Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next   

Jęczące jaskinie    Pisanie by Shane on Pią Lis 27, 2015 6:13 pm

Jęczące jaskinie charakteryzowały się tym wszystkim, o czym ludzki mózg pragnie nie myśleć, podczas pobytu w tak diabolicznym miejscu jak to. Na pierwszy rzut oka wydaje się być spokojnie i nie niebezpiecznie, jednak im dłużej siedzi się ciemnościach, ma się dziwne wrażenie odnośnie, że nie jest się samym. Człowiek w końcu zaczyna odczuwać zmęczenie, a piętrzący strach nie pozwala ani na moment zapomnieć o dziwnej aurze mieszkającej w jaskiniach. Wielu po nocy spędzonej w ciemnościach bredziła o dziecięcych śmiechach, a inni o przerażającym skomleniu. Nikt jednak nie odważył się wejść w głąb tuneli prowadzących do serca wszelkich udręk Desperacji.




  Shane pędził co sił w łapach przed siebie, trzymając niewielki pakunek składający się z jego ubrań w pysku. Sprężysty i zdecydowany bieg z każdą chwilą stawał się szybszy. Pokonał dystans w zaledwie kilka godzin, niż jakby poruszył się o dwóch nogach. Bez zbędnego balastu parł na przód. Nie było dla niego żadnych przeszkód nie do przeskoczenia. Desperacja była dość przychylnym terenem, o ile wiedziało się, gdzie należy stawiać kroki.
  Zapach z chusty doprowadził go aż do Terenów Nieznanych, miejsca, gdzie nikt bez wyraźnego powodu się nie zapuszczał. Zaludnione przez wszelkiej maści bestie, przyprawiało śmiertelników o gęsią skórkę. Nic dziwnego, skoro tylko zmutowane kreatury lubowały się w podobnych zakątkach, gdzie spokojnie mogły na sobie żerować. Shane nie odczuwał większego lęku znajdując się na nieprzyjaznym terenie. Nie uważał się już za człowieka, a raczej za jeden z wybryków natury. Dotarł w okolice jaskiń, gdyż trop urywał się w tym momencie. Chwilę węsząc, próbował zlokalizować nieco więcej zapachów, ale jedynie z czym się spotkał, to z smrodem śmierci i padliny. Wiele osób zginęło w tej okolicy. Przygnębienie oraz lament wisiał w powietrzu, niczym wisielcy na drzewie.
Chwilę walczył z bólem towarzyszącym za każdym razem, gdy przybierał na powrót ludzką formę. Nagi, sięgnął po swoje ubrania, zakładając na siebie odzienie.
- Ale zadupie - mruknął pod nosem. Wepchnął chustę należącą do jednego z DOGS do kieszeni spodni i już na nogach badał okolice. Nie było niczego, co mogło wskazywać na obecność kundli. Po cholerę  tutaj przybył, skoro nie było żadnego śladu. Tak jakby nagle się rozpłynęli. Warknął do siebie niezbyt zadowolony z faktu, że musi wracać z pustymi rękami. Powrotna trasa zajmie mu kilka godzin. Może nawet będzie z powrotem zanim Tyrell wstanie i ruszą dalej. Mieli masę rzeczy do roboty. Ciekawe czy Sirion już coś wie.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Marcelina on Pią Lis 27, 2015 8:43 pm
Atrita mknęła przed siebie niczym strzała, a w jej oczach tańczyły szczęśliwe iskierki - władczyni przestrzeni była w swoim królestwie. Ogromne skrzydła dorodnej bestii przecinające powietrze niczym strzała wykonywały leniwe ruchy od czasu do czasu, zadziwiając samą Marcelinę, która niczym mały, nie wyróżniający się punkcik siedziała na jej masywnym grzbiecie, trzymając się jedynie jej długiej szyi. Starała się nie wyrywac jej piór z karku wiedząc, że nie należało to przyjemnych dla Atrity czynności. Mimo starań trzymała już w garści sporo pierzastych fragmentów bestii, za co przepraszała telepatycznie już dziesiąty raz. Atrita była jedną z niewielu stworzeń cieszących się pełnym szacunkiem i tak dużym zaufaniem wymordowanej.
W końcu gryfica zaczęła przygotowywanie do lądowania. Powoli zniżała się, w końcu gładko dotykajac szponami chłodnej chleby. Zrobiła jeszcze kilka kroków dla pewnego utrzymania równowagi i przystanęła, składając skrzydła i pozwalając Marcelinie bezpiecznie zeskoczyc na ziemię. Wymordowana wyjęła z kieszeni skrawek papieru, który rozsunął się na sporą długośc. Widniały na niej rządkiem wypisane zioła, po które odważyła się zapuścic nawet na Tereny Nieznane. Częśc nazw roślin, które znalazły się w magazynku była poskreślana.
Mało osób odważyło się postawic krok w tym zapomnianym miejscu, słynące ze swoich mieszkańców, którzy nie gościli nawet w najgorszych koszmarach. Marcelina miała tego świadomośc, dlatego postanowiła byc jeszcze ostrożniejsza, niż dotychczas. - Chodźmy. Mamy do zebrania aż siedem gatunków ziół. - powiedziała w końcu, patrząc na Atritę. Ta kiwnęła głową, uchylając łeb i pozwalając ponownie wdrapac się na swój grzbiet dziewczynie. Ruszyła spokojnym truchtem, wbijając pazury w ziemię i pozostawiając za sobą jedynie opadający kurz.
Minęły dwie godziny. Zatrzymały się przy kompleksie jaskiń, które zdawały się byc idealnym schronieniem dla dwóch gatunków poszukiwanych ziół. Hiena zeskoczyła z Atrity. Postanowiła rozejrzec się trochę po nieznanym jej terenie, czując, jak sierśc jeży jej się na grzbiecie na samą myśl o wejściu do tajemniczych ciemności. Kazała pozostac gryficy na zewnątrz, interweniując tylko na jej krzyki i wołania.
Ruszyła w nieznaną sobie stronę. Poszukiwania czas zacząc! Próbując wykorzystac swój lekko wyostrzony zmysł węchu dokładnie analizowała każdy nowy zapach. Jej skupienie przerwał ruch, gdzieś przed nią. Serce zabiło mocniej; znieruchomiała, nasłuchując. Zagryzła wargę, robiąc krok na przód. Zamarła. Jej oczom ukazały się niesamowicie wyrzeźbione plecy, za widokiem których przecież przepadała...
Shane?
- C...co ty tu robisz? - spojrzała na ubierajacego się mężczyznę z malującym się na twarzy, pięknym What the fuck? No fakt, spotkanie to należało do niesamowitych zbiegów okoliczności. Zakryła oczy, odwracając się.

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1733

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Shane on Sob Lis 28, 2015 2:06 pm
  Nie spodziewał się nikogo w jęczących jaskiniach, które już swoją nazwą wzbudzały lekkie obawy i gęsią skórkę. Na wpółubrany, stojąc tyłem do wejścia, usłyszał coś interesującego. Jego nad słuch od razu wychwycił dźwięki, które starał się za wszelką cenę zlokalizować, jednak niosące się echo jaskini skutecznie mu uniemożliwiało określenie kierunku. Wiedział jedno - nie był sam. Stojąc nieruchomo, wsłuchiwał się w stukot zbliżających kroków. Liczył. Postać znajdywała się od niego jakieś trzy metry, lecz mimo tak małej odległości, gęste ciemności towarzyszące jaskiniom dopiero pozwoliły dostrzec kontur sylwetki po niecałym metrze. Węch podpowiadał mu, że zbliża się jeden z Wymordowanych. Czyżby, ktoś z kundli? Słysząc głos, odwrócił się i z lekkim zdziwieniem musiał stwierdzić, że nie spodziewał się Marceliny w tak plugawych okolicach. W porównaniu do niej, nie czuł skrępowania. Nawet trochę go rozbawiła jej reakcja. Nagłe zasłonięcie oczu i odwrócenie się tyłem.
- Co, aż tak źle ze mną? - droczył się, nie mogąc się powstrzymać przed złośliwym komentarzem. Zapiął do końca spodnie i naciągnął na siebie koszulkę, a potem kurtkę. Siadł na chłodnej posadzce, czując jak wiatr smaga mu zimnym powietrzem po plecach wprost z głębi tunelów.
- To raczej ja powinienem ciebie zapytać, co tu robisz? - mruknął, podnosząc się z ziemi. Obwiązał szyję ciemną chustą, ani na moment nie spuszczając z niej uważnego spojrzenia. Tańczące iskierki zadowolenia kryły się w jego oczach, starając się nie zdradzić rozluźnienia. - Szłaś za mną? Aż tak nie ufasz smokom? - zapytał, jednak wiedział, że nie z tego powodu tutaj się znalazła. W powietrzu, poza stęchlizną, wyczuł również kilka ziół, których nazw nie pamiętał.

 Desperacja wolno pokazywała swoje prawdziwe oblicze. Wiatr wzmógł się, stając się nieprzychylnym dla wszystkich latających stworzeń.  W tym gryfa Marceliny, który na zewnątrz wydał z siebie charakterystyczny pisk. Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby kobieta poruszała się o własnych nogach w drogę powrotną. Zwłaszcza, że z każdą chwilą pogoda zmieniała się, niczym w kalejdoskopie. Shane był przyzwyczajony do podobnych warunków.
  Pamiętał, jak pierwszy raz wyruszył, ale jako człowiek, do lasu. Chciał zniknąć, ukryć się przed całym światem. Bezbronny i rozbity po śmierci Nicolasa, przemierzał gęstwiny. Tnąca na pół grobowa atmosfera wprawiała go w mdłości, a następnie starcie z wilkiem, którego musiał zabić w obronie własnej, spotęgowało tamto doznanie. Skąpany we krwi zwierzęcia umarł wraz z uaktywnieniem się wirusa. Od tamtego momentu świat przestał go przerażać, a myśli dręczyć. Zapomniał. Stał się inną osobą. Zepsutą. Tak samo, jak zepsuła się pogoda tuż za końcem jaskini, tak on uległ modyfikacji.
- Pogoda zmienia się. Będzie coraz gorzej - rzucił, widząc z daleka delikatne kropelki deszczu, spadające na martwą ziemię Desperacji.  Rudzielec nie miał zamiaru wracać w najgorszą ulewę utrudniającą nie tylko widoczność, ale także poruszanie się po Terenach Nieznanych. Kto wie, jakie mary wtedy wyłażą spod swoich kamieni i jaki mają sposób polowania na ofiary. Nie miał zamiaru stać się deserem jakiejś bestii, wolał przeczekać zbliżającą się nawałnice w jaskini, która względnie wyglądała na bezpieczną.  Nie wiedział tylko, co z właścicielką kasyna. Czy również zamierza pozostać, a może podejmie się ryzykownej trasy w przestrzeni?
  Shane usłyszał nagle jakieś zawodzenie. Odwrócił głowę w stronę czarnych tuneli, starając się na siłę wypatrzeć niemożliwego. Nagle dźwięk ucichł, a najgorsze w tym wszystkim było to, że najprawdopodobniej tylko on słyszał ten dźwięk. Czyżby omamy słuchowe zaczynały i jego nawiedzać?
- Słyszałem coś - powiedział, ruszając przodem. Nie oglądając się za siebie czy Marcelina za nim idzie, kroczył pewnie po niepewnym gruncie.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Marcelina on Nie Lis 29, 2015 3:44 pm
Była lekko zażenowana całą sytuacją. Raczej nie należała do osób lubujących się w podziwianiu nagości praktycznie obcych jej gości, którzy mają świadomość bycia obserwowanych. - Dwa na dziesięć. - odpowiedziała Marcelina, rechocząc po chwili jak hiena.
Shimatta, co on tu robi? - wyrwało się Marcelinie w myślach. Odwróciła się, z ulgą stwierdzając, że mężczyzna ma już na sobie ubranie. - Wolałam upewnić się, że nie przepierdolisz mojego hajsu na dziwki w desperackim burdelu. - prychnęła, spoglądając w stronę wejścia. Telepatycznie zawołała Atritę, już po chwili słysząc charakterystyczne skrobanie jej szponów po skalistych glebach. Jej ogromna sylwetka wyłoniła się z ciemności, przystając przy Marcelinie i patrząc nieufnie na Shane'a. - Zbliża się burza. - powiedziała nagle, ufając swojemu instynktowi. Nie raz na własnej skórze przekonała się, że to jedyny sprzymierzeniec, który nigdy Cię nie okłamie i nie zaprowadzi na manowce...  
Uszy Marceliny skierowały się w stronę tajemniczej, pobudzające najstraszniejsze zakamarki umysłów głębi tunelu. Usłyszała nieznany jej, bardzo niepokojący dźwięk. Pomimo chwilowego ucisku w gardle ruszyła za Shane'm, trzymając dłoń na karku Atrity, dzięki czemu czuła się trochę bezpieczniej i komfortowo. Poruszała się bardzo cicho, ostrożnie stawiając każdy krok. Dzięki wyostrzonemu wzrokowi widziała doskonale zarysy obiektów znajdujących się w promieniu kilku metrów.  W pewnej chwili kątem oka dostrzegła ruch, który natychmiast zbił ją z tropu. - Nie jesteśmy sami... - szepnęła, jeżąc sierśc na plecach, podobnie jak Atrita, która nastroszyła pióra. Z jej gardła przez chwilę wydobywał się ostrzegawczy bulgot, który szybko umilkł. Bestia zamiotła długim ogonem ziemię, w którą wbijała ogromne szpony, jakby szykowała się do ataku. Również coś przeczuwała.
Nagle, z głębi tunelu wydobył się dźwięk podobny do tego, który usłyszeli wcześniej. Był jednak znacznie wyraźniejszy i głośniejszy - jakby bestia poruszała się w ich kierunku, zbliżając się do nich. Albo oni do niej. - Kurwa - wyrwało się Marcelinie - ...zapewne wiesz już, że mamy zdrowo przejebane. - ziemia pod nimi lekko zatrzęsła się, kamyczki zaczęły drgać. Ryk ponownie dobiegł do dwójki, powodując przyspieszone bicie serca. Szykowała się niezła zabawa.

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1733

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Shane on Pon Lis 30, 2015 7:25 pm
 Shane przemilczał jej komentarz, raczej nie biorąc go sobie do serca.  Nie poczuł się urażony czy zażenowany skalą w jakiej porównała go właścicielka kasyna. Nie należał do tych typów facetów, którzy mieli jednie nadmuchane ego, które potrafiła przebić każda szpilka, dzięki której powietrze nagle z nich uchodziło niczym z balonu. Rudzielec w nosie miał fakt czy się komuś podoba, czy nie.
- To na co wydam „hajs”, to moja sprawa – rzucił ochryple, nasłuchując lamentu. Wydawało mu się, że tylko on to słyszał. Na początku Marcelina wcale nie wyglądała na poruszoną. Twarz miała wygładzoną bez żadnego zaniepokojenia. Dopiero po chwili wdarły się na nią pierwsze oznaki zaniepokojenia, które Shane usłyszał dużo wcześniej.
- Och, serio? - Zakpił.
Szepty i szum w jego głowie, na początku ciche, robiły się coraz głośniejsze. Czuł chwilowy niepokój, a zbliżająca się bestia najwidoczniej wyczuwała wszelkie oznaki strachu. Stawiał kroki, wolno się uspokajając. Mózg podpowiadał mu, że kierowanie się obawami na nic zda się w podobnej sytuacji. Podszedł do chłodnej, śliskiej ściany jaskini, zamykając oczy i słuchając. Bestia jakby nagle również zaprzestała swego chodu. Dźwięki roznoszące się echem po korytarzach czarnych tuneli jaskini, rozpływały się w różnych kierunkach. Spojrzał na Marcelinę, mając ochotę palnąć ją w hienowaty łeb za głupotę i sprowadzenie jeszcze gryfa do pieczary lwa. Czy nie lepiej było odwołać pierzastego koleżki zanim całkowicie rozpętała się burza? Oczywiście, że tak. Ale kobieta widocznie miała całkiem inne, mniej praktyczne podejście do pewnych spraw. Z ciężkim i niezadowolonym westchnięciem, warknął na gryfa, aby ten przestał kłapać dziobem.
 Wymordowany oderwał się o ściany jaskini wiedząc, że zbliżają się do bestii, przecież sam prowadził kobietę w jej szpony. Wyciągnął nóż za paska spodni, czekając. Zrobił jeszcze parę kroków w przód i wówczas usłyszał dziwny chrzest kamieni pod stopami. Spojrzał na posadzkę lekko zbity z tropu, czubkiem buta kopiąc niewielki kamyk w głąb  tunelu, jednak dźwięk głucho zniknął w gęstym, czarnym korytarzu. Odwrócił głowę przez ramię.
- Tak. Spieprzamy – mówiąc to, zdał sobie sprawę, że bestia nie znajduje się na  tym samym poziomie co oni, ona była niżej. Czekała na nich, nawołując i wiedząc, że wpadną w zastawią przez sieć tuneli w  jaskini, pułapkę.
Kurwa mać.
Warknął w myślach, bo na odwrót było już za późno. Grunt pod ich stopami od samego początku był dość niepewny, jednak im dalej szli stawał się grząski aż w pewnym momencie ciężar gryfa spowodował, że ukruszył się. Klął w myślach jak oszalały, próbując złapać się jakieś pozostałości, ale niestety. Wraz z Marceliną spadli w dół, wprost do paszczy najgorszych kreatur mieszkających w jęczących jaskiniach. Oboje chlusnęli do lodowatej wody, która momentalnie objęła ich zimnym nieprzyjacielskim uścisku.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Marcelina on Wto Gru 01, 2015 6:18 pm
Burak. – Nie spinaj się tak – powiedziała, rozglądając się. – Wyluzuj. Słyszała już niejednokrotnie, że smokom często brak poczucia humoru, więc nie zdziwiła ją zbytnio reakcja Shane’a.
Z początku nie zwróciła uwagi na niepokojące szumy. Dopiero potem zareagowała, będąc po prostu zbyt wyluzowaną – do czasu. Teraz jej mięśnie były spięte do granic możliwości. Była gotowa na atak pomimo, że otaczały ją ciemności grobowe. Zignorowała uszczypliwą odpowiedź smoka, wystawiając w jego stronę jęzor, w myślach słysząc jedynie aroganckie spierdalaj. – Może po prostu przystańmy i przeczekajmy burzę. – warknęła, wyłapując jego pełne wyrzutów spojrzenie skierowane na Atritę. Zatrzymała się, również nasłuchując. Dźwięki ucichły, ale bestia na pewno nie miała zamiaru rezygnować z wymordowanej kolacji...
Spieprzamy. Spojrzała wielkimi oczami na mężczyznę. Nie trzeba było jej tego powtarzać – skierowała się w stronę wyjścia, jednak w tym samym momencie grunt pod nimi osunął się. Próbowała desperacko złapać się czegoś, podobnie jak smok przeklinając wtedy wszystko, co żyje. Gryf próbował złapać Marcelinę, niestety, wraz z Shanem spadła i zanurzyła się w chłodnej wodzie. Nieprzyjemne uczucie objęło jej ciało, a ona sama, dalej zszokowana, nie wiedziała, co robić. Nie wiedziała nawet, czy potrafi pływać… - Shimatta – wyrwało jej się. Spoglądnęła na smoka, czy wynurzył się, po czym podpłynęła do niego niezgrabnymi ruchami i chwyciła się jego ubrania przy okazji nie powodując i jego zatonięcia. – Kurwa, chyba pływać nie umiem – powiedziała, czując dreszcze na całym ciele. Spięła mięśnie jeszcze mocniej, mając nadzieję, że nie wbije w skórę Shane’a pazurów zbyt mocno...
Usłyszała charakterystyczny pisk gryficy. Uniosła głowę do góry i próbowała telepatycznie ją przywołać, jednak ta nie odpowiadała. Cholernie bała się o nią. Atrita pomimo, iż była bestią, była bardzo blisko jej serca. Miała ogromną nadzieję, że nic jej się nie stało...Ciszę przeszył szum, którego źródło zgubione było gdzieś w ciemności. Bestia było blisko. Hiena miała tylko nadzieję, że nie była ona morskim drapieżnikiem.
Chłód przeszywał jej ciało coraz bardziej. Już po chwili zaczęła solidnie drżeć. Zacisnęła zęby, z trudem powstrzymując się od szczękania nimi. Taki zgrzyt to jeden z bardziej irytujących ją niej dźwięków.

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1733

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Shane on Sro Gru 02, 2015 11:26 pm
 Wpadł do zimnej wody, która szczelnie otuliła go lodowatym płaszczem, powodując chwilowe odrętwienie umysłu. Szybko musiał dojść do siebie, dlatego też zmusił się do otwarcia oczu i wypłynięcia na powierzchnię. Sapnął głośno, łapczywie łapiąc powietrze. Wszystko działo się w zastraszającym tempie, że nawet nie zdążył ogarnąć kiedy Marcelina znalazła się tuż przy nim i wczepiła się pazurami w jego ubranie. Odruchowo złapał ją w pasie, utrzymując ich oboje nad powierzchnią wody. Spojrzał na właścicielkę kasyna, a następnie w głąb tunelu, z którego dochodziły coraz głośniejsze zawodzenia. Przełknął ślinę, starając się wytężyć wzrok i wypatrzeć w ciemnościach potwora, który zmierzał na wprost nich.
- Musimy stąd spadać – powtórzył, chociaż doskonale wiedział, że Marcelina ma podobne zdanie co on. Rozejrzał się po jaskini, mając nadzieję znaleźć jakieś wyrwy bądź niewielkie przejścia, które umożliwiłby im wydostanie się chociażby na bezpieczny brzeg. Woda była okropnie lodowata. Shane w przeciągu pierwszych kilku minut nie odczuwał ogromnego spadku temperatury ciała, ze względu na wiecznie podwyższą u siebie. Dawał tymczasowe ciepło kobiecie, jednak sam nie był do końca pewien, w którym momencie i jego organizm zacznie się wychładzać.
 Bestia była coraz bliżej, a jemu ciężko było stwierdzić z czym mają do czynienia. Sądząc po wszelkich ariach jakie z siebie wydawała, nie była niczym, co dotąd już spotkał. Stanęli przed obliczem czegoś kompletnie nieznajomego i nowego, ponadto utykając w miejscu, które śmierdziało śmiercią. Każdy zakamarek jaskini szeptał Shane'owi, że w tym miejscu czeka ich zapomnienie. Co mogło to oznaczać? Najpewniej to, że nikt nie odnajdzie ich ciał w skalnym labiryncie. A nawet, gdyby ktoś zapuścił się już w te rejony, najpewniej zastałby stos kości, które zostałby po nich. Nie miał zamiaru zdychać w tym parszywym miejscu. Miał jeszcze sporo do zrobienia, a swoją śmierć widział w innych okolicznościach niż te.
 Szybko zlustrował Marcelinę wzrokiem, domyślając się, że ta długo nie wytrzyma w wodzie. Sam zaczął odczuwać pierwsze obniżenie się temperatury. Dreszcze przebiegły mu wzdłuż pleców.
- Szukaj jakieś półki skalnej, czegokolwiek. Musimy wyjść z wody, nie wiemy co może pływać nam pod stopami – mruknął, mając ochotę samemu rozejrzeć się w najbliższym obrębie, jednak świadomość zostawienia Marceliny na pewne utonięcie nieco utrudniała mu sprawę. - Złap się mnie za szyję i nie wbijaj mi tak pazurów – powiedział, czując jak z dwa wczepiły się w jego skórę.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Gość on Czw Gru 03, 2015 8:53 pm
Nadjeżdża MG:

Głosy Shane’a i Marceliny roznosiły się głuchym echem po labiryncie Jęczących jaskiń.
Ona poruszyła nieznacznie ogonem.
Szli przed siebie ledwo świadomi niebezpieczeństwa, jakie śpi ukryte w głębi czarnej otchłani.
Ona otworzyła ślepia i ziewnęła donośnie kłapiąc zębami.
Domyślili się, że nie są tu sami. Ale o chwilę za późno...
Ona już się przebudziła się. Podniosła powoli swój wielki łeb w górę, nasłuchując i czekając, aż goście przestaną zwiedzać piętro i zejdą niżej. A wtedy Ona wyjdzie im naprzeciw by się odpowiednio przywitać ze świeżym mięskiem.
Z pyska wydobył się syk, o coraz większym natężeniu.

Nie musiała długo czekać. Jaskinie, będące siecią korytarzy, ślepych uliczek i licznych półek skalnych, tworzyły zawiły labirynt. Łatwo tutaj o wypadek. Osunięcia gruntu nie należą do rzadkości.
Ciężar gryfa i dobrze zbudowanego mężczyzny wystawił na próbę skalny grunt, który nie podołał temu wyzwaniu. Marcelina okazała się być zwykłą kroplą przechylającą czarę. Grząska i tak ziemia rozsypała się i poszybowała w dół, a wraz z nią, cała trójka.
Marcelina i Shane wpadli do wody. Atrita została kilka metrów wyżej, utknęła na skalnej półce. Jej lewa łapa znalazła się potrzasku. Machała nerwowo skrzydłami, starając się wydostać i podlecieć do swojej pani na ratunek. Póki co jednak, jest unieruchomiona, nie będzie w stanie pomóc Marcelinie oraz Shane’owi.

Tymczasem Hiena i Shannon znaleźli się w lodowatych objęciach podziemnej wody. Jeżeli szybko nie uwolnią się z jej uścisku, wychłodzenie organizmu ich zabije.
Bo Ona patrzy. Ona- bestia pokryta kolcami wystającymi z grubego, skórnego pancerza, o gadziej głowie i długiej, grubej szyi, wielkie bydle czeka na topielców znajdujących się w odległości 2 m. od brzegu, chcąc się przywitać, tak jak zresztą witała się z innymi, którzy zawitali w jej skromne progi w poszukiwaniu schronienia.
Naiwne istoty, myślała wtedy bestia.
Po lewej Marceliny i Shane’a  w odległości 4m. znajduje się wąska skalna półka, którą od brzegu, gdzie znajduje się bestia, dzieli 5m.
Po ich prawej w odległości zaledwie 2m. znajduje się wzniesienie, dość duże by pomieścić kilka osób. Tyle, że od brzegu oddziela je 3m.
Bestia przeciągnęła się leniwie obserwując dwa pływające ciała. Podekscytowanie wzięło jednak nad nią górę i zaczęła krążyć na brzegu czekając na ich reakcję. Z jakiegoś powodu nie chciała wchodzić do wody o głębokości około 2m. może miejscami więcej, miejscami mniej. Starała się nawet nie podchodzić do linii wody. Podniosła łapę i potrząsnęła nią sycząc głośno. Natrafiła przednimi pazurami o czaszkę ostatniego gościa. Pękła i powchodziła bestii między szpony.
Od dawna już nie miała świeżej dostawy jedzenia.
Woda, lewa półka, prawe wzniesienie, brzeg w pakiecie ekstra bardzo podekscytowana bestia.

//Wybaczcie mi te matematyczne wyliczanki, nie miałam weny by inaczej to ująć, jak jakieś pytania to pw~//


Ostatnio zmieniony przez Ford dnia Nie Gru 06, 2015 9:48 pm, w całości zmieniany 2 razy (Reason for editing : Poprawka w niechlujnym kodzie.)



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Marcelina on Sob Gru 05, 2015 4:16 pm
- Tak, już dawno powinniśmy - odpowiedziała. Oczywiście, że musieli stąd spieprzać. Marcelina nie miała zamiaru ginąć z łap jakiejś głodnej, zapomnianej przez cały świat bestii.
Chłód działał na nią destrukcyjnie. Czuła, jak temperatura jej ciała niebezpiecznie obniża się. – Wybacz. – ledwo wypowiedziawszy te słowa, objęła go szybko za szyję. Mężczyzna mógł poczuć, jak krępa istota, która jak rzep przyległa do jego pleców, trzęsła się niczym osika; jej skórę oblała gęsia skórka, ogon okręciła ciasno wokół jego brzucha. Pomimo małego biustu czuła też, jak z zimna sztywnieją jej sutki, co było w tamtym momencie niesamowicie nieprzyjemnym skutkiem ubocznym chłodku i - z racji dość małych rozmiarów piersi - braku biustonosza. Zacisnęła zęby i odwróciła się w stronę ciemności, w której dostrzegła sporej wielkości postać. Jej oczy mieniły się złowrogo, spojrzenie utkwiło dokładnie na dwójce. Bestia widocznie nie miała zamiaru wchodzić za nimi do wody. – Kurwa, kurwa, kurwa – szepnęła, czując, jak pierwszy szok mija, a serce bije jej jeszcze szybciej – Patrz, tam jest jakaś półka skalna – wskazała na lekko wzniesienie, które wystarczyło, by pomieścić dwójkę. Znajdowało się jednak zaledwie trzy metry od bestii. – Cholera, to coś jest tak duże, że ogonem zwaliłoby nas z tej wyrwy skalnej… - jęknęła, czując, jak powoli traci głos. Stał się ochrypły i ledwo słyszalny. Odporność na zimno zdecydowanie nie była jej mocną stroną.
Spojrzała ku górze. Próbowała przywołać Atritę, jednak ta nie mogła się zbytnio ruszyć z pólki skalnej, na której szczęśliwie utknęła. Jedynym jej możliwym ruchem było wzbicie się w górę i ucieczka. – Coś nie tak z moją łapą – usłyszała Marcelina. – Trzymaj się. – odpowiedziała, patrząc w jej stronę zaniepokojona. – Uciekaj. – Pani, nie mogę… - Ja Cię nie proszę. Ja Ci rozkazuję Ci, Atrito. – Gryfica wydała z siebie utęskniony pisk, wpatrując się w dwójkę, po czym wzniosła się w powietrze. – Wezwę pomoc! – usłyszała Marcelina. Wiedziała doskonale, że żadna pomoc nie dotrze tu na czas. Musieli radzić sobie sami.
Jedynym wyjściem z tej sytuacji nie była ucieczka. Musieli wydostać się na brzeg, by poszukać wyjścia. Najpierw musieli pokonać bestie. Albo ją przechytrzyć...
Ukryła twarz we włosach Shane'a, starając się przylgnąć do jego ciała jak najbardziej. Była tak lekka, że ten zapewne nie czuł nawet jej ciężaru na sobie. Z natury miała jednak znacznie wyższą temperaturę ciała, niż normalne osoby. Smok przez jakiś czas musiał czuć ciepło jej ciała, które powoli - ale jednak - zanikało, ustępując zimnu towarzyszącemu umierającemu...

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | WANTED
| M A I N T H E M E | x x x x x x x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1733

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Shane on Nie Gru 06, 2015 11:35 am
 On również nie zamierzał ginąć w tak żałosny okolicznościach. Wypatrzył bestię, która wyłoniła się z najgorszych ciemności tuneli i ukazała im swoje oblicze. Cholerne paskustwo, które mierzyło więcej, niż cokolwiek z czym miał do czynienia. Patrzał uważnie, starając się rozpoznać pieprzone dziadostwo, lecz w głowie pojawiły się jednie obrazy, które znał.
Kurwa.
Zmierzył się z bestią wzrokiem, a dopiero po chwili oglądał całą jej postać. Ogromne cielsko, pokryte grubymi łuskami i długi ogon. Nie znał tej bestii. W całym swoim długim życiu nie spotkał niczego podobnego. Może było to spowodowane faktem, że nie zapuszczał się do najgłębszych jaskiń Desperacji. Nigdy nie było takiej potrzeby.
Zamyślony, został nagle wyrwany z zadumy i poczuł jak ciało Marceliny szczelnie przylega do jego pleców. Doskonale poczuł na sobie jej piersi i pierwsze objawy chłodu. Dreszcz przebiegł mu po plecach, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie w nieprzyjemnej sytuacji. Jednak nie chciał myśleć o podobnych rzeczach w tej chwili. Nie było czasu na roztrwanianie się nad bliskością, kiedy na brzegu czekała na nich wygłodniała bestia.
 Faktycznie, Marcelina nie ważyła dużo, praktycznie nie czuł jej ciężaru. Była jak podróżny plecak z ogonem, który owinął się wokół jego pasa.
- Dlatego my nie pójdziemy na to wzniesienie. Tylko na tamtą półkę skalną – Wskazał ruchem głowy w kierunku, który znajdywała się półka. Była to bezpieczna opcja zważając na fakt, że im większa odległość dzieliła ich od bestii, tym lepiej. Popłynął w tamtą stronę, kątem oka obserwując Brechera. Starał się wypatrzeć jakiś jego słaby punkt, jednak z tej odległości ciężko było cokolwiek dojrzeć. Pierw musiał odstawić Marcelinę na stabilny grunt, resztę potem przemyśli.
Dopłynął do półki skalnej, pomagając dziewczynie, na tyle ile dało radę, wspiąć się na wzniesienie.
- Stoisz? - zapytał, nadal znajdując się we wodzie. Shane także odczuwał spadek temperatury swojego ciała. Wargi posiniały mu od zimna, a gęsia skórka ani na moment nie znikała z jego ciała. Sam wdrapał się na niewielką skalną półkę, wiedząc, że nie mogą na niej oboje za długo stać. Prawdę powiedziawszy - nie zamierzał. Uśmiechnął się nikle, patrząc wyzywająco na bestię. Wyciągnął za paska spodni broń, celując w Brechera, chcąc sprawdzić odporność jego łusek na naboje, jednak nie wykonał strzału. Mierząc w niego i mając go na celowniku, myślał.
Rozjuszę go. Ale nie mam innego wyjścia, jak sprawdzić z czym mam się mierzyć. Jest większy ode mnie, zapewne silniejszy. Dodatkowym atutem jest ogon. Ciekawe czy jest szybki. Szybszy ode mnie.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 1108
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Gość on Nie Gru 06, 2015 9:43 pm
Gryfica- Atrita odleciała zostawiając Shane'a i Marcelinę samych z głodną bestią.
Dzięki sile Shane'a, jak i żelaznej woli obojga by przetrwać, zmarznięci dotarli do półki skalnej. Było na niej bardzo mało miejsca, ale jeżeli się nie położą, to się zmieszczą.
Najwidoczniej Shane jest gotów zmierzyć się z bestią, która czekała na nich podekscytowana. Podeszła do samej linii wody i wyciągnęła swoją długą szyję. Kłapnęła parę razy zębami, mimo wszystko brakowało jej dobrych 2m. do swoich gości. Zobaczyła wymierzoną w siebie lufę pistoletu. Zasyczała groźnie, cofając powoli głowę. Opadła na cztery łapy i zaczęła krążyć nerwowo przy brzegu. Tak ona doskonale wiedziała co Shane trzyma w dłoni. Głodna bestia jednak nie zamierzała odpuścić i przystanęła gotowa zmierzyć się ze znienawidzonym przedmiotem.
Brecher zaryczał wyzywająco. Jego mrożący krew w żyłach warkot przechodził w syk i odbijał się echem od ścian jaskini, wywołując u dwójki chwilowe zawroty głowy.
Bestia machnęła ogonem. Trafiła nim w ścianę, nie sięgnąwszy upragnionej dwójki. Ogon zmiażdżył fragment ściany i posypała się mała lawina kamieni zmuszając Shane'a i Marcelinę do zakrycia się rękoma, jeżeli nie chcą doznać obrażeń.
Brecher cofnął ogon i zaczął powoli, jakby zmęczony tak szybkimi ruchami wielkiego cielska, przymierzać się do drugiego ataku.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Jęczące jaskinie    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry