok do przodu. Szybko jednak zrezygnował. Wyprostował się i przybrał swoją naturalną, wyuczoną pozę. Naturalny, wyuczony grymas. - Wyruszam o świcie. Nie będę spał, potrzebuję. załatwić pewną sprawę nie cierpiącą zwłoki. Gdybym mógł mieć prośbę... - zaczął, wycofując się już do drzwi. - ...załatw mi tę rękę. Wiesz, jakim kaleką teraz jestem.
Gdy wychodził z impetem wpadł na osobę stojącą pod drzwiami. Ze zdziwieniem odsunął się, łapiąc dziewczynę otwartymi dłońmi za ramiona, uniemożliwiając jej ucieczkę. Elisabeth? ze zdziwieniem spoglądał na zmieszaną anielicę. Puścił ją. Ta nie uciekła, bez słowa za to weszła do pomieszczenia. Cała czerwona. Marcelina również była zaskoczona. Szybko domyśliła sie, że upadła podsłuchiwała ich rozmowę. I przy okazji była świadkiem dalszego ciągu schadzki dwójki w marcelinowym gabinecie... - P...przepraszam - zaczęła, umykając oczom swojej pracodawczyni - przechodziłam obok. Usłyszałam fragment rozmowy...
Lokstar parsknął. Gabinet Marceliny znajdował się na samym końcu długiego korytarza, żadne inne pomieszczenie nie znajdywało się w okolicy. Pokój Lilly zaś, o ile Lokstar dobrze pamiętał, zlokalizowany był na niższym piętrze. Anielica kłamała. - Chodzi o sprawę Hadriana. - spojrzała ukradkiem na Lokstara. Ten od razu poczuł znajome, dziwne ukłucie.
Ciągle wydawało mu się, że znał tę dziewuchę. Znacznie bardziej i bliżej, niż zapewne chciał. Nie miał jednak pojęcia, dlaczego odczuwał to w tak irracjonalny sposób. - Słyszałam, że prawdopodobnie odnaleźliście kogoś, kto również szuka jego mordercę. Chcę wam pomóc.
Lokstar spojrzał na nią, potem na Marcelinę. Wymordowana, teraz odziana w luźny t-shirt i właśnie mocująca się ze swoimi obcisłymi spodniami spojrzała na Elisabeth zdziwiona. - Dlaczego tak bardzo interesuje Cię jego temat? - anielica bardzo często wypytywała Marcelinę o Hadriana i Lokstara. Zawsze ją to zastanawiało. Czuła dziwne, złowieszcze ukłucie. Te same, gdy Hadrian spoglądał na przechodzące, półnagie, długonogie blondynki. - Hadrian... - zaczęła Lily, spoglądając teraz na upadłego anioła - ...był moim bratem.
Lokstar zesztywniał. Marcelina nie odezwała się słowem. Atmosfera zgęstniała, nastała głucha cisza przerywana ciężkim oddechem Lokstara, przypominający w tamtym momencie świst lub skrzek. - Kate... - zaczął, nie mogąc się poruszyć. Jego mała, słodka Kate. Jego mała siostrzyczka...
Przypadła do niego. Marcelina obserwowała tą scenę ze zdziwieniem. -Nigdy nie wspominałeś, że miałeś siostrę... - nie chciałem wracać do tego. Myślałem, że... myślałem, że ona nie żyje. Mój ojciec sprzedał ją zaraz po tym, jak dowiedział się, kim była nasza matka. Kate nie potrafiłą ukryć skrzydeł... - czuł gulę w gardle. Skoro usłyszała wzmiankę o człowieku z blizną na lewym policzku to siłą rzeczy musiała domyślić się, o kogo chodzi. Lily kiwnęła subtelnie głową na znak, że słyszy jego zmieszane myśli i wie, czego nie wspominać przy Marcelinie. Ta jeszcze nie wiedziała, że mordercą Hadriana był jego własny ojciec. I obydwoje nie chcieli, by zbyt prędko się dowiedziała. Wszystko w swoim czasie...
Lokstar musiał pilnować swoich myśli. Elisabeth potrafiła obronić się przed Marceliną, w końcu potrafiła wytwarzać blokadę telepatyczną wokół siebie. Lokstar tego nie potrafił. Nie mógł myśleć o ojcu, Hadrianie, matce i całej tej tragedii, która się wydarzyła. Kiedyś jej opowie...

_________________

mowa myśli  



Voice Loki Upgrade



Loki
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Lokstar Val Hallen vel Loki vel Kłamca

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Marcelina on Nie Sie 20, 2017 8:40 pm
Zagubiła się. Spojrzała na Elisabeth, po czym skierowała niepewny wzrok na Lokstara. Nawet do głowy nie przyszło jej, że Elisabeth w jakikolwiek sposób mogła być spokrewniona z Lokstarem i Hadrianem. Nie zaniepokoił jej nawet fakt, iż cała trójka była upadłymi, a Ci wcale nie pojawiają się w okolicach często. - Od razu Cię poznałam, Lokstar - zaczęła Elisabeth, przybliżając się w jego stronę - Ale czekałam na odpowiedni moment... mamy sobie wiele do opowiedzenia, braciszku. - Marcelina kiwnęła jedynie głową, chcąc przerwać ten szalony bieg akcji. Miała dość. To było dla niej za dużo, za szybko. - Zostawię Was. Macie sobei faktycznie wiele do opowiedzenia... tylko nie zostawajcie tutaj, w końcu to mój gabinet. Ja idę do łaźni. - powiedziała głucho, prostując się i czując, jak dreszcze przebiegają jej po plecach. Jakby sama śmierć we własnej osobie zjeżdżała pazurem po linii jej kręgosłupa.
Ominęła dwójkę, przez kilka sekund patrząc w oczy Lokstarowi. Czuła do niego żal. Myślała, że go znała. Myślała, że wiedziała o nim wszystko. Była głupia wierząc, że on naprawdę nie pamiętał historii swojej rodziny, że nie znał ojca i matki. Usłyszała jego myśli. Nie przechytrzył jej. Nie znała tej historii - ale wiedziała już, że upadły anioł kłamał. Był Kłamcą. Nawet dla niej. - Ty byś mnie tak nie potraktował - szepnęła Marcelina, czując, jak zimna łza spływa po jej policzku. - Jedyne, o co mogę mieć do Ciebie pretensję to to, że mnie zostawiłeś, samą w tym parszywym świecie, samą pośród tych zdrajcó i kłamców. Za to Cię nienawidzę, Hadrianie...

z/t.

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1749

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Marceliny. < WSTĘP WZBRONIONY >    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics