:: M3 :: Południe :: Pub „Zone”

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Gość on Sob Gru 05, 2015 10:42 pm
Wysłuchała go do końca i uśmiechnęła się.
- Dobrze. Ale wolę wrócić z wami, żeby w razie kłopotów doprowadzić was na miejsce. W ten sposób macie łączność z naszym gangiem. Teraz wrócę do waszej kryjówki i poczekam. Może uda mi się trochę przespać.
Zanim jednak wstała, wzięła karteczkę i napisała na niej kilka słów, adresowanych do przywódczyni. Oddała karteczkę kromstakowi, który miał za zadanie odnaleźć Kami.
- Do zobaczenia za kilka godzin.
I wyszła.

zt x2





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Gość on Czw Kwi 21, 2016 9:51 pm
Ab skończył na dzisiaj swoje obowiązki i nie bardzo miał na swoje zajęcie jakiś pomysł.
Pooglądać telewizję? Nie, lepiej nie. Mało przydatne.
Pomóc w kuchni? Już tam dzisiaj był a i nie było tam teraz nic do roboty.
Posprzątać magazyn/ Może niech się za to lepiej nie chwyta. Poprzednim razem jego system okazał się mało intuicyjny dla reszty Łowców i trzeba było to wszystko poprzestawiać.
A może poćwiczyłby walkę? Tak to dobry pomysł... nie. Robił to przed południem.
Jego czworonożnych przyjaciół też gdzieś wcięło, więc nie mógł się z nimi pobawić.
Spacery po mieście były ostatnio dość ryzykowne, więc bez potrzeby miał się tam nie zapuszczać.
Yuu też mu gdzieś dzisiaj zniknęła, więc nie mógł się do niej przyczepić...
Normalnie nic do roboty! I wtedy wpadł mu do głowy genialny pomysł. Może nie ma Kami, ale przecież jest Slei! Z nim dawno nie spędzał czasu. Pewnie się stęsknił!
Anioł nie musiał długo rozważać tej opcji. Po kilku sekundach już gnał ku przejściu do "Zone", gdzie powinien znaleźć łowcę. W końcu były jego godziny pracy albo raczej kończyły się, ale powinien był się tam jeszcze znajdować.
Dotarłszy do pubu, zmienił się w dwuwymiarowy cień i przemknął się niezauważenie do gabinetu właściciela, gdzie zmaterializował się siedząc po turecku na kanapie.
- Czeeeeść - przywitał się z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Cooo porabiasz? - Przekrzywił głowę przypatrując się Marcusowi.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Gość on Pią Kwi 22, 2016 11:40 pm
Jak zwykle o tej porze przesiadywał w swoim biurze. Sterta papierów, początkowo wyższa od ambicji niejednego korporacyjnego zapaleńca, powoli zmierzała ku końcowi. Za każdą przerobioną sprawę nagradzał się łykiem whisky.
Już był gotów rzucić to wszystko w cholerę i trochę odpocząć zgodnie z zaleceniami Liselotte. Jednak musiał dostać powód żeby wypluć z siebie ze zdziwienia dobry trunek, który poleciał w przeciwną od zamierzonej strony.
- Na Cronusa, Abaddon, wiesz, że istnieje coś takiego jak drzwi i czynność taka jak pukanie? - Zapytał błagalnym tonem próbując odratować oplute kartki.
Po posortowaniu ich, zadzwonił dzwonkiem znajdującym się we włączniku od lampki po Vito. Westchnął cicho widząc dziecinny i promienny uśmiech stróża jego przywódcy.
- Właśnie przyśpieszyłeś mój koniec papierkowej roboty, mam zamiar iść trochę postrzelać dla odstresowania się po raporcie z dołu. - Powiedział z lekką dozą wdzięczności w głosie, miał dosyć tej papierkologii już dawno, przyda mu się aktywna przerwa od tego wszystkiego. Od razu przetestuje nowe dostawy.
Do jego uszu dotarło ciche wybijanie kodu do drzwi, wiedział, kto ma zamiar wejść dzięki temu, każdy wybijał ten sam kod, a mimo to każdy się różnił w pewien sposób.
Otworzył spokojnie każdy spust, jednak nie nazwałoby się tego tempa ślimaczym.
- Witaj, wejdź - Powiedział ciepłym tonem zamykając za nim drzwi. - To jest Abaddon, stróż Yuu, wygląd mylący względem wieku zapewne o tysiąclecia. Ab, to jest Vito, oficjalny właściciel Zone i moja prawa ręka. - Przedstawił ich sobie siadając jeszcze na chwilkę za swoje biurko.
- Wszystko na dole w porządku? Kamery pilnują okolicy i sprawdzacie każdego kto wejdzie? Nie wpuszczacie nikogo podejrzanego nawet do Zone? - Zapytał chowając na chwilę twarz w swoich dłoniach, po czym odgarnął grzywę do tyłu. Był już tym wszystkim zmęczony, zwłaszcza po całej tej akcji z rozwalaniem kufli przez tego samego SPECa, którego spotkał na pustyni. Wiedział, że to kwestia czasu zanim kogoś tu ściągnie.
- Spokojnie, wszystko jest pod kontrolą. Na dole żadnych burd, sprawdzamy nawet gości w Asylum, zwłaszcza, że po akcji z aniołami kwatery są ciągle zajęte i desperaci koczują przy wejściu, każdy jest sprawdzany i bez karty nie wejdzie. Zone żyje w swoim niezmiennym rytmie, spokojnie i płynnie, dochody również bez zmian. Dostawy i dostawców również przekierowaliśmy w inne miejsce, zajmuje to więcej czasu, ale przynajmniej mamy pewność, że nikt nie połączy tego miejsca z towarem.
Vito przysiadł się do Aba, lustrując go krótkim spojrzeniem. Nieświadomy jego umiejętności, zastanawiał się ile może mieć lat i co potrafi anioł w tak dziecinnej posturze. Na jego szczęście nie myślał o nim nic negatywnego.
Wyciągnął swoją paczkę wysokiej jakości papierosów i zaproponował jednego z nich aniołowi.
Po odpaleniu i porządnym zaciągnięciu, przechylił głowę do tyłu.
- Po co tylko zgodziliśmy się na przerzucenie tego Tajfunu i Maku, tego nie rozumiem. Wiem, że dali nam cholernie dobrą ofertę i znamy ich od dziesiątek lat, ale po co. Po co się babrać z tym świństwem. - Powiedział bardziej w eter niż w stronę zastępcy.
- Nie martw się, zapłacili nam z góry, to po pierwsze. Po drugie, tak jak mówiłeś, znamy Crowleya od czasów kiedy ten dziad jeszcze nie potrafił się ogolić i dobrze wie co by się z nim stało przy wydaniu czegokolwiek co o nas wie, a i tak większość z tego to fałsz i niedomówienia prowadzące donikąd. Po trzecie, to jednorazowa akcja, która jest warta cztery przerzuty, a dobrze wiesz, że potrzebujemy teraz pieniędzy. Lada moment będziemy startować z rabarbarem, nie mieliśmy jeszcze tak kosztownej operacji za czasów mojej i twojej kadencji. - Powiedział spokojnym tonem wypuszczając z siebie kolejny obłok dymu, sam nie zauważył kiedy odpalił jednego ze swoich petów.
Vito cicho westchnął, czuł zapewne to samo co Slei. To wszystko już przerosło każdą pojedynczą jednostkę, ale nie da się już tego zatrzymać.
- Ty tutaj jesteś od dowodzenia, twoja plansza i twoje klocki. Zbieram się, niedługo będzie dzwonić Vasilias w sprawie tych materiałów, które zamówiłeś.
Ruszył w stronę wyjścia, dało się zauważyć, że był bardziej spięty niż kiedy tutaj wszedł.
- To nie tylko moja plansza, dobrze wiesz, że sam jesteś za wysoko postawiony żeby tobą sterować. Pozdrów Catone, mam nadzieję, że się nie przemęcza jako szef ochrony. - Powiedział chłodnym, ale przyjacielskim tonem, oczywiście poza sarkastycznym dodatkiem na koniec.
Kiedy można było usłyszeć dźwięk zatrzaskującej się klamki, Slei odwrócił głowę w stronę Aba.
- To idziemy na tę strzelnicę? Po drodze mi powiesz co wyczytałeś z jego głowy, Abie.
Zarzucił na siebie swoją starą, wręcz archaiczną skórę i ruszył w stronę wyjścia, nie zapominając o zabezpieczeniu wszystkiego.

z/t





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Gość on Sob Kwi 23, 2016 12:22 am
Chłopak zaczął kiwać się na miejscu i cały czas przyglądał się łowcy. Uśmiechnął się szerzej, gdy ten oświadczył mu, że skrócił jego pracę.
To chyba dobrze, tak? Przyspieszanie pracy to dobra rzecz. Przerwy to dobra rzecz. Zwłaszcza, gdy ludzie są zmęczeni. Sleipnir chyba jest...
Anioł odpłynął na moment myślami. Wrócił jednak natychmiast, gdy posłyszał swoje imię.
- Mmm? - Odwrócił twarz w stronę gościa i spojrzał na niego wielkimi oczami, które dziś miały złotawą barwę dzięki soczewkom. Uśmiechnął się szeroko i zeskoczył z sofy by się ukłonić.
- Abaddon. Anioł stworzony przez samego Boga podczas tworzenia świata. Sam nie wiem, ile mam lat - zaczął paplać jak gdyby nigdy nic.
- Właściwie to początkowo nie miałem być stróżem... i chyba miałem inną osobowość. - Przyłożył palec do podbródka i na chwilę się zamyślił. Mało go obchodziło, czy ktoś go naprawdę słucha. I tak sobie gadał.
- Tak, teraz pamiętam... moja moc... Miałem na końcu świata karać złych ludzi. - Podniósł oczęta na oficjalnego właściciela.
- Coś... coś chyba jednak nie wyszło. - Posmutniał i spuścił głowę ściszając stopniowo głos. Wbrew pozorom on naprawdę źle znosił odejście Boga. Łowcy tego nie zauważyli, ale jego to naprawdę zmieniło. Znali go tylko jako roztrzepanego dzieciaka, ale kiedyś taki nie był...
Klapnął z powrotem na kanapę, nie interesując się otoczeniem. Mężczyźni gadali, a on nic z tego nie rozumiał. Już wolał wpatrywać się w podłogę pogrążony w swoich myślach.
Podniósł głowę dopiero wtedy, gdy nowo poznany człowiek skierował się do wyjścia. Nie odezwał się jednak dopóki ten nie zniknął za drzwiami.
- Marcus, dlaczego on się tak martwi? - zapytał jak zwykle dziecinnym głosikiem. Doskonale wyczuwał atmosferę, jaka panowała podczas rozmowy i widział strzępki wspomnień, ale ze zrozumieniem ich było już gorzej.
Tajfun? Mak? Dlaczego o tym mówili? Co mają kwiatki i pogoda do prowadzenia baru?
Abaddon może i znał się na lekach i truciznach, ale narkotyków zbyt wielu nie znał. Z tych bardziej popularnych, potrafił uzyskać chyba tylko mleko makowe.
Uśmiechnął się trochę niemrawo, ale ochoczo poderwał się z miejsca i podreptał posłusznie za Sleipnir'em, stopniowo odzyskując zwykłą dla niego pogodę ducha.

[z/t]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Saligia on Nie Lip 15, 2018 10:59 pm
Sylvia przyszła na umówioną godzinę. Nic. Zaczekała jeszcze pięć minut. Nic. Zapukała. Nic.
Wzruszyła ramionami i otworzyła drzwi po czym weszła jak do siebie.
Rozejrzała się. Całkiem przyjemne miejsce ma tu. Bardzo klasyczne i całkowicie w nietutejszym stylu. To angielski o ile się orientuje. Zajrzała jeszcze do barku, ale nic nie ruszała po czym rozwaliła się na kanapie w oczekiwaniu na właściciela i potencjalnego pracodawcę.
Uznała, że w międzyczasie zaspamuje pocztę brata.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Gość on Sro Lip 18, 2018 8:05 pm
A więc tak wyglądał powrót ze służby, lawina papierów.
Widocznie Kami wybrała taki sposób żeby się zemścić za kilkumiesięczną absencję i nie pokazanie się w jej biurze oficjalnie aby zostać przywróconym do służby. Cóż, pomyśli o tym kiedy skończy się użerać ze wszystkim co zrzuciła na jego i Williama głowę.
- Jeżeli możesz po krótce powiedzieć mi na czym stoi cała działalność organizacji i pubu to będę stokrotnie wdzięczny. Pomiń wszelkie szczegóły, o których byłem informowany na bieżąco.
Czyli kto zginął, kto uciekł, kogo porwali. Najbardziej bolał go brak Liselotte Merricks. Wciąż nie wierzył, że dopuściła się dezercji.
- Oczywiście..
~~
Po godzinnych dysputach i nadrabianiu informacji usłyszał pukanie do drzwi. Kiedy posłał Williama żeby otworzył, drzwi same zdążyły się rozchylić ku zdziwieniu każdego w środku. Pamięć mięśniowa wciąż robiła swoje, po sekundzie miał w ręku broń wycelowaną w nieznajomą.
Zdziwienie i konsternacja ogarnęły pomieszczenie. Wciąż siedząc przy swoim biurku i celując w głowę nieznajomej czekał na wyjaśnienia.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Saligia on Czw Lip 19, 2018 1:05 am
Widząc wycelowany w nią pistolet zamarła. Zdecydowanie nie była przyzwyczajona do tego by celowali w nią z broni. Nikt nie jest szybszy od kuli, a tym bardziej lasera. Nie była jakoś specjalnie daleko więc nawet nie liczyła na to by spudłował. Gwałtowne ruchy to byłby raczej zły pomysł. Nawet gdyby to był ruch mający szybką, a gwałtowną ucieczkę. Nie ruszając się z miejsca odezwała się do mężczyzny:
- Jeśli jesteś rozsądny to nie strzelisz do mnie. Z kilku powodów. Po pierwsze jestem tu umówiona. Po drugie mojego zniknięcia byś nie ukrył. Z kilku powodów. Po trzecie gdzie znajdziesz bardziej uroczego barmana?
W pewnym sensie i tak już z nim pracowała.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Gość on Czw Lip 26, 2018 2:36 pm
Kochał tych gówniarzy i gówniary, które były tak wygadane z lufą skierowaną w ich stronę. Rzekomo opanowany ton, udawanie mocniejszego niż się jest, próba sprawiania wrażenia wpływowej osoby. W dupach się poprzewracało.
- Nie przypominam sobie żebyśmy przechodzili na ty. William, wiesz kim jest nasz "gość"?
Willie szybko zerknął w notatki w grafiku i szybko porównał osobę na żywo z tą przedstawioną na zdjęciu.
- Sylvia Blackburn, lat 25, zaskakująco niska waga jak na osobę z protezami obu nóg, 74 kilo, 177 centymetrów wzrostu.. Wygląda na to, że się pokrywa, sir.
Zmierzył ją wzrokiem kolejny raz wciąż trzymając pistolet w rękach.
- Na swoim wyposażeniu posiada rękawice "Strike".
No, poczuł się przekonany. Powoli opuścił broń i położył ją na biurku.
- Zabawne, jestem twórcą tych rękawic. Początkowo przysługiwały one jedynie Łowcom, ale po pewnej akcji 30 lat temu S.SPEC wszedł w ich posiadanie i postanowił je odtworzyć na większą skalę.
Z pierwszej szuflady od góry wyciągnął typowy formularz dotyczący zatrudnienia i przesunął nim na drugą stronę biurka.
- Zacznij wypełniać, w międzyczasie możesz powiedzieć coś o sobie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Saligia on Czw Lip 26, 2018 11:14 pm
- Cóż, "panowanie" jakoś nigdy mi nie weszło w zwyczaj. - odpowiedziała bezczelnie, ale szczerze.
Gdy mężczyzna, najwidoczniej William, opisał ją jak towar na wystawie spojrzała pod nogi. Nie było to żadną miarą zawstydzenie. Zainteresowało ją stwierdzenie "się pokrywa". Wzrost jeszcze mógłby ocenić na oko, ale masę ciała? Musiało to oznaczać, że w lub przed gabinetem są płyty sensoryczne mogące całkiem dokładnie określić siłę nacisku. Wzrost to mógłby być miernik laserowy działający przy użyciu lasera podczerwonego słabej mocy. Musiała przyznać, że musiały być nieźle ukryte. O ile miała rację.
- Co w tym zabawnego? Kradzież technologii jest stara jak wojny. To znaczy cholernie stara.
Zamrugała. Dawno nie wypełniała fizycznego formularza. Nawet jej się to podobało. Miało to jakiś swój urok.
- A co mam opowiadać o sobie? Pewnie już wiesz o mnie wszystko łącznie z numerem buta i ulubionym smakiem lodów. - powiedziała biorąc bez pytania długopis z biurka i zaczynając dość mechanicznie wypełniać.
- Nie jesteście zbyt subtelni z tym, że wyciągnęliście o mnie co się dało. Lepiej mi powiedz czego nie wiesz to może o tym opowiem.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Gość on Sob Lip 28, 2018 3:17 pm
- Zacznij od tego co umiesz, a czego nie umiesz. Wszystko co jest związane z pracą barmańską.
W międzyczasie kiedy Saligia zajmowała się swoją papierkową robotą, William dostarczył kolejną tonę papierów do wypełnienia. Miał wrażenie, że biurko już jest zakrzywione od ich ciężaru.
- Okej, jak sama widzisz, pracy mi nie ubywa więc po prostu przyśpieszmy proces. Jako osoba uchodząca za człowieka i posiadająca legalną i prawdziwą przepustkę będziesz pracować w Zone i tylko Zone. Możesz w subtelny sposób zbierać informacje o klientach, ale tylko w sposób nienarażający ani tego miejsca ani organizacji. Mamy te "szczęście", że już raz mieliśmy najazd sił S.SPEC, który przez swoją niekompetencję nic nie odkrył więc jesteśmy "czyści". Mimo to, wszelkie szpiegowskie działania i użycie informacji ma się odbywać poza pubem. Mam nadzieję że to rozumiesz, jeżeli nie zastosujesz się do którejkolwiek części to na pewno zostaną z tego wyciągnięte konsekwencje. Stawka godzinowa i miesięczna oraz wszelki zakres obowiązków i praw masz wypisany na ostatniej stronie umowy, którą właśnie wypełniasz. Kiedy skończysz, przekaż ją Williamowi, zrobi dla ciebie kopię. Jakieś pytania?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Saligia on Pon Lip 30, 2018 8:37 pm
- Człowiek robi CV, a i tak go będą o to pytać. - stwierdziła zrezygnowanym tonem.
Po chwili jednak wyprostowała się lekko i uśmiechnęła lekko.
- Wszystko. - to jednak nie była cała odpowiedź - Robienie drinków, znajomość alkoholi, nawiązanie rozmowy z klientem w zasadzie o czymkolwiek i sprawianie, że ludzie zostawiają kasę. Napisałam w CV, że już pracowałam jako barmanka, a zrezygnowałam, bo po zmianie właściciela bar przerobili na podły klub.
To co stało się z tamtym lokalem było naprawdę przykre. Miał przede wszystkim charakter, a to co w nim teraz było to była maszynowa kopia wielu takich samych lokali, które w zasadzie różnią się tylko nazwa.
- Coś ci się pomyliło. Ja chcę tu pracować, bo lubię ten rodzaj roboty, a miejsce mi odpowiada z kilku względów. Jak coś mnie tu zainteresuje to się spróbuję dowiedzieć, ale ja zbieram informacje dla Cira więc mi nie mów jak mam to robić. Szczerze mówiąc i tak więcej rzeczy mogę się dowiedzieć gdzie indziej.
Przejrzała ostatnią stronę.
- Tak. Nie ma nic o bonusach.
avatar





Saligia
Wtyka
GODNOŚĆ :
Sylvia Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Biuro właściciela.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry