Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4   

Naczytałeś się za dużo dram czy jak? ― Przechylił głowę na bok, wsuwając palce w czarne kosmyki, gdy oparł ją na swojej dłoni. Jego poczucie odpowiedzialności za swój bezkarny czyn było równe zeru, a słowa Marshalla, tego cholernego obrońcy sprawiedliwości dla porzuconych kobiet, nie uruchomiły jego sumienia, które najwidoczniej już od dłuższego czasu znajdowało się w stanie wstrzymania. O ile kiedyś w ogóle zostało użyte, a to również można było poddać wątpliwości. W jego odczuciu sytuacje, które opisywał chłopak były dość mocno przerysowane – zupełnie tak, jakby w prawdziwym życiu romantycy już dawno wyginęli. Choć Chase skłaniał się raczej ku zdaniu, że nikt nie mógł być na tyle głupi, by czekać i czekać w nieskończoność. ― Przedstawiasz to tak, jakbym co najmniej już za nią wyszedł, wyruszył na wojnę, zostawił ją z piątką dzieci na utrzymaniu, a mój powrót stoi pod jednym wielkim znakiem zapytania. Litości. ― Przesunął ręką po policzku, zanim ta opadła na blat ze zgłuszonym plaśnięciem, doprowadzając do tego, że łyżeczki zadzwoniły cicho o talerze. ― Nie to, żebym próbował wyjść na geniuszabo oczywiście już nim jestemale gdyby ktoś nie przyszedł na umówione spotkanie, po godzinie założyłbym, że albo ma mnie w dupie, albo wysłany gołąb pocztowy nie dotarł do wskazanej osoby, ewentualnie ten ktoś miał coś ważnego do zrobienia, jednak gdyby choć trochę zależało mu na spotkaniu, wysłałby kogoś z wieścią, że nie może się pojawić. Ja tego nie zrobiłem, więc sprawa rozwiązuje się sama. Możesz wierzyć lub nie, ale dziewczyny nie uważają, że Penelopa to idealny wzór do naśladowania. Za dwa dni znajdzie sobie nowy obiekt westchnień i uzna, że to miłość jej życia, dlatego nie spinaj się aż tak z powodu głupiego zauroczenia wobec kogoś, kogo – jak zakładam – nawet dobrze nie znała, skoro sama nie umiała spojrzeć mi w twarz. Myślała, że twoja prośba zmiękczy mi serce? ― parsknął pod nosem na myśl, że wysłanie kalekiego chłopaka było dość cwaną zagrywką. Jednak nie na tyle wystarczającą, jak się spodziewała.
Upił łyk kawy, by zwilżyć gardło sfatygowane kolejnym monologiem. Nie wierzył, że musiał tłumaczyć aż tak oczywiste rzeczy, jednak trzeba było przyznać, że wykazał się dość dużą cierpliwością i nie dał po sobie poznać, że uważał to za coś, czego nie powinno się tłumaczyć.
Osiwiejesz przedwcześnie, gdy będziesz brał na siebie sprawy innych ― stwierdził, doskonale zdając sobie sprawę, że ciemnooki nic by nie stracił, gdyby po prostu zignorował tę sprawę. Nie rozumiał, dlaczego do tego stopnia drążył ten temat. Wright zmrużył nieznacznie powieki, przyglądając mu się z badawczą podejrzliwością. Czy właśnie brał udział w teście „Jak wielkim skurwielem jesteś”?
To chyba oczywiste.
Ty to wiesz, ja to wiem, ale on dopiero musi się przekonać.
Ich spotkanie było całkiem przyjemne. Nie rewelacyjne, ale znośne. Przynajmniej dopóki nikt inny nie zakłócał im spokoju. O ile wcześniej Wright wydawał się być całkiem rozgadanym rozmówcą, tak towarzystwo Bridget i Cath w większej mierze zamknęło mu usta, choć wielkim błędem byłoby uznać, że błękitnooki poczuł się skrępowany obecnością przedstawicielek płci przeciwnej. Gdyby tak było, jasnowłosy prawdopodobnie zyskałby kolejną przypuszczalną teorię na temat tego, dlaczego nie wybrał się na spotkanie. Paplanina tej durnej suki – jak brunet „pieszczotliwie” nazwał ją w myślach – wraz z każdym słowem zdawała się coraz bardziej drażniąca. Uświadamiała mu, że ludzie naprawdę potrafili być tak głupi i nie zdawać sobie sprawy, że od samej ich obecności można było dostać raka z przerzutami.
„Wiesz o co mi chodzi, nie?”
Wzruszył barkami, choć zamiast odczytać z niego to, że gówno go to obchodziło, rozmówczyni uznała, że tym samym poprosił ją o wyjaśnienia. Jaka szkoda, że nie zauważyła błędu w swoim rozumowaniu i teraz sama doprowadziła do tego, by słuchy o Stephanie rozniosły się dalej.
„Co się stało ze Steph?”
Chase odruchowo pokręcił głową, jednak odrobinę za późno, by wybić ciemnookiemu z głowy podejmowanie jakiejkolwiek rozmowy. Zaraz w zrezygnowaniu rozmasował kark, odchylając na moment głowę do tyłu, jakby w myślach zwrócił się do samego Boga z pytaniem, za co go tak pokarał.
I wtedy się zaczęło.
Miał nadzieję, że Brokhert żałował tej decyzji równie mocno, co on żałował, że jeszcze nie wstał od stołu i nie wyszedł. Tym bardziej, że już wkrótce miał się przekonać, że w tym wszystkim bynajmniej nie chodziło o martwą dziewczynę, a o to, by jej tragiczną historię wykorzystać do swoich własnych celów, przez co Wright nie do końca był świadomy tego, że jego twarz wykrzywiła się w bijący po oczach niesmaku.
Oczywiście, że bym nie chciał ― przyznał, co dla Cath okazało się dość zaskakującym stwierdzeniem, jednak usta samej zainteresowanej rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, gdy zatrzepotała swoimi sztucznymi rzęsami w zalotnym wyrazie. ― Upadek z mostu to zdecydowanie zbyt niewielka wysokość. Normalnie to na jego miejscu znalazłbym miejsce bardziej adekwatne do twojego ego i w ogóle. Twój upadek byłby doskonałym odwzorowaniem tego, jak wielka przestrzeń dzieli twoje IQ od tego, jaka w rzeczywistości się czujesz.
Nie rozumiem. ― Raz jeszcze zamrugała oczami, jednak tym razem w bardziej zdezorientowanym geście. Ten tępy wyraz twarzy pasował do niej o wiele bardziej.
Gruba dziewczyna zamarła za to z rozchylonymi ustami, co także prezentowało się dość idiotycznie, biorąc pod uwagę, że zaraz przed nimi znajdował się nabity na widelczyk kawałek ciasta, którego nie wpakowała sobie do ust z tego całego szoku.
Właśnie o tym mówię.
Chase, złotko. Czy ty mnie obrażasz?
Skąd. Czczę twoją głupotę równie mocno, co jestem zachwycony tym, że przerwałaś moją randkę ― rzucił, już nie bacząc na szczeniacki ton i ironię, które wkradły się w jego słowa. Chociaż spotkanie z Marshallem randką bynajmniej nie było, dla dziewczyny to słowo podziałało jak klucz, który wyodrębniła spośród całej wypowiedzi. Nie przejęła się zarzutem co do jej braku inteligencji, jednak świadomość tego, że jej wybranek właśnie spotykał się z kimś innym było już zupełnie inną ligą.
Jaką randkę? ― Przemknęła wzrokiem po lokalu, szukając zdziry, która wkroczyła na jej teren. W pobliżu nie było nikogo, kto choćby zbliżał się do ich stolika i chwilę zajęło jej, nim wreszcie umalowane oczy zwróciły swoje spojrzenie na towarzyszącego im inwalidę. Jej usta utworzyły kształtne „O”, by zaraz zwęzić się do dzióbka. Poddała chłopaka chwilowej analizie, zanim parsknęła głośnym śmiechem. ― No nie wierzę. Litujesz się nad poszkodowanymi? Szkoda, że Steph już odeszła, normalnie poznałabym ich ze sobą.
Briggie... ― dziewczyna niemalże bezgłośnie poruszyła ustami, przez co ciężko było jej się przebić przez rozbawiony chichot szatynki.
A myślał, że gorzej już być nie mogło.

_________________


WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.




Zero
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 4455

Powrót do góry Go down

Re: Sometimes I don't know why we'd rather live than die. | Zero x Grow |    Pisanie by Arcanine on Pią Sie 11, 2017 2:41 am
Marshall starał się nie pokazywać po sobie, jak bardzo irytowało go ciągnięcie tego tematu, tym bardziej, że nie on go zaczął, ale nic nie mógł poradzić na drgnięcie brwi, które samo w sobie zdradziło jego stan. Wpatrywał się nieruchomo w Chase'a, gdy ten dalej brnął w bagno i wydawało mu się, że czarnowłosy naprawdę wchodzi w bajoro. Wpierw wkłada stopę, a czarna maź przyjmuje ją z ssącym odgłosem, który wciąga nogę aż po kolano. Potem, wbrew wszystkim rodzajom logiki, chłopak wdeptuje w papkę drugim butem, a ten niknie w grzęzawisku; Chase zapada się po samo udo. Jego twarz nie wydaje się nawet w połowie przestraszona, zaskoczona albo niechętna. Co za baran z własnej woli robiłby coś takiego? Marshall zmarszczył lekko nos.  
Nieważne — rzucił dobitnie, dla podkreślenia swojej decyzji przecinając wyprostowaną w palcach dłonią powietrze. — Tylko odpowiedziałem na twoje pytanie. Naprawdę sądzisz, Wright, że pragnę słuchać twojego tłumaczenia się? Starczy mi tyle, że wydukałeś cały monolog na temat, który przecież dawno się skończył. Więc nieważne, okej?
Nie zadawaj pytań, skoro potem masz marudzić na otrzymywane odpowiedzi, pomyślał dodatkowo, ale nie dopowiedział tego na głos; zdał sobie sprawę, że mimowolnie sam pociągnął temat, który przecież chciał urwać i teraz był zły także na siebie.
Obecność Bridget i Cath w pewnym stopniu była więc mu na rękę, bo trajkotanie tej pierwszej skutecznie zamazało wspomnienie o poprzedniej dyskusji. Dziewczyna była zresztą rażącą na fluorescencyjny kolor plamą na środku czarnego tła i wbrew niechęci, jaka trzymała się Brokherta i która wręcz nakazywała mu nie znosić rozgadanej panienki, jedno trzeba było przyznać — Bridget przyciągała uwagę.
Gdyby Chase przyciągał ją równie mocno, możliwe, że Marshall w porę rozszyfrowałby jego spojrzenie. Zamiast tego blondyn uniósł lekko lewą brew, jakby tylko dzięki temu mógł rzucić w przestrzeń zaskoczone: no co?
Ale potem naprawdę pożałował.
Historia opowiedziana przez Bridget równie dobrze mogła być zakodowana — pewnie mniej więcej tyle samo zrozumiałby z niej Brokhert. Chłopak spuścił wzrok na blat i przegryzł dolną wargę w zdenerwowaniu. Spóźnił się o pół sekundy. Gdyby pół sekundy wcześniej spojrzał na Wrighta...
… być może oszczędziłby im obu raka. Z przerzutami.
Przede wszystkim oszczędziłby sobie szyderstw. Wierzyć mu się nie chciało, że jeszcze nie odszczeknął. Siedział przy ich stoliku ze zmarszczonymi brwiami i rękoma pod stołem. Palce zacisnął na materiale spodni, milcząc uparcie; bo co miał do powiedzenia? W tej chwili naprawdę czuł się jakby przegrał. Czegokolwiek nie powie, efekt okaże się beznadziejny, a Bridget, jakkolwiek tępa nie była, podchwyci haczyk i wyłowi na wierzch więcej jadowitych wniosków.
Marshall czuł, jak rośnie w nim gniew. Był jak balon umieszczony za szponami jego żeber — i powiększał się niepohamowanie, napierając na jego ciało od środka, jakby chciał je rozerwać. Blondyn uniósł nagle spojrzenie i wbił je w Chase'a, w oczach zalśniło oskarżenie.
Po co to mówiłeś? Po co w ogóle kłapiesz tym swoim jęzorem, do diabła? Bawią cię takie żarty? O co ci chodzi? O co ci, do kurwy nędzy, chodzi, Chase?
Ale nic takiego nie powiedział.
Bridget zacmokała rozbawiona, choć w tym geście dało się zauważyć przede wszystkim szyderstwo.
Ciesz się, tępa zdziro. Wygrałaś.
Marshall czuł, jak na policzki wpływa mu czerwień zażenowania, na którą nic nie mógł poradzić. Balon rozdął się jeszcze bardziej i Brokhert zdał sobie sprawę, że ma zatkane gardło; gula uciskała je na tyle, by czuł dyskomfort przy najlżejszym przełknięciu śliny. Co go w ogóle podkusiło, by tu przychodzić?
Bridget nagle przysłoniła usta dłonią.
— Oh, naprawdę? Boże, co za żałosny widok i w ogóle. Chase, złotko, chodźmy stąd.
Ona naprawdę wierzyła, że się z niej nie nabijał; naprawdę uważała, że dorastała mu do pięt przynajmniej na tyle, aby oprzeć swoją dłoń o jego i czuć się do tego w pełni upoważnioną. Wstała zaraz po tym, obrzucając Marshalla spojrzeniem kobiety wyższych sfer.
— Cath, idziemy. Nie ma sensu tu dłużej siedzieć! — zakomunikowała ciemnowłosa, odrzucając wolną ręką włosy z ramion.
Cath ledwo domknęła buzię.
— Ale ja jeszcze...
— Zjesz w drodze. Razem z Chasem nie mamy zamiaru dłużej oddychać tym samym azotem i w ogóle. No rusz się, dziewczyno!
Spierdalajcie. Marshall obrzucił ich nagle pogardliwym spojrzeniem. Wszyscy.

_________________

Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
„Znaj z odzieży – rzekł człowiek – co jestem, co mogę”.
Wprzód się roześmiał, rzekł potem człeku wilk ponury:
„Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry”.



Arcanine
-----------
Wilczur     Poziom E

avatar

Liczba postów : 20245

Powrót do góry Go down


Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics