:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next   

Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Raven on Sob Sty 16, 2016 10:27 pm
Tu będzie twórczy opis rezydencji Evana.

_________________
Mowa Evana #660000



Raven
-----------
Żmij     Anioł

avatar

Liczba postów : 1233
GODNOŚĆ : Znany jest jako Evan Rush.

Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Gość on Sro Lut 03, 2016 10:20 pm
Slepnir od kilku dni nie dawał znaku życia, lecz William wiedział, że na chwilę obecną jest bezpieczny. Przynajmniej przez jakiś czas. Anioł wykorzystał więc ten czas i postanowił wrócić do domu. Wiele słyszał głosów na temat rzekomych niesprawiedliwości dokonywanych na ziemiach nadanych im przez Pana. Był mądrym aniołem. Nie zamierzał więc wydawać swego osądu bez znajomości tematu. Na to również jednak zdąży przyjść odpowiedni czas. Wpierw musi rozmówić się ze swymi braćmi, jak i siostrami. Teraz potrzebował się wpierw wyciszyć.
Wylądował na jednym z balkonów rezydencji. Jego masywne skrzydła wzbiły w powietrze nieco śniegu. Zatrzepotał nimi po kilkakroć nim odpowiednio się ułożyły. Ściągnął hełm z głowy i wciągnął w nozdrza powietrza przymykając swoje ślepia. Eden. Tu zdecydowanie czuł się najlepiej. Zrobił kilka kroków wprzód wchodząc do jednej z sal rezydencji. Zamarł w pół kroku. Zmrużył oczu.
- Proszę, proszę...kto by się spodziewał, że baran który zbłądził trafi do swej zagrody bez pasterza po tylu latach. - Rzekł spokojnie w przestrzeń, pozwalając, by echo niosło jego głos. Był pewien że on tu jest. Na nowo ruszył przemierzając pokój i trafiając do kolejnego, mniejszego. - Bądź pochwalony. - Pozdrowił go, odkładając na stolik hełm. - Czyja egoistyczna myśl cie tu sprowadziła? Czy też to sprawka Twej wolnej woli?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Raven on Sro Lut 03, 2016 10:46 pm
Potrzebował spokoju. Wiedział, gdzie go znaleźć. I chodź odszedł stąd dawno temu, lubił czasem tutaj wracać. To było jego miejsce, to jest jego ziemia. Jego? Nie...
Był tutaj od paru dni. Odciął się od reszty świata, by móc pobyć z własnymi myślami. Czy słusznie zrobił odchodząc stąd? Czego szukał, gdy odstąpił od tej właściwej drogi? A może ta droga, którą wybrał jest właściwą ścieżką? Z pewnością tak nie było i on, jako anioł wiedział to doskonale. Więc czemu pozwolił ulec pokusie? Czemu okazał słabość?
Te pytania męczą go od setek lat i nigdy nie znalazł na nie odpowiedź. Jednak męczą go do tej pory. Nie ma czystego sumienia, dlatego czasem tutaj wraca, by odpokutować, pomodlić się. Nie jest zdrajcą, częściowo. Nigdy nie pomyślał źle o swoich braciach i siostrach i pomimo tego, że nie podoba mu się ich zachowanie, nic nie powiedział. Sam nie był lepszy.
Czyja egoistyczna myśl cie tu sprowadziła? Czy też to sprawka Twej wolnej woli?
Nie spodziewał się go tutaj, nie teraz. Mentalnie nie miał siły na sprzeczki ze swoim synem. Ciągle ta sama gadka? Każda ich rozmowa sprowadzała się do jednego - do zdań pełen niezrozumienia. Do kłótni. William był jego synem, został stworzony na wzór Evan'a. A mimo tego teraz byli tak różni. Nie odpowiedział mu na przywitanie. Jakoś nie potrafił wypowiedzieć tych słów przez gardło. Przełknął głośno ślinę.
- Nie przypominam sobie, bym pozwolił Ci tu wejść - tu miał na myśli swój gabinet. Odwrócił do niego głowę - Ale jak bardzo chcesz wiedzieć, to przybyłem tu z własnej woli. Uwierzyłbyś? - odparł, głową wracając na swoje poprzednie miejsce. Z okna zerkał na swój zadbany ogród. Swój? Może już jego lokaja? W końcu to on czuwa nad rezydencją, kiedy nie ma ani Asmodela, ani Williama.

_________________
Mowa Evana #660000



Raven
-----------
Żmij     Anioł

avatar

Liczba postów : 1233
GODNOŚĆ : Znany jest jako Evan Rush.

Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Gość on Czw Lut 04, 2016 1:23 am
- Wstyd przed tym, jakie życie prowadzisz czy też wstyd przed tym, jaki się przede mną jawisz sprawia, że nie jesteś wstanie mi opowiedzieć? - Zmarszczył czoło. Ciekawiło go to. Zrobił kolejny krok na przód. - A może niechęć? Co takiego sprawie, że ciszą odpowiadasz na me powitanie. Pierwsze od prawie dwóch stuleci. - Wbrew pozorom nie dało się dosłyszeć w jego głosie pretensji, czy też zarzutu choć anioł wyraźnie podkreślił czas jaki minął od ich ostatniego spotkania. Brzmiało to przez to bardziej jakby sugestia odnosząca się do nietaktu, lecz jednocześnie nią nie była.
- Nie przypominam sobie byś mi bronił. Nie przypominam sobie również byś miał nade mną władzę. Przynajmniej od ponad dobrego tysiąclecia. - Przypomniał. Anioły mimo wszystko były wyjątkowo zhierarchizowanym społeczeństwem. Ta sympatia podobna do ludzkiej...Mikael był na nią głuchy. Stał oto bowiem przed nim ojciec, archanioł, który prowadził go jasną ścieżką i umacniał w słuszności Boskiej Woli, a jedyne co odczuwał względem niego to żal i rozczarowanie. Te tytuły były bowiem przeszłością. Obecnie Evan był anioł który zbłądził. Co za absurd.
- Nie - Stwierdził chłodno, bez ogródek. Zawsze taki był i najwyraźniej nic się nie zmienił. - Czyjś nóż na czyimś gardle. Twoim, kogoś... Trzymany w Twej czy innej ręce... - Mówił spokojnie z beznamiętnym wyrazem twarzy podchodząc do Evana. Stanął po jego lewicy i wyglądał w tym samym kierunku co on mając zaplecione ręce za plecami. - W to prędzej bym uwierzył.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Raven on Czw Lut 04, 2016 11:32 am
Po raz kolejny mu nie odpowiedział. Czemu nie potrafił? Nie było to trudne, Evan. Chociaż to ciekawe, że w tym miejscu, przy tej konkretnej osobie czuł się kompletnie bezsilny w swoich słowach. Prawda boli, a on za wszelką cenę starał się od niej uciec, lecz ciągłe życie w kłamstwie też nie było wygodne. Kogo tak właściwie oszukiwał? Samego siebie? Oj Evan, gdzie Twój honor.
Głęboki strumień powietrza został wciągnięty przez nos. Przez chwilę tlen trzymał w płucach, po czym wypuścił go cichym westchnięciem. Tylko spokojnie. Grunt, to zachować spokój.
- Znasz odpowiedź, więc czemu pytasz? - oschły ton głosu wydobył się ze strun głosowych anioła. Michael wiedział, nie musiał go męczyć. Nie kiedy jest w takim miejscu. Nie często tutaj jest, praktycznie w ogóle. Ma swoje nowe miejsce, do którego stale wraca. Ale czasem trzeba się wyciszyć, oczyścić z grzechów, które ciążą na jego barkach. Niby nic, ale dla niego jest to całkiem sporo.
Prychnął kpiąco na jego słowa. Nie chodziło o władzę czy panowanie. Chodziło o samą grzeczność, kulturę. Wie co to takiego jest? Czy raczej został pozbawiony szacunku? Nie, on po prostu go nie uznaje. Nie względem Asmodela. Po raz kolejny odpowiedział mu głuchą ciszą. Nie musiał mu się spowiadać. Nie w takiej atmosferze. Poza tym, czy kiedykolwiek zniżył się do tego poziomu, by żalić się nad swoim cholernym losem? Nie, nigdy się do tego poziomu nie zniży.
- Ta? To może powinienem wypełniać swoje misje niżeli siedzieć w tym miejscu? Skoro ten obraz tak idealnie do mnie pasuje, to co to za różnica czy jedna dusza pójdzie w jedną stronę, czy w drugą... Prawda? - misje, miał na myśli zadania, które czekały go jako smoka. Nie jego wina, że znalazł osobę, którą postanowił w pewien sposób chronić, a to równało się z poświęceniem całej reszty. William i tak nie ma zielonego pojęcia, co tak naprawdę przeszedł jego ojciec. A nawet jeśli, z pewnością nie zmieniłby do niego stosunku. Przecież on tylko się zgubił.
- A Ciebie, co tutaj sprowadza? - odpowie mu? Może tak, może nie.

_________________
Mowa Evana #660000



Raven
-----------
Żmij     Anioł

avatar

Liczba postów : 1233
GODNOŚĆ : Znany jest jako Evan Rush.

Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Gość on Czw Lut 04, 2016 1:01 pm
Znów cisza wypełniła gabinet. Will nie czuł z tego powodu frustracji. Właściwie cisza, którą uparcie zachowywał Evan zdradzała więcej niż jakiekolwiek słowa. Nieme odpowiedzi, których się spodziewał, a które nie potrafiły przejść przez gardło Evana. Tak, faktycznie znał je. Nie musiał pytać, więc czemu jednak to robił?
- Wbrew pozorom nie po to by cie stłamsić. Wiesz przecież lepiej niż ktokolwiek, że nie znajduję w tego typu gierkach satysfakcji oraz rozrywki. Bardziej nęka mnie ciekawość oraz...troska. - Tak, dokładnie, troska. - Martwi mnie, że być może nastanie dzień w którym spojrzysz mi w oczy i odpowiesz bez cienia wstydu czy też zniesmaczenia do swej osoby. Teraz uciekasz, oszukujesz siebie, lecz nie innych. Nie mnie. Pocieszające i dające nadzieję. - Jakaś anielska godność żyła w Evanie. Wstyd, zniesmaczenie...Były archanioł doskonale zdawał sobie sprawę, że źle czyni, że nie powinien... Pokrzepiające.
Kolejna cisza. Żadne zaskoczenie.
- Dobrze wiesz, że jest to różnica i nawet nie próbuj zaniżać powagi sytuacji. - łatwość z jaką wypowiadał się Evan. drażniła. - Nie daj się mamić ludzkim emocjom. Psują cię. - Wydał diagnozę będącą w jego osobistym mniemaniu niepodważalną. Zaraz potem jednak westchnął.
- Temat robi się niewygodny więc go zmieniasz, co? Mhm, dobrze, nie przeszkadza mi to. - Zamilkł na chwilę układając swe myśli. - Mój podopieczny przez kolejne dni będzie bezpieczny. Postanowiłem to wykorzystać i wrócić na ten czas do Edenu. Wiele niepokojących plotek niesie się po Desperacji. Chcę się przekonać na własne uszy i oczy o ich prawdziwości.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Raven on Pią Lut 12, 2016 7:48 pm
Niepotrzebnie ciągle szarpał cierpliwość Evan'a. W tym miejscu zazwyczaj starał się zachować spokój. Nie chciał tutaj rozrabiać, zawsze wymigiwał się od zadań, które musiał robić na terenie Edenu. Jedynie do czego był zdolny, to zgarnąć trochę pożywienia, ciuchów i wody, by dać to na rzecz organizacji. Aby wykarmić głodne żołądki, które wracają z morderczych misji. Źle robił? Być może. Ale on uważał, że działa w słusznej sprawie. Chciał chronić swoich, nic więcej. Zastanawiał się, ile Michael był wstanie zrobić jako Stróż. Zabiłby kogoś, aby chronić swojego podopiecznego?
Nie powstrzymał się od tego, aby unieść brwi w geście rozbawienia. Niewiele brakowało od tego, by Gabriel prychnął po raz kolejny. Doprawdy, nie wierzył w to co właśnie słyszał.
- Troski? Od kiedy masz w sobie tego typu uczucia? A może obowiązek bycia aniołem zmusza Cię do tego, co? - to nie tak, Evan. I Ty wiesz o tym aż za dobrze - Proszę Cię, bo jeszcze się zrzygam. Co tak naprawdę we mnie widzisz? - nie oczekiwał od niego głośnej odpowiedzi, nawet nie specjalnie czekał na jego odpowiedź. Odwrócił się do niego całym swoim ciałem, a spojrzenie pełen pogardy i nienawiści skierował w jego oczy, niemniej ta cała nienawiść nie była kierowana w jego stronę, nie do jego osoby. Bolało to, że on uważał Evan'a za wroga, choć nic takiego mu nie zrobił. Dał mu wolną rękę, wychował go, nie skrzywdził nikogo z braci, ani tym bardziej sióstr. Pomagał im kiedy nadarzyła się ku temu lepsza okazja. Nie zdradził ich, a dowodem na to były białe skrzydła. Fakt faktem, zagubił się na ścieżce światłości, ale bardziej oczekiwał jakiejkolwiek pomocy ze strony Williama, nie słów pogardy i oczernienia, które z pewnością tylko go pogrążały. Jeśli dalej w taki sposób zamierzał pogrywać, niech wie, że źle może to się skończyć dla ich obu.
- Powiem Ci, co we mnie widzisz - zaczął kontynuować, nie odwracając ciemnobłękitnych oczu od jasnobłękitnych oczu syna - Widzisz we mnie mordercę i barbarzyńcę. Anioła, który się stoczył i teraz jest kawałkiem gówna, bo żyje wśród gówna i otacza się gównem. Nie masz do mnie za grosz szacunku, bo odkąd opuściłem Eden uznałeś mnie za śmiecia. Ale wiesz co? Zapomniałeś o jednym. Nie masz zielonego pojęcia o moim życiu, co przeżyłem, bo od dawien dawna postanowiłeś się ode mnie odwrócić, uważając, że tak będzie dobrze - jego tonacja głosu z każdym słowem stawała się coraz bardziej głośniejsza, choć tak naprawdę wcale a wcale jej nie podnosił. Można wydawać się, że jego dusza krzyczała na zachowanie Williama, jednak w rzeczywistości ciągle była taka sama - Fakt faktem, dałem się ponieść emocjom, pokusie, nie potrafiłem się odnaleźć, ale czy Ty w tym przypadku nie powinieneś mi jakoś pomóc, a nie się ode mnie odwracać? Ja jako Twój ojciec zasłużyłem na takie traktowanie? Odpowiedz mi Michael - ostry ton dał o sobie znać.
Po tych słowach zamilknął. Nie dodał nic więcej, choć tak naprawdę miał wiele więcej do powiedzenia. Mógł go oczernić tak samo jak on oczernia go. Zdaniem Evan'a nie zasłużył na takie traktowanie z jego strony. Nie po tym wszystkim co mu dał. Bo gdyby nie on, Williama nie byłoby tutaj. Powinien mieć to na uwadze, pomimo tego, że Asmodel tylko się zgubił. A Michaela instynkt powinien pomóc w takiej sytuacji swojemu ojcu. Jednak wybrał co chciał - wolał go zostawić.
- Uciekam? Skąd znowu. Chcę odpocząć tak samo jak Ty. To nie miejsce na tego typu rozmowy, bo wiesz... Lepiej by nerwy mi nie puściły - odwrócił spojrzenie od oczu stróża, aby na nowo spojrzeć przez okno gdzieś przed siebie. Ta pogoda w jakiś sposób go uspokajała.
Zmrużył ślepia, mlasnął z niesmakiem, chrząknął. Więc nie tylko on miał głupie przeczucia co do zachowania aniołów?
- Twoim zdaniem również zachowują się jakoś inaczej? Myślisz, że kto stoi za ich występkami? - zagaił, trochę rozluźniając swoje napięte mięśnie. Nadal jego emocje głębiły się w jego ciele, ale nie dał tego po sobie poznać. Nie tym razem.

_________________
Mowa Evana #660000



Raven
-----------
Żmij     Anioł

avatar

Liczba postów : 1233
GODNOŚĆ : Znany jest jako Evan Rush.

Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Gość on Sob Lut 20, 2016 12:04 am
Nie było nowością to, że nie mogli znaleźć wspólnej nici porozumienia, a im więcej czasu upływało tym bardziej stawało się to nieosiągalne. Czy to dlatego, że Evan akceptował nadane mu wraz z ciałem emocje i próbował je pojąć, a Will wręcz przeciwnie - odcinał się od nich i nie pozwalał dojść im do głosu? Było to możliwe, w końcu ich rozmowa wyglądała jak walka serca z rozumem, obietnic i przyrzeczeń z zasadami oraz chłodną logiką. Czy mogło to zmierzać mimo wszystko do porozumienia? Will słysząc kpiące parsknięcie swego ojca, a zaraz potem słowa śmiał w to wątpić. Patrzył na jego plecy, a potem w pełne wzgardy spojrzenie. Poczuł tajemnicze szarpnięcie w sercu. Czym to było? Czy to z powodu jego szorstkiego tonu i zarzutu? Nie było bowiem kłamstwem to, że chciał dla Evana jak najlepiej, naprawdę się o niego martwił, a ten z tego zakpił, obrócił w farsę, żart. Will zacisnął dłoń w pięść. Zawsze bowiem stał po jego prawicy. Z boku przyglądał się jego upadkowi. Chciał mu pomóc wrócić w blasku chwały na tron godny archanioła, uważał to za swoją powinność tylko...nie potrafił do niego dotrzeć. Im bardziej wyciągał w jego kierunku dłoń tym bardziej ten się od niego oddalał. William nie dostrzegał błędu w sposobie w jaki tego dokonywał ale czy był w ogóle w stanie to pojąć gdy odsuwał od siebie emocje, gdy nie starał się ich pojąć, a tym samym porzucając możliwość próby wczucia się w sytuację swego Ojca? Nieporozumienie się pogłębiało.
Widzisz we mnie mordercę i barbarzyńcę.
- Przestań. - Szepnął.
Anioła, który się stoczył i teraz jest kawałkiem gówna, bo żyje wśród gówna i otacza się gównem. Nie masz do mnie za grosz szacunku, bo odkąd opuściłem Eden uznałeś mnie za śmiecia.
- Zamilcz. - Rzucił donośniej, lecz Evan kontynuował.
Nie masz zielonego pojęcia o moim życiu, co przeżyłem, bo od dawien dawna postanowiłeś się ode mnie odwrócić, uważając, że tak będzie dobrze.
- Nie mam zielonego pojęcia bo znikasz na miesiące, lata, dekady, stulecia. Nie mówiąc nikomu gdzie, po co i dlaczego. Czaisz się w cieniu, chcąc pozostać niezauważonym. Niczym przestępca. Nawet teraz, to spotkanie...Nie musisz nic mówić. Doskonale wiem, że jesteś z niego niezadowolony i gdybyś wiedział, że nastąpi chętnie byś go uniknął. Tylko powiedz mi, jak długo miałbym rozmyślać nad tym, czy żyjesz czy też być może gdzieś już robactwo żre twe szczątki? Dwa, trzy stulecia?  - Zauważył chłodno, bez emocji, czysto informacyjnie, niczym maszyna. Być może z tego właśnie powodu Evan uważał, że William go nienawidzi, lecz Mikael mimo chłodu który okazywał często myślał czy dane potknie z ojcem będzie ostatnim. - Ja się odwróciłem, powinienem pomóc... Ślepy, pretensjonalny głupcze. - Kontynuował, tym samym tonem zbliżając się do dawnego Archanioła. Jako jeden z nielicznych nie odwracał się plecami na jego widok, nie zło życzył mu, bronił jego imienia wśród braci. - Przyjdzie moment, że prędzej czy później dostrzeżesz co dla ciebie robię. Na chwilę obecną wykładanie tego mija się z celem, gdyż najwyraźniej ludzka pretensjonalność zbyt mocno cię omiotła. "Wszyscy muszą, ja muszę, nie zasługujesz"...zastanowiłbyś się nad wypowiadanymi przez siebie słowami, które tak beztrosko rzucasz i przypomniałbyś może sobie, że bez własnych chęci nie dostrzeżesz cudzych. Ale nie, zamiast poszukiwać kamienia w swoim oku wolisz unosić się i zasłaniać przeszłością. Mówisz tylko o tym, co takiego uczyniłeś, kim byłeś, domagasz się wdzięczności? Hołdu? Szukasz winnych wśród innych? Ci mordercy chyba za bardzo cie rozpieszczają. Chwalą cie za to jak wiele pieniędzy dzięki tobie zdobywają? Pomagasz im wyceniać cudze życia? Czy tylko spełniasz drobne zachcianki? Nie musisz nawet odpowiadać. Zapach krwi którym przesiąkłeś mówi aż nadto o twym towarzystwie, któremu służysz. Więc gdy pytasz się mnie czy zasługujesz na takie traktowanie, Evanie - nie, Asmodelu... - Poprawił się, zatrzymując się tuż przed obliczem swego ojca. - To owszem, zasługujesz. Na to i na wiele więcej. - Zadarł podbródek w poważaniu mając nerwy Evana. Ta apodyktyczna krew siedząca w żyłach Willa, a pochodząca od człowieka stojącego przed nim dawała teraz o sobie znać zbyt mocno by Will był wstanie zignorować jej krzyki.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Raven on Sro Lut 24, 2016 2:41 pm
Trudno im odpowiedzieć na to pytanie. Nikt tak do końca nie wiedział, co było prawdziwym powodem takiego znienawidzenia. Każdy myślał co chciał, lecz żaden z nich nie starał się doszukać prawdziwej prawdy. Will gardził Evanem, ponieważ on się stoczył. Zaakceptował to, co inni aniołowie również w sobie mają - uczucia, porządnie, kaprysy. Tylko Evan był inny, ponieważ on zszedł na nieco inną ścieżkę. Dalej walczył o dobro, jednak w różny sposób można je interpretować. Dbał o tych, na których mu zależało. To nie on odwróci się plecami do Edenu, a oni odwrócili się do niego. Wiele aniołów będących na desperacji potwierdziłoby słowa smoka, ponieważ zaznali smak goryczy. Coś, czego aniołom w Edenie brakowało. Nie wszystkim oczywiście, jednak większości przypadków owszem. W końcu nastaje nowa era i obecnie bardzo mało jest aniołów z pierwszej generacji, porównując do tych bardziej nowoczesnych.
Mikael i Asmodel różnili się i każdy to wiedział. Wystarczyło teraz na nich spojrzeć, aby to stwierdzić. Ledwo zaczęli rozmowę, a już rzucają wypowiedzi pełen jadu i nieporozumień. Czy tak powinien rozmawiać syn z ojcem? Czy w ogóle te terminy są na obecną chwilę właściwie? W końcu on, William nie uznaje czegoś takiego. Jest to chory wymysł ludzkości żeby wymyślić podobną, silną relacje. Niestety, nie zawsze jest ona tak silna jak nam się wydaje.
Słysząc szepty, słysząc głośniejszą tonację głosu Williama, Evan nie zamierzał przerwać. Trudno stwierdzić, czy to z czystej złośliwości czy raczej rzeczywiście potrzebował wyrzucić z siebie podobne myśli. Również mógł sprawdzać cierpliwość dzieciaka i zastanawiać się, kiedy nadejdzie ten moment, gdy on wybuchnie. Kiedy da się nieświadomie zmanipulować ludzkimi uczuciami, którymi tak mocno gardzi. Nie musiał czekać długo. Właśnie teraz ten moment nastał. Słuchał go niezwykle cierpliwie, choć krew w jego żyłach się gotowała. Każde słowo bolało, ale kamienna twarz nie dała nic po sobie poznać. Najgorsze jest to, że połowa z tego to prawda. Jednak anioł nie zamierzał próżnować i czuł, że odda mu z nadwyżką.
- Williamie, co się z tobą dzieje? Czyżbyś nie potrafił zapanować nad własnymi emocjami? - tak, z czystej złośliwości musiał to dodać. Nie wiedział czemu, ale ten moment niezwykle go usatysfakcjonował. Kto by pomyślał, że zniży się do tego poziomu - Fakt, najchętniej uniknął bym tego spotkania gdyby było to tylko możliwe. Ale stało się i nie zamierzam uciekać. Chowam się, bo to wygodne. Ukrywam się, aby ukryć swoją tożsamość, żeby nie mieć nieprzyjemności. I nie, nie mówię tutaj o Edenie. Mimo wszystko życie jest mi miłe. Poświęcam się dla dobra innych, to jest złe? Stary, masz świadomość tego w jaki sposób oni żyją? Ile czasu jesteś wstanie spędzić na desperacji ze świadomością braku wody, pożywienia? Nie móc normalnie zadbać o siebie samego, a na każdym kroku czeka na ciebie zagrożenie. Byłeś kiedykolwiek zagubiony? Nie, nie byłeś, więc po raz kolejny nie masz zielonego pojęcia co oni czują. Ha! Ty przecież nawet nie czujesz, więc skąd masz widzieć, co to znaczy zostać pozbawionym wszystkiego co kochasz. Zginąć, by później stać się kimś innym. Zostać złapanym przez ludzi, którzy robią na tobie milion eksperymentów, traktując ciebie w ten sposób jak zwykłego królika doświadczalnego. Myślisz, że po czymś takim będą chcieli normalnie żyć? Być uczciwi i nie mieć w sobie chęci mordu? - zaprzestał, w tej chwili nie mówiąc o sobie, a o innych. Na niego jeszcze przyjdzie czas. Poza rym, całkiem możliwe, że poniekąd mówił również i o sobie.
Odchrząkną, nie zamierzając przed nim uciekać. Czego miał się niby bać? Prawdy? W końcu musiał nadejść ten czas żeby stawić jej czoła. Nie był dzieckiem, aby cały czas uciekać przed rzeczywistością. To właśnie ten moment, kiedy postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko pytanie, którą drogę wybierze i jakie po sobie zostawi szkody.
- Ślepy, pretensjonalny głupcze.
Mów mi więcej.

- Szukam, odwdzięczyć się? Słyszysz jak to niedorzeczne brzmi? Za co mam dziękować? Za chronione mi mojego imienia, które jest splamione krwią i nawet ja o tym wiem? No rzeczywiście, szlachetny gest. Nie gardzę Tobą, wręcz Ciebie szanuje. Nie oczekuję nic od nikogo, chociaż mam wrażenie, że to ty oczekujesz zbyt wiele. To są tylko słowa, które uderzą bardziej lub mniej boleśnie. Widzę, że Ciebie to zabolało, bo co? Jest Ci mnie szkoda? Bronisz mnie? W dupie mam taką ochronę, tak samo jak inni. Myślisz, że ilu jest mi tak naprawdę wdzięcznych za to, co zrobiłem? Powiedzieć Ci? Nikt. Nie obchodzi mnie przeszłość, choć nie powiem, że coś mi z niej zostało. Pomimo tego, że nienawidzę siebie za to kim się stałem, to przynajmniej chwalę za to, co zrobiłem kiedyś. Bo to zaważyło nad waszym losem, dzięki czemu teraz żyjecie wygodnie, a przynajmniej wygodniej od osób będących na desperacji. Teraz wybrałem inną drogę i chce im pomóc, mając w dupie to, czy wam to się podoba czy nie. Będzie trzeba mordować dla dobra? Niech tak się stanie. Wy nawet nie macie pojęcia, ile morderców dali pomocną rękę, aby kogoś uratować. Tego nie zapisujecie, co? Lepiej powiedz mi jak twój podopieczny. Ile osób zginęło z jego ręki? - zatrzymał się, aby wziąć oddech. Nie, on niczego nie oczekiwał. On tylko chciał, aby ktokolwiek mu pomógł. Sam sobie nie pomoże, a on nie będzie potrafił o nią poprosić. Tylko czy aby na pewno chce zmienić swój los? - Przyzwyczaiłem się do tego, że wiele osób pragnie mojej śmierci, więc Twoje słowa nie są żadnym zaskoczeniem. Nie będę teraz odwracać kota ogonem, bo doskonale wiem jak jest. Uciekam tutaj, aby znaleźć chwilę spokoju, nabrać siły, by ponownie na setki lat wrócić tam i być zupełnie kimś innym niż byłem do tej pory. Pozwoliłem sobie na poznanie uczuć, pożądania, aby wiedzieć jak oni wszyscy tam się czują. Poświęciłem wiele, a jedyne co mogę zrobić, to pomóc wam w krytycznym momencie i odpokutować swoje grzechy. Myślisz, że to takie łatwe i przyjemne? Żyć w cieniu, ukrywać się, zabijać? Pożyj sobie takim trybem przez co najmniej miesiąc - jestem pewien, że po tygodniu wymiękniesz -  tydzień? Za bardzo w niego wierzył. Nie był wstanie trwale kogoś zranić, a co dopiero pozbawić kogoś życia. Nie wiedział jak to jest, bo wszystko miał pod nosem, wszystko miał w Edenie, a dowodem na to jest ta bogata rezydencja. Chronił łowcę. Kogoś, kto przelewa więcej krwi niż nikt inny. Mają chorą politykę, są kłamcami. Taki obraz miał o nich Evan, a William bronił jednego z nich.
Chociaż sam już nie wiedział. Gubił się we wysłanych słowach, nie wiedział już, co konkretnie chciał przekazać. Na pewno nie to, co powiedział. Jednak za często kieruje się emocjami. Najlepiej, kiedy zamilknie. Jego słowa są nic nie warte, zawsze zostaną wzgardzone przez syna, niezależnie co powie. Nigdy nie zgodzi się z jego słowami, dlatego nie dojdą do wspólnego porozumienia. Ciekawe, czy kiedykolwiek uda im się rozmawiać tak jak kiedyś. Wymieniać się mądrymi i błyskotliwymi wypowiedziami, chwaląc to lepszy pomysł. Nie, tego już nigdy nie będzie. To już nie te czasy. Nie ta era.

/Evan wyszedł tutaj chujowo, bo telefon ogranicza mi wenę ;/

_________________
Mowa Evana #660000



Raven
-----------
Żmij     Anioł

avatar

Liczba postów : 1233
GODNOŚĆ : Znany jest jako Evan Rush.

Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Gość on Czw Mar 10, 2016 5:50 am
- Williamie, co się z tobą dzieje? Czyżbyś nie potrafił zapanować nad własnymi emocjami?
- Bawi cie to? - Zmieszał się. Dłoń którą zaciskał w pięść - rozluźnił. Chcąc nie chcąc nie był kamieniem, nie był również aniołem takim jak dawniej. Bóg odchodząc skazał go w końcu na posiadanie tego czego nie chciał, tego czego się obawiał - uczuć. Co gorsza mimo ogromnego wysiłku jaki wkładał, nie był w stanie się ich pozbyć. Tłumił je, ignorował, lecz czasami przemykały się przez jego szczelną obronę. Nie podobało mu się to, bał się, że doprowadzą one go do zguby, lecz najwyraźniej Evana to bawiło. Chwila, strach...? Nie powinien o tym rozmyślać. I tak też zrobił, mimo iż się wzburzył to zaraz potem odsunął to w niepamięć, nie chcąc się w to zagłębiać. Przez tysiąc lat praktyki zdołał wypracować ten odruch do niemalże perfekcji.
- Tak, nie wiem, lecz ich ta wiedza w żadnym wypadku nie rozgrzesza. Dobrze wiesz, że są inne sposoby by zdobyć jedzenie, trudniejsze bo wymagające czegoś więcej niż pociągnięcia za sposób, bardziej czasochłonne, lecz jednak. Za zemsta to nie rozwiązanie, a tkwienie w przeszłości - to czyjś wybór. Niekoniecznie dobry i prowadzący do dobra. - Czy te słowa będą dla niego jakąś wartością? Czy znów wysmaruje mu twarz argumentem takim, że on tego "nie zaznał więc nie wie i niech się nie wypowiada". Był to powód, który gwałcił logikę na każdej możliwej płaszczyźnie. William nie potrzebował bowiem zaznawać tego wszystkiego by wiedzieć, że zabijanie jest złe. By wiedzieć, że zawsze istnieje wybór między dobrem i złem, między trudną i łatwą decyzją. Zabić kogoś by mieć co jeść i za co kupić amunicji by znów móc kogoś zabić by zaraz potem usprawiedliwić to tym, że świat jest okrutny. A jak ma nie być, jak wszyscy sięgają po to rozwiązanie i zaczynają napędzać brutalną machinę uważając, że nie ma innego wyjścia. Zawsze było.
- Myślisz, że to takie łatwe i przyjemne? Żyć w cieniu, ukrywać się, zabijać?
- Zawsze jest wyjście. Zawsze jest wybór. W końcu to łaska którą obdarzył nas Pan, a o której wielu zapomina. - Spuścił wzrok z Evana, pewna nostalgia się w nim zaczaiła. - Od tysiąclecia dzielimy ją z ludźmi. Nie musisz więc tego robić... - żyć w cieniu, ukryciu, zabijać...- Sam sobie to narzucasz, ojcze. Poza tym wiesz dobrze, że choć ta ścieżka jest trudna to ta prowadząca do zbawienia jest o wiele trudniejsza. - Zabić kogoś by przeżyć czy oszczędzić i żyć ze świadomością, że znów się na ciebie zaczai? Zabić dla pożywienia? Z powodu zemsty? Jeśli to było trudne to czym było wyzbycie się nienawiści i urazu do kogoś kto być może na twoich oczach rozszarpał twoich towarzyszy? Mikael niedługo znów będzie się mierzył z tym wyzwaniem. - Prawdopodobnie znów wcielą mnie do zastępu więc niedługo nie będę miał  za wiele wspólnego ze swym podopiecznym, choć z ręką na sercu mogę powiedzieć, że przez te wszystkie lata starałem się jak mogłem by go nawrócić i tak jak chroniłem go przed innymi tak również innych przed nim. - Zdradził, a coś zaczaiło się w jego głosie. Niepokój? O Slepnira? Czy o to, że być może nie uda mu się być obojętnym i łaskawym wobec niosących krzywdę jego braciom? Nie był w końcu taki sam, jak kiedyś. Apokalipsa zmieniła wszystkich. W tym również jego. Kto wie, może nastanie więc czas, że Evan rzeczywiście będzie mógł zobaczyć, czy jego syn "podoła" życiu mordercy. Tylko pytanie czy rzeczywiście chciałby to widzieć? Czy też widok ten by go bawił, jak ten w którym stracił kontrolę. Wątpliwości...straszna rzecz.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Raven on Czw Mar 17, 2016 2:10 am
To było oczywiste, że prędzej czy później Mikael nie wytrzyma. Tak jak inni został obdarzony uczuciami i emocjami. I jako jeden z niewielu potrafił sobie z nimi poradzić. Czyżby? Zawsze przychodziły chwile słabości, nad którymi kontroli nie mieliśmy. Nic dziwnego, że w tym wypadku William po prostu wybuchł. Słowa Evana często raniły. Egoista? Sadysta? Być może. Nie ma idealnego świata. Gdyby był, równowaga wszechświata mocno zawahałaby się.
- Skąd. Sam siebie ośmieszasz mówiąc jedno, a czując drugie. Nie jest tak? Gdybyś tylko na chwilę zastanowiłbyś się nad tym, wiedziałbyś, że Twoje słowa, a grasujące w Tobie emocje są sprzeczne - mówił prawdę, zgadywał? Nie obchodziło go to. On przynajmniej mówił to co czuje. Wyuczone na pamięć formułki tylko go obrzydzały, a słowa, które brzmiały plastikiem też go nie interesowały. Może dlatego Williamowi było tak ciężko dotrzeć do Evana?
- Twoje słowa pięknie brzmią, ale niestety, to tylko słowa, które mają... Inną rzeczywistość? Obudź się, bo to nie te czasy, gdzie w tak banalny sposób mogą zdobyć jedzenie. Oni mieszkają na pustyni, mają skażone wody, skażone pożywienie, roślinność, zwierzynę. I ty mówisz o normalnym zdobywaniu? Mają przychodzić tutaj i błagać o kawałek chleba? Nam... U Was prowiant też w pewnym momencie się skończy i co wtedy? Kogo tak naprawdę nakarmicie w pierwszej kolejności? Siebie czy ich? Mają wtedy iść do miasta, by spotkać się z przyłożoną lufą do skroni? Nie rozśmieszaj mnie - słowa zakończył krótko kpiącym prychnięciem. To naturalne jak reagował na słowa anioła. Pomimo piękniej rzeczywistości, to co w tej chwili mówił nie dało się w tak łatwy sposób zrealizować. Czy w ogóle dało się to spełnić? Jasne, ich czyny są gorszące, nie ma dla nich usprawiedliwienia. Jednak jakoś Evan potrafił zrozumieć te zabłąkane dusze. Może dlatego, że sam był jednym z nich - ktoś, kto zgubił się wśród tego całego gówna. Może tak naprawdę nie powinien Willamowi mówić czegokolwiek, bo do niego i tak nie dotrze to, co chce mu ojciec przekazać. W końcu jego słowa były nic niewarte. Nie zmieni tym rzeczywistości, choć bardzo tego chciałby.
Zmrużył oczy.
- W dzisiejszych czasach nie ma zbyt wielkiego wyboru, synu. Tutaj panuje prawo jungli: zjedz albo sam zostaniesz zjedzony. Jasne, Pan dał nam wolny wybór, ale również pozostawił nam coś, czego zostawić nie powinien. Stworzył człowieka, stworzył pokusę i wiele innych rzeczy. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, że ludzie od samego początku będą naiwni, ślepo brnąć i wybierać to, co jest dla nich proste. Więc dlaczego postanowił zrobić coś tak okropnego? Kolejna próba? Zwykłe widzimisię? Po co? Ludzie i tak się nie zmienią, świat się nie zmieni. Jeśli chciał uczynić świat idealnym, nie stworzyłby takich rzeczy jak pokusa, zło, grzech. W historii ludzie mieli wiele prób, wiele kar i co z tego? - zadziwiające z jakim spokojem i opanowaniem mówił w tej chwili Evan. Parę chwil temu jego ton był inny, jednak w porę postanowił zmienić tok rozumowania i zmienić taktykę. Czy winił Boga za ten wybór? Czy był on słuszny? Tego nie wiedział, choć w głębi serca czuł, że coś takiego było zupełnie niepotrzebne. Oto do czego doprowadziły Jego humorki. Jeśli kiedykolwiek będzie śmiał wrócić, wątpił, że świat dzięki temu zmieni się na lepsze. Co wtedy? Skaże wszystkich na nagłą śmierć za to co się stało, co wybrali, chcąc ułatwić sobie w ten sposób ścieżkę życia? Dobre sobie.
- I co związku z tym? Tak się starałeś, że się nie postarałeś. Sporo ofiar zginęło z jego ręki, a Ty patrzyłeś na to bezsilnie, bo nic nie byłeś wstanie zrobić. I o tym mówię, Mikael. Nawet ktoś taki jak Ty nie jest wstanie powstrzymać szerzącej się zarazy, która z każdym dniem wchłania się w nich coraz bardziej i bardziej. Więc dlaczego mają zmieniać się inni? Pomyślałeś, że on mógł komuś zabić siostrę bliźniaczą? Albo dziecko? Jak wtedy mają nie szukać zemsty? Mają przyjść do niego i powiedzieć: "no kurczę stary, wybaczam Ci, że zajebałeś mi właśnie 3/4 rodziny. Nic takiego się nie stało, a na zgodę dam Ci resztki żarcia, które mi zostały. Pasuje? No, to świetnie." - w jego głośnie również dało się słyszeć pewną ironię. Ten temat mocno go irytował, bo jak zwykle ich pogląd na świat mocno się różnił. I pomimo tego, że obaj dążyli do tego samego, do dobra świata, to mimo wszystko obrali dwie zupełnie inne drogi, które mocno ze sobą się kłócą.
- Już nie chcę wspominać faktu, że ostatnio osoby na Desperacji są mocno zastraszeni faktem, że parę aniołów zgarnia kogoś do Babel i niewiele osób wie, co dzieje się z tymi, którzy nie wychodzą - dokończył swoją marną wypowiedź, będąc ciekaw jakie tym razem da usprawiedliwienie na to, że to co robią jest bardzo złe i niegodziwe. Pomijając już fakt, że ostatnio reszta aniołów nie robi lepiej. Kolejna próba zastraszenia? Jest w tym w ogóle sens?

_________________
Mowa Evana #660000



Raven
-----------
Żmij     Anioł

avatar

Liczba postów : 1233
GODNOŚĆ : Znany jest jako Evan Rush.

Powrót do góry Go down

Re: Rezydencja Asmodela Miguela Gabriela.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Eden :: Rajskie miasto