Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 2 1, 2  Next   

Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Hex on Pią Paź 02, 2015 11:34 am
Co można powiedzieć o celi Hexa? Można o niej powiedzieć dużo i nic. Dużo można mówić o wyposażeniu, mało o samej celi. Sama cela to zwyczajna, wydrążona jaskinia. Nic specjalnego. Z wyposażenia jest raczej dość standardowe łóżko żelazne z jakimś poszarpanym, ale jeszcze całkiem miłym do leżenia materacem. Poduszki! Tak! Ma ich nawet 4! Tak! Pościeli jednak zabrakło, ale ma bardzo ładny... Niebieski kocyk! Ha, ktoś się spodziewał zielonego, czo? Ni ma.
Z wyposażenia są jeszcze dwa kufry rozmieszczone kawałek od łóżka i mały, acz wyraźnie używany piec. Jakimś cudem dym go nie udusił jeszcze, kto by pomyślał? No właśnie. Nie on.
Ważnym elementem wyposażenia jest oświetlenie. Cała cela wydaje się niemal pełna pochodni i świec, porozrzucanych wszędzie gdzie się da, i podobnie pozawieszanych. Ile to by zapalać trzeba było...
A, no i nie wolno zapomnieć. Tuż obok drzwi (od środka) znajduje się całkiem sporych rozmiarów klatka, którą zamieszkuje jego długouchy towarzysz, Azazel. Jakim cudem go jeszcze nie zjadł to nikt w życiu się nie dowie.
Zawartość kufrów? Jeden jest dość spory, acz nie jest zamknięty na żadną formę kłódki. Tam są ubrania, łącznie z ponad piętnastoma różnymi kapeluszami. Kolory jak i kształt - ale kapelusze. Ktoś tu ma coś do nich, nie?
Drugi kufer jest zamknięty na całkiem solidną kłódkę i jest mniejszy. Tam kryją się... Ehm, trofea.
Nie pytajcie. Nie chcecie wiedzieć.


Doprowadzenie tych zwłok Hexa tutaj jednak nie mogło być takie proste. Upływ krwi trochę go osłabił, i nawet jeśli dawał radę jakoś doskakiwać na tych kulach, Akane co rusz musiała go łapać by znów nie wylądował na glebie. I tak z kilka razy, zanim w końcu jakoś doczłapali się pod jego celę. W końcu obiecał że pokaże króliczka, nie?
Gdy więc znaleźli się pod drzwiami jego celi, Hex jedną ze swoich dłoni zaczął grzebać po kieszeniach naprzemiennie. W żadnej z nich jednak nie było klucza. Hm...
- O czym to ja nie pamiętam, hmmmmmm. Hmmmmmmhmmm... Mhm! No tak! Przecież nie mam klucza do tych drzwi. - Pokręcił głową ze zrezygnowanym uśmiechem, po czym obrócił się przodem do Akane, lustrując ją uważnie wzrokiem od góry do dołu. Potrzebował czegoś wytrzymałego. Nie, z kuli nie zrobi klucza. Czegoś innego, a akurat nie ma na sobie żadnych, metalowych guzików. Plastik może się złamać lub wygiąć, i musieliby tu czekać jeszcze kij wie ile zanim by się to udało. Dejm, hm...
- Panienko Akane, nie chcę być niemiły, ale ma masz może na sobie coś z metalu? Lub jakiś metalowy przedmiot? Inaczej nie wejdziemy. - Wygiął usta w podkówkę. Trochę mu umknął fakt że miał tą srebrną piersiówkę, yup, ale nie można winić jego pamięci. Nie jest może złotej rybki, ale nie oczekujmy po nim cudów, to wiekowe stworzenie je. Bardzo wiekowe je.
Przykucną lekko, uważnie szukając w ubraniu Panienki Akane jakichś metalowych elementów. W końcu dostrzegł je! I bez chwili zawachania wyciągnął rękę, przytykając ją do zamku spodni. Może i trochę nie na miejscu, ale co zrobić, nie zamierzał się wstydzić. Dotyk trwał może sekundę czy dwie, po których z metalowego zamka wydobył małą stróżkę żelaza, jaką następnie po wyprostowaniu uformował w małą, lewitującą nad jego palcami kulkę.
- To najlepszy sposób na zamknięcie drzwi. Zgubić klucz! A potem mieć wymus tworzyć za każdym razem kolejny. Ciekawe, nie? - Kula żelaza zaczęła się wydłużać i zwężać, zmieniać kształt, aż w końcu została ujęta przez dłoń Dżina jako klucz. Standardowy kształt na końcu (takie tam kółko) a z przodu, cóż, wzór jak to z kluczem. Podał takowy klucz Panience Akane, posyłając jej miły, przyjemny uśmiech.
- Mam ogromną prośbę, Panienko. Mogłabyś otworzyć te drzwi i wejść pierwsza? Po otwarciu drzwi powinnien zostać oświetlony piec, na nim najczęściej leżą zapałki. Mam dość... Dużo świec i pochodni w swojej celi, będziesz mogła zapalić kilka z nich? Nie jestem... Uhm, fanem ciemności. - Przyznał, schylając głowę, chowając ją pod rondem. Tak, nie był z tego zadowolony, ale strach przed ciemnością czasem doprowadzał go do szału.
- Azazel jest w swojej klatce, nie wejdziesz na niego. - Dopowiedział jeszcze, co by się nie bała że go przypadkiem zdepcze.

Użycie mocy kreacji 1/3



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Gość on Pią Paź 02, 2015 11:17 pm
Wiadomo, że taszczenie ze sobą minimalnie mogącego chodzić osobnika nie jest proste ani szczególnie przyjemne. Jednak koniec końców jakoś musiała sobie z tym dać radę, jako że nie wiedzieć czemu wszyscy dookoła wykazywali tendencję do niepojawiania się w odpowiednim momencie. Gdzie wywiało wszystkich wiernych, że dosłownie nikt nie minął ich w trakcie drogi z lecznicy, przez co Akane nie miała żadnych szans na otrzymanie pomocnej dłoni w doprowadzaniu Hexa do porządku? I tym sposobem została jednoosobową karetką pogotowia; takich bajerów nie miała w kontrakcie na członka rady starszych! Właściwie to... nie miała żadnego kontraktu. Więc może rzeczywiście gdzieś przeoczyła wzmiankę o tym jakże wspaniałym przywileju?
Uniosła brwi na informację o zapomnianym przez dżina kluczu. W perspektywie już pojawiał się obraz koczowania pod zamkniętymi drzwiami lub szukania małego przedmiotu po całym kompleksie jaskiń. Na coś takiego zdecydowanie nie miała ochoty.
Moment. Nie ma klucza, że przy sobie, czy nie ma go wcale? Owo zdanie można było interpretować na różne sposoby i żaden z nich nie brzmiał szczególnie pozytywnie; ale żeby możliwość otwarcia drzwi w ogóle nie istniała? To już zakrawało o absurd. Im dłużej przebywała w towarzystwie zielonowłosego, tym większe ilości dziwactw była w stanie przyjąć i stopniowo przyzwyczajała się do chaosu. A to był dopiero początek.
- Metalowego? Hmm... - zastanowiła się i rozejrzała po swoim ubraniu, jednak nic szczególnie nie przychodziło jej do głowy. Przy sobie nie miała akurat nic, a jedynymi metalowymi obiektami w jej odzieniu było kilka niewielkich nitów przy tylnych kieszeniach spodni - które nie przyszły jej do głowy, gdyż z obecnej pozycji ich nie widziała - oraz zamek dżinsów. Nie zdążyła nawet o tym wspomnieć, gdyż sam pytający również dostrzegł odpowiedź. No proszę, jak ta dwójka podobnie myśli! Chwilami bo chwilami, ale zawsze to jakaś zgodność.
Krótki kontakt ręki Hexa ze swoimi spodniami przyjęła raczej obojętnie, co najwyżej zastanawiając się, czy zamek pozostanie na właściwym sobie miejscu. Całe szczęście, tak się właśnie stało i nie musiała przez resztę dnia podtrzymywać odzienia ręką, co byłoby zdecydowanie niewygodne. Za to gdy z małej lewitującej kulki metalu zaczął formować się kluczyk, Vivian zwróciła na niego większość swojej uwagi. Nietypowa to była umiejętność, toteż wymordowana przyglądała się jej z zaciekawieniem i pewnym podziwem. W końcu nie co dzień można zobaczyć takie anielskie cuda na własne oczy.
- Mhmmm... - wymamrotała przeciągle, nadal skupiając się na procesie tworzenia małego przedmiotu. - Ładny - dorzuciła jeszcze, przyjmując kluczyk z rąk swego kompana. Obróciła go w dłoni i potwierdziła krótkim skinięciem głowy gotowość do pomocy nie tylko z otworzeniem drzwi, ale także z zapaleniem odpowiedniej ilości światła. Uśmiechnęła się na wieść o czekającym wewnątrz króliku, którego od samego rana chciała zobaczyć. Sprawnie dostała się do wnętrza celi i pozostawiła drzwi otwarte jak najszerzej, by dać sobie możliwość dostrzeżenia czegokolwiek. Świece były porozrzucane właściwie wszędzie, więc gdy tylko wymacała jakieś zapałki, od razu wzięła się do pracy. Odpaliła jedną, a później każdą kolejną od poprzedniej. Już po niedługim czasie większość pomieszczenia była dość dobrze oświetlona, zaś widok tańczących wszędzie małych płomyczków wyraźnie ukontentował pannę Andersson. jasne ogniki odbijały się w czerni źrenic kobiety, gdy przeszłą przez cała długość pomieszczenia i wychynęła na zewnątrz, by pomóc Hexowi bez większych wypadków dostać się do środka.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Hex on Sob Paź 03, 2015 10:38 am
Może Hex jednak ma jakąś reputację wewnątrz KNW, reputację na tyle wyraźną i rozwiniętą że mało kto w ogóle chce pomóc w czymkolwiek jemu? Nah, nie może być TAK źle, nie? Poza tym - skoro członkini starszyzny mu pomaga, to jednak mogli by się zewrzeć i coś zrobić, nie? Nie? A może jednak nie...
Dobra, jednak tak, mogliby. Ale skoro już są przy drzwiach, to mniejsza z tym.
Ciekawe, prawda? Hex niestety taki jest. Zawsze znajduje dość, hm, oryginalne sposoby działania. Sposób zabezpieczenia celi przed wejściem? Po co nosić klucz przy sobie lub chować pod jakimś dywanikiem albo za jakąś skałą - lepiej go NIE MIEĆ. W sumie to nie pamiętał co zrobił z oryginalnym kluczem - chyba gdzieś wyrzucił o nim zapomniał. No nic.
No, chociaż Panienka Vivian nie była w jakiś sposób urażona jego działaniem. W miejscu takim jak to raczej działania tego typu są częste, więc pewnie można się uodpornić. Może.
- Nie starałem się by był... Ale dziękuję. - Skinął głową w podziękowaniu za komplementowanie jego dzieła. Był to jedynie mały kluczyk do drzwi, ale cóż, może czerwonowłosa lubiła klucze? Otwierają różne rzeczy, mogą ładnie wyglądać, są przydatne, łatwo je zgubić...
Jak ich nie lubić, hm?
Trochę źle się czuł z wykorzystywaniem Vivian w celu rozświetlenia jego celi (choć z samym wykorzystywaniem jej w innym celu może by nie czuł się tak źle, hmhmhmmm). Cela szybko rozświetlała się od świecy do świecy, aż w końcu była całkiem przyjemna i jaskrawa, choć - jakby nie było - to dalej dziura wydrążona w skale, na tyle duża by pomieściła ludzi.
Gdy tylko Panienka wróciła mu pomóc, bez chwili z tego skorzystał, wczłapując się do środka. Zamknął drzwi za sobą (na klamkę, spokojnie), uśmiechając się serdecznie do swojego gościa.
- Nie spodziewałem się gości, więc trochę nie posprzątałem, acz witam w moich skromnych progach. Rozgość się. Właściwie, będziesz mi mogła pomóc w jeszcze jednej rzeczy? Wydaje mi się że to będzie dla ciebie miłe. - Obrócił się w bok i przykucną lekko, spoglądając z góry na swojego białosierstnego długoucha, Azusia. Widać było że obecność obcej osoby trochę go denerwowała, ale Hex miał w planie pomóc obojgu w zapoznaniu się nawzajem. Dlatego też opadł na kolana (chociaż one nie padały i uchylił drzwiczki dość sporej klateczki królika, a następnie wyjął go z niej powoli i delikatnie. Nosek Aza co rusz się poruszał, jakby próbował rozpoznać woń nowej osoby, a także woń swojego właściciela. Gdy już jednak był w ramionach takowego, wydawał się dużo spokojniejszy, nawet spoglądając ciekawsko na Vivian.
- A więc pozwólcie że was sobie przedstawię. Azazelu, to Panienka Vivian. Vivian, to Azazel, mój długouchy towarzysz. Nie obawiaj się go dotknąć - gdy go trzymam jest dużo spokojniejszy. Szybko się przekonuje do obcych jeśli jestem w pobliżu. Nie wstanę jednak, więc musisz tu przykucnąć do nas obu. - Posłał jej szeroki, pogodny uśmiech, wysuwając ramiona z Azusiem nieznacznie w jej stronę. Nieznacznie położył uszy w dół, widać jeszcze trochę się obawiał.
Dajmy mu chwilę by się zapoznał z Viv.

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Gość on Nie Paź 04, 2015 4:08 pm
Czasami to, co inne, bywa niepotrzebne czy też niebezpieczne. W tym przypadku trzeba przyznać, że oryginalny sposób zabezpieczenia celi przed niepożądanymi gośćmi było wcale nie najgorsze. Jeżeli coś jest głupie, ale działa - nie jest głupie. Gorzej tylko, gdyby Hexowi zdarzyła się potrzeba wejścia do swojego pokoju i z jakiejś bliżej nieznanej przyczyny nie byłby w stanie skorzystać ze swoich magicznych zdolności. Wtedy byłby to zapewne problem, gdyż ostatnią opcją pozostawało wzywanie ślusarza (miłego szukania takowego w Desperacji) lub wyważenie całych drzwi. To by jednak przyniosło skutek na chwilę, zaś później trzeba by się było martwić wstawianiem ich z powrotem. Pomysł z nieposiadaniem klucza był więc dobry, ale jak każda opcja - niósł ze sobą ryzyko.
Gdzieżby tam miała być od razu urażona. Skoro już zauważyła, jaki jest cel działań mężczyzny, nie miała żadnych powodów do obaw czy złości. Co prawda gwizdnął jej trochę metalu, jednak zamek od spodni pozostał na właściwym sobie miejscu. Zupełnie tak, jakby chwilę temu kompletnie nic się nie stało, a teraz przynajmniej było jak się dostać do celi.
Nawet niekoniecznie miała na myśli jakieś szczegółowe piękno przedmiotu. Zwyczajnie wyglądał ładnie, szczególnie biorąc pod uwagę, w jak krótkim czasie powstał. Wychodzi na to, że magiczne metody kreacji obiektów są pod pewnymi względami lepsze od tych tradycyjnych. Coś, nad czym rzemieślnik musiałby spędzić sporo czasu, mogło przybrać kształt w zaledwie kilka sekund i niczym nie odbiegać od wersji wykonanej manualnie. I to jest pewien rodzaj prostego piękna.
Nie czuła się wykorzystana; pomoc wiernemu po części była jej obowiązkiem jako dobrej osoby u władzy, a dodatkowo sama lubiła jej udzielać tym, którzy zyskali jej sympatię. W końcu rozpalenie kilku świeczek na krzyż to nie podróż przez Pacyfik, nie wymagało wielkiego wysiłku ani dużej ilości czasu. Chwilka-dwie i już całe pomieszczenie było całkiem dobrze widoczne, rzecz jasna na tyle, na ile pozwalała ilość świec i pochodni w nim zgromadzonych.
- Nie szkodzi, sama pewnie mam o wiele większy bałagan. - Machnęła ręką, dając tym samym do zrozumienia, że porządek w pokoju to raczej mało ważny szczegół. Przyszła z wizytą, by miło spędzić czas w towarzystwie znajomego, a nie oglądać idealnie odkurzone półki. Zresztą odwiedziny były niezapowiedziane, więc nie można wymagać nie wiadomo jakich cudów. A odrobina nieporządku tworzy taki przyjemny klimat braku oficjalności, czyż nie?
Już wkrótce po wejściu do celi nachyliła się nad klatką, by zerknąć na jej mieszkańca. Zaraz też na słowa Hexa przykucnęła obok, by przyjrzeć się zwierzątku z bliska. Wystarczyło jedno zerknięcie na puchatą kulkę białego szczęścia, by na twarz Vivian wstąpił radosny uśmiech.
- No cześć~ - Jakkolwiek dziwne wydawało się mówienie do zwierzaka, musiała się przecież przywitać. Powoli wyciągnęła dłoń i nieznacznie przybliżyła do małego stworzonka, tak by nie przestraszyło się żadnych gwałtownych ruchów. Nie miała jakiegoś częstego kontaktu z fauną, musiała więc działać na wyczucie. Nie wydawało się jednak, żeby coś złego miało się stać. W końcu Akane raczej nie przypominała groźnego drapieżnika i nie miała w planach zrobić krzywdy hexowemu pupilowi.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Hex on Nie Paź 04, 2015 10:07 pm
Cóż, w jego wypadku to, co jest inne oznacza że jest ciekawsze. Przydatniejsze. Inniejsze, co samo w sobie oznaczało że jest "wyżej" w hierarchii od standardowych rozwiązań. Dżin ma to do siebie, że w każdej sytuacji stara się stawiać na oryginalność w swoich działaniach. Nawet jeśli rozwiązanie "oryginalne" jest trudniejsze od normalnego - jest lepsze. Bo jest mniej nudne! To jest szach-mat jego myślenia. Zainteresuj go - jest twój.
Ej no, on nie ubrał aż tak dużo tego metalu. Raptem odrobinę, z której stworzył więcej, a potem to "więcej" uformował w kształt. I tyle, więc raczej Panienka nie powinna się bać o gubienie swoich spodni.
Ale mmm, jeśli chce je zgubić dla swojego wiernego - nie będzie narzekał. Nie ma na co.
Hm, więc "magia" daje piękno? Czemu więc Akane nie zachwyca się swoim podwładnym? Też jest magiczny, hehe! Nie no, dosłownie jest magiczny. Jest Dżinem, niegdyś pełnym magii. Teraz trochę mu się zapodziała po drodze, ale nie jest tak źle. Jeszcze czasem umie robić triki, takie jak ten.
Akane mogła swoją drogą zauważyć lub poczuć, że klucz "zniknął" bez śladu - moc Hexa się właśnie wyczerpała. Nie trwało to długo, bo nie musiało. Ta moc potrafi być potężna, ale jest krótkotrwała, stąd istnieje jakiś limit tych możliwości.
Wszak mógłby zrobić nawet górę z ziarna piasku, gdyby nie to, prawda?
A kto wie czy Akane nie miała arsonfobii i bała się świeczek? No dobrze, może to przykład wyrwany z kosmosu, ale jednak coś w nim jest. Wszak gdyby Akane bała się ognia, nie mogłaby rozpalić takowego by pomóc Hexowi, więc nie byłaby w stanie pomóc. A może przezwyciężyłaby dla swojego podwładnego strach?
- Nie jest Panienka gatunkiem kobiet które nie cierpią widoku bałaganu? - Spytał z ciekawości, słysząc jak bałagan jej nie szkodzi, a nawet rzucając słowa na to, że u siebie może mieć o wiele większy. Zazwyczaj Panie mają swoistą niechęć do oglądania "twórczego chaosu" pod postacią bałaganu. Miło jednak wiedzieć że i od tego są wyjątki, i potrafią czasem sobie darować sprzątanie i czynić coś bardziej górnolotnego. Hallelujah!
Króliczek początkowo leciutko wycofał się w zagłębienie ramienia Hexa, ale powolne, uspokajające głaskanie ze strony zielonowłosego chyba ukoiło jego nerwy, bo ponownie wysuną nieco główkę, pozwalając na dotyk ze strony Vivian. Oklapł uszka, troszeczkę jeszcze poddenerwowany dotykiem nowej osoby. Jego nosek co chwilkę się ruszał, jakby próbował też poznać zapach czerwonowłosej Panienki.
Ale no, miał ją o coś poprosić, dlatego też po krótkim momencie przysiadł na kamiennej posadzce i zerknął w stronę kufrów. No, jest tam.
- Widzisz te dwa kufry, o tam? Obok lewego leży mały worek z ryżem. Ostatnio tym go karmię, więc... Chciałabyś nakarmić Azazela? Tylko zdąż przed nim. - Uśmiechnął się, stawiając królika na podłodze, jaki zaczął przeskakiwać z kawałka podłogi na drugi kawałek. Nie wydawał się zdenerwowany, bardziej robił to chyba dla rozruszenia się. W końcu klatka, nieważne jak duża, i tak może trochę ograniczyć ruchy, prawda?

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Gość on Nie Paź 04, 2015 11:16 pm
Aż szkoda, że kluczyk zniknął. Przynajmniej przez chwilę miał szansę istnienia, taki ładny, drobny i funkcjonalny. Ale jak każda rzecz, musiał dokonać swej egzystencji w taki czy inny sposób. Szybko się pojawił, a więc i równie prędko rozpłynął się w nicość, pozostawiając sobie tylko pustkę. No cóż, trudno.
Magia naprawdę miała w sobie coś przyciągającego. W końcu coś, co nie występuje normalnie w naturze, od razu wzbudza ciekawość, a następnie pewien rodzaj pożądania, jakieś pragnienie głębszego poznania tego, czego nie da się pojąć rozumiem. Stąd przecież określenie magiczny jest właściwie przymiotnikiem wartościującym pozytywnie. Warto zwracać uwagę na to, co łączy się z magią. Trzeba przyznać, że Vivian również czuła się nią w jakiś sposób zafascynowana. Proces kreacji klucza, choć wydawał się być raczej drobnostką, był dla niej bardzo interesujący. Sama potrafiła wykonać tylko jedną "sztuczkę", którą można przyrównać raczej do ostrej mutacji niż jakichś konkretnych magicznych zdolności, chociaż właściwie też podpadała pod zjawisko nienaturalne. Nienaturalne, aczkolwiek od ostatniego tysiąca lat dość powszechne; za to z typowo anielskimi mocami nie spotykała się często, były więc tym bardziej warte uwagi. Nikt nie powiedział, że nie zachwyca się zdolnościami wiernego - może po prostu jeszcze tego aż tak bardzo nie okazuje.
Gdyby naprawdę coś jej przeszkadzało w prośbie o zapalenie świec, to od samego początku by o tym powiedziała i odmówiła pomocy. Nie miała w zwyczaju zmuszać się do rzeczy, na które wybitnie nie miała ochoty, gdy nie było ku temu poważnego powodu.
Zresztą, Akane i strach przed ogniem? Ta piromanka? Proszę mnie tu nie rozśmieszać.
- W sumie to zależy. - Odpowiedź kobiety nigdy nie może być prosta. Nigdy. Ale przynajmniej była szczera, zamiast zbywać półsłówkami. - Póki wiesz, gdzie co leży, a cywilizacja wykwitła ze śmieci nie chce przejąć kontroli nad pokojem, to nie jest źle. Ważniejsza jest higiena niż jakieś szczególne poukładanie. Jak wszystko jesteś w stanie znaleźć, to gdzie problem? - Rozłożyła ręce nieco na boki i wzruszyła ramionami. Czasami potrafiła się zachowywać jak rasowy mówca, ale to raczej losowe przypadki niż celowe działanie. Nie odnajdywała się w przemawianiu do tłumów i zdobywaniu w ten sposób poparcia ludności. Ambicja poziom zero. Aż dziwne, że dochrapała się tak wysokiego stanowiska. Właściwie sama nie wiedziała, skąd się ono wzięło i czemu je przyjęła, ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Nie było wcale tak źle, jak by się mogło wydawać.
Nie zraziła się początkowym wycofaniem królika. W tym momencie tylko zatrzymała rękę, dając zwierzątku jeszcze trochę czasu na przyzwyczajenie się do jej obecności. Gdy jednak już się przekonał, delikatnie pogłaskała go koniuszkami palców po małym łepku, co u wymordowanej spowodowało jeszcze większy, niemal dziecięcy uśmiech.
Skinęła głową na propozycję nakarmienia pupila i od razu przesunęła się w kierunku wskazanego kufra. Nie chciało jej się wstawać, więc tylko oparła się na kolanach i sięgnęła w wyznaczoną stronę. Dorwała w swoje łapki woreczek z ryżem i wyjęła trochę drobnych ziarenek, które teraz najwyraźniej należało podać futrzastej kulce.
- Jaki on jest kochany - skomentowała jeszcze. Duszenie w sobie emocji, czy to negatywnych czy pozytywnych, nie jest dobre.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Hex on Pon Paź 05, 2015 9:40 am
Nic nie trwa wiecznie. Rzeczy wytworzone przez długi czas, z pieczołowitością i dokładnością trwają długo, odpowiednio długo jak wiele czasu poświęcono im tworzeniu. Przedmioty stworzone magią, w ciągu chwili zaś, równie szybko i magicznie znikają bez śladu. Taka zasada, można by rzec.
Hm... Może kiedyś Hex pozwoli sobie na zrobienie jej pokazu swojej mocy, znacznie większego niż klucz z odrobiny stali. Czy już aby nie pokazywał że robił schody w podłożu góry, żeby łatwiej było się dostać do korytarzy świątynnych? Co z tego że potem się wychodziło z litego sufitu, a schody wysuwały się z niego ku zaskoczeniu każdego przechodnia.
Było prościej przejść? Było. Popisywał się? Nie, ale gdyby tak nie robił, gubiłby się w korytarzach częściej niż zdejmuje i wkłada kapelusz. A biorąc pod uwagę jego manierę ściągania kapelusza przy powitaniu - robił to często. Bardzo często.
Więc... Tak. Orientacja w terenie? Zerowa. Strach przed ciemnością? Duży. Psychoza? Też spora. Niestabilność psychiczna? Od dawna.
Takich ludzi brakuje światu.
Skąd niby Hexior miał wiedzieć, że ma do czynienia z rasową podpalaczką, hm? Może jak kiedyś się dowie to nie będzie się obawiał o to, żeby poprosić ją o "ogień". Nie, nie pali! Bleh! Co wy sobie myślicie, duh.
Z jego ust wydało się ciche, pytające "mmm", gdy stwierdziła że to zależy. Wytłumaczenie jednak rozświetliło mu myśli i wyjaśniło wszystko dokładnie. A więc ona woli higienę ponad ogólny ład? Coś w tym może być. Marnowanie energii na pieczołowite układanie jeśli można wszystko równie bezproblemowo znaleźć porozrzucane po celi nie jest warte zachodu.
- Chyba tak. Mimo wszystko jednak stereotypowe myślenia uważają was, Panie, za alergiczne do bałaganu. Miło jednak wiedzieć że to tylko fałszywe myślenie. - Kiwną głową z szerokim uśmiechem, wracając do swojego królika. A więc tak, Azuś... No. W sumie zabawne w nim było to, że nie bał się ognia. Nawet jeśli świeczka prawie przypalała mu futerko, nie miał problemu stać, albo nawet położyć się obok niej, jak obok miniaturowego źródła ciepła gdy są sami a on może się swobodnie poruszać po celi. Teraz zresztą też się swobodnie porusza po niej, ale jest nieco "spięty" obecnością obcej osoby, przez co na razie przeskakuje po kamiennej posadzce, ciekawsko to zbliżając się do Akane, to od niej odskakując gdy zwracała uwagę ku niemu.
- To jego rola w moim istnieniu tutaj. Pomaga mi swoim urokiem przetrwać trudniejsze chwile. Mmm... To miło widzieć cię taką radosną. - Zauważył, widząc jej szeroki, niemal dziecięcy uśmiech. Lubił widzieć innych uśmiechniętych, to pozwalało mu zapomnieć o jego własnym bólu.
Dlatego pewnie też często jego zachowania mają charakter satyryczny lub kabaretowy. Zawsze i wszędzie z uśmiechem!
Byleby uciec od mroku swojego umysłu i serca.
- Wyjmij z worka trochę ryżu na dłonie i przysuń do niego. - Zaproponował, z uśmiechem kiwając głową w stronę króliczka. Wiedział że jeśli go przekona do siebie jedzeniem, wtedy będzie aż w kociej manierze prosił o delikatnie pieszczoty, ocierając się. Jeśli zrobi tak jak dżin zaproponował, Azuś bez chwili zawahania pokica do niej i zacznie podjadać, pewnie łaskocząc przy okazji swoim grubym futerkiem i wąsikami.
Tak. Bez czegoś tak słodkiego i puchatego by pewnie zwariował.



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Gość on Pon Paź 05, 2015 6:00 pm
No cóż. Wiadomo, że każda rzecz i wydarzenie musi się kiedyś skończyć i sztuczne wydłużanie ich żywota nic dobrego nie przynosi, a jedynie wysiłek i kłopoty. Zresztą, gdyby każdy przedmiot, zwierzę czy osoba istniało na zawsze w materialnej formie, to przy obecnym tempie pojawiania się nowych, już dawno nie byłoby na Ziemi ani milimetra sześciennego wolnej przestrzeni. Dobrze więc, że w naturze występuje nieustanne krążenie substancji, które tworzą raz eden, raz inny obiekt, a po nich kolejne i kolejne.
No na pierwszy rzut oka na pewno po nikim nie widać leciutko niezdrowego zamiłowania do płomieni. Gdyby spędzali ze sobą więcej czasu, to prędzej czy później dżinowi z pewnością udałoby się tego domyślić po pewnych oczywistych zachowaniach, jakie wykazywała Vivian w obecności ognia - wpatrywanie się weń z fascynacją, potrzeba stałego podsycania paleniska i wręcz niebezpiecznie mały dystans od źródła ciepła zdecydowanie wskazywały na piromanię. No chyba, że tak jak w tym wypadku, coś innego pochłonęło uwagę czerwonowłosej na tyle, by bliska obecność ognia nie była najważniejsza. Aczkolwiek gdzieś z tyłu głowy odczuwała, że owo wnętrze jest jej miłe między innymi z powodu dużej ilości świec, które mocno się jej podobały. Taki gust, co poradzić.
- Stereotypy też się nie biorą z niczego. Kobiety bardzo często rzeczywiście lubią porządek, no i też duża część z nich zajmuje się sprzątaniem. Tak się już utarło, ale w końcu od wszystkiego są wyjątki - podsumowała kilka ostatnich dygresji.
Bezwiednie schowała końce palców w woreczku i całkowicie mimo woli bawiła się nimi, przebierając w białych ziarenkach. Jest to jedna z tych rzeczy, które trudno jest przerwać, gdy już się zacznie.
- Och, naprawdę? Całkiem często bywam radosna. Miło wiedzieć, że cię to cieszy - odpowiedziała, śmiejąc się bezgłośnie. Podobno coraz rzadziej można spotkać osoby, które autentycznie przejmują się radością innych. Stąd też fakt, że ktoś taki znalazł się na jej drodze Vivian musiała uznać za pozytywny aspekt.
W końcu przestała bawić się ryżem, a złapała go trochę w rękę i na otwartej dłoni wyciągnęła w kierunku maleńkiego stworzenia. Króliczek rzeczywiście w kilku kicnięciach znalazł się przy swoim posiłku dobrał się do jasnych ziarenek, wywołując u kobiety kolejny uśmiech. Dotyk maleństwa trochę łaskotał, ale dzielnie trzymała łapkę w jednej pozycji, by ułatwić konsumpcję długouchemu koledze. Po pewnej chwili z dłoni panny Andersson zniknęła już cała kopka zboża; niedbale wytarła palce w spodnie i podniosła się z kolan.
- Bardzo się cieszę, że się na ciebie dzisiaj natknęłam, Hex. Liczę na rewizytę - przy ostatnich słowach uśmiechnęła się wdzięcznie i nachyliła się nad zielonowłosym, cmokając go w czoło na pożegnanie.
- Do zobaczenia~ - dorzuciła jeszcze śpiewnym tonem i przed wyjściem pomachała dłonią zarówno do wiernego, jak i do jego pupila. Miała jeszcze kilka naglących spraw do załatwienia... na przykład obiad. Przecież biedne kobieta od rana nic nie jadła!

[zt]



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Hex on Pon Paź 05, 2015 6:13 pm
Tu powstanie post opisujący wszystko to co się stało zanim nastąpiło z/t. W wyniku cięć kosztów jednak mam do dyspozycji tylko głaskanego króliczka.



[z/t]



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Gość on Sro Sty 06, 2016 6:00 pm
Droga do celi Hexa zajęła jej zadziwiająco dużo czasu - anielica jednak starała się zastanowić na poważnie, jak ona ma się wkraść do tych pokoików, nie dać po sobie poznać, że to ona je zajumała...
Z kapeluszem może być mały problem, ale jej torba powinna dać sobie radę. W razie czego jej cela była całkiem blisko, więc będzie mogła pobiec w stylu bohatera i zdobyć coś fajniejszego na nowe trofea, a co.
Benio szedł powoli za swoją właścicielką, najpewniej zastanawiając się, dlaczego tak się czai, szczerząc się (jak zwykle) do samej siebie jak wariat. Pewnie sama Abi by tego nie była w stanie wytłumaczyć, bo i tak prawie zawsze jakieś myśli ją bawiły do tego stopnia, że potrafiła się śmiać do ściany. I nie dzieliła się swoją historią z innymi wyznawcami. Ciekawe, czy mieli ją za dziwaczkę.
Ale co tam! Cela Hexa była już niedaleko jej, więc anielica zatrzymała się i rozejrzała po okolicy. Chyba nikogo nie było... Jednak wolała się upewnić. Co prawda nikogo nie powinno dziwić to, że wchodzi do celi dżina, z którym dobrze się dogaduje i często wpada z wizytą, choćby po to, żeby zająć się uroczym towarzyszem, ale dzisiaj miała coś na sumieniu. Benio nie był widocznie zainteresowany zabawą w ninja, ponieważ poszedł nieco dalej.
- Idź, idź. - zachęciła, machając dłonią - Możesz na chwilę iść w okolice mojej celi, czy coś.
Chwila minęła, zanim odgoniła bestię - w dodatku musiała mu nieco wskazać drogę, aby ten przystanął tam, gdzie trzeba. Potem znowu ruszyła w stronę celi Hexa.
Dobra, trzeba być błyskotliwym. Mam tam po prostu wejść i zabrać kapelusz? A on go nie ma ze sobą?
Zanim wejdzie, ma jeszcze chwilę czasu. Z pewnością rozejrzy się co najmniej raz, aby upewnić się, że jest sama.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Gość on Pią Sty 08, 2016 7:44 pm
Arteria jak zwykle była pełna ludzi. Większość zwyczajnie ignorowała anielicę. Wiedzieli, że jest obłąkana i ma zwyczaj rozmawiać ze wszystkim poza ludźmi. Inni jednak, głównie ci nowi, przyglądali jej się z zaciekawieniem. Wszyscy słyszeli plotki o pierwszym aniele w Świątyni i choć nikt nie pokazywał na nią palcem, to zdecydowanie chcieli przynajmniej przystanąć żeby przekonać się, czy te wszystkie historie rzeczywiście były prawdziwe. Na szczęście leweł świetnie odstraszał gapiów. Najmłodsi podkurczali ręce pod siebie i przyspieszali kroku. Starsi zwyczajnie schodzili jej z drogi. I tak przez całą drogę aż do drzwi, które prowadziły prosto do celi Hexa.
Abi znała to pomieszczenie, w końcu była tu już tyle razy że była w stanie określić gdzie dokładnie znajdowała się każda świeczka ustawiona na podłodze. Ale czy zdawała sobie sprawę z tego co znajdowało się w kufrach?
Ale cóż to? Drzwi były zamknięte. Na klucz.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Casa La Hex (Cela Hexa)    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 2 1, 2  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics