Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5   

Re: Opuszczone mieszkanie na piętrze.    Pisanie by Wazon on Sob Sty 07, 2017 1:12 am
Głowa opadła mu ciężko, gdy dotarło do niego, że dziewczyna nie ogarnia. Albo robi sobie jaja, albo jest nad wyraz poważna. Ale najpewniej nieogarnia. Czy ona właśnie spytała się go... Co tak właściwie się go spytała?
- Co? - wymamrotał wciąż z opuszczonym łbem.
Uhh. Nawet on nie zrozumiał co powiedział. Dobra, to teraz ten... Nadludzkim wysiłkiem podniósł swoją opadniętą głowę, wiedząc, że zaraz znów będzie chciała opaść. Oh, jedna powieka już wyraźnie opadła. Serio, przed chwilą był napalony, teraz już beznadziejnie senny. Ale co najmniej suka przestała ujadać. Cisza, spokój, ładne widoki... W miarę bezpiecznie. Całkiem przytulnie tu. I nie przewiewa. No, czyli można iść spać. Ale chyba jeszcze trwała rozmowa? Nie był w sumie pewien? Uhh. Seksownie wyglądała.
- Co? - spytał jeszcze raz, wyraźniej i patrząc jednym, niezbyt ogarniającym okiem na sukę.
No, to teraz powinna zrozumieć. Powiedział wyraźnie? Tak. Z odpowiednią intonacją? Prawie. Z odpowiednią głośnością? Prawdopodobnie? Hm. W sumie mógł powiedzieć to trochę zbyt głośno. Ale tylko trochę!
Nie, serio, chodźmy wszyscy spać. Fajnie by było pójść spać przytulonym do suki. Nawet nie musi być seks, nawet nie musi być człowiekiem, może być pieskiem. Ale na pewno byłoby cieplej i fajniej niż spać samemu.

_________________



Wazon
-----------
Kundel     Opętany

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Edgar Allan Poe. Serio.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczone mieszkanie na piętrze.    Pisanie by She on Sob Lut 03, 2018 4:30 am
"Przymknij pysk, do kurwy n--..."
Każde przełknięcie śliny o metalicznym posmaku krwi przyprawiało ją o odruch wymiotny.
"Na kolana. JUŻ."
Ostatnie zakodowane słowa odbijały się dudniącym echem, sprawiając, że ból głowy nasilał się coraz bardziej.
"Rozwalę ci--...
ZAM--... ZAMKNIJ SIĘ."

Wspomnienie szarpnięcia było tak silne, że przestała iść, z trudnością łapiąc rzężący oddech.
"N--... ni-e... proszę..."
Wystarczyło trafić na kogoś, kto sztukę łgarstwa miał opanowaną do perfekcji. O wiele lepiej od niej.
"Ni--... nie... nie ch--..."
"Chcesz, suko? CHCESZ."
Mimowolne przywołanie przeszywającego uczucia brutalnej penetracji potęgowało skurcze brzucha, scalone ciągłym rwaniem pulsującym z okolic krocza.
Wystarczyło, że łapczywe pożądanie wynagrodzenia zaślepiło czujność.


✕ ✕ ✕

Muszę... gdzie... gdziekolwiek...
Nie potrafiła poukładać myśli. Najlżejszy podmuch mroźniejszego wiatru skutkował następną dawką dygotania mięśni, których ucisk odczuwała zbyt intensywnie, a stawianie kolejnych kroków okazywało się być cięższe z każdą chwilą.
Drżała z obezwładniającego ciało chłodu.
Drżała z paraliżującego ostatki świadomości strachu.
Pamiętała niewiele. Bar, alkohol, obskurny, niemalże zaciemniony pokój i bestię, napawającą się cierpieniem bezsilnej owieczki, która traciła kontakt z rzeczywistością.
Obraz Desperacji rozmazywał się w jej oczach, a chęć ucieczki była wówczas jedynym bodźcem, który jeszcze podtrzymywał ją przy zmysłach. Byle jak najdalej, byle w bezpieczniejsze miejsce. Miała wrażenie, że mija wieczność. Wszystkie budynki wyglądały identycznie. Dotarcie do tego właściwego, wyszperanego z odmętów pamięci, w stanie w jakim była, równało się z cholernym cudem.
Już nie szła. Siły opuściły Iriye w momencie, gdy przerywanym, utykającym chodem udało jej się wejść po schodach. Osunęła się, z hukiem obijając kolana o twarde, brudne podłoże. Ciche łkanie wydobywające się z ust czarnowłosej zmieszało się z dźwiękiem gwałtownych wymiotów.
Nie widziała, czy dobrze trafiła, będąc jednocześnie za daleko od własnej, psiej nory, aby móc znaleźć się gdzieś indziej. Nie dałaby rady.
...wej-wejście...
Szurając na czworaka, przesuwała się niezdarnie, za wszelką cenę walcząc z opadającymi powiekami, piekącymi od rozmazanego makijażu.
Oddychaj...
Naparła na drewnianą powierzchnię, wraz z uchyleniem się drzwi wpadając do osłoniętego półmrokiem pomieszczenia. Próbowała wstać — bez skutku.
To t-u... to... nie... Kształty nielicznych mebli zlewały się w jedną całość, do tego stopnia, że miękką powierzchnię stojącego przy ścianie łóżka wymacała na oślep. Nie mogła unieść się na nogach, każdy ruch czując ze zdwojoną siłą, a kiedy gołym tułowiem przylgnęła wreszcie do zimnego materiału prowizorycznego prześcieradła, zatrzęsła się, z trudem podwijając nogi pod brzuch. Odruchowo przesunęła ręką po ciemnej, podziurawionej spódniczce, by następnie przecierając dłonią zakrwawione uda, wsunąć między nie dłoń.
Proszę...
Jęknęła żałośnie, wdychając w nozdrza wilgotny, nieprzyjemny zapach opustoszałego wnętrza.
Nie dbała o brak bluzki, pozostawionej w miejscu, z którego uciekała. Nie myślała o tym, że mieszkanie było otwarte. Nie docierał do niej nawet fakt, iż wchodząc tam zupełnie sama, niezwykle naiwnie wystawiała się na "odstrzał". Wychodziła z Kryjówki na własne ryzyko — za każdym pieprzonym razem niemalże igrała ze śmiercią, ale umierać nie musiała — czuła się wystarczająco martwa.
Kap... kap... kap. Ściekające z sufitu kropelki wody pozostawiały po sobie głuchy, monotonny odgłos.
Szumiało jej w uszach, raz po raz powodując mdłości, podchodzące do podrażnionego gardła.
"Wiesz co z tobą zrobię?"
Zamknęła powieki i przygryzając rozciętą wargę, połknęła resztki zabarwionej czerwienią śliny.
Cisza.
Cicho...

_________________



She
-----------
Ratlerek     Prostytutka

avatar

Liczba postów : 1312
GODNOŚĆ : Shenae Gemmei Iriye.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczone mieszkanie na piętrze.    Pisanie by He on Nie Lut 11, 2018 10:14 pm
Gnał przed siebie, starając się ignorować ostry ból zmęczonych ucieczką łydek — czuł, że lada moment jego nogi całkowicie opadną z sił, złamią się jak zapałki i uniemożliwią mu dotarcie do mieszkania, które robiło mu za tymczasowe lokum. Nie miał swojego własnego miejsca w tym okrutnym świecie — stale się przemieszczał, ale gdy tylko nadarzała się okazja, to zaszywał się w jakichś rzadko odwiedzanych lub kompletnie opuszczonych budynkach, a częściej ich ruinach. Z opuszczonego mieszkania na piętrze w Apogeum korzystał bardzo rzadko — zwykle okazywało się, że jest przez kogoś zajęte, a Hervé nie miał zamiaru wpadać w kolejne tarapaty. I tak posiadał już pokaźną kolekcję sińców i blizn — nie było potrzeby, by na siłę ją jeszcze powiększać.
Podczas biegu machał rękoma na boki, starając się odgarniać na bok wszystkie pousychane gałęzie, żeby żadna przypadkiem nie smagnęła go po twarzy — choć kolejny czerwony ślad zapewne zniknąłby gdzieś między ranami i purpurą, która osiadła na jasnej skórze dwudziestolatka przez wcześniejsze uderzenia, które zafundował mu jakiś Wymordowany. Śmiało można było powiedzieć, że He wyglądał jak młodociany bokser — zawsze był poobijany, oczy miał podkrążone, a ostro zarysowane brwi nie pozwalały mu na zbyt przyjazną mimikę. Możliwe, że w mieście ktoś uznałby go za niebezpiecznego zakapiora, ale na Desperacji był nikim — próbował tylko przeżyć.
Nie potrafił uspokoić swojego przyspieszonego oddechu. Po kilku szybkich krokach zatrzymał się, kładąc dłoń na piersi — wraz z głębokim wdechem zabolały go płuca. Kaszlnął okropnie, a potem szybko przełknął ślinę. Zadrapało go gardło — odruchowo pomasował się po szyi, jakby to miało mu pomóc zminimalizować poczucie dyskomfortu. Krótki postój fatalnie podziałał na jego nogi — miał wrażenie, że mięśnie mu zastygły i zrobiły się ciężkie jak kamienie. Schylił się, uderzając kilkukrotnie otwartymi dłońmi w uda, a później w łydki. Chciał pobudzić kończyny do dalszej pracy — zostało mu niewiele drogi do przebycia. Kilka cholernych minut i byłby na miejscu.
Przegryzł poranioną wargę — fala bólu rozeszła się po jego ciele. Zmotywowała go. Poruszył się gwałtowniej, znowu zaczął biec. Tym razem machał niedbale nogami, aż prawie się o nie wywracał. O własne nogi. Z trudem omijał wystające kamienie i korzenie — umiejętnie dysponował ostatkami swoich sił. Był zmęczony — fizycznie i psychicznie. Tracił orientację w terenie, przestawał być pewny czy idzie w dobrym kierunku. Ledwo widoczny uśmiech pojawił się na jego twarzy dopiero, gdy dostrzegł budynek, do którego zmierzał.
Przyspieszył, ale zapiekły go nogi. Stracił równowagę i pewnie upadłby, gdyby nie złapał się dłonią framugi drzwi wejściowych. Potem skierował się w stronę schodów prowadzących na piętro. Już po trzech stopniach jego nogi ugięły się — padł na kolana. Jęknął coś niewyraźnie, rzucił jakąś kurwą w bok, a potem po omacku odnalazł poręcz i zacisnął na niej dłoń. Przymknął oczy i odliczył w myślach do trzech.
Raz... dwa i trzy.
Podciągnął się, a jego ciało od razu opadło na poręcz. Z ogromną trudnością pokonywał kolejne stopnie. Poruszał się bardzo wolno i leniwie. W jego szarych oczach zakręciły się łzy — w duszy modlił się aby na górze nie było żadnego nieproszonego gościa. W takim stanie nie mógł dalej uciekać, nie mógł też walczyć — był bardzo łatwym celem. Wystarczyłoby jedno, porządne kopnięcie by go złamać.
Po kilku minutach udało mu się wdrapać na piętro — poleciał na ścianę jak pijak. Uderzył się poparzonym barkiem — grymas bólu wykrzywił jego sponiewierane usta. Spuchnięte oczy zapominały jak prawidłowo rejestrować obraz — widział jak przez mgłę. Otworzył rozpieprzone drzwi, zamykając je za sobą i stanął po środku pokoju. Bolała go głowa, był cholernie zmęczony i przestawał kontaktować. Dostrzegł skuloną postać leżącą na łóżku. Przetarł brudnymi palcami oczy, jakby chciał się upewnić czy aby na pewno w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze. Zamrugał szybko, a potem znowu spojrzał na zdewastowaną pryczę — leżała na niej czarnowłosa dziewczyna o drobnej sylwetce. Była rozebrana, prawdopodobnie była w równie gównianej sytuacji co He.
Podszedł do niej, by móc się jej dokładniej przyjrzeć. Nie widział jej twarzy, ale wydawało mu się, że desperatka drży z zimna — nie ma co się dziwić, bo połowę odzienia wierzchniego musiała zgubić gdzieś po drodze. Dwudziestolatek złapał za suwak swojej bluzy, rozpiął ją, a potem zdjął ją z siebie. Nigdy nie pozwoliłby na to, by jakakolwiek niewiasta marzła na jego oczach. Złapał za materiał swojego podziurawionego ubrania i niedbale przykrył nim nieznajomą. Zaraz po tym zatoczył się, padając plecami na ścianę. Zsunął się po niej, ostatecznie siadając na ziemi. Czuł się jak gówno.
Uniósł prawą dłoń i przyłożył ją sobie do sińca na czole, podobnie wykorzystał lewą dłoń — ta swoim zimnem otulała obity policzek. Nie zamykał oczu — przyglądał się czarnowłosej. Nie chciał dać się zaskoczyć — mogła tylko zgrywać bezbronną. Ile to razy okazywało się, że z pozoru bezbronnemu dziecku wyrastała trzecia ręka?
To on wolał zaskoczyć ją.

_________________

Nie chcę, by ktoś rozumiał mnie całkowicie. Chcę iść przez życie nierozpoznany.
Ślepota innych ludzi jest moją pewnością i wolnością.



He
-----------
Desperat

avatar

Liczba postów : 315
GODNOŚĆ : Hervé Reese Iriye.

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczone mieszkanie na piętrze.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics