:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next   

Re: Mały domek    Pisanie by Infinity on Pon Sty 04, 2016 8:23 pm
Po wychudzonym, zbiegłym wymordowanym nie można się było spodziewać, że jeśli dostrzeże w zasięgu wzroku jakieś jedzenie, natychmiast je pochłonie. Już i tak miał tyle przyzwoitości, że nie dobrał się do lodówki samemu, bo pewnie przetrzebiłby jej zawartość wzdłuż i wszerz. Nadal istniało ryzyko że tak zrobi, niemniej póki co dało się tego uniknąć, bo zajęły go inne rzeczy. Znalazł jedzenie to je zjadł. A potem skusiło go ciepło, którego od dawna, dawna nie czuł.
Lód pod stopami Lilo mógł być cieńszy niż jej się wydawało. Szczególnie teraz stąpała po dość cienkiej tafli, choć póki co było w miarę spokojnie. Infinity nie szalał. Nie próbował zniszczyć wszystkiego wokoło. Jeszcze ani razu nie popadł w furię, a mogło się to mu przydarzyć. Pochwalił się już napadem wściekłości, jeszcze na sali sądowej... trzeba się więc było trzymać na baczności.
Mimowolnie sięgnął do jednego ze swoich ogonów i zaczął przeczesywać jego włosie. Wszystkie jego kity wystawione na ciepło bijące od kominka, były teraz przyjemnie nagrzane. Bardzo miło byłoby się połozyć z takimi na posłaniu i zasnąć, ale podejrzewał, że futro dość szybko odda to ciepło. No cóż, same kity też wybitnie sprawdzały się jako przykrycie.
Słysząc jej słowa zadrżał lekko. Zgarnął więcej futra.
- Nie będę się mył. - rzekł cicho, ale stanowczo.
Do tej pory "kąpiele" nie kojarzyły mu się zbyt pozytywnie. Za czasów pobytu w laboratorium pozwalali im się myć bardzo rzadko. Chociaż słowo "pozwalali" było tu raczej błędne. Wszystkie obiekty testowe były do tego niemalże zmuszane, by zachować je w jako-takim zdrowiu. Ale szybkie, lodowato zimne prysznice nikomu nie kojarzyły się przyjemnie. A tak to zawsze wyglądało: najpierw przepchanie przez zimną ścianę wody, potem suszenie zimnymi, szorstkimi ręcznikami w równie zimnym pomieszczeniu a następnie przebieranie się w nowe, niewygodne ubrania królików doświadczalnych - również zimne. Wszystko trwało może dziesięć minut. Nikt nigdy nie troszczył się, o coś ciepłego dla obiektów testowych. Ciepła woda? Kocyk? Nic z tych rzeczy. Na szczęście chociaż w celach było cieplej, w końcu tam przebywali przez większość czasu, a wymordowani zamarznięci na sopelek na nic by się naukowcom nie przydali.

_________________
Spoiler:




I know the reason you're RUNNING scared
I met the MONSTER inside your head
You'll never know the FEELING of being alive
It's not ENOUGH, it never stops coming
It's not enough, so take a breath, say GOOD BYE
x | x | x
Głos



Infinity
-----------
Zdziczały

avatar

Liczba postów : 208
GODNOŚĆ : Infinity

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Lilo on Pon Sty 04, 2016 9:37 pm
Az zbyt dobrze pamiętała wydarzenia z sali sądowej, które przecież miały miejsce tego samego dnia. Trudno byłoby wyrzucić z pamięci wciąż kołatający się w sercu strach, który wykluł się w momencie szarpaniny wymordowanego. Teraz, choć uśpiony, wciąż czaił się niczym widmo w zakamarkach anielskiej duszyczki, szepcząc wciąż słowa ostrzeżenia. Było to poniekąd dobre, w końcu taka jest rola emocji. Nie mogła pozwolić sobie na zbyt wiele względem nowego podopiecznego i wspomnienie wydarzeń sprzed kilku godzin skutecznie o tym przypominało. Nie chciałaby jednak popaść w taki stan, w którym strach przejmie nad nią kontrolę i uniemożliwi dogadanie się z chłopcem. Nie mogła pozwolić na to, by wziął ją za tchórza albo żeby wykorzystał jej lęki. Była zbyt uparta. Podjęła się zadania trudnego, ale wykonalnego. Jeżeli uda jej się wypracować choćby minimum wspólnego języka z jasnowłosym, to będzie można mówić o sporym sukcesie. Pierwszy krok jest zawsze najtrudniejszy, później już nabiera się rozpędu. Ważne tylko, żeby tę prędkość rozwijać w dobrym kierunku - od tego właśnie jest początek. To właśnie dlatego Lise była tak ostrożna; nie mogła pozwolić sobie na błąd teraz, gdyż mogłoby jej się nie udać uratować niczego z pięknych planów na przyszłość. A tak, może kroczek po kroczku w końcu osiągnie swój cel.
Złożyła dłonie razem i położyła pomiędzy swoimi zgiętymi nogami, spoglądając przy tym na wymordowanego z lekka konsternacją. Jakiś wstręt przed wodą? Inny, nieznany Lotte czynnik? Trudno było to ocenić, skoro o Infinitym nie za wiele wiedziała. Co jej jednak szkodziło się dowiedzieć?
- Dlaczego? Woda powinna już być ciepła - zakomunikowała. Wprawdzie skromne warunki domowe nie pozwalały na zbyt wiele, ale nawet na dwie osoby powinno spokojnie wystarczyć przy pewnej oszczędności. W końcu przez dobry kawał czasu mieszkała w tym domu wraz z bratem, więc wszystkie możliwości znała doskonale.
Nadal nie wstawała z miejsca, tylko spoglądała na jasnowłosego wyczekująco. Chciała przede wszystkim dowiedzieć się motywów jego protestu. Nie zamierzała go do niczego zmuszać, bo wiedziała, że przyniosłoby to wyłącznie odwrotny rezultat. Pierwszą zasadą tworzenia dobrych relacji było dawanie drugiej osobie wolności, bo robienie czegokolwiek na siłę zawsze rodzi opór, taka już cecha istot żywych. Miała jednak nadzieję, że pójdzie chociaż odrobinę łatwiej - niestety rzeczywistość z tymi marzeniami rozprawiła się wyjątkowo brutalnie. To jednak nie zrażało anielicy. W końcu dzień się jeszcze nie skończył, zresztą dopiero pierwszy. Wszystko jeszcze przed nimi, a z natury optymistyczna blondynka nie bała się stwierdzić, że na pewno wyjdzie z tego coś dobrego.



Lilo
-----------
Medyk     Anioł

avatar

Liczba postów : 3689
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Infinity on Pon Sty 11, 2016 3:30 am
- Bo to boli.
Cóż, nie można było liczyć na to, że Infinity zacznie nagle o sobie opowiadać. Z niego trzeba będzie wszystko wyciągać prawie na siłę, ale zdawało się, że Liselotte była na to gotowa. W swoim życiu Infinity spotkał w sumie już kilka osób z taką upartą naturą. Wszyscy to byli naukowcy, którzy w ciągu całej swojej kariery medycznej, próbowali wyizolować z jego DNA geny odpowiadające za niesamowitą regenerację oraz stworzyć szczepionkę na wirusa X. Przez te trzysta lat jak żył, nie udało im się. Peszek.
Infinity przesunął się kawałek do tyłu.
- Boli, jest zimno, nieprzyjemnie. - dopowiedział jeszcze parę słów do swoich wyjaśnień. Wiele więcej się pewnie Lilo póki co nie dowie. Na pewno nie miał zamiaru opowiadać o tym, co go spotkało w laboratorium, jeszcze nie. Powiedział sobie, że już nigdy nie będzie wracał do tego, co było, chociaż nie tak łatwo było o tym wszystkim zapomnieć. Tak w sumie, to gdyby jakoś mu się to udało, Inf pewnie zapomniałby kim jest. W końcu za kratkami, jako królik doświadczalny, spędził całe swoje zycie. Toż on się nawet urodził w laboratorium. I chociaż Lilo w niczym nie przypominała żadnego ze spotkanych przez Infa naukowców, nie zamierzał jej ufać. Nie wiedział, jakie to plany snuje wobec niego dziewczyna, jakimi torami chce pokierować ich znajomość. Tak naprawdę planował nawiać przy pierwszej okazji.
Gdyby wiedział, jak naprawdę wygląda kąpiel, na pewno bardzo chętnie wskoczyłby do wanny a potem nie chciał z niej wyjść, przeczesując pod wodą swoje ogony. Zupełnie jak dziecko, którym przecież po części był. Miał sie uczyć życia totalnie od początku.

_________________
Spoiler:




I know the reason you're RUNNING scared
I met the MONSTER inside your head
You'll never know the FEELING of being alive
It's not ENOUGH, it never stops coming
It's not enough, so take a breath, say GOOD BYE
x | x | x
Głos



Infinity
-----------
Zdziczały

avatar

Liczba postów : 208
GODNOŚĆ : Infinity

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Lilo on Pon Sty 11, 2016 8:02 pm
- Boli? - zdziwiła się, zresztą nie bez powodu. Trudno jej było wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś kojarzył kąpiel tylko i wyłącznie z nieprzyjemnymi odczuciami. Gdy jednak zastanowiła się nad tym chwilę, przypomniała sobie mocno poparzonych pacjentów szpitala, tych z głębokimi, gojącymi się dopiero ranami i innymi problemami skóry. Oni podczas swojego leczenia również podobnie reagowali na konieczność wyprawy do łazienki w celu zachowania odpowiedniej higieny, ale zazwyczaj przekonywał ich argument z gatunku jak nie wyczyścisz, będzie tylko gorzej. Przyszło jej więc na myśl, że może po prostu wymordowany rzeczywiście nie miał okazji przeżyć tak podstawowej czynności w sposób normalny i nabawił się urazu psychicznego. Nie wiedziała tego na pewno, ale przypuszczenie było całkiem silne i uzasadnione. Tak więc przed Lise była jeszcze o wiele dłuższa droga, niż by się tego spodziewała. Nie zamierzała się jednak poddawać, biedak był cały ufajdany i tylko sam sobie tym szkodził.
- Posłuchaj, spokojnie. Nie chcę cię do niczego zmuszać, więc zdecydujesz sam, ale najpierw posłuchaj. Kąpiel to nic strasznego. O ile nie będziesz zwlekał, to woda nie zdąży wystygnąć i będzie ciepła. I nie będzie bolało, obiecuję. Jeżeli będziesz potrzebował, to ci pomogę. Spróbuj chociaż raz, proszę. Na pewno nie będzie tak źle, jak to pamiętasz. - Uśmiechnęła się pocieszająco na koniec, chcąc dodać chłopcu otuchy. Ciężko jest nagle przekonywać kogoś do rzecz, które dla siebie samej są całkowicie oczywiste i nie podlegają żadnej dyskusji. Okazuje się jednak, że życie potrafi zaskoczyć nawet w swoich tak rutynowych aspektach.
- To naprawdę nic strasznego, ciepła woda, trochę mydła. Ładnie pachnie i każdy się później lepiej czuje. Nawet nie zauważysz, kiedy nie będziesz chciał wyjść - dodała jeszcze, czując się jak prawdziwy marketingowiec. Nieraz już zmuszona była perswadować rosłym chłopom, że zastrzyk domięśniowy boli tylko przez moment, a od wody utlenionej nikomu jeszcze nie wypaliło kończyny. Niektórzy potrafili mieć doprawdy specyficzne lęki i uprzedzenia, a na biedną anielicę spadało wykonywanie obowiązków lekarskich pomimo tych wszystkich dziwactw. I jakoś trzeba było sobie radzić, choćby i plasterkami z bohaterami bajek.



Lilo
-----------
Medyk     Anioł

avatar

Liczba postów : 3689
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Infinity on Pon Lut 08, 2016 1:35 am
- Powiedziałem: nie! - wybuchnął nagle Infinity.
Zdenerwowała go, plotła jakieś dyrdymały i próbowała go nakłaniać do dziwnych rzeczy. I tak już wiele zniósł, jak na siebie. Jeszcze jakiś czas temu, nawiałby przy pierwszej okazji. Skoro ona rzeczywiście nie chciała go tu trzymać siłą. Został tylko po to by zregenerować siły! Ale teraz czuł się już dobrze. Wyspał się na chyba najmiększym łóżku w swoim życiu, dostał nawet porządny posiłek no i wygrzał się przy ogniu. Dłużej nie zamierzał się tutaj dawać przetrzymywać.
Jej monolog naprawdę go zirytował. Co ona sobie wyobrażała! Że od tak może wywrócić jego świat do góry nogami? A on bez mrugnięcia okiem będę robić wszystko co ona będzie chciała? "Idź się wykąp", "Idź zjeść", "Idź spać"? Raczyła go miłymi słówkami, ale on miał już tego dość.
W furii jaka weń nagle wstąpiła, wstał od kominka i dwoma długimi krokami znalazł się tuż obok stolika, stojącego tuż przy kanapie. Chwycił blat i z głośnym hukiem przewrócił go do góry nogami. Ofiarą jego złości padły też bibeloty stojące na kominku - Inf strącił je ogonami, chociaż to akurat był ruch nieświadomy. Po prostu jego włochate kity zajmowały sporo miejsca a przestrzeń w pokoiku wcale nie była zbyt obszerna. Następnie swoją złość Infinity zamierzał wyładować na książkach. Chwycił jeden z regałów i, choć ten ważył całkiem sporo, bez większego trudu pchnął na podłogę. Książki posypały się we wszystkie strony. Białowłosy chwycił jedną z nich i cisnął w okno. Szyba pękła bez większego oporu, pryskając szkłem.
Infinity dysząc ciężko, zerknął przez ramię na Liselotte. Nieświadomie w czasie swoich szaleństw przemienił swoje paznokcie w ostre szpony a normalne, ludzkie zęby - w ogromne i ostre kły, które nie mieściły się mu w szczęce. Kołyszące się lekko ogony dopełniały obrazka. Po chwili jednak Infinity "schował" wszystko. Przed, będącą zapewne w szoku anielicą, znów stał zwyczajny, brudny i mocno wychudzony chłopak.
- Nie będę się mył.

_________________
Spoiler:




I know the reason you're RUNNING scared
I met the MONSTER inside your head
You'll never know the FEELING of being alive
It's not ENOUGH, it never stops coming
It's not enough, so take a breath, say GOOD BYE
x | x | x
Głos



Infinity
-----------
Zdziczały

avatar

Liczba postów : 208
GODNOŚĆ : Infinity

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Lilo on Wto Lut 09, 2016 4:42 pm
Wystraszyła się tym nagłym wybuchem, podobnie jak wcześniej na sali sądowej. Co prawda widziała już, do czego zdolny jest wymordowany, ale starała się nie traktować go przesadnie ostrożnie, żeby nie poczuł się osaczony i nadzorowany. Chciała być po prostu miła, co niestety niosło ze sobą ryzyko. Wiedział, że może ją przestraszyć i w sumie gdyby bardzo sobie tego życzył, mógłby już dawno wyjść z tego domu i nigdy nie wrócić. Nie byłaby w stanie go zatrzymać, nawet przy użyciu siły miałaby marne szanse. Przede wszystkim zaś nie chciała się uciekać do jakiegokolwiek przymusu, ale wyglądało na to, ze nawet negocjacje nie przynosiły zbyt dobrych skutków.
Wstała, nieznacznie ściskając dłonie w pięści. Paznokcie wbijały się boleśnie w miękką skórę, ale to powstrzymywało ją od reakcji, którą zapewne okazałaby naturalnie. Nie było przecież nic dziwnego w strachu w takim momencie, jednak bardzo nie chciała go okazywać. Nie mogła dać się chłopakowi zastraszyć i w trakcie kiedy on ruszył przez pokój z dziką furią wylewającą się z całego jestestwa, ona tylko zacisnęła usta.
Łup, poszedł stół.
Łup, bum , trzask. To jej ukochane pamiątki pospadały z kominka, część z nich rozsypała się w drobne kawałki nie do odratowania.
Łubudu. Książki pospadały na podłogę, otwierając się i upadając jedna na drugą, by chwilę później zostać przykryte ciężkim drewnianym regałem. Na ten widok anielicy łzy stanęły w oczach, ale nie złamała się nawet wtedy, kiedy z hukiem zniknęła szyba. Chłodne zimowe powietrze natychmiast uderzyło do środka, burząc przyjemne ciepło bijące od ognia. Spojrzała w twarz chłopca, na swojej nie mając żadnego konkretnego wyrazu, zupełnie jakby ktoś nagle wyłączył jej całą mimikę. Już nie było miejsca na miły uśmiech, na radosne iskierki w oczach. Nabrała powietrza w płuca i wypuściła je z cichym świśnięciem, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z wymordowanego.
- Skoro ty nie chcesz, to ja pójdę - odparła sucho i naraz obróciła się w kierunku szczęśliwie pozostałej w pionie szafie. Gdy przyjeżdżała w odwiedziny do Edenu nawet nie otwierała drzwi do dawnej sypialni brata, więc swoje rzeczy trzymała w salonie. Bez wahania wyszukała sobie coś do przebrania i złapawszy potrzebne rzeczy w ręce, przemaszerowała do łazienki, nie zaszczycając Infinity'ego ani jednym spojrzeniem.
Nie zajęło jej to więcej niż dziesięć minut, po czym opuściła łazienkę. Włosy miała wilgotne, stopy w krótkich skarpetkach, zaś na sobie ogromny męski T-shirt niczym sukienkę. Koszulka sięgała blondynce do kolan, więc z pewnością nie była oryginalnie jej własnością, zresztą wściekła zieleń osobom nieco bardziej wtajemniczonym mogłaby wyraźnie wskazać pierwotnego właściciela. Podobnie jak wcześniej, podeszła do szafki i schowała część ze swoich ubrań, które jeszcze nadawały się do użytku. Nie spieszyła się, wszystkie schludnie złożyła i poukładała na swoich miejscach. Zamknąwszy drewniane drzwiczki obróciła się z powrotem do wnętrza pokoju, który nadal stanowił obraz nędzy i rozpaczy. Podeszła teraz do wywróconego regału, roztaczając wokół siebie przyjemny, słodki zapach. Wciąż nie patrzyła na sprawcę całego zamieszania, nie krzywiła się ani nie wyglądała na złą; prędzej okazała po sobie nieco zrezygnowania i zmęczenia, ale mimo to podjęła próbę podniesienia biblioteczki. Nie szło jej to zbyt dobrze, mebel był zdecydowanie zbyt ciężki, by była w stanie samodzielnie przywrócić go do pionu. Była jednak uparta i próbowała dalej, chcąc przywrócić jako-taki porządek w salonie.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł

avatar

Liczba postów : 3689
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Infinity on Pią Lut 19, 2016 12:41 am
Kiedy już się uspokoił, po prostu stał i patrzył. Troszeczkę dyszał jeszcze lekko, ale głównie stał i patrzył. W sumie sam nie wiedział dlaczego. Normalnie zaraz po narobieniu demolki po prostu rzuciłby się do ucieczki. Ta zwykle i tak nie była możliwa, ale przecież teraz nie miał na sobie żadnych kajdan. Drzwi były zamknięte, ale nie na klucz. A nawet jeśli - zawsze istniała możliwość wymknięcia się wybitym oknem. Pewnie pokaleczyłby się o szkło, ale to nie był problem. Zaraz by to zaleczył. Po końskiej dawce odpoczynku jaką go uraczono, nie miałby problemu z żadną raną. Nawet te poważniejsze zagoiłyby się dość szybko.
Tymczasem jednak on stał i patrzył. Sam nie wiedział co chce zobaczyć. Z całą pewnością reakcję na swój czyn. Czy anielica nadal będzie taka łagodna i dobrotliwa, skoro prawie zdemolował jej pół domu? Nadal będzie taka miła? Czy może jednak okaże się, że jest jednak bardziej ludzka i wścieknie się, wyrzucając pasożyta z chatki? W końcu trzymanie szkodników w domu nie wróżyło niczego dobrego. A niewątpliwie Infinity właśnie takim szkodnikiem był.
Białowłosy chyba spodziewał się, że jednak Lilo będzie zła. Że wrzaśnie na niego, jak na psa, że każe mu się wynosić z domku. Chyba chciał poniekąd udowodnić (tylko komu niby? Sobie? Lilo?), że anielica wcale nie jest taka dobrotliwa. Że on nie zagrzeje tutaj miejsca. Tymczasem jednak jasnowłosa tylko wyraźnie przygasła. Ale nie wrzasnęła na niego. Nie podniosła głosu. To było dla Infa niejakim wstrząsem. Przecież każdy się złościł, jeśli niszczyło się mu własność! Każdy reagował na taki czyn agresją! Nie spotkał się do tej pory z żadnym wyjątkiem. Za każdym razem, kiedy psuł coś w laboratorium, fartuchy były wściekłe, karały go boleśnie...
Patrzył więc tylko za Lilo, jak ta podchodzi do szafy a potem wyjmuje z niej ubrania i znika za drzwiami. Warknął. Zupełnie nie rozumiał zachowania Lilo. Było ono dla niego tak nienaturalne, że aż miejscami niekomfortowe.
Jednym ruchem otworzył drzwi, a potem zniknął w ciemności nocy. Miał zamiar wrócić do życia jakie znał - jakim było użeranie się z szumowinami tego miasta, żeby zdobyć choć odrobinkę pożywienia i jakiś ciepły kąt do spania. Nie uszedł jednak daleko. Coś kazało mu się odwrócić. Lilo akurat wychodziła z łazienki. Przez wybite okno widział, jak anielica pochyla się i próbuje podnieść ciężki mebel, który Infinity przewrócił. Przecież jej wątłej nie uda się to, w życiu!
I nadal Inf nie widział śladów złości na jej twarzy. A przecież zniszczył tyle jej rzeczy. Począwszy od tych książek, poprzez te jakieś dziwaczne drobiażdżki z kominka, które zmiótł ogonem. Patrzył tak i coś go tknęło. Zrobił ten swój test, chociaż wyników nie rozumiał. Ale jednak zniszczył jej tych parę rzeczy. A ona dała mu jeść i spać. Powinien chociaż podnieść jej ten mebel, bo ona sama wyglądała jak mrówka próbująca podnieść całe jabłko.
Tak też zrobił. Pchnięty nagle pojawiającymi się znikąd wyrzutami sumienia wrócił dróżką w kierunku domku, przeszedł przez podwórko i wszedł do środka. Potem bez słowa podszedł i podniósł szafkę. Spojrzał na Lilo wyraźnie skonsternowany. A ten nowy zapach który od niej czuł wcale nie pomagał mu się skupić.

_________________
Spoiler:




I know the reason you're RUNNING scared
I met the MONSTER inside your head
You'll never know the FEELING of being alive
It's not ENOUGH, it never stops coming
It's not enough, so take a breath, say GOOD BYE
x | x | x
Głos



Infinity
-----------
Zdziczały

avatar

Liczba postów : 208
GODNOŚĆ : Infinity

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Lilo on Pią Lut 19, 2016 3:33 pm
Ostrożnie wsunęła palce pod krawędź leżącego na ziemi regału. Był to mebel bardzo ciężki, ale dla anielicy jeden z najważniejszych. Stał w tym jednym konkretnym miejscu odkąd tylko pamiętała i doprowadzenie go do porządku było w tej chwili priorytetem. Nie mogła pozwolić na to, by książki się zniszczyły. Wiele z nich miało nadzwyczaj cenną treść, a oprócz tego poza miastem nie było łatwo zdobyć jakąkolwiek literaturę. Część ze zgromadzonej w domku kolekcji już podupadało, zawierając trochę luźnych kartek i obdrapane okładki. Mimo starań, wszystkie rzeczy prędzej czy później ulegały zniszczeniu, jednak tak brutalne traktowanie mogło wykończyć je na amen.
Zacisnęła obie dłonie na drewnie i pociągnęła do góry, jednak biblioteczka ani drgnęła. W końcu anielica nie miała ani krzty siły w swoich pożal się Boże mięśniach, więc i na efekty nie było co liczyć. Westchnęła ze zrezygnowaniem, kombinując nad możliwymi rozwiązaniami. Przy tym oczywiście zauważyła brak nowego podopiecznego w pobliżu, ale chwilowo nie zaprzątała sobie tym głowy. Może był w innym pomieszczeniu, może wyszedł na zewnątrz... tak czy siak nie była w stanie zatrzymać go na siłę, a może sam zechce przyjść. Musiała zostawić mu wybór i liczyć na to, że jednak da szansę propozycji, którą mu złożyła. Chciała dla chłopca dobrze, ale już od początku nie było łatwo. Gdy już raz nastawił się negatywnie, trudno będzie zmienić jego opinię i przekonać, że warto czasem aniołów posłuchać.
Spróbowała jeszcze raz. Nadal nic. Zagryzła dolną wargę, próbując powstrzymać się od gwałtowniejszej reakcji, która aż prosiła o wprowadzenie w życie. Nie zamierzała jednak krzyczeć czy płakać, choć bardzo miała ochotę po prostu klapnąć na podłodze wśród całego tego nieszczęścia i zanieść się szlochem. Ten dom, który z takim wysiłkiem pielęgnowała od lat, teraz został zdemolowany. W dodatku od wybitego okna nieustannie napływało zimne powietrze, przez co całe ciało blondynki pokryło się gęsią skórką. Jakby to było za mało, miała nadal wilgotne włosy, co aż prosiło się o porządne przeziębienie. Nie miała jednak na razie żadnej dobrej metody na załatanie dziury po szybie, który to fakt wpędzał ją w jeszcze większe załamanie.
Wtedy znienacka usłyszała otwierające się drzwi frontowe. Nim zdążyła się odwrócić, "zgubiony" wymordowany pojawił się obok i postawił szafkę do pionu jakiś milion razy szybciej, niż udałoby się to jej samej. Książki zostały rozsypane na podłodze, ale przynajmniej najcięższy - dosłownie - problem został zlikwidowany. Zadarła głowę do góry, po raz pierwszy od nagłego wybuchu, żeby spojrzeć jasnowłosemu prosto w oczy. Choć nie tryskała radością, na usta przybłąkał jej się bardzo delikatny, wciąż nieco smutnawy uśmiech.
- Dziękuję - powiedziała spokojnie, po czym pochyliła się z powrotem i podniosła kilka pierwszych z brzegu książek. Osobiście je układała i nawet skatalogowała, dzięki czemu dobrze pamiętała ich miejsce. Te, które po wypadku wymagały sklejenia, odłożyła nieco dalej na podłogę, a resztę zaczęła układać z powrotem na półki. Miała bardzo dużo do zrobienia, gdyż zamierzała doprowadzić domek do maksymalnego jak się dało porządku. Wprawdzie nie dałoby rady odnowić od ręki szyby czy potłuczonych pamiątek, ale ile się tylko uda - tyle naprawi.
Kiedy wszystkie ocalone książki znalazły się na swoich miejscach, powróciła wzrokiem na środek salonu. Mimo woli zadrżała z zimna, ale ruch przy sprzątaniu pomagał zapomnieć o bijącym od okna chłodzie. Powinna się w tym momencie zająć odwróceniem stołu z powrotem, gdyż teraz leżał ze wszystkimi nogami wystającymi żałośnie do góry. Potrzebowała go, żeby zająć się książkami. Przecież nie będzie ich sklejać na podłodze, którą nadal pokrywały resztki stłuczonych bibelotów i gdzieniegdzie szkło.
A ta chodziła w samych skarpetkach jak skończona idiotka. Mniejsza o to, miała poważniejsze zmartwienia. Może jeżeli będzie patrzeć pod nogi to uda jej się na nic nie nadepnąć.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł

avatar

Liczba postów : 3689
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Infinity on Wto Lut 23, 2016 12:47 pm
Widok Lilo, która tak rozpaczliwie próbowała podnieść ważący chyba z tonę mebel, miał w sobie coś rozkosznego. Infinity nigdy nie miał do czynienia z małymi kociakami czy szczeniaczkami, ale gdyby kiedyś miał okazję poznać jakiegoś nieco bliżej, chyba mógłby porównać anielicę właśnie do nich. One też często robiły różne rzeczy, nie zdając sobie sprawy, że nie jest do końca wykonalne. Albo po prostu się w tym nie poddawały. Na przykład żeby przenieść taki długi patyk przez wąskie przejście! Z tym że sprawa tutaj była dużo bardziej skomplikowana, bo przecież kijek można obrócić, a do podniesienia mebla po prostu potrzebna była dużo większa siła.
Ale tak, regał już po chwili stanął na swoich nogach. Infinity zerkał chwilę na anielicę, ale nie wytrzymał długo jej spojrzenia. Na jej podziękowania także nic nie odrzekł, wciąż był nieco skołowany jej zachowaniem. Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju. Zniszczeń z pewnością mogłoby być znacznie więcej, co jednak nie znaczy, że panował tu porządek. Porozrzucane książki, kilka osobno już leżących kartek, kawałki szkła, wywrócony stół, jakieś drobinki na środku pokoju... Całkiem sporego narobił tu bajzlu. Na pewno trochę czasu zajmie ogarnięcie tego wszystkiego. Więc Lilo powinna być na niego zła. Nawet bardzo. A ona tylko się smutno uśmiechała i mu jeszcze podziękowała!
Odwrócił się od niej, podszedł do drzwi. Po chwili, nie oglądając się za siebie, pchnął skrzydło, wpuszczając do środka jeszcze więcej zimnego powietrza i wyszedł na dwór... by po chwili wrócić z książką w ręku. Tą, którą użył do wybicia szyby. Zamknął za sobą drzwi i położył bez słowa książkę na stosiku, ułożonym wcześniej przez Lilo. Okładka trochę ucierpiała, ale generalnie tom był nienaruszony. Potem chłopak podszedł do wybitego okna i usiadł pod nim, podciągając kolana pod brodę. Dwoma lisimi kitami zasłonił dziurę w szybie. Nie sprawiło to, że zimne powietrze całkowicie przestało wwiewać do środka domu. W pomieszczeniu jednak zaraz zrobiło się momentalnie cieplej.
Infinity ukrył twarz za kolanami i objął nogi ramionami. Sam nie wiedział już co miał robić. Anielica nie wściekła się na niego, dała mu jeść, była miła. Nadal nie sądził, by ta "kąpiel" do której chciała go namówić była czymś dobrym. Wspomnienia zdecydowanie podpowiadały mu, że mycie się nie jest niczym przyjemnym, a wręcz przeciwnie. Ale ten miły zapach na jej włosach wprowadzał go w konsternację. Może co do tego też mówiła prawdę? Kąpanie sie może być miłe?
Podniósł wzrok na Lilo. Podniesienie regału i tymczasowe zatkanie szyby to w sumie jedyne co mógł zrobić. Gdyby się zabrał za inne porządki, pewnie tylko bardziej by zaszkodził. Książki rozpadłyby się w jego niezgrabnych rękach, tak samo jak resztki bibelotów z kominka. Infinity nie wiedział, czemu w ogóle ktoś maiłby stawiać takie badziewia na widoku, ale najwyraźniej dla Lilo były one ważne.
Wodził więc tylko wzrokiem za anielicą, z twarzą nadal zakrytą kolanami. Wystawały tylko oczy, śledzące ruchy drobnych, bladych rączek.
- Chcę się wykąpać. - powiedział nagle, ale bardzo cicho. Dźwięk dodatkowo został stłumiony przez zaporę, jaką były jego własne nogi, więc szansa na to, że Lilo to usłyszała, była raczej niewielka.

_________________
Spoiler:




I know the reason you're RUNNING scared
I met the MONSTER inside your head
You'll never know the FEELING of being alive
It's not ENOUGH, it never stops coming
It's not enough, so take a breath, say GOOD BYE
x | x | x
Głos



Infinity
-----------
Zdziczały

avatar

Liczba postów : 208
GODNOŚĆ : Infinity

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Lilo on Sro Lut 24, 2016 11:20 pm
Cokolwiek by się nie działo, nie zamierzała się poddawać. Może i półka była dla niej zbyt ciężka, ale podjęła próbę doprowadzenia jej do porządku. Nie mogłaby sobie zarzucić żadnego zaniedbania - dawała z siebie wszystko. Ale musiała spojrzeć prawdzie w oczy; w życiu nie udałoby jej się samej poradzić z ciężkim, nieporęcznym regałem. Gdyby nie pomoc wymordowanego, mebel leżałby tak w nieskończoność. W końcu pokryłby się kurzem i stał tylko przeszkodą w uporządkowanej przestrzeni salonu. Tak zdecydowanie nie powinno być, więc przywrócenie biblioteczki do porządku pozwalało anielicy na dalsze sprzątanie w spokoju.
Kręciła się po pomieszczeniu to tu, to tam. Zabrała się za ustawienie do pionu stolika przy kanapie, który na szczęście był lżejszy i mniejszy od regału. Była w stanie chwycić go i obrócić na podłodze, a następnie przesunąć do odpowiedniego położenia. Niestety, kiedy tylko cofnęła się by ruszyć do dalszych zadań, niefortunnie przystanęła na którymś ze strąconych z kominka rupieci. Ten miał okrągły kształt, więc złapana z zaskoczenia Lise nie złapała równowagi - zamiast normalnie stanąć na podłodze, stopa pojechała jej do przodu, zaś cała dziewczyna wylądowała na plecach i porządnie uderzyła tyłem głowy o panele. Jęknęła z bólu i zacisnęła oczy, przekręcając się zaraz na bok. Zwinęła się nieznacznie i złapała prawą dłonią za obolałą potylicę. Nie było na razie żadnych poważniejszych obrażeń, ale bolało niemiłosiernie. W niebieskich oczach pojawiły się pierwsze łzy.
Przeleżała tak chwilę, dochodząc do siebie. Tył głowy nieprzyjemnie pulsował, ale myśl o obowiązkach zmotywowała blondynkę do podniesienia się z podłogi. Przekręciła się z powrotem na plecy i usiadła, choć wszystko ją bolało. Skrzywiła się i opuściła obie dłonie, wspierając się na nich przy wstawaniu. Właściwie to nie powróciła od razu do pionu, ale usiadła na piętach i zaczęła zbierać porozsypywane po podłożu przedmioty oraz ich resztki. Jak już się boleśnie przekonała, pozostawienie ich samym sobie nie było rozsądną decyzją. Zgromadziła więc wszystkie większe śmieci i odłamki szkła na wyjętą spod stolika gazetę, by następnie przemaszerować do kuchni i pozbyć się kłopotu. Przy okazji wzięła też zmiotkę i szufelkę, żeby zlikwidować zagrożenie w postaci mniejszych kawałków szyby. Przemaszerowując przez salon posłała Infinity'emu kolejny delikatny uśmiech, po czym zabrała się do pracy. Już wkrótce pokój dzienny był jako-tako doprowadzony do porządku. Brakowało tylko kilku kominkowych bibelotów i szyby, zaś stolik okupowały teraz wymagające naprawy książki. Miała się już za nie zabierać, kiedy dosłyszała jakieś zdanie ze strony chłopca.
- Hm? Wybacz, nie dosłyszałam - zapytała, podchodząc bliżej okna. Przystanęła nieopodal, czekając aż jasnowłosy powtórzy to, co powiedział. Złapała krawędź swojej koszulki w dłonie i obdarzyła siedzącego na parapecie wymordowanego kolejnym ciepłym uśmiechem. Zaczynała mieć coraz silniejsze przeczucie, że nie będzie z nimi wcale aż tak źle. Wyglądało na to, że powoli zaczynał się przekonywać do tego, co starała się mu przekazać. Nie powinna co prawda osiadać na laurach, ale napawało ją to pewnym optymizmem. Może jednak nie będzie tak źle.
No, tyle że rano będzie musiała lecieć szukać szklarza w okolicy. Ale przecież na pewno znajdzie się jakaś życzliwa dusza, która jej pomoże.



Lilo
-----------
Medyk     Anioł

avatar

Liczba postów : 3689
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Infinity on Sob Mar 19, 2016 1:56 pm
- Chcę się wykąpać. - powtórzył nieco głośniej, tak że teraz dało się zrozumieć co on tam mamrotał za swoimi kolanami.
Zaraz też schował całą twarz za tą "zasłoną", zupełnie jakby się wstydząc tego, co właśnie powiedział. No, ale w sumie nie było się co dziwić.
Choć wbrew temu, co do tej pory pokazał, chyba zaczynał lubić Lilo. Nie chciał tego jednak. On doskonale wiedział, że nie powinien pozwalać rozwijać się takim sentymentalnym uczuciom. A jednak ono powoli kiełkowało, i to ciągle, kiedy obserwował drobne ruchy Lilo. Lubił ją już na tyle, że kiedy dziewczyna poślizgnęła się i wywróciła, Inf też zerwał się z miejsca. Co on jednak mógł niby zrobić? Wydał z siebie jedynie dźwięk tonem trochę przypominający skamlenie psa. Ku swojemu zdziwieniu, przestraszył się, ze Lilo coś poważnego mogła sobie zrobić. Szczególnie że przez pewien czas leżała, trzymając się za głowę. Na szczęście jednak zaraz wstała, a nieco uspokojony ale i jakby zawstydzony Inf wrócił pod swoje okno. Zerkał jednak nadal, czy na pewno nie ma krwi i czy dziewczyna się nie chwieje.
A kiedy Lilo przerwała swoje porządki i podeszła do niego bliżej, znów nie potrafił wytrzymać jej spojrzenia, uciekając gdzieś w bok. Czemu tak się działo? Wszystkim swoim oprawcom zawsze patrzył prosto w oczy bez większego skrępowania. A teraz? Nie mógł znieść spojrzenia dziewczynki! No dobra, wiedział że nie jest dziewczynką, była jakieś trzy razy starsza od niego, ale jednak wyglądem nadal ją przypominała.
- Kąpiel naprawdę jest fajna? - zapytał jeszcze cicho, kiedy w końcu, po przedłużającej się ciszy, udało mu się na nią spojrzeć.

_________________
Spoiler:




I know the reason you're RUNNING scared
I met the MONSTER inside your head
You'll never know the FEELING of being alive
It's not ENOUGH, it never stops coming
It's not enough, so take a breath, say GOOD BYE
x | x | x
Głos



Infinity
-----------
Zdziczały

avatar

Liczba postów : 208
GODNOŚĆ : Infinity

Powrót do góry Go down

Re: Mały domek    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: Rajskie miasto