Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3   

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Czw Lip 07, 2016 11:53 pm
- Wiesz… Za moich czasów pociski robiło się z ołowiu. A ołów to stop metali.- Zaczęła niepewnie, drapiąc się po policzku. Ewidentnie zastanawiała się jak takiemu laikowi wytłumaczyć całą subtelną mechanikę działania broni palnej, jednak w końcu sobie odpuściła. Biedne to to, skrzydła mu sztuczne dali jakby zabrakło zwykłych w magazynie papy. Jeszcze miała go dobijać?- Od pocisku nie umiem uciec. Ale ty pewnie też nie. Chyba, że ten co strzela ma zeza. Jakiś czas temu… bodajże w 2006 roku byłam na takich Mistrzostwach Świata. Wiesz, kiedyś ludzie dla zabawy, szczególnie faceci, lubili sobie pokopać skórzaną piłką po boisku i kopać ją do bramki. Macie coś takiego w tym swoim Mieście? Dawno u was nie byłam. W sumie nigdy. Nie przepadam za zamkniętymi przestrzeniami. Ale wracając do tej piłki nożnej. Nudne to było jak flaki z olejem, ale faceci 10/10. I to mocne 10.- Rozgadała się, leniwie unosząc się w powietrzu. Przerywała jedynie na chwilę, gdy musiała kichnąć rozsypując tym spore ilości piórek ze swoich puchatych skrzydeł.- I na tych mistrzostwach. To był bodajże finał. Był taki jeden piłkarz. I on ewidentnie miał zeza, bo stał tuż przed bramką. Tak jak ja teraz przy tobie, ni mniej ni więcej. I on nie trafił! Ty rozumiesz? Nie. Trafił. Piłka się odbiła od bramki. Bum. Trzask. Płacz. Kobiety mdleją. Puchar świata odchodzi w zapomnienie. Stadion rozpacza. Tabloidy kryczą! Arrrrmagedon!- Na sam koniec rozłożyła załamana ręce.- Przed takim strzałem dałabym radę uciec.
Jeśli Shin chciał zobaczyć jakieś sztuczki, wystarczyło Faustynkę ładnie poprosić. Ba! Chętnie by go jeszcze nauczyła jakiś. Wychowała tabuny psów / kotów / karaluchów / wymordowanych (niepotrzebne skreślić), więc wiedziała jak do kogo podejść, żeby grzecznie łapę podał czy zawarował. Albo mogła go nauczyć gry na butelkach. Fajna sztuczka. Albo gwizdania. Umiała wygwizdać marsz weselny i żałobny. Gotowa na każdą ewentualność, potrafiła nawet wygwizdywać je naprzemiennie jakby panu młodemu zeszło się na zawał w trakcie ceremonii.
- Mszalne wino jest słabe. Rozcieńczają je wodą, żeby potem łatwiej było je spierać z obrusów. Znaczy kiedyś tak robili. Kiedy kościół mojego papy jeszcze istniał. Ale teraz to już go chyba nie ma nie? Znaczy kościoła, nie papy. Bo papa…- Zamilkła raptownie, przygryzając wargę. Właśnie. Papa co? Zniknął. Może się na nią zezłościł jak wtedy, kiedy postanowiła ratować bardzo zagrożoną populację rekinów i usuwała tabliczki ostrzegawcze na plażach? Albo jak poznała te kochane majestatyczne wodne flap flapy i przez kompletny przypadek stało się tak, że Atlantyda zatonęła? Ale żeby tak zaraz wszystkich ludzi wytruwać?
Zawiesiła się na chwilę. Niestety. Papy nie było i trzeba było jakoś żyć.
„Co anielica może wiedzieć o imprezie”
- Przeżyłam więcej imprez w swoim życiu niż gwiazd na niebie! Albo i więcej, ale nie pamiętam. I wiesz jaka była jedyna rzecz jakiej nigdy mi wówczas nie podano? Przez całe swoje, w cholerę długie życie nie wypiłam nigdy… piwa bezalkoholowego. Jak to w ogóle smakuje? I po co pić piwo, skoro się go nie pije.- Sama myśl o tym napawała ją grozą, która odbijała się na jej uroczym obliczu, wraz ze smutkiem, żalem i modlitwą za dusze tych biednych oszukanych na takich bezalkoholowych siuśkach duszach.
- Swoją drogą ile masz lat, skoro zgonujesz po imprezach? Wolno wam się tam w wojsku upijać? A co robicie potem? Bo chyba nie chodzicie… jak to się mawiało… czekaj, ja wiem! Na… na panienki? Pamiętam, że jak moi przyjaciele na nie chodzili to wracali o połowę biedniejsi. Albo nie wracali wcale i potem ich znajdowano z wyciętymi narządami. A tobie brakuje jakiś narządów? Bo mam kolegę. I on ma mechaniczną rękę. Jak Anakin Skywalker ze Star Warsów. Ja mu mówię „użyj mocy”, ale on nie wie o co chodzi. Ty pewnie też nie. Dzieciuchy.
Faustine parsknęła tym swoim dziecięcym śmiechem, jednak bardzo szybko zmarszczyła urażona brwi. To ona mu kulturalnie dotrzymuje towarzystwa, szlaja się z nim po niebezpiecznym rejonie, a on ją tak odtrąca?!
Niedoczekanie!
Poleciała za nim.
- A co to za misja? Jakaś tajna. Łał. Nigdy nie widziałam nikogo, kto byłby na tajnej misji. Masz jakiś pseudonim na ten czas? Nie wiem… Jak John Smith. To zawsze dobry pseudonim. Sprzedaję ci ten patent. A tak w ogóle to jak ci na imię, bo chyba nawet nie wiem? Niech zgadnę… Um… jesteś…. Jesteś…. Daj jakąś podpowiedź…. Pierwszą literkę…



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Pią Lip 08, 2016 1:23 am
Shinichi nie do końca wierzył w to, co właśnie się przed nim wyprawiało. Oczywiście nie chodziło o spotkanie anielicy, bo wbrew pozorom nie są one tak rzadkie, jakby komuś mogło się wydawać. Kurokawa był raczej pełen zachwytu i zwątpienia jednocześnie z powodu zachowania blondynki, która postanowiła przeszkodzić mu w misji. Brunet przez większość czasu po prostu nie poruszał się z miejsca i patrzył na Faustine z lekko rozdziawionym dziobem, zachodząc przy tym w głowę jak tak pokręcona osoba w ogóle przyszła na świat w Edenie. No bo chyba stamtąd pochodziły wszystkie anioły, które do tej pory poznał. Jakim cudem Faustine z taką łatwością mogła przechodzić z jednego tematu do drugiego? Jak potrafiła tak szybko przeskoczyć na coś, co było kompletnie niezwiązane z sednem sprawy? Dobrze, że tym natłokiem słow Faustine nie przymroczyła Shinichiego do tego stopnia, że zapomniałby połykać ślinę, bo zapewne połowa jego koszulki byłaby już mokra niczym ludzie szukający na plaży schronienia przed deszczem. I jedno, i drugie kończyło się tak samo.
- A-aha. - tylko tyle wyrwało się z jego ust, kiedy blondynka zakończyłą swój monolog. Zdawało mu się, że starała mu się wytłumaczyć czym jest broń palna, ale zamiast tego dostał gadkę o mistrzostwach, której kompletnie nie rozumiał. No bo skąd miał rozumieć? W 2006 roku nie było go jeszcze na świecie, dzieciaki w bidulu nie chciały się z nim bawić, bo był wrednym, małym sukinkotem, a później ćwiczył tylko po to, żeby dostać się do wojska. W koszarach też nie grali w żadne sporty zespołowe. No chyba, że w "kto padnie ostatni - wygrywa". Całkiem prosta i przyjemna zabawa. Grupa rekrutów zbierała się w kole niczym gimnazjalistki do słoneczka, a potem każdy strzelał z liścia osobie po prawej stronie. Jeśli ta odpadła, to kółko się zmniejszało. I tak dalej, i dalej, aż na placu boju pozostała tylko dwójka najwytrzymalszych. Wtedy nie było żadnych tur i zasad.
- Ale czy takiego strzału nie powinnaś bronić, skoro stoisz na bramce? - zapytał poważnie skonsternowany, po czym gwałtownie pokręcił głową - Arghh! Zresztą nieważne! - warknął zaraz, będąc jednocześnie złym na siebie, że dał się wciągnąć w tę bezsensowną dyskusję. Przeczuwał, że jeśli będzie ciągnął temat dalej, to na pewno nie skończy się to dla niego dobrze, a mimo tego nadal się w tym wszystkim pogubił. Musiał przyznać, że do tej pory jeszcze nikt nie wciągnął go tak głęboko w bagno. A to dopiero kilka minut spotkania! Ta kobieta była nieprzewidywalna, a przez to niebezpieczna. Nic dobrego z tego nie wyniknie, jeśli nadal będzie się nią zajmował. Ominięcie jej i wyruszenie wydawało się jak najrozsądniejsze. Dokończyć te parę zdań i znikać, tak.
- Jakiś kościół jest. Wprowadził się nam ostatnio do miasta. Nazywają swojego boga Boa, Aro czy jakieś inne o. Nie pamiętam dobrze. Ale chyba nie chodzi Ci o ten. Wyglądają na trochę dzikich. - stwierdził, kiedy usłyszał wzmiankę o kościele. Sam jeszcze nic więcej się o nim nie dowiedział, ale nie powinno to nikogo dziwić. Shinichi nigdy nie lubił zbytnio zbliżać się do fanatyków. Ani się z nimi podroczyć, ani się z nich ponabijać, a nawet i pobić nie można, bo góra traktuje ich jak zwierzęta w zoo. Są pod ochroną. Nie było więc w nich nic, co mogłoby zainteresować Kurokawę. A mimo wszystko niektórzy ludzie lgnęli do tego miejsca niczym ćmy do ognia, więc może i coś w tym było? Oby i ta blondyna też wpadła do ognia. Shin byłby przynajmniej pewien, że więcej już go nie zagada.
- Jestem dorosłym facetem. Mogę pić, stać mnie na panienki i wszystkie organy mam na miejscu. Nawet mam skrzydła jako dodatek. Musisz być wyjątkowo stara jeśli myślisz, że w mieście pozwolonoby na taki proceder. I nie. Nie wiem kim jest jakiś Skywalker. To jakiś magik? Może to po prostu wymordowany, który ma trochę inne moce. - odpowiedział niezbyt dokładnie, bo już oczami wyobraźni widział jak przecina przestworza z dala od tej anielicy - Nie obchodzi mnie to. - dorzucił jeszcze dla podkreślenia swojego braku zainteresowania i ruszył przed siebie. I ta chwila była właśnie tą, w której Shinichi żałował, że jego życie nie ma podkładu muzycznego. Pewnie każdy kojarzy jakąs wspaniałą melodię, która pasowałaby mu akurat do jakiejś jednej, konkretnej chwili. Przez chwilę poczułby się wtedy jak w filmie i w ogóle. Cóż... W tym momencie Kurokawa liczył, że w tle puści mu ktoś melodię ze "Szczęk". Dobra... Nie wiedział czym są Szcżęki, ale gdyby je znał, to na pewno by się zgodził! Faustynka była bowiem takim rekinem, który przyczepił się do łodzi i za wszelką cenę chciał przy niej zostać pomimo tego, że ta wyraźnie odpływała w drugą stronę. A co się zawsze w takich filmach dzieje? Rekin dogania uciekających. Faustynka też to zrobiła i dodatkowo sprawiła, że Kurokawa w myślach wymyślał najbardziej wyszukane epitety na naukowców, którzy sprawili, że jego skrzydła są tak wolne.
- Tajna misja, tak. Tajna oznacza, że tylko ja o niej wiem, a Ty nie możesz. To ja jestem tutaj tajnym agentem. Nadali mi nawet specjalny pseudonim. Wiesz jaki? - chwila ciszy, żeby podsycić ciekawość - Szyszkomatokronusoflapominatorowór. Tylko nie powtarzaj tego nikomu, bo mnie zdemaskujesz. A moje imię zaczyna się na jedną z liter, które zostały uzyte w pseudonimie. - powiedział to tylko po to, żeby anielica połamała sobie język na jego wymyślonym wyrazie, którego teraz i tak już za żadne skarby nie powtórzy. Może gdy spotka się z taką barierą, to zwyczajnie da sobie spokój i zdecyduje, że kariera tajnego agenta nie jest dla niej.
- Albo... Chcesz mi pomóc w misji i zostać tajną agentką? - zapytał, licząc na to, że Faustine wpadnie w jego małą gierkę i oczywiście się zgodzi. Wtedy wystarczy jedynie wymyślić jakieś niemożliwe do spełnienia zadanie, żeby wreszcie mógł już wrócić do pracy. Pozbycie się tej przylepy wydawało się priorytetem.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Pon Lip 18, 2016 7:25 pm
- To nie jest prawdziwy Kościół Ojca!- Krzyknęła, zaciskając palce w pięści.- To są jacyś popieprzeni fanatycy, którzy łamią nam skrzydła! Zabijają moich niewinnych braci, przeinaczają słowa Ojca! Są chorzy i niebezpieczni!
Zatrzymała go gwałtownie, przytrzymując za skrzydło, co naturalną koleją rzeczy sprawiło, że koordynacja ich obojga stanęła pod ogromnym znakiem zapytania.
- Szyszkomatokronusoflapominatoroworze! Musisz mnie posłuchać! Trzymaj się od nich z daleka… Oni… Oni cię zabiją. Albo i jeszcze gorzej. Nie masz pojęcia co się dzieje w tych górach.
Nagle dotarło do niej, że przecież jej nowy przyjaciel nie miał zapewne okazji być w górach.
- Ja ci pokażę!- Już chciała zacisnąć palce na metalowej konstrukcji skrzydeł Shina, gdy jedna z iskier przeskoczyła na jej palce. Dziewczyna pisnęła, zupełnie jak gdyby przynajmniej wpadła na płot pod wysokim napięciem, a nie doprowadziła do malutkiego zwarcia.
Jasne oczy zalśniły od łez, kiedy po raz pierwszy od momentu ich spotkania zamilkła, pakując sobie do buzi osmalonego palca.
- Albo... Chcesz mi pomóc w misji i zostać tajną agentką?
Potrząsnęła gwałtownie blond czupryną, trzymając się już na bezpieczną dla ich obojga odległość.
- Kiefyś byfam afentfką fiesz? – Wysepleniła nagle ożywając. Wyciągnęła wreszcie palucha, wycierając go ze śliny o tył spodenek.- Przyjaźniłam się kiedyś z takim jednym artystą. I on był naprawdę wspaniałym malarzem. Pejzaże, portrety, co tylko chcesz! Sprzedawał swoje prace na ulicy, w przepięknym Wiedniu. Nie znasz Wiednia, nie? Bo kiedyś, przed tym całym burdelem i Miastami, wszędzie mieszkali ludzie. Wszędzie było pięknie. Kwitła sztuka, kultura....- Westchnęła, w jakimś stopniu ograniczając swoją gestykulację. O ile w przypadku tej dziewczyny, w ogóle było to możliwe.- Ale. Ten mój przyjaciel bardzo chciał się dostać na Akademię Sztuk Pięknych. To taka szkoła. Jak u was wojsko. I ja… ja chciałam mu pomóc! Więc mu trochę poprawiłam portrety, które miał dać tym swoim profesorom. Ponoć go przez to nie przyjęli. Ale ja chciałam dobrze! Naprawdę! Dla Adi’ego skończyło się to całkiem nieźle, bo został … dyktatorem… tak to się chyba nazywało. Dość poważna fucha w państwie. I pewnego dnia grupa głąbów postanowiła go zabić! Ot tak, po prostu! Więc się przyłączyłam do ich spisku, a potem wszystko powiedziałam Adi’emu. Ucieszył się… I nawet się na nich nie gniewał, bo ich wysłał na jakieś wakacje do obozu... czy gdzieś tam. Ale to mnie nauczyło, że nie nadaję się na agentkę. Tam trzeba było siedzieć cicho! Rozumiesz?! No przecież życie jest za krótkie żeby milczeć!
Parsknęła śmiechem. Kolory na nowo powróciły na twarzyczkę dziewczyny, zupełnie jakby kompletnie zapomniała już o całym temacie kościoła. Najwyraźniej postanowiła wyprzeć z pamięci każdą chwilę rozmowy związanej z przerażającymi ją fanatykami.
- Zaprosiłabym cię na drinka, ale moja szefowa nie lubi speców. Ani psów. Ani w sumie nikogo. Ale nie martw się, ja cię lubię.- Wyszczerzyła tylko ząbki.- Więc możesz mi powiedzieć jaką to masz misję, a ja ci pomogę duchowo, oraz dotrzymam ci towarzystwa!- W tej chwili wydało jej się już niemożliwe, opuścić tego dzielnego, samotnego żołnierzyka, który tak dzielnie walczy w imię swojego Miasta. Respekt i te sprawy. Fausta mogła z kolei mu zapewnić szacun na swojej dzielni, ale to jeszcze nie dzisiaj.- A potem możemy się czego napić Szyszkomatokronusoflapominatoroworze. I nawet nie wrócisz biedniejszy! Ze mną pijesz za free, albo i darmo!



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Wto Lip 19, 2016 1:33 am
Oho! Ktoś tutaj trafił w czuły punkt. Dziesięć punktów dla specu. Shinichi aż uśmiechnął się szerzej, kiedy zobaczył na jej twarzy ten lekki strach, obawę? Ktoś tu najwyraźniej nie lubił nowych mieszkańców miasta i to całkiem porządnie. Sam brunet nie miał do nich niczego szczególnego poza tym, że byli fanatycznymi świrami. Dopóki jednak będą siedzieli w tej swojej kaplicy i modlili się do nieistniejącego boga, to nikt nie miał powodu, żeby im przeszkadzać. A skoro mowa o tym, to z jakiej racji Faustynka dotykała jego skrzydła? Czy ona zdawała sobie sprawę z tego ile trudu i pieniędzy włożono w to, żeby zostały one zamontowane na plecach człowieka? Na dodatek jeszcze się runą na ziemię i wszystko się skończy. Ten chrzaniony gołąb zapewne skrzydła rozłożyłby ponownie, ale Shinichi nie miał takiego komfortu. Każda, nawet najmniejsza usterka powodowałaby, że z mężczyzny zostanie jedynie naleśnik na ziemi. I nie. Nie będzie on polany syropem klonowym.
- Oh, ktoś tu miał z nimi złe doświadczenia? Ja tam nie wiem. Kapłanki mają całkiem spoko, wyznawczynie też są całkiem, całkiem. Czasem trochę zbyt dzikie, ale to też się przydaje w sypialni. - odezwał się z wrednym uśmieszkiem, kiedy zobaczył, że anielicy temat ten przeszkadza. Chociaż czy aby na pewno? Z jednej strony kazała mu się do nich nie zbliżać, a z drugiej chciała go tam momentalnie zabrać. Normalnie niczym dziecko, które raz sparzyło się gorącym czajnikiem i chciało udowodnić mamie, że właśnie w ten sposób zrobiło sobie kuku, więc jeszcze raz go dotknęło.
- Ej, ej! Ale, nosz kurwa, bez takich! Odstrzelą mi łeb, jak spadnę na ziemię i przeżyję. - warknął momentalnie, i już po chwili nacisnął palcem na nadajnik, żeby zakomunikować naukowcom, że nastąpiło jakieś zwarcie, ale nie wywowało awarii skrzydeł. Kazali mu spokojnie przeczekać i zobaczyć co się stanie. Łatwo powiedzieć! Ej, koleś. Wiś sobie pół kilometra nad ziemią i czekaj na to czy spadniesz, czy też nie. Pewnie. Zrobi to z wielką przyjemnością. Chociaż z drugiej strony mial do wyboru znoszenie towarzystwa Faustynki, która najwyraźniej się rozkręcała. Palec w buzi i seplenienie było tylko preludium, swoistym wstępem przed właściwą częścią koncertu, który mu właśnie przygotowywała. I nawet nie wiecie jak w tej chwili Kurokowa prosił kogoś, kto siedział w jego głowie tylko o to, żeby choć raz jego wiedza o muzyce go zawiodła. Ten jeden, jedyn... No kurwa, dzięki! Zaczęła się kolejna historia z życia anielicy, której Shinichi wcale nie pragnął słyszeć. Wszystkie brzmiały na tyle nieprawdopodobnie, że mężczyzna zaczął się zastnawiać czy jej Stwórca miał wszystkie klepki, kiedy wydawał ją na świat. Całkiem możliwe, że wtedy mu się kichnęło i Faustynce zabrakło czegoś, co miały inne anioły. Niemniej jednak dzisiaj Shinichi był nadzwyczaj tolerancyjny i, choć z wyraźnym zniecierpliwieniem, to jednak wysłuchał Faustynki, która pieprzyła mu trzy po trzy. Jaki Adi, jakie obrazy, jakie obozy? Z tego wszystkiego Japończyk zrozumiał jedynie tyle, że anielica nie potrafi malować i spieprzyła życie jakiemuś artyście. Świetnie! Jak tak dalej pójdzie, to pewnie to samo stanie się z jego misją.
- Biedny Adi. Jak on z Tobą wytrzymywał? - zapytał, bo być może pozna jego metodę i sam ją zastosuje. Nie, żeby miał w planach spotykanie się z Faustynką w wolnym czasie, ale zawsze lepiej być przygotowanym. Nigdy nie wiadomo czy po raz kolejny nie wyskoczy na niego jak Filip z konopii. Zresztą zrobiła tak dzisiaj, więc nie zdziwiłby się, gdyby tak samo postąpiłaby jutro.
- Nie. Moja misja musi być wykonywana samotnie. Nie możesz się do niej mieszać. Możesz za to wypić moje zdrowie przy najbliższej okazji. I skoro nie lubi speców, to pewnie mówisz o Desperacji. Ja siedzę w mieście. - wyjaśnił i jednocześnie skłamał, bo poza murami M-3 można zobaczyć go równie często, co w samych koszarach. Duch knajpowego zapijmordy jest w nim wiecznie żywy!
- Także, jak widzisz, musisz mnie teraz przepuścić, bo niedługo znajdzie się tu cały patrol specu. Pewnie kilku z Kościoła też przyleci. Alkohol możesz mi zostawić w szpitalu ostatniej nadziei. Tam jest taka pielęgniarka z rogami na głowie. Imo się nazywa. Z pewnością doceni Twoje towarzystwo! - czy czuł się podle, wkopując w to drobne piekło Imo? A SKĄD. Jeśli tylko mógł się uwolnić od blondi, a jednocześnie się napić, to nie miał żadnych skrupułów. Dodatkowo miał jakieś dziwne wrażenie, że one akurat się dogadają. Z takim samym zacięciem opowiadają o tematach, które innych kompletnie nie obchodzą. A co teraz? Teraz po raz kolejny ruszył do przodu, ale wczesniej jeszcze pokłócił się trochę przez radio. Pieprzony GPS pokazywał, że stoi w miejscu i już truli mu tyłek o to, żeby się ruszył. Naukowcy zasrani.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Grima on Nie Cze 18, 2017 10:34 pm
Grima zręcznie przeskakiwał z jednej skały na drugą, zatrzymując się prawie przy każdej dziurze, czy norze, w której mógłby być jego potencjalny posiłek na dziś. Powoli robił się wieczór, więc co odważniejsze szczury czy pomniejsze ssaki wychodziły na poszukiwanie pożywienia.
Przez kolejne parę godzin złowił jedynie jeszcze większe poczucie głodu. Smutek jaki malował się na twarzy wymordowanego był nie do opisania. Grima odnosił coraz większe wrażenie, że zaraz jego żołądek skurczy się do rozmiaru śliwki. Nie lubił polować w tej
bezużytecznej, ludzkiej formie. Niestety, ostatnio tak biedował, że nie było go stać na jakiekolwiek narzędzia, by móc stworzyć pułapkę. A nie miał ostatnio szczęścia, by znaleźć przy jakimś trupie sznur. Jedyne co miał przy sobie to długi kij z ostrym kamieniem przywiązanym na końcu. Zupełnie jak ludzie pierwotni, ale co miał zrobić jak nie było go stać na cokolwiek. Ostatnie fundusze przewalił na wodę, która była wystarczająco droga by rozpuścić jego fundusze.
Nie zapowiadało się też na to by miał szansę dorwać jakąkolwiek robotę teraz. Może warto było jednak dołączyć do tamtych najemników. Przynajmniej miałby gdzie spać.
Wznosząc się zgrabnie na coraz wyższe skałki w końcu zatrzymał się na takiej, która była bardziej płaska. Siadł na dupie, zastanawiając się czy nie przybrać swojej drugiej formy i w niej spróbować tak zapolować, ale nie miał gdzie biedny rzeczy zostawić. Nie miał przecież pewności, czy ktoś mu tego nie ukradnie, stałego miejsca już nie posiadał.
Grima otrzepał się nadmiaru piachu. Kiszki mu marsza grały, ale na razie nie miał siły iść dalej. Z góry obserwował ścieżkę pomiędzy skałami. Właśnie! Może ktoś będzie przechodził i Grima go napadnie?

_________________
- Pewien mądry król powiedział "Jesteśmy jedno". Nie zrozumiałam go wtedy.
Już rozumiem.
- Ale... oni...
- My? Oni? Tylko spójrz, oni to my. Jakie widzisz różnice?



Grima
-----------

avatar

Liczba postów : 17
GODNOŚĆ : Grima

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Santino on Nie Cze 18, 2017 11:15 pm
Szedł. Jego wędrówka już dawno przestała być zwiedzaniem okolicy. Teraz po prostu chciał wrócić do siebie i przywrócić się do porządku. Nawet nie chciał wiedzieć jak w tamtym momencie wyglądał. Miał świadomość, że długa podróż, porządnie dała mu się we znaki. Jego ubranie było zakurzone, a pył lepił mu się do ciał, zupełnie tak jak jedwabna szata, która właśnie przestała tracić na swoim pięknie. Niedobrze, było bardzo niedobrze. Cała okolica wyglądała zarówno bardzo obco, jak i bardzo podobnie. Santino szybko domyślił się, że musiał się zgubić i krążył w kółko. To go jednak nie złamało. Przeżył w swoim życiu już tak dużo, że głupia, piaszczysta okolica na pewno nie da mu rady. Był w końcu dzielny i niegłupi. Obrał sobie jeden kierunek i postanowił właśnie tam iść. Z drugiej strony był też głodny. Nie pozostało mu już za wiele suszonego mięsa, które miał w torbie. Na szczęście miał swoją lawendową herbatę. Jasne, była ona paskudna, ale orzeźwiała i nawadniała, gdy było tego trzeba.
Zatrzymał się i rozejrzał. No tak, coś się zmieniło. Na horyzoncie pojawiły się skały. Świetnie. Jeśli coś go nie zeżre, to może przy odrobinie szczęścia poślizgnie się i skręci kark. Byłaby to śmierć głupia, ale najważniejsze że szybka i wymordowany nie musiałby długo użalać się nad tym, że jego koniec się zbliża. Chciałby, żeby jego koniec był szybki i niespodziewany. Nie! Pokręcił głową, odganiając od siebie nieprzyjemne myśli, które pustynia próbowała mu podsuwać.
Sięgnął do torby i wyciągnął z niej słoiczek z ciemnawą cieczą. Próbował znaleźć odrobinę cienia i gdy mu się to udało, to od razu się w nim schronił. Napił się kilka łyków. Chciał odpocząć, więc usiadł na kamieniu i wyciągnął przed siebie nogi. Oparł się plecami o zimną skałę, cały czas nie zamykał jednak oczu. Musiał być czujny. Okolica mogła wydawać się opuszczona, ale wcale nie musiało tak w rzeczywistości być. Napił się kolejnych kilka łyków.

_________________



Santino
-----------
Członek CATS  Opętany

avatar

Liczba postów : 60
GODNOŚĆ : Santino Dell'Orfellice.

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Grima on Nie Cze 18, 2017 11:41 pm
http://therockycrowe.deviantart.com/art/OLD-Sven-Liger-Ref-476166656 Grima dla podglądu :v

Hieny miały to do siebie, że oprócz wcinania padlinki czasem musiały coś upolować. W tym przypadku Grima to i padliną by nie pogardził, bo żołądek to miał całkiem wytrzymały, aczkolwiek w pobliżu ani padliny, ani żywego ducha.
Kamuflaż wymordowanego w postaci kilku szmat zarzuconych na siebie niczym płaszcz nie był zbyt wyrachowany, ale na warunki pustynne idealnie się nadawał. Nie miał tylko zasłoniętej głowy, jak to zazwyczaj robił, bo robiło się już trochę chłodniej, słońce nie dawało się we znaki. Delikatny wiatr muskał jego grzywę i gładził policzki. Grima oblizał obeschłe wargi. Tak mu naleciało piachu we włosy, że musiał się raz na parę minut podrapać, tak swędziło.
W międzyczasie, kiedy tak siedział obserwując drogę ktoś nadszedł. Nie sądził, że naprawdę jego plan mógł się powieść i zwyczajnie mógł kogoś obrabować. Z tej odległości co prawda widział tylko plamę pomiędzy skałami, ale lepszy był taki cynk niż nic.
Musiał więc wcielić swój plan w życie. Nawet jeśli ten ktoś nie miał niczego przy sobie, to głód tak mu doskwierał, ze był gotów zabić, żeby w ogóle coś zjeść. Jakby nie patrzeć, żył niczym zwierzę. I jak zwierzę mógł sobie zapolować na coś, co chodziło na dwóch łapach.
Grima pośpiesznie ściągnął z siebie ubranie, żeby je przypadkiem nie zniszczyć, kiedy zmieniał swoją formę. Chociaż używanie biokinezy nie należało do najprzyjemniejszych czynności, ten jeden raz mógł ścierpieć. Korzyści, które obliczył sobie w głowie były ważniejsze niż chwilowy ból.
Już po chwili na skałach stał już na czterech łapach. Chwilę to trwało, jak za każdym razem, zanim przywykł i do zmiany kąta widzenia i do zmiany położenia. Ale w tej formie już o wiele szybciej mógł zejść i dotrzeć do jegomościa. Zanim to uczynił, wcisnął swoje rzeczy pomiędzy skały, by mu od wiatru nie odfrunęły. Potem szybko zeskoczył na poziom ścieżki. Zakładał, że był już słyszalny dla jego posiłku, toteż żwawym krokiem zbliżył się na tyle, by pozostać w bezpiecznej odległości, ale też na tyle blisko, żeby nie mieć większych problemów podczas pościgu.
Grima obnażył kły i warkotem oznajmił nieznajomemu, o ile ten go nie zauważył wcześniej, że w dobrych zamiarach on nie przyszedł. Tym bardziej, widząc jakąś ciecz, którą pił nieznajomy, chciał od razu podbiec i się na niego rzucić. Ale wytrzymywał, jeszcze. Może odda mu wszystko dobrowolnie.

_________________
- Pewien mądry król powiedział "Jesteśmy jedno". Nie zrozumiałam go wtedy.
Już rozumiem.
- Ale... oni...
- My? Oni? Tylko spójrz, oni to my. Jakie widzisz różnice?



Grima
-----------

avatar

Liczba postów : 17
GODNOŚĆ : Grima

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Santino on Pon Cze 19, 2017 12:02 am
No i wykrakał. Jego matka zawsze mu mówiła, żeby myślał pozytywnie, bo myśli mogą się ucieleśnić i lepiej, żeby te ucieleśnienia były dobre. Santino nigdy nie brał sobie jednak jej rady do serca, bo nie wierzył w takie głupoty. Od zawsze skłaniał się, by myśleć negatywnie. Zawsze uważał, że coś mu nie wyjdzie, coś się stanie i nie będzie dobrze. Wolał nastawiać się negatywnie bo to z jednej strony przygotowywało go psychicznie na to, jeśli przypuszczenia miałyby się spełnić i mógł się przyjemnie zaskoczyć, gdy okazywało się, że jednak się mylił. W tym przypadku jednak wykrakał.
Nawet nie zauważył, gdy jakiś ogromniasty zwierz zbliżył się do niego tak blisko. Może nie chciał tego widzieć? Lwiopodobne zwierze obnażyło kły, pokazując że nie przyszło tutaj by być wygłaskane i podrapane za uchem albo pod pyskiem. Niedobrze, było niedobrze. Dell'Orfellice z początku wstał z kamienia, na którym siedział, a potem powoli wdrapał się na niego, jakby miał przed sobą nie olbrzymiego kota, a małą myszkę, która nie wskoczyłaby na kamień. Cholera by to wzięła, a mógł siedzieć w bibliotece.
Zacisnął pięść. Nie mógł się poddać tak łatwo. Dawał sobie radę z gorszymi przeciwnikami, którzy dzierżyli w dłoniach pistolety i noże. Poradzi sobie ze zwierzęciem, chociaż przypuszczał, że może mieć do czynienia z wymordowanym, gdyż jeszcze nigdy w życiu nie widział podobnej bestii.
Nie miał zamiaru od razu sięgać po użycie hipnozy, chociaż wiedział, że będzie miało to najlepszy skutek. Powoli i ostrożnie powędrował dłonią do torby i wyciągnął z niej ostatki suszonego mięsa. Nie chciał się z tym rozstawać, ale jego życie było dużo ważniejsze niż jakieś mięso. Rzucił je w kierunku zwierzęcia. Mając nadzieję, że zainteresuje się bardziej tym niż nim samym.

_________________



Santino
-----------
Członek CATS  Opętany

avatar

Liczba postów : 60
GODNOŚĆ : Santino Dell'Orfellice.

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Grima on Pon Cze 19, 2017 1:06 am
Widząc jak jego posiłek się wspina na i tak zbyt niską skałę, ledwo się powstrzymał, by nie skoczyć odruchowo w pościg i od razu go dorwać. Widział jednak, że jego posiłek był w potrzasku, nie miał dokąd uciec. Przynajmniej po tych kamieniach nie za bardzo miał jak uciec. W odwrotnej sytuacji Grima sam by nie wiedział jakby postąpił, bo na dwóch nogach przez te skały to ciężko uciekać. Na całe szczęście to on był tutaj w lepszej pozycji, przynajmniej tak mu się wydawało.
Nie za często zdarzało mu się kogoś atakować, więc wolał to odwlekać, aż będzie zadowolony. Brzuch wolał twierdzić co innego.
Niemniej, postawił kilka kroków w stronę nieznajomego. Niezbyt gwałtownie, tak jakby próbował zapędzić obcego w kozi róg. Wtedy też pojawiła się pierwsza danina.
Ochłapy suszonego mięsa pachniały na tyle intensywnie, że niewiele myśląc przystaną do nich, wcinając je tak szybko, jakby po prostu je wciągnął i połknął. Jasne, w ten sposób dał tamtemu czas na to by spróbować uciec, ale na głód nic nie mógł poradzić. Od razu poczuł się lepiej, jak tylko cokolwiek wpadło do żołądka. był tak piekielnie głodny, że zjadłby konia z kopytami, ale te skrawki były dobre na początek. Oczywiście, dla tej formy to było za mało. Normalnie to by się najadł na parę godzin przynajmniej, a tak to wpadło to jak kamień w wodę i przepadło.
Posiłek skończył się, a Grima powędrował wzrokiem za nieznajomym. Na pewno ma więcej mięsa, tylko nie chce się podzielić. Czyżby kły nie były wystarczającym straszakiem? W takim razie powinien mu pokazać, ze z Grimą się nie zadziera.
Wymordowany postawił kolejne parę kroków w jego stronę. O ile nie próbował uciekać, tak nie zamierzał przyśpieszać. Chyba, że już od razu po rzuceniu mięsa salwował się ucieczką. Wtedy nie pozostałoby mu nic innego jak go gonić przez te skały.

_________________
- Pewien mądry król powiedział "Jesteśmy jedno". Nie zrozumiałam go wtedy.
Już rozumiem.
- Ale... oni...
- My? Oni? Tylko spójrz, oni to my. Jakie widzisz różnice?



Grima
-----------

avatar

Liczba postów : 17
GODNOŚĆ : Grima

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Santino on Pon Cze 19, 2017 1:45 am
Nie spodziewał się, że zwierz zadowoli się tym marnym posiłkiem, ale miał nadzieję, że chociaż da mu więcej czasu na zastanowienie się nad tym, co miał zrobić dalej. Niestety suszone mięso zniknęło równie szybko, co upadło na ziemię. Santino dość głośno przełknął ślinę. Nie miał już wyboru, musiał bowiem zadziałać szybko, jeśli nie chciał stracić życia. Zacisnął dłonie i cofnął się kilka kroków do tyłu, zapominając, że stał na kamieniu.
Upadek na twardą powierzchnię nie obył się bez bólu. Na szczęście upadł na tyłek, przez co jego głowa uniknęła kontaktu z ziemią. Poza bólem dolnego odcinka pleców i pośladków nie było źle. Nie licząc tego, że czyhał na niego lwiopodobny mutant, to nie było najgorzej.
Wymordowany z początku poruszał się bardzo powoli. Nie chciał prowokować bestii, bo ta mogłaby mu skoczyć do gardła, gdyby tylko zrobił jakiś nagły ruch. Nie, każdy gest musiał być starannie przemyślany. Zbliżanie się do zwierza było bardzo niebezpieczne. Santino nic o nim bowiem nie wiedział i wiele ryzykował. Miał jednak nadzieję, że jego plan mu się uda.
Spokojnie. Usiądź na ziemi i słuchaj mnie. – polecił zwierzęciu, używając swojej mocy hipnozy. Nie korzystał z niej często w wypadkach innych niż wyciąganie informacji z interesujących go osobników. Niemniej jednak moc ta była bardzo przydatna zwłaszcza w podobnych sytuacjach. O ile zwierz, lub wymordowany kryjący się pod tą postacią, nie miał blokady umysłu, tak hipnoza zadziała w stu procentach. Santino powinien być więc bezpieczny.
Taki duży zwierz jak ty już wcześniej upolował jakąś większą ofiarę. – zaczął spokojnie. – Dlatego wcale nie jesteś głodny, a jedynie chcesz mnie odstraszyć, myśląc, że jestem zagrożeniem. Nie mam zamiary cię jednak skrzywdzić, bo nawet nie mam broni. Gdy zmienisz się w człowieka, to przestaniesz być głodny –powiedział. Mając nadzieję, że jednak ma do czynienia z wymordowanym, którego zadowoli kawałek suszonego mięsa, a nie z wygłodniałą bestią. W przeciwnym razie będzie mieć na karku uspokojoną, ale nadal głodną zwierzynę.


Użycie mocy hipnozy. Moc działa na każdego, jeśli przeciwnik nie posiada blokady umysłu. Czas trwania 3 posty.

_________________



Santino
-----------
Członek CATS  Opętany

avatar

Liczba postów : 60
GODNOŚĆ : Santino Dell'Orfellice.

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Grima on Pon Cze 19, 2017 2:03 am
Już miał skoczyć na kamień. Był tak niedaleko, że wystarczył tylko porządny sus i wszystkie cztery łapska znalazłyby się na biednym nieznajomym, który miał po prostu pecha trafić na głodnego wymordowanego. Był gotów już nawet spożytkować jego specjalną zdolność do tropienia, ale jakoś nie mógł.
Do jego uszu dotarł jakiś dziwny, melodyjny głos, którego nie mógł z początku przypisać do nieznajomego. Głos brzmiał jak podświadomość, jak coś, co miał gdzieś wewnątrz siebie, w głowie. Chociaż widział, jak obcy porusza ustami to wciąż nie mógł oderwać własnych myśli od tego głosu. Głosu, który kazał mu robić rzeczy, których Grima wcale nie chciał robić. Ale nie mógł okleić tego głosu, nie mógł przestać go słuchać więc siłą rzeczy w końcu przystał na propozycję głosu i usiadł.
Nie rozumiał dlaczego to robił, przecież był głodny. Brzuch jasno się określał.
Wiedział, że coś jest nie tak. Głos brzmiał znów w jego głowie. Tym razem mówił, że Grima nie jest głodny. Moment, że przestanie być głodny, kiedy tylko zmieni znów swoją formę. Wymordowany niespecjalnie pochlebiał głosowi, bo zmiana formy wiązała się znów z bólem, chwilowym paraliżem, bo zanim przywyknie znów do ludzkiej formy...
Ale Grima nie mógł się nie posłuchać. Głos brzmiał tak... zachęcająco.
Chwilę to trwało, zanim z wielkiego lygrysa zrobi się znacznie mniejszy człowiek. Nie obyło się bez jęknięć i stęków. A potem był już zwykły Grima, znacznie mniejszy i mniej owłosiony. Jego cechy były nad wyraz widoczne, kiedy był nagi.
A on po prostu siedział, słuchając głosu, który powinien mieć rację.

_________________
- Pewien mądry król powiedział "Jesteśmy jedno". Nie zrozumiałam go wtedy.
Już rozumiem.
- Ale... oni...
- My? Oni? Tylko spójrz, oni to my. Jakie widzisz różnice?



Grima
-----------

avatar

Liczba postów : 17
GODNOŚĆ : Grima

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry