Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on Nie Cze 19, 2016 10:49 am
Shane czekał aż reszta zajdzie do pokoju Tyrella. Wiedział, że to miejsce jest za małe za zebranie, jednak sytuacja była wyjątkowa. Zebranie miało być tajne, a w grupie osób miały znajdywać się tylko zaufane jednostki. Szczerze nie miał pojęcia ile osób zleci się do pokoju Hydry, jednak miał nadzieję, że pośród tych wszystkich osób nie znajdzie się taki, który będzie chciał się wyłamać z ich kółka różańcowego. Wiadomość mieli dostać jedynie osoby, które są stu procentowo pewne.
Shane spojrzał na stojącego pod ścianą Evana, koło którego zaraz przeszła Mercedes, Lenka i jakiś nowy. Szczerze, nie kojarzył typa, dlatego też skupił na nim przez dłuższą chwilę uwagę. A potem spojrzał na Mercedes z wymownym spojrzeniem, chcąc wiedzieć czy można było ufać Alfonsowi. Przetarł dłonią brudną i spoconą twarz, wzrokiem spoglądając za Lenką, który najwidoczniej urządził sobie z łazienki Tyra, osobistą łaźnię. Machnął na niego ręką.
- Reszta zaraz przyjdzie. Wysłałem do paru osób wiadomość – odparł zgodnie z prawdą. - Pewnie dołączą niebawem. - Wstał z łóżka Tyra, stając tyłem do okna i opierając tyłkiem o kamienny parapet.
- Widocznie nie tylko mnie dziwi nagła śmierć Pradawnego. Nie wiem czy orientujecie się, ale jakiś czas temu mieliśmy zlecenie od właścicielki kasyna. Kundle napadły na kasyno, zrobiły burdel i spieprzyły. Właścicielka chciała, abyśmy ich odszukali, trochę upiększyli i doprowadzili do niej. Wraz z Tyrellem wybrałem się tam, a Handlarz z Sirionem mieli ruszyć do baru zebrać informacje. Mieliśmy tylko zrobić rozeznanie terenu, a wyszła z tego śmieć Pradawnego. Brzmi, kurewsko, podejrzanie, nie?





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on Nie Cze 19, 2016 11:02 am
Słyszał o tym, co się stało, i to był względny powód jego niebytu w okolicy. Starał się zaszyć gdzieś w kącie i odespać to, że jedyna osoba, która jakoś go tu zaakceptowała i wprowadziła bez rozstrzelania na pierwszy rzut oka zginęła. Co do samej władzy ze strony tego, jak mu tam, Calamity? Słyszał (i czuł, zresztą), że nie jest nawet w odrobinie ludzki. To maszyna. O ile sam fakt tego, że jest maszyną mu nie przeszkadzał i mógł sobie rządzić, to jednak jest jakaś forma hierarchii tutaj, i to Mercedes powinna przejąć władzę. Niezbyt mu to pasowało, ale władza jest jak władza, co on ma zrobić.
Dlatego właśnie skrył się w jakimś kącie wieży, chcąc odespać.
I wtem odezwał się jakiś przerośnięty kociak, co aż zabrzęczało mu w uszach.
"Nawet spać nie dadzą."
Przemknęło mu przez myśl, gdy nieco rozleniwiony podniósł się ze swojego miejsca i ruszył w kierunku dźwięku. Nie wiedział, po co był ten cały ryk, ale miał ogromną ochotę zrobić krzywdę osobie, która go wykonała. Bo był w złym nastroju.
Chwila minęła, zanim dotarł do miejsca gdzie - jak zgadywał - było źródło tego ryku. Jedyne co ujrzał, to drzwi do pokoju jednego z najemników i jakieś głosy z wewnątrz. No i czuł kocio-ludzki zapach stamtąd dochodzący.
Stając przed drzwiami na równych nogach, przyjrzał się z bliska górnemu progowi drzwi, który najwidoczniej nie był dostosowany do osób jego wzrostu. Schylił się i wszedł do środka, rozglądając po zgromadzeniu. Jakieś ludki, sporo ich. Ciekawe o co chodzi.
Zapach jednak docierał teraz z łazienki. Wskazał pazurem palca wskazującego na nią, tak jakby pytał "Czy to tamten ryczał?" Po uzyskaniu odpowiedzi lub nie, jeszcze raz przesunął pytającym wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, kiwnięciem łba witając ich (prawie by w sumie zapomniał o zasadach wychowania, tak jakby tu jakieś obowiązywały) i z wzruszeniem barków przysiadł pod ścianą, na podłodze.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Tyrell on Nie Cze 19, 2016 12:05 pm
Pojawienie się smoków wyzwoliło w nim zaburzenia i schizofrenię; czuł radość, ale i  zarazem strach — to zebranie nie było tym, które znał.
  Odpowiedzi nie nadchodziły, wciąż wpatrywał się w znane postaci przewijające się po ciasnej kitce. Ich ściągnięte twarze były pełne ukrywanych emocji. Pokój zaczął osiadać wyimaginowany szron.
  Głośny ryk i szczęk otwieranych drzwi.
  Wyłaniająca się z ciemności postać Lenki dodała mu otuchy. Robiło się za ciasno — wyprostował nogi opierając je o przeciwległą ścianę i wygodniej rozsiadł się na parapecie. To zaczęło wymykać się spod kontroli. Cale to zbiorowisko zaczynało przypominać mu niepoprawne „pidżama party”.
  — Reszta zaraz przyjdzie. Wysłałem do paru osób wiadomość. Pewnie dołączą niebawem.
  Tyrell z niezrozumieniem ściągnął brwi; z uwagą śledził kroki podopiecznego, aż nie zatrzymał się tuż obok niego i nie przywarł plecami do ziemnego parapetowego muru.
  Zaczynał rozumieć.
  —Może nie dotarli do baru? — Wyrwał się z zamyśleń, tocząc wzorkiem po wielkim wilkowatym ledwo mieszczącym się w jego ciasnych, czterech ścianach. — Może coś wydarzyło się po drodze.
  Nie potrafił uwierzyć, aby stało się inaczej, ale chodząca za nim myśl podpowiadała mu, że coś tu nie pasuje. Przypomniał sobie stalowy, zimny wzrok Handlarza. To było na zebraniu. Siedział wtedy tuż obok niego, a chłód i bezwzględność bijąca z jego mechanicznych części, przyprawiła go o gęsią skórkę.
O czym wtedy myślał?
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on Nie Cze 19, 2016 12:38 pm
Opierał się o jedną ze ścian, zakładając ręce na piersi i obserwował, a jego pies wszedł za nim, kładąc się na ziemi tuż obok nogi jego pana. Widział jak całe towarzystwo powoli się zbiera, a od natłoku osób w jednym miejscu robiło mu się niedobrze. Nie przepadał za zebraniami, zawsze był tym, kto podpiera ściany i czasem coś rzucą. Albo w ogóle go nie było. Tym razem będzie inaczej. Zapewne wyrzuci całą swoją frustrację, robiąc przy tym sporo zamieszania.
Kiedy Wieczna przeszła obok niego, a jej charakterystyczny zapach dostał się do nozdrzy Evana, prychnął cicho. Nie przepadał za nią i nigdy nie zyska szacunku w oczach anioła. Jeszcze śmiała przyprowadzić kogoś nowego. Skąd pewność, że nie okaże się zdrajcą?
To jakiś cyrk.
Rzucił do siebie, przejeżdżając ręką po twarzy, kiedy usłyszał wycie Levy'ego, a zaraz ten poszedł się myć, gdy tylko tutaj wszedł. Jakby nie było innego sposobu, aby kogoś zawołać. Tak samo się zbłaźnił jak Shane, kiedy darł się na środku korytarza. Na pewno nikt poza Evanem go nie usłyszał. W końcu dyskrecja przede wszystkim.
- Wkrótce się o tym dowiemy, Tyrell. Wydaje mi się, że jeśli coś się stało w barze, prędzej czy później desperacja będzie o tym mówić - stwierdził, swoje oschłe słowa zwracając tylko do niego. Równym oschłym spojrzeniem obejrzał każdego ze smoków - Siriona nie ma. Zginął dla nas, a jakiś android w tym samym czasie zastępuje jego miejsce? No chyba nie bardzo - rzucił po chwilowej ciszy, nie czekając jakoś szczególnie na całą resztę smoków. Nawet nie wiedział, czy ktoś jeszcze śmie tutaj przyjść.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Wartakus on Nie Cze 19, 2016 12:59 pm
Ballantine odebrał wiadomość od numeru, którego nie miał zapisanego, lecz sądząc po wykorzystanym tam zwrocie "Śnieżka" i samym fakcie, że ktoś znał ten numer, musiał być to ktoś ze smoków.
Zebrał swoje manatki i zaczął wracać do siedziby Drug-On.

Dźwięk kroków rozległ się za drzwiami pokoju jednego ze Smoków, a mianowicie Tyrella.
Przystanął przed nim, stuknął delikatnie i otworzył przejście do niewielkiego pomieszczenia.
Do wnętrza wparowała ubrana na czarno dość wysoka postać. Spod kaptura czarnego zniszczonego i porwanego płaszcza wystawała odrobina śnieżnobiałych włosów.
Ballantine zdjął kaptur ukazując tym większą część swego lica, na jego gębie zawitał gęstniejący siwy zarost, a włosy także trochę urosły od ostatniego czasu.
Zrzucił Alex'a z ramienia i oparł go o ścianę. Karabin wyborowy spoczął na ziemi i dał ulgę Ghoulowi po przez odciążenia swego barku. Następnie zdjął swój podarty płaszcz i także rzucił go gdzieś w kąt.
Rozejrzał się po obecnie zebranych osobach.
- Tak więc? - rzucił lekko zachrypniętym głosem - Sirion zdechł, co po za tym?
Przeczesał dłonią swoje zakurzone włosy i obejrzał jeszcze dla pewności miejsca zabandażowanych ran.
Wyglądał jakby wlazł do paszczy Behemota, najebał się tam za dziesięciu u wrócił.
Cóż ważne dla niego było, że był w jednym kawałku.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on Nie Cze 19, 2016 1:15 pm
Kiedy reszta osób się powoli zbierała do tego jakże zacnego, maluśkiego pokoiku... Levy w najlepsze brał sobie prysznic, cichutko podśpiewując pod nosem na tyle, aby kompani nie usłyszeli jak sobie śpiewa.
- I'm a Barbie girl in a Barbie world
Life in plastic, it's fantastic
You can brush my hair, undress me everywhere
Imagination, life is your creation

Kiedy wyszedł z kabiny, rozpoczął poszukiwania czegoś co miało służyć za ręcznik. Bo przecież skoro jest taki ładnie pachnący teraz to nie będzie znowu zakładał tych samych ubrań, sam ich dotyk go pobrudzi niemiłosiernie, a wzięcie prysznica straci jakikolwiek sens. I wygrzebał jakiś ręczniczek w pięknym, idealnie pasującym do Levy'ego kolorze, różowym. Chwycił go, obtarł swoje ciało i postanowił przewiązać go sobie w pasie, aby nie paradować przed innymi w stroju Adama. Cóż, tego się nie spodziewał. Ręcznik jest nieco za krótki, przez co zawiązanie go jest niemożliwe, ba! Gdy zakrywa swojego penisa i przeciąga różowego stwora do tyłu, to ten ledwo sięga do połowy jego pośladków. Ugh...
Chwycił go w palce, przyłożył do bioder i w ten sposób wyszedł z pomieszczenia. Pół nagi stanął przy drzwiach, rozejrzał się po wszystkich i wysłuchał po kolei Rudą, Tyrell'a, Evan'a i Wartakusa. Ułaa! Nawet Burek się pokazał, jednak podziałało.
- Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.
Króciutko skomentował ich wszystkie słowa, wciąż trzymając ręce na biodrach, aby ręczniczek nie spadł na podłogę. Zaraz chyba będzie trzeba przejść się do siebie i ubrać jakieś pierdoły, bo jeszcze ręce mu zdrętwieją i Ruda będzie musiał przytrzymywać różową szmatkę. Huhs.
- Musimy dorwać tą pierdoloną puszkę i wyciągnąć od niego co się stało. To jedyne wyjście.
Z poważna miną dodał jeszcze od siebie swoje zdanie. Dla niego najlogiczniejsze w tej sytuacji. Co prawda nie pytałby się od razu na temat śmierci, a przywalił w pysk. Ale to taki jego fetysz, wiecie. Fajnie się bije innych, polecam do obiadku.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on Nie Cze 19, 2016 1:56 pm
Oglądał jak się wszyscy zbiegają. Rozpiął swoją bluzę i dokładnie obserwował każdy ruch zgromadzonych. Zobaczył że kilka osób patrzy na niego typowym "Kim ty kurwa jesteś? Można ci ufać? Jak nie to zajebe." Zdjął łuk i kołczan z pleców kładąc je na podłodze obok niego.
W końcu postanowił się odezwać:-Skoro Pradawny nie żyje to jego miejsce powinna zająć wieczna tak? To co za jebana blacha chce wbić się na jego miejsce?-Zapytał oparty o ścianę i to dość poważnym jak na niego głosem.
-W każdym razie to śmierdzi mi tu coś okropnie. Tak jakby ten android...-nie dokończył ponieważ akurat wbił półnagi levy. Przyłożył swoją dłoń do twarzy mówiąc pod nosem:-Nosz kurwa a ten striptiz dla ubogich zrobił.-
Złapał skręta w palce, zaciągnął się i wypuścił piękną chmurkę dymu.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Wartakus on Nie Cze 19, 2016 8:43 pm
Musimy dorwać tą pierdoloną puszkę i wyciągnąć od niego co się stało. To jedyne wyjście.
Cmoknął z niesmakiem, jednocześnie siadając gdzieś pod ścianą. Westchnął i pokręcił głową.
- Oj Levy, Levy. Jesteś zbyt nadpobudliwy. Równie dobrze możesz teraz iść, jak Cię pan *tfu* Bóg stworzył i strzelić mu w łeb. Faktem jest, że podejrzanie brzmi ta wiadomość i wątpię, że Sirion podjąłby taką decyzję, lecz trzeba to rozegrać na spokojnie.
Zaniósł się lekkim kaszlem, desperacki kurz dał mu ostatnio trochę popalić.
Podrapał się po skroni i nagle rzekł.
- Jeśli jest Androidem, powinien mieć jakieś dane z tamtego momentu, pewnie są zakodowane, lecz jeśli nie ma nic do ukrycia powinien dać nam do nich swobodny dostęp. O ile nie będzie w stanie ich sfabrykować.
Mlasnął kilka razy, a następnie zaczął przeszukiwać swoje kieszenie. W końcu otworzył manierkę.
W pokoju uniósł się wyraźny i ostry zapach gorzały. Ballantine szybkimi dwoma łykami opróżnił ją do zera.
Odłożył naczynie na podłogę i lekko się podniósł, by nie leżeć na ziemi jak zchlany menel.
- W takim wypadku odpuściłbym sobie wszelakie działania dopuszczające otwarte użycie siły. Jeśli nie zyskalibyśmy dowodu na to iż maczał on palce w śmierci Pradawnego, to beknęlibyśmy za to podwójnie. Zaatakowanie członka organizacji, jak też i obecnego "Pradawnego".
Ostatnie słowo ledwo co przeszło mu przez gardło. Cała ta sytuacja mu śmierdziała, a to że jeszcze jakąś blaszaną puszkę miałby nazywać przywódcą zwłaszcza.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on Pon Cze 20, 2016 10:22 pm
Usiadła po turecku i obserwowała jak skromy pokój hydry zapełnia się wierną Sirionowi czeredą najemników. Nawet nie wiedziała kiedy zaczęła się kiwać na boki całkiem zadowolona lekkim stanem upojenia. Zatrzymała się na moment widząc wymowne spojrzenie Shane’a.
- Jest ze mną. – beznamiętnie oświadczyła, tak by wszyscy ją słyszeli. W tym momencie czy im się to podoba, czy nie – muszą uznać obecność Alfonso. Przeniosła wzrok na Evana i na nowo zaczęła się kiwać. Wiedziała jak jest do niej ustosunkowany, ba. Pewnie nie tylko on. Ale to już problem, który rozwiążą później. Na wszystko przyjdzie czas. Wysłuchała każdego, nie wychylając się ze swoimi domysłami. Patrzyła, oceniając nastrój i reakcje grupy. Na dłużej jej wzrok zatrzymał się na Lence w bardzo na miejscu kostiumie. Zlustrowała go fachowym, kobiecym wzrokiem, po czym kontynuowała wędrówkę spojrzeń. Alkoholowa libacja i ekshibicjonizm na pewnej kurwie.
- Raz. – kiedyś trzeba było zacząć to podsumowywać. Ktoś musiał się tego podjąć… ktoś… może by tak wieczna? No taak.
- Gdyby morderca Szalonej wpadł tu w tym momencie, to co wtedy. Lenka? Pomachałbyś mu tą różową szmatą albo wyciągnął zza niej gnata? – bitchface - No na pewno by padł. Na zawał najprędzej. - wyjęła z kiszeni lusterko i zaczęła je obracać w dłoniach. – Dwa. Mamy jednego martwego Smoka i drugiego zaginionego. Najwyraźniej nasz nowy Prawdany się zgubił i coś za długo szuka drogi do domu. Wniosek: Odnaleźć Handarza i przyprowadzić go do wieży żywego. Niekoniecznie sprawnego. – mrugnęła porozumiewawczo. – Ostatnim miejscem pobytu tej dwójki był bar. Od niego zaczniemy. Ja, Alfonso i jakiś dobry tropiciel pójdziemy zbadać teren.– zerknęła na Worga licząc, że zgłosi się na ochotnika, bo jak nie to mamy problem. Kto ma lepszy nos jak nie właśnie wilkołak? Jakieś sugestie? Ochotnicy?
- Trzy. Co zrobimy z Handlarzem gdy nie będzie chciał mówić? – przeniosła wzrok na Shane’a, a na twarzy wykwitł perfidnie radosny uśmiech. – Ruda pozostawiam to Tobie. Tortury, to ponoć Twoja broszka, będziesz miał okazję się wykazać. Zastanów się, jak zaopiekujemy się naszym Pradawnym. –zamilkła na chwilę, a światło odbijane od obracanego w dłoniach lusterka padało w najróżniejsze części pokoju, ale Mercedes cała uwagę skupiła na postaci siedzącego na parapecie anioła.
- No i cztery. Puchatku słabo wyglądasz, walnij sobie kielona. Dość martwych smoków jak na jeden dzień.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on Pon Cze 20, 2016 10:48 pm
Dobra, wszystko ładnie, pinknie. Levy stoi jak debil z ręczniczkiem, który najwyraźniej służy do wycierania rąk i niczego innego. Banda narwanych najemników się zebrała w małym pokoiku Tyrell'a. W ogóle cud, że oni tu wszyscy weszli, a w szczególności Burek, który żeby zmieścić się w drzwiach musiał już schylić łeb.
Lev wysłuchał spokojnie ich pomysłów. Hm... Całkiem nieźle, ale coś było do niego skierowane. Huh! To Merc się zdziwi.
- Co zrobię? O to!
Odwrócił się tyłem do wszystkich ukazując swoje śliczne, umięśnione pośladki. Wziął ten mały różowy ręczniczek i rzucił go za siebie. Tak, aby wylądował mniej więcej na środku pokoju, a sam momentalnie zniknął w pomieszczeniu zwanym łazienką. Zamknął za sobą szybko drzwi, zerwał tą firanę prysznicową, czy jak to tam profesjonalnie ludzie nazywają. Obwiązał się nią niczym cezar, tym razem faktycznie zasłaniając swoje części ciała i wyglądając nieco poważniej. Wyszedł ponownie do innych. I jakby nigdy nic wrócił do tego co było zanim pokazał tyłek. Tak po prostu, bo co?
- Jak nie będzie chciał mówić to Ruda się nim zajmie.
I tyle w sumie. A nie, chwila. Jeszcze coś.
- Rozkurwię tą blaszaną puszkę.
Na twarzy białowłosego malowała się powaga. Pomimo prysznicowej wersji wyglądu Juliusza Cezara, wyglądał na poważnego i pewnego siebie. Puszka coca-coli pójdzie się rypać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on Wto Cze 21, 2016 12:25 am
Jeśli w tej cholernej organizacji pełnej szumowin, jak zwykło się Smoki określać w gwarze Desperacji, był ktoś komu najbardziej ufał Jersemion to był to nie kto inny, a Azizel. Nie zawsze się ze sobą zgadzali, szczególnie w kwestii tego, że ten drugi wątpił w anielską dobroć, stawiając sobie za cel moralizowanie Jersa, co kończyło się zwykle brakiem jakiegokolwiek efektu. Sam windykator Drug-onów nie cofał się przed niczym i okazywał się wierny tylko własnym osądom czy przekonaniom. Nie bez powodu ponad czterysta lat temu wszczął bunt w Edenie i strącił ówczesnego archanioła, następnie odchodząc jak gdyby nigdy nic z pięknej, idyllicznej krainy z pełną obojętnością.
Wieści o śmierci Pradawnego dotarły do Jersemiona całkiem prędko i to właśnie od wspomnianego już Azizela, choć nieokraszone zbytnimi szczegółami. Dopiero dzisiaj w desperackim słońcu wracał do siedziby, zważywszy na fakt, że Windykator zajęty był dotychczas pracą w terenie, polowaniem na wszystkich brudnych zleceniodawców, którzy dziwnym trafem zapomnieli zapłacić za ręczone usługi. Nie szkodzi, Jersemion zadbał o to, by więcej ich paskudne mordy nie straszyły żadnego pustynnego wędrowca, żegnając ich z życiem przy pomocy splamionej krwią katany.
Kierując się już korytarzami siedziby Aziziel miał bowiem wprowadzić Jersemiona w szczegóły dotyczące tego swoistego zamieszania, w którym byłego Pradawnego miał zastąpić ktoś inny, postanawiając, ot tak, zająć jego miejsce. Z każdym słowem wypowiadanym przez Aziego windykator łapał się na tym, że jego ciśnienie niebezpiecznie podnosiło mu się w górę. Co więcej powietrze, które gęstniało znacząco było wyraźnym sygnałem na to, że moce Jersemiona mogą się wyrwać spod kontroli. Niefortunnie brak kontroli przy aerokinezie nie gwarantował bezpieczeństwa nikomu kto bowiem znalazł się w jej zasięgu. Nikt nie chciał wypaść chyba przez okno, zaliczyć utraty ręcznika, tudzież dostać nim przypadkowo w twarz. To jedne z opcji, które mogły się wydarzyć…
Z każdym kolejnym krokiem, skracającym drogę aniołów do rezydencji, znaczy się, domu Tyrella, bo postanowił ugościć w nim zbuntowane Smoki, a także w międzyczasie uzupełnianymi szczegółami dotyczącymi całej sprawy w czymś na wzór korytarzu stopniowo pojawiał się wiatr z poruszanych stopniowo mas powietrza. Nic więc dziwnego, że skumulowane ostatecznie wyrwały z zawiasów drzwi właściciela, cudem mijając uczestników spotkania, nie zaliczając z którymś z nich bliższego spotkania. Chłodny, acz gwałtowny wiatr, który wdarł się siłą do środka zagwarantował zarówno Windykatorowi, jak i Hydrze doprawdy wyjątkowe wejście smoka, choć niewątpliwie zaliczyli pewne spóźnienie spotkanie zastając w środku wszystkich niezadowolonych z obecnego stanu rzeczy w organizacji. Wypada bowiem zaznaczyć, że Jersemion pozbawiony kontroli emocji był niezwykle groźny, bo jego zdolności żyły wówczas własnym życiem.
Nie wydaje mi się, aby przeszkadzał ci w obecnym stanie brak drzwi, przyda się tutaj trochę świeżego powietrza, bo chyba zrobiło się tutaj zbyt duszno — Jersemion zwrócił się tutaj przede wszystkim do Tyrella, by następnie zmierzyć zebranych i skinąć na nich głową. Ostatecznie dłużej zwiesił krytyczne spojrzenie zmrużonych, lazurowych oczu na białowłosym, który ponoć wyglądał w obecnej chwili jak Juliusz Cezar. Windykator skrzywił się mimowolnie. — Levy, czy ty do kurwy nędzy, możesz coś na siebie założyć? Chyba nie musimy patrzeć na twoje jaja prześwitujące przez tę zasłonę prysznicową, szczególnie kiedy jakaś blaszana puszka, uważa się za prawowitego lidera tej organizacji. — prychnął z pogardą Windykator Drug-onów, machając ręką i kręcąc głową z niezadowoleniem. Korciło poważnego Jersa, aby ściąć tę plastikową zasłonę jednym ruchem katany, ale dbając o dobry smak obecnych podarował sobie ten akt pokazu siły.
Sam fakt, że Jersemion nie podporządkuje się żadnej kupie złomu było rzeczą wręcz oczywistą. Były anioł zastępu, który sam strącił archanioła czterysta lat temu nie pozwoli kierować sobie zbitkiem metalu, sztucznej inteligencji i kabli. Nie bez powodu nadmiar takowej technologii sprawiał, że anioł krzywił się z obrzydzeniem.



_______________________
AEROKINEZA – 1/3


Ostatnio zmieniony przez Jersemion dnia Wto Cze 21, 2016 12:40 am, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics