Strona 5 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 23/3/2017, 17:01
Piach toczył się wokół mych mechanicznych odnóż. Wbijałem ślepia w nieznajomego stojącego w drzwiach kilka sekund po tym jak zdążył cokolwiek wypowiedzieć. Nie zwracałem już nawet minimalnej uwagi na stojącego przed moją osobą mężczyznę. Przekręciłem głową w lewo próbując skojarzyć tę twarz z czymś, co prawdopodobnie widziałem. Moje zbytnie myślenie zostało przerwane przez potężny wstrząs wywołany przez również potężną istotę. Reflektory w gałkach ocznych próbowały uciec od widoku tej oto bestii; mieszały się z promieniami słonecznymi, próbowały się maskować ze swoim naturalnym pobratymcem. Ja tylko stałem. Zamknąłem je - wyłączyłem światła. Niepewne dygotanie ziemi, a ja nadal stałem. Tylko mną drgnęło. Zakorzeniłem się w zatrutym piasku, niczym roślina pełni życia. Myśli buntowały się, uciekały w wszystkie możliwe zakątki mej mózgownicy. Stałem pusty. Chciałem zatrzymać oczy zamknięte, aby uniknąć konfrontacji, aczkolwiek... raczyłem je otworzyć. Nawet na sekundę. Zobaczyłem to. Piękne, majestatyczne ‚usta’. Z każdym razem kiedy wgłębiałem się w ich widok to ja wgłębiałem się do nich. Mimo, że nie ruszyłem się ani milimetra czułem, jak otwór gębowy przeistaczał się w jedną, wielką, czarną dziurę gotową, aby pochłonąć wszystko na jej drodze. Niszczyła wszystko: poczucie bezpieczeństwa, kłamstwa, rozmowy czy życia. Wszystko wychodziło na jedno - destrukcja. Wtedy zrealizowałem sobie, że ta postać nie była moim światem. Była moim wszechświatem. Wpatrzony w nieba błękit szukałem boskiej obecności. Pamiętam jak spoglądałem na niebiosa, spadające gwiazdy runęły w dół tylko po to, by zamienić się w nic. Marzyłem posiadać kogoś przy mnie w tym momencie. Marzyłem, żeby leżeć na asfalcie i tracić poczucie grawitacji, zaś ja zawsze spadałem w coś co było większe, niż ja. Nigdy nie umiałem tego utrzymać na swych barkach. Modliłem się, zaś odpowiedzi nie dostałem prędko. Przyszła teraz. Teraz wiem, że kiedy prosisz o coś Boga musisz to sprecyzować. Jak umrę chcę zobaczyć Boga. Chcę go widzieć. Chcę wiedzieć jak odczuć rzecz zwaną Bóg. Zatraciłem się. Nie reagowałem na cokolwiek. Stoczyłem się wraz z piaskiem rzucanym przez wiatr. Jak ironicznie, nadal stałem. Nie wiem o czym mówię. Nie wiem o czym myślę. Nie wiem czy warto mówić. Byłem kolejnym pęknięciem w uniwersum wirusa X, może zawsze nim zostanę. Mój wzrok zaczął powoli podążać za ów Dickiem tuż po rozkazie wydanym przez nieznajomego. Jak szybko zostałem centrum uwagi tak szybko zamieniłem się w powietrze. Nie lubiłem tego odczucia. Flegmatycznie ukucnąłem biorąc garść piasku. Ruszony jak stary motor huczałem i grzałem. Piach zamieniał się w ostre szkło. Powoli, delikatnie, lecz się zamieniał. Kwestionowałem czemu mężczyźni ruszyli do walki tak chaotycznie. Zastanawiałem się nad tym dlaczego pracowali ze sobą jak jedna podświadomość z najlepszym oprogramowaniem świata. Czemuż to byli tak zgrani? Zgarbiony podążałem do robaka. Co chwila metalicznymi grabiami sięgałem po piasek. Z szklanki do noża, od noża do miecza, od miecza do katany. Czułem się jak artysta zbierający żniwa. Niby nie ten zawód, nie profesja, brak zainteresowania, aczkolwiek artysta chciał się wyróżniać. Zrezygnować z zwykłego pędzla i zacząć malować zbożem. To jak ja się czułem albo udawałem, że czuję.
Minuty mijały wraz z kolejnymi sekundami. Ja - topiący się w jebanej oazie spokoju, harmonii oraz melancholii - coraz bliżej byłem ów istoty. Nie za blisko, nie za daleko. Poza zasięgiem. Sam. Przyglądając się zranionej bestii nurtowałem się w pewnym pytaniu: Czy potwory rodzą się złe?
Nie reagowałem na jakiekolwiek zwroty czy rozkazy. Samotność to może jedyna wolność. Nawet jeżeli jestem w otoczeniu ludzi - takich jak ta dwójka - nadal czułem się sam. Nie narzekam na to. Nie mam zamiaru. Jestem sobą. ‚Sobą’ ma zamiar zrujnować czyiś żywot, aby uratować inne. Dymiąc się ustałem przed stworzeniem. Broń biała powoli stygła. Wiatr mieszał pomiędzy przerzutkami i zębatkami, złota gleba tylko falowała czasami uderzając w mój organizm. Światła się zaświeciły z moich lamp. Spod wysokiego czoła obserwowałem ślepe, głodne i wymęczone oczy. Może i kipiały złością, ja dostrzegałem coś innego. Ona zaś odwróciła wzrok za biegnącym szaleńcem. Burknąłem spoglądając na kawałek szkła w mojej ręce. Było niestabilne, na oko możliwość tylko jednego ciosu. Powstrzymałem się od uderzenia, wolałem ustać w bezpiecznej odległości od stworzenia. Gdybym był żywy dech by mi zaparło w piersiach. Gigant, ja, dwójka awanturników, wojna. Kochałem to, jak mordercze płótno natury pracowało. Piękne kontury, idealna długość, cudowna siła i potęga. W pewnym momencie próbował przejąć mnie strach. Możliwość niepowodzenia. Zacisnąłem rączkę od prowizorycznej broni. Westchnąłem. Ciche syczenie odbijało mi się po uszach. Panika opanowywała me myśli, a ja stałem się ścianą. Stałem udawając śmiałka. Jedyne co stało za moją śmiałością to myśl bezsensu świata i bezgranicznej pustki. Znikające powoli słońce oświecało mą sylwetkę. Katano-podobne ostrze subtelnie stykało się z mokrym piaskiem. Olej wyciekiwał ze mnie. Znowu. Ciecz fotograficznie odbijała chaotyczny, a uczuciowy widok. Wojna nigdy nie była problemem. To ludzie. Po chwili odczułem silne odprężenie. Spojrzałem na czerwone niebo za bestią lekko uchylając mój łeb. Moim zdaniem, gdybym widział rozwalony mechanizm z szklaną, przezroczystą bronią białą stojący niedaleko krwiożerczej bestii - czułbym się dziwnie. Stwierdziłbym ,,ale kozak!'’. Tak na prawdę nim nie byłem. Zrezygnowany stałem tam tylko po to, żeby wtopić się w tło akcji. Nie odstawać od tłumu. Nadal miałem taką część heroizmu. Nie czułem biegnącego czasu. Zatrzymałem się. Wszystko z mojej perspektywy działo się tak... flegmatycznie. Jakby Ziemia straciła ochotę do dennego kołowania się. Wyprostowałem się i ruszyłem. Tak powolnie jak odczuwałem świat. Ostrze pozostawiało ślad za sobą, jaki zostawał zamazywany przez kapryśny podmuch wiatru. Opuszczony łeb podniosłem. Zmierzyłem się z wzrokiem ślepej bestii, jaka prawdopodobnie nawet nie raczyła mnie zobaczyć. Skupiona była na czymś lepszym. Tym czymś lepszym był biegający mężczyzna. ‚Odwróć uwagę’. Poczułem zżerającą mnie zazdrość. Trudno to było nazwać samą zazdrością. Wstyd, zazdrość, niechęć, gniew, smutek, radość i wymieniałbym w nieskończoność. Zgniatane ziarenka piasku pod moim ciężarem nigdy nie wydawały mi się tak głośne. Słyszałem teraz tylko moje myśli i moje nastawienie. Nie liczy się nic i nigdy nie liczyło. Nie miałem nawet potrzeby odezwać się do kogokolwiek. Szczególnie do wroga. Czy te stworzenie mogę nazwać wrogiem? Kto tu jest drapieżnikiem i tą złą osobą? Ja czy ono? Pod napływem myśli zacząłem się przegrzewać, a szkło raczyło się topić w mych dłoniach. Byłem coraz bliżej celu. Tym celem nie było już Apoegum. To było to. Nie wyobrażałem sobie obecnie życia bez tego. To mój jedyny cel dla jakiego drążę moją egzystencję. Krótkie cele, marzenia i plany to jedyne co podtrzymywało fundament mojego oddechu. Gdybym chociaż posiadał oddech. Miałem te stworzenie już na wyciągnięcie ręki. Zatopiłem wzrok w jej bladych oczach. Bez emocji, bez czegokolwiek. Niczym bratnia dusza. Jednak ona chciała tylko ciał, a ja sensu. Chciałem coś rzec, dodać coś co dodałoby tego magicznego klimatu. Uświadomiłem sobie, że nie trzeba. Słowa są jednoznaczne i nietrwałe, jednakże czyny mają moc pozostawania w pamięci na długo. W przeciwieństwie do słów. Kto by pamiętał, że coś powiedziałem? Jakąś ripostę, cytat? Wątpię, by ktoś zrozumiał, wątpię, by ktoś... usłyszał. Stałem tak przed tym i dumałem. Podniosłem ramię zamachując się.
Pozostawianie tego świata nie jest tak straszne, jak brzmi.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Rosalie on 24/3/2017, 18:28
Wielkie, olbrzymie paskudztwo...bardzo głodne paskudztwo. Widać to było na odległość, więc nic dziwnego, ze robal na sterydach zasiał w pierwszej chwili taki popłoch. Nikt tak naprawdę nie wiedział, ile ta bestia potrafi. Podstawa, że zna się jej zamiary, którymi okazało się zjedzenie jedynej istoty, która naprawdę żyła. Nic więc dziwnego, ze celem numer jeden okazał się Lazarus, ale na szczęście robal nie miał podzielnej uwagi i szybko przerzucił swoje ślepia na biegnącego w jego stronę drugiego łowcę. Lekkie draśniecie poskutkowało nagłym wytryskiem śmierdzącej mazi, która oczywiście trysnęła na biednego Blundicka.
Potwór zaskrzeczał i dopiero wtedy mieli okazje ujrzeć jego otwór gębowy, który prezentował się ślicznie, wręcz zachęcał do spierdalania gdzie pieprz rośnie. Pomijając już fakt, że przydałaby się ludojadowi miętówka.
W końcu stwór wylazł w całości, chwaląc się swoimi ogromnymi rozmiarami. Wtedy zaczęła się już autentyczna pogoń. I być może robal złapałby Technika gdyby nie strzał Lazarusa, który trafił tego bydlaka prosto w łeb. Zwierze jednak wbrew przewidywaniom nie zatrzymał się, ale zaczął się rzucać jak szalony i to właśnie wtedy nadział się na prowizoryczną broń. Kolejny przeraźliwy skrzek wydał się z gardła robaka kiedy na nowo zaczął drążyć dziurę w ziemi, by po chwili zniknąć. Cisza jaka nastała nie sugerowała nic dobrego.


Polecenia MG:
Kolejność: Dowolna
Ilość Kolejek: 1

Podsumowanie:
Lazarus: udało ci się trafić do robaka, ale nie wysunął kopyt
Buldick: Masz cały tyłek, dziękuj Lazarowi
Arch-08: Z powodu przegrzania twój system się wyłącza. Odpisujesz na tą kolejkę, a następna cię omija


avatar





Rosalie
Dezerter
GODNOŚĆ :
Rosalie Valeria Valentine, ale wszyscy wołają na nią Iskra


Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 26/3/2017, 22:06
- 30, 29, 28, 27... - szeptał jak mantrę, odliczając od swojego wystrzału do kolejnego naładowania się broni, choć po raz pierwszy od dłuższego czasu nie robił tego ze strachem.
Lazarus trwał nieruchomo na swoim posterunku, nadal mierząc do pustynnego potwora i wpatrując się w niego z zafascynowaniem przez celownik optyczny. Fakt, że Dick i metalowa puszka odwrócili od niego uwagę sporo dla niego znaczył. Nie współpracował z innymi odkąd uciekł z Rakuen, a tego mu właśnie najbardziej brakowało. Pod naciągniętą prawie na nos chustą nie było tego widać, ale na ustach łowcy pojawił się naprawdę dumny uśmiech. Jak u kota, który wreszcie dorwał mysz i co prawda jeszcze jej nie zabił, ale za chwilę dla zabawy wypruje jej flaki. Zwłaszcza, że nie miał innego wyboru - na otwartej przestrzeni nie będą mieli żadnych szans. On nie będzie ich miał.
Z chwilą gdy robal z powrotem zakopał się pod ziemię, Boris gwałtownie podniósł się z kolan, zignorował bolesne trzaśnięcie w tym kontuzjowanym i zarzucając sobie pas od snajperki na plecy, wyszedł z pomieszczenia na pustynię. W jego ruchach pojawiła się typowa łowcza zwinność, której wcześniej próżno było u niego szukać.
Po obu stronach jego pasa od spodni przyczepione były okablowane rękawice, w które sprawnie wsunął dłonie, a te pod naporem jego siły wypięły się z haczyków i wydały z siebie ciche "bzzzz" aktywując swoje akumulatorki.
- Spodobało wam się bieganie? - rzucił w miarę wesoło do uwalonego jakąś mazią Dicka, nie wiedząc jak i czy w ogóle powinien odzywać się do tego robota.
Niby chciał im pomóc, ale to nadal mógł być wróg. Nie takie rzeczy działy się na Desperacji. Boris zacisnął dłonie kilka razy w pięści dopasowując wygodniej rękawice i już bez oglądania się na towarzyszy wspiął się po ścianie budynku, włażąc na jego dach (lub jeśli dachu nie ma to na inne wysokie i w miarę stabilne miejsce) i rozstawił tam swój karabin. Pewnym ruchem przestawił celownik na tryb termowizyjny. Może robaczkowi serduszko zabije mocniej na jego widok, a wtedy on, niczym kupidyn, przestrzeli je swoją strzałą i rozwali na miliony kawałeczków.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 26/3/2017, 23:17
Wszystko się zatrzymało kiedy robal wrócił w podziemia. Nie wiedziałem co zrobić, resztka ułamanego ostrza topiła mi się w łapie. Opadłem na kolana, cały w ropie i oleju. Słychać było zacinające się zębatki i łańcuchy. Zacząłem się trząść, moje myśli stały się większym chaosem, niż kiedykolwiek były. Słońce odbijało się od moich blach tylko dodatkowo mnie nagrzewając. Powoli przesunąłem dłoń po karku, a wtem moje ciało runęło na glebę. Resztkami sił przekręciłem korbkę z tyłu głowy. Wszelaki dźwięk odbijał mi się kilkadziesiąt razy, zaś widok kumulował się w trzy różne style. Pomimo prób podniesienia się, odpychania się od ziemi - nie mogłem wstać.
Buch!
Coś pękło z mojej klatki piersiowej, zacząłem się dymić jak nigdy dotąd. Cały byłem zasłoniony powłoką gęstego gazu. Czy to mój kres? Czy to jest to? Brak sił nie powstrzymywał mnie od bezustannych prób. Zacisnąłem dłoń, w której nabrałem trochę piasku. Nie wiedziałem, że pomoc będzie miała kiedykolwiek tak radykalne skutki. Lekko przekręciłem głową w stronę obu mężczyzn. Próbowałem się zaśmiać, aczkolwiek jedyne co wydałem z siebie to zgrzyt.
Oko zaczęło mrugać, zaś mój mechanizm - wyłączył się.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 28/3/2017, 23:13
A chuj mnie obchodzi jak się jego kiełki prezentowały! Grunt, że się nie potknąłem! Adrenalina podziałała na mnie jak paliwo do odrzutowca. Nie wiedziałem co jest za mną. Po prostu biegłem czując wiatr we włosach, wolność, i gówno, które zaczęło się do mnie lepić! Nie było jednak czasu, żeby przejrzeć się w lustrze. Musiałem biec! I biegłem, a czując, że bestia jest coraz bliżej moich pośladków wydałem ostatnie pierdnięcie. Na szczęście moje gazy miały tajemną moc i odstraszyły robala, który w te pędy wrócił do swojego piekła.
- Niech moc będzie z tobą!
- Oj przymknij się! Teraz ty? - Wydusiłem przyglądając się przyjacielowi, który zmarł wiele setek lat temu. James. Czy on też będzie mnie nawiedzał? A może to przez brak tlenu w mózgu? Ciężko dysząc zacząłem się rozglądać. Trochę oddaliłem się od Laza. Minimalizowałem naszą odległość dość okrężną drogą starając się znaleźć w ruinach coś przydatnego.
- Ta, fajnie było. - Mruknąłem w między czasie masując sobie tyłek. A może upewniałem się, że jest w jednym kawałku?
- Wszystko w porządku? - Usłyszałem i z jednego z zawalonych kanciap wyłoniła się Lilith.
- Tak, tylko... daj mi odpocząć, dobra? Za dużo tego... - Powiedziałem dość przyciszonym głosem. James, ona, Laz, śmierć ich wszystkich... niby jak miałem przetrwać, skoro nie umiem sobie poradzić z własnymi omamami? Serce wróciło do poprzedniego rytmu, ale wciąż miałem nerwy w strzępach. Kucnąłem i spróbowałem to uspokoić, ale wszystko na nic. Rosło i rosło niszcząc mnie od środka. Czy to maź? Czy to trucizna? Ale przecież wytarłem ją o torbę najlepiej jak mogłem. Fakt, dalej cuchnąłem jak... no cuchnąłem, ale od tego chyba nie dostaje się świra?
- Zjadłbym coś. - Wydusiłem nagle rozglądając się za źródłem pokarmu. Niestety nigdzie nie było choćby płomyczka. Jęknąłem, a zaraz potem buntowniczo jęknęło serce Lilith.
- Laz? drabiną do nieba? Nie przesadzasz? - Spytałem obojętnym tonem i podszedłem do dziwnej maszyny, która się wyłączyła.
- Czym ty jesteś... - Mówiłem dalej do siebie, lecz NAWET ja nie znałem odpowiedzi. Oglądałem dziwactwo z każdej strony, aż dotarło do mnie, że to nie dziw, a dzieło sztuki! Po chwili bezceremonialnie zgarnąłem mecha i już po chwili leżał skryty w cieniu w budynku, który jeszcze nie tak dawno temu został przeze mnie potraktowany kopniakiem.
- To coś, wróci? - Zapytałem. Nie znałem się na tym świecie. Byłem tu nowy, chociaż gdzieś tam wiedziałem, że ja byłem świadkiem narodzin tego piekła.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Rosalie on 31/3/2017, 15:31
Zebranym mogłoby się wydawać, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane... niestety szybko miało się okazać coś zupełnie innego. Przyjaciele zdążyli wymienić między sobą kilka słów, a robot zdążył się wyłączyć z powodu przegrzania, które nie było niczym dziwnym na pustyni.
Panujący dookoła gorąc był niebezpieczny nie tylko dla androida...ale również, może nawet bardziej, dla Lazarusa i Bluntdicka. Obydwoje zaczynają odczuwać skutki podwyższonej temperatury i chociaż wirus X z Czerwinką doskonale dbali o to by obydwoje mężczyzn było w stanie przeżyć więcej, to nie dało się nic poradzić na nadmierną potliwość, która dopadła ich praktycznie po równo. I w sumie to tyle jeżeli chodzi o odpoczynek, bo zaraz obydwoje zostali od siebie rozdzieleni gwałtownymi wstrząsami podłoża. Dosłownie miedzy nimi wyrosła góra piachu i gleby i wylazł z niej robak, który zaskrzeczał. Rany, które wyglądały odpychająco, zdradzały, ze to jest ten sam co wcześniej. Dziwna maź pomieszała się z ziemią i przyległa do ran z których sączył się płyn łudząco podobny do osocza, co mimo wszystko nie wydawało się dużym problemem dla robala, który ponownie wypełzł cały z ziemi i rzucił się w stronę wymordowanego. Widać to bestia pamiętliwa, zabawne, bo nie ma mózgu...albo przynajmniej nie ma go w głowie. Ogromne cielsko ruszało się przez skurcze i rozkurcze pierścieni tworzących ciało. Mógłby uchodzić za przerośniętą dżdżownicę, gdyby nie oczy i otwór gębowy. I tak jak dżdżownica miał mniej więcej na środku ciała siodełko, pod którym coś znaczni ciemniejszego niż reszta ciała tętniło w swoim własnym rytmem.


Polecenia:
Kolejka: Dowolna. Arch odpada.


avatar





Rosalie
Dezerter
GODNOŚĆ :
Rosalie Valeria Valentine, ale wszyscy wołają na nią Iskra


Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 1/4/2017, 19:12
"To coś, wróci?" - w głowie Lazarusa nadal dźwięczało pytanie jego towarzysza, ale nie zamierzał na nie odpowiedzieć tak od razu. Uważnym wzrokiem lustrował piasek dookoła nich, starając się wyłapać najdrobniejszy ruch jakiejś drobinki zwiastujący powrót robala. Doskonale wiedział, że to jeszcze nie koniec. Na Desperacji nic nie odpuszczało swojej ofiary tak łatwo, nawet mimo odniesionych ran.
Nie musiał za długo czekać.
- Wróciło.. - wymruczał bardziej do siebie niż do Dicka, choć na tyle głośno gdy ten mógł usłyszeć trudną do ukrycia radość w jego głosie.
Wyglądało na to, że łowca naprawdę czekał na tego skurwiela. Mimo gorąca nadal miał naciągniętą na twarz chustę i można było być niemal pewnym, że pod nią czaił się uśmiech. Co zresztą potwierdzały jego błyszczące z ekscytacji czerwone ślepia.
Gdy góra piachu zaczynała rosnąć, Lazarus metodycznie, krok po kroku, cofał się na płaską powierzchnię. W głowie już dawno skończył odliczanie do naładowania się akumulatora w snajperce, więc pozostało mu tylko wycofać się na odpowiednią odległość by móc ponownie strzelić robalowi prosto w łeb i spróbować mu go tym razem odstrzelić.
Zaraz, zaraz.
Chwalić to, że Boris miał podzielną uwagę. Z jednej strony musiał trzymać potwora na celowniku, a z drugiej pilnować Dicka, bo choć oczywiście nie chciał tego przyznać nawet przed samym sobą, ale martwił się o tego gnoja. Zwłaszcza, że zwierzak chyba miał zamiar bawić się w wyrównywanie rachunków. Właśnie to spowodowało, że łowca oderwał na chwilę wzrok od zębatej paszczy bestii i śledząc drugiego technika wzrokiem natrafił na coś, co przykuło jego uwagę na ciele przerośniętej dżdżownicy.
A skoro oburzony głosik gdzieś z tyłu głowy pyta "co to za gówno?" to jedyną poprawną odpowiedzią jest "nie wiem, ale strzelę w to", co też zresztą Lazarus uczynił.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 3/4/2017, 11:25
Nie usłyszałem Lazarusa skupiając się na drganiach nie tyle na powierzchni, co na moim sercu. Pot spływał po moim ciele nie ułatwiając mi zadania. Nie chciałem stracić równowagi. Być sobą, to było dla mnie najważniejsze. Wiedziałem, że po zdenerwowaniu działy się ze mną niewłaściwe rzeczy, których nie pojmowałem. Budziłem się wtedy nagi, otoczony pobojowiskiem jak zawsze. Teraz też to czułem. Tą niemoc i strach, że ktoś przejmuje nade mną kontrolę. Skupiałem się więc z całej siły, aż nagle góra piasku rozdzieliła mnie od kompana i siła uderzenia porwała mnie na kilka metrów przygwożdżając do jakiejś na wpół zapadniętej ściany. Jęknąłem masując sobie tylną część głowy i spojrzałem na kino akcji przed sobą.
- No nie! - Niemal wyplułem te słowa, a gniew zaczął wracać z takim uporem, że nie miałem szans na kontrolę. Byłem w dwóch miejscach naraz i tylko od czasu do czasu mogłem spojrzeć na rzeczywistość. W końcu stojąc już na nogach, uskoczyłem w bok, lecz nie z taką siłą jakiej bym od siebie oczekiwał. Byłem osłabiony. Z każdą następną chwilą byłem czymś innym. Przestałem myśleć logicznie.
Ogień, walka, ogień, przetrwanie i znowu walka. GŁÓD! Przeważyła potrzeba, która pojawiła się znikąd. Ubranie na moim ciele zaczęło się drzeć, a ja sam tarzałem się w piasku licząc na ratunek, który nie nadszedł. Zmieniałem się w potwora, którego nie chciałem zobaczyć na oczy. Którego się bałem!
GŁÓD!
Ale nie było ognia! Żądza mordu przeważała w moich oczach. Intelekt umarł, przepadł w labiryncie zwierzęcych instynktów. Po chwili z piasku wygrzebał się niedźwiedź i bez opamiętania ruszył na robala przejeżdżając swoimi pazurami od góry do dołu i próbując dostać się do pokarmu! Ja stałem z boku wraz z Lilith i ze strachem przypatrywałem się temu czym się stałem...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Rosalie on 3/4/2017, 21:44
Lazarus - Łowca pozbierał się dosyć szybko, chociaż przez chwile go zachwiało. Prawdopodobnie nabił sobie porządnego guza przy upadku, ale w tamtej chwili nie miało to najmniejszego znaczenia, ponieważ ich przeciwnik na nowo się pojawił. Wielkie paskudztwo jednak nie obrało sobie za cel uzbrojonego mężczyznę, a jego towarzysza.
Lazarus zauważył dziwnie wyglądający fragment ciała, więc pierwszą myślą było zastrzelenie go. Mógłby to być doskonały plan, niestety z powodu trzęsącego się podłoża, oraz niezwykłej ruchomości celu, to mężczyzna nie trafił dokładnie w sam środek, na szczęście ta ujma na honorze nie była tragiczna, bo robak upadł na ziemię. Jeszcze przez chwilę zwierzę trzęsło się w konwulsjach, aż w końcu opadł bezwładnie i po chwili...wybuchł. Na ogromny promień rozniosło się zielone paskudztwo, które nie pachniało najlepiej. Siła wybuchu powaliła łowcę na ziemię oraz zafundowała mu kilka zadrapań na klatce piersiowej i lewej nodze. Koszulka jest do wyrzucenia, a rany do bandażowania, nie mówiąc już tu o dokładnej kąpieli.

Bluntdick - Wymordowany wpadł w szał. Nic dziwnego, sytuacja była mimo wszystko krytyczna - jak całe życie na desperacji i odruchem ciała, była przemiana, która dzięki niepohamowanemu szaleństwu mogła zwiększyć szanse na przeżycie. Niestety tym razem ruch okazał się niebezpieczny, ponieważ Lazarus chciał postrzelić robaka, a tkanka była w tamtym miejscu dość cienka i strzał przeszedł na wylot i trafił we wściekłego niedźwiedzia, co dziwne nie powstrzymało to Wymordowanego przed dalszą walką. Niestety mięso robaka okazało się obrzydliwe, a co ważniejsze - wygrzebywanie go z piasku nie było zbyt ciekawym zajęciem, bo zaraz potwór wybuchł prawie powalając niedźwiedzia na ziemię. I tu się pojawiał problem, bo Wymordowany dalej był głodny.


Podsumowanie:
Lazarus: Trafiłeś, ale świństwo wybuchło. Guz na głowie, płytwie rany na klatce piersiowej i lewej nodze
Bluntdick: Wpadłeś w szał, który będzie trwał jeszcze przez trzy posty. Postrzelenie w prawe ramię podczas szału nie zwracasz uwagi na ból, ale po uspokojeniu się, będzie on prawie paraliżujący. do tego drobne otarcia na plecach.


avatar





Rosalie
Dezerter
GODNOŚĆ :
Rosalie Valeria Valentine, ale wszyscy wołają na nią Iskra


Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 3/4/2017, 22:20
Z wyraźnym zaniepokojeniem wpatrywał się w dogorywającego robala. Nigdy nie ubił podobnego mu zwierzaka, więc nie miał absolutnie żadnej pewności czy ten nie przejawi jakiegoś zombie-kaprysu i nie postanowi dalej pełzać mimo wszelkich ran. Wybuchu też się oczywiście nie spodziewał, więc gdy rozległ się huk, a cielsko mutanta rozerwało się na miliony kawałeczków Boris zdążył tylko osłonić ramionami głowę i twarz, pozwalając jednocześnie by odrzut solidnie pieprznął nim o ziemię bez żadnej asekuracji ze strony łowcy. Zabolało. Cholernie zabolało.
Naprawdę starał się trafić jak najcelniej tylko potrafił, ale nie były to typowe dla niego wygodne warunki, gdzie niemal ze znudzeniem leżał wygodnie na brzuchu czekając aż cel sam podłoży mu się pod lufę, więc nawet taki wynik go wyraźnie usatysfakcjonował. Oczywiście postrzelenie towarzysza nie przeszło bez echa. Ostra szpileczka poczucia winy boleśnie wbiła mu się w klatkę piersiową, gdzieś w okolice miejsca, w którym powinien mieć serce.
Kiedy w uszach przestało mu dzwonić, a sprzed oczu zniknęły ciemne plamy i w pełni dotarło do niego, że jednak żyje i poza kilkoma ranami praktycznie nic mu nie jest zdołał podeprzeć się na łokciach i rozejrzeć po pobojowisku, które zrobili. Nie da się ukryć, że był dumny z tego całego burdelu. Nawet mimo bycia uwalonym tą dziwną robaczą mazią.
Szybko odszukał Dicka wzrokiem.
- Taś taś, misiaku. Żyjesz? - zawołał do niego jakby nie zdawał sobie zupełnie sprawy z tego niedźwiedź jest wkurzony.
Rzucił okiem na swoje rany i skrzywił się z wyraźnym niezadowoleniem. Wszystko upaćkane robalem, pewnie jeszcze jakiegoś hiva dostanie w gratisie. Podniósł się wreszcie do siadu i nagle potrząsnął gwałtownie łbem, otrząsając się jak mokry pies. Przynajmniej trochę tej mazi z zleciało z jego włosów. Mógł już bezpiecznie zdjąć chustę z twarzy i jej wewnętrzną częścią zetrzeć z ran cały ten syf.
- Bierzemy robota ze sobą? Możemy go opchnąć na złomie za niezłą cenę
Pewnie mówienie do wymordowanego w tym stanie i tylko zerkanie na niego kątem oka nie było aktualnie zbyt dobrym pomysłem, ale Lazarus totalnie się nie znał na zwierzętach.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Gość on 3/4/2017, 23:32
- A więc taki jestem?
- Rysiu... to nie tak...
- Więc jak? - Pytałem jej będąc jedynie zamazaną plamką w przestrzeni. Widziałem to. Odetchnąłem z ulgą widząc jak Lazarus zgrabnie poradził sobie z robalem, ale niedźwiedź? On był głodny, inny... nieosiągalny. Raz za razem próbowałem go oswoić, ale odpychał mnie swoją agresją. Myślałem, że kiedy będzie zajęty grzebaniem w tym... w tym czymś, to będzie mnie skupiony, ale wręcz przeciwnie. Było gorzej niż sądziłem.
- Nie dam rady!
- Wierzę w ciebie Rysiu...
- Zaraz, on mnie nie widzi, ale ciebie tak, mam rację? - Zapytałem, ale nie odpowiedziała bojąc się, że w ten sposób wyda się ze swojego pochodzenia. Czym jest ten omam? Ale miałem rację. Niedźwiedź kilka razy zerkał na nią, ale nie z agresją. Była to raczej tęsknota pomieszana z smutkiem.
- Kojarzy cię...
- Może to zwierzę...
- Ale?
- Ale rozumie więcej od ciebie. - Odparła i rozpłynęła się w powietrzu. Westchnąłem zrezygnowany i przysiadłem duszą na piasku przypatrując się poczynaniom niedźwiedzia. Jak długo taki będzie? Jak długo... ja taki będę? Nagle jednak odwrócił wzrok i skupił się na kimś.
- Nie! - Krzyknąłem, ale było już za późno. Bestia ruszyła na Lazarusa, a ja nic nie mogłem na to poradzić... a może jednak? Uderzyłem z całej siły. Zależało mi na Łowcy. Zależało mi, bo... tylko jego miałem na tym pustkowiu. Krzyczałem i wrzeszczałem. Ogień i woda walczyły o teren znajdujący się pośrodku. Walczyły o władzę nad ciałem, nad duszą, nad byciem sobą!
- Wolność! - Krzyczał ogień, którego nijak nie potrafiłem okiełznać. Walka była burzliwa, nagła, ale i krótka. Dla nas trwało to godziny. Godzinami walczyliśmy nad klifem. Godzinami tłukliśmy swoje instynkty, swoje słabe strony, swoje ja. Niszczyliśmy się i budowaliśmy na nowo, ale nic. Wygrywał, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Zlany potem wróciłem do bezpiecznej postaci i ze strachem w oczach patrzyłem, jak zwierzę rusza na mojego towarzysza...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Opuszczona stacja kolejowa.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry

- Similar topics