Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next   

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Gość on Czw 21 Maj - 17:56
Miał rację, a im dłużej Thea słuchała tym bardziej chciała udać się do podziemi i posłuchać najnowszych plotek, czy czegoś innego. Tak trzeba to ogarnąć jak najszybciej, koniec z lenienia się! Po tych pełnych entuzjazmu myślach dziewczyna szybko napiła się herbaty, Cholera! Gorące... Ale z szklanki w oczach przełknęła tę piekielnie gorącą ciecz. Po chwili spojrzała na kolegę, gdy już ogarnęła się jak żyje i czy jej przełyk nie stopił się pod gorącym napojem.
-Jak myślisz czemu? Bo nadal się boją innych ludzi, tych odmiennych co mają wirusa i przyokazji tak im wygodniej, siedzą w azylu i się cudnie. Prawda?- Powiedziała spokojnie, po chwili zakaszlała i tym razem nie upiła herbaty. Zraziła się niesamowicie do niej, może za jakieś 5 minut do niej wróci.
Po pytaniu zadanym od kolegi, popatrzyła się nieco niepewnie. Nie lubiła takich pytań, zawsze potrafiły się z tego robić jakieś konflikty, nie fajne konflikty.
-Nie, a ty?-także się zapytała, a co skoro Yoji się pyta to znaczy że ona też może prawda?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Gość on Sob 23 Maj - 23:18
Zaśmiałem się cichutko
- Bo są leniwi i nie obchodzi ich, że "bezpieczne życie" to tak naprawdę wysokie ograniczenie odpowiedzialności, tak myślę... - odpowiedziałem na pierwsze pytanie. Ciekawiło mnie to, czy Thea jest wierząca, ogółem ciekawiło mnie jak ma się ta sytuacja u Łowców. Przed udzieleniem odpowiedzi zerknąłem po za taras starając się rozpoznać kogoś z łażących tam ludzi, a nuż ujrzę kogoś z S.SPECU? Poprawiłem okulary.
- Sam nie wiem co o tym sądzić... Z jednej strony wierzę w Kreatora i w sumie dodaje mi to sił, a z drugiej, skoro istnieje to dlaczego pozwala na to wszystko? - zatoczyłem ręką starając się zobrazować to co mam na myśli.
- Ale myślę, że bez żadnej religii ludziom byłoby ciężej, nie mieliby wiary i być może sensu życia... -

/wybacz, że tak krótko i trochę zeszło zanim odpisałem, ale zabiegany ostatnio jestem:(



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Gość on Pon 25 Maj - 12:46
Dziewczyna słuchała mężczyzny, miał rację, ludzie to leniwe istoty, dla których czasem lepiej jest siedzieć w domkach gdzie maja ograniczone życie, ale życia bez większych problemów. Cóż co się dziwić, sama nie lepsza była aktualnie. No ale mniejsza. Jednak nie odpowiedziała na pierwsze słowa, nie miała co, on sam już wszystko idealnie i ładnie zakończył ten wątek. Jedynie pokiwała głową jako, że wszystko zrozumiała i w sumie się z tym zgadza. Słysząc kolejne słowa zamuczała coś pod nosem, ona sama nie widziała sensu w wierzenie czegoś, nigdy nie pokładała swoich sukcesów i porażek na jakieś istoty które mogą nawet nie istnieć.
-Cóż, prawda ludzie muszą pokładać swoje sukcesy i porażki na coś innego niż oni sami, tak im łatwiej i bezpieczniej. Zauważyłeś ludzie muszą wierzyć i inni nie potrafią bez tego żyć, to tak mocno pod psychikę danego człowieka podchodzi.- Powiedziała spokojnie i na chwilę się zatrzymała poprawiając swoje włosy, który do jasnej cholery nie związała w warkocz. A czemuż to ona była od rana taka leniwa. -Więc, sam wiesz... czasem łatwiej zrzucić winę za porażkę na kogoś na coś innego, bo trudno jest im się przyznać do własnego błędu, lub dziękować za sukces chociaż tutaj już łatwiej jest się przyznać, że to zasługa danej osoby a nie bóstwa. - dodała po chwili, po czym zruszyła ramionami jakby ją to nie obchodziło. Bo w sumie nie obchodziło, jak tak im lepiej to niech tak będzie. Jej to tam zwisa i powiewa. Napiła się znowu herbaty, powoli się kończy i pęcherz pełny. "Niedługo czas się zwijać, chyba." przeszło jej przez myśl.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Gość on Sro 1 Cze - 17:25
Chłodny podmuch wiatru, przeczesywał bure futro kocicy, leniwie siedzącej i obserwującej nietypowy budynek. Tajemnicza budowla pełna była ludzi i najróżniejszych zapachów których słodka woń sprawiała, ze ślinka zaczęła zbierać się w jej pysku a trzewia boleśnie dały o sobie znać, burcząc niczym wygłodniały potwór. Ostatnimi czasy łowy nie za dobrze jej poszły, a okryta jedynie chustą, zwisającą swobodnie z jej kociej szyi, nie miała nawet co liczyć na dostanie się do budynku.
Sytuacji wcale nie poprawiały drobne krople spadające z nieba, zapowiadając zbliżającą się ulewę i wzbudzając w Nev cichy, złowrogi pomruk niezadowolenia. Nie miała nic przeciwko wodzie, jednak sama myśl o mokrym futrze i chłodnym wietrze, sprawiała że jej ogon zadrżał lekko, czując chłodny dreszcz.
Nie miała ochoty zmoknąć, przeziębienie się to ostatnia rzecz jakiej teraz potrzebowała, dlatego też, podniosła się i skierowała w stronę nieznanego lokalu.
Deszcz powoli przybierał na sile, gdy jej kocie łapy dotknęły rozkosznie ciepłych desek balkonu, z którego było widać jezioro. Nie zamierzała wchodzić do środka. Trzeba by chyba być głupim by nie wiedzieć, że pokazanie się w takiej formie, bądź nago, nie przyniesie nic innego prócz problemów, a tego akurat nie potrzebowała. Chociaż idea wdarcia się do kuchni, porwania kawałka krwistego steku i ucieczki wciąż majaczyła gdzieś w najgłębszych zakamarkach jej świadomości, kusząc niesamowicie. W duszy przeklinała samą siebie, że nie wzięła z sobą jakichś szmat by zasłonić nagość, jednak teraz było już za późno, dlatego ułożyła się wygodnie pod jedną z ścian, na podgrzewanych deskach, czekając aż ulewa ustanie.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Gość on Sob 4 Cze - 20:16
Aurore skończyła właśnie pracę i zamykała swoją ukochaną kwiaciarnie. Po raz ostatni rzuciła okiem czy wszystko jest w porządku, sięgnęła płaszczyk z wieszaka, zarzuciła go na siebie i wyszła. Chmury przepowiadały rychłe opady. Uśmiechnęła się pod nosem. Nie była jedną z tych panienek, które płakały, że zmoknie im fryzura. Odrobina deszczu nikomu nigdy nie zaszkodziła. Anielica postanowiła więc wybrać się do  herbaciarni. Cały dzisiejszy dzień miała ochotę na cieplutką herbatkę pu-erh, której smak był dla różowowłosej niezrównany. Nie specjalnie dziwiło ją, że dawniej pić mógł ją tylko cesarz. Rozmarzyła się nad silnym aromatem i smakiem owego wywaru.  Nim dotarła do budynku, rozpadało się. Dawno już nie było takiej ulewy. Krople moczyły jej włosy i skapywały na płaszcz. Kilka kropel skapło na jej nos i powolutku spływało w dół po policzku, brodzie, w końcu skapywało na płaszcz. Przyspieszyła odrobinę kroku, bo mimo tego, że nie miała problemów z wodą skapującą na nią, nie chciała dokładać roboty personelowi ulubionej herbaciarni. W końcu, ktoś musiałby powycierać kałuże wody, która spłynie z jej okrycia. Weszła po stopniach kierując się w stronę wejścia, gdy kątem oka dostrzegła szarą kotkę. Spojrzała w jej stronę i powoli, nie chcąc jej wystraszyć podeszła.
-Zgubiłaś się, maleńka? - pogładziła dłonią jej bure futro. - Oh... jesteś cała mokra.

Jeśli nie spłoszy jej nieco gwałtowniejszy ruch, weźmie kotkę na ręce i przytuli do siebie , by nieco ją ogrzać. Delikatnie pogłaszcze też jej łepek.
-Już dobrze.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Argen on Czw 15 Cze - 0:29
"We'll bang, ok? - czyli grube seksy przy cienkiej herbacie."
Dzień nie zapowiadał się jakoś spektakulatnie. W powietrzu czuć było unoszącą się woń dymu papierosa, który chwilę temu spalił Argen oraz rutyny. Gościła w jego życiu długo, rzec można, że zbyt długo. Jednakże, jest się czemu dziwić? Jeżeli ktoś błąka się po tym łez padole kilkaset lat to czynności zataczają powoli kółko.
Argen przesunął się na swojej wysłużonej, starej sofie. Przeniósł poślady z jednej poduszki na drugą. Złapał za paczkę swoich ulubionych Marlborasu’ów, zaś drugą dłonią w tym samym momencie za zippo. Jakież wielkie było jego rozczarowanie w momencie, gdy zorientował się o braku papierosów. Pod nosem padło kilka wulgarnych, cenzuralnych słów, których cytować nie ma sensu. Ot, zwykłe kurwy. Zrezygnowany odrzucił ekwipunek palacza i padł plecami na oparcie. Chwilę podumał, wzrok wbił w jeden punkt w swoim pokoju. – Nie ma co, trzeba ruszyć dupę. – zmotywował samego siebie. Skierował kroki do drzwi wyjściowych, sięgnął po kapelusz oraz kamizelkę. Wybył na poszukiwania tak ukochanego przez siebie tytoniu.
Błądził kilkadziesiąt minut. W kieszeni coś mu za wibrowało, a towarzyszył temu wszystkiemu głupi dzwonek. – O, to tutaj się schowałeś. – rzucił do swojej komórki, którą wyciągnął. – Oho, Adrian.
Tekst wiadomości nie był klarowny. Jedynie adres i godzina z podpisem, że ma się tam niezwłocznie stawić i wszystko co miał w planach musi przełożyć na inną porę. Doskonale się składało, bo w zasadzie nic nie miał ciekawego do roboty. – Może tam znajdę jakiś kiosk. – pomyślał. Ściągnął kamizelkę i zmaterializował skrzydła. Rozłożyste, czarne niczym u wrony skrzydła rozwinęły się. Argen delikatnie kucnął jakby do skoku. Wzbił się w powietrze pozostawiając po sobie chmary kurzu. Nie minęło kilka chwil, a ten już był poza bramami Edenu. Gdyby istniała anielska policja, taka jak u śmiertelnych, z pewnością dostałby mandat za prędkość.

Celem jego podróży było niesławne, a może sławne, M-3. Dokładniej mówiąc, stawić się musiał w herbaciarni.  Generalnie nie cierpiał tego miasta. Brudne, śmierdzące, jeszcze bardziej brudne. Przypominało mu domek, w którym pomieszkiwał. Co on w tych przestworzach nie wyrabiał. Wzloty, pikowanie, jakby to od dziecka robił. W sensie latanie. Był już nad miejscem, gdzie miał się stawić. Rozłożył szeroko skrzydła, aby te stawiały opór i swobodnie wyhamował. Przytrzymał kapelusz i zaczął się rozglądać po okolicy. Ni anioła, ni w sumie niczego. Zwinął je, zaczął opadać. Co chwilę rozwijał jej, aby miękko wylądować.
Gdy już był na ziemi, zdematerializował swoje hot wingsy i ruszył w stronę herbaciarni. Zamówił zieloną, bo earl graya piją wyłącznie cioty. Zza pazuchy wyciągnął napoczętą, w sumie do połowy wykończoną, piersióweczkę i dolał nieco ‘prądu’ do kubeczka. Kapelusz powędrował na stół. Czekał na rozwój wydarzeń. Wtem, kolejny raz znajome, przyjemne uczucie w kieszeni. Kolejny sms. – O panie. – bąknął pod nosem. Okazało się jednak, że to nie żadne ważne wieści, a jedynie głupia reklama od usługodawcy. W miejscu, w którym spokojnie siorbał sobie zielony napar z wódeczką miał spotkać się ze swoim ukochanym podopiecznym, z jedynym, dla którego śmiało zmieniłby orientację. Na twarzy Rose’a wymalowało się zmieszanie, ale starał się to jak najlepiej kamuflować. Tu zrodziło się  pytanie, czy to od procentów dolanych do herbaty, czy może do spotkania z Hadrianem. Bądź co bądź stał się jakąś tam wielką szychą w swoich strukturach wojskowych. Nie wiedział co i jak. Czas, jaki dzielił ich od ostatniego spotkania był jak stąd do desperacji. Mieli sporo do obgadania. – No panie, minuta spóźnienia. – skwitował spoglądając na zegarek.





_________________

"Jestem człowiekiem fortuny, co swoją fortunę odnajdzie.~"
Urlop - klik here  będę grał, ale złośliwość okoliczności uniemożliwia mi to. (Aktualizacja #3)



Argen
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 26
GODNOŚĆ : Argen Pervical Rose

Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Hadrian on Pią 16 Cze - 20:32
"Praise the Lord"
Prochowiec trzepotał na wietrze, gdy Hadrian całkiem żwawym krokiem szedł na spotkanie. Na twarzy miał wymalowaną totalną obojętność, ręce trzymał w kieszeniach, a jego Noblesse Oblige podskakiwało lekko w kaburze z każdym jego krokiem. Nic dziwnego, że wykazywał choć minimalny entuzjazm, skoro w końcu wyszedł ze swojego gabinetu, zaczerpnął świeżego powietrza, a za niedługo poprawi sobie humor malowniczymi widokami, smakowitym napitkiem i "specyficznym" towarzystwem.
Utsukushi Tsuki zdawało się być lokacją z innego wymiaru. Nawet powietrze zdawało się być tutaj inne, niż gdziekolwiek indziej w M-3. Hadrian zatrzymał się na chwile na moście, lustrując spojrzeniem drzewa sakury. Na jego twarzy mimowolnie pojawił się lekki uśmiech. Taki drobiazg wystarczył, by nieco ukoić jego serce i pozwolił na moment zapomnieć o multum spraw, które trapiły bohatera. Po chwili spoważniał, odwrócił wzrok i kontynuował szybki marsz, kierując się do nieopodal usytuowanej herbaciarni.
Skinął głową na powitanie pracownic. Zdjął z pleców prochowiec i zawiesił go na wieszaku. Poprawił kołnierz koszuli, otrzepał prawy rękaw, a następnie spytał o osobę, z którą miał się spotkać. Od razu został zaprowadzony w odpowiednie miejsce. Szmaragdowe oczęta skupiły się na jestestwie anioła, który zdawał się być już zajęty rozkoszowaniem się aromatycznym naparem. Był to dość niecodzienny widok.
-Miło Ci mnie znowu widzieć. - Na twarzy Moebiusa malował się lekki, szyderczy uśmieszek, gdy przywitał się ze swoim najdroższym aniołem stróżem.
Czarnowłosy zasiadł przy stoliku, przy którym biesiadował Argen. Już przed przybyciem Hadrian doskonale wiedział, jaką herbatą będzie chciał uraczyć swoje kubki smakowe i zmęczoną duszę - Gyokuro, najszlachetniejsza zielona herbata, "jadeitowa rosa", produkowana i parzona w dość specyficzny sposób. Widać, że bohater nieco nadużywał swojego statusu głowy miasta, skoro sięgał po takie rarytasy. Jakoś nie czuł się z tym specjalnie źle.
- Dziwi mnie, że potrafisz jeszcze pić zwykłą herbatę. Wydawałeś mi się zwolennikiem mocniejszych typów napoi - odezwał się do Rose'a, nie będąc świadomym, że ten odpowiednio "przyprawiał" sobie pity napój.
Zielone oczęta spojrzały na jasnozieloną, półprzeźroczystą zawartość białej jak śnieg czarki. Już przez sam aromat Moebius niemalże zapomniał o bożym świecie, a nawet jeszcze się nie napił. Poprosił jedną z pracownic, by ten sam napar przygotowała dla Argena. Chciał się podzielić tą iście ekskluzywną radością z aniołem.
- Może toast z okazji naszego spotkania po tak długiej rozłące? - Zaproponował, co mogło wybić boskiego wysłannika z tropu, bo Hadrian jeszcze zdawał się trzymać swoją naturalną wredność na wodzy - Tylko bez brudzia.
Jeżeli Casanova-wannabe zgodzi się na te warunki, to - zapewne wspólnie z Argenem - Hadrian uniesie czarkę z herbatą na wysokość nieco ponad swoją głowę, którą następnie przybliży sobie do ust i upije z niej łyk. W przeciwnym wypadku bohater samemu uraczy się herbatą bez uprzedniego podnoszenia naczynia, nie zważając na anioła. Gdy słodkawy napój dotknął podniebienia Moebiusa, uderzyła go fala rozkosznej błogości. Trwała chwilę, do czasu zniknięcia napoju w przełyku. Odstawił już tylko na wpół wypełnioną czarkę i westchnął z zadowolenia. Musi częściej robić sobie przerwy od pracy. Byle nie za często, bo się na tym przejedzie. Zwrócił się do Argena, chcąc poznać jego opinię na temat Gyokuro. Nie spodziewał się jednak, by anioł docenił ten bezwoltowy napitek.
- Jak już się napiliśmy, to czas się przekonać, czy te Twoje skrzydła są efektem Twojego pochodzenia, czy posiadania ptasiego móżdżku.
Dając chwilę Rose'owi na mentalne przygotowanie się do udzielenia odpowiedzi, Hadrian łyknął sobie jeszcze raz herbatki. Tym razem jej kojące właściwości były mniej intensywne, niż przy pierwszym skosztowaniu.
- Od jakiegoś czasu jestem jedyną osobą, która może mnie ochrzanić za spóźnienie w pracy. Wiesz może, co to oznacza?
Theme | Ubranie z profilu
Hadrian dobry jak chleb.

_________________
sygnaturka


W sprawach dotyczących S.SPEC proszę śmiało się zgłaszać do mnie na PW



Hadrian
-----------
Dyktator

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Hadrian Moebius

Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Argen on Pon 26 Cze - 1:08
"We'll bang, ok? - czyli grube seksy przy cienkiej herbacie."
Chwil kilka minęło, nie ma co ukrywać. W momencie kończenia swojej pysznej herbaty zakrapianej procentami, Argen, poczuł na swoich plecach jak przebiega przez nie nieprzyjemny powiew stosunkowo chłodnego powietrza. Jakby ktoś otworzył na oścież drzwi zamrażarki i przystawił do niej wiatrak włączony na maksymalne obroty. Temperatura odczuwalna w pomieszczeniu również tak jakby nagle diametralnie spadła. Chwilę po zanotowaniu tego niecodziennego zjawiska, Argen, zauważył jak nad czarką, na której dnie znajdował się jeszcze napar, wydostaje się para ciepła. Nastrój się pognębił. Jakby całe szczęście jakie było, uciekło z tego świata. Rose westchnął ciężko i wychylił się zza swojego ramienia. Delikatnie musiał wyciągnąć szyję z racji tego, iż był to barczysty anioł. Kątem oka zauważył długi  na około dwa metry prochowiec, który właśnie lądował na uchwycie wieszaka. – Spóźniać się z taką klasą to tylko on potrafi. – rzucił sam do siebie opierając swoją uwagę o zegarek, który miał w głowie. Mimo woli pojawił się na jego twarzy delikatny uśmieszek w kącie ust.
Puste naczynie, które jeszcze chwilę temu wypełnione było herbatą przestawił delikatnie na prawo, i wyprostował ramie. Oparł dłoń o blat stołu i pogrywał sobie opuszkami palców o niego. Wybijał jakieś mniej znane melodyjki, ale głównie popuścił wodzę fantazji i przez moment był kompozytorem niezależnym. Sam Hadrian? Szykowny i czarujący jak zawsze, przywitał się i usiadł. Argen odpowiedział mu skinięciem głowy oraz doprawił wszystko nawpół ironicznym uśmieszkiem ledwo widocznym spod hiszpańskiego wąsa.
- Celna uwaga, przyjacielu. Tu muszę przyznać Ci rację, to nie jest zwykła zielona herbatka na jaką się mogła wydawać. A raczej była.  Podlałem ją kilkoma dosłownie mililitrami żytniej. – odpowiedział swojemu podopiecznemu. – Dobrze mnie znasz. Za dobrze.
Mobius nie zmienił się w ogóle od ich ostatniego spotkania. Od razu przejął inicjatywę. Jego zachowanie dawało na myśl, że nie jest tutaj pierwszy raz. Musi tu bywać często. Zna doskonale serwowane napary, wie który jest dobry, który zły. W dodatku personel. Przywitał się z nimi jak z dobrymi znajomymi. W tym momencie do Hadriana przybyła czarka wypełniona jasnozielonym płynem, delikatnie parującym. Nie był to wrzątek. Broń Cie panie Boże. Zielonej nigdy wrzątkiem. Liście zamkną w sobie całą magię. – Pewnie, z chęcią napiję się za spotkanie. – odparł niemal momentalnie Argen, po czym spokojnie złapał pewnym chwytem za białe naczynie.
Herbata w smaku była dla anioła mdła. Nijaka. Bez smaku. Oraz wiele innych synonimów określających brak smaku, który byłby na tyle charakterystyczny, intensywny, że zapamiętałby go i z chęcią polecał. Co on za szambo pija? Pomyślał w duchu Rose. Odstawił od ust czarkę w podobnym tempie, co ją chwilę temu do nich przystawił.
Adrian, bądź też, Hadrian przeszedł od razu do rzeczy. Cały on. Dalej przewidywalny. Zadał dość dziwaczne pytanie. Argen puścił je jednym uchem, wypuścił drugim. Sekundę się zastanowił. Łokciami oparł się o blat stołu i nachylił bliżej Moebiusa.
- Jesteś sam sobie sterem, wędkarzem i rybą? – bąknął sarkastycznie. Aczkolwiek przez tą jakże błyskotliwą aluzję dał do zrozumienia swojemu podopiecznemu, że wie o co biega. Stał się szefem tego swojego śmiesznego ugrupowania. Argen utkwił swój wzrok w jego. Na twarzy anioła nic, ale to zupełnie nic nie można było wyczytać. Malowała się na niej obojętność.
Po chwili takiego gapienia się oderwał wzrok, uchylił płat kamizelki i wyciągnął z wewnętrznej kieszonki swoją wysłużoną piersiówkę. Dolał trochę do czarki, aby uzupełnić braki. Od razu schował srebrzysty pojemniczek z wschodnioeuropejską wódeczką po czym oparł się o oparcie i założył za nie lewe ramię.






_________________

"Jestem człowiekiem fortuny, co swoją fortunę odnajdzie.~"
Urlop - klik here  będę grał, ale złośliwość okoliczności uniemożliwia mi to. (Aktualizacja #3)



Argen
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 26
GODNOŚĆ : Argen Pervical Rose

Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Hadrian on Sob 15 Lip - 21:45
"Tea time <3"
Akurat kiedy Hadrian czuł się tak znakomicie, że był gotów zupełnie zignorować swoją dotychczasową wiedzę o Argenie, tak anioł musiał skutecznie ściągnąć swojego podopiecznego na ziemię. Panicz Rose nie chciał dać się poznać na nowo, od innej, bardziej przyzwoitej strony, robiąc tym bohaterowi przyjemną niespodziankę. Chyba odmienna atmosfera zbyt mocno uderzyła do głowy Moebiusowi, że liczył na takie cuda.
- Ale nie obraziłbym się, jakbyś mnie mile zaskoczył. - Hadrian wziął łyk herbaty.
Nie bardzo przejmował się opinią Argena co do Gyokuro. To nie herbata, a wspólne spędzanie czasu było tutaj najważniejsze. Poza tym Hadrian nie wierzył, że ktoś z tak wypalonym różnej maści alkoholami gardłem mógł docenić prawdziwy, herbaciany rarytas. Grunt, że sam czarnowłosy mógł się tym zadowolić.
- Gdyby nie ta ryba, to Twoje porównanie wydawałoby się dość trafne - odpowiedział beznamiętnie, odstawiając naczynie  - W ogóle, czy nie zyskujesz jakiegoś dodatkowego prestiżu tam u swoich, w związku z moim awansem?
Trochę bohatera ciekawiło, czy dla Aniołów liczyła się ważność osoby, nad którą czuwał dany stróż. Może awans Hadriana skutkował również awansem dla Argena, który teraz w Edenie cieszy się sławą i szacunkiem, bo tak ważną osobistość miał za podopiecznego.
- Muszę wiedzieć, czy powinienem Ci non stop przypominać, że gdyby nie ja, to byłbyś dalej podrzędnym stróżykiem.
Hadrian spokojnie upił kolejny łyk herbaty. Posmutniał nieco, doświadczając niewielkiej ilości napoju pozostałego w naczyniu. Możliwość ciągłego uzupełniania jakoś nie podnosiła go na duchu.
- Nie chcę Cię zbytnio zamartwiać, ale chyba jesteś świadomy, że zmiana piastowanego przeze mnie stanowiska wiąże się z - moim zdaniem zbędnym ale niestety nieuniknionym - wzrostem mojej popularności?
Zacisnął na chwilę usta i przymrużył wlepione w brodatego i wąsatego Alvaro. Domyślił się, że anioł - dla żartu lub nie - zinterpretuje słowa bohatera inaczej, niż trzeba.
- Nie chodzi o to, że mam teraz masę ofert matrymonialnych, którymi mógłbym się z Tobą podzielić.
Bo wiadomym jest, że jakby tak było, to Moebius oddałby je wszystkie swojemu najdroższemu stróżowi.
- Co miałem na myśli, to że taki stan rzeczy może źle wpłynąć na Twoje dotychczasowe, beztroskie życie. Chyba nie muszę Ci mówić, że moja biedna głowa nabrała trochę ostatnio na wartości, a to chyba powinna być Twoja broszka, żeby pozostała na swoim miejscu.
Hadrian w rzeczywistości nie przejmował się takim stanem rzeczy. Wiedział, na co się pisał, kiedy strzelał Cronusowi w nogę. Jako były Gwardzista potrafił o siebie zadbać, ale nawet on potrzebował wsparcia w bardziej podbramkowych sytuacjach, których występowanie było bardziej prawdopodobne, od kiedy stał się głową całego miasta. Bo i Herkules dupa, gdy wrogów kupa.
Bohater ucichł na chwilę, gdy dopijał herbatę i zaczynał nalewać sobie kolejną partię. Argen miał chwilę na przetrawienie tego, co usłyszał.
- Z drugiej strony, powinniśmy mieć przez to więcej sposobności, że wspólnie spędzać czas.
Po tych słowach na twarzy Dyktatora pojawił się lekki, przyjazny uśmiech. Czy to przez herbatę, czy wizję częstszego spotykania się z aniołem?
Theme | Ubranie z profilu. Wiem, że wolałbyś bez.
Ten post pisał się zdecydowanie za długo.

_________________
sygnaturka


W sprawach dotyczących S.SPEC proszę śmiało się zgłaszać do mnie na PW



Hadrian
-----------
Dyktator

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Hadrian Moebius

Powrót do góry Go down

Re: Herbaciarnia i hotel przy utsukushī tsuki    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics