Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on 22/6/2016, 13:16
Słuchał ich i w końcu zadowoleniem stwierdził, że przestali odstawiać szopki. Całe szczęście. Jego cierpliwość była na wykończeniu.  Wyglądało na to, że każdy wiedział co ma robić. Każdy przejął minimalną inicjatywą, dzięki czemu zaczęło to przypominać posunięcia doświadczonych najemników. Oparł się mocniej o okno plecami, by zaraz zerknąć przez szybę i zastanawiając się kiedy zamierza pojawić się ten drugi android.
- Wszyscy wiedzą co mają robić. Bądźmy ostrożni.  Stąpamy po bardzo grząskim gruncie. Zachowanie podejrzliwości w tej kwestii jest uzasadnione. Ja zostanę w siedzibie. W końcu dopiero wraz z Puchatkiem wróciliśmy z kasyna. Musimy się postawić do pionu. Cal będąc niewinnym powinien jakkolwiek wyjaśnić sytuację w barze. W końcu we czwórkę podejmowaliśmy się tej misji - odparł spokojnie. - Czas zwijać manele, za dużo szumu może się zrobić kiedy Doom wróci do siedziby. - Wstał z miejsca.
- Yury bądź ostrożny, nie wiadomo jak zareagują na ponowne węszenie. - Sądził, że zebranie powinno się jak najszybciej zakończyć. Czas ich nagle zaczął naglić.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 23/6/2016, 23:12
Skoro już została zdegradowana do osoby nie w stanie, to cóż. Można i tak. Ubezwłasnowolniona ofiara procentów postanowiła grzać kozetkę. Pies, który najrzadziej szczeka - najmocniej gryzie. Dobra rada, a może cicha groźba?
Ale… było dla Taro coś pięknego w tej chwili. Właśnie tutaj, w tym sypiącym się gabinecie hydry, właśnie teraz, gdy istnienie organizacji wisiało nad chcącą ich pochłonąć otchłanią wojny domowej, zjednoczyli się pomimo prywatnych zwar i niesnasek. Wierzcie lub nie, ale tak popierdolonej familii nigdzie nie znajdziecie. Czy zdajecie sobie z tego sprawę, czy nie, taplacie się w tym rodzinnym bagienku po same uszy. A wracając do chwili obecnej, właśnie siedziała naprzeciwko skierowanej w jej stronę lufy pistoletu Evana. Bardzo czystej, tak swoją drogą. Czyżby dawno nie używana?
- Chcesz ulgi? Ukojenia? – pokręciła głową i wstrzymała ręką rwącego się na pomoc Alfonso. Wierzyła w swoich ludzi, może bardziej niż oni w nią, ale nie podnieśliby na nią w ten sposób ręki na poważnie. Bo  czym by się wtedy różnili od zabójcy Siriona? No właśnie.
- Nie tędy droga, Książę. – Biedak targany emocjami kompletnie zagubił się w osaczającym serce żalu. Widać, że śmierć Szalonej jego spoliczkowała najbardziej. Mogła mu przez to tym razem wybaczyć szczeniackie, jak na jego wiek zachowanie. Sirion mianując ją swoim zastępcą miał ku temu powód, jeżeli nie umieją uszanować jego decyzji, a w szczególności Książę, to hipokryzją było całe to zgromadzenie. Oczywiście to jest tylko gdybanie, ponieważ zastęp najagresywniejszych mężczyzn Desperacji zebrał się w ciasnym pokoju hydry i stawał w obronie tego, którego już z nimi nie ma i choć nie pałali do niej chęcią, to również się o nią bardzo troszczyli. Choć oczywistym jest, ze nigdy się do tego nie przyznają. Męskie ego jest takie kruche. Ach. Wystarczyło rzucić hasłami nakreślającymi pierwsze działanie, by reszta zgromadzenia mogła je podchwycić i rozwinąć. Zadowolona słuchała jak wysnuwają w końcu wnioski i kreślą logiczny, sensowny plan działania. Golizna, ręczniczki, łomot drzwi i wzajemne powarkiwania ustąpiły żywej dyskusji. Aż w końcu większość wiedziała co ma robić, a ona więcej nie musiała kiwnąć palcem. Ruda podchwyciła temat i z Żurkiem sprawnie się uwinęli. Cieszyła się, że zgłosili się inni chcący przeszukać bar, bo dla niej osobiście mogłoby to być zbyt trudne zważywszy na fakt, że jej przywiązanie do Siriona było zbyt świeże, w porównaniu z dużo starszymi od niej członkami, którzy przeżyli z nim dużo dłużej. Mogłaby nie wytrzymać, a wparowanie czołgiem na teren przybytku uznawany za NEUTRALNĄ ostoję dla wszystkich desperatów mógłby zbyt rozgrzać i tak napiętą atmosferę pomiędzy Drug-on a resztą świata. Dobrze jest mieć takie wsparcie w tak trudnej chwili jak ta. Może dlatego tak się do organizacji mimowolnie przywiązała. Pozostawała tylko kwestia nowego pradawnego, uwikłanego w śmierć poprzedniego. Zdecydowanie trzeba go odnaleźć.  A może czekać aż sam się w końcu pojawi? Bo kiedyś musi. Ale ona się już dość nasiedziała. Czas gra na ich niekorzyść.
-  Uważajcie na DOGSów. Sytuacja i tak jest między nami bardzo napięta. Żadnych burd z psami o ile nie będzie to konieczne. - powiedziała tylko. Telefon zabrzęczał, ale nawet nie musiała sprawdzać wiadomości. Wszyscy ją otrzymali.
- Ktoś jeszcze chce coś dodać? – przeciągnęła się, kątem oka zerkając na Księcia - Evan znajdź wolną chwilę, chyba zechcesz wkrótce ze mną porozmawiać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 24/6/2016, 00:05
//Wybaczcie  za posta pod postem ;_;//

Coś jej w tym wszystkim nie pasowało. Tak jak wspomniała - już dość się nasiedziała. Własnie nadarzała się okazja by już teraz zacząć prostować tę sytuację. Sięgnęła po telefon i kołysząc się z udawaną infantylnością posłała wiadomość.
- Także Evan. Tak jak wspomniałam wkrótce porozmawiamy w cztery oczy. Póki co czas przywitać się z Doomsday'em. - wstała sprawnie z kozetki i odgarnęła włosy do tyłu. - Alfonso, zostajesz tutaj. Wezwę Cię później więc nie płacz. - skierowała się w stronę drzwi, ale zanim przekroczyła próg, przypomniało jej się coś jeszcze.
- Lenka, ładne gacie. Tak trzymać. Zero golizny na zebraniach.
Skierowała się do swojego pokoju wiedząc, że czeka ją batalia z Androidem. Każdy ruszał do swoich obowiązków. Ona też musi.
[z/t]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Yury on 24/6/2016, 00:42
Yury z reguły nie bawił się w współpracę, woląc załatwić wszystkie swoje sprawy na własną rękę, choć i od tej reguły były wyjątki w postaci dwóch osób - Morozova, jeszcze za czasów służby w S.SPEC, który był przydatny z powodu swoich umiejętności medycznych i Illij, lecz ten drugi ostatecznie coraz częściej grał mu na nerwach swoim niezdecydowaniem. Jednak w tym wypadku interes był wspólny. Nie było to bowiem pojedyncze zlecenie, ale coś co mogło na dłuższą metę całkowicie zdezorganizować Drug-onów.
Obdarzył tym razem kompletnie ubranego Levy'ego chłodnym, zdystansowanym spojrzeniem, wykrzywiając usta w coś na kształt uśmiechu, lecz w tym wypadku był zaledwie jego marną kreaturą. Oczywisty był fakt, że nie życzył im owocnej współpracy na żadnej płaszczyźnie. Chyba ostatecznie wolał strzelić sobie w łeb niż dopuścić do jakiekolwiek sytuacji, w której musiałby działać ramię w ramię z tym osobnikiem z predyspozycjami do ekshibicjonizmu, a samemu do przysłowiowego piekła mu się nie śpieszyło, mimo iż jego istnienie poddawał sporym wątpliwością.
Komu w drogę temu czas — odparł w końcu, tym samym powiadamiając swój niepotrzebny balast w charakterze trzech innych zadeklarowanych do pracy w terenie osobników i wypuścił ze świstem powietrze.  Na samą myśl, że musi oddychać tym samym powietrzem co ta przeklęta anielska kanalia chciało mu się rzygać. Sytuacja jednak tego wymagała i nie cierpiała zwłoki. Jeśli ciało Pradawnego zostało porzucone w nieładzie i składzie w randomowym miejscu musieli się pospieszyć, by nie padło ofiarą dzikich, wygłodniałych bestii.
Wychodząc, zerknął w przelocie na Rudą.
Informuj mnie na bieżąco — odparł, typując go na jedną z najbardziej ogarniających osób w towarzystwie. Oczywiście taką samą prośbę - o ile słowa rzucone mimochodem można tak nazwać - mógł zaadresować w kierunku dąsającego się Evana. Mniej jednak jego zaufanie do tego konkretnego Żmija nadal leżało i kwiczało przede wszystkim przez wspólny epizod z przeszłości i nawet na przestrzeni tych kilku lat nie uległo żadnej znaczącej deformacji.
Aż w końcu, bez żadnych uprzejmości, poszedł w ślad za Mercedes, którą chwilę temu przepuścił w drzwiach. Osobiście nie życzył jej śmierci. Skądinąd ona mogłaby doprowadzić do większego zamieszenia i w ostateczności nawet rozpadu Smoków. Honda była w końcu pierwszą kandydatką do stanie się głową organizacji.


zt x4 (Yury, Levy, Azie, Jers)


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 24/6/2016, 08:55
Powoli osoby tu będące przybierały poszczególne role. Koniec z żartami czy głupimi sytuacjami. Zaczęło się coś dziać, a to już spory plus. Evan obserwował i słuchał, wyciągając paczkę cygaretek. Wiedział, że Tyrr mógł nie mieć ochoty czuć paskudnego dymu, dlatego początkowo tylko włożył go sobie między wargi, zębami przygryzając ich końcówkę. Spojrzał się chłodno na Mercedes, kiedy śmiała do niego mówić. To miał być rozkaz czy prośba? W każdym razie żadne z tych nie zamierzał jakoś szczególnie 'spełniać'. Będzie chciała rozmawiać? Wtedy znajdzie Evana. On sam nie zamierzał do niej przychodzić i jej ubliżać. Kompletnie na to nie zasługiwała.
- Co mówiłaś? Bo dziwek nie mam zwyczaju słuchać - beznamiętne spojrzenie przebiegło po pokoju, kiedy poszczególne jednostki zaczęły wychodzić, jak i w tym sama Wieczna. Po posturze anioła dało się zauważyć, że ten nie zamierzał gdziekolwiek się ruszać. Chyba nawet wygodniej będzie, jeśli zostanie. Kto wie jakie szkody może wyrządzić będąc poza siedzibą - Nie, nie wydaje mi się abym miał z Tobą o czymkolwiek rozmawiać. Jeśli jednak Ty czujesz taką potrzebę, to prędzej czy później mnie znajdziesz. Ja nie zamierzam przychodzić - odparł zanim kobieta wyszła. Jeśli myśli, że mądrymi słowami coś wskóra, to się grubo myliła. Zabrał z ust cygaretkę, mlaszcząc z pewnym niesmakiem - Też zostaje. Będę u siebie - i po tych słowach wyszedł, tak samo jak jego pies, chowając uprzednie zabezpieczoną broń.

z/t





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 24/6/2016, 16:07
Obserwował tylko jak wszyscy się rozchodzą. W każdym razie cieszył się, że się zebraliśmy i ruszyliśmy dupę w troki i mieliśmy jakiś plan. Gdy usłyszał, że musi zostać lekko się zasmucił. Ale stwierdził że będzie pilnował Mercówny. Przepchnął się przed Evanem prawie go popychając ale jeden chuj i wybiegł z pokoju.


z/t





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Wartakus on 27/6/2016, 14:42
Widząc, że wszyscy się zbierają wzruszył ramionami. Zakręcił się i wyszedł z pokoju, nic nie dodając, nic nie ujmując.
Teraz musiał zająć się bardziej osobistymi sprawami.


[z/t]


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on 28/6/2016, 13:46
Śmietanka towarzyska zaczęła się rozchodzić w trybie natychmiastowym. Chociaż patrząc na biegnącego za Merc Alfonsa miał wrażenie, że ktoś został wystrzelony z procy. Nie chciał wnikać w relacje panujące między Wieczną, a nowo poznanym Smokiem. Na jego gust była za stara dla niego, ale co on tam wiedział.  Na szczęście Mercedes nie potrafiła czytać w myślach, bo pewnie znowu zaczęłaby się fantować i wrzeszczeć, że jest piękna i młoda. Takie ich przekomarzania.
Shane ogarnął wzrokiem panujący syf w pokoju Tyrella. Z korzystania z łazienki mógł już zapomnieć, podobnie o padnięciu na miękkie łóżko. Pomieszczenie przesiąkło sporą dawką testosteronu i potu.  Odsunął się od okna i sam zamierzał zniknąć z demolowanej rudery.
- Drzwi chyba nie da się już wstawić, powieś coś lepiej - zasugerował, wychodząc z pokoju zostawiając Tyrella samego w bałaganie jaki powstał przez ekipę demolującą wszystko, co im wpadnie w łapy.

[zt]





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 28/6/2016, 13:53
Sporo się działo, a Worg raczej nie miał sposobu na "włożenie" czegokolwiek od siebie w ich plany. W końcu, nawet gdyby posiadał najlepiej rozplanowaną akcje tuż pod swoim futrem, nikt by jej nie usłyszał.
Dlatego milczał. Siedział. Słuchał i patrzył. Przewracał oczyma na głupotę, wbijał spojrzenie w ziemię gdy już nie chciało mu się czasami tu siedzieć, aż w końcu plan się wykreował. Jest gotowy.
No i wszyscy się rozchodzą, a on nie ma tu co miejsca zajmować za nadto. Ruszył zatem też, gdy się już poprzeciskali przed nim, bo on niestety musiał mieć sporo miejsca by się wycisnąć z tego pokoiku.

[z/t]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Tyrell on 10/7/2016, 14:36
Kiedy smoki zaczęły opuszczać ciasny gabinet, poczuł mdlącą ulgę — elektromagnetyczny niepokój zaczął wietrzeć.
  Unoszący się w powietrzu smród nie zamierzał ulotnić się za wychodzącym towarzystwem; zapach trawionego zepsucia rozpoczynał swą ucztę na jego zmęczonym umyśle.
  Jasne, błyszczące tęczówki właściciela spojrzały za wychodzącym wiwernem; był zupełnie spokojny. Patrzył na niego bez wyrazu, nie czując nic. Złość i gniew zatraciła się gdzieś w rozgardiaszu pozostawionym po rozpływającej się grupie. Czy był tym samym Tyrellem sprzed kilku godzin?
  Duchota i irytujące napięcie — dotknął swojej skroni, próbując uspokoić pulsujący, tępy ból. Te wszystkie głosy i myśli. Gdzieś w ich ruinach leżała prawda.
  Zeskoczył z parapetu; jego stopy upadły tuż przy stosie porzuconych, grubych tomów medycznych. Nikt z zebranych nie potraktował ich nad wyraz specjalnie. Zlustrował wzorkiem „ścieżkę” prowadzącą do obdartej połowy drzwi i przemierzył ją czterema potężnymi krokami.
  Zatrzymał się i zmierzył materiał beznamiętnym wzrokiem. Teraz gdy do tego doszło czuł jedynie zimny spokój. Śmierć. Śmierć nigdy się nie zmienia. Ale ludzie tak. Kształtują ich ścieżki jakie przemierzają. Od momentu, w którym został wrzucony do tego świata, czuł, że ból i cierpienie jest mu przeznaczone. Nie chciał tego życia. Przecież nikt nie wybiera egzystencji na łysym padole, bo tego chce. Biedna, nędza, głód. Czy ktoś z własnej woli odmówiłby pełnemu dobrobytowi? Jednak jego tatuaże wiedziały więcej. Były jak tory; prowadziły go tylko tam gdzie powinien zmierzać. A jego miejsce było tu, wśród bezlitosnych bestii, a żeby odnaleźć miejsce przy ich boku musiał zacząć gryźć jak one.
  Wpatrując się w brązową, matową dyktę zdołał ujrzeć twarz Shane'a. Czemu wciąż próbujesz? — zapytał swoją podświadomość leniwym głosem. Poczuł duszącą gorycz gnieżdżąca się gdzieś w jego gardle. Tkwiła tam i dawała o sobie znać, jak niestrawiony kawałek suchej bułki. Nienawidził go, choć wcale go nie znał. Czyżby anioł był skłonny do tak skrajnych uczuć?
  Bez większego zainteresowania chwycił obdartą połowę drzwi i podniósł ją. Co jak co, nie zamierzał dzisiejszej nocy spędzić przy zasłonie w przejściu, zwłaszcza przy tej, którą Levy zdążył zbezcześcić z każdej strony. Zacisnął palce na szorstkiej powierzchni i zacisnął usta. Spiął się i przeniósł ją w stronę ziejącej luki. Oparł drewno o ścianę po zewnętrznej stornie, zasłaniając tym sposobem połowę przejścia. Z cichym westchnięciem ulgi oparł się plecami o futrynę i odchylił głowę.
Drzwi chyba nie da się już wstawić, powieś coś lepiej.
Palce Tyrella podpełzły do siebie i zacisnęły się.
  — Powieś coś lepiej — powtórzył, a jego ochrypły głos zabrzmiał jak dźwięk wypiłowanych pazurów przejeżdżających po lekcyjnej tablicy. — Może ty się tu powieś.
  Złapał za krawędź dykty i przyciągnął ją jeszcze odrobinę w swoją stronę.
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on 13/7/2016, 12:34
Nie było mu żal Tyrella, ani nawet nie miał najmniejsze ochoty, aby wykazać się krztą pomocy. Pozostawił chłopaka samemu sobie, nie mając zamiaru niańczyć upierdliwego bachora przez cały czas. Obecność dzieciaka przyprawiała go o mieszane uczucia, które tylko podsycały niechęć jaką do niego żywił. Ciągła obecność Tyrella, jego dziecięcy wzrok i zagubienie doprowadzał go do myśli, które najchętniej wepchnęłyby anioła w czarną otchłań. Nienawidził tego wzroku. Pełnego strachu, zdezorientowania i ...chęci do życia. Nie było nic złego w pragnieniu istnienia, jednak wybranie miejsce własnej egzystencji wiązało się z pewnymi konsekwencjami. Shane był  uosobieniem pokuty, jaką Tyrell musiał odbyć za grzechy jakich dopuścił się w Edenie, a Tyrell miał załagodzić czarną wypaloną dziurę w klatce piersiowej rudzielca, która straszyła niczym opuszczone budynki, pozbawione swych szklanych oczu.  

Shane leżał u siebie w pokoju, w łóżku. Był zmęczony. Sen nadszedł w zaskakująco szybkim tempie zaważając na atrakcje jakie przeżywał ostaniami czasy. Ciemność zagościła w pomieszczeniu na dobre, pochłaniając pomniejsze przedmioty własną materią. Przez brudne, zapuszczone okno wpadał nikły cień światła, dający łudzące wrażenie dawnych czasów.
Sen. Koszmar.
- Staczasz się, Shane. Jest coraz gorzej. Wiesz o tym.
- Stul pysk.

Cichy śmiech rozniósł się po pokoju, kiedy ciężkie powieki tępo wpatrywały się w obdrapany sufit. Wstał  i otwarł okno na roścież wpuszczając chłodne powietrze do pokoju. Oblepione potem ciało automatycznie przeszedł dreszcz. Przetarł dłonią twarz, wychodząc z pokoju i zmierzając do kuchni w poszukiwaniu czegoś do picia. W gardle, niczym na najgorętszej pustyni panowała susza. Przeszedł obok pokoju anioła i dostrzegł, że ten siedząc jak ostatni kretyn, pilnuje wejścia. Podniósł jedną brew do góry, przez chwile myśląc, że utknął w jakimś parszywie nieśmiesznym śnie. Zresztą, kto by się interesował byle szczylem. Polazł do kuchni i wracając ze szklanką wody, chciał minąć go. Ba, minął nawet jego pokój.
Nie bądź takim chujem, Shane. Dzieciak się stara.
Nikt mu nie każe.
...

Westchnął w irytacji na własną podświadomość. Coraz bardziej go wkurwiały te własne, rozchwiane nastroje, które zmuszały go do rzeczy, na które nie miał ochoty.
Cofnął się o krok w tył i spojrzał na żałosną, kupę nieszczęścia.
- Chodź - odparł, nie mając zamiaru się powtarzać. Jedna, jedyna szansa jaką mu dał.



[zt x2]





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics