Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 21/6/2016, 00:34
Obecna sytuacja u Smoków nie była najlepsza. Azizel nie przepadał za chaosem we wszelkim tego słowa znaczeniu, więc zamieszanie jakie panowało w ugrupowaniu, nie było mu na rękę w żadnym stopniu. Smoki Azie traktował jak swoją rodzinę. Co prawda była ona bardzo dysfunkcyjna i prawdopodobnie nie należałaby do tych wymarzonych, ale jak to się mówi lepsze to niż nic. Anioł nie wybrzydzał, zwłaszcza że w Drug-on miał co robić, a pomagać lubił, nieważne czy ktoś tego chciał czy nie.
Jersa lubił. Ten Przychlast zawsze był gdzieś daleko i robił to, czego Azie nie pochwalał, a gdy wracał, to nie wiedział na cym świat stoi. Azizel lubił rozmawiać, więc nie przeszkadzało mu to, że musiał streścić wszystkie wydarzenia. A ostatnimi czasy działo się dość dużo.  
Może Anioł nie był przykładnym członkiem organizacji, ale tak naprawdę z początku nie interesowało go to całe przejmowanie i dopiero po pewnym czasie zaczął dostrzegać, że coś jest nie tak jak być powinno. Jersemionowi również nie leżała taka sytuacja, co wyraźnie odbijało się na jego mimice.
Droga do miejsca spotkania upłynęła szybko i przy wtórze siarczystych przekleństw Windykatora. Cała złość szybko udzieliła się Hydrze, więc i on był poddenerwowany. Na szczęście napięcie uleciało z chwilą, w której drzwi domu Tyrella wyleciały z zawiasów, odsłaniając przed spóźnioną dwójką niemal wszystkich zgromadzonych.
– I niby tak się wszyscy mają buntować? Pijani i półnago? – Mruknął do Jersa, krzywiąc się na widok tego co zastał, nie zastanawiając się zbytnio nad tym czy reszta pożal się Boże buntowników go słyszy. – Jers, rzućmy to wszystko w cholerę i kupmy sobie kota. To bardziej opłacalne niż powierzenie swojego życia komuś, kto owija się w ściereczkę – powiedział.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Wartakus on 21/6/2016, 01:13
Ball siedział cały czas w tym samym miejscu i jedyne co obecnie robił to wzdychał i klął na tysiąc-i-pięciu bogów, że jednak tu przylazł. Zebranie to zapowiadało się jak kolejne przyprawiające o mdłości, spotkanie Drug-On. Jedna osoba mówi z sensem, jeden odpierdala jakiś szajs, reszta siedzi cicho.
Nie wiedział co mówili zanim wszedł to fakt, ale po zachowaniu Levy'ego widocznie jeszcze nic nie postanowili.
Zbyt trudne, by przygotować plan działania? Trzeba się wydurniać? Czemu tu jeszcze jestem?
Tego typu myśli przelatywały raz, za razem w jego głowie przyprawiając go o migrenę.
Zaczął masować się w miejscu skroni. Jak długo tu zostanie?
W sumie białowłosy miał zamiar wstać chwycić swój karabin i wyjść mówiąc słynne "Ustalcie coś i dajcie znać". Prawie to zrobił gdyby... nie jebany huk i drzwi, które jakby nigdy nic wleciały do wnętrza pomieszczenia.
Zaraz w ich uprzednim miejscu pojawił się anioł. Kolejna krzykliwa osoba i jakiś karzeł wraz z nią.

Ghoul cicho westchnął i dźwignął się na nogi.
- Kolejne skrzeczące pisklę zawitało w gnieździe. Teraz możesz wytłumaczyć czemu to rozpierdoliłeś drzwi, jebany bałwanie?
Ah! Ta nuta objętości, która ni chuj nie pasowała do kontekstu wypowiedzi!
- Zresztą, chuj z tobą i twoim lovelasem - machnął ręką tuż przed gębą anioła i zrezygnowany przeniósł wzrok na resztę smoków - Więc? Bando dzikusów, zamierzacie działać, czy dalej wprowadzać zamieszanie, gdziekolwiek nie postawicie swoich brudnych syr? Czy jednak macie zamiar coś ustalić?
Stał czekając na odpowiedź innych smoków zły ni to na siebie ni to na nich. Bo mógł zostać i kończyć robotę, ale z drugiej strony głupio mu było olać tą sytuację.
- Tak więc, po za Taro nikt nie ma wspaniałych pomysłów? Nie wnikając w sam pomysł torturowania androida, co jak dla mnie jest debilizmem, ale okej.
Rozłożył ręce na znak politowania wymawiając ostatnie słowa. Czekał na odpowiedź innych, chciał wiedzieć czy w ogóle jest tu po co siedzieć.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 21/6/2016, 09:42
-Bar bar bar...-wydukał z siebie.
-Torturowanie Androida? Hmm... Nie wiem czy te nowsze modele mają coś aka. organy albo cuś, ale raczej trudno będzie go torturować. Chociaż dwa wyjścia jeszcze są... Prądem albo włamać mu się do systemu. Na 100% trzeba przygotować się na opór.-powiedział wstając z podłogi. Oparł się o ścianę po czym zgniótł w łapie kawałek palącego się jeszcze skręta. Owszem palił się jeszcze i był w chuj gorący ale Alf masochista ból lubi.
-To kto w ogóle idzie z nami?-zapytał kierując zapytanie w części do Mercówny a w części do smoków.
Wnet zauważył jak to Levy odpierdala tańce godowe aby Mercówne podniecić. ~No kurwa no nie. No poprostu kurwa no nie...~pomyślał.
Wnet zobaczył jak tamten wrócił z prześwitującą zasłonką. Przekręcił głowę lekko w bok i oszacował długość po cichu: -Pfy. 17cm? Mały w chuj.-skierował wypowiedź do siebie ale zapewne Mercówna usłyszała bo była od niego jakieś dwa kroki.
-To jest kurwa dramat.-powiedział kierując wypowiedź w stronę Levego. -Ave chujezar czy co kurwa?-powiedział śmieszkując. -Wypierdalaj po ubranie raz kurwa hehe.-dokończył wypowiedź powstrzymując się od wybuchnięcia większym śmiechem.
Wnet drzwi wyjebało z zawiasów a Alf automatycznie schylił się i w ciągu dwóch sekund miał w ręce łuk i strzałę wycelowaną w miejsce wyjebanych teraz z zawiasów drzwi. Drzwi poleciały tuż pod jego nogi. Wtedy wbił jakiś ziomek a za nim jakiś drugi ziomek wyglądający na jego przydupasa. Alf był gotowy wystrzelić strzałę prosto w jego łeb, ale zauważył że ten cały gościu nie chce wszystkich rozpierdolić to położył łuk na ziemi i strzałę schował z powrotem do kołczanu. Gdy nieznajomi już wbili do pokoju to Alf się wkurwił trochu.
-No kurwa takie ładne dębowe drzwi. No kurwa młode jeszcze były pożyć chciały! Może kurwa dzieci miały! Ty brutalu jebany.-cisnął lekką wiązanką  w stronę  Jersemiona przy tym podnosząc drzwi jedną ręką i dokładając ję w miejsce wyrwanych zawiasów. Niestety drzwi nie chciały się go słuchać więc wystawił je z powtotem i jebnął o ścianę. Drzwi były porządne ale i tak lekkie jak dla niego. Podkurwiony lekko wrócił na swoje miejsce ściane podpierać obok Taro.


Ostatnio zmieniony przez Alfonso dnia 21/6/2016, 11:19, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Yury on 21/6/2016, 10:10
Trudno było jednoznacznie stwierdzić jakie stanowisko miał w kwestii śmierci przywódcy Yury. Oczywiście powiedzenie, że ciśnienie mu nie podskoczyło po przeczytanie smsa nie byłoby zgodne z prawdą. Jego stan emocjonalny osiągnął poziom wkurwienia, lecz ostatecznie zapał nieco przygasł w momencie, kiedy w oddali zamajaczyła Smocza Góra - być może to przyczyna pokonanych kilometrów, a może samego przekonania, że w tej sytuacji wszyscy bez wyjątku poniekąd mają związane ręce i właściwie trudno byłoby w tej sytuacji znaleźć w pełni sensowne wyjście, a także dojść do jednego słusznego wniosku. Złoty środek nie istniał. Zostały tylko domysły. Jasne, protekcjonalna wiadomość zostawiona przez domniemanie nieżyjącego Siriona była wystarczająco wymowna, by założyć, że android postanowił przejąć władzę bez wcześniejszych konsultacji z jakimikolwiek innymi Drug-onami, ale… pewność w tej kwestii była zerowa, prawie nieistniejąca.
Przemierzając korytarze, wsłuchiwał się w dudnienie swoich ociężałych kroków z wyraźną irytacją, która urosła do niebotycznych rozmiarów, gdy napotkał kolejny ślepy zaułek. Zachciało im się, kurwa, zebrań w norze, w której bywał od święta, a ta pierdolona "czwórka" już kiedyś migła mu przed oczami. Tylko gdzie? Pytanie bez odpowiedzi. Zerknął na swój czasomierz fachowo w cywilizowanym świecie nazywany zegarkiem i syknął, dopiero, gdy jego uwaga została przyciągnięta przez hałas. Po chwili zorientował się, że to tam musiało odbywać się zgromadzenie największych desperackich szumowin. I nie mylił się, bo w ostateczności jego nadwrażliwy słuch zarejestrował urocze głosiki paru sztuk, które brzmiały w jego mniemaniu kurewsko znajomo i tak samo wkurwiająco. Wsłuchiwał się w nie, by mniej więcej ustalić na jakim etapie dyskusji są i w między czasie oparł się o framugę drzwi swoim gabarytem zasłaniając niemal całą powierzchnie, w której znajdowały się marne pozostałości po desce, w realiach Desperacji pełniącej rolę drzwi.
Przebiegł wzrokiem po buntownikach i syknął na widok pewnego ewenementu w charakterze anioła, który od niepamiętnych lat grał mu na nerwach najgorsze z możliwych melodii, a w oku ukrytego za szkłami okularów pojawił się niezidentyfikowany błysk.
A ty co, kolego, taki w gorącej wodzie kąpany? Chcesz podzielić los drzwi, czy obnażającej się przed tłumem Lenki? — Zerknął na Śnieżkę, choć po zachrypniętym, wyraźnie zmęczonym tonie ciężko było wywnioskować, czy jego słowa faktycznie miały żartobliwy wydźwięk. Raczej tkwiły gdzieś pomiędzy tym burdelem i mogły równie dobrze wskazywać na to, że biomechowi kończyła się cierpliwość, która istniała w zasadzie w szczątkowych ilościach. — W rzeczy samej. Torturowanie androida byłoby idiotyzmem w najczystszej postaci. Wiem, co mówię. W końcu sam jestem na wpół kupą żelastwa. Nie mamy też w zasadzie pewności, czy Handlarz faktycznie planuje przejąć władzę, więc nerwy do konserwy pani i panowie. Jednym rozsądnym wyjściem z tej sytuacji byłoby odnalezienie zwłok umarlaka i zbadanie ich pod kątem faktycznej przyczyny śmierci. Oczywiście zakładając optymistycznie, że debil, który go ukatrupił, nie posprzątał po sobie. Tymczasowo pałeczkę po Łasicy powinna przejąć z oczywistych względów Honda. W tym układzie to do niej należałaby ostateczna decyzja, co robimy z tym szajsem.
Przetarł szorstką dłonią zakurzony przez desperacki piach policzek i wyciągnął z kieszeni kolejnego papierosa. Zapalił, delektując się jego smakiem.


_____________________________
R.I.P great day Jamochłonka~ ♥


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 21/6/2016, 14:28
Jego cierpliwość sięgała zenitu. Czuł się jak w cyrku - osoby, które tutaj były skutecznie go do tego faktu przekonywały. Krucho stąpali i pomimo tego, że anioł miał te 2 metry wzrostu, nikt nie zwracał na niego szczególnej uwagi. Do czasu.
Słuchał każdego po kolei. Ich wywodu, mocno wulgarnych i jakże niepotrzebnych słów. Tylko niektórzy z nich mówili z sensem, cała reszta pierdoliła same niedorzeczności. Po cholerę właściwie przyszli?
Prychnął kpiąco.
Nie rób głupstw.
Przecież jeszcze nie robię.
Pokaz mody Levy'ego przekroczył wszelakie granice. Doprawdy, to miało być zebranie? Trochę słabej jakość patrząc na okoliczności. Z irytacji Evan wyciągnął czarnego gnata, którego chował za długim, czerwonym płaszczem. Przeładował zgrabnie broń, którą w błyskawicznym tempie wycelował w Lev, zanim wrócił do łazienki. Miał strzelić, ale drzwi zasłoniły jego sylwetkę. Skrzywił się z niesmakiem, a broń wymierzył w Mercedes. Spojrzał się na nią uważnie, następnie wzrok kierując na głośnego dzieciaka. W jego oczach dało się dostrzec chęć mordu.
- Uspokój z łaski swojej tego szczeniaka, bo niczego kreatywnego nie wnosi do dyskusji, a robi sporo zamieszania swoim prostackim zachowaniem - rzucił chłodno na początek - Gdyby morderca Siriona miałby tutaj wpaść, świadczyłoby to o naszej niedbałości. Podobno miały tutaj się zjawić same zaufane osoby, czyż nie? Nie mamy pewności, czy to zrobił ten android, a nawet jeśli, to nie jest na tyle głupi, by pojawić się tutaj jakby nigdy nic. W końcu skoro przyczynił się do śmierci Pradawnego, nie sądzę, aby zrobił to nie mając konkretnego planu. Możemy być jego kolejnymi ofiarami, bo skąd wiadomo, czy nie ma ze sobą sojuszników lub pionków, które działają w jego imieniu? - dodał sucho, opuszczając rękę z bronią, jednak jej nie schował. Dalej trzymał odbezpieczoną broń w dłoni na wypadek gdyby. Natomiast na Levy'ego starał się nie zwracać zbytniej uwagi. To nie on był tutaj najważniejszy. Na Wartakusa zresztą też - Dobra, złapiemy go i co dalej? Wyobraź sobie, że teraz w jego obronie staje paręnaście osób, którzy się buntują przeciwko nam. Ludzie, wymordowani, aniołowie. Co w takiej sytuacji zrobisz? Będziesz działać na żywioł? Potrzebny jest konkretny plan, a nie słowa, które pięknie brzmią, ale tylko pięknie brzmią. Zgodzę się z Aratą. Na samą pamięć o Sirionie będzie trzeba znaleźć jego ciało. W końcu nie był byle kim. Niemniej nie wiem, kto by mógł przeprowadzić idealną sekcję zwłok, żeby dowiedzieć się w jaki sposób on zginął. Ślady raczej będą zatarte, a jak nie, to wygodniej dla nas. Jakieś sugestie? - spytał, unosząc tym samym jedną brew, wymownie patrząc na Rudą. Chciał, aby teraz Shane trochę się wykazał. W końcu lata praktyki robią swoje, czyż nie? - I nie, głupotą będzie, jeśli Mercedes tymczasowo przejmie władzę, nawet jeśli powinna. Ledwo została Wieczną, a przychodzi najebana w trzy dupy, przyprowadza ze sobą gówniarza, któremu tylko głupoty w głowie i wydaje polecenia, które nie mają większego sensu. Ale spoko, jeśli chcecie, to nie ma problemu. Może zostać tymczasowym przywódcą, ale wtedy na pomoc z mojej strony możecie nie liczyć - oho, ktoś tupie nóżką. Widocznie Evan nie miał ochoty zniżać się do jej poziomu, który prezentowała w sali. W jego słowach dało się słyszeć niechęć, którą pałał do dezerterki. I nie zamierzał być nikomu posłuszny, nawet jeśli ponownie zostałby złapany i torturowany.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on 21/6/2016, 16:16

Shane słuchał wszystkich i szczerze powiedziawszy odczuwał jeszcze większe zmęczenie. Zebranie przypominało jeden wielki stragan przekup, które robiły jedynie wokół siebie raban i szum. Mimo względnego spokoju oraz obojętności wymalowanej na brudnej, podrapanej twarzy, wewnętrznie tracił cierpliwość. Zwalał to wszystko na przemęczenie podróżą, brak pożywienie i zbyt długi staż na tym pieprzonym padole niedoli.
Obserwował z boku zaistniałe scenki rodzajowe w postaci publicznego striptizu, przekomarzania i zaśmierdzenia pokoju wódą, i dymem ze skręta. Do chuja, skąd się tutaj skręt wziął. Pomieszczenie było na tyle małe i mieściło grupę dorosłych facetów, że nie potrzeba było, aby padli trupem od nadmiaru dymu.
- Też uważam, że torturowanie androida będzie kiepskim pomysłem - odparł w końcu. Calamity był nieczującą maszyną, zimną analizując puszką, pragnącą korzyść płynących obecnego stanu rzeczy. Wątpił, aby posiadał jakikolwiek zmysł odczuwania bólu, zbliżony do istot ludzkich.
Pominął surowy monolog Evana na temat uspokojenia się poszczególnych osób, w którym bądź co bądź miał rację. W tym pokoju miały być zaufane jednostki, a niebezpieczeństwo związane z pojawieniem się sojuszników Cala w momencie ich zebrania byłoby niefortunne. W końcu zebranie miało być tajne.
- Ciało ciałem. Sądzę, że na początek trzeba byłoby się udać do tego baru i dowiedzieć się co nieco o naszych w tamtym czasie. Jednak jeśli doszło do jakiejś burdy w tym barze, to nie będziemy tam chętnie widziani, gdyż było to od zawsze neutralne miejsce. A co za tym idzie? Nikt nie będzie chciał śpiewać. Handlarz pewnie myśli, że sprawa rozejdzie się po kościach. Możliwe, że specjalnie opóźnia pojawienie się w siedzibie - odparł. Przetarł twarz dłonią. I wtedy rozbrzmiały telefony wszystkich. Shane sięgnął po swój i odczytał sms. No to się porobiło. Parsknął.
- Dobra. Sytuacja się zmieniła o sto osiemdziesiąt stopni. Ja nadal nie ufam Handlarzowi. Za długo siedzę w tym syfie, aby łyknąć bajkę o znalezionym telefonie. Proponuję następujący plan: Ktoś musi iść odszukać ciało Siriona i przytaszczyć je tutaj. Musimy zobaczyć jakie miał obrażenia. Nie musimy od razu go otwierać. Najważniejsze to go znaleźć. Cal zapewne niebawem wróci do siedziby. Nasze kółko różańcowe musi pozostać tajne. Nie możemy rozmawiać z nikim poza niego, jasne? - Spojrzał na każdego kolejno. - Sytuacja jest zbyt napięta. Musimy zachować się neutralnie. Dopóki nie zdobędziemy przeciw tej puszce jakiś twardych, jak jego łeb dowodów. Nie możemy rzucać się na oślep z pięściami. Niech on sądzi, że sprawa rozeszła się po kościach, że jesteśmy wstrząśnięci wydarzeniami. - Westchnął. Ciekawe jak długo wszyscy wytrzymają pod tak dużą presją. Przecież każdy był zdenerwowany zaistniałą sytuacją.
- Mam nadzieję, że Calamity zorganizuje jakieś ogólne zebranie. Powinien tam przedstawić swoją wersję wydarzeń, na ile prawdziwą, tego musimy się sami domyśleć. Fakt jest taki, że wszyscy tutaj zebrani przyszli, bo nie wierzą w jego słowa. I tak musi pozostać. Jasne? Nie możemy dać się omamić jego przekonaniom. Nie możemy ufać nikomu spoza tego grona. Oczywistym jest, że sprawa śmierdzi na kilometr. I jeszcze Doom wraca z jakimiś informacjami. Skąd do cholery się tam wziął? Musimy na własną rękę dowiedzieć się, co blaszak zrobił i na ile był lojalny wobec Pradawnego - rzucił. Miał nadzieję, że wyjaśnił im swoje stanowisko i zarys początkowego planu, który zapewne wielokrotnie ulegnie pod wpływem rozmachu akcji. Ciekawe kogo Calamity chciał obarczyć winą zdrajcy.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Tyrell on 21/6/2016, 19:16
Z coraz większym napięciem przyglądał się rozgrywanej sztuce na scenie jego poszczerbionych i obżartych panelowych płyt.
  Widok półnagiej Lenki pośrodku ciasnego, męskiego kółka (no, prawie — wybacz Merc) wywołał z jego storny krótkie, niepohamowane parsknięcie. Przeniósł wzrok na Wieczną i uśmiechał się do niej znacząco, ale podkrążone, zmęczone oczy zrobiły swoje.
  — Dzięki. Nie jest źle. Trzymam się — zaoponował, chociaż miał ochotę posłuchać.
  Dopiero huk dobiegający zza drzwi — a raczej z miejsca gdzie do niedawna pełniły swoją nienaganną funkcję — wyrwał go z dotychczasowej, wygodnej pozycji. Spiął się jak struna. Drewniana dykta przeleciała mu przed twarzą wylatując przez wnękę okienną — jej ostre rogi nadszarpały bordową zasłonę. Tyrell zamrugał, próbując złapać uciekające myśli. Powoli obrócił głowę w kierunku nowo przybyłych buntowników. Zamarł, a krótkotrwale przerażenie pożarła wstępująca irytacja. Zacisnął wargi w cienką linię.
  Głosy.
  Za dużo głosów.
  Krążące rozmowy i dźwięki — objął się za ramiona. Pojawienie się Yury'ego nie pomogło, zaczął odczuwać elektromagnetyczny dyskomfort.
  — Mogę zająć się obdukcją — odpowiedział na słowa Evana, a potem rozdzwoniły się telefony.
  Zaczął drapać się po ramieniu, nadszarpując wystające nici. Fobia wróciła w najmniej odpowiednim momencie. Naciągnął swoją bluzę aż pod szyję.
  — Jedno jest pewne. — wydusił wpatrując się w jeden punkt, ale nie na zebranych. — Nie możemy działać na żywioł. Evan i Shane mają rację. — Wziął wdech. — To musi być dobrze obmyślane. Póki nie zaakceptujemy Calamity'ego jako Pradawnego, to nim nie będzie.
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 21/6/2016, 22:05
I właśnie tego się spodziewał po Shane. Nigdy nie mieli ze sobą rewelacyjnych stosunków, ale przez sam fakt, że w organizacji jest prawie tyle samo czasu co Evan, robiło swoje. Dlatego nic dziwnego, że oczekiwał po nim samych dobrych pomysłów. Jako jedyny normalny w tej sali. Zabawne, że teraz potrafili się jakoś ze sobą dogadać. Poza tym podziwiał go za to, że jeszcze nie wybuchł. Evan nie wytrzymał i musiał odstawić całą szopkę. No cóż.
Słuchał go, do momentu aż wszystkim zadźwięczały telefony z wyjątkiem Evana. No nie miał go, dlatego przez czyjeś ramię zerkał na wyświetlacz, aby dowiedzieć się, jaką wiadomość tym razem dostali. Jego pies poruszył się nieco nerwowo.
- Też nie ufałbym Calamity. Nie mamy pojęcia, jakie ma zamiary. Dlatego w pełni popieram słowa Shane, chcąc dodać jeszcze coś od siebie. Dobrze byłoby wiedzieć, co tak naprawdę planuje ten android. Sugerowałbym, aby ktoś z obecnych robił za szpiega, jednak w taki sposób, aby on myślał, że jesteście jego sojusznikiem. Gra aktorska musi zostać wykonana na najwyższych obrotach, nie ma miejsca na pomyłki i błędy. Najmniejsze potknięcie może zaważyć nad waszym życiem, a tego raczej wolelibyście uniknąć - dodał w miarę szybko coś od siebie, po tych słowach na razie milknąc i czekając. Widząc jak jego pies staje się coraz bardziej nerwowy na zachowanie poszczególnych osób, uspokoił go jakimś smakołykiem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Yury on 21/6/2016, 23:14
Słuchał uważnie i stanowiska Evana, i Shane’a w kwestii działań, które miały ich choć trochę przybliżyć do prawdy dotyczącej śmierci Łasicy, w międzyczasie dopalając papierosa. W ostateczności ignorowanie anielskiej kanalii wykraczało poza jego kompetencje, acz postanowił przynajmniej w tej płaszczyźnie zadbać o pozory, trzymając dłoń w miarę bezpiecznej odległości od kabury i kawałka paska, na którym wisiał nóż. W ręce jednak pojawił się telefon.
Zerknął podejrzliwie na wyświetlacz telefonu, choć żadna uwaga na temat treści wiadomości nie padła z jego ust. Te natomiast tłukły się od jeden strony czaszki po drugiej, robiąc w jego głowie przysłowiowy burdel, jakby mało było mu atrakcji na najbliższe kilka tygodni. Wcisnął komórkę z powrotem do kieszeni, by w kolejnej sekundzie ugasić papierosa na jednej ze ścian, mimo iż na niedopałku nadal zaciskały się palce. Już i tak szczerze współczuł hydrze sprzątania bałaganu po tej bandzie desperatów i nie miał zamiaru dorzucać do tego swoich trzech groszy.
Zgłaszam się na ochotnika. Ja pójdę do tego całego baru i poszukam zwłok z trzech prostych powodów. Po pierwsze - rzadko bywam w kryjówce, a więc moja nieobecność w niej będzie poza jakimkolwiek podejrzeniem. Po drugie – nie jestem rozpoznawalnym członkiem Drug-on, a przynajmniej nie na taką dużą skalę jak większość z was. Tę sprawę trzeba załatwić po cichu. Incognito. Po trzecie – i najważniejsze – chuj mnie strzeli na miejscu, gdy pojawi się tu android w swojej całej okazałości — odparł oschle takim tonem, jakby ostateczna decyzja już zapadła, a reszta ferajny nie miała w tym zakresie nic do gadania, a jedyne, co im pozostało, to zaakceptowanie kandydatury Kido. Pod pewnym względem w końcu Żmij miał słuszność – w takim stanie Mercedes nie nadawała się do podejmowania racjonalnych decyzji. Sam stan nietrzeźwości o tym świadczył. — Nie potrzebuję eskorty, ani towarzystwa — dodał chłodno. — A jeśli ktoś zdecyduje się pójść ze mną, niech w pierwszej kolejności uspokoi downa. Sprawa jest zbyt delikatna, by ją spieprzyć tanimi zagrywkami pod tytułem "moja zajebistość osiągnęła dopuszczalny poziom normy, muszę ją demonstrować na każdym kroku." — Skrzywił się nieznacznie, bo sam nie mógł zagwarantować, że nerwy mu nie puszczą w najbardziej krytycznym momencie. Skądinąd i tak były już napięte do granic możliwości, a towarzystwo innych Smoków tylko pogłębiało ten stan. — Zanim w siedzibie pojawi się drugi android, wszyscy powinni ruszyć dupska w swoją stronę, by nie wzbudzać podejrzeń.
Yury nie był aż tak przywiązany do postaci Siriona, by opłakiwać jego śmierć, a więc wszystko było lepsze od siedzenia na tyłku w jednym miejscu i puszczenia bąków dla zabicia nudy. Sam widok Handlarza był w stanie wzbudzić w nim gamę sprzecznych, destrukcyjnych emocji, które w ostatecznym rozrachunku mogły mieć opłakany skutek.


I've lost my patience,
When are you gonna decay.
avatar





Yury
Wieczny    Biomech
GODNOŚĆ :
Wcześniej Kido Arata, teraz Yury. Czasem Wujek Menel (c)Chyży.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 21/6/2016, 23:26
Cóż, Lev ze stoickim spokojem przyjął wszystko na klatę. To jak drzwi zostały rozwalone, to jak ktoś do niego celował, czy wszelkie inne teksty dotyczące jego ubioru. Ugh, nie czują bazy te smoki najwyraźniej. Jakby w czymkolwiek przeszkadzało to jak jest obecnie ubrany, a raczej owinięty w zasłonę prysznicową, która wcale nie prześwituje! To zwykłe pomówienia! Niewiele będę na ten temat rozprawiał, bo Lenka nic nie odpowiedział, ba! Zacisnął zęby, wszedł do łazienki, zabrał wszystkie swoje przedmioty, zostawiając tylko rozwalone ubrania na podłodze. I wyszedł, tak po prostu. Z tego domu Bożego, wyszedł w firanie prysznicowej i tyle.
Zanim wrócił, minęło prawie 5 minut. Może trochę dłużej. Ubrany już tak jak w opisie, w standardowy swój zestaw. Z opaską na oku, przewieszonym karabinem przez ramię. Założył na siebie czyste ubrania, koniec narzekań. W momencie przekroczenia progu drzwi, a raczej samego progu, który pozostał. Akurat wtedy telefony zabrzęczały zebranym tutaj smokom, sam wyciągnął swój i odczytał wiadomość. Co za upierdliwiec, śmie przypuszczać, że wśród smoków jest zdrajca. Co za... Lenka syknął przez zaciśnięte zęby z niezadowolenia. Oparł się o ścianę i podtrzymując swój niewiarygodny, rzadko spotykany spokój wysłuchiwał co mieli do powiedzenia wszyscy. Szczególnie, że najwyraźniej Yury postanowił zabrać znowu głos. Gdy skończył, Lev przyłożył pięść do ściany. Spojrzał po wszystkich.
- Też idę. Przyda się ktoś ze zwierzęcymi zmysłami w poszukiwaniu cielska.
Rzucił nad wyraz oschle, a przynajmniej jak na niego. Głód nikotynowy powoli zaczął dawać się we znaki, ale nie będzie smrodził w pokoju Tyrell'a, nie przesadzajmy.
- A na pewno lepiej abym wyszedł, bo nie wytrzymam w tej dziurze razem z puszką, prędzej mu wyrwę wszystkie kable z obwodów.
Złapał się za swoje nozdrza, palcami lekko je masując. Wszystko ze złości, powoli jego uczucia zaczynały się kumulować. Szczególnie, że wcześniej i tak przemilczał kilka rzeczy. W normalnej sytuacji już dawno wyjąłby giwerę i strzelił do niektórych zebranych, bo po prostu mu się nie spodobały te czepialskie dupki. Śmierdzi, źle. Myje się, źle. Nosz kurwa. I uderzył. Uderzył pięścią w ścianę, tak po prostu. Ot, żeby ulżyć sobie, bo czemu nie? A czy ktoś ma jakieś problemy z tym, żeby również poszedł szukać ciała Serka? To niech pierwszy rzuci kamieniem, jeśli zdąży go podnieść. Wszak Sirion dla Levy'ego był bardzo ważny i na pewno nie odpuściłby sobie gdyby nie poszedł. Także tego. Działajcie dalej.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Wartakus on 22/6/2016, 00:05
Ghoul ucichł od ostatniego słownego wystąpienia w kierunku Jersemiona i wrócił na swoje miejsce pod ścianą. Chciał wtrącić się kilka razy, lecz za każdym razem stwierdził, że nie jest to konieczne.
Słuchał wyraźnie każdego i w końcu mógł usłyszeć, że w końcu zaczynają działać. Tracił już nadzieję, że to nigdy nie nastąpi.
- Jestem elastyczny jeśli chodzi o miejsce pobytu, bo nie raz wybywam z bazy na dwa miesiące a nie kiedy na zaledwie jeden dzień. Jedyne co jest do ustalenia w związku z moją osobą to co chcecie bym zrobił?
Usiadł po turecku i podarł ręką głowę. Odkaszlnął i zabrał głos ponownie.
- Chociaż zasadniczo wolałbym działać po za ternem bazy. Dokończyłbym moje sprawy i to za jednym zamachem.
Dźwignął się powoli z ziemi i podszedł po swój płaszcz oraz broń.
Zarzucił wszystko na siebie i wrócił wzrokiem do reszty zebranych smoków. W zasadzie chyba nic więcej nie miał do dodania od siebie i samemu także na więcej nie oczekiwał, ale wolał zostać, dla własnego spokoju i tego, żeby być w 100% pewnym, że nic nagle się nie zmieni.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics