Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next   

Skalny teren    Pisanie by Gość on Czw Lis 19, 2015 9:00 pm
[Tu będzie kiedyś piękna tabelka z jakże malowniczym obrazkiem i równie twórczym tekstem.]




Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Czw Lis 19, 2015 9:14 pm
Okrzyki komend, huki granatów, piasek, strzały, więcej piasku. Natarcia wojskowych i łowców, acz zażarte słabły z każdym podmuchem wchodzącego w każdy zakamarek ciała piasku. Od oczu, po ubrania, na cholernych skarpetkach nie kończąc. Najwidoczniej natura chciała się przyłączyć do jatki, ale nikt nie był dla niej godnym przeciwnikiem.
Komendy ginęły na wietrze, nie docierając do nikogo. Ford widziała, jak każdy mimowolnie oddala się od siebie. Przysłoniła ręką oczy, ale i tak słaba widoczność malała z każdą sekundą.
-Halo, odbiór. Tu Eliminator Thomson. Odbiór! Słyszycie mnie! Niech kto żyw poda swoją pozycję!-krzyczała kobieta do krótkofalówki, starając się przekrzyczeć burzę.
-kszkszlyszblbzzz…- odezwało się w odpowiedzi pudełko, wypełnione kablami i piaskiem.
Przypięła bezużyteczny sprzęt do paska i poszukała wzrokiem kryjówki, ażeby uciec przed nawałnicą piasku.
Nie miała wyjścia. Jak nie przeczeka burzy, to skończy jako piaskowy bałwan, a do gwiazdki jeszcze trochę. Wypatrzyła lukę w wielkiej skale. Pobiegła najszybciej jak umiała w jej kierunku. Biegła i biegła, a gdy w końcu dobiegła starał się przecisnąć. Niefortunnie, biust oczywiście musiał utknąć. Powoli osunęła się na kolana, by na czworakach wepchnąć swoje wojskowe cztery litery do środka. Wypluła z ust piaskownicę i kaszląc wyciągnęła broń. Swojego jedynego, nieodłącznego kompana. Jeżeli piasek się do niego dobrał, to mało przydatnego.
Szum burzy oddalał się od niej z każdym jej krokiem kierowanym w głąb tajemniczego załomu. Było ciasno, ale piasek nie cisnął się do ust na chama, jak wypieki kochającej babci.
Usłyszała jakieś szuranie.
Ford przystanęła. Może jej się wydawało. Zaczesała włosy do tyłu, wytrzepując przy tym morze piasku.
„Cholera wie jaka gadzina tu mieszka.”I z tą myślą zawołała:
-Choć kici, kici.- jej głos odbił się głucho od skalistych ścian, chciała zawołać „no choć obiadku”, ale bała się że spłoszy zwierzynę. Kobieta wyszła z założenia, że po co ma się w ciszy ukrywać czekając, skoro może od razu rozprawić się z domniemanym mieszkańcem skalnej dziury.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sleipnir on Czw Lis 19, 2015 10:51 pm
Huk, grzmot, szum, padające ciała.
Nawet nie wiedział jak dał się wplątać w ten idiotyzm, będąc w osobistych sprawach na Desperacji dostał nagle cynk, że grupa Łowców zbierająca informację na temat "pewnego" gangu na tych terenach, wracając wpadła na oddział S.SPEC. A potem wszyscy wpadli na piaskową burzę. Doprawdy, lepszego powrotu wymarzyć sobie nie mógł.
Jedyny plus to to, że aktualnie nie musiał się martwić o swój pojazd ponieważ był w pracowni, rozkładany na części pierwsze przez Poisona.
Minus jednak był taki, że nie mógł przez to uciec przed zamiecią i musiał się gdzieś szybko schować, w innym przypadku to nie S.SPEC będzie jego problemem, a przysypanie toną piachu.
Rzucił komendę w stronę swojego oddziału aby rozproszyli się i poszukali schronienia, niebiescy zapewne spróbują zrobić to samo, jeśli nie to może uda się odzyskać trochę broni i naboi z ich zwłok.
Szukając czegokolwiek dla siebie ruszył w stronę najbliższych skał, długo szukać jednak nie musiał ponieważ kryjówka sama go znalazła.
Szybki zjazd po górze piachu i znajdował się w niewielkiej jaskini. Lepiej trafić nie mógł, piach przykrył większość wejścia, ale dalej umożliwia wyjście dobrą drogą oraz jest w środku wystarczająco miejsca żeby się gdzieś usadowić i to przeczekać.
Ciesząc się z obecnej sytuacji zaczął wysypywać piach z odzienia. Na szczęście był przyzwyczajony do tych klimatów i dlatego nawet jego broń, czyli AA-12 była przystosowana do tych warunków, dzięki czemu nie musiał się martwić o zacięcie czy też wybuchnięcie w ręce, które wiadomo czym by się skończyło.
Zdjął z siebie skórzaną kurtę i płaszcz aby miał na czym się rozłożyć, po czym pozbył się resztek piachu z buciorów.
Kiedy siedząc tak w samym podkoszulku zakładał ponownie obuwie, usłyszał nawołujący kobiecy głos.
chodź kici, kici.
Ki chuj?
Poprawił swoją strzelbę automatyczną i poczekał aż osobnik wychyli się zza ściany, kiedy jednak sięgał po swoją broń, usłyszał pociągnięcie za spust. Trzy słowny pacierz został odmówiony w myślach i liczył jedynie na to, żeby nie był to headshot. Okazało się jednak, że nie było to.. nic. Skonfundowany sięgnął po swoją broń i wymierzył w stronę nieznajomej kobiety.
- Niezbyt udany dzień widzę.



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 860
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Pią Lis 20, 2015 12:13 am
Ford martwiła się brakiem łączności ze swoją jednostką. Będzie musiała pogrzebać w krótkofalówce z nadzieją, że gdy pozbędzie się masy małych obcych ciał, zacznie znowu poprawnie działać. Przecież to niej jest jakiś tam szmelc. Poza tym, że nie zna dokładnego położenia wojskowych, była dosyć spokojna. Dawali sobie znaki do odwrotu, więc wycofali się dwójkami w miarę możliwości. Jej się to nie udało. Shit happens. Ostatnio miała taki natłok pracy, od aresztowania mutantów po nocach, po nudne zebrania wojskowe, na planowaniu bazy kończąc. Zapomniała, kiedy ostatnio jadła. Śpi ostatnio zaledwie kilka godzin. Ale to nie problem, przywykła do pracoholizmu. Gorzej z głodem. Miała jakieś suche racje…suche…Ale jeżeli jakimś cudem biegało coś zjadliwego w tym dzikim zakamarku, zdecydowanie wolała na to zapolować. I upolowała, no prawie…
Niezbyt udany dzień widzę. Dobiegł do jej uszu męski głos. Wykrzywiła usta w grymasie i wzniosła oczy do góry, pomstując w myślach na wredny los. O mało co, a zabiłaby go z miejsca, w ostatnim momencie nie pociągnęła za spust.
- Widzę, że nie wyglądasz jak mój obiad na który liczyłam.- odpowiedziała powoli, celując w mężczyznę, zamiast, na co bardzo liczyła, w zwierzynę. Dostrzegła wycelowaną w nią strzelbę. Tym bardziej się spięła.
Wzrok Ford coraz bardziej przyzwyczajał się do panującego półmroku. Mogła już widzieć, więcej niż tylko zarys sylwetki tajemniczego jegomościa. Nadal w niego celując, stała kilka metrów dalej na ugiętych nogach. Piasek, który dostał się pod ubranie, swędział i łaskotał ciało eliminatorki niemiłosiernie. Mimo to uśmiechnęła się leniwie jednym kącikiem, lekko rozbawiona.
- Proszę, proszę, a kogoż tu przywiało? Widzę, że nie tylko ja wpadłam na ten pomysł.- powiedziała lekko, patrząc zimnym wzrokiem. -Jesteś ranny? Może potrzebuje Pan eskorty.- w jej ton wkradła się nuta troskliwości. Zniżyła lufę rewolweru, nie celując już w głowę mężczyzny- Proponuję kajdanki i zawieszenie broni.-to była raczej fałszywa troskliwość.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sleipnir on Sob Lis 21, 2015 5:18 pm
Zaśmiał się słysząc jej propozycję. Rzekłby że ma jaja, ale to raczej typowe zachowanie S.SPEC.
Nie zniżył lufy nawet na chwilę, jedynie złapał pewniej broń.
- Zasypany piachem magnum celujący w kamizelkę kuloodporną przeciwko automatycznej strzelbie, która potrzebuje sekundy żeby cie podziurawić, a piach nie jest tutaj żadną przeszkodą. Jak sądzisz, kto jest w gorszej sytuacji? - Zapytał retorycznie i podniósł się na równe nogi.
Powolnym krokiem zmierzał w stronę nowej osoby, pewnie stawiając kroki.
Stanął przed nią, patrząc z góry swoimi czerwonymi ślepiami wprost na jej lico, różnica w masie i wzroście sprawiała, że pojedynek wręcz również byłby niekorzystny dla niej.
Wyciągnął powoli i tak aby ją widziała dłoń w stronę jej broni, sam celował aktualnie w sufit.
Jeżeli się na to zgodziła to chwycił magnuma i sam zniżył swoją broń, luźno trzymając rękę mierzył aktualnie w podłoże.
Zabrał obie ich bronie i obrócił się po to żeby rzucić je na swoje rzeczy.
Spodziewał się noża w plecy dlatego był cały czas czujny. Na tyle czujny, że usłyszał, po czym przyuważył małego skorpiona wesoło pląsającego w ich stronę.
Szybkie wyciągnięcie jednego ze sztyletów zza pasa i rzut.
- Masz swój obiad, spróbuję upolować więcej.
Skorpiony miały to do siebie, że upolowanie je było najprostsze przy użyciu właśnie noży miotanych, broń palna za bardzo je haratała, a samo dźgnięcie takowego groziło uprzednim dźgnięciem przez osobnika.
- Armstrong, miło mi. Brat tego Armstronga, który służył u was lata temu jako eliminator. - Przedstawił się w stronę Ford używając nazwiska ich matki.
Rozejrzał się za kolejną fauną krążącą w jaskini, ale nie udało mu się znaleźć żadnej kreatury, a nie miał zamiaru przeszukiwać dalszej i nieodkrytej części groty po to żeby nakarmić niebieskiego.
- Siadaj, polecam się wytrzepać. Chciałaś zawieszenie broni to je masz, jak teraz zaczniemy tutaj strzelać to po pierwsze ogłuchniemy, a po drugie zlecą się tutaj albo Łowcy albo S.SPEC, czyli na 50% ten, który przeżyje i tak zdechnie od ostrzału drugich.
Wyciągnął ze swojej torby resztę prowiantu który mu pozostał i część suchych kawałków drewna, które udało mu się upchnąć zwolniwszy wcześniej miejsca w plecaku. W końcu teraz nie niósł już głowy jednego z celów, które musiał dostarczyć do osobistego informatora.



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 860
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Sob Lis 21, 2015 7:25 pm
Ford wiedziała, że jest się w dość patowej sytuacji. Znalazła się w małej jaskini sam na sam z wrogiem. Uzbrojonym i patrząc na płynność z jaką wstał, zdecydowanie nie rannym. Brak łączności z jednostką. Skoro oni znaleźli tę kryjówkę, to ktoś jeszcze może ją znaleźć. Pytanie czy to będzie przyjaciel, a może kolejny wróg. Kobieta sam na sam z mężczyzną uzbrojony lepiej niż niejeden spec. Wojskowi często zapominają, że ich mundury nie uchronią ich przed, żadnymi krwi osobnikami. Dlatego Ford dawno zrezygnowała z tego typu pokazowych ciuszków, które nic jak tylko krępują ruchy. Zmrużyła oczy i wycelowała broń w mężczyznę. Zaciągnęła cyngiel. Usłyszała zgrzyt buntującej się broń.
Dupa, dupa, cycki, ja jebie, cholerna broń, przeklęty piach i nici, do jasnej ciasnej.– galopowały jej myśli. Mimo to na twarzy Ford nie drgnął ani jeden mięsień. Nie zmieniła swojej pozycji nawet na milimetr. Rewolwer nie wystrzeli, choćby się miał zesrać, piach dostał się do konstrukcji i nie ma szans by oddał choćby jeden strzał. Pewny siebie łowca stanął przed nią. Uniosła powoli głowę licząc różnicę w ich wzroście. Brwi Ford poszybowały w górę w niemym rozbawieniu.
-Słuchaj nie wiem czym Cię karmili w dzieciństwie, ale ździebka przesadzili.
Wyciągnął rękę w stronę jej broni, a ona pozwoliła ją sobie odebrać. Tak po prostu. Wojskowy w życiu nie dałby sobie odebrać broni. Ale założenia Ford są proste, bezużyteczna broń to niepotrzebna broń. Patrzyła czujnie jak odrzuca ich bronie na swoje rzeczy. Wyciągnęła nóż wojskowy, chowając go za plecami. Odruchowo wystawiła rękę z nożem w obronnym geście gdy mężczyzna wyjął sztylet. Nie był on jednak przeznaczony dla niej. Nieopodal tańcujący skorpion, w ciągu zaledwie kilku sekund dokonał żywota. Zdziwiona spojrzała na łowcę. Jeszcze bardziej się zdziwiła, że zwierzę umarło dla niej. Schowała nóż.
-Panie Armstong- zaczęła, gdy łowca się przedstawił.-To miły gest, cieszę się, że nie muszę myśleć o kanibalizmie, ale nie wiadomo jak miałbyś być smaczny, nawet patykiem bym Twoich zwłok nie tknęła.- Odezwała się szczerze, próbując zrozumieć co kombinuje jej przeciwnik. Nie zamierza jednak zmarnować okazji, na uzupełnienie białka, toteż podeszła do pajęczaka i chwyciła wbity w jego pancerz sztylet. Wstała trzymając przekąskę. Przypatrywała jej się z każdej strony. Obserwując jednocześnie poczynania kręcącego się mężczyzny. Szybkim ruchem urwała jego telson. Samą końcówkę ogona. Schowała go ostrożnie do kieszeni kurtki. Może marna broń, ale kobiety od wieków słyną z używania trucizn. I to z dużą skutecznością w przypadku mężczyzn.
Ford oparła się o ścianę i wyciągnęła cygaro. Zapaliła je zamyślona.
-Taak masz trochę racji, niestety musze przyznać. Strzelanina w takim załomie to mało kusząca perspektywa.- okręciła trzyma wciąż sztylet z wbitym skorpionem, patrząc jak ogonek podskakuje radośnie.- Dziękuję postoję.- odpowiedziała lakonicznie zaciągając się cygarem. Opracowując w głowie misterny i śmiercionośny plan. Zmarszczyła brwi. Zamruczała niezadowolona pod nosem. Nic nie przychodziło jej do głowy. Postanowiła więc zdać się na instynkt.
-Nazywam się Rachel Ford Thomson. Eliminator. To przykre, że ktoś z wojskowymi koneksjami, tak się stoczył. Szkoda, rzekłabym. Wybrałeś buntowników. I tak nic nie zdziałacie. Nie myślałeś o tym żeby się poddać? Mógłbyś wiele osiągnąć gdybyś zmienił front.- Rzuciła sztylet, a ten wbił się w ziemię. Zje zdobycz, jak rozpalą małe ognisko. Odepchnęła się od ściany i powoli podeszła do łowcy.
-Póki co na obecną chwilę, panie Armstorng. Zdaje sobie pan sprawę, że zostaje pan aresztowany.-jej niski głos obijał się echem od skalnych ścian, a wraz z nim brzdęk wyjmowanych kajdanek.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sleipnir on Sob Lis 21, 2015 8:24 pm
Rozejrzał się po jaskini aby ulokować gdzieś potencjalne ognisko. Idealny moment żeby przekonać się jak ostrożna jest jego towarzyszka. Szukał wzrokiem ogona skorpiona, lecz ten gdzieś się zapodział, cóż za przypadek.
Próba wyciągnięcia od niej jakichkolwiek informacji zapewne zakończyłaby się fiaskiem więc nawet nie próbował, zamiast tego mógł przeprowadzić zwykłą konwersację.
- Kocham to wasze gadanie, od każdego SPECa, który jest w patowej sytuacji słyszę to samo. "Wybrałeś złą stronę", "byłbyś wysoko postawiony u nas", "I tak przegracie". To znak, że już godzisz się ze śmiercią, Ford? - Zapytał odpalając swoją fajkę i nakładając na siebie płaszcz. Kto wie, może jego moc mu się przyda.
Chwycił mocno kawałki drewna w dłonie i spojrzał w stronę Ford, po czym uśmiechnął się pod nosem.
- Łap - Powiedział w momencie kiedy cisnął w nią dwoma kawałkami uschniętego drewna, chciał sprawdzić jej refleks, który jeśli okaże się zbyt słaby to zapewne lekko ją poobija.
Jeżeli udało jej się złapać oba kawałki (przy czym zapewne upuściła sztylet) to zaczął bić jej brawo, w końcu siła, którą posiada niedźwiedź nie należy do ludzkich.
Jeżeli jednak nie to czy to jego wina, że jego przeciwnik się nie pilnuje? Zawsze mógł rzucić sztyletami i już ją uśmiercić.
Kiedy jednak usłyszał dźwięk kajdanek to zaśmiał się głośno, choć w głębi irytowało go jej nastawienie, jest wręcz trywialne. Podniósł się ponownie na równe nogi i baczył na jej dłonie, w końcu pod ręką posiadała truciznę i zapewne jakieś ostrze.
- Masz fetysz zakuwać większych od siebie facetów w kajdanki? Tego w sumie jeszcze z żadną nie próbowałem. - Odpowiedział sarkastycznie i wyciągnął zapalniczkę żeby w końcu rozpalić niewielkie ognisko.
Po uporaniu się z opałem stanął obok niej na chwilę i przypatrywał się ognisku.
- Kiedy dopiero co odkrywaliśmy ten wynalazek wszyscy byliśmy sobie równi, nie było żadnego podziału poza żywymi i martwymi. Dlaczego teraz tak nie ma?
Wyciągnął ze swojej torby paczkę suchego mięsa i przerwał je na pół.
- Masz, nawet nie próbuj komentować. Uznajmy to za ostatnią wieczerzę.
Dzielić się z wrogiem jedzeniem, czeka na ten meteoryt który nadlatuje na koniec świata. Kiedyś się, kurwa, doczeka.



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 860
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Sob Lis 21, 2015 10:13 pm
Ford wiedziała, ze jej słowa, mogą być katalizatorem do i tak już burzliwej reakcji, do jakiej zmierzało to spotkanie. Mimo to wybuch nie nastąpił. Zaczęła, mimowolnie, podziwiać opanowanie przeciwnika. No, ale napakowani faceci, mało czego się boją. Może to być ich piętą achillesową w ostatecznym starciu.
-Nasze gadki są konieczne, kto wie może się nawrócicie. Chociaż i tak jest, dla was za późno.-pociągnęła bucha cygara i uśmiechnęła się cynicznie.-Pogodzona ze śmiercią? Powiedziałabym raczej że często sobie machamy.– Obracając sztylet w dłoni, pociągnęła kolejnego bucha. Na szczęście. Ponieważ łowca cisnął w nią kawałkami drewna. Zdążał rzucić sztylet w ziemie i przygryźć zębami cygaro. Siła rzutu odrzuciła kobietę na ścianę, od której zdążyła się dopiero co odepchnąć. Ale złapała. Skrzywiła się lekko.
-Tak, dziękuję Ci z całego serca.- powiedziała kwaśno.
Podeszła powoli wyjmując kajdanki. Zatrzymała się krok przed Armstrongiem. Uniosła brwi w górę, słysząc komentarz.
-Wątpię żebyś był uległym typem faceta. Nie czułbyś się najlepiej w roli skutego i takiego bezbronnego, wobec kobiety. To nie fetysz, tylko procedura zawodowa. Ale możemy z tym poczekać do rozpalenia ogniska.-Odsunęła się robiąc mu miejsce. I obserwowała uważnie. Szybko jej się to znudziło, bo piasek zaczął sobie przypominać, drapiąc niemiłosiernie jej ciało. Przetrzepała na szybko spodnie, zdjęła skórę i wytrzepała ją delikatnie. Gdy łowca stanął obok niej, wytrzepała piasek z bluzki, machając dekoltem, jak dusząca się w upalny dzień panienka. Wpatrywała się zafascynowana, jak języki ognia pochłaniają łapczywie drewno.
-Byliśmy równi, ponieważ wszyscy mogliśmy nazywać się zwykłymi homo sapiens. Teraz jest inaczej.- przyjrzała się profilowi mężczyzny, na którym tańczyło światło ogniska, przekształcając nienaturalnie rysy twarzy. –Jesteśmy teraz jak światło i cień. Walczymy o miejsce. I chociaż pochodzimy od tego samego nigdy nie będziemy tacy sami. Jedno zawsze będzie chciało zdominować drugie. Nie ma równości. Nie ma zrozumienia.
Znowu lekko zdziwiona, wzięła do ręki kawałek jedzenia. Nagle bardzo rozradowana klapła obok ogniska i sprawdzając, czy nie jest zatrute, nigdy nic nie wiadomo, zaczęła jeść.
-Ostatnia wieczerza? Bosko wręcz.- odezwała się gdy przełknęła pierwszy dłuży kęs. Zaczesała niesforne włosy do tyłu.- Wiesz, co się odwlecze to nie uciecze i tak będę zmuszona Cię aresztować.- Zmrużyła oczy i zła ugryzła kolejny kęs. To chyba wina kobiecych humorów, ponieważ spojrzała na szkarłatnookiego z lekkim rozbawieniem i zapytała:
-No to jak to jest. Z Twoją historia. Zły i rozgoryczony na obecną władze postanowiłeś zostać łowca i włóczysz się po desperacji ze swoją bandą oraz wprowadzasz zamęt w mieście? A może chcesz zostać dyktatorem nowego ładu. Wprowadzić własne zasady. Wychodząc z założenia, że jako zwykły obywatel prędzej byś się zaharował na śmierć i umarł jako nieudany podlizywacz butów?- ognisko trzaskało, przerywając złowieszczy bezruch. Czas tak jakby zatrzymał się dla tej dwójki. Ford chociaż bawiła się słowami, z charakterystyczną sobie dozą złośliwości, poważnie prowadziła konwersację. Była na prawdę ciekawa niektórych rzeczy. Dlatego słowa jakie kierowała do łowcy nie miały na celu mu dopiec. Zapewne taka świadomość niczego by łowcy nie ułatwiła.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sleipnir on Sob Lis 21, 2015 11:27 pm
Usiadł na przeciwko niej ze swoim kawałkiem mięsa. Szum burzy był równie mocny co wcześniej, ale w jaskini nie roznosił się na tyle żeby przeszkadzał w czymkolwiek, ot taki dodatek muzykalny od matki natury, który przygrywa w kącie.
Spojrzał na swoją rozmówczynię, na której odbijał się blask ognia. Nie próbował nic wyczytać z jej twarzy, takie cuda nie były zbytnio jego broszką, on wolał to robić widząc zachowania i reakcje. Po prostu na nią patrzył, bez nienawiści czy odrazy, ze zwykłą ciekawością i neutralnością, jakby był strudzonym wędrowcem, który napotkał drugiego takowego i wymieniają się nawzajem opowieściami przy świetle gwiazd.
Słysząc jej słowa nie odpowiedział od razu, dalej był skupiony przypatrywaniu się jej niespotykanej w Japonii urodzie, stawiał na angielkę tak jak on. Wyrwał się jednak po chwili z zamyślenia i uśmiechnął się pod nosem.
- Zmuszona jesteś do aresztowania mnie od momentu jak mnie zobaczyłaś, do zastrzelenia mnie zresztą też gdyż iż celowałem w końcu w Ciebie. A jednak siedzisz tu ze mną, osobą która zamordowała wielu niebieskich, i jesz ze mną posiłek, który ja podarowałem eliminatorowi, który ma na swoim koncie pewnie niewiele mniej trupów ode mnie.
Wgryzł się w swój posiłek udowadniając, że strawa nie jest w żaden sposób wzbogacona o trujące składniki. No, chyba, że ktoś miał uczulenie na sól i kilka przypraw, ale to już jego sprawa.
Wiedział, że zapyta o jego historię, po prostu, kurwa, wiedział. A jednak stwierdził, że czemu by nie opowiedzieć jej o sobie trochę? W końcu i tak wyjdzie stąd martwa, ewentualnie on. No, chyba że go naprawdę dziwnym cudem przekona do niepociągnięcia za spust.
- Od piątego roku życia mieszkałem ze swoim ojcem i bratem w M2. Kiedy miałem 15 lat a mój brat, Charles, 13, nasz ojciec został zamordowany przez tamtejszego oficera S.SPEC przez jego własny grymas, mój ojciec zajmował się dostarczaniem drewna, który był niezbędnym surowcem do wielu rzeczy w tamtejszej jednostce niebieskich i pewnego razu po prostu nie wrócił. Podobno próbował oszukać wojsko na ilość materiałów, ale po latach zdobyłem informację, że tamten oficer był po prostu pijany i sobie to ubzdurał, więc po skatowaniu mojego ojca zastrzelił go i osierocił tym sposobem dwójkę młodych chłopaków. Musiałem się przez to zaciągnąć do mafii aby utrzymać mnie i mojego brata. W międzyczasie zamieszkała z nami jedna dziewczyna, ale to dosyć nieistotne. Istotne jest to, że władza w M2 była na tyle skorumpowana, że nasza mafia, jak i jeszcze jedna, rozrastała się w zaskakującym tempie. Po latach jednak, kiedy miałem już dwudziestkę na karku, jeden z układów poszedł kurewsko źle i do naszej siedziby wparowało kilkuset SPECów. Zamordowali szefa, który był dla mnie jak ojciec i tych którzy przeżyli wpakowali do więzienia. Przesiedziałem tam 6 lat będąc katowanym i torturowanym dla czystej zabawy niebieskich, przez co moje ciało jest oszpecone w wielu miejscach bliznami. Po 6 latach jednak udało nam się uciec w większej grupie. Wiesz co mnie zastało w domu? Nic. Dom mojego ojca, dom mój i mojego brata był spalony do cna, nie pozostało w nim nic. Wtedy stwierdziłem, że mam dość, skorzystałem ze swoich kontaktów nabytych w więzieniu aby ruszyć do M3 i przyłączyć się do rebeliantów, w nadziei że odnajdę swojego brata. I co? I po latach dowiedziałem się, że "zginął na akcji". Pierdolenie, nie znaleźli nawet kawałka, nawet plamki krwi, która należała do niego, widać było, że został porwany a oni nie zrobili z tym nic. Nie próbowali nawet uratować swojego najlepszego eliminatora, bo im się to najwyraźniej nie opłacało. Wiesz co jest zabawne? Gdybym cię porwał teraz to skończyłabyś tak samo jak on. Chuj wie jak. Nie próbowaliby się dowiedzieć co się z tobą stało bo łatwo mogliby cie zastąpić.
Kiedy skończył swój monolog skończyło mu się również jedzenie w ręku. Wstał więc aby sięgnąć kolejne i ponownie porwał je na dwie połówki, z czego jedną wręczył Ford. Dziewczyna budziła u niego znacznie więcej sympatii po tym co opowiedział, może widział w niej Charlesa, któremu sprali mózg. Może jej zrobili to samo, nagadali pierdolonych bzdur i wmówili, że to my jesteśmy tymi najgorszymi a oni są święci.



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 860
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Nie Lis 22, 2015 12:42 am
Świsty przebijającego się przez szczeliny załomu, podrywały ogień do tańca. Szalonego momentami, jak spotkanie dwójki zabójców. Gdzieniegdzie piach nawiewał do środka, jednak ukrywający się wrogowie, nie musieli się martwić, że utoną w morzu piasku, jak nieszczęśni marynarze. Nawet najwytrawniejszy pływak nie zwycięży sztormu bez wsparcia cudu, tak skąpego i kapryśnego.
On przypatrywał się jej. A ona jemu. Zaciekawiona tym czy w ogóle odpowie czy jak błędnie przypuszcza, spławi. Twardo spoglądała w jego krwawe oczy, jednak mimo psychologicznych sztuczek jakich uczą w wojsku wyższych rangą, nie potrafiła nic wyczytać.
-Słuchaj, nie uśmiech mi się siedzieć i gawędzić z wrogiem. Ale no wybacz, głodna kobieta to irracjonalna kobieta. Myślę, ze na spokojnie moglibyśmy się licytować o to kto, kto ilu zabił, dopóki by nas krew nie zalała i nie pozabijalibyśmy się tak przed deserem. Bo ten mały skorpionik jeszcze czeka.
Ford słuchała historii łowcy, niczym harcerzyk słuchający strasznych historii drużynowego. Podparła policzek na dłoni i zakołysała się lekko. Jadła, jednocześnie, gdy opuszczała rękę z sucha strawą, to zawsze w pobliżu noża woskowego. Nie wiadomo co się stanie, gdy historia się skończy.
Może Armstrong stwierdzi „to koniec mojej historii, teraz musze cię zabić, choćby dlatego ze za dużo wiesz…”.
Na koniec jednak podał jej połówkę prowiantu, na co przyjęła ją bez wahania. Wpatrywała się w nią dłuższą chwilę ważąc w głowie słowa. Chciała cos powiedzieć, ale nie lubi pierdolenia o Szopenie. W wojsku masz wykonywać rozkazy, a nie wyrażać własne zdanie, albo co gorsza, komentować. Mimo wszystko postanowiła się odezwać. Powiedzieć co nieco, co sądzi. Czemu nie. I tak ta sielanka skończy się wraz z uspokojeniem się hulającej natury.
-Wiesz czasem po prostu brakuje ludzi. Wyobraź sobie, że ludzie wolą żyć swoimi złudzeniami, w zaciszu miasta, byle by tylko się nie wychylać. Nie widzieć co dzieje się za murami. Wojskowi wiedzą. Często od tego szaleją. Cały czas między dwoma światami. Z apokalipsy wracasz do utopi. Z utopi do szaleństwa. Mało się na to pisze. Nie wiem czemu, wojsko…a raczej rząd, nie zareagował na wieść zaginięcia eliminatora. Słyszałam o tym Armstongu. Wraz z jego zniknięciem znikły również plotki, ba! Legendy o jego poczynaniach. Może nie miał, kto go uratować. Poza tym jest jeszcze jedna kwestia. Jeżeli dajesz się porwać. Jesteś stracony. Nawet jeżeli przeżyjesz, możesz być już nieakceptowany przez tych z góry. Cholera wie jakie tajemnice mogłeś zdradzić. Wojsko nie potrzebuje nieudaczników. Skoro nie wykonujesz zadania znaczy, że nie potrafisz wywiązać się ze swojej funkcji.- Wrzuciła końcówkę, dawno już spalonego cygara do ognia i patrzyła chwilę jak płonie.-Jeżeli byś mnie porwał? Heh, no to po mnie. Znaczyłoby to, że nie nadawałam się do swojej funkcji i zasługuje na śmierć. Idealne miasto potrzebuje idealnych obrońców. Bo nie będzie idealne. Nas nauczono bezlitosności. Nas nauczono, że nie miejsca na porażki. Nas nauczono, że gdy nie bez wspólnego celu nie ma ideałów. Kto się wyłamuje ten jest dezerterem. U was łowców też tak przypadkiem nie jest? Ten co chce grać solo i sprzeciwia się idei łowców też kończy jako wyrzutek, niechciana jednostka…zwykły dezerter?- wzięła kęsa i żuła w zamyśleniu, przełknęła po czym spojrzała na rozmówcę, zimnym wzrokiem. Jak jeden zabójca na drugiego.- Mimo wszystkich tych wad, system dalej funkcjonuje. Będę walczyć u umrę ku chwale spec. Bo tak zdecydowałam. Czy to jest słuszne? Logiczne? Nie wiem. Zemsta…-zrobiła dramatyczną pauzę, starając się nie roześmiać.- …to dziecinada.- nie wytrzymała i zaśmiała się cicho pod nosem.-Ja też mam blizny, jednak nie zabijam wszystkich wymordowanych bez powodu, przez taką pruderyjność. Wiem, że są i niewinni. Dopóki nie podpadną władzy. Wtedy są to cele, które muszę wyeliminować. Czyli co? Obecnie jesteś po stronie rebeliantów przez zemstę? Zabijasz każdego speca, bo to bezmyślni mordercy pokrzywdzonych?
Skończyła swój monolog pytaniami, zastanawiając się, które z nich zginie pierwsze, ponieważ powoli przestawała łudzić się, ze zdoła ot tak skuć łowcę żywego i zaprowadzić do bazy. A burza bawiła się w najlepsze, ogień tańczył, a cienie szydziły, pełzając po ścianach małej jaskini.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sleipnir on Nie Lis 22, 2015 3:11 pm
Wysłuchał jej monologu, w końcu ona zrobiła to samo, choć po prostu odpowiedział na jej pytanie.
Parsknął cicho śmiechem kiedy tłumaczyła biednych niebieskich żołnierzyków, którzy musieli iść na Desperację a potem wracać do swoich luksusowych apartamentów, biedactwa.
Legendy o poczynaniach jego brata? To w jego typie, bał się wiedzieć jak bardzo wyprali mu mózg i do jakiego stanu fizycznego go doprowadzili, bał się, że nawet gdyby go teraz odnalazł to by go nie poznał.
Jeżeli dasz się porwać to jesteś stracony.
Zapamięta, nigdy już nie wypuszczać swoich ofiar, w końcu nawet jeśli ujdą z życiem to nie wrócą do swojego dawnego życia, a tak to może ich chociaż jeszcze trochę pomęczyć ku własnej uciesze.
- Gdybym zabijał każdego SPECa to już byłabyś martwa, Ford. Tak jak i pół waszych jednostek. Nawet sobie nie wyobrażasz jak głęboko jesteśmy z wami zakorzenieni. Kiedyś sama to zauważysz, że spojrzysz za siebie i nie będziesz miała już pewności kto tak naprawdę skrywa czerwone oczy pod soczewkami, a możesz być pewna, że niejeden już takowy cie minął. W mundurze.
Przerwał żeby zjeść kawałek swojego mięsa i po chwili wrócił do swojej wypowiedzi.
- Pozbywamy się zgniłych kawałków waszego pysznego owocu. Smutne jest to, że im głębiej was rozcinamy tym więcej okazuje się już nieodwracalnie zepsute. Gdybyśmy robili to z zemsty to już dawno przegralibyśmy, bo po prostu ruszylibyśmy na was całą swoją siłą, a wy zgnietlibyście nas przy trzeciej fali androidów. Nasz cel jest o wiele głębszy niż myślisz. Czasem sam się zastanawiam kto bardziej chce dobra dla tego miasta, Asellus, czy ja.
Szelest inny niż piachu dotarł do jego uszu, to stanowczo coś większego niż skorpion. Sięgnął powoli po sztylet i pokazał go Ford aby wiedziała, że broń nie jest przygotowana na nią i poczekał, aż jego przyzwyczajone do mroku od kilkudziesięciu lat oczy wykryją gada. A wykryły akurat wtedy kiedy ten pełznął w stronę Ford, widać wydawała się łatwiejszym celem. Szybki rzut, trafienie w głowę i krótkie syknięcie gada oznajmiającego jego śmierć.
- Deser, polecam odciąć głowę i przypiec nad ogniem zanim wyschnie do końca. Otrzep go jedynie z piasku. - Powiedział podnosząc się żeby wyciągnąć ostrze z głowy gada.



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 860
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Nie Lis 22, 2015 4:45 pm
Ford bawiło to, że łowca jeszcze nie wstał i najzwyczajniej w świecie jej nie przyłożył. Szczerze, czekała na ten moment już od jakiegoś czasu. Z nie do końca dla niej jasnych okoliczności, to nie nastąpiło. Przekazała trochę informacji o funkcjonowaniu systemu, który buntownik powinien doskonale znać. W końcu, to chyba logiczne, że musisz wiedzieć przeciw czemu się buntujesz. Albo po prostu jest się marionetką własnego poczucia pokrzywdzenia. Ford przekrzywiła głowę nasłuchując. Wszystko pięknie, cacy, jedzą, gadają, a matka natura nie śpi, tak jak jej dzieci. Uznała jednak, że się przesłyszała i ugryzła kolejny kęs, lekko spięta.
-Och ależ oczywiście, że wiem. Przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę. Zawsze bierze się pod uwagę błąd bezwzględny, ale w ostatecznym rozrachunku, nawet się on nie wlicza. Możecie sobie hasać, między naszymi szeregami do czasu. Gdy znajdziemy wasze mrowisko, to będzie tylko kwestia czasu, kiedy wpuścimy środek owadobójczy. Nie ma siły na system doskonały.- otrzepała ręce z resztek jedzenia i założyła kurtkę.-Kawałki przegniłego owocu mówisz. Co ja mogę powiedzieć. To chyba miłe, że pomagacie udoskonalać system pozbywając się niedoskonałości. Mimo wszystko nie potrzebna nam do tego wasza pomoc, mamy własny system sprawiedliwości do tego.- Odchyliła się do tyłu by rozprostować kręgosłup i popatrzeć na coś innego niż ogień i pociągająca twarz łowcy.
Mężczyzna wyjął sztylet, na co ona błyskawicznie wyjęła nóż i poderwała się na równe nogi. Już drugi sztylet, w dalszym ciągu nie przeznaczony dla niej. Gadzina podrygiwała spazmatycznie, zabita jednym machnięciem uzbrojonej ręki łowcy, które z trudem eliminatorka zarejestrowała. Popatrzyła na gada, widać że obrał sobie ją za cel. Zmarszczyła brwi. Fakt, zwierzęta atakują osobniki, które uznają za słabsze, ale ćma ciągnąca do światła to ostatecznie martwa ćma. Stała z podkurczonymi kolanami, wciąż z uniesioną ręką z nożem w geście obronnym. Gdy mężczyzna wstał, zamierzając zbliżyć się do gadziny. Ford skierowała ostrze noża w stronę łowcy.
-Siedź i nie rumakuj, sama się zajmę tym deserem. Starczy nawet dla dwojga, jeżeli wiesz jak go pokroić, a tak się składa że ja wiem. Czy wszyscy mężczyźni się tak zachowują niezależnie od rasy? Słuchaj ja nie jestem tu na wczasach. Nie jestem panienką, którą trzeba pouczać. Protekcjonalność już dawno wyszła z mody, mój panie.–powiedziała lekko zrzędzącym babskim tonem.
Sama podeszła do truchła, skoro i tak stała na nogach.
-Jedna rzecz mnie zastanawia. Na prawdę chcesz dobra dla miasta? Uważasz, że nawet bardziej niż dyktator? No proszę, czyli komuś marzy się jednak nowy ład i względny porządek. „Ja” mówisz. A gdzie podziało się to „my”. Nie no było przy „Nasz cel jest o wiele głębszy niż myślisz”, ale uważaj bo się zapędzisz we własnych ambicjach. To byłoby z lekka kiepskie, nie sądzisz? Szkoda, że nie widzicie ile dobrego stworzyli tak zwani ”niebiescy”. Ale to chyba taka tendencja do zwracania uwagi na gorsze..hmmm..aspekty historii.- zbliżyła się do jeszcze ciepłej gadziny, odgradzając się nożem od łowcy. Czujna, ale nie spięta. Już nie. Bo jest czas na myślenie, na głupie refleksie i czas na zbijanie.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sleipnir on Nie Gru 13, 2015 3:24 pm
Parsknął śmiechem kiedy skierowała ostrze w jego stronę i nie przejmując się tym ani odrobinę dalej szedł wolno w wybranym kierunku.
- Nie wiem co ci siedzi w głowie, ale mi chodzi o mój sztylet. A dokładniej oba. - Wyciągnął z gada swoje ostrze i wyciągnął rękę w jej stronę niemo domagając się drugiego kawałka stali, który Ford sobie tymczasowo przywłaszczyła.
- Możesz w końcu zająć się tą gadziną swoim sprzętem, prawda? - Zapytał z uśmiechem na twarzy i przyczepił sztylety do paska tak aby mógł do nich sięgnąć bez przeszkód.
Wtem usłyszał krzyki na tyle głośne i przerażone, że przebiły się one przez ustającą burzę piaskową.
Dźwięki szarpaniny, rozdzierania skóry i próby pokonania przeciwnika. Definitywnie nie był to pojedynek między Łowcami a S.SPECami.
Burza stawała się coraz cichsza a krzyki coraz głośniejsze, niestety i one gasły po jakimś czasie zwiastując kolejną śmierć. Przypomniało mu się od razu jedno zdanie, które wybitnie było teraz trafne przez to, że nie wiadomo, która strona właśnie była mordowana.
- Nieważne ile języków przewija się na wojnie, każdy człowiek umierając krzyczy w tym samym.
Głośny pisk "ptaków" dał jednak jasno do zrozumienia co właśnie dziesiątkuje obie strony, Flygnylle.
Najwyraźniej wyleciały w poszukiwaniu pokarmu i zebrały się całą grupą, pojedyncze jednostki nie byłyby w stanie tak przetrzepać sił armii. Wtem Sleipnir przypomniał sobie ich węch.
Szybkie zasypanie ognia, sięgnięcie po broń i usadowienie się obok Ford zajęło nie więcej niż 10 sekund. Zanim cokolwiek postanowiła powiedzieć, zakrył jej palcem usta.
- Naprawdę nie chcesz żeby nas teraz znalazły, zwłaszcza, że często ciągną za sobą ghoule. - Wyszeptał i przyciągnął ją bliżej do siebie, miał w dupie to, że pracuje teraz dla niebieskich, jak się nie ogrzeją i nie będą cicho to nic nie zostanie z żadnej ze stron.



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 860
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Gość on Pon Gru 14, 2015 1:01 am
Ford uśmiechnęła się krzywo, ale nic nie powiedziała. Rozbawienie malowało się w jej zgniłozielonych oczach, szybko jednak się opanowała.
Ani myślała oddać łowcy sztylet. Tak oczywiście, proszę bardzo, jeszcze Ci go wypucowałam Kochanie… no chyba żart.
Nie zmieniła pozycji, kiedy podszedł do niej powoli i pewnie nadal by tak stała, gdyby nie mrożące krew w żyłach krzyki. Zmarszczyła brwi, nasłuchując, lekko zaniepokojona. Sleipnir szybciej połapał się w zagrożeniu, jakie niemal puka do skromnych drzwi jaskini. Nawet nie zdążyła zaprotestować, kiedy została hycnięta i posadzona na ziemi. Popatrzyła szeroko otwartymi oczami w krwistą czerwień oczu łowcy.
Charakterystyczny pisk dotarł nawet do jej uszu, szybko się połapała co to oznacza. Zła odtrąciła lekko rękę Sleipnira, która ją uciszała, ale nie odsunęła się od niego. Nie była na tyle głupia.
Swąd lekko żarzącego się ogniska drażnij jej nozdrza. Sięgnęła do kabury i zorientowała się, że nie ma przy sobie broni. No tak, przecież leży na rzeczach łowcy. Przypadek?
Bez namysłu przywarła do łowcy i przechyliła się na jego drugą stronę by sięgnąć po leżącego magnum'a. Ani myśli, by siedzieć z nożem wojskowym i czekać, aż wielki ptaszek i jakiś zombieland, nie daj co, zajrzy do tego skromnego schronienia, które nieszczęsnym trafem obydwoje wybrali.
Wygięła się bardziej i palcami przysunęła do siebie broń. To musiało być frustrujące dla łowcy, że spec macha mu tyłkiem przy twarzy, ale co poradzić, skoro kobieta się uparła.
Gdy chwyciła ją pewnie, usadowiła się obok łowcy, blisko, zdecydowanie dla niej za blisko.
-Wiem, musiałam sięgnąć po moją broń, bo nie będę się bronić samym nożem.-szepnęła mu do ucha.
Brak bijącego od ogniska ciepła niedługo zacznie im doskwierać. Nawet bardziej niż bliskość ich ciał.
-Ej wiesz, jak nas znajdą to oddam Ci sztylet.- zażartowała, mało zabawnie i "przytuliła" się do łowcy, waląc w myślach poprawność polityczną. Na tą chwilę panuje PIS...



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sleipnir on Pon Gru 21, 2015 10:31 pm
Nie interesowały go teraz jakiekolwiek żarty, chciał wyjść z tego żywy. Gromada chodzących trupów była coraz bardziej słyszalna, a Flygnylle coraz rzadziej wydawały z siebie dziwne okrzyki, jak słychać, zdążyły się już pożywić.
Horda zwłok mogła czuć co najwyżej dym z ogniska, który definitywnie nie pachniał zachęcająco, ale problemem był też unoszący się zapach pieczonego gada, który mógł co niektóre tutaj przyciągnąć.
Siedział cicho, nawet jego oddech był bezszelestny. Niestety, nie podziałało to na jednego z ghouli, który do jaskini wpadł..przypadkiem. Lekko skonsternowany po zjechaniu z góry piachu wprost na swoją rozpadającą się twarz, starał się podnieść na równe "nogi". No cóż, nie był to jego szczęśliwy dzień, w końcu wpadł do jaskini w której każdy potrafił zabijać. Szybki rzut kolejnym sztyletem, który zagościł wesoło w oczodole potwora szybko sprawił, że ten padł na ziemię i postanowił na niej pozostać, na zawsze.
Niestety, za duża ilość dźwięku.
Słychać było poruszenie wśród potworów, a to dawało tylko jeden wniosek, zaraz będzie ich tu definitywnie za dużo. Jednym susem poderwał się do pionu i zebrał wszystkie swoje rzeczy do plecaka, oprócz AA-12, które przewiesił sobie przez bark i odbezpieczył. W momencie sięgania po sztylet wystający z głowy umarlaka, kolejne zdążyły wparować do środka z równie wybitną gracją co ich poprzednik.
Jednak ten poziom jaskini definitywnie nie był w stanie pomieścić tylu bywalców, jedynym sposobem było znalezienie drogi ucieczki.
Spojrzał w stronę wcześniej odkrytego przejścia do niższej części i długo nie myśląc rzucił swój plecak w tamtą stronę.
- Wycofujemy się i to kurwa szybko, zabierz mój plecak i idź pierwsza, ja nam kupię odrobinę czasu! To nawet nie była prośba, to było logiczne myślenie uciekające z jego ust i ratujące ich życie.
Zbliżające się potwory nie dawały innego wyjścia z sytuacji. Szybkie sięgnięcie po AA-12 i głowy zaczęły opadać na ziemię, a bębenki płakać od bólu.
Ubicie trzech kolejnych ghouli zagradzało z lekka drogę pozostałym, które niezbyt wykształciły sobie umiejętność omijania przeszkód walających się po podłodze więc wpakował się od razu za Ford. Owe przejście miało tyle plusów, że ghoule definitywnie nie pomyślą o tym aby przejść bokiem do nich, a innym sposobem po prostu się nie zmieszczą, więc przynajmniej zażegnali jeden problem.



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 860
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Skalny teren    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry