Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Tyrell on 15/6/2016, 21:51
Kiedy ich zmizerniałe sylwetki zatopiły się w ścianach kamiennej inkwizycji, Tyrell myślał, że nie może być już gorzej.
  Pudło.
Kierowali się chudym korytarzem, opustoszałego grobowca śmieci. Każdy ich krok odbijał się echem od zapomnianych ścian, które witały ich bezdźwięcznym jękiem — krzykiem hulającego wiatru. Dziwny zapach napięcia pałętał się za nimi jak dym płonącego paleniska. Tyrell nie miał odwagi nawet się odezwać.
  Spojrzał ukradkiem na swoją rękę. Jeszcze wyraźniej przywarł materiał rękawa do swojego nowego nabytku. Rana zdążyła się już zasklepić, ale ból, wciąż paraliżował jego blade opuszki palców.
  Całą drogę okłamywał się, że to już koniec, a w prawidłowym rozrachunku najgorsze miało dopiero nadejść.
  — Już wiecie?
  — Co wiemy?
  — Calamity został Pradawnym. Sirion nie żyje.
  Słowa.
  Pociski.
  Płytkie cięcia.
  Tyrell miał wrażenie, że natłok wiadomości przytwierdził go do ściany, a krótkie noże uniemożliwiły poruszanie się.
  Ślepy zaułek.
  Jego oczy powiększyły się, a wargi uchyliły gotowe na pochłonięcie kolejnej dawki wiadomości. Ale czy tego chciał?
  Bomba wybuchła w jego głowie z sympatią obdarowując go tępym, pulsującym bólem.
  Strefa zero.
  — Co — wydusił bezdźwięcznie, ale Shane ruszył.
  — To niemożliwe. — Nie dawał za wygraną.
  Drzwi jego gabinetu zamknęły się.
  Ciemność i pustka.
  Wewnątrz jego ciała rozlało się nieprzyjemne, chłodne uczucie; serce zabiło w rytm pogrzebowej pieśni.
  — Byli w barze. Po informacje. Jak mógł zginąć. Był z Calamity. Czy on---
  Urwał.
  Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nadal stoi pośrodku pokoju; jak chudy cień wcześniejszych przykrych doświadczeń. Zmizerniał. Oczy miał zapadnięte, wgłębione, podkreślone sinymi obwolutami, a tłuste włosy opadały mu na czoło i policzki. Był brudny; jego twarz przydymiona była szarym pyłem, który towarzyszył im podczas wędrówki.
  Opuścił ręce wzdłuż ciała i zatopił zmęczony wzrok w Shane'ie.
  — Myślisz, że go zabił?
  Długo wyczekiwane pytanie uciskające jego umysł puściło, a przerażone słowa hydry pochłonęły prowizoryczny gabinet medyczny, obejmując go dziwną, niespokojną aurą.
  Czy tak naprawdę sam nie dowierzał w swoje wypowiedziane słowa?
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on 17/6/2016, 18:05
- Myślisz, że go zabił?
Czy on myślał, że Cal zabił Siriona? Nie wiedział. Ale czuł, że ta sprawa śmierdzi na kilometr. Sirion nigdy nie był jego ulubieńcem, jednak nie zaliczał się do bandy kretynów, którzy byli pozbawieni umiejętności oraz wyobraźni. Posiadał względne doświadczenie, dzięki któremu powinien jako Pradawny wyjść z baru bez większych obrażeń. Nie był żadną płotką.
Zamyślił się dłuższą chwilę. Nie odzywał się do Tyrella myśląc intensywnie.
- Nie wiem – odparł w końcu zachrypniętym głosem. - Nie wiem. - Powtórzył jednak jego mózg dawno wykonał zimną kalkulację, która osądziła z góry rozwój wydarzeń. Cala nie było w siedzibie odkąd podobno przyszedł sms, nikt nie widział ciała Siriona, nikt nie wie jak zginął i gdzie.
Shane wstał z łóżka. Wiedział, że nie będzie mu dane wyspanie się i odpoczęcie, czy wzięcie nawet kąpieli. Brudny z ziemi i liści zerwał się, wychodząc z pokoju. Dziwna mieszanka irytacji buzowała w nim od dłuższego czasu. Zostawił Tyrella gdzieś za sobą zaraz stając na korytarzu.
- Evan! - krzyknął, a jego głos rozniósł się doniosłym echem po całym zimnym, klaustrofobicznym korytarzu. Wiedział, że Evan znajduje się gdzieś na terenie siedziby, ale zapewne nikt nie raczył go poinformować o nowym stanie rzeczy. Koleś miał dziwną tendencję do unikania telefonów, a ochotników do rozmów z nim było niewielu. Shane przeszedł kilka większych kroków wzdłuż korytarza, nie spuszczając ani na chwilę z tonu.
- Evan! Wyłaź gadzie spod kamienia, pod którym się ukryłeś! Evan! - Przyjdzie. Na pewno. I zapewne nie będzie jedynym. Ruszył do swojego pokoju, który był nieopodal. Wszedł do pustego, zbyt czystego pokoju i znalazł swój telefon. Słynny sms od Siriona tkwił nieodczytany aż do teraz. Zaraz wysłał wiadomość Mercedes, wychodząc ponownie na korytarz.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 17/6/2016, 18:42
Od sytuacji na Babel nie był na żadnej misji. Głównie zajmował się drobnostkami, które nie wymagały opuszczenia siedziby. Siedział zamknięty w swoim pokoju, a kiedy ktokolwiek coś od niego chciał, mógł się spotkać z głośnym warknięciem pełnego niezadowolenia, co było swego rodzaju ostrzeżeniem. Wiele rzeczy zaczęło mu się nie podobać w Smokach, a także w Edenie, więc nic dziwnego, że Evan chodził z ciągłym niezadowoleniem na twarzy. Dlatego desperacji krzyk Shane po korytarzu wprawił go w irytację. Owszem, wyszedł, a jego wierny przyjaciel w postaci psa szedł tuż przy nodze anioła. Wywrócił oczami, kiedy jeszcze raz usłyszał swoje imię. ruszając w jego stronę. Niebawem mógł spotkać rudzielca, który to właśnie zdzierał sobie struny głosowe. Proszę, przyszedł.
- Głośniej, bo nikt Cię nie usłyszy - rzucił uszczypliwie, a jego pies usiadł tyłkiem na ziemi - Więc? Po cholerę się tak drzesz? - spytał, gromiąc go chłodnym spojrzeniem z góry. Mam nadzieje, że to ważne. Dopowiedział sobie w myślach, zadziwiająco spokojnie oczekując odpowiedzi od mężczyzny.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on 17/6/2016, 18:57
No tak, potrzeba było czasu za nim Książę Ciemności raczył wyjść ze swojej nory. Shane nie miał nastroju na żadne durne akcje związane z humorami kogokolwiek. Kiedy tylko dojrzał wysoką sylwetkę anioła wraz z wiernym kompanem, przewrócił oczami.
- Rozumiem, że lekcje z teleportacji omijałeś szerokim łukiem – mruknął pod nosem, a kiedy ten stanął wyjątkowo blisko westchnął w końcu, przecierając palcami po brudnej i zakurzonej twarzy. Widać było, że ledwo co pojawił się w siedzibie.
- Drę? W takim razie zakładam, że wiesz o śmierci Siriona, tak? - zapytał spokojnie, jakby całe emocje gdzieś dawno opadły. Wzrokiem chłonął reakcję anioła, która była jedynie kwestią czasu. - I o przejęciu władzy przez Handlarza? - dopytał, dolewając oliwy do ognia. W głowie odliczał sekundy do wybuchnięcia zapalnika. Evan był zbyt narwany, aby przyjąć podobną wiadomość bez mrugnięcia okiem. Sam Shane zdążył ochłonąć po tej szokującej wiadomości.
- Zaraz zejdzie się jeszcze kilka osób do pokoju Tyrella, aby obgadać całą tą sprawę. - odparł.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 17/6/2016, 19:32
No cóż, Książę Ciemności musiał mieć czas na dojście. Nie użyje swoich cudownych skrzydeł, by zjawić się w mgnieniu oka u boku Shane. O czymś takim mógł tylko śnić. Nie przejął się również faktem, że ten jest osyfiony od stóp do głów, niemniej jego słowa już bardziej zwróciły jego uwagę.
W takim razie zakładam, że wiesz o śmierci Siriona.
Nie, nie wiedział. Skąd miał niby wiedzieć? I o jakiej kurwa śmierci on mówi?
- Co Ty pierdolisz? Sirion nie da siebie tak łatwo zajebać - poza tym ma mnie - dodał już w myślach, marszcząc brwi w pewnym niezadowoleniu. Nim dojdzie do jakiejkolwiek reakcji, bardzo dobrze musiały dotrzeć do niego wypowiedziane słowa przez Rudą.
Chwilę to trwało.
Jeszcze chwilkę.
Nagle poczuł swego rodzaju ulgę, która przerodziła się w konsternację, a potem w złość. Wiedząc, że Siriona nie ma, może teraz wszystko. Nikt nie będzie stał mu na drodze do tego, co chciał robić. Mógł pokazywać swoje 'humorki', a najlepsze w tym wszystkim było to, że nikt nie był wstanie go powstrzymać. Zupełnie nikt.
- Więc Sirion naprawdę nie żyje? A pierdolony android chce przejąć władzę nad nami? Po moim, kurwa, trupie - syknął, zadziwiająco spokojnie przyjmując do siebie te informacje. Ale Shannon wiedział, że Evan tego nie puści płazem. I chyba go najbardziej z całej grupy uderzyła ta informacja. Zbyt wiele przeżył z Sirionem, by nie poczuć nieznanego mu dotąd bólu, którego właśnie starał się pozbyć.
- A co tutaj do obgadania? Androida zajebać i tyle - odparł jakby z góry wiedział, że to jego sprawka. Innej opcji nie było, a jeśli tak, niech ktoś mu to pokaże.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Shane on 17/6/2016, 19:55
Shane znał organizację od podszewki. Wiedział, że Evan był na niewidzialnej smyczy Siriona, która zerwała się wraz ze śmiercią Pradawnego.  Ze spokojem obserwował rodzącą się w nim irytację. Zresztą słuszną. Na tyle ile znał Evana to wiedział, że wraz z Sirionem mieli wspólną przeszłość. Ich losy krzyżowały się wielokrotnie i anioł względem Łasicy miał niepisany długo wdzięczności, który został anulowany. Cóż za pech.
- To chyba właśnie powiedziałem, prawda? - zapytał, zaraz ruszając z powrotem do pokoju Tyra. - Też jest to dla mnie podejrzane. Sirion jako Pradawny nie mógł być byle leszczem, który dałby się zabić w jakiejś śmierdzącej dziurze. Zresztą oni mieli iść tam tylko po informacje odnośnie Psów, a wyszła śmierć Siriona. Tak, też mi się to nie podoba – odparł, wiedząc, że Evan wyda szybki osąd.  Shane również posłuchał się rozsądku, który podsuwał mu logiczne fakty.
- Chodź. Zaraz przyjdą też inni – powiedział, mając nadzieję, że chociaż raz ten uparty anioł go posłucha i zataszczy swoje cztery litery do gabinetu hydry. W końcu nie tylko im nie podobał się obecny stan rzeczy. Sam wrócił do Tyrella.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 17/6/2016, 20:02
Właśnie. Sirion nie pozwoliłby siebie aż tak łatwo zabić. A jeśli sobie nie radził, zawsze znalazł sposób, by powiadomić Evana o ewentualnej pomocy. Więc czemu tym razem tak nie było?
Nic więcej nie powiedział. Zacisnął na chwilę usta w wąską linię. Niewiele później przywalił pięścią w ścianę, na co jego pies zaszczekał.
Uspokój się.
Nie.
Prychnął. Złość w jego ciele rozpływała się powoli, acz skutecznie. Ruszył za Shanem, nie dlatego, że mu kazał, a dlatego, że była potrzeba ogarnięcia tego całego gówna. Banda szczeniaków przecież sobie sama rady nie da. Dlatego raczył zjawić się na rzekomym zebraniu, gdzie jego obecność była tak niespotykanie rzadka, iż nie zdziwiłoby go to, gdyby ktoś z organizacji znał go tylko z imienia i nazwiska. Wszedł zaraz za Rudą, opierając się przy jednej ścianie i czekał. Po prostu czekał.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Tyrell on 18/6/2016, 08:15
Tyrell zdążył przysiąść na kamiennym parapecie i zatopić dłonie w dziurawych kieszeniach bluzy zanim drzwi do jego pokoju otworzyły się z irytującym skrzypnięciem. Odchylił głowę, a jego czarna czupryna przywarła do nierównego, ceglastego muru.
  Pokoju nie pożerał już mrok. Tajemnicze, ciepłe płomienie rozświetlały zaśmiecone wnętrze medycznej nory.
  Tyrell drgnął gdy zobaczył Shane'a z powrotem. Oczekiwał jakiegoś wyjaśnienia. Poruszył się niespokojnie. Evan? — Przecież jego krzyk nosił się po całym holu. Czemu go wołał?
  Nie musiał długo czekać na wyjaśnienia — odpowiedz sama wlazła z butami w jego małe, ciasne, cztery ściany.
  Przejście pochłonęła wysoka postać ciemnowłosego anioła; z uwagą obserwował jak ten zajmuje miejsce przy ścianie. Milczał. Wciąż czuł dziwny chłód obejmujący jego serce i żołądek. Przyduszał go. Znacząco spojrzał na Shane'a.
  Bezdźwięczne słowa.
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 18/6/2016, 23:39
Huragan jest zaledwie uszczypliwym powiewem.
Tornado co najwyżej zmiata kilka zatęchłych liści z bruku.
Przemierzała korytarz czując coraz większą, pożerającą pustkę. Cisza. Pole widzenia ograniczało się do skromnych drzwi, będących coraz bliżej niej. Tylko spokój utrzyma racjonalizm w ryzach.
Więc uspokój się.
Uśmiech ukazał szereg lekko zaostrzonych zębów. Oj jest spokojna, nawet bardzo. Huśtawki nastrojów często u niej dawały o sobie znać, tylko czekać na wybuch. Ale ona nie czuła, by miał on nastąpić. Cisza zagłuszała każdą myśli, a pustka obdzierała z emocji.
W końcu stanęli przed drzwiami, więc subtelnie je uchyliła i wparowała do gabinetu.
- Gdzie reszta? – przywitała się cierpko ciepło. Nie chcąc jednak pogarszać i tak duszącej płuca atmosfery kiwnęła niemrawo głową wszystkim po kolei i polazła rozsiąść się na kozetce. Lepiej siedzieć niż nerwowo kręcić się po pokoju. Zwłaszcza, że można kogoś przypadkiem podeptać...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 19/6/2016, 00:08
Aby nie przeciągać tego niepotrzebnie. Lev tylko kiwnął głową na wieść, że Ruda się odezwał, wyskrobał szybko sms'a do Wartakus'a i ruszył za Merc, lekko jej pomagając podczas wstawania. Tak, w tym momencie kiedy lekko się zachwiała z powodu ilości alkoholu we krwi. Cóż, wbrew pozorom nie jest taki zły. Jeszcze jakoś w połowie drogi zostawił dwójkę kompanów, którzy poszli przodem. A on stanął sobie na środku korytarza, wziął głęboki oddech. A po chwili Smocza Góra rozbrzmiała potężnym...
- RAAAAAAAAAAAAAAAAWR!!!
Dokładnie, potężnym, lwim ryknięciem, które miało bardzo proste zadanie. Dotrzeć do zwierzęcych uszu burka, który za pewne bardzo chętnie pobiegnie za takim kocim dźwiękiem. Cóż, miejmy nadzieję, że będzie wiedział co robić, bo inaczej będzie trzeba korzystać z metody do przywoływania Evan'a.
Po wszystkim Lev obrócił się na pięcie i powędrował do gabinetu Tyrell'a, otworzył drzwi. Zobaczył już część zebranych wypierdków mamucich. Kiwnął głową co miało oznaczać coś w rodzaju przywitania. A w samym pomieszczeniu można było wyczuć już nieprzyjemny zapach wydobywający się z jego ciała. Tak więc, zrobił kilka kroków do łazienki, zatrzymał się i odwrócił do małego medyka.
- Jeśli pozwolisz...
Nie czekając na odpowiedź wpakował się momentalnie do łazienki, zrzucił z siebie podarte, poniszczone, śmierdzące ubrania i wskoczył pod prysznic. Tak po prostu, niemalże jakby był u siebie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Gość on 19/6/2016, 07:35
O kurwa.~To pierwsza myśl alfa na wieść, że Siron nie żyje. Gdzieś go już widział i bodajże polubił, ale śmierć jest dla niego rzeczą naturalną. Chyba, że jakiś jebany cwel go zajebał to wtedy Alf mu z dupy wyrwie nogi po same płuca czy jakoś tak. W każdym razie paląc swojego skręta i tak był szczęśliwy w chuj, ale nie czuł praktycznie żadnej różnicy. Smuteg.
Popierdzielał tak sobie za Mercówną paląc skręta wytwarzając tony dymu i zapachu trawki. Wnet usłyszał jakiś koci okrzyk godowy. Odwrócił się do tyłu i zobaczył Levego. No chuj desperacja różnie na ludzi działa. Alf dziwił się, że jak on 15lat tam przesiedział to mu tak nie odpierdala. A może jednak ale on o tym nie wie? A jebać~pomyślał i wlazł do środka.
Tuż po pierwszym kroku z skrętem w mordzie i zdjętą chustą zastanowił się jak się przywitać. Zdjął kaptur ze łba odsłaniając swoje zajebiste a zarazem wkurwiające go włosy i powiedział:-Witam wszystkich.-po chwili przypomniało mu się, że dokładnie tak samo przywitał się wchodząc do smoków. No jo jo poznawał tu ze dwie twarze ale jak przez mgłę. Szybko pomaszerował do ściany gdzieś najbliżej Mercowej zostawiając za sobą wielką chmurę dymu.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 4 [Gabinet Tyrella]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Powrót do góry

- Similar topics