Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4   

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Yury on Pon Lis 20, 2017 12:42 am
Rzadko zapuszczał się na tereny nieznane, dlatego też jego wiedza o tym obszarze ograniczała się do podstawowych informacji, dlatego nie był świadom, że gdzieś w okolicy znajduje się sieć jaskini, pełniących rolę doskonałej kryjówki. Zaufał w tej materii bardziej doświadczonemu w kwestii poruszania się po pożartych przez apokalipsie ziemiach Tsukishimaru, którego wiedza była bardziej rozległa niż ta biomecha. Dzięki jego wskazówką, w miarę szybko dotarli do wyznaczonego przez niego miejsca. Nie upłynęło nawet półgodziny, gdy wątłe ciało, z wyjątkową ostrożnością odłożone przez Wiecznego, skonsultowało się z zimnym kamieniem.
Nie jesteś na pozycji, by mi rozkazywać, wiesz, Pchło? — rzucił do niego zaczepnie, acz w jego głowie ukształtował się właściwie podobny plan, jednakże dodatkowo zakładał zapoznanie się z pobliskim ternem.
Pogrzebał w najgłębszej kieszeni swojej kurtki, po czym wyjął z nią skórzany bukłak, który służył jeszcze Kido za czasów jego wojskowej kariery podczas przeczesywania Desperacji w bliskiej odległości od murów Miasta. Otworzył go, by pociągnąć duszkiem połowę jego zwartości i oddał go bardziej potrzebującemu. Poczekał aż ten go opróżni i zabrał go z powrotem, gdyż do czegoś będzie musiał nabrać wody w razie odnalezienia strumienia, co w zasadzie w tej części dawnej Japonii graniczyło z cudem. Większość źródeł albo dawno uschła, albo została skażona.
Niedługo wrócę — powiadomił chłopaka, a potem opuścił niemalże egipskie ciemności jaskini, zostawiając Tsukishimaru swoją technologię w postaci zapalniczkę, aby posłużyła mu tymczasowo za prowizoryczną pochodnię, zanim nie rozpalą ogniska.
Yury zrobił krótkie, acz uważne rozeznanie po sąsiadującej z grotą okolicy, w między czasie zbierając drewno na opał, a kiedy stwierdził, że żaden stwór rodem z miejskich legend lub rządny mięsa Wymordowany nie czyha na ich życie, wrócił na chwilę do Opętanego. Ukształtował ognisko i  rozpalił go, po chwili dorzucając do niego trochę więcej wysuszonych gałęzi. Sprawdził pobieżnie stan zdrowia bezmyślnego najemnika i zaraz udał się po niedźwiedzia, o ile jego cielsko nadal leżało nienaruszone w trawie, tam gdzie wyzionęło ducha. Istniało spore prawdopodobieństwa, że właśnie w tej chwili było rozrywane przez zęby drapieżników, którzy, jak on przedtem, zostali zwabieni przez intensywny zapach krwi.
Dopisało im szczęście, znalazł bestię niemal w stanie nienaruszonym, chociaż znów musiał od zwłok odgonić głodne, zmutowane ze sępami ptactwo. Zarzucił sobie połowę jego cielska na plecy, wlekąc za sobą drugą.  
Jeszcze zipiesz — powitał się z chłopakiem, kiedy wreszcie, z dość porządnym balastem, po godzinie marszu, doszedł do jaskini. Po drodze raz, albo dwa razy zabłądził, lecz nie okazał się to bezproduktywny ślepy zaułek, gdyż odnalazł małe źródło w miarę czystą wodą, która być może była zdatna do picia.
Odstawił ich pożywienie nieopodal właściciela nietypowego koloru włosów, dysząc jak biegacz po ukończeniu maratonu z jednym z najlepszym wyników. Oparł plecy o krzywą wyrzeźbioną w skale ścianę, by na chwilę odsapnąć.
Jak wedrze się zakażenie, to umrzesz w przeciągu doby — zauważył. Nie posiadał zbyt rozległej wiedzy medycznej, ale jednak długoletnia znajomość z wojskowym lekarzem do czegoś zobowiązywała. Nie raz słuchał jego pierdolenia, którego musiał nauczyć się znosić, zaciskając zęby i puszczające mimo uszu.
Rozpiął klamrę, po czym zdjął pasek, wręczając go rannemu.
Jasne, mogę zszyć ci usta — parsknął, tym samym odpowiadając, jak bardzo znał się na szyciu. Wyciągnął z kieszeni technologiczne cacko i sięgnął po tanto. — Gotowy?

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2538
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Tsukishimaru on Pon Lis 20, 2017 1:31 am
Uniósł ciążące powieki, kiedy wreszcie wrócił. Niedźwiedź był. To dobrze. Dzięki temu będzie trochę mięsa na spory okres czasu, a do tego dochodziło jeszcze futro. Co prawda w wielu miejscach już rozdarte i wydarte, ale wciąż futro. A nadchodziła zima, więc to był kolejny atut.
- Też się cieszę, że cię widzę. – odparł marudnie, łapiąc za skórzany pasek od spodni. - I jakbyś zaszył mi usta, to byłoby cholernie nudno, nie uważasz? – zerknął przelotnie na niego, po czym przechylił się i położył na zimnej ziemi, czując niekontrolowany dreszcz, który zacisnął na nim swoje pazury.
- Wiem. Ale jeżeli nie zatamuję krwi, w ciągu trzydziestu minut będę martwy. Można powiedzieć, że gram z losem. – lewy kącik ust drgnął, jakby Tsukishimaru miał się uśmiechnąć, ale w ostateczności pozostał w bezruchu. Leżąc na plecach, wsunął pomiędzy usta kawałek skóry i zacisnął na niej swoje zęby, by nie rozedrzeć ciszy w jaskini krzykiem. Nie odczuwał jakiegoś konkretnego strachu. Wszakże w życiu przeżył wystarczająco wiele przerażających rzeczy, w tym testowanie na jego ciele, że taka emocja jak strach została zepchnięta w odmęty jego świadomości. Jednakże sama perspektywa tego, że za moment będzie przypalany na żywca w iście polowych warunkach sprawiła, że oddech mu przyspieszył, a klatka piersiowa niekontrolowanie unosiła się i opadała.
Wbił spojrzenie w ciemność nad nim i czekał. Był gotowy.
Kiedy ostrze zetknęło się z jego skórą, wydając charakterystyczny dźwięk, dłoń Tsukishimaru zacisnęła się na materiale bokserki biomecha tak mocno, że materiał dookoła zbił się w grube fałdy. Z gardła chłopaka wydobyło się bolesne charknięcie, a ciało nieco wygięło, wbijając pięty w skalną nawierzchnię. I chociaż to wszystko trwało zaledwie ulotne sekundy, parę przyspieszonych uderzeń serca, to wystarczyło by zamroczyło na moment wymordowanego. Jeszcze chwilę później wpatrywał się mętnym spojrzeniem przed siebie, nieobecny umysłem, oddychając szybko i niekontrolowanie, nie puszczając ubrania drugiego Smoka. Na skroniach pojawiły się przezroczyste krople potu, sklejające niebieskie kosmyki, a po brodzie ściekła cieniutka linia śliny.
Uniósł drugą rękę, powoli wyciągając spomiędzy zębów pasek i spojrzał na jego twarz, próbując się podnieść do pozycji siedzącej.
- Wiesz, chujowy z ciebie lekarz. – syknął przechylając się w jego stronę I opierając gorącym czołem o jego ramię.
- Bardzo.

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 198

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Yury on Wto Lis 21, 2017 8:22 pm
Już jesteś martwy, Pchło — mruknął pod nosem, ledwo słyszalnym szeptem, chociaż istniało spore prawdopodobieństwo, że te słowa zostały wyłapane przez wyostrzony zmysł słuchu właściciela genotypu lisa polarnego.
Czy śmierć Tsukishimaru z powodu wykrwawienia lub zakażenia odbiłaby się w jakikolwiek stopniu na rozszarpanej przez doświadczenia psychice biomecha?
Zapewne nie. Śmierć zbyt często zerkała mu prosto w oczy, dysząc mu w kark swoim lodowatym oddechem, by w tej formie wywarła na nim wrażenie. I zbyt często widział, jak ta ujmowała w swój morderczy uścisk nieszczęśników, których serca przestawały bić na skutek odniesionych ran. Jej interwencja była kwestią czasu, czasem ciągnącą się przez dekady, czasem dopadającą szybko swoją ofiarę, jednakże zazwyczaj przychodziła znienacka, zbierając swoje żniwa w zastraszającym tempie.
Przejechał zapalniczkę parę razy po tępej, metalowej części tatno, jednakże szybko stracił cierpliwości, dlatego też jego ostrze wylądowała w ogniu. Jego języki objęły go czule, po czym zostało przyciśnięte do skóry igrającego z życiem najemnika. Yury starał się nie czerpać satysfakcji z jego obecnego stanu, ale mimo wszystko z ledwością dławił w sobie, ściskający go w gardło śmiech. Oznakę bezradności.
Jednak powinienem ci je zszyć — mruknął pod nosem, gdyż krzyk, który przeszył powietrze, zabrzęczał mu we uszach, odbijając się jednocześnie od ścian jaskini, a ta uprzejmie odpowiedziała na tę chwilę słabości Wiwerna w postaci echa, zagłuszając w minimalnym stopniu kolejne nieartykułowane zawodzenie, który padły z obcych ust, mimo prowizorycznego knebla, gdy Yury w końcu odsunął rozgrzany do czerwoności metal od głębokiej rany.
Odczekał chwilę i odłożył tanto na kamienną powierzchnie podłoża. Cisza, która przez chwilę zapadła, przerywana przez głęboki oddech Tsukishimaru, w mniemaniu Wiecznego była o wiele gorsza od jego charknięć. Złowroga i nieprzyjemna. Miał wrażenie, że ta pieczara, pobudzona do życia i zaalarmowana o intruzach, wydawała z siebie swoje własne pomruki o różnej tonacji, chociaż jego rejestr słuchu takowych nie odnotował. W końcu jednakże został wyrwany z tego niepokoju przez znajomy, lecz zachrypnięty i przyciszony głos, którego barwa drżała, zniekształcając wypowiedziane przez swojego właściciela słowa.
Dzięki za komplement. — Wykrzywił usta w uśmiechu, bez cienia litości przyglądając się spoconej i zmęczonej twarzy Tsukishimaru, zanim ten oparł czoło o jego zdrowe ramię. Jego gorąca skóra pod wpływem tego zbliżenia paliła go, mimo iż sam był rozgrzany przez wcześniejszy wysiłek fizyczny. — Od zawsze wolałem amputować, niż rekonstruować — dorzucił w ramach szczerości, bo demolowanie wszystkiego, począwszy od relacji między ludzkich, skończywszy na własnym życiu i stanie zdrowia zawsze wychodziło mu najlepiej. Osiągnął w tej dziedzinie trudny do prześcignięcia pułap. Wzorcowe wyniki, bijące wszelkie poznane w tym zakresie rekordy. Doskonałym dowodem na to była paskudna szrama po oparzaniu, pusty oczodół, a także zmechanizowane części ciała w zestawie z organami, za sprawą których nie zatracił funkcji życiowych.
Połóż się — rozkazał, wciskając mu do ręki bukłak z wodą. – Odpoczynek dobrze ci zrobi, odrobinę snu w sumie też nie. Nie krępuj się, a ja za ten czas przetestuje swoje umiejętności kulinarne. — Szturchnął nogą zwłoki niedźwiedzia.
Nie pytając Tsu o zdanie, złapał go za ramiona, najprawdopodobniej nacisk mechanicznej dłoni był zbyt mocny niż w pierwotnym zamiarze, i zmusił go do konfrontacji pleców z skalną, twardą ścianą.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2538
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Tsukishimaru on Sro Lis 22, 2017 11:03 pm
Nawet, jeżeli chciał oprzeć się rozkazowi ciemnowłosego, nie był w stanie przezwyciężyć jego siły. Jak szmaciana lalka przechylił się pod jego wpływem do tyłu, kładąc na zimnej i twardej nawierzchni. Od razu poczuł to nieprzyjemne uczucie, które owładnęło jego ciałem, wywołując niekontrolowane drżenie. Dlatego też chwilę później podniósł się, chociaż w głowie czuł listy helikopter. Krople potu spłynęły po jego skroniach, skapując na roznegliżowane ramiona. Rozchylił lekko usta, by ułatwić sobie oddychanie, bo płuca wydawały się dziwnie ociężałe, jakby niewidzialna siła z każdą minutą coraz mocniej na nie napierała.
- Nie rozkazuj mi. – rzucił zachrypniętym głosem, przysuwając się nieznacznie bliżej, zupełnie mając gdzieś, że jeżeli zakręci mu się w głowie, to istnieje prawdopodobieństwo, że wpadnie wprost w ogniste ramiona.
Podciągnął nogę i zgiął w ją kolanie, po czym oparł o nie łokieć, wsuwając drżące palce w pozlepiane od krwi i brudu niebieskie kosmyk, wbijając zmęczone spojrzenie w biomecha.
- No nie. Czyżby czekała mnie aż tak lamerska śmierć? Rany i krwawienie mnie nie wykończy. Zakażenie mnie nie wykończy. Za to twoja kuchnia już tak. – parsknął pod nosem, a jego warg wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu, którego jednak nie pokazał ciemnowłosemu.
Nie potrafił sobie wyobrazić go jako kogoś, kto znał się na kuchni. W jego oczach Yury był raczej barbarzyńcą, który zabijał i parł na przód, bez oglądania się za siebie. Pasował do niego bardziej wizerunek mięsożercy surowego mięsa, z krwią ściekającą po jego podbródku, a nie kogoś, kto znał się na tajnikach kulinarnych. Z drugiej strony obserwacja tego powinna być ciekawym i interesującym zjawiskiem, który chętnie poogląda. Ot, ciekawe widowisko na tej ponurej Desperacji.
- Swoją drogą, masz papierosy? Nie zabrałem ze sobą swojej fajki. – mruknął pod nosem. Nie zabrał, bo nie zakładał, że aż tyle spędzi po za swoim gniazdem. Nie zakładał, że się zapomni na tyle, że da podejść jak małe, zagubione dziecko i będzie ledwo żywy. Nie zakładał też, zostanie w jaskini z Yurym, którego wolał unikać jak ognia przez ostatnie tygodnie.
- Daj mi swoją kurtkę. – wyciągnął w jego stronę dłoń w oczekiwaniu na materiał.
- Zamarznę I tyle będzie z twoich gróźb, żebym nie zdychał – dodał żartobliwie, bo przy ognisku z pewnością nie zamieni się w bryłę lodu, ale było mu na tyle zimno, że siedzenie nawet przy językach ognia było upierdliwe.
Uniósł drugą dłoń i przesunął wierzchem po policzku, gdzie wyczuł wciąż świeżą krew. Zostanie blizna, najpewniej. I tyle z jego uroczą buźką, na którą leciały laski Desperacji.

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 198

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Yury on Czw Lis 23, 2017 9:15 pm
Nie rozkazywał. Dobrze radził, chociaż... Był na odpowiedniej pozycji, by dyktować warunki. Tsukishimaru w tym momencie, oprócz ciętego języka, nie mógł mu nic więcej zaoferować, a jego kuracja pewnie potrwa z tydzień, zanim dojdzie do lepszej kondycji fizycznej i pełnej sprawności. Głupi szczyl.
Nie wyobrażaj sobie za wiele — odparł, kręcąc głową w akcie dezaprobaty. — Mój kunszt kulinarny ogranicza się do upieczenia mięsa na różnie. Od tego nie zdechniesz, no chyba, że misiek jest zatruty. Wtedy z dobroci serca pogłębię twoje rany i z wielką radością zakończę twój żywot — zapewnił go, odczepiając od paska zabezpieczony nóż motylkowy. Wyszarpał go z pokrowca, który opadł na kamienną podłogę w chwili, kiedy Yury pochylił się nad cielskiem zwierzęcia. Naciął skrawek jego skóry w okolicy prawego żebra, gdzie futro było najbardziej przetarte i nie nadawało się do niczego. Po jego brzuchu popłynęła stróżka krwi i zgromadziła się w pępku. — Widzisz, jak dbam o twoje samopoczucie. Doceń to — rzucił drwiąco, wycinając z piersi zwierzęcia kawał mięsa. Złapał go w obie dłonie, wyciągając go z wysiłkiem, gdyż musiał naderwać parę ścięgien i przyjrzał mu się zawodową podejrzliwością. Powąchał je, lecz jego upośledzony, mało rozwinięty ludzki węch nie wyłapał żadnej podejrzanej woni. Uśmiechnął się krzywo, po czym sprawnymi ruchami pozbył się z niego skóry i małej ilości sierść, gdyż z tymi dodatkami nie nadawał się do konsumpcji, a on, człowiek wychowany w cywilizowanym społeczeństwie, nie miał zamiaru zaciskać zębów na surowym ochłapie mięsa, skoro nie było takiej potrzeby.
Drewno zatrzeszczało wesoło w ognisku. Wieczny dorzucił kilka gałązek, po czym nabił na grubszy pal ich surowy posiłek w celu upieczenia go. Podtrzymując go jedną ręką, rozejrzał się na około w poszukiwaniu czegoś, na czym mógłby podeprzeć kij, lecz w jego zasięgu zdezelowanego i ograniczonego przez pole widzenia do jednego oka nie dostrzegł nic wartego uwagi. Włożył go zatem w szczelinę, która musiała zapewne powstać w wyniku wstrząsów tektonicznych i podparł go o kamień, gdyby jednak badyl się z niej wysunął.
Tsuki, czy ja ci wyglądam na miłosiernego samarytanina? — zapytał, gdyż perspektywa oddania komuś swojej kurtki zawsze rodziła w nim sprzeczne emocje. Za bardzo ją lubił. Poniekąd się do niej przywiązał, mimo iż lokowanie takiego uczucia w przedmiot, wierzchnią część garderoby było wręcz absurdalne, ale to nie zmieniało faktu, że była idealnym towarzyszem. Mnóstwo kieszeni umożliwiało mu schowanie w jej odmętach wielu przedmiotów, zaś głęboki kaptur ukrywał jego anemiczny kolor skory przed konfrontacją ze słońcem.  — Masz, tylko nie zniszcz, bo zajebie. — Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i schował ją do kieszeni spodni, a następnie zdjął kurtkę ze swoich ramion i poddał ją najemnikowi. Była przesiąknięta zapachem papierosów. Czuć było od nich też pot. Biomech prał ją ostatnio dwa tygodnie temu. Przez swój napięty grafik nie miał na tą czynność czasu.
Wbił spojrzenie w mięso. Nabrało rumieńców, a kapujący z niego tłuszcz w kontakcie z płomieniami skwierczał.
Nie wstawiałeś się na treningi. Schodziłeś mi z drogi. Dlaczego? — zapytał, zapalając papierosa. Zaciągnął się nim. — Wstydzisz się tego, co się wydarzyło? A może się zakochałeś, hm? — zapytał, znów drwiąc. Podał Pchle papierosa, o którego wcześniej prosił. — Nie zakrztusi się. To inna liga, niż te twoje ziółka.
Sam się zakrztusiłeś tymi ziółkami, imbecylu.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2538
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Tsukishimaru on Sob Lis 25, 2017 12:44 am
- Oczywiście, że doceniam twoje starania. – odpowiedział, chociaż w jego tonie dało się wyczuć nutę rozbawienia.
- Wręczyć ci za to order gospodyni domowej? – parsknął pod nosem, uważnie obserwując dokładnie każdy jego ruch, kiedy dobierał się do upolowanego zwierzaka.
- Prawie byłby z ciebie idealny materiał na żonę. Tylko z twarzą jest mały problem. – nie mógł sobie darować tej drobnej, prowokacyjnej uszczypliwości. Zdawało się, że powoli udzyskuje siły, bo z każdą kolejną chwilą jego język stawał się ostrzejszy. Były to jednak pozory. Tssukishimaru czuł się jak ścierwo. Pożarte przez jego własne słabości, przeżute, a w ostateczności wyrzygane. Miał jednak to do siebie, że jak na upartego durnia przystało, którego rozpiera duma, nie chciał niczego po sobie pokazywać. A przynajmmniej tuszować to w takim stopniu, na ile potrafił.
Nie przeszkadzało mu, że kurtka nie jest pierwszej świeżości. Dla kogoś, kto tyle lat spędził na Desperacji, otaczającego się o wiele gorszymi zapachami bombardującego jego zmysł węchu z każdej strony, coś takiego było luksusem. Zarzucił sobie materiał na ramiona, owijając się szczelniej kurtką, czując bijące od niej ciepło ciała, które ogrzewała zaledwie parę sekund wcześniej. Przynajmniej przestanie trząść się jak jakaś pieprzona osika.
Ziewnął szeroko, czując, jak zmęczenie powoli składa swoje pocałunki na jego powiekach, chociaż zapewne w głównej mierze winowajcą było ciepło i coraz bardziej intensywny zapach pieczonego mięsa. Na samą myśl poczuł, jak jego żołądek boleśnie się zaciska i przylega do jego kręgosłupa.
A potem Yury podjął temat, którego Tsukishimaru niekoniecznie chciał drążyć.
- Ach, to – mruknął wyraźnie znudzony, tym samym niemo akcentując, że taka rozmowa nie jest mu na rękę.
- Zakochałem się. – odezwał się nagle, świdrując swoim spojrzeniem plecy biomecha, będąc przy tym zaskakująco poważnym jak na niego.
- I co z tym zrobimy? Może zaczniemy żyć jak mąż i żona. Oczywiście ty w roli żonki. – cień uśmiechu padł na jego wargi, ale ostatecznie nie wykrzywił jego ust - Zakochania I miłostki na Desperacji nie istnieją. To tylko fałszywe zauroczenia, przyzwyczajenie albo niepotrzebne przywiązanie. Bo w ostateczności każdy z nas jest egoistyczną świnią i pojebem, który koniec końców cię zdradzi, by ratować swoją dupę. – dodał po chwili, jasno sygnalizując, że nie mówił tego na poważnie, a żarty tego typu są dość niezręczne oraz upierdliwe.
- Nie potrafię kochać. Od wielu setek lat. Skąd ten głupi pomysł? – przechylił lekko głowę w bok, zaciągając się dymem nikotynowym z papierosa, który przytrzymał na moment dłużej w płuca.
- Unikałem cię, ale z zupełnie innego powodu, Yury. Bo widzisz, zaskakująco dobrze się czuję w twoim towarzystwie. Coś mnie do ciebie ciągnie, a to cholernie niebezpieczne i upierdliwe. Nie chcę, by w moim życiu pojawił się ktoś, kogo będę lubić. O kim będę się zastanawiał, czy ma co żreć i czy właśnie nie jest patroszony przez jakąś bestię z Desperacji. Jestem samotnym wilkiem. Nie chcę żadnego zbędnego balastu w moim życiu. Żadnej zbędnej relacji. Żadnej osoby. Która ostatecznie i tak zniknie sprzed moich oczu. Dlatego cię unikam i nie chcę przebywać w twoim towarzystwie. Proste – zamilkł, kończąc palić papierosa i pstryknął niedopałek w stronę ogniska.
- Nic więcej, nic mniej

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 198

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Yury on Wto Lis 28, 2017 8:31 pm
Nie jestem aż tak wymagający — odparł w ramach odpowiedzi, bo zgryźliwości Tuskishimaru nie wywarły na nim odpowiedniego wrażenia. Utwierdził go jedynie w przekonaniu, że tonący brzytwy się chwytał, a ten osobnik już dawno utonął, prosząc biomecha o pomoc. — Poudawaj, że nie istniejesz. To mi do szczęścia w zupełności wystarczy.
Sięgnął po nóż, którego pozostawił obok cielska. Mechaniczną dłonią złapał za przypiekane mięso. Odciął niewielki kawałek, podmuchał przez chwilę, by nie poparzyć sobie żołądka i przeżuł. Nie było najgorsze, acz z pewnością z dodatkiem przypraw w postaci solo i pieprzu miałoby intensywniejszy smak.
„Zakochałem się.”
Zerknął na najemnika jak na rzadki okaz w ZOO i zdławił w sobie śmiech, gdyż podskórnie czuł, że to żart. Jeden z wielu.
Nic, a nic. Chujowy byłby ze mnie współmałżonek. — Wzruszył ramionami, bo przecież Kido Arata i jego rozprawy rozwodowe, nieudolne próby zerwania z kobietą, z którą związał się węzłem małżeńskim pozornie na całe życie, były tego doskonałym dowodem. Zniszczyli siebie nawzajem, zmiatając uczucia pod dywan. — Tego typu emocjonalna więź to najgorszy z możliwych balastów, które można zrzucić na swoje barki. Balast, który prędzej czy później pociągnie człowieka na same dno — stwierdził, poniekąd podzielając zdanie swojego rozmówcy na ten tego typu uczuć. — A ty wyglądasz jakbyś wylądował na samym końcu łańcucha pokarmowego.
Przekręcił patyk, by druga strona mięsa miała okazja się zarumienić i dosmażyć. Pokręcił głowę z dezaprobatą, po tym jak Tsukishimaru w końcu udzielił mu poprawnej odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie, choć odpowiedź go nie usatysfakcjonowane. Wyssane z palca bzdury.  
Zrozumiałeś to na opak — stwierdził w końcu. Kolejny papieros znalazł się w jego ustach. Zapalił i zaciągnął się nim. Wiwern był upośledzony emocjonalnie. Nie potrafił ich rozpoznać. Nie umiał nadać im nazw. Yury miał zamiar to wykorzystać, przeciągnąć ten paraliż uczuciowy na swoją korzyć, wybić mu te głupoty z głowy.  — Nie inwestuje się sympatii, w kogoś, kto na nią nie zasłużył. To tylko iluzja, Tsuki. Boisz się, że zdechną z głodu? Boisz się, że ktoś mnie zeżre? — parsknął z rozbawieniem, strzepując popiół z papierosa do ogniska. —   Boisz się, że ktoś zabije mnie przed tobą. To żądza mordu, a nie nić sympatii — odparł, zerkając na Wiwerna przez ramię. W kącikach jego ust ukształtował się uśmiech, a w poszarzałym oku pojawił się niezdrowy błysk. — Albo ją zaspokoisz, albo zdusisz w sobie — dorzucił, łapiąc z nim na chwilę kontakt wzrokowy. — Wybierz opcje numer jeden. Potyczka na śmierć i życie z osobnikiem twojego pokroju brzmi jak dobra rozrywka w wyjątkowo nudny, zimowy wieczór — podkusił, bo wcale nie miałby nic przeciwko. Nawet jeśli przynależności do jednej grupy zobowiązywała ich do neutralnego nastawienia w stosunku do siebie, to uczuciowa walka nie powinna w takim skupisku indywidualistów i egoistów zostać potraktowana jak zdrada. Nie łączyły ich braterskie więzi, a koncepcja Drug-onów nie zakładał rodzinnej atmosfery w gmachu siedziby organizacji. Ilość zasad była ograniczona do zbędnego minimum. Tak czy siak każdy z nich postępował według własnego kodeksu moralnego, stawiając nacisk na zysk.
Zacisnął dłonie na patyku, na którym piekło się mięso.
Jest gotowe do spożycia — powiadomił Tsukishimaru, podając mu posiłek. Sam stracił apetyt. Zaciągnął się po raz kolejny, przetrzymując w płucach dym na okres pół minut, gdyż z mechanicznymi płucami miał takową możliwość. Nie były skazane na niezdrowe właściwości nikotyny.
Podniósł się na łokciu i wstał, by wyprostować kości.
Idę się odlać — zdecydował po chwili.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2538
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Tsukishimaru on Czw Lis 30, 2017 12:25 am
Gdyby normalnie okazywał większą paletę emocji, z pewnością posłałby zdziwione spojrzenie w stronę biomecha, a potem wybuchł niekontrolowanym śmiechem. Zamiast tego panowała w jaskini cisza przerywana i mącona jedynie przez krzątanie się ciemnowłosego oraz trzaski ognia pożerających drewno. Wsunął dłoń pod materiał kurki i przesunął opuszkami po zgrubieniu na boku, wciąż lepkim od krwi, chociaż już nie krwawi jak zarzynane prosię. Nawet na policzku rana ewentualnie się zasklepiła tworząc brzydkiego strupa, który z czasem odpadnie, bądź zostanie zdrapany przez samego Tsukishiaru, pozostawiając po sobie ślad w postaci delikatnej blizny.
- Jesteś ostatnią osobą, która ma jakiekolwiek prawo do pouczania mnie odnośnie uczuć i emocji, bezduszna puszko pełna żelastwa. [/b] – powiedział cicho, wbijając spojrzenie w jego plecy, na moment ponownie milknąc. Wbrew swoim słowom, oraz może się wydawać, że nawet ich szorstkości, nie odczuwał żadnej złości czy też irytacji z racji, że Yury wciskał mu w usta swoje własne przemyślenia. Możliwe, że jasnowłosy był emocjonalnym downem, nie oznaczało to jednak, że i Yury nie klasyfikował się do tego samego worka. A Tsuki z powodzeniem mógłby się założyć o swoją własną rękę, że jechali na tym samym worku odnośnie postrzegania emocji.
- Wiem doskonale co to. Nie wciskaj mi w usta swoich słów i przemyśleń, bo pozostawia to spory niesmak. Nie chcę cię zabić, bo to sporo zachodu. Ale mógłbym, dobrze o tym wiesz. Różnica między nami jest taka, że jesteś jak czołg. Atakujesz od frontu, napierasz i jesteś głośny w swych działaniach. Ja atakuję w nocy i po cichu. Nim się zorientujesz, może stracić głowę. Uważaj na słowa, bo serio potraktuję to jako zaproszenie. I wreszcie z niego skorzystam. – odpowiedział spokojnym i typowym dla siebie tonem. To, że lubił biomecha nie oznaczało, że powstrzymałby się przed zadaniem mu ostatniego ciosu. Lubił go, ale nie uwielbiał. Nie pożądał, nie czuł przywiązania, nie kochał. Yury był jednym z naprawdę niewielu, których Tsuki obdarzył sympatią. Ale nigdy nie oddałby za niego życia. To nie był ten etap relacji i zapewne nigdy nie nastąpi jej awans.
Sięgnął po patyk, na którym piekło się mięso i przysunął bliżej siebie, czekając moment, aż nieco ostygnie, nie chcąc do tego wszystkiego poparzyć sobie jeszcze ryja.
- Tylko się nie zgub. Nie zamierzam cię szukać. – powiedział cicho, nawet nie kwapiąc się, by spojrzeć w jego stronę. Wgryzł się w mięso i zaczął je rzuć powoli, biorąc pod uwagę ból policzka. Przeżuł i przełknął, czują przyjemne ciepło w żołądku, które powoli rozchodziło się po całym jego ciele. Uniósł dłoń i wierzchem wytarł tłuszcz z ust, przenosząc spojrzenie z palącego ognia na mężczyznę, kiedy ten wrócił.
- Oceniam twoje umiejętności gospodyni jako dwa na dziesięć. Chujowe. – mruknął z przekorą, odgryzając kolejny kawałek, mimo to jedząc dalej. Żyjąc na Desperacji doceniało się wszystko, co można było zjeść. Włącznie z mięsem pobratymców.
- Swoją drogą minęła już chyba godzina I żyję. Nie wykrwawiłem się, ani nie wdało się zakażenie. Można powiedzieć, że sukces. Jakieś inne śmierci dla mnie zaplanowałeś? – zerknął na niego spod trzymanego kawałka mięsa i uniósł lewy kącik ust wysoko, w krzywym uśmieszku.

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 198

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Yury on Nie Gru 03, 2017 12:40 am
Nadal był emocjonalny, ludzki i nietrwały, choć takowy stan ograniczał się do jednego, niesamowicie intensywnego i namiętnego uczucia, który palił go od środka jak pożądanie, ściskał głos w gardle jak strach, pompował w trybie przyśpieszonym krew jak adrenalina. Nienawiść. Jedyny stały element jego egzystencji, który był odczuwany zarówno przez niego, jak i Kido, pogrążonego w swojej bezgranicznej rozpaczy i depresji, tkwiącej w czeluściach marazmu.
Odrzucając moje zaproszenie, łamiesz mi serce, bo widzisz, straciłem głowę dawno temu — stwierdził po chwili, a na jego ustach pojawił się gorzki uśmiech, ale Tuskishimaru mógł z tej perspektywy podziwiać jedynie masywne, wyprostowane plecy biomecha, kołyszące się przez jego ociężały krok. Z powodu wysiłku, nadwyrężył ścięgna i włączył ludzką nogą, która bolała w kolanie i odmawiała posłuszeństwa, niczym wojskowy. — Strącenie jej z karku to czysta formalność —Dopełnienie jej było tylko kwestią czasu. Yury wyznaczył już do tego osobę o odpowiednich predyspozycjach, lecz ta strasznie się guzdrała - od ich ostatniego spotkania minął niemal rok, wystarczająco dużo czasu, by wziąć się w garść i podrasować zardzewiałe umiejętności. W końcu własnoręcznie podarował jej mobilizacje, degradując ją do roli miażdżonego przez podeszwę buta peta. Musiała się śpieszyć, bo lista takowych osób zapełniała się każdego dnia. Wieczny nie mógł dać jej gwarancji, że zdąży.
Zanim udał się na stronę, zatrzymał się, zaciskając mechaniczną dłoń na krawędzi wyjścia z jaskini. Twardy kamień porysował w niewielkim stopniu powierzchnie protezy. Zerknął przez ramię, obdarowując Tuskishimaru enigmatycznym spojrzeniem. W przygaszonym błękicie czaił się mrok.
Ależ ja już się zgubiłem. Na drodze samokontroli i moralności — zadrwił w odpowiedzi na sugestie młodszego ciałem najemnika. Odwróciwszy wzrok, rozluźnił uścisk i skonfrontował się z przygaszonym słońcem, które zachodziło powoli w barwie soczystej pomarańczy rozlanej na pochmurnym niebie, wyglądającym tak, jakby miało się zaraz popłakać z bezsilności.
Opróżnił pęcherz, podlewając samotne, łysiejące drzewo, po czym z niechęcią wrócił do tego pełnego rozczarowań miejsca.
„Swoją drogą minęła już chyba godzina i żyję. Nie wykrwawiłem się, ani nie wdało się zakażenie.”
Spojrzał na właściciela tych słów z politowaniem, zaciskając usta w wąską linię.
Moje kondolencje. Pomęczysz się jeszcze w moim towarzystwie..
Zacisnął jedną z dłoni w pięść, druga natomiast prześlizgnęła się zręcznie do kabury. Złapał nią rączkę pistoletu i wyszarpał z futerału w ramach odpowiedzi na nieprzemyślany potok słów, który odbił się od jego czaszki. Przeładował go.
„Jakieś inne śmierci dla mnie zaplanowałeś?”
Wycelował lufę broni w zalaną potem i bólem sylwetkę właściciela niebieskiej czupryny.
Śmierć z moich rąk. Z niej się już nie wyplączesz. — Z tonu jego głosu sączyło się obrzydzenie, lecz miał wrażenie, że to nie z jego ust padły te dźwięki. Były obce, a ciało samo zareagowało na te polecenie. Palec bezlitośnie sunął się na spust. Nacisnął na niego. Pocisk przeszył powietrze i wnętrze jaskini.
Odetchnął głęboko, wypuszczając przez szczeliny między zaciśniętymi zębami powietrze. Jakby wraz z tym odgłosem przebudził się z głębokiego snu. Ludzkie palce powędrowały w kierunku skroni. Postukał popękanymi i przybrudzonymi płytkami paznokci o lewą stronę czoła, by pozbyć się tego scenariusza z głowy. Złapanie za pistolet i pociągnięcia za spust w obecnym stanie Tsukishimaru nie ostudziłoby jego destrukcyjnych skłonności, a raczej pogłębiło frustracje, które została w niego wlana przez wyznanie Wiwerna.
Ręka, która zamarła w powietrzu, rozluźniła się i opadła wzdłuż jego ciała, gdy jej właściciel upewnił się, że pistolet był na swoim miejscu.
W takim stanie na nią nie zasługujesz — stwierdził, niby to lekkością, ale z trudem wyrzucił z siebie te zdanie. Zdanie, które było próbą przekonania samego siebie o jego słuszności. — Zresztą… — machnął dłonią, jakby tym samym chciał odgonić od siebie natrętną myśl o odebrania Tsukiemu życia. — Nie muszę jej planować. Sam pchasz się w jej sidła — odparł, siadając pod ścianą. — Zapada zmrok. Lepiej tu przenocować.
Przesunął dłonią po ranie na klatce piersiowej. Odzywała się pieczeniem, ale nie zionęła bólem. Koniuszki jego palców nie zabarwiły się kolorem krwi. Ta dawno skrzepła i przestała się sączyć.

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 2538
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Tsukishimaru on Wto Gru 05, 2017 9:28 pm
Nagła zmiana w ekspresji mężczyzny I atmosfery była tak wyczuwalna, jakby nie pozostawała w sferze mentalnej, a stała się fizyczna. Czymś, co można dotknąć. I chociaż Tsukishimaru do końca nie rozumiał skąd ta zmiana, nie czuł się szczególnie zaskoczony. Jeszcze kiedy biomech trzyma broń wymierzoną w jego stronę, wymordowany oderwał wzrok od niego, wracając do swojego posiłku. Wiedział, że nie wystrzeli. Czuł to podskórnie. Chciał też go sprawdzić, jak daleko mógłby się posunąć.
Jak widać, był dopiero na początku drogi.
- Skończyłeś przedstawienie? – odezwał się wreszcie, kiedy Yury przestał wymachiwać bronią. Uniósł spojrzenie znad kawałka mięsa i spojrzał na jego twarz, która w tym momencie wyglądała na cholernie zmęczona, bardziej starą, niż normalnie można było zauważyć.
- Musisz nauczyć się nieco pokory, dzieciaku. Twoja arogancja kiedyś cię zgubił. – westchnął ciężko, wsuwając palce we włosy. Wsunął jeden z nich za gumkę i lekko ją pociągnął, zsuwając i rozpuszczając włosy o nietypowym kolorze.
- Nie boję się śmierci. Wiem jak smakuje, zapomniałeś? Posmakowałem jej osiemset dwadzieścia sześć lat temu. – powiedział cicho wpatrując się w jaskrawe języki ognia.
- Drugi raz umarłem sto lat później. I chociaż nie fizycznie, umarła moja dawna osobowość i tożsamość. – uśmiechnął się na moment, łapiąc w dwa palce jeden z niebieskich kosmyków i powoli zaczął go obracać, przed oczami widząc wykrzywioną twarz tamtego doktorka.
- Z twojej ręki, czy kogoś innego, to nie ma znaczenia. Kiedy przyjdzie po mnie drugi raz, wtedy przyjmę ją z otwartymi ramionami. – wyrwał ostatni kawałek mięsa z kości, którą po chwili wrzucił do ognia, ocierając wierzchem dłoni usta. Od razu sięgnął po kolejny kawałek, nadal nie czując nasycenia żołądka.
- Ale dobrze, skoro tego tak chcesz. – oparł głowę o ramię, które z kolei znalazło oparcie o ugiętą w kolanie nogę.
- Jak tylko nabiorę sił a rany się wyliżą, możemy się zmierzyć. Na śmierć i życie. Chcesz? Możemy się zabawić. – mruknął przeciągle, przez dłuższą chwilę wpatrując się w niego, aż wreszcie zerwa kontakt wzrokowy, na powrót skupiając się na swoim pożywieniu.
- [color=#374F62]Mhm. A co, boisz się ciemności? Panie biom echu, wielki i niezniszczalny? [/collor] – zagadnął, ale w głosie wręcz namacalna była kpina.
- A tak na poważnie. Czego się boisz? Każdy się czegoś boi. A ty?

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 198

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Tsukishimaru on Wto Gru 05, 2017 9:29 pm
Tsukishimaru napisał:Nagła zmiana w ekspresji mężczyzny I atmosfery była tak wyczuwalna, jakby nie pozostawała w sferze mentalnej, a stała się fizyczna. Czymś, co można dotknąć. I chociaż Tsukishimaru do końca nie rozumiał skąd ta zmiana, nie czuł się szczególnie zaskoczony. Jeszcze kiedy biomech trzyma broń wymierzoną w jego stronę, wymordowany oderwał wzrok od niego, wracając do swojego posiłku. Wiedział, że nie wystrzeli. Czuł to podskórnie. Chciał też go sprawdzić, jak daleko mógłby się posunąć.
Jak widać, był dopiero na początku drogi.
- Skończyłeś przedstawienie? – odezwał się wreszcie, kiedy Yury przestał wymachiwać bronią. Uniósł spojrzenie znad kawałka mięsa i spojrzał na jego twarz, która w tym momencie wyglądała na cholernie zmęczona, bardziej starą, niż normalnie można było zauważyć.
- Musisz nauczyć się nieco pokory, dzieciaku. Twoja arogancja kiedyś cię zgubił. – westchnął ciężko, wsuwając palce we włosy. Wsunął jeden z nich za gumkę i lekko ją pociągnął, zsuwając i rozpuszczając włosy o nietypowym kolorze.
- Nie boję się śmierci. Wiem jak smakuje, zapomniałeś? Posmakowałem jej osiemset dwadzieścia sześć lat temu. – powiedział cicho wpatrując się w jaskrawe języki ognia.
- Drugi raz umarłem sto lat później. I chociaż nie fizycznie, umarła moja dawna osobowość i tożsamość. – uśmiechnął się na moment, łapiąc w dwa palce jeden z niebieskich kosmyków i powoli zaczął go obracać, przed oczami widząc wykrzywioną twarz tamtego doktorka.
- Z twojej ręki, czy kogoś innego, to nie ma znaczenia. Kiedy przyjdzie po mnie drugi raz, wtedy przyjmę ją z otwartymi ramionami. – wyrwał ostatni kawałek mięsa z kości, którą po chwili wrzucił do ognia, ocierając wierzchem dłoni usta. Od razu sięgnął po kolejny kawałek, nadal nie czując nasycenia żołądka.
- Ale dobrze, skoro tego tak chcesz. – oparł głowę o ramię, które z kolei znalazło oparcie o ugiętą w kolanie nogę.
- Jak tylko nabiorę sił a rany się wyliżą, możemy się zmierzyć. Na śmierć i życie. Chcesz? Możemy się zabawić. – mruknął przeciągle, przez dłuższą chwilę wpatrując się w niego, aż wreszcie zerwa kontakt wzrokowy, na powrót skupiając się na swoim pożywieniu.
- Mhm. A co, boisz się ciemności? Panie biom echu, wielki i niezniszczalny? – zagadnął, ale w głosie wręcz namacalna była kpina.
- A tak na poważnie. Czego się boisz? Każdy się czegoś boi. A ty?
[/color]

_________________




Tsukishimaru
-----------
Wiwern     Opętany

avatar

Liczba postów : 198

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry