Strona 7 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Gość on Sro Cze 21, 2017 10:12 pm
    
Asheritt zatrzymał się na opuszczonej stacji już kilka dni temu. O ile zapasy wody powinny wystarczyć mu jeszcze na tydzień, to z jedzeniem nie było już tak luksusowo. Mimo tego Łowca nie przejmował się zbytnio. Żył w Desperacji już wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że prędzej czy później trafi na coś jadalnego. Czy też raczej coś jadalnego trafi na niego. Ot, prawo dżungli - silniejszy zjada słabszego.

Mężczyzna wracał właśnie na stację, gdzie pozostawił swoje zapasy. Co jak co, ale zaniedbanie zwiadu okolicy byłoby głupotą. Neseser zawierający racje żywnościowe schował skrzętnie pomiędzy gruzami, niedaleko budynku który wybrał na swoją tymczasową kwaterę. Może i nie była tak dobrze zabezpieczona jak jego kryjówka w Limbo, ale z drugiej strony nie było też tutaj tak niebezpiecznie. Mimo wszystko Asheritt uważał, aby iść pod wiatr, w końcu nie miał zamiaru dać się wywąchać jakiejś bestii. W pewnym momencie zamarł w bezruchu, rozglądając się uważniej po okolicy. Jego uwagę zwrócił kłębek czerni, kryjący się w cieniu tablicy.

No proszę...

Inseki w pierwszej chwili pomyślał, że się przewidział, jednak ponowne spojrzenie w tamtym kierunku utwierdziło go w przekonaniu, że jednak nie ma żadnych omamów wzrokowych. Środek Desperacji, miejsce pozbawione wszelkiego życia. I kot. Kot wylegujący się jakby nigdy nic na otwartym trenie. Shinji uśmiechnął się mimowolnie. Co jak co, ale koty zawsze były bezczelnymi stworzeniami. Przez ułamek sekundy przez jego umysł przebiegła myśl, że mógłby w sumie zjeść tego kota, w końcu Desperacja nie pozwalała na bycie wybrednym, ale... Łowca zbytnio lubił kotu, żeby miał zdecydować się na taki krok. Miał jeszcze jakieś resztki zapasów, więc nie będzie posuwał się do ekstremalnych zachowań. Możliwe jednak, że miał do czynienia nie z kotem a z Wymordowanym. Dlatego też Inseki musiał sprawdzić, czy jego nowy nieoczekiwany towarzysz nie okaże się czasem...jeszcze bardziej nieoczekiwanym przeciwnikiem. Dlatego też Asheritt aktywuje swój artefakt, posyłając strużkę krwi w stronę zwierzaka i otaczając go. Skrystalizowany szkarłat przybrał formę długich kolców, mierzących w kota z odległości jakiegoś metra. Dopiero potem chłopak ruszy w stronę zwierzaka, trzymając w rezerwie Asurę. Miecz będzie lewitował tuż obok niego, gotowy aby goi chwycić i zaatakować, bądź też wykonać unik.
- Kici, kici...

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Catrick on Sro Cze 21, 2017 10:51 pm
    
Jak to bywa z niewyspanymi ludźmi, wcale nie zauważył czyjejkolwiek obecności na terenie stacji. Wyglądała na całkiem opuszczoną, nie znalazł żadnego śladu bytności i nawet pajęczyny zwisały tak samo swobodnie i beztrosko jak każda inna w najbardziej zapuszczonych jaskiniach tej dziury. Możliwe, że wyczułby zapach bytności wymordowanego... gdyby miał sprawny węch. W tym przypadku sprawę miał utrudnioną, więc poddał się złudzeniu osamotnienia i skrajnemu wyczerpaniu. Przyszedł na dwóch nogach, okociał i ukrył podróżny dobytek już na czterech łapach, a w tej postaci wdrapał się na ławkę i zasnął!
Zbliżającego się wymordowanego nie wywąchał, chociaż ze snu wybudziła go świadomość niebezpieczeństwa. Nazwij to jak chcesz, najłatwiej przyjąć znane już ludzkości pojęcie szóstego zmysłu, bądź też zwyczajny zwierzęcy instynkt, który towarzyszył mu niezależnie od postaci. Zaszurał lekko ogonem i uchylił bardzo delikatnie powieki, by zauważyć ślad długiego cienia pozostawionego przez słońce kryjące się za plecami nieznajomego.
Cóż, bardziej zaniepokoił go materializujący się w powietrzu... miecz?
Szybko przeanalizował sytuację. Przypomniał sobie mglisty układ peronu, na którym się znajdowali. Może był wczoraj zaspany, ale starannie odrobił lekcje przed spaniem - ucieczka była najważniejsza. Kocia forma dawała mu pewien komfort bycia bardzo zwinnym, a mniejsza niż normalnie postać gwarantowała możliwości związane z kryjówką w niedostępnych dla człowieka miejscach. Pamiętał zwały próchna pięć metrów za tablicą. Na prawo miał wolną przestrzeń, na lewo też. Za napastnikiem były stare tory, jakieś gęste krzaki i więcej przestrzeni.
Powolutku zaczepił pazury o ławkę, naprężył mięśnie skryte pod fałdą czarnego futra. Czarna jak smoła barwa maskowała ruchy, zresztą trudno było odróżnić gdzie ma kończyny, a gdzie ogon. A potem... wybił się w krótkim skoku bardzo nienaturalnie wyginając kręgosłup i wślizgnął się pod ławkę w akompaniamencie krótkiego, spanikowanego miauknięcia, którego nie umiał powstrzymać. To jak okrzyk, ale po kociemu! Chciał uniknąć kolców, ale nie najlepiej określił odległość, więc tylko reakcja Asha uchroni go przed zadrapaniem lub wręcz przeciwnie - postara się go doścignąć. Uszy miał już w gotowości, a złote oczy były szeroko otwarte i wpatrzone w cień miecza, zatem każda próba wbicia miecza w ławkę spotka się z szybką kocią reakcją.




{motyw} {głos} {#b3a280}

avatar
Catrick

Bazyliszek    Oswojony






GODNOŚĆ :
Hide Trick Kojima

Liczba postów :
142


Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Gość on Sro Cze 21, 2017 11:19 pm
    
Ash przechylił lekko na bok głowę, przyglądając się rozgrywającemu przed jego oczami spektaklowi. A cóż to był za spektakl! Pościgi, skoki, wybuchy, cycki! No... Może bez tych ostatnich. W każdym razie wyglądało na to, że kotecek nie zamierza tak łatwo dać się złapać. Co prawda szybka reakcja zwierzaka była zdecydowanie podejrzana, jednak jeśli do tej pory przeżył na tych terenach, to była ona raczej niezbędnym minimum jakiego wymagało przeżycie. Łowca usiadł na ziemi, krzyżując nogi i poprawił opaskę na prawym oku. Jednocześnie skupiona do tej pory w formie kolca krew zmieniła swój stan skupienia i pomknęła w ślad za zwierzakiem, owijając się dookoła jego tułowia i kończyn, pętając go tym samym. Następnie zaś wyciągnęła go spod tej nieszczęsnej kłody i błyskawicznie utworzyła coś w rodzaju klatki, pozostawiając jednak kotu wystarczająco dużo przestrzeni. Zwierzak mógł zobaczyć krótki zamach jednookiego mężczyzny oraz coś pędzącego w jego stronę.
- Smacznego, futrzaku.
Na ziemię w klatce upadnie kawałek suszonego mięsa. Kolejny taki kawałek Ash wsunie do ust, żując go i z zamyśleniem patrząc na kota.
- Wiesz, to nie jest bezpieczna okolica. Jak ty w ogóle tyle przeżyłeś, co? Spokojnie, nic ci nie zrobię.

Kogoś oglądającego tą scenę z boku mogłoby zdziwić zachowanie Łowcy. Jednak nie miał on zbyt wielu okazji do rozmów w przeciągu ostatnich lat. Ba! nie widział żadnego człowieka przez ten okres. Zaś samotność zostawia swój ślad na każdym. Koniec końców lepiej porozmawiać z kotem, nawet jeśli ten nie odpowie, niż z samym sobą. Na szczęście Inseki nigdy nie przekroczył tej niebezpiecznej granicy. Co prawda był pewien okres w którym jego cień twierdził inaczej, ale miał to już za sobą. Cienie są głupie i nie ma się co ich słuchać. Shinji zaczął ignorować cień, a ten w końcu dał sobie spokój i zamilkł. Wszystko wróciło do normy.
- Może to niewiele, ale więcej ci nie dam. I tak ciężko u mnie z zapasami. - mruknął cicho, zaś krew tworząca klatkę cofnęła się, wracając do niego i chowając się pod rękawem, który aktualnie zwisał luźno. Asura lewitował obok mężczyzny, nie dając po sobie poznać niczego. Cóż, miecze też tak mają, że nie są zbyt rozmowne.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Catrick on Czw Cze 22, 2017 12:03 am
    
Kocie serce przyśpieszyło, a sam Kot zdawał się nie mrugać, zwężonymi oczętami na zmianę patrząc na mężczyznę i poruszający się cień cieczy. Chwilę mu zajęło zidentyfikowanie metalicznego zapachu krwi, który sprawił, że mięśnie chłopca jeszcze mocniej spięły się, a kręgosłup stężał. Chciał szybkim susem uciec od bordowego lassa, ale sprawa nie wyglądała za dobrze. Nawet wyrzucenie wszystek powietrza z płuc by zmniejszyć objętość klatki piersiowej nie zdało egzaminu. Pozostało mu dalsze wyrywanie się w akompaniamencie rozwścieczonego miauczenia, a i te próby zdawały się nie przynosić oczekiwanych efektów.
Otoczył go przedziwną klatką, ale Kot nie rzucił się ku jej ścianom. Wręcz przeciwnie - stanął na samym jej środku wyginając kręgosłup maksymalnie ku górze. Zjeżona, brudna sierść stanęła dęba, kocie spojrzenie zwęziło się, nos zmarszczył, a ostre kły ujrzały światło dzienne pobłyskując złowrogo. Trzymał się z daleka od krwi, a na ochłap mięsa nie zareagował wcale. Oblizał się. Nie była to reakcja na mięso, a gest zdenerwowanego kota  
Skąd się urwał, żeby rozmawiać z dzikim kotem?
Teraz miał szansę się mu lepiej przyjrzeć. Pierwszą zauważył czerwień oczu mężczyzny i uspokoił się nieco... ale tylko odrobinkę! Nie mógł mu zaufać, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Może dał mu mięso, ale to nie była żadna karta przetargowa. Wiedział, że wyjątkowy kolor tęczówek nie jest wyłącznym znakiem rozpoznawczym Łowców. Każdy rozbójnik czy dezerter mógłby się nim poszczycić, tak jak każdy mógłby skombinować dla siebie żółtą chustę Psów.
Wyglądał na zmęczonego, ale kto tak naprawdę jest w pełni sił witalnych na Desperacji? Głód i brak witamin, ciągłe pragnienie, odpoczynek w czujnym półśnie, często koczowniczy tryb życia. Im dłużej analizował sytuację, tym bardziej skłaniał się ku temu, że mężczyzna jest dezerterem, może też tą całą czerwinkę złapał przypadkiem albo genetyka skopała mu wygląd. Mógłby być też albinosem, gdyby przyjrzeć się białym kosmykom włosów. Zawsze mogło to wiązać się z tą niesamowitą mocą.
Idiota korzystał z własnej krwi, żeby mnie złapać.
Klatka zniknęła, Cat mógł gdzieś uciec. Wyglądał na odrobinę zdezorientowanego zmianą położenia, więc usadowił się w pozycji gotowej do skoku. Przyglądał się mężczyźnie z pewnym zainteresowaniem, zdawał się mieć dość rozumny wyraz pyska, jeśli można tak powiedzieć o kociej mordce. Bardzo powoli pochylił się do przodu ku mięsu i złapał je w zęby, oczywiście nie spuszczając wzroku z towarzysza.
Ma coś więcej do powiedzenia? Jak interesującym rozmówcą może być kot?




{motyw} {głos} {#b3a280}

avatar
Catrick

Bazyliszek    Oswojony






GODNOŚĆ :
Hide Trick Kojima

Liczba postów :
142


Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Hachirō on Sro Lis 08, 2017 3:12 pm
    
Nie marudził.
Krocząc z paroma innymi wojskowymi i jeszcze mniejszą ilością cennych zasobów w postaci naukowców, Moroi był co prawda zmęczony, jednak jego stan był daleki od wyczerpania. Wpadł mentalnością w tryb wojskowego, a zatem odsunął od siebie myślenie irytującego, marudnego kartofla, którym się regularnie stawał niczym księżniczka Fiona ogrem w nocy. Co może być zadziwiające, poza tym był dość cicho, prawie jakby faktycznie docierało do niego, że znajdował się w sytuacji wymagającej powagi. Nie chciałby przecież, żeby bezcenni jajogłowi zostali pożarci przez coś z kategorii „dwadzieścia granatów załatwi sprawę” albo, co gorsza, potknęli się o swoje zdradliwe sznurówki. Poświęcając należytą uwagę temu, co go otacza, nie mógł zauważyć czegoś, co jest oczywiste i absurdalne jak próba włożenia słonia do filiżanki.
Cholerna pustka.
Z każdej strony otaczało ich nic, jedynie jakiś kawałek na południe od nich stał jakiś przedpotopowy, uroczy budyneczek, który wyglądał, jakby najpierw rozpadł się na maleńkie kamyczki, a potem ktoś starał się zrobić z niego mozaikową rekonstrukcję. Pomyślał, że budowla, do której przystawały resztki torów kolejowych, wygląda najzwyczajniej w świecie kretyńsko, kiedy tak sobie stoi w środku niczego. Prychnął pod nosem, po chwili spojrzeniem powracając na eskortowanych mądralińskich, a myślami odbiegając gdzieś zupełnie dalej. Ciekawiło go, jak szło leczenie Nyacchiego, którego przecież rozłożyło choróbsko — a Hachi mógłby wciąż śmiać się z tego, że staruszka dotknęła karma — zastanawiał się też, co porabiał jego psiak i czy nudził się tak tylko trochę, czy raczej bardzo.
I pewnie myślałby tak dalej, gdyby nie to, że zerknąwszy ponownie w kierunku eksstacji, dostrzegł nie jeden, a dwa kształty, które wyglądały definitywnie na ruszające się i całkiem ludzkie. Na moment w jego móżdżku parę trybików zatrzymało się, a w ślad za nimi posłuszeństwa odmówiły też jego nogi, przez co prawie wpadł na niego inny członek małego oddzialiku. Nawet wzdrygnął się, gdy usłyszał, jak mężczyzna za nim zachłysnął się powietrzem — które, jak zwykle tutaj, cuchnęło niemożebnie — jednak zaraz niemal mechanicznym ruchem uniósł wolną dłoń, sygnalizując „STOP”. W różnych odstępach czasu, jednak dość prędko członkowie grupki zatrzymywali się, zwracając spojrzenia ku rudemu.
Widziałem coś. Pójdę sprawdzić, w ciągu piętnastu minut – Tu, na wysokości ucha, przyłożył rękę do głowy, zginając palec środkowy, serdeczny i kciuk, zaś prostując pozostałe dwa. – dam znać co to. Lepiej nie mieć żadnej paskudy za plecami, nie, Ishida-kun? Sapiesz jak stary hipopotam. – Zwrócił się żartobliwie do mężczyzny, który chwilę temu prawie na niego wpadł. Ten przewrócił oczami i klepnął rudego w ramię.
Jak to nic dużego, to powinien dać radę. – Odparł tonem takim, jakby pozwalał swojemu dziecku, by poszło grać na komputerze po odrobieniu pracy domowej.
Ba, że dam. Pewnie niedługo was dogonię, idźcie. – Machnął do nich ręką, tym razem nie wiążąc z tym gestem żadnej większej symboliki, po czym skierował się w kierunku miejsca, do którego zdawało się iść to… coś. Pierwsze skojarzenie to dwie osoby, z czego jedna kulała, jednak kolejna myśl brzmiała zupełnie inaczej i w pewien sposób nakręcało go — może to był jakiś ogromny, zmutowany Wymordowany? Tak, zdecydowanie trzeba było to sprawdzić. Postrzegał każdą sposobność do starcia z tymi istotami jako dołożenie cegiełki do budowania swojej przyszłej sławy; wciąż marzył przecież o byciu wielkim bohaterem narodowym, który zasłynął z prowadzenia heroicznej walki z zagrożeniem.
Z tą myślą nawet przyspieszył kroku i w istocie to, na co się natknął, było czymś przypominającym stareńką stację kolejową, przy której nawet był jakiś przewalony pociąg i—
„OcholerajaktuśmierdzinojapierdolęFUJ”
… Jak wiadomo, Hachi był dość czuły na zapachy, w związku z czym na moment nawet przysłonił nos dłonią. Do budynku miał kawałeczek drogi, jednak zatrzymał się na wszelki wypadek, gdyby coś miało go zaatakować. Potrzebował paru sekund, by przyzwyczaić się do smrodu, jednak sprawy nie ułatwiał mu definitywnie wiatr, który obecnie wiał mu prosto w twarz, przyprawiając jego żołądek o chęć zrobienia fikołka.
Sprawdził magazynek. Pełny. Można powiedzieć, że mieli dzisiaj szczęście, bo nie było potrzeby strzelania podczas prowadzenia szanownych doktorków na wesołe pomiary pełne radości. Odbezpieczył karabin. Zerknął na ostrze, które miał przymocowane na wysokości pasa i które też wyglądało na zdatne do użycia w każdej chwili. W końcu wkroczył do niszczejącego budynku stacji z karabinem w gotowości i zaczął kolejno przeglądać kolejne pomieszczenia.
Jest tu kto? Potrzebujesz pomocy?„Albo dwudziestu granatów?”Widziałem, że tu wchodzisz. Jak się nie odezwiesz, to spodziewaj się, że strzelę!

// mam nadzieję, że się nie wcinamy, bo wasza fabuła trochę stoi od kilku miesięcy. @@



Do sierpnia jestem półobecny.
avatar
Hachirō

Hycel






GODNOŚĆ :
Hachirō Moroi

Liczba postów :
474


Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Gość on Nie Lis 12, 2017 8:22 pm
    
Ten dzień już od dawna zapowiadał się na długi i wyczerpujący. Nie mruczała jednak pod nosem, że jest ciężko i trudno, doskonale o tym wiedziała że dokładnie tak będzie i przygotowała się na. Zresztą życie w tym miejscu było znacznie trudniejsze niż w pozostałych częściach świata, więc życie sprawiało że ludzki organizm zaczynał pokrywać się kawałek po kawałku twardą skorupą siły i wytrzymałości trochę na przekor panującym warunkom by stawić im czoła, a trochę w wyniku ewolucji i przystosowania się do tego co czeka nas w życiu codziennym.
Spakowała więc odpowiednią ilość medykamentów, wodę, jedzenie, nóż oraz inne pierdoły. Zwerbowała pomocnika, założyła solidne buty, zapięła kurtkę, naciągnęła na twarz swoją ulubioną chustę i wyruszyła w nurzącą i wyczerpującą drogę. Cel był tylko jeden i bardzo ważny, a brzmiał on uratować medyka, w dzisiejszych czasach dobry medyk był na wagę złota, nie mówiąc o tym że nasza sfora wiecznie pakowała się w kłopoty i potrzebowała pomocy.  
Medyczka przemierzała więc pustkowia i ruiny dystryktu razem z drugim kolegą podtrzymując i pomagając wielkiemu chłopisku, którego wcześniej jako tako połatała i poskładała.  Dookoła mieli przed sobą mnóstwo piachu, brudu i zrujnowanych budynków, a do nozdrzy nieustannie docierał wszechobecny smród. Cała trójka trzymała się bardzo blisko zabudowań starają się nie rzucać w oczy, nie ściągając na siebie nie potrzebnej uwagi, która jako jedyna była im tutaj do szczęścia potrzebna.
Kolejny przystankiem na ich drodze stała się opuszczona stacja kolejowa. Nie tylko ich ukochany doktorek musiał odpocząć po trudach podróży ale trzeba było też sprawdzić najbliższy teren czy coś nie czai się za rogiem.  Nie było im jednak dane w spokoju rozejrzeć się po terenie. Dziewczyna zdążyła odstawić kulejącego doktorka w bezpieczne miejsce wraz z swoim towarzyszem, a już do niej dobiegały odgłosy świadczące o tym, że ma towarzystwo.  Wyjęła wiec nóż by być w gotowości, nasłuchując skąd dochodziły męski głos. – A jak wyjdę to nie zrobisz tego. – stwierdziła chowając się z wyciągniętym nożem tuż za wejściem do pokoju.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Hachirō on Sro Lis 15, 2017 9:42 pm
    
Czyli jednak miał rację, ktoś tu z pewnością był. Znaczy… Miał nadzieję, że to był ktoś, a nie jakiś mutant, który potrafi imitować mowę ludzką. Wzdrygnął się z mieszanką strachu i pogardy wobec samego pomysłu, że coś takiego w ogóle mogłoby myśleć. To tylko pobudziło go bardziej i popchnęło do myślenia, że tym mocniej musi zwalczać paskudne twory Desperacji. Im szybciej i więcej, tym lepiej.
Wdech, wydech.
Dalej nie umiał podchodzić do tego ze spokojem, a jednak lada moment słyszalny był charakterystyczny dla odbezpieczania broni odgłos. Kolejny oddech, w pewnym momencie urwany tylko po to, żeby zaraz powrócić do normy. A serce biło mocniej. W tej chwili po prostu niemożebnie liczył na to, że to nie był jednak jakiś potwór.
A! Co za ulga, jednak ktoś tu jest – Paskudny kłamczuch przemówił z głosem fałszywie zabarwionym ulgą. – Nie, nie mam zamiaru strzelać. Założyłem, że nie odpowiedziałaby tylko bestia. – Zrobił krótką pauzę, którą przerwał zamyślonym pomrukiem.
Chociaż dalej nie mam pewności. Widziałem tylko, że coś podobnego do ludzi tu idzie. Jesteś sama? – Hachirō naprawdę brzmiał, jakby się troszczył o rozmówczynię. Jaka była więc prawda? Nie wiedział sam. Zależy od tego, co zobaczy.
Jeżeli pokażesz mi się cała, to nie mam zamiaru atakować. Zwłaszcza, jeśli nie jesteś wymordowanym. – Zrobił kilka kroków, niedużych i powolnych. Nie starał się być cicho, jeśli te osoby były tu dłużej niż on, to mogły kojarzyć układ pomieszczeń. W ogóle, nagle naszła go myśl o tym, że nie musiało tu kiedyś być wcale tak źle. Budynek dałoby się zagospodarować całkiem nieźle, gdyby tylko włożyć w to trochę pracy.
Słońce, jakich bzdur ci nagadali na temat wojskowych? – Krok za krokiem odbijały się echem po pustej głównej sali, kiedy Moroi starał się wybadać, gdzie nieznajoma może być. Zrobił z siebie przynętę, jednak chciał w ten sposób upolować myśliwego. Tym razem zabrzmiał prawie smutno, a dla efektu nawet westchnął.
– Desperatowi krzywdy nie zrobię. Wy dalej jesteście ludźmi. Nie to, co te brudne, zezwierzęcone ścierwa. Ale będę optymistą~ Jeżeli nie chcesz mi się pokazać, to powiedz, jak masz na imię. Porozmawiajmy.



Do sierpnia jestem półobecny.
avatar
Hachirō

Hycel






GODNOŚĆ :
Hachirō Moroi

Liczba postów :
474


Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Gość on Sob Lis 18, 2017 5:29 am
    
No to miała pewność, ze ma towarzystwo, nie wiedziała jednak na co je stać i czy jest to tylko jedna osoba i o ile to jest osoba, a nie jakieś inne coś. Co do jego zamiarów i tego jak się on będzie zachować również dziewczyna nie mogła mieć żadnej pewności ani też liczyć że będzie zachowywać się w sposób łatwy do określenia i przewidzenia. Nie mogła sobie również pozwolić by coś jej się stało, a tym bardziej uratowanemu. W najgorszym wypadku on i ona lub jej pomocnik musieli przeżyć i  innej opcji nie było. Stała więc i czekała skupiona i skoncentrowana na dalszy bieg wydarzeń, przygotowana do obrony własnej jak i ewakuowania czy też wydania polecenia swoim  kompanom. A jeśli chcecie wiedzieć czy się bała i stresowała tą sytuacją, to odpowiedź brzmiała tak. Serce waliło jej jak młotem od napływu adrenaliny, strachu ale i podekscytowania.  Źrenice znacząco się powiększyły, a i oddech przyspieszył, ale w jej życiu było już tyle podobnych sytuacji, że jej ciało radziło sobie z tym wszystkim  jak tylko mogło, powoli przyzwyczajając się do całości wymienionych wyżej objawów. Dlatego też ręka z trzymanym w niej nożem nie  trzęsła się jej niczym u alkoholika, podobnie sprawa się miała z jej głosem, który nie łamał się z nadmiaru strachu czy też innych emocji w kluczowym momencie rozmowy.
Po chwili w całym, niemal pustym budynku było słychać kliknięcie odbezpieczanej broni. Bardzo znany  charakterystyczny dźwięk. Potem padły kolejne słowa, które w jej mniemaniu były wierutnym kłamstwem.
-Nie chcesz strzelać, to po co odbezpieczyłeś broń? – spytała prosto z mostu nie, owijając w bawełnę.  Kto normalny bowiem tak postępował jeśli mówił by zgodnie z prawdą. Do tego jeszcze próbując zapewnić ją o tym w kolejnych słowach.
-Powiem ci tak. Albo blefujesz albo mnie się boisz. –stwierdziła, rozglądająca się po pomieszczeniu. Nie słyszała jednak również kolejnych kroków co równało się jednej z dwóch sytuacji albo ten chciał być cicho albo faktycznie stał w miejscu i się nie przemieszczał po tej ruinie. Po chwili znowu było słychać kolejne jego słowa i kroki i westchnięcie. Z dużo tego wszystkiego była, a dziewczyna siedziała niczym mysz pod miotłą nie odzywając się. Chwilę jej głowę zaprzątała myśl o tym co powinna zrobić jako swój kolejny krok oraz jak się mają chłopaki.
–To może ty się pokażesz pierwszy?- zaproponowała, poprawiając swój uścisk na rączce noża.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Hachirō on Nie Lis 19, 2017 1:38 am
    
Aha, czyli albo bestia nie była głupia, albo miał do czynienia z człowiekiem. Mimo wszystko wątpił, by monstra Desperacji pamiętały, a nawet w ogóle znały odgłos odbezpieczania broni. Jeżeli już, to bardziej samego wystrzału z ognistych patyków, ran, jakie powodowały i poczucie lęku bądź wściekłości po każdym ataku. Nawiązywanie dialogu zupełnie w jego głowie kłóciło się z obrazem bestii.
Nie wiem, czy mam się ciebie bać, słońce~ Potwory wciąż się zmieniają. Tak działa ewolucja~! Przystosowywanie się do nowych warunków. Co lepiej wabi ludzi niż naśladowanie ich mowy? Wiesz! Wolałbym, żeby się nie okazało, że pójdę gdzieś za słowiczym głosikiem, a tam kurna tygrys! – Zaśmiał się krótko i choć w kwestii prowadzenia dialogu z nieznajomą był nader ostrożny, to w kwestii zachowywania się cicho w miejscu, które może lada moment być oblegane przez potwory, jakoś zapomniał o ostrożności.
Wkręcał się w zabawę.
Ja się nie chowam – Powiedział poirytowanym tonem, który sam w sobie dodawał niewerbalne „nie pierdol” . – A może to ty się mnie boisz? Biorąc pod uwagę warunki poza murami, zapewne nie masz się czym bronić. Mógłbym zrobić dość sporo. Mam karabin~ ratatata~tatatam~ pew, pew, pew! A ty co masz? Patyk pewnie. Jak nazbieramy ich więcej, to możemy zrobić ognisko. Całkiem nieźle śpiewam, a i pewnie jakąś historię o duchach bym znał. Tylko wiesz, nie mam pianek. Jadłaś kiedyś pieczone nad ogniem pianki? Nawet je lubię. Mają śmieszną konsystencję. O, no i napiłbym się czegoś. O suchej gębie jestem trochę mniej zabawny. No nie bądź nieśmiała. – Kontynuował rozkoszne plecenie bzdur o byle czym, nasłuchując jakichkolwiek ruchów z otoczenia. Kiedy wszystko było podniszczone i puste, znacznie lepiej roznosi się echo.
Nie odłożę broni, od razu mówię. Jeżeli jesteś mutantem, to pozbawi mnie przewagi. Jeżeli po prostu prowadziłaś tu kogoś, to tym bardziej. – Zrobił krótką pauzę. – Nazywam się Moroi Hachirō. I z nazwiska już jestem delikatny~



Do sierpnia jestem półobecny.
avatar
Hachirō

Hycel






GODNOŚĆ :
Hachirō Moroi

Liczba postów :
474


Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Gość on Nie Lis 19, 2017 3:16 am
    
Mówił o przystosowywaniu się bestii czy tam wymordowanych do środowiska w jakim przyszło im żyć, tylko że dokładnie to samo robili wszyscy pozostali. Nie było w tym nic odkrywczego i nowego, każdy człowiek przystosowywał się jak tylko mógł do zastanego środowiska i świata by żyło mu się najlepiej, by jak najmniej się trudził by zaspokoić swoje podstawowe potrzeby oraz przetrwać. Ludzie się więc zbroili, główkowali czy tworzyli przeróżne pułapki powiększając swoją wiedzę, podobnie jak i cała reszta istot żywych.
- Nie przekonasz się póki nie sprawdzisz – odpowiedziała na jego próby słodzenia rozglądając się i kombinując co by tu zrobić by ten jej nie dostrzegł no i by zwiać mu przed nosa. Jej chłopaki zresztą chyba się już wynieśli albo siedzieli cicho, bo nie było ich wcale, a wcale słychać.
Na kolejne słowa jedyne co zrobiła to przewróciła oczyma nie mając ochoty słuchać jego głupiego pierdolenia. To było najgorsze stwierdzenie jak dzisiaj usłyszała nie licząc słów o słoneczku i skowronku. Później jeszcze sobie posłuchała milcząc i nie ruszając się zbytnio, więc o ile nie miał mega wyczulonego słuchu lub nie był cyborgiem, to na wszystkie te jego słowa odpowiedziała mu tylko cisza, bo Kara nie miała zamiaru ani się ruszyć ani gadać. Posłuchała sobie i jeśli faktycznie mówił prawdę, to pojedynek nóż kontra broń mógł być naprawdę ciekawy. No chyba że ten wsunie go przed siebie wchodząc do pomieszczenia, to wtedy zawsze można złapać za pistolet i ewentualnie wbić ostrze w przeciwnika tak by lufa była jak najdalej do samego siebie by nie dostać.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Hachirō on Pon Lis 20, 2017 10:26 pm
    
Uważał upór zwykle albo za uroczy albo za ciekawy do przełamywania. Tutaj powoli szala przechylała się ku opcji numer dwa, przy czym spowodowane to było głównie tym, że czuł strach. Teoria dotycząca stwora imitującego głosy już tak mu się wryła w głowę, że już nie miał w niej nic innego. Przy jego bystrości to raczej nawet nie było niczym zaskakującym, ale dajmy mu się łudzić.
Jesteś pewna, że chcesz podskakiwać? – Odezwał się, pochylając po kamień leżący na czymś, czego już nie dało się nazwać podłogą. Popękana, nieładna, nieestetyczna, aż tęskniło się za M-3. Chwycił chropowaty i nieprzyjemny obiekt, którego teksturę przez rękawice było dość ciężko wyczuć.
Puszczałaś kiedyś kaczki? – Zapytał ni z gruszki ni z pietruszki dość znudzonym już głosem. Podrzucił kamień w dłoni i złapał go. Miał pewne podejrzenia na temat tego, gdzie ona była; w końcu poza nimi odzywał się tutaj już tylko wiatr.
Kiedy dobrze rzucisz, to kilka razy odbije się od wody, prześlizgnie kawałek i w końcu utonie – Rzucił kamieniem tak, jakby puszczał kaczki, a ten podskoczył kilka razy i potoczył się. W tym czasie rudy zrobił kilka kroków na tyle lekkich, na ile pozwalały mu ciężkie buciory i przylgnął plecami do ściany, kierując broń w kierunku pomieszczenia z dawnymi toaletami. Nie było jedynym tutaj, ale zdecydowanie najłatwiej dostępnym; biuro znajdowało się za ladą po drugiej stronie, a pewnie i gdzieś był jakiś magazyn czy biuro rzeczy znalezionych. Liczył na to, że kamień przynajmniej po części wywoła więcej hałasu niż jego własne ruchy.
Nie wykluczał opcji, w której dziewczę i jej kompan czy też kompani kryli się gdziekolwiek indziej, takoż tej, w której się rozproszyli i chcieli go otoczyć. Celując we framugę dawnej toalety, Ósemka oddał pojedynczy strzał z karabinu; jeśli to właśnie tam się kryła, powinna przynajmniej się wystraszyć. Nasłuchiwał głośniejszych wdechów, odsuwania się od ściany, samemu będąc jak na szpilkach. Co jakiś czas zerkał za siebie, ale przecież to dalej nie wykluczało możliwości bycia zranionym.
Niewiele brakuje pewnie, by jakiś stwór się tutaj pojawił, a jeśli tak będzie, to dziewczyna mogła być pewna, że Hachi nie pomoże jej w walce. Za krnąbrność, nieposłuszeństwo i brak szacunku do stróża prawa. To nie tak, że zaledwie przed chwilą jej groził i dawał podstawy do nieufności, ależ skąd.



Do sierpnia jestem półobecny.
avatar
Hachirō

Hycel






GODNOŚĆ :
Hachirō Moroi

Liczba postów :
474


Powrót do góry Go down





Re: Opuszczona stacja kolejowa. Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 7 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach