Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Gość on 22/11/2015, 16:45
Ford bawiło to, że łowca jeszcze nie wstał i najzwyczajniej w świecie jej nie przyłożył. Szczerze, czekała na ten moment już od jakiegoś czasu. Z nie do końca dla niej jasnych okoliczności, to nie nastąpiło. Przekazała trochę informacji o funkcjonowaniu systemu, który buntownik powinien doskonale znać. W końcu, to chyba logiczne, że musisz wiedzieć przeciw czemu się buntujesz. Albo po prostu jest się marionetką własnego poczucia pokrzywdzenia. Ford przekrzywiła głowę nasłuchując. Wszystko pięknie, cacy, jedzą, gadają, a matka natura nie śpi, tak jak jej dzieci. Uznała jednak, że się przesłyszała i ugryzła kolejny kęs, lekko spięta.
-Och ależ oczywiście, że wiem. Przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę. Zawsze bierze się pod uwagę błąd bezwzględny, ale w ostatecznym rozrachunku, nawet się on nie wlicza. Możecie sobie hasać, między naszymi szeregami do czasu. Gdy znajdziemy wasze mrowisko, to będzie tylko kwestia czasu, kiedy wpuścimy środek owadobójczy. Nie ma siły na system doskonały.- otrzepała ręce z resztek jedzenia i założyła kurtkę.-Kawałki przegniłego owocu mówisz. Co ja mogę powiedzieć. To chyba miłe, że pomagacie udoskonalać system pozbywając się niedoskonałości. Mimo wszystko nie potrzebna nam do tego wasza pomoc, mamy własny system sprawiedliwości do tego.- Odchyliła się do tyłu by rozprostować kręgosłup i popatrzeć na coś innego niż ogień i pociągająca twarz łowcy.
Mężczyzna wyjął sztylet, na co ona błyskawicznie wyjęła nóż i poderwała się na równe nogi. Już drugi sztylet, w dalszym ciągu nie przeznaczony dla niej. Gadzina podrygiwała spazmatycznie, zabita jednym machnięciem uzbrojonej ręki łowcy, które z trudem eliminatorka zarejestrowała. Popatrzyła na gada, widać że obrał sobie ją za cel. Zmarszczyła brwi. Fakt, zwierzęta atakują osobniki, które uznają za słabsze, ale ćma ciągnąca do światła to ostatecznie martwa ćma. Stała z podkurczonymi kolanami, wciąż z uniesioną ręką z nożem w geście obronnym. Gdy mężczyzna wstał, zamierzając zbliżyć się do gadziny. Ford skierowała ostrze noża w stronę łowcy.
-Siedź i nie rumakuj, sama się zajmę tym deserem. Starczy nawet dla dwojga, jeżeli wiesz jak go pokroić, a tak się składa że ja wiem. Czy wszyscy mężczyźni się tak zachowują niezależnie od rasy? Słuchaj ja nie jestem tu na wczasach. Nie jestem panienką, którą trzeba pouczać. Protekcjonalność już dawno wyszła z mody, mój panie.–powiedziała lekko zrzędzącym babskim tonem.
Sama podeszła do truchła, skoro i tak stała na nogach.
-Jedna rzecz mnie zastanawia. Na prawdę chcesz dobra dla miasta? Uważasz, że nawet bardziej niż dyktator? No proszę, czyli komuś marzy się jednak nowy ład i względny porządek. „Ja” mówisz. A gdzie podziało się to „my”. Nie no było przy „Nasz cel jest o wiele głębszy niż myślisz”, ale uważaj bo się zapędzisz we własnych ambicjach. To byłoby z lekka kiepskie, nie sądzisz? Szkoda, że nie widzicie ile dobrego stworzyli tak zwani ”niebiescy”. Ale to chyba taka tendencja do zwracania uwagi na gorsze..hmmm..aspekty historii.- zbliżyła się do jeszcze ciepłej gadziny, odgradzając się nożem od łowcy. Czujna, ale nie spięta. Już nie. Bo jest czas na myślenie, na głupie refleksie i czas na zbijanie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Sleipnir on 13/12/2015, 15:24
Parsknął śmiechem kiedy skierowała ostrze w jego stronę i nie przejmując się tym ani odrobinę dalej szedł wolno w wybranym kierunku.
- Nie wiem co ci siedzi w głowie, ale mi chodzi o mój sztylet. A dokładniej oba. - Wyciągnął z gada swoje ostrze i wyciągnął rękę w jej stronę niemo domagając się drugiego kawałka stali, który Ford sobie tymczasowo przywłaszczyła.
- Możesz w końcu zająć się tą gadziną swoim sprzętem, prawda? - Zapytał z uśmiechem na twarzy i przyczepił sztylety do paska tak aby mógł do nich sięgnąć bez przeszkód.
Wtem usłyszał krzyki na tyle głośne i przerażone, że przebiły się one przez ustającą burzę piaskową.
Dźwięki szarpaniny, rozdzierania skóry i próby pokonania przeciwnika. Definitywnie nie był to pojedynek między Łowcami a S.SPECami.
Burza stawała się coraz cichsza a krzyki coraz głośniejsze, niestety i one gasły po jakimś czasie zwiastując kolejną śmierć. Przypomniało mu się od razu jedno zdanie, które wybitnie było teraz trafne przez to, że nie wiadomo, która strona właśnie była mordowana.
- Nieważne ile języków przewija się na wojnie, każdy człowiek umierając krzyczy w tym samym.
Głośny pisk "ptaków" dał jednak jasno do zrozumienia co właśnie dziesiątkuje obie strony, Flygnylle.
Najwyraźniej wyleciały w poszukiwaniu pokarmu i zebrały się całą grupą, pojedyncze jednostki nie byłyby w stanie tak przetrzepać sił armii. Wtem Sleipnir przypomniał sobie ich węch.
Szybkie zasypanie ognia, sięgnięcie po broń i usadowienie się obok Ford zajęło nie więcej niż 10 sekund. Zanim cokolwiek postanowiła powiedzieć, zakrył jej palcem usta.
- Naprawdę nie chcesz żeby nas teraz znalazły, zwłaszcza, że często ciągną za sobą ghoule. - Wyszeptał i przyciągnął ją bliżej do siebie, miał w dupie to, że pracuje teraz dla niebieskich, jak się nie ogrzeją i nie będą cicho to nic nie zostanie z żadnej ze stron.


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Gość on 14/12/2015, 01:01
Ford uśmiechnęła się krzywo, ale nic nie powiedziała. Rozbawienie malowało się w jej zgniłozielonych oczach, szybko jednak się opanowała.
Ani myślała oddać łowcy sztylet. Tak oczywiście, proszę bardzo, jeszcze Ci go wypucowałam Kochanie… no chyba żart.
Nie zmieniła pozycji, kiedy podszedł do niej powoli i pewnie nadal by tak stała, gdyby nie mrożące krew w żyłach krzyki. Zmarszczyła brwi, nasłuchując, lekko zaniepokojona. Sleipnir szybciej połapał się w zagrożeniu, jakie niemal puka do skromnych drzwi jaskini. Nawet nie zdążyła zaprotestować, kiedy została hycnięta i posadzona na ziemi. Popatrzyła szeroko otwartymi oczami w krwistą czerwień oczu łowcy.
Charakterystyczny pisk dotarł nawet do jej uszu, szybko się połapała co to oznacza. Zła odtrąciła lekko rękę Sleipnira, która ją uciszała, ale nie odsunęła się od niego. Nie była na tyle głupia.
Swąd lekko żarzącego się ogniska drażnij jej nozdrza. Sięgnęła do kabury i zorientowała się, że nie ma przy sobie broni. No tak, przecież leży na rzeczach łowcy. Przypadek?
Bez namysłu przywarła do łowcy i przechyliła się na jego drugą stronę by sięgnąć po leżącego magnum'a. Ani myśli, by siedzieć z nożem wojskowym i czekać, aż wielki ptaszek i jakiś zombieland, nie daj co, zajrzy do tego skromnego schronienia, które nieszczęsnym trafem obydwoje wybrali.
Wygięła się bardziej i palcami przysunęła do siebie broń. To musiało być frustrujące dla łowcy, że spec macha mu tyłkiem przy twarzy, ale co poradzić, skoro kobieta się uparła.
Gdy chwyciła ją pewnie, usadowiła się obok łowcy, blisko, zdecydowanie dla niej za blisko.
-Wiem, musiałam sięgnąć po moją broń, bo nie będę się bronić samym nożem.-szepnęła mu do ucha.
Brak bijącego od ogniska ciepła niedługo zacznie im doskwierać. Nawet bardziej niż bliskość ich ciał.
-Ej wiesz, jak nas znajdą to oddam Ci sztylet.- zażartowała, mało zabawnie i "przytuliła" się do łowcy, waląc w myślach poprawność polityczną. Na tą chwilę panuje PIS...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Sleipnir on 21/12/2015, 22:31
Nie interesowały go teraz jakiekolwiek żarty, chciał wyjść z tego żywy. Gromada chodzących trupów była coraz bardziej słyszalna, a Flygnylle coraz rzadziej wydawały z siebie dziwne okrzyki, jak słychać, zdążyły się już pożywić.
Horda zwłok mogła czuć co najwyżej dym z ogniska, który definitywnie nie pachniał zachęcająco, ale problemem był też unoszący się zapach pieczonego gada, który mógł co niektóre tutaj przyciągnąć.
Siedział cicho, nawet jego oddech był bezszelestny. Niestety, nie podziałało to na jednego z ghouli, który do jaskini wpadł..przypadkiem. Lekko skonsternowany po zjechaniu z góry piachu wprost na swoją rozpadającą się twarz, starał się podnieść na równe "nogi". No cóż, nie był to jego szczęśliwy dzień, w końcu wpadł do jaskini w której każdy potrafił zabijać. Szybki rzut kolejnym sztyletem, który zagościł wesoło w oczodole potwora szybko sprawił, że ten padł na ziemię i postanowił na niej pozostać, na zawsze.
Niestety, za duża ilość dźwięku.
Słychać było poruszenie wśród potworów, a to dawało tylko jeden wniosek, zaraz będzie ich tu definitywnie za dużo. Jednym susem poderwał się do pionu i zebrał wszystkie swoje rzeczy do plecaka, oprócz AA-12, które przewiesił sobie przez bark i odbezpieczył. W momencie sięgania po sztylet wystający z głowy umarlaka, kolejne zdążyły wparować do środka z równie wybitną gracją co ich poprzednik.
Jednak ten poziom jaskini definitywnie nie był w stanie pomieścić tylu bywalców, jedynym sposobem było znalezienie drogi ucieczki.
Spojrzał w stronę wcześniej odkrytego przejścia do niższej części i długo nie myśląc rzucił swój plecak w tamtą stronę.
- Wycofujemy się i to kurwa szybko, zabierz mój plecak i idź pierwsza, ja nam kupię odrobinę czasu! To nawet nie była prośba, to było logiczne myślenie uciekające z jego ust i ratujące ich życie.
Zbliżające się potwory nie dawały innego wyjścia z sytuacji. Szybkie sięgnięcie po AA-12 i głowy zaczęły opadać na ziemię, a bębenki płakać od bólu.
Ubicie trzech kolejnych ghouli zagradzało z lekka drogę pozostałym, które niezbyt wykształciły sobie umiejętność omijania przeszkód walających się po podłodze więc wpakował się od razu za Ford. Owe przejście miało tyle plusów, że ghoule definitywnie nie pomyślą o tym aby przejść bokiem do nich, a innym sposobem po prostu się nie zmieszczą, więc przynajmniej zażegnali jeden problem.


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Gość on 22/12/2015, 18:28
Próbowała przyzwyczaić wzrok do ciemności, jaka zapanowała po wygaszeniu ogniska. Ludzki wzrok potrzebuje chwili na adaptację. Klęła, więc w myślach, że jest chwilowo zdana na oczy łowcy.
Jej oddech był cichy, niemal niesłyszalny. Nabierała, jak najmniej powietrza tylko mogła, by nie wywoływać niepotrzebnych szumów.
Ciężkie szuranie dało jej do zrozumienia, że już za późno. Zostali znalezieni, przez… no właśnie, przez co?
Wpatrzona w ciemność, nasłuchiwała. Bezkresny mrok przechodził w mdłą szarość, a po chwili wyłoniły się kontury i kształty. Sleipnir poruszył się , powalając przeciwnika, jednym rzutem. A do jej uszu dotarł konający jazgot.
Wyszła z założenia, że nie ważne co to, ważne, że to cel z nalepką „do likwidacji- sprawnej”. Nie miała przy sobie sztyletów, miała natomiast nóż i magnum’a. Celowanie niepewnym okiem jest tylko marnowaniem amunicji. Dlatego powoli wstała. Instynkt przetrwania, to najbardziej rozwinięta umiejętność u Ford, polega na nim stosunkowo często, dlatego, bez strachu czy niepewności dała się ponieść mordowaniu, byleby przetrwać.
Zaczaiła się na kolejnego ghoul'a, ścięła go z nóg i wbiła nóż w klatkę piersiową, przekręciła, niczym śrubokręt i wyrwała, przy okazji trochę mięśnia sercowego ostało się na zębatej stronie noża. Mięsko! Z lekka przeterminowane…
Choć potwory zapukały do niewłaściwych drzwi. Było ich więcej, a zaraz mogło ich być naprawdę dużo. Wycelowała rewolwer w nadchodzącego trupa, nacisnęła spust. Cisza… przerywana cichym zgrzytaniem jej broni. Ghoul przystanął, a gdy strzał nie nastąpił rzucił się na Ford. Cofnęła się o krok i zdzieliła potwora uchwytem. Skoro rewolwer jest niedysponowany, to będzie z niego dobry młotek, a łeb stwora okazał się idealnym gwoździem. Skutecznie wbiła go niemal w ziemię.
Rozejrzała się szukając jakiejś drogi ucieczki i jak radzi sobie, tymczasowy towarzysz broni. Najwidoczniej się nie obijał, złapał za AA-12 i wykrzyknął, mało subtelną propozycję odwrotu.
Niemal wzięła to za rozkaz, niemal…
-Rusz się, bo cię zgniotą!- krzyknęła i złapała go za ramię, gdy zrobił pauzę w szturmie automatem. Jeden z potworów stoczył się szybciej od innych po trupach poprzedników. Ford odruchowo uniosła rewolwer, zapominając o jego… problemie. Na jej szczęście w tym momencie postanowił się odblokować i ghoul dostał kulkę miedzy oczy. Zdziwiona spojrzała na broń i delikatnie schowała ją do kabury. Kulkę mogła zaliczyć na przykład ona, skoro reakcja broni była tak opóźniona na ten moment.
Po chwili biegli, zbawiennym przejściem. Nie na długo nacieszyć się mogli kryjówką, ponieważ w pewnym momencie…grunt się skończył. Ford przegapiła ten moment i noga zawisła w powietrzu. Za szybko się poruszali, by mogła się cofnąć. Mimo to, eliminatora spróbowała, zatrzymać swój niechybny upadek w przepaść i złapała Sleipnir'a za rękę… radośnie spadli oboje.
Ciśnienie wyciskało resztki powietrza z jej płuc, a ból rozszedł się jak pożar po klatce piersiowej. Może dlatego nie krzyczała, jak cienias z filmu akcji, spadając w otchłań. Podobno ludzie, chwilę przed śmiercią widzą urywki ze swojego życia… jakby oni mieli na to czas. Ford widziała jedynie wkuwająca ciemność, a po chwili do płuc dostała się ciecz. Woda? Ruszała energicznie, rękami i nogami, walcząc o chociaż odrobinę powietrza, jaka czekała na powierzchni.
Z trudem udało jej się pokonać tę barierę i wzięła upragniony haust powietrza. Przetarła mokre oczy, zobaczyła Sleipnir'a, tuż koło siebie.
-Świetnie, jak nie ghule to kąpiel. Widzisz gdzieś jakiś ląd, majtku?- powiedziała półżartem, ale po chwili tego pożałowała, duszący kaszel szarpał zmaltretowane, wycieńczone już płuca. Zaczęła płynąć, nieważne gdzie, byle przed siebie, bo nadchodzący szok termiczny zaraz skutecznie ją unieruchomi.
-Jaki, w pizdę jeża, piękny dzień.-wycharczała, płynąc powoli żabką. A po swojej lewej stronie zobaczyła spore w zniesienie, w nie tak sporej odległości, jak by się mogło wydawać.
Podpłynęła w jego kierunku i szczęśliwa, jak dziecko otwierające prezenty, wczołgała się na żwir.
Ciężko obróciła się na plecy z cichym stęknięciem.
-Bywało gorzej... cholera, moje cygara!- zakryła oczy ramieniem, załamana tym faktem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Sleipnir on 31/12/2015, 17:14
Krótka przerwa była spowodowana zbyt dużym ogłuszeniem i brakiem dobrego celu, ból zbyt tępił wszystkie zmysły i obraz powoli stawał się rozmyty, piszczenie i płacz bębenków był zbyt silny żeby móc się skupić na kolejnym celu. Wtedy poczuł jak ktoś go ciągnie za sobą. Widząc, że nie jest to ghoul, a Ford, szybko chwycił swój plecak i rzeczy które były w zasięgu ręki i ruszył za nią. Przeciśnięcie się było dosyć problematyczne, ale nie tracił teraz czasu na delikatne i powolne przejście, starł sobie skórę z barku i skroni, ale przeszedł. Do pewnego momentu. Kolejne chwycenie go za rękę, tym razem jednak silniejsze. No cóż, Ford definitywnie nie miała najlepszego dnia, Sleipnir zresztą też jak widać, skoro rozerwała jego koszulę i poleciała w dół ze strzępkiem materiału. Aż po chwili nie usłyszałem łupnięcia, a pluśnięcie. Stanął na jeszcze stabilnym gruncie i zobaczył co rozpościera się pod nim. Mieszkańcy Desperacji zapłaciliby fortunę za to znalezisko..
Jednak nie było czasu na podziwianie, musiał sam zlecieć w dół, plusem chociaż było to, że mógł zdecydować kiedy i w jaki sposób. No, a najważniejsze to to, że mógł stąd dorzucić swoje rzeczy na suchy ląd. Ściągnął z siebie wszystkie ciuchy i rzucił je na skalną półkę znajdującą się kilka metrów od "basenu". A teraz czas na niego i 3 metrowy spadek w dół, jeżeli poleci na jakieś skały to już po nim. Jednak po chwili z tafli wody wychyliła się Ford, co oznaczało wystarczający poziom wody na skok. No cóż, lecim.
Zimna woda zalała jego ciało w ułamek sekundy. Poczuł się tak jakby zanurzył się w chłodną ciemność, która otula każdy skrawek jego ciała. Przez moment czuł się nawet spokojny, spokojniejszy niż przez ostatnie lata. Miał nad sobą eliminatora, którego zadaniem była eksterminacja jego rasy, a mimo to czuł się bezpieczny, nawet nie chciał się wychylać. Specjalnie pozostał jeszcze jakiś czas głęboko w wodzie, sięgając aż dna. Jednak po kilkudziesięciu sekundach sprane przez papierosy płuca przypomniały o sobie i haust powietrza był już konieczny. Wynurzył się w końcu łapiąc łapczywie niezbędny tlen i skierował się w stronę swoich rzeczy. Był całkowicie nagi, więc pierwsze co zrobił kiedy do nich dopłynął to wyciągnął długi, bawełniany ręcznik, który zawsze bierze na Desperacje. W końcu ręcznik to cholernie przydatna rzecz, można się nim przykryć w zimne noce, może służyć jako filtr do wody, możemy go użyć jako poduszkę, linę, czy tłumik, wyjątkowo przydatny wynalazek, a taki prosty. Jego nagość mogła podziwiać w prawie całym wydaniu, zasłonił od razu swój pas, a ręcznik sięgał do połowy ud, reszta ciała była odkryta. Idealny cel, można by rzecz, ale jeśli ktoś tyle razy uratował ci życie w ciągu jednego dnia to warto go zabijać?
Specjalnie "podzielił" ręcznik na dwie części, i szybko wytarł swoje ciało na tyle żeby mógł założyć bieliznę i spodnie, reszta może poczekać. Oddał materiał w ręce Ford, jej definitywnie przyda się bardziej niż mu.
Jej mokre ubranie sprawiało, że jej skóra błyszczała przy lekkim świetle z pojedynczego wyłamu w skalnej ścianie.
- Powinnaś się grubiej ubierać na te tereny. Masz, ta połowa jest sucha.
Skierował się ponownie w stronę swoich rzeczy i założył na siebie swój podkoszulek. Stracił prawy rękaw w swojej ulubionej koszuli na co westchnął cicho, po czym oderwał drugi dla symetrii.
- Masz, może nie jest tak gruba, ale jest chociaż sucha, więc się nie wyziębisz.
Sam nie wierzył, że to powiedział, ale dziś jest definitywnie dzień, w który nikt by nie uwierzył.


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Gość on 6/1/2016, 01:34
Nie było co płakać nad rozlanym mlekiem. Ford usiadła na ziemi i zdjęła motocyklowa kurtkę. Zimną, mokra skórę pokryła gęsia skórka. Nie przejmując się tym zbytnio, kobieta sprawdziła stan swojej broni. Adrenalina wciąż buzowała w jej żyłach, wiedziała, że ma jeszcze chwilę, zanim poczuje dotkliwe skutki spotkania z lodowatą wodą. Rozejrzała się pobieżnie, rejestrując rzeczy Łowcy, jednak po nim samym nie było śladu. Ważąc rewolwer w dłoniach, przeszukiwała wzrokiem czarną, taflę wody, chcąc ujrzeć upragniony cel. Fakt, uratował jej tyłek. Ale, kto go o to prosił? Nie wiadomo, kiedy nadarzy jej się lepsza okazja do zabicia go. Rozchyliła nogi i wciąż siedząc , wycelowała o dziwo suchą, broń. Czekała w ciszy, aż czarna czupryna wyłoni się z tafli wody. Zobaczyła go. Lodowaty palec dotknął spust. Stal błyszczała w słabym świetle. Sleipnir’owi zostało zaledwie kilka sekund życia. Cisza przeciągała się. Palec drgnął. Opuściła broń ze zrezygnowanym uśmiechem na ustach. Już żałowała tej decyzji. Ale, co to za wyczyn, zastrzelenie bezbronnego wroga? Chrzanić takie coś. Albo się uczciwie wali po mordzie albo dziurawi, jak ser szwajcarski. Jak to Sensei słusznie jej kiedyś powiedział, eliminator ma klasę. To nie jakiś tam, pierwszy lepszy morderca. Ford z cichym westchnieniem odłożyła broń na bok, razem z kurtką i rozsznurowała glany. Spodnie z trudem odkleiły się od ciała. Zdecydowanie, było to bardziej męczące, niż przeciętny obserwator mógł przypuszczać. Zerknęła na bok i jej zielonym oczom ukazał się wystające z kieszeni cygaro. Trzęsącymi się dłońmi ni to z zimna, ni z przejęcia, wyjęła je i nie wierząc we własne szczęście, rzuciła się szukać zapalniczki. Suche, ono było niemal suche. Jedyne w swoim rodzaju. Odpalała je właśnie zawzięcie, upartą zapalniczką, kiedy Sleipnir pojawił się na brzegu… nagi. Uniosła brwi w górę, starając nie zakrztusić się dymem. Przez myśl przemknęło jej, czy wszyscy łowcy to skryci ekshibicjoniści. Niemal się zaśmiała, niemal. Siedząc w bieliźnie i podkoszulku, bezczelnie wpatrywała się w Łowcę.
W sumie, striptizer byłby z niego niezły. Nawet z bliznami.- mała konkluzja, pojawiła się w jej głowie.
Blada, umięśniona skóra, znacząco odznaczała się w ogarniającym jaskinię półmroku. Cóż, nie miała wcześniej okazji widzieć nagiego ciała łowcy, poza rozczłonkowanymi fragmentami, na stole laboratoryjnym w specu. A poza tym, była kobietą. Ten dzień był zdecydowanie jednym z najbardziej pokręconych jakie miała. Roześmiałaby się głośno, gdyby ktoś jej wcześniej powiedział, że coś takiego będzie miało miejsce. Wzięła do ręki spodnie, zaczynając drugą rundę ogarniania się. A Sleipnir na dobrą sprawę, zakładał już spodnie. Wyrżnęła swoje bojówki mocno, aż cała woda, brutalnie wyciśnięta, wsiąkła w piach. Uznała, że to wystarczy. Założyła je, nie krzywiąc się lekko. Glany powróciły na stopy, sznurując je, w ostatniej chwili zarejestrowała lecący w jej stronę ręcznik. Złapała go zgrabnie, patrząc podejrzliwie na Sleipnira’a. Ale, nic nie mówiąc, przetarła nim włosy i ramiona. Lekko żarzące się cygaro otoczyło ją, ciężką, szarą wstęgą. Tak bardzo nie chciało jej się wstawać. Mimo to, rozejrzała się dookoła, układając w głowie plan.
Masz, może nie jest tak gruba, ale jest chociaż sucha, więc się nie wyziębisz.
Nie wiedzieć czemu podziałały na nią te słowa. Wstała energicznie, chwytając leżące na ziemi rzeczy. Zdjęła podkoszulek. Kaburę przyczepiła do dodatkowych szelek. Miała ją teraz pod pachą.
-Dziękuję uprzejmie. To miłe, że, aż za. Ale i tak dzięki.- powiedziała, zakładając kurtkę na mokry stanik. A cztery, długie blizny, zdobiące jej pierś, na nowo zostały zakryte.
Gdy zbliżyła się do Sleipnir'a, uderzyła go w pierś ściskanym ręcznikiem.- Teraz bawimy się w towarzyszy broni, ale wszystko ulegnie zmianie, gdy stąd wyjdziemy. Trwaj chwilo jesteś piękna.- mówiąc to, zadarła głowę, by patrzeć mu w oczy. -Trzeba ruszać dalej. Ja tam nie chcę się przekonać, czy ghoule umieją pływać.- parsknęła cicho, puszczając ręcznik.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Sleipnir on 17/1/2016, 16:11
Trwaj chwilo jesteś piękna.
Dokładnie. Trwaj chwilo, która jesteś..nierealna? A mimo to wszystko co się wydarzyło było jak najbardziej realne.
Skinął głową na jej słowa i przyjął ręcznik z powrotem, zarzucił go sobie na głowę żeby powoli wciągał w siebie wodę z włosów. Czuł pieczenie po tej kąpieli, nie zwykłe pieczenie po otarciu czy jakimś kwasie, raczej powoli budujący się piekący ból, który coraz bardziej irytuje.
Woda była skażona wirusem. Normalny człowiek po takiej kąpieli pewnie już by się zarzygał własną krwią i padł na ziemię w konwulsjach, dobrze jednak, że czerwinka robiła swoje. A mimo to pieczenie pokrywało jego ciało, czuł się jakby cały parował, a jego oczy stały się niebezpiecznie czerwone. Westchnął cicho i sięgnął po swoją broń, aby stwierdzić ile ma amunicji w magazynku.
Wpakował tylko sześć naboi w ghoule, pozostało dwadzieścia cztery. Zamknął ponownie magazynek i przyczepił go do strzelby. Pieczenie ciała powoli ustawało, ale oczy dalej były krwisto czerwone, wyjątkowo poza skalą normalności nawet dla Łowcy. Odbiło się to pozytywnie na jego wzroku, wszystko stało się znacznie wyraźniejsze, dostrzegał każdy możliwy szczegół w całej jaskini. Nawet nie zauważył, że jego włosy wyjątkowo szybko wyschły, zdążył już cały wyschnąć od wody, ale nie od zimnego potu, który zlał jego ciało.
Wtem jego wzrok przykuł pewien detal, bąbelki wypływające na taflę wody.
Długo nie trzeba było czekać, nie tylko wzrok ale i słuch zaobserwował zmianę w otoczeniu, coś zaraz stamtąd wylezie. Spojrzał kątem oka w stronę Ford, po czym zdał sobie sprawę kim ona na dobrą sprawę jest.
Odłożył broń na bok udając, że wszystko jest w porządku, ale wciąż trzymał na niej dłoń. Czekał wpatrzony w przestrzeń aż cokolwiek się tam znajduje, postanowi wynurzyć swoją pokraczność i ich zaatakuje.
Długo czekać nie musiał, wataha małych dziwadeł praktycznie wyskoczyła z wody i ruszyła w ich kierunku, po pięć na głowę.
Lewa dłoń, sztylet w ruch. Podczas podnoszenia się na równe nogi podskokiem pierwsze ostrze przecięło powietrze i zanurzyło się w odwłoku dziwadła. Kolejny z nich otrzymał za to niezdrową dawkę śrutu i ołowiu, wrzuciło go z powrotem do wody z silnym odrzutem. Jednak był to błąd, wyostrzony słuch sprawił, że ból ponownie zawitał w głowie od huku. Puścił broń przez co zawisła na zgięciu jego ramienia przy użyciu paska, a sam zajął się pozostałymi trzema potworami przy użyciu sztyletów. Rzut, rzut, rzut, jak na treningach. Wszystkie trafiły w swój cel, lata praktyk pozwoliły na stuprocentową skuteczność i celność.
Spojrzał w stronę Ford. No tak, ona nie miała takiego ekwipunku przy sobie. Jednak była wrogiem. Wrogiem, który próbował ją zabić i który zabrał jeden z jego sztyletów po tym jak ją uratował.
Ale w końcu sama powiedziała, że są teraz towarzyszami broni będąc cały czas w środku.
Rzut, rzut, zdjął dwa z pięciu śluzołapów będących niebezpiecznie blisko Ford, pozostałe są na jej głowie.


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Gość on 19/1/2016, 06:37
Ta chwila, to była tylko taka przenośnia. W rzeczywistości miała trwać znaczenie dłużej niż zaledwie kilka minut.
Trwaj chwilo jesteś piękna.
Byłaś piękna, oj byłaś. Teraz przerodziłaś się w koszmar.
Ford zrobiła zaledwie kilka kroków w tył, a skóra zaczęła palić ją żywym ogniem. Miała wrażenie, że jest marzanną którą trzeba jak najszybciej ugasić. Tyle, że to podstępna woda była sprawca zamieszania. Zdjęła z siebie prędko kurtkę i rzuciła na ziemie. Marzanna zamiast do wody, trafiła do piachu. Eliminatorka turlała się jak beczka, po piasku. Nie było czasu do stracenia. By pozbyć się ostatnich resztek wilgoci i zapewnić skórze minimalna barierę ochronną, wcierała w siebie piach. Jeżeli i on jest skażony wirusem, to apokalipsa robi sobie z niej jaja, a ludzie na dobrą sprawę powinni przestać istnieć.
Spieczony naskórek odchodził płatami, a Ford jeszcze mocniej poczęła trzeć. Ból piekącej skóry niemal wypalał jej mózg. Spodnie, włosy, twarz, ciało – wszystko było pokryte warstwą piasku, który niczym nowy naskórek przylepił się do jej ciała. Nie przejmowała się, że wygląda jak piaskowy demon. Do czasu dotarcia do miasta, to powinno, musi wystarczyć. Już widzi te wszystkie testy kontrole na przywitanie. Wzdryga na samą myśl.
Z wody wynurzyły się sporych rozmiarów poczwary. Pięć dla niej i pięć dla Sleipnira. Jak wojsko, patyczkowate odnóża maszerowały na nich w równej liczebności. Dopiero co wstała, a znów rzuciła się na ziemię, łapiąc ramonezę. Zapięła się po samą szyję. Gruba skóra ochroni ją przed tym, co zaraz właśnie zamierza zrobić. A koszulę, którą to dostała od Sleipnira w przypływie miłosierdzia, owinęła wokół ręki. Najbliższemu śluzołapowi podcięła nogi. Wielki korpus, tak nieproporcjonalny do cienkich odnóży głucho uderzył w ziemię. Wojskowy nóż zagłębił się w oczodole stwora. Przygniatając go butem, wyjęła szybkim ruchem broń. Popatrzyła na Łowcę i pomachała mu jego koszulą.
- Przydaje się. Dzięki! – krzyknęła.
Zostały cztery.
Fruu. Zabrany wcześniej Sleipnirowi sztylet wylądował w ciele kolejnego przeciwnika. Nie ma to jak trujące sushi z dodatkami na obiad.
Trzy.
Odskoczyła do tyłu, po czym z gracja łosia wylądowała na ziemi. Zbyt szybkie poruszanie się na grząskim gruncie skończyło się poślizgnięciem. Bestia przybliżała się do Ford, a za nią szły dwie kolejne. Odbiła się od ziemi i zdzieliła glanem prosto w rybi pysk, śluzołapa. Rzut nożem dobił poczwarę.
Dwa.
Ona patrzy na nie, a one na nią. One biegną, Ford czeka. Są coraz bliżej. Rachel wyjmuje rewolwer.
Szast, szats!
Zaskoczona popatrzyła w stronę, z której poleciały dwa śmiercionośne ostrza i powaliły jej przeciwników.
Sleipnir nie wyglądał lepiej od niej, ale żył. Dobrze dla niego. No i dla niej też.
Rozejrzała się dookoła. Chwilowo nie widząc kolejnego niebezpieczeństwa, nie licząc łowcy - sztuk jeden, oparła ciężko nogę na wystającym wciąż ze śluzołapa nożu i stanęła w napoleońskiej pozie. Wszędzie leżały porozrzucane martwe ciała bestii. Ręce Ford pokryły liczne małe pęcherz, ale poza tym nie widziała żadnych śladów poparzenia lepką wydzieliną. Popatrzyła poważnie na Sleipnira, a jej przekrwione oczy przypominały swoją czerwienią oczy łowcy. Tylko plamka w prawej tęczówce odznaczała się na tle swoją żółcią.
- Zgłodniałam.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Gość on 27/1/2016, 19:52
Williama od pewnego czasu nękało bardzo nieprzyjemne uczucie, podpowiadające mu, że jego podopieczny znów się w coś wpieprzył. Teza ta znalazła potwierdzenie w momencie w którym nie znalazł łowcy w barze, a jego towarzysze napomykali coś na temat, jakiejś akcji w Desperacji. Nie zdradzili mu większych szczegółów poza terenem operacji pozwalając sobie również na wyrażenie zdziwienia, czemu on o tym nie wiedział. Właśnie, czemu? Za każdym razem sam sobie zadawał to pytanie, by zaraz potem bawić się w detektywa, jednocześnie dumając nad tym czemu to  stulatkowie mieli nieprzyjemny zwyczaj nie spowiadania się odnośnie tego, gdzie zamierzają zniknąć na cały dzień, kilka godzin, czy też minut. Will wymagał jedynie tego by Marcus, o ile nie potrafił przesiedzieć swojego życia na dupie, dzielił się z nim swoim planem dnia. Najlepiej takim uwzględniającym wszystko w sposób nader szczegółowy co najmniej miesiąc w przód. Czy to było tak wiele? Naturalnie anioł nie dopuszczał do myśli, że to jego nadgorliwość w wykonywaniu swej powinności może powodować takie, a nie inne zachowanie podopiecznego.
Po opuszczeniu M3 wzniósł się w powietrze przemierzając splugawione tereny. Porywisty wiatr w pewnym momencie zmusił go o wylądowania na ziemi wprost w objęcia burzy piaskowej, tak morderczej dla większości. Po pewnym czasie napotkał pierwsze ciała. Były w miarę świeże. Otaksował je chłodnym spojrzeniem i podążał dalej, pozwalając się prowadzić swemu przeczuciu. Tym sposobem natrafił na jaskinię. Przykucnął przy palenisku, odczytując ślady walki. Powinien się śpieszyć. Schował skrzydła, a jego sylwetka zniknęła w wejściu.
Już pokrótce natrafił na pierwsze przeszkody - bezrozumne bestie. Czymże były one dla niego? Szedł przed siebie niewzruszony sprawiając, że wszystko dookoła zamarzało. Woda zmieniała się w lodową ścieżkę, a nieprzyjazne stworzenie kruszyły się nim zdołały wykonać jakiś niecny ruch skierowany ku niemu. Do jego uszu doszły dźwięki wystrzałów. Zmrużył swe ślepia kryjąc za nimi niepokój. Gdy doszedł do niebezpiecznego spadku mruknął coś niezadowalającego pod nosem i wysunął nieznacznie dłoń przed siebie tworząc strome, lodowe stopnie. Jego ciężkie kroki niosły się echem, gdy inne w tym momencie cichły. Nim jeszcze go dostrzegli jego osobę na pewno poczuli nieznaczny chłód i trzaskającą taflę wody, która przeobrażała się w gruby lód po którym on zaczął tąpać.  
- Czemu mi to robisz. Za każdym razem. - Rzucił w przestrzeń, a z otworów przyłbicy wydobyła się para spowodowana nieznacznym obniżeniem się temperatury powietrza w okolicy. Dało się wyczuć pewien wyrzut w jego głosie, będącym bardzo znajomym dla łowcy. Anioł przystanął na środku w tym momencie zamrożonego jeziora. Spojrzał kątem oka na kobietę. - Ostatnie czego bym się spodziewał to odnalezienie cie w towarzystwie kobiety. - Otaksował jej osobę uważnie - Wroga. - Wydał osąd będący zgodny z prawdą. - I to wroga, który przy tobie ciągle żyje. - Na swój sposób nie potrafił ukryć dumy z tego wydarzenia. Czyżby w końcu, po tych dziesięciu latach, Slei poczynił jaki postępy w swej chorobliwej zawiści? Chrząknął, po czym zaplótł ręce na torsie i przekrzywił nieznaczni głowę na bok. Co, jak co - oczekiwał wyjaśnień. Czemu w ogóle był zmuszony go poszukiwać...

|Władza nad lodem 1/3





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Sleipnir on 30/1/2016, 12:25
Westchnął głośno, ten dzień był równie zaskakujący i niespodziewany co męczący. Jedyny plus to taki, że przynajmniej nie zardzewiał jeśli chodzi o jego celność.
Wyciągnął ostrza z każdego śluzołapa po kolei na tyle uważnie aby nie ubabrać się ich krwią, bądź co bądź lubił swoją skórę. Wyciągnął również pozostałe dwa z przeuroczych rybek nieopodal Ford. Przemył każde ostrze w wodzie, po czym wytarł o wcześniej urwany rękaw od koszuli.
Podszedł Ford na tyle blisko żeby mógł zobaczyć jej oparzone dłonie.
Zgłodniałam.
Nie przejął się zbytnio tymi słowami, jedynie spojrzał na nią z góry i.. pocałował. Tak na zwieńczenie całej tej sytuacji. Odwrócił się po całym incydencie i zaczął zbierać swoje rzeczy. Czuł w kościach, że "ktoś" zaraz tu przyjdzie. Albo po prostu czuł narastający chłód. Spakował swoje rzeczy (poza AA-12) do plecaka i ubrał się tak aby mógł z marszu wyjść na powierzchnię. Temperatura stawała się coraz niższa, choć jedynie o stopień, dwa.
- Moja.. a raczej nasza droga wyjścia się zbliża, jesteśmy bezpieczni. - Powiedział podchodząc do niej.
- Jeżeli kiedyś przyjdzie nam spotkać się na wojnie to mam nadzieję, że moja kula dosięgnie cie ostatnią. - Powiedział wyciągając do niej rękę. Kiedy ją uścisnęła dodał jedynie od siebie ostatnie zdanie.
- Kwestia bezpieczeństwa, nie bierz tego do siebie, ale nie możemy pozwolić żebyś zapamiętała nasze drogi. - Dodał, po czym.. no cóż, co tu się rozwodzić. Jebnął jej z dyńki.
Wymruczał do samego siebie coś o stalowej głowie trzymając zwiędłe ciało Ford aby nie upadła i wziął ją na ręce.
W tym momencie pojawił się on, w końcu zresztą.
- Widzisz, jednak może coś wyniosłem z twoich lekcji. - Powiedział bardziej do samego siebie niż do Williama.
Poprawił wszelaki bagaż, który posiadał i przypomniał sobie jeszcze o jednej rzeczy.
- Zobacz jaki piękny cud techniki i technologii, dosyć stary model, ale wyjątkowo użyteczny. Mam zamiar wykonać taki sam, przeczyścić oryginał i odesłać do prawowitego właściciela. Widzisz? Nawet nie chce jej okraść, jedynie pożyczyć coś od niej. - Powiedział z uśmiechem na twarzy po czym ruszył po lodowej drodze w stronę wyjścia.
- Zabierz nas stąd, Williamie. Długa droga przed nami a tej dziewoi nie może się przydarzyć zbyt wiele złego, ten dzień już wystarczająco dał nam w kość.

[z/t]


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Skalny teren

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics