:: M3 :: Południe

Strona 16 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16

Go down


Wąskie uliczki - Page 16 Empty Re: Wąskie uliczki

Pisanie by Verity on 14/4/2019, 21:41
 Z żalem oddała smycz majorowi, nie chcąc jeszcze żegnać się z nakrapianym psiakiem. W ciągu tych kilku krótkich minut zdążyła naprawdę go polubić, a choć w ramach kary za zdradę z innym psem Bajzel będzie się na nią dąsał przez cały dzień, było warto. Sympatyczny czworonóg skutecznie odwracał myśli od mniej i bardziej niedawnych wspomnień, obrazów wciąż powracających do głowy, choć tak usilnie próbowała je wyrzucić. A teraz nie tylko musiała zaakceptować te makabryczne wizje, ale też rozwinąć je w pełną prezentację, jak na jakichś zajęciach z patomorfologii. Próby psychicznego przygotowania się na ten moment raczej nie mogły dać zbyt wiele, wiedziała to z doświadczenia; prędzej nabawiłaby się spektakularnego ataku histerii, a nieszczególnie widziało jej się wracać do z takim trudem wyplenionego nawyku.
Tylko spokojnie.
 W zachowaniu zmysłów pomagał każdy, nawet najmniejszy gest dobroci. Od pozwolenia na wejście do samochodu, gdzie mogłaby wreszcie przestać dygotać z zimna po uśmiech, który zaraz dość blado odwzajemniła. Próbowała udowodnić że jakoś się trzyma, bardziej samej sobie niż pozostałym zebranym. Do tej pory radziła sobie może wręcz podejrzanie sprawnie, teraz jednak na skorupie pojawiały się coraz głębsze pęknięcia. Nie miała pojęcia, czy wytrzyma grad szczegółowych pytań, a jeśli nie, to w którym momencie nastąpi kryzys. Miała jednak nadzieję, że zdoła go ewentualnie wyczuć i jakoś zdusić, żeby nie rozkleić się kompletnie w obecności tych wszystkich obcych ludzi. Robienie z siebie wielce pokrzywdzonej było naprawdę ostatnim, na co miała ochotę; prawdziwa ofiara leżała tam, w ciemnej uliczce.
 — To zacznę, um, od początku — wyjąkała, zaraz strofując się w myślach, że w ten sposób nawet sama siebie nie usłyszy. Co prawda nagranie było tu jakimś plusem, ale nawet całkiem niezły mikrofon mógłby nie złapać jej żałosnego mruczenia. Wzięła głębszy wdech na uspokojenie, a choć głos nadal lekko jej drżał, opowieść stawała się coraz wyraźniejsza.
 — Byłam u znajomej nieopodal, na przyjęciu urodzinowym. Gdzieś w trakcie dostałam wiadomość, bardzo dziwną i niezrozumiałą. Było tam tylko kilka literek i nazwy ulic z numerami. Trochę się zaniepokoiłam, bo ta wiadomość była od kolegi, który od jakiegoś czasu się do mnie nie odzywał i ogólnie rzecz biorąc unikał kontaktu. Może to głupie, ale wiem, że nie robiłby sobie ze mnie głupich żartów. Najpierw zresztą przyszło mi do głowy, że może się po prostu pomylił, więc odpisałam, chcąc się dowiedzieć o co chodzi. Tylko że nic nie odpisywał przez dłuższą chwilę, próbowałam też dzwonić i nie odbierał, pomyślałam więc wtedy, że może coś się stało. Wiadomo, czasem ludzie na coś chorują na przykład. Uznałam, że skoro i tak jestem w pobliżu to lepiej to sprawdzić, jeszcze nie daj boże miał jakiś atak czy coś podobnego, a było już dość późno. I przyszłam tutaj i... i on już tam leżał. — Przez cała relację niemal nie nabierała powietrza, na koniec zaś urwała solidnym wdechem. Rozbiegane spojrzenie nie mogło sobie znaleźć miejsca; co chwila podążało za przemykającymi za oknem samochodu postaciami, raz po raz uciekało w kierunku wejścia do alejki. Stopniały śnieg wsiąknął we włosy, przyklejając kilka pasemek do twarzy. Uczucie wody na skórze drażniło, dłonie jednak odmawiały posłuszeństwa; przesunęła policzkiem po materiale szalika, przyciskając go do ramienia, ale też nie pomogło. Nie potrzebowała Halloween, by występować jako obraz nędzy i rozpaczy.
 — Zanim tu dotarłam, minęło sporo czasu... może gdybym wyszła od razu... może... może jeszcze by żył.
 Skuliła się jakby w oczekiwaniu na cios, który przecież nie miał wcale nadejść. O wiele jednak mniej bolesny byłby solidny sierpowy niż poczucie winy, osiadające na barkach ciężarem godnym dźwiganego przez Atlasa sklepienia niebieskiego. Nie próbowała się nad tym zastanawiać wcześniej, a wraz z uruchomieniem myśli i ten pomysł znalazł swoją drogę do świadomości Greenwood. Uparcie zagłuszała cichy protest rozsądku, mówiący że jeśli by jednak się pospieszyła, prawdopodobnie przypadłaby jej rola drugiego trupa w zaśnieżonej, ciemnej alejce.
 Zresztą, z chęcią przyjęłaby angaż na denata, gdyby miało to ocalić życie Hayesa.
Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Wąskie uliczki - Page 16 Empty Re: Wąskie uliczki

Pisanie by Major. on 14/4/2019, 23:29
Patrzył, jak młodzież pakuje się do samochodu. Sam w dalszym ciągu wdychał do płuc zimne powietrze; podczas wykonywania tej czynności za każdym razem czuł się tak jakby próbował przełknąć igłę, wbijającą się boleśnie w przełyk. Gdy rekrut i świadek zniknęli mu z oczu, podjechał większy samochód i zaparkował tuż za radiowozem. Wysiadła z niego grupa techników. Dwóch mężczyzn, znanych Majorowi z widzenia, wyładowało sprzęt i w niewielkiej, czteroosobowej grupie przemieścili się ku miejscu zbrodni, uprzednio przechodząc przez wcześniej rozłożoną taśmę policyjną. Aurich nie interweniował, pozwolił im na swobodę w wykonywaniu swojej pracy. Liczył na łut szczęścia; na jakiekolwiek ślady, które mogłyby doprowadzić ich do mordercy, choć podejrzewał, że niewiele się ich ostało. Znaczna ich część z pewnością należała do Kyōryū, Greenwood i jego.
  Tymczasowo się zapomniał i mimowolnie wykrzywił usta w uśmiechu na widok znajomej sylwetki, nie przejmując się tym, jaki grymas aktualnie spoczął na jego ustach. Mayhem z tym swoim typowym błyskiem w oku zmierzała wprost ku niemu. Jej komentarz sprawił, że w ostatniej chwili powstrzymał się przed śmiechem; odwiodła go od tego przyzwoitość, wszak okoliczności nie przemawiały za takim oznakami radości.
  — May — odwzajemnił jej charakterystyczne powitanie, po czym energicznie potarł jedną dłoń o drugą, by przywrócić do nich prawidłowe krążenie, ale palce nadal były skostniałe, a ich powierzchnia lodowata. — Nic nie mów. Nie czuję już rąk — rzekł i, jakby na potwierdzenie własnych słów, schował dłonie do kieszeni kurtki, która była zbyt cienka i nie chroniła przed chłodem tak, jak powinna chronić odzież przeznaczona na tę porę roku. Ale kto by pomyślał, że zaplanowany spacer z psem tak się skończy. Wychodząc z domu, nie myślał o tym, że w jednej z ciemniejszych uliczek leży ciało, które niebawem zostanie odkryte przez przechodnia. Gdyby miałby być całkowicie szczery, przed paroma godzinami taka sytuacja przywodziłaby mu na myśl scenariusz kryminału.. Zwykle młodzi ludzie nie ginęli w ślepych zaułkach, przykrycie kołdrą białego puchu, bez ręki i spodni, nie tutaj, pod sztucznie wytworzonym sklepieniem, w M-3, gdzie wszelka patologia była tępiona od razu po ukazaniu się jej zaczynu. Oczywiście wygodniej byłoby zrzucić całą winę na  Łowców, ale dociekliwość Majora na to nie pozwalała. Ponadto rebeliancie z reguły nie raczyli przemocą niezwiązanych z wojskiem obywateli, toteż obwinianie ich za ten incydent byłoby pójściem na łatwiznę.
  Spojrzał kobiecie prosto w oczy; chciał wyczytać z nich cokolwiek, ale radość na widok zwłok przyćmiła inne emocje, a przynajmniej takie towarzyszyły mu uczucia w związku z złapaniem z nią kontaktu wzrokowego.
  — Zanim zadam ci kilka pytań od strony technicznej, musisz wiedzieć, że jest tutaj Daisy Greenwood. —  Wskazał na drzwi samochodu, które wcześniej uchylone, teraz były zamknięte. Powinien zapukać w szybę i zwrócić na to uwagę rekrutowi, wszak złamał umowę, którą zawarli zaledwie kilka minut wcześniej, ale nie był małostkowy. I chciał porozmawiać z Mayhem bez świadków. Liczył, że powie mu coś więcej na temat stanu denata, zanim skonfrontuje ją z siedzącymi w samochodzie nowicjuszami. — Twoja przyszła praktykantka znalazła zwłoki, więc gdy złożysz jej propozycje przybywania w prosektorium podczas autopsji, a nie oszukujmy się, z pewnością to zrobisz, bądź delikatna  i nie wpuszczaj ją do środka. Może co najwyżej oglądać cały medyczny spektakl zza szyby. Tak będzie bezpieczniej — oświadczył. Oczywiście nie chciał tym samym zarzucić lekarce braku subtelności, gdzieżby śmiał, ale znał Mayhem na tyle, by wiedzieć, że w obliczu oględzin zwłok bywała nieobliczalna. — Jeśli mi to obiecasz i rzecz jasna dotrzymasz słowa, wezmę na siebie ewentualne konsekwencje.
I tak wystarczająco nadłużył swojej władzy, pozostawiając rekruta w obliczu przeprowadzenia pierwszego w swoim życiu przesłuchania bez nadzoru. Generał Kito wyrwie mu łeb u samej szyi, ale zanim to uczyni, może pozwoli mu chociaż łaskawie doprowadzić śledztwo do finiszu. Jednak bardziej od metod, liczyły się efekty, a przynajmniej tak brzmiał oficjalny punkt widzenia Auricha na śledztwa przeprowadzane w mieście.
  — Teraz powiedz mi, czego  się dowiedziałaś. W tej chwili interesuje mnie przede wszystkim czas zgonu. Dzięki niemu będziemy mogli przejrzeć monitoring z pobliskich kamer i ustalić, czy podczas incydentu w uliczce przebywali jacyś obywatele. Szczerze powiedziawszy wolałbym od razu wykluczyć tą opcję. Ciężko mi uwierzyć, że żyjemy pod sztuczną kopułą z recydywistą o takich skłonnościach.
  Zerknął na identyfikator, wystawiając na mróz dłoń i kawałek nadgarstka. Był gotowy w każdej chwili postawić na nogi nieoficjalnego hakera głównego oddziału Nastumi znanego jako Nishiyama, ale by to uczynić, potrzebował konkretnego zakresu liczb i tylko Mayhem mogła mu je dostarczyć.



Salut! Szarżą w rytmie bijącego serca ostro wystrzelane nuty,
Pogrzeb przyjaciela, to nie sen, z którego można się obudzić

Wąskie uliczki - Page 16 MkGYB30

Chrzęst zasad pod butami, ból i życie, stały splot, taki żołnierski los,
Jednak to prawdopodobnie coś, co nie powinno być mówione na głos
Major.





Major.
Oficer
GODNOŚĆ :
mjr Rokuro Aurich


Powrót do góry Go down


Wąskie uliczki - Page 16 Empty Re: Wąskie uliczki

Pisanie by Mayhem on 16/4/2019, 16:28
 — Psia pogoda — odparła, kryjąc twarz w grubym szalu. Miękki materiał dość dobrze chronił skórę przed świszczącym wiatrem. — Że też przestępcy nie upodobali sobie słonecznych dni na zbrodnie. Co za szkoda — mogła brzmieć bardzo nieodpowiednio. Prawdopodobnie, gdyby podniosła głos ponad poziom cichego promruku, któryś z kręcących się dookoła wojskowych posłałby jej porażone spojrzenie. Nie każdy znał doktor Kevorkian na tyle, by wiedzieć, że często rzucała mało subtelnymi żartami.
 Przechyliła kubek z kawą, dopijając ostatnie je ilości. Kilka sekund później chwilowe naczynie leciało w kierunku pobliskiego kosza, odbiło się od brzegu i wpadło do wnętrza. Idealnie. May zatarła zmarznięte dłonie, przywracając do nich krążenie — rękawiczki na niewiele się zdały przy tak niskiej temperaturze, poza tym praca przy zwłokach w takim okryciu była zwyczajnie niewygodna.
 Kevorkian układała właśnie kilka istotnych zdań gotowych do przekazania znajomemu, gdy ten postanowił ją uprzedzić. Swoją wiadomością uniósł dwubarwne spojrzenie patolog na swoją twarz. Zaszczyciła go dość sporą dawką zaskoczenia, mimowolnie przekrzywiając głowę o centymetr w bok. Przytknęła palec do policzka.
 — Co robi tu moja urocza podopieczna? Tylko mi nie mów, że mnie ubiegłeś z planem kolejnych praktyk — bardzo chciała wykrzywić usta w uśmiechu, lecz poważny wyraz twarzy Rokuro dość szybko odwiódł ją od pomysłu. Przyglądała się jego licu przez dłuższą chwilę, dopiero później, jakby w zwolnionym tempie przenosząc wzrok na wskazany samochód. Dość szybko zaplotła ręce na piersi, rozważając wszystkie zaserwowane informacje. Pod nosem mruknęła coś niezrozumiałego, prawdopodobnie żadne słowa, ot nic nieznaczący dźwięk zastanowienia.
 — Skąd ta subtelność, Rokuro? Bez zajęć praktycznych nigdy nie będę w stanie przekazać jej odpowiedniej wiedzy. Chyba że... — umilkła, zaciskając bordowe usta w wąską linię. Zaraz westchnęła, posyłając w nocne powietrze kłąb białej pary. — Chyba że ma jakieś powiązanie z naszym denatem — kolejny pomruk. — W porządku, rozumiem. Nie będzie brała udziału w autopsji. Prawdopodobnie nie pozwolę również na to, by patrzyła zza szyby. Jedna lekcja z plecy jeszcze nikogo nie zabiła. Powinna odpocząć.
 Myślami odbiegła gdzieś daleko poza ich dwójkę. Prawdopodobnie powróciła do leżących w śniegu zwłok, raz jeszcze analizując w pamięci twarz zamordowanego młodzieńca. Mógł być znajomym Greenwood. Znajomy, bratem, chłopakiem — nie wiedziała, mogła jedynie zgadywać. Na tę chwilę nie miało to jednak większego znaczenia.
 — Teraz powiedz mi, czego się dowiedziałaś.
 — Chodź ze mną — odpowiedź była niemal natychmiastowa. Kobieta chwyciła wojskowego pod ramię, chcąc nie tylko zabrać go w miejsce oględzin, ale i skraść odrobinę ciepła. Na pewno miał go w nadmiarze!
 Szła w ciszy, nie zanudzając znajomego niepotrzebnym trajkotaniem. Zamiast tego raz jeszcze postanowiła ułożyć w głowie kilka puzzli zimowego morderstwa, do którego ją wezwano. Śnieg skrzypiał pod butami, natomiast spomiędzy delikatnie rozchylonych ust umykała ciepła para.
 W końcu wypuściła ramię Majora z uścisku, biorąc od nieznajomego mężczyzny kolejną parę gumowych rękawiczek. Własne wepchnęła do płaszcza, przyklękając na śniegu tuż obok zwłok. Najwyraźniej zapomniała o panującym dookoła mrozie.
 — Pogoda dokłada nam niestety pracy. Temperatura spadła znacznie szybciej, więc żeby upewnić się stuprocentowo, będę musiała podjąć dodatkowe środki. Na ten moment... — dotknęła ciała w kilku miejscach. Tu położyła dłoń twarzy, tu ujęła palce jedynej ręki, tam chwyciła za żuchwę, gdzieś indziej namierzyła stawy barkowe. — Stężenie mięśnie nie sięgnęło zaawansowanego stadium. W zasadzie śmiem twierdzić, że rozrywanie włókien ledwie się zaczęło. Chciałabym jeszcze, żeby ktoś odrobinę go odchylił. Leży na plecach, więc plamy opadowe powinny licznie się zgromadzić na karku i grzbiecie, chętnie tam spojrzę — nie odsunęła się. Cofnęła tylko rękę, by dwóch mężczyzn mogło bez przeszkód unieść zmarznięte zwłoki. Kevorkian zerknęła wpierw na pociemniały kark, później nieco odgarnęła sztywną koszulkę.
 — Popatrz — wskazała ciemne plamy, naciskając na niektóre palcami. — Erytrocyty zaczęły się już rozpadać i uwalniać hemoglobinę. Mróz nieco spowolnił proces, ale nie zmienia to faktu, że leży tu od co najmniej trzydziestu minut.
 Mayhem znów zdjęła gumowe rękawiczki, od razu wsuwając dłonie do kieszeni. Skinieniem głowy odprawiła chwilowych pomocników, zwracając się zaraz do Rokuro. — Dałabym mu jakąś godzinę, maksymalnie dwie. Tego szukaj.
Mayhem





Mayhem
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Mayhem Kevorkian


Powrót do góry Go down


Wąskie uliczki - Page 16 Empty Re: Wąskie uliczki

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 16 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16

Powrót do góry