:: M3 :: Ścieki :: Tunele

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Yū ✿ on Sob Lis 18, 2017 7:37 pm
Rozumiał.
Jasne, nie wierzyła w to, że cokolwiek rozumie. Chociaż może nie powinna pochodzić do tego aż tak negatywnie, Ciro mógł rozumieć, ale na swój sposób, którego ona, właśnie ona nie traktowała jako rozwiązanie, ale on mógł. Zwierzę nie było niczemu winne, a mimo to czuła chęć, by sunąć po jego łebku z większym niż normalnie naciskiem. Właśnie z tego powodu zabrała go ze sobą, nie mogła pozwolić, by inni wpadli na ten sam pomysł. Potrafiła nad sobą zapanować, ale inni...? Nie, nie ufała im.
Spojrzała jednak na przerażone stworzonko, które siedziało w jej ramionach bez mrugania. Nie mogła go zatrzymać na długo, nie miała czasu na sprawowanie pieczy przy kolejnym stworzeniu, które jej wymagało. Nie godziło się to z aktualnymi obowiązkami, mogłaby przypadkiem rzucić go do miski wilków, tak całkowicie przypadkiem. Teraz jednak miała wrażenie, że lepiej będzie jej poruszyć temat, trzymając dowód w dłoniach. Jaki dowód? A taki, że Lilo nie zostawiłaby swojego królika na tak długo, o ile stworzenie cokolwiek dla niej znaczyło. A musiało znaczyć, była aniołem, nie skazywała bezbronnych na zagładę. Porwanie? Niewykluczone. Śmierć? Hmm... nie czuła nic z tego powodu. Dezercja? Takie zawsze było pierwsze założenie.
Spojrzała ku herbacie, ale nie czuła potrzeby wypicia jej. Nawet nie próbowała ukoić nerwów w sięgnięciu po kubek, bo ręce miała dostatecznie zajęte. Jeżeli w jakikolwiek sposób objawiał się jej stres, to zapewne w szukaniu zajęcia dla rąk, ale to robiła zawsze. Zestresowana była zawsze, można powiedzieć, chociaż to zupełnie inny rodzaj stresu, niż ten z definicji. Nauczyła się z nim żyć, był jej chlebem powszednim, czymś bez czego czułaby się dopiero źle i nienaturalnie.
- W pewnym stopniu? Nie, mam rację w całości, ale dlatego, że nie jest to prawda ogólna, ale prawda moja. Nie pytałeś mnie o uniwersalne podejście do uczuć, strachu, pytałeś o moje własne stanowisko. - odwróciła głowę na bok, patrząc przez moment na rysia w zamyśleniu. Nie rozważała zabaw kota, ale nie umiałaby mówić obiektywnie, gapiąc się jednocześnie na szpiegmistrza. Potrzebowała oddechu od jego dwukolorowych oczu, które nawiasem mówiąc, czasami nieco ją bawiły przez dobór kolorów.
Wyszło na to, że to i tak mężczyzna mówił więcej, a nie chciała mu przerywać, nie miała sama wiele więcej do dodania, dlatego oparła podbródek na dłoni i pozwalała mu mówić ze swobodą, jaką mało kiedy dostrzegała w jego wypowiedziach. Wątpiła, że to kwestia tak małej ilości alkoholu, a więc co? Dała mu ten jeden raz pretekst do szczerej rozmowy? Atmosfera, chociaż niezwykle spokojna, wcale nie była szczególnie odmienna od tego, co otaczało kobietę. To on zmienił swoje zastawienie, wyglądało jakby zagrożenie utratą posady otworzyło mu usta, w bardzo pozytywnym sensie.
- Nie mogę się nie zgodzić. - w myślach dodała, że chociaż maszyny nie odczuwają strachu, mogą szybko przeliczyć plusy i minusy ryzyka. Ludziom przychodziło to nieco ciężej, dlatego posiadali coś takiego jak niepokój. Podświadomą wiedzę, że coś nie jest takie, jakie być powinno. - Być może to jedyne prawdziwe uczucie.
Dodała po chwili, nie chcąc rozwijać dalej tej myśli.
Zaskoczył ją jeszcze raz tego dnia, pozwalając sobie na wywód odnośnie własnego strachu. Nawet jeżeli zadał jej pytanie, nie wyglądał na zbyt zdeterminowanego by dowiedzieć się czegoś od niej, jakby oczekiwał, że prędzej czy później zadanie pytanie o jego osobę. I dopiero wtedy rozwinął skrzydła. Obserwowała go z fizycznym i psychicznym dystansem. Pod koniec trwała dłuższą chwilę w milczeniu, nawet dłoń utknęła w jednym punkcie na grzbiecie królika, który uniósł lekko głowę zaciekawiony odmianą.
- Nie bój się więc. Obiecuję, że zabiję Cię, jeżeli nie będziesz mógł samodzielnie nad sobą zapanować. - powiedziała tak beztrosko, że nie było mowy o żartach.




The lone wolf dies,
but the pack survives.

avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Ciro on Czw Lis 30, 2017 7:40 pm
- Zgadza się. Pytałem o Twoje zdanie, ale wolałem uzupełnić to również o swoje krótkie przemyślenia. - Dodał bardzo spokojnie popijając jeszcze herbatę. Musiał powiedzieć co sam o tym myśli i jakie ma stanowisko w danej sprawie. To miało ją uświadomić jak bardzo stara się być teraz wobec niej w porządku. Rzadko kiedy dzieli się swoimi przemyśleniami na jakikolwiek temat. A to musiało oznaczać, że chciał z nią rozmawiać całkowicie szczerze. To czy zrozumie przesłanie czy nie to będzie zależało tylko i wyłącznie od niej. Tak naprawdę wielu członków organizacji pozbył się ze względu na swoją niemoc, ale nie miał do tego żadnego prawa. Każdy z nich powinien umieć dbać o siebie i to właśnie dlatego jego córka miała prywatne lekcje samoobrony. Była bardzo młoda, ale to był idealny wiek by czegoś się nauczyć. Szybkie przyswajanie wiedzy dzieci jest przerażające. Zdecydowanie. - Każdy z nas ma własne indywidualne rozumowanie i to nas często dzieli. Skoro już się podzieliłaś swoją opinią na ten temat wolałem byś znała i moją zanim przejdziemy dalej. - Dalej? On miał zamiar zadawać jeszcze więcej pytań, ale czy właśnie na tym etapie rozmowy? Przejął inicjatywę i nie miał zamiaru tak szybko jej oddawać. Teraz mógł ciągnąć ją za język. Bliższe poznanie się mogło być ciekawe. Nigdy nie interesował się aż tak jej osobą. Była jednym z wielu przywódców, którzy starają się doprowadzić rebelię do skutku. A on jako szary żołnierz miał zamiar ją wspierać skoro nie mógł zmienić jej postawy. Długo już się starał, ale doszedł, że to nie ma najmniejszego sensu. Właśnie dlatego zabierze się do tego z zupełnie innej strony. Już dawno zdecydował, że odda swoje ciało dla organizacji. Żyje po to by mogli pozbawić władze życia. A on w międzyczasie wykonuje swoje własne cele. Jest wielkim egoistą, ale nie zamierzał tracić swojej indywidualności. To byłaby wielka strata. Tak więc porozumienie się z Kami było jedyną możliwością, a to jak na razie szło mu całkiem nieźle. Stwierdził nawet, że gdyby spotkali się w innych okolicznościach to może ich znajomość wyglądałaby nieco inaczej. Była interesującą personą, ale jej możliwości walki sprawiały, że on chciał więcej niż mógł. Każda sytuacja byłaby dobra by się z nią zmierzyć po raz kolejny.
- Być może. - Odparł cicho i znowu zabrał się za herbatę. Nie musiał dodawać do tego już nic. Ich zdanie było identyczne. W tej sprawie byli zgodni, a to już coś. Krótka nić porozumienia, która była tak bardzo krucha. Mogła pęknąć w każdej chwili jeżeli źle dobiorą słowa. Przywódczyni na tym nie zależało, ale on zamierzał umocnić to tak bardzo jak się da. Strach przed utratą stanowiska nie miał tutaj znaczenia. Nie musiała tego rozumieć. Wystarczyło, że on wiedział co zamierza. Jej ostatnie słowa sprawiły, że na chwilę zamarł. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, ale szybko pojawił się na jego twarzy szeroki uśmiech. Z trudem powstrzymał wybuch śmiechu. Musiał zachować powagę tak długo jak tylko mógł. To było kluczowe.
- Jeżeli dojdzie do takiej okazji to nie będę mógł się doczekać. - Powiedział to całkiem szybko i zabrał się za następnego papierosa. Doskonale wiedziała jaką wielką radość sprawił mu ich ostatni pojedynek. Ręka zaczęła mu drżeć z powodu wspomnień. Adrenalina podniosła się, ale nie zamierzał teraz niczego inicjować. Musiał wszystko stłumić w zarodku póki jeszcze miał ku temu okazję. Zaciągnął się dymem papierosowym i zerknął na małą puchatą kulkę. Przyjemne stworzenie, ale nie rozumiał dlaczego niektórych ciągnie do właśnie takich zwierząt. Nie było z nich pożytku i po prostu żyły. Czasem zastanawiał się jakim cudem te dwie paskudy z nim jeszcze były. Mógłby się z nimi pożegnać i wygonić, ale nie miał serca. Za bardzo się z nimi zżył. Westchnął ciężko i podrapał się po policzku. Musiał przejść do następnej części rozmowy. Chciał ją sprawdzić jak bardzo chce być z nim szczera. To wymagało radykalnych posunięć, ale miał nadzieję, że go zrozumie.
- Chciałbym spytać Cię o wiele rzeczy, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że byśmy dzisiaj nie skończyli. - Zaczął spokojnie i zaspokoił się dymem. - Mamy jeszcze trochę czasu, ale chciałbym byś opowiedziała mi o swojej przeszłości. - Wcześniej sama obiecała mu, że powie mu co nieco. Nie mógł nie skorzystać z takiej sytuacji. Może w końcu całkowicie zrozumie jej osobę poprzez analizę jej przeszłości. Bardzo często pomagało to ustalić w którą stronę zmierza dana jednostka. W tym momencie wiedział jak bardzo zależy jej na organizacji, ale w jaki sposób znalazła się w danym momencie. Chciał dać się jej wygadać, ale jeżeli nie chciała mu nic powiedzieć to po prostu przytaknie głową i zrozumie wszystko. Nie wszyscy chcą dzielić się swoimi wspomnieniami. Zawierają one zbyt dużą liczbę informacji.
- Kochasz swoje dzieci? - Kolejne co prawda banalne pytanie na które znał odpowiedź. Wiedział też, że za organizację oddałaby życie jeżeli byłaby taka potrzeba. Chciał to usłyszeć. Jej ton głosu, zdecydowanie i przede wszystkim zobaczyć to wszystko w jej oczach. To było kwintesencją tego spotkania tak naprawdę.


avatar





Ciro
Szpiegmistrz
GODNOŚĆ :
Ciro "Zirro" Eltyar


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Yū ✿ on Czw Lis 30, 2017 8:25 pm
Położyła policzek na wewnętrznej stronie dłoni, rozmowa być może była jedną z ciekawszych, jakie udało im się kiedykolwiek ze sobą przeprowadzić, ale i tak wbijała ją w monotonię. Pytania, które z iskrą w oczach jej zadawał słyszała po setki razy, odpowiadała bardzo różnie, w głównej mierze jednak zawsze był gdzieś ten główny filar sensu, wokół którego krążyła gładko. Sunęła palcami po jego powierzchni oddalając się co najwyżej na długość własnego ramienia. Także potrzebowała twardych podstaw tego, po czym stąpała, skakanie od prawej do lewej w niczym nie pomagało, a jej szczególnie. Nienawidziła w sobie tej niepewności, która kazała jej podważać swoje własne słowa, bo kobieta którą była i role jaką pełniła gryzły się ze sobą bardzo często, przy czym niemal zawsze odpuszczała na rzecz tej drugiej. Przywódca miałby nieco więcej na sumieniu, niż jednooka.
Uniosła nieco brew, na jego prośbę. Już wcześniej zarzucił czymś podobnym, ale musiał zapomnieć, że już odpowiedziała mu, tylko w kilku słowach, ale jedna. Wyraźnie chciała mu zasygnalizować, że nie ma ochoty poruszać tego tematu, nigdy nie miała. Mimo to nie zareagowała gniewem, odwróciła spojrzenie na bok, szukając czegoś wewnątrz własnego umysłu. Wspomnień, którymi mogłaby się z nim podzielić, a które nie byłyby zbyt inwazyjne dla niej samej.
- Wolałabym, żebyś zadał konkretne pytania. Trudno mi cokolwiek powiedzieć, kiedy nie wiem który aspekt przeszłości masz na myśli. Jak odległy? Jak osobisty? Chodzi Ci o miejsca, czy może ludzi? Ideologie, religie, albo moją tułaczkę przez życie? Konkrety, Eltyar, konkrety. - przysunęła kubek bliżej krawędzi i znowu pozostawiła zawartość nietkniętą. Czuła, że jeżeli sięgnie ku herbacie i zwilży usta, całkowicie się rozluźni, pozwalając mu na zadawanie pytań, których w normalnych okolicznościach nie pozwoliłaby mu zadać samym spojrzeniem.
Westchnęła.
W pierwszej chwili pomyślała, że ma na myśli o... no właśnie, o dzieci, prawdziwe, z niej zrodzone, jej własne. Ale to nie miałoby sensu, Yuu Kami nigdy jeszcze nie spłodziła potomka i nie myślała w tych kategoriach. Jej dziećmi, jej potomkami byli łowcy, ich ideologia, wszystkie twory, które wychodziły spod jej rąk. To brzmiało nieco lepiej, lecz nadal czuła zgrzyt miedzy zębami, łącząc w myślach słowo 'dzieci' i 'kochać'.
- Nie w taki sposób, jaki jest tobie znany. Chce dla nich jak najlepiej, ale wiem też, że nie można nazwać miłością tego uczucia, którym darzę ludzi, skazując ich na śmierć. - schyliła nieco głowę, spoglądając na niego spod czarnych kosmyków. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo blisko zszedł się ze swoimi pytaniami w tym jednym zdaniu... coś łączyło emocje, jaką emanowała względem organizacji do uczucia, którym darzyła swojego brata, kiedy jeszcze żył. To nie była miłość, ale chciała dla niego dobrze. Posłała go także na śmierć, bo podjęła taką decyzję. Gdzieś, kiedyś, pewnego razu w przeszłości. Wszystko to jednak było historią, a szpiegmistrz zadawał dziwaczne pytania.
Czego się spodziewał? Kobieta nawet jeżeli odpowiadała, to pokrętnie i w taki sposób, by nie dało się znaleźć nic przeciwko niej. Podobno to ostrożność, dla niej zwykły brak zaufania, szczególnie jeżeli chodzi o strefy bardzo osobiste, w tych względach potrafiła być czasami całkiem delikatna. Jedno uderzenie w odpowiedni punkt, a kobieta rozsypie się na setki drobnych kawałeczków.




The lone wolf dies,
but the pack survives.

avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Ciro on Pon Gru 18, 2017 8:06 pm
Tak wiele mógł teraz wywnioskować z jej zachowania. To jak bardzo teraz się otwierali dla siebie oznaczało, że szanują się nawzajem. Wcześniej nawet by o tym nie pomyślał, że jest to w ogóle możliwe. Teraz całkowicie zmienił swoje nastawienie do przywódczyni. Nie była taka zła jak uważał na początku. Co prawda musiał jej trochę pomóc na samym początku grając totalnego dupka, ale w końcu przecież nim jest prawda? Przy niej musiał być całkowicie sobą bez zbędnego ograniczanie się i oto proszę jesteśmy w tym właśnie miejscu. Każdy z nich jest zadowolony - mniej lub więcej. Teraz to nie miało, aż takiego znaczenia. Co było to minęło i nie ma sensu wracać do poprzedniego stanu. On nigdy nie ukrywał swojej przeszłości, a po prostu nie lubił o niej mówić. Omijał to tak bardzo jak się dało by nie przypominać sobie jak bardzo żałosny kiedyś był. Czas zmienia ludzi, a przynależność do takiej organizacji kształtuje bardziej niż cokolwiek innego. W dodatku jeżeli jest się bardzo młodym to można wpoić do takiego małego umysłu wiele złych rzeczy, które potem rozwijają się szybciej niż zgnilizna na ranie. Dzieci uczą się znacznie szybciej niż dorośli, a zmiana ich poglądów jest prosta jak budowa cepa. Daj mu cukierka, a będzie go wpieprzać do końca swojego pierdolonego życia. Zasiej ziarenko nienawiści, a wykiełkuje z niego psychopata, który za punkt honoru sobie obiera pozbawianie życia swoich przeciwników. I tak właśnie znajdujemy się w tym miejscu. Dwoje dorosłych ludzi, którzy nie byli w stanie wcześniej uporać się z własnymi problemami. Teraz żyją jak prawdziwi obywatele walcząc o swoją wolność i godność. Czy to nie jest piękna historia?
Podejrzewał, że powie mu to bardzo otwarcie, a jednak jeszcze zamykała się przed nim. To było jeszcze bardziej ciekawe niż gdyby zrobiła to od razu. Wzmagała ciekawość, a on nie zamierzał zbyt długo poddawać swojej cierpliwości na próbę. Nie był takim człowiekiem - doskonale o tym wiedzieli. Ale skoro tak postawiła sprawę to nie mógł pozostać dłużny. Chciał wiedzieć dosłownie wszystko, ale zadowoli się odpowiedzią na pytanie, które gnębiło go najbardziej.
- Co skłoniło Cię do dołączenia do Łowców? - Reszta jej życia była dla niego cholernie istotna, ale zadowoli się szczątkową odpowiedzią. Nie każdy lubi mówić o swoich wspomnieniach tak otwarcie. Kiedy indziej dowie się więcej. Może przy następnym takim miłym spotkaniu. W końcu to było najmilsze wspomnienie, które razem stworzyli. - To pytanie zdecydowanie zaspokoi moją ciekawość na ten moment. - Odpowiedział bardzo spokojnie delikatnie się uśmiechając. Analiza sytuacji poszła w ruch. Każde jej drgnięcie czy odwrócenie wzroku zostało zarejestrowane i przetworzone. Czasami właśnie przez jego percepcję był jeszcze bardziej przerażający niż wcześniej. Nie zawsze tak bardzo skupiał się na rozmowie, a tutaj dawał z siebie dosłownie wszystko. To był pewnego rodzaju wyraz szacunku, którego mogła nie zrozumieć. Nikogo nie miał zamiaru za to winić. Jest dziwnym człowiekiem i nikt tego nie podważy.
To pytanie, które zadał było chyba najbardziej wartościowe dla niego. To miało go uświadomić jak bardzo wczuwała się w rolę matki organizacji. Mogła się uważać za przywódczynię bo brzmi to poważniej, ale proszę Cię... Czy wierzysz w to? Musiała niańczyć wszystkich i prowadzić ich ku zwycięstwu. Tak naprawdę robiła to co każda matka powinna. Opiekowała się nimi i ciągnęła ich za rączkę ku lepszej przyszłości. Może ona uważała inaczej, ale większość członków właśnie takie ma o niej wyobrażenie. Mogła o tym nie wiedzieć, ale to nie miało znaczenia. Słowa i czyny wielu osób tylko utwierdzały go w tym przekonaniu. Odpowiedział bardzo okrężnie tak jak się spodziewał. Przymknął na chwilę oczy nie dając po sobie poznać, że trochę się zawiódł. Oparł łokieć o biurko, a policzek na dłoni. Szkarłatne oko wbijało się w nią z delikatnym wyrazem. Tak jakby jej współczuł. Rozumiał co chciała mu przekazać, ale według niego się myliła.
- Wykonywali Twoje rozkazy bo Ci ufali. Jeżeli poświęcili się dla organizacji to znaczy, że ich wiara w naszą ideologię była prawdziwa. Tak samo jak wiara w Ciebie. - To powiedział spokojnie, a uśmiech z twarzy mu nie schodził. Zapewne musiało być to irytujące, ale taki właśnie miał teraz nastrój. Był w pewnym sensie szczęśliwy. - Ale miło mi słyszeć z jaką troską mówisz te słowa. - To brzmiało już lepiej no nie? Sam wyraził swoją troskę. Właśnie w tym momencie napił się jeszcze herbaty i przyglądał się jak tafla płynu porusza się tworząc minimalne fale. Czy jeszcze bardziej nieświadomie naruszył te bardziej delikatne tematy, których w sumie nie powinien? Nie był do końca przekonany. Co prawda chciał się z nią podroczyć, ale nie teraz. To był odpowiedni moment. Chciał po prostu poukładać puzzle z jej imieniem i mieć pełny obraz przywódcy. To był jego główny cel.


avatar





Ciro
Szpiegmistrz
GODNOŚĆ :
Ciro "Zirro" Eltyar


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Yū ✿ on Pią Gru 22, 2017 1:52 pm
Co skłoniło Cię do dołączenia do Łowców?
Cała rozmowa zdawała się zmierzać dokładnie do tego pytania, mógł zadać ich setki - pozwoliła mu na to, ale on ograniczył się do tego jedynego, którego nawiasem mówiąc, spodziewała się. A mimo to, kiedy padło, nie potrafiła ustawić słów w jednolitej wersji, jak gdyby nie było tylko jednego powodu, a wymagało się od niej odpowiedzi krótkiej i jednoznacznej. Moment ciszy trwał w najlepsze, a ona pogrążona w myślach patrzyła na Ciro, rozważaniami będąc jednak zdecydowanie dalej, niż te kilka dzielących ich metrów.
- Chciałabym... odpowiedzieć w sposób ścisły, ale chyba nawet mnie brakuje możliwości ubrania tego w ramy krótkiej odpowiedzi. - zaczęła ostrożnie i jeżeli głos da się określić mianem 'chwiejny' to właśnie taki był jej w tym momencie. Niby maszerowała środkiem drogi, którą obrała, ale jednak rozglądała się nadal na boki poszukując lepszego kierunku. - Prawdopodobnie nie miałam innego wyjścia, od tego się zaczęło, ale jednocześnie to był mój własny wybór. Pomiędzy poddaniem się śmierci a życiem przeciwko czemuś, co kochałam przez wszystkie lata. Wybrałam więc to drugie, życie przede wszystkim. Uważałam, że wiele rzeczy może się zmienić, ale żeby cokolwiek z tych zmian dostrzec należy przede wszystkim żyć. Pewnie gdybym miała wtedy jeszcze trzecie wyjścia... kto wie? Zależy jakie. Gdybym wtedy ktoś z rządu wyciągnął ku mnie rękę, bym może stałabym teraz po drugiej stronie barykady celując do Ciebie z broni. - nie spodziewała się jego reakcji, nie tak szybko. Mówiła z przerwami, ale dało się wyczuć, że nadal nie powiedziała wszystkiego w tym temacie. Zbierała myśli w małych porcjach. - Nie doszukuj się jednak braku wiary w idee grupy, nad tym zastanawiałam się sama niejednokrotnie. Najpierw pojawiła się lojalność, potem wiara, że to co robimy, ma sens, ale jestem oddana pierwszej rzeczy, która pozwoliła mu nadal chodzić po tym świecie. Teraz S.SPEC może mi to jedynie odebrać, na tym etapie kariery nie spodziewałabym się taryfy ulgowej i drugiej szansy, a jak możesz się domyśleć - chce żyć. Nie dam się zadźgać dla strony, która wcale nie musi być mylna, może być po prostu odmienna od naszej. Tak już będzie, na zawsze, na zawsze, zawsze, zawsze...
Ściszyła głos, ale słowo nadal rozbrzmiewało echem w jej głowie.
Na zawsze. Oddała się temu po wszelki czas, do końca, ale czy w pełni? Iskra zdrajcy tliła się w jej wnętrzu, bo już raz nim została. Kiedyś wierna i oddana rządowi, zapatrzona wzorkiem dziecka, pełnym pasji i zrozumienia na grube sztandary z lwem, a teraz patrzyła jak płoną i tylko ten ogień odbijał się na powierzchni jej oczu. Nie czuła spełnienia, nie kierowała się zemstą, więc brakowało osobistej satysfakcji z takich czynów. To zawsze był cel większy od głupiego rzucania się w ogień, znajdujący się dalej niż sięga wzrok. Wpatrywała się w upadek jednej i drugiej strony niczym obserwator stojący z boku. Jeżeli wszystko legnie w gruzach, ona znowu poszuka szansy na wymknięcie się śmierci.
- Wolałabym, żeby wierzyli w grupę, a nie w jednostkę. Mnie też kiedyś zabraknie, a wtedy liczę na to, że wiernie podążą za moim następcą. - wyraziła jasno swoje oczekiwania względem całej organizacji, nawet jeżeli tylko Ciro mógł ją teraz usłyszeć. Bardzo możliwe, że także na jego barki spadnie niesienie tego dziedzictwa, które każdemu po trochę pozostawi obecny przywódca. Kami nie przeszkadzało mówienie o swojej śmierci, prawie jakby to było coś namacalnego, coś co można odciągnąć w czasie, odrzucić na bok, powiedzieć temu 'nie' kiedy nadejdzie. Bo dokładnie to miała zamiar zrobić, jeżeli będzie musiała. Lecz jeśli pozostanie bez możliwości, powita śmierć jak starą przyjaciółkę.
A więc teraz? Zapyta. I obie odejdą w ciszy.
Odetchnęła. Ostatecznie uznała, że nie wleje w siebie więcej herbaty.
- Chyba się nieco zagadaliśmy. - uznała nagle spoglądając na napój, znad którego przestała wydobywać się już para.




The lone wolf dies,
but the pack survives.

avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Ciro on Sob Gru 23, 2017 8:14 pm
Chyba musiał trafić w naprawdę dobre pytanie jeżeli nawet Ona potrafiła na moment się zaciąć. Pewnie częściowo naruszył jej prywatną strefę, ale teraz to już nie miało znaczenia. Chciała by zapytał się konkretnie, wiec to właśnie zrobił. Doskonale wiedział, że pytanie mogło zakończyć się odpowiedzią kilku słowną typu " Bo tak. " albo różną inną wypowiedzią, która tak naprawdę nic by do rozmowy nie wprowadziła. Ale dzisiaj mieli dla siebie dzień szczerości. Te dwie bardzo trudne osobowości tym razem nie wdawały się w żadną bijatykę słowną. Szanowali się i słuchali nawzajem. Najważniejsze było analizowanie tego co druga strona chce im przekazać. Nawet pytania potrafiły nakierować na poprawny tok myślenia. A może chodzi mu o to? A może o tamto? Oni potrafili analizować drugą osobę i zrozumieć to co miała do przekazania. To właśnie dzisiaj robili. Zakopali topór wojenny - w sumie to tylko szpiegmistrz to zrobił - i stara się nawiązać porozumienie. Tak naprawdę dochodził do wniosku, że tak bardzo się nie różnią. Przeciwieństwa potrafiły się przyciągać, ale co z podobieństwami? Odpychają się? Może właśnie to robili cały czas? Jak długo zeszło im zrozumienie, że tak naprawdę mogli żyć bez zbędnych konfliktów? A w sumie moment. Może ona od razu o tym wiedziała, a wszystko prowokował dawny indywidualista? Nieeee. Niemożliwe. To musiała być ich wspólna wina. Z takiej właśnie zadumy wyrwały go jej słowa. Wcześniejsza cisza stworzyła jeszcze większe napięcie przez które aż wzdrygnął przez jej barwę głosu, która dostała się do jego uszu. Obserwował ją, ale nie zamierzał komentować ani jednego słowa dopóki nie skończy. W ten sposób pokazał jej, że szanuje jej szczerość i to, że w ogóle chciała się z nim podzielić jej przeszłością w pewien sposób. Nawet jeżeli nie powie nic konkretnego to nie miało znaczenia. Uczucia, jej barwa głosu i każde słowo miało dla niego bardzo ważne znaczenie. Odpalił papierosa kiedy zaczęła mówić tak by mógł całkowicie skupić się na na tym co mówi. Czasami nikotyna zwiększała jego percepcję, a przynajmniej takie miał wrażenie. Nie chciała o tym mówić albo miała problem z dobraniem prawidłowo słów tak by obydwoje zrozumieli co miała na myśli. Drżenie czy też chwiejność wychwycił, ale czy miał zamiar o tym wspominać? Nie. Po co wypominać komuś, że przez chwilę pokazał swoją słabą stronę? Uda, że w ogóle tego nie widział. Takie szczegóły miały znaczenie tylko dla niego. Analiza jej charakteru trwała, a każde jej słowo rejestrował i powtarzał w swojej głowie. Chciał po całej jej wypowiedzi powiedzieć jeszcze co nieco, a ona miała naprawdę spory wachlarz słów jeszcze przed sobą. Normalnie pewnie by nie spamiętał wszystkiego, aczkolwiek przerwy, które robiła w trakcie powodowały, że mógł się całkowicie skupić i przygotować gotowe wypowiedzi po wszystkim. Tak naprawdę ona tutaj też jest w większej mierzy z przypadku. Brak innego wyboru spowodował, że trafiła tutaj gdzie wykształciła wiarę i swoją lojalność. Zastanawiał się jak wiele jednostek jest tutaj z czystego przypadku. A może powinien nazwać to przeznaczeniem? Była jedna bardzo ważna kwestia, która go zaintrygowała na tyle, że na moment jego spojrzenie się zmieniło. Całkowicie mieszane uczucia. Nie jestem w stanie określić co chodziło mu po głowie, ale zastanawiał się jak by odpowiedziała jeszcze na jedno pytanie. Niestety nie miał odwagi go zadać z bardzo prostego powodu. To by zaszkodziło całej organizacji gdyby odpowiedziała tak jak on myślał, że to zrobi. Zaciągnął się dymem papierosowym i obserwował ją na nowo. Tak samo uważnie by żaden szczegół go nie ominął. W końcu skończyła mówić, a on nie wiedział dokładnie od czego ma zacząć. Najlepiej będzie zacząć bardzo spokojnie tak by nieco rozluźnić atmosferę - chyba, no nie?
- Dziękuje, że się tym ze mną podzieliłaś. - Powiedział ostrożnie, ale potem zaczął już w miarę odważniej kiedy nieco ta ciężka atmosfera opadła. Gdyby mógł to by odetchnął z ulgą, ale teraz nie czas na to. - Czyli chciałaś przetrwać i złapałaś się pierwszej deski ratunku. Następnie chęć życia zamieniła się w lojalność i wiarę w grupę, która pozwoliła Ci przetrwać, aż do teraz ? - Tak to właśnie zrozumiał. Do jego głowy wskoczyło jeszcze jedno zdanie, którego nie ośmielił się powiedzieć na głos - "Prawie tak samo jak ja". To był już kolejny raz kiedy nie miał odwagi tego powiedzieć. To by nic nie zmieniło, ale doskonale rozumiał jej motywy. Przetrwała dzięki dostaniu się do Łowców. Chce podtrzymać organizację na nogach. Jest dobrym przywódcą, ale czasami miał wrażenie, że ich rozumowanie się rozjeżdża w dwie osobne drogi. Na szczęście nie we wszystkim są zgodni - jakby byli to już by podchodziło pod wariatkowo.
- Nie zamierzałem wątpić w Twoją wiarę ani lojalność. Twoje czyny tylko mnie w tym utwierdzają. Życie to naprawdę ciekawa rzecz. Odbieranie istnienia przychodzi tak łatwo, ale kiedy dochodzi do momentu kiedy to jest ten moment na Ciebie to zapierasz się nogami by do tego nie doszło. A jeżeli nie ma innego wyboru oddajesz się jej całkowicie tak jakby nic się nie stało. - Popłynął trochę. Stracił orientację w pokoju. Jego spojrzenie przez moment było całkowicie puste tak jakby nie widział otoczenia. Mrugnął parę razy, a jego szkarłatne oko nabrało na nowo wyrazu. Zaciągnął się papierosem zdając sobie sprawę, że tematy które tutaj się pojawiają są naprawdę bardzo ciężkie dla obu stron. Odchrząknął i zaczął jeszcze raz.
- W pewnym sensie możesz mieć rację, ale wiara w jednostkę jest budująca. Poprawia morale i wiarę w ideologię grupy. Jeżeli zabrakłoby kolejnego przywódcy organizacja znowu stałaby się skupiskiem nieokrzesanego bydła. Wiara w Ciebie jest elementarną częścią życia każdego członka organizacji. Bez tego nie byłoby zapału do walki, a jeżeli Ty będziesz pokazywać jak bardzo jesteś zaangażowana w wygranie tej wojny ... to wszystkim się to udzieli. - To była kolejna jego rada dla niej, ale czy weźmie ją sobie do serca. Nie mógł tego oczekiwać, ale miał nadzieje, że tak zrobi. Jej odejście spowodowałoby reakcję łańcuchową. Najpierw pojawiłyby się pytania co się dokładnie stało, potem podupadłyby morale, jeszcze dalej ludzie zaczęliby panikować. Następna w kolejce byłaby walka o sukcesję. Zawsze tak jest. Najpierw zastępca zdobywa tymczasowe dowództwo, a potem jest mianowany prawowitym przywódcą. A to powoduje tylko tworzenie dodatkowych stron w konflikcie wewnętrznym. Nawet Kami wyszła z niego nie tak dawno. Głównie konflikt był wywołany przez aktualnego szpiegmistrza i coś mu się wydawało, że ona o tym doskonale wiedziała. Nigdy nic mu nie powiedziała na ten temat, wiec nie ma mu tego za złe. Tak przynajmniej rozumiał jej milczenie.
- Chyba masz rację. Skoro nie masz ochoty na herbatę może skusisz się na coś innego? - Zapytał z grzeczności i sam dopił jeszcze swoją herbatę od razu przepalając ją papierosem. To jest cholernie intrygujący wieczór dla tego sadysty. Miał szansę zrozumieć swojego niedoszłego wroga, a teraz jedną z największych sojuszniczek.


avatar





Ciro
Szpiegmistrz
GODNOŚĆ :
Ciro "Zirro" Eltyar


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Yū ✿ on Czw Gru 28, 2017 8:29 pm
Obniżyła się na krześle słysząc jego pytanie. Niby chodziło tylko o potwierdzenie tego, co sama rzekła dopiero co, ale gdy usłyszała to w ustach kogoś innego, zaczęło brzmieć paskudnie. Jakby wcale nie była oddana prawdziwie, jak gdyby dało się podważyć jej lojalność w sposób tak łatwy i oczywisty. Wzburzyła się nieco, a jednocześnie szukała ucieczki na krześle, z którego nie mogła tak po prostu uciec.
- Powiedzmy. To trochę bardziej skomplikowane, ale tyle Ci starczy. - odparła szukając w sobie spokoju i opanowania. Nie było to najłatwiejsze zdanie w tym momencie, Ciro co raz mocniej zdawał się szukać na nią jakiegoś haka, a nie po to wróciła do tego pomieszczenia. - Niezależnie od moich motywów, wierność podlegających jednostek powinna być niezmienna. Cieszy mnie, że satysfakcjonuje Cię taka odpowiedź, ale przegryź ją, przełknij i zapomnij. Te słowa nie są przeznaczone dla każdych uszu, nawet nie dla twoich.
Bo nie było takiej osoby, której miałaby ochotę się zwierzać. Pilnowała swojego życia prywatnego zajadle, jak wściekły pies. Nie ukrywała nic szczególnego, nienawidziła jednak dzielić się detalami z kimkolwiek i jej łatwiej było zapomnieć, kiedy nie musiała co chwile się tłumaczyć. To jest z chorobą, nawraca im mocniej się na niej skupi, objawy są częstsze i bardziej gwałtowne, jeżeli całe życie musi się wokół nich obracać. Lubiła samej sobie wmawiać, że przeszłość stoi za grubą, mleczną szybą. Co jej nie kusi, tego nawet wcale nie musi być.
- Przywódcy nigdy nie zabraknie, dopilnuje tego. - odpowiedziała, nawet jeśli wypełnienie własnych słów kosztowałoby ją wiele. Nie mogła nigdy pozostawić swoich ludzi bez opieki. - Zginę na tej pieprzonej wojnie, jeżeli tak trzeba dla rebelii, ale nie widzę póki co powodu poświęcania się ponad miarę. Nikt tego nie doceni, jeżeli nie będzie wymiernych sukcesów. A sukcesów nie ma, Eltyar, przynajmniej nie z twojej strony. Do tego od początku zmierzam. Wykaż się, a przywrócę Cię do twojej roli. Jesteś jednym z kilku obiecujących ludzi, więc wymagam od Ciebie więcej niż od innych. Tak samo mocno żałuje, kiedy patrzę jak babrasz się w kałuży niczym dzieciak szukając pomocnej dłoni. Mam nadzieję, ze skupisz się mocniej na naszym celu, a jeżeli pojawi się cokolwiek co znowu będzie Ci go przesłaniać, nie zawaham się ukryć go przed twoim wzrokiem po raz kolejny. Niezależnie od tego jakie są twoje motywy i powody, liczy się efekt. Przeszłość jest nieważna.
Skomentowała w sposób, miała nadzieję, wystarczający. Urodzony talent i szczęściarz spotkają się na zawodach, ale to ten który wygra będzie się liczyć najmocniej, nie taki, co poświęci dla swojego celu najwięcej.
- Przynieś mi głowę dezertera. Wtedy porozmawiamy dalej. - machnęła ręką na jego propozycję odmawiając herbaty, czy czegokolwiek innego, co chciałby jej zaproponować. Nawet słowa nie były już tak ekscytujące, kiedy padł konkretny warunek ich dalszej współpracy.
Sięgnęła ku kubkowi, uniosła go w dłoni powstała. Przez moment wahała się, ale uznała, że jeżeli pożyczy sobie na jakiś czas naczynie z gabinetu szpiegmistrza, to nie będzie miał nic przeciwko. Odda mu nawet trzy takie, jeżeli przyjdzie im jeszcze kiedyś rozmawiać. Teraz uznała, że powiedzieli sobie wystarczająco dużo, a moment był idealny by rozejść się i ruszyć w swoje strony.




The lone wolf dies,
but the pack survives.

avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Ciro on Wto Sty 30, 2018 11:03 pm
Jej reakcja mówiła wszystko. Zapadnięcie się w fotel sprawiało, że tylko utwierdziła go w przekonaniu jak jest naprawdę. Wcale nie była z tego wszystkiego dumna albo teraz zaczęła analizować jak to cholernie słabo brzmi. Ale nie miała powodu do wstydu czy też obrzydzenia. Przeżyła, a teraz oddała się lepszej sprawie. To wszystko sprawiło, że aktualnie jest w tym miejscu i może pochwalić się mianem przywódcy rebelii. Powinna być z tego dumna, ale nie mógł być pewny czy tak jest naprawdę. Przymknął na chwilę oczy i pozwolił by jej słowa wtargnęły do jego umysłu.
- Powiedzmy. - Przytaknął tylko i powoli otworzył ślepia. Może i wyglądało to tak jakby szukał na nią haka, ale tak naprawdę starał się ją zrozumieć w pełni, a przynajmniej w większej mierze. Była dla niego kimś kogo nie potrafił rozgryźć lub takie stwarzała pozory. Może wcale nie chciała taka być, ale to nie było teraz tak ważne. Liczyło się tylko to, że podzieliła się z nim tą historią. Częściowo jego ciekawość została zaspokojona, ale pozostawało wiele niewiadomych. W dodatku wolała by zatrzymał to wszystko dla siebie. A to tylko bardziej pobudzało jego wyobraźnię i chęć dowiedzenia się prawdy - bądź dalszej części tej historii. Nie zamierzał o tym mówić nikomu. Raczej nie jest osobą, która dzieli się informacjami tak otwarcie. - Nigdy nie wątpiłem w Twoją lojalność. Powinnaś wiedzieć, że jestem raczej człowiekiem, który zatrzymuje większość rzeczy dla siebie. - Odparł spokojnie, a na jej ostatnie słowa zareagował uśmiechem. - To było brutalne. - Może i nie był człowiekiem, który budzi zaufanie, ale to prawie ugodziło jego serduszko. Nie zamierzał brnąć w dalsze komentowanie tej sentencji. To mogłoby się skończyć wytrąceniem z równowagi ich dwojga, a nie tego teraz potrzebował. Najważniejsze był jasne informacje czego teraz oczekuje. Teraz nawet jej przeszłość jej do końca nie interesowała, a może nie w tym momencie. Chciał po prostu wiedzieć jak ma zatrzymać swoją rangę i jak przeżyć nadchodzące wydarzenia. Skoro już od niego coś wymagała to niech rzuci mu konkretny, a on się całkowicie dostosuje. Może nawet nie będzie robić jej pod górkę co bardzo go kusiło.
Przywódca był najważniejszym filarem tej organizacji. Jeżeli utrzymuje się jeden długo to wiara w jego możliwości rośnie. Nie musi poświęcać swojego życia bez żadnej potrzeby, ale to co powiedziała od razu dało mu do myślenia. Przyglądał się jej i zmrużył minimalnie oczy. Nie spodobało mu się to, ale nie powiedział nic specjalnego. Przetrawił informację i starał się nie odnosić do niej w sposób osobisty. Nie był pewny jak ma teraz odpowiedzieć na to obiektywnie, ale mimo wszystko z jego punktu widzenia.
- Będę wdzięczny jeżeli się nie zmieni. - Jednak zabrzmiało to samolubnie. No to już była kwestia chwili kiedy po prostu mówił szczerze. Nie miał zamiaru znosić nikogo innego niż ją skoro już tak bardzo się z nią musiał namęczyć. W przeciwnym wypadku zrobiłaby mu na złość, a on musiałby użerać się z jakimś amatorem. Bardzo tego nie chciał. Jej rządy mu odpowiadały poniekąd chociaż może tego nie do końca nie okazuje. Ale po co od razu otwierać się przed wszystkimi? Lepiej po prostu trwać w swojej grze i traktować wszystko z dystansem. No, ale teraz zmierzała do sedna. To był moment w którym nie chciał jej przerywać dlatego po prostu zamknął mordę i słuchał uważnie. Rozumiała przynajmniej, że nie ma sensu poświęcać się bez żadnego powodu. Może nie zrobi niczego głupiego i dalej będzie zarządzać tą hołotą. To co mówiła powinno go zaboleć albo chociaż zirytować, ale dzisiaj po prostu to wszystko przełknął i zrozumiał. Miała rację, a on nie zamierzał się teraz wybraniać. Nie miał zamiaru wyjść na desperata, który powie " ale mamo mamo to nie moja wina". Nie. Miał swoją dumę i honor. Nie mógł zachować się jak szczeniak. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wymagała od niego więcej - a raczej domyślał się. Poświęcała mu trochę więcej uwagi niż innym, a to już świadczyło o tym, że ma co do niego nadzieje. Przez chwilę chciał się odegrać słownie, ale przełknął wszystko. Nie mógł dać się ponieść emocjom. Gdyby mógł złapałby się teraz za skrawek ubrania i mocno zacisnął na nim palce, ale nie mógł okazać nawet grama słabości. W końcu dotarła do meritum. Chciała dostać w ręce dezertera. Nieważne w jakim stanie tylko po to by odbudować jej zaufanie - czy też po prostu zyskać coś w jej oczach albo inaczej ... po prostu wrócić na poprzedni tor. Mogła mieć go teraz za śmiecia, a on wcale się przejmował. Każdy miał prawo do swoich przemyśleń, a ona miała największe pojęcie co dzieje się w organizacji. To wszystko bolało jak cholera. Wybuch złości teraz byłby najbardziej prawdopodobnym wydarzeniem, ale nie nastąpił. Westchnął ciężko pokazując jej, że słuchało mu się to ciężko, ale poradził sobie całkiem dobrze.
- Zrozumiałem. - Jak bardzo chciałby oddać się teraz temu co w nim siedzi. Ciało chciało jedno, a umysł drugie. Nie mógł zachować się tak jak nakazywała to jego natura. To nie był nawet odpowiedni moment, ani odpowiednia osoba. Nie wyglądał na przygnębionego, ale też nie na zbytnio zdeterminowanego. Był po prostu opanowany. - Zapamiętam wszystko co mi powiedziałaś i się do tego przystosuje. Zajmę się sprawą dezerterów kiedy tylko moja ręka będzie sprawna. - To było tak naprawdę wszystko co miał do powiedzenia. Widział jak odmawia mu kolejnego trunku, a on nie zamierzał jej zatrzymywać. To był moment w którym rozmowa się kończyła i był tego całkowicie świadom. Wkurwiał go ten fakt, że nie mógł się odgryźć. To była bezsilność bez dwóch zdań. Sięgnął po papierosa, ale nie odpalił go jeszcze. Musiał to wszystko przetrawić na spokojnie. Widział jak podnosi kubek, ale nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Mogła go sobie zagrać jeżeli chciała. To było całkowicie bez znaczenia.
- Jest możliwe, że będę na Desperacji. Nie masz z tym problemu? - Zapowiedział, że może wybyć poza miasto. Prawdopodobnie wtedy będzie całkowicie pochłonięty przez swoje zadanie, ale wolał się upewnić, że nie ma nic przeciwko. W razie czego będzie wiedziała gdzie go szukać - no może nawet jego zwłoki.


avatar





Ciro
Szpiegmistrz
GODNOŚĆ :
Ciro "Zirro" Eltyar


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Yū ✿ on Wto Lut 06, 2018 11:55 am
Uniosła nieznacznie brwi, ale opuściła je powoli równie płynnie.
 - Nie brutalne, a potrzebne. - uderzyła paznokciami o porcelanową powierzchnię kubka. Normalnie nie szukała ucieczki w piciu herbaty, ale tym razem namoczenie suchych od długiej dyskusji ust nie należało do gestu jedynie potrzebnego jej fizycznie. Chłód przesiąkniętej goryczą wody rozlał się po jej przełyku, rozlał się też jakby po myślach, pozostawiając na nich nieprzyjemny, trzeźwiący posmak.
Pobożne życzenie, którego nie była w stanie spełnić. Decyzja o własnej rezygnacji pozostawała poza zasięgiem, na dobrą sprawę w tym momencie tylko przecięcie nici życia mogła zmusić jednooką do odpuszczenia. A życie jest jak film, trochę jak książka, jak opowieść, która z każdą sekundą, każdą odwróconą stroną i wypowiedziany  zdaniem może gwałtownie zmienić swoje tory. Kiedy nadejdzie czas, wykolei się z całym sznurem wagonów, czy odczepi się, by płynnie pojechać dalej własną drogą? Lojalność w którą wierzył Ciro dla niej samej była kwestią nieokreśloną. Bez przeczenia samej sobie: chciała podążać dalej wybranym szlakiem, ale co jeśli w chwili decyzji nie będzie w stanie podjąć jednej natychmiast?
Czasami słowa wyprzedzały jej rozważania.
Idź. Zabij. Przynieś głowę. Głowa jest złotym kluczem do szkatułki, w której znajduje się moja satysfakcja i twoje stanowisko.
Proste, wyraźne słowa mogły tylko pomóc. Na rozkaz odpowiada się właśnie w taki sposób. Nie: jak i dlaczego, ale: tak jest, zrobię to, zrozumiałem. Wystarczająco dużo było dookoła wahających się, niepewnych i zagubionych. Mdliło ją na rozterki sercowe tej jasnowłosej, a ona co gorsza, wciągała w to innych. Właściwie nie powinna się aż tak bardzo dziwić, w końcu do tanga trzeba dwojga i oby na dwójce się skończyło. W dylematy wciągnęła już szpiegmistrza, ale chociaż on wyglądał tak, jakby ujawniona wiedza spływała po nim jak woda po kaczce.
 - Widać, że byłeś jej nauczycielem. - odezwała się, niby bez powodu nawiązując nagle do osoby byłej już uczennicy stojącego przed nią mężczyzny. Nie mógł podążyć za jej myślami, więc słowa musiały zdawać się wyrwane z kontekstu.
To ona krótką chwilę temu powiedziała niemalże dokładnie to samo, co Ciro teraz: mogę jakiś czas przebywać na Desperacji, nie masz nic przeciwko temu?
Nie miała. Ziemie za murami stały się już niemalże nieodłączną częścią ich spokojnej egzystencji, a jeżeli szukać uciekinierów, to właśnie tam. Miasto nie było dla nich bezpiecznym schronieniem, oczywistym stało się, że życie ułożą sobie szybciej gdzieś daleko, na gruzach dawnej siły państwa Japońskiego niż w ścianach dyktatorskiego gniazda.
Zdmuchnęła nieistniejącą parę znad chłodnej już herbaty odwracając się z niewyraźną miną, kwintesencją swoich równie przeciwnych myśl.
 - Udanego polowania, łowco. - Pożegnała się z nim twardym tonem. Drzwi skrzypiały przez krótki moment, gdy pociągnęła je za sobą dłonią, odbiły się od framugi i dopiero wtedy domknęły powoli. Szpiegrzmistrz w zawieszeniu pozostał sam na sam ze swoimi myślami.

z/t




The lone wolf dies,
but the pack survives.

avatar





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Ciro on Pon Lut 12, 2018 7:27 pm
Doskonale widział jak niecierpliwie uderza paznokciem o porcelanę. To był dla niego jasny znak, że nie czuje się komfortowo w tej rozmowie. On czerpał z tej chwili wiele przyjemności, ale jednocześnie cholernie cierpiał. Ostatnie słowa, które wbijały się w jego głowę całkowicie wytrąciły go z jego doskonałej formy. Nie mógł nawet do końca powiedzieć czy chciał z nią dalej rozmawiać. Jak na razie chyba miał dość wrażeń. Jeżeli tak naprawdę pozbycie się paru dezerterów było wszystkim czego od niego teraz wymagała to nie mógł prosić o cokolwiek prostszego. Musiał po prostu zabić parę osób czyli zająć się tym co robi najlepiej. W końcu będzie mógł wyrwać się z tej parady nudy i uczestniczyć w czymś ważniejszym. Poprzednią misję zawalił, ale teraz to się nie powtórzy. To wszystko nie było w jego stylu. Nienawidził zdrajców jeszcze bardziej od władzy. Nie mógł znieść tego, że jego towarzysze odwracali się od przywódczyni i swojej rodziny. Może właśnie dlatego cieszył się z tego zadania? Będzie mógł rozlać trochę krwi. Normalnie na samą myśl na jego twarzy pojawiłby się uśmiech, ale tym razem to nie był na to najlepszy moment. Wykonanie tego zadania może zająć mu długie tygodnie i to jeszcze na desperacji. Będzie musiał się zaopatrzyć na drogę. Jeszcze sporo spraw do załatwienia zanim będzie mógł wybyć z kryjówki. Uszkodzona ręka nie pomagała zupełnie w tej sytuacji, a to oznacza, że musi jeszcze czekać na jej regenerację. Ale to już wszystko. Nie musi przejmować się żadnymi innymi drobnostkami. Na chwile podpłynął w głowie układając sobie powoli plan, ale szybko został wyrwany z zamysłu. To co powiedziała nie trzymało się kupy, a przynajmniej nie teraz. Niby gdzie to widać? Ona praktycznie go nie przypomina. Chciałby, żeby tak było, ale jednak popełnił sporo błędów podczas jej nauczania. Za bardzo skupił się na samodoskonaleniu, a nie na wpajaniu jej wiedzy na temat władzy i wojska. To przez to teraz znaleźli się właśnie w tej sytuacji.
- Możliwe. - To jedyne słowa które wypowiedział. Nie był do końca pewny do czego nawiązuje przywódczyni, ale wolał to zostawić nie na teraz. Oboje byli już zmęczeni tym spotkaniem, a to oznaczało, że powoli czas na rozstanie. Był prawie pewien, że w mieście może ukrywać się kilku dezerterów, ale nie miał na to dowodów. Szukanie ich w murach M-3 było zbyt ryzykowne. Możliwość spotkania wojskowego była zbyt duża, a on nie zamierzał bezsensownie ryzykować. To nie miało najmniejszego sensu. Teraz musiał jak najbardziej zmniejszać ryzyko i skupić się na powodzeniu misji.
Dostał zezwolenie, a to oznaczało, że w razie jakby zbyt długo nie wracał nie skreślą go tak od razu z listy nekrologów. Dzięki temu będzie mógł całkowicie skupić się na swoim zadaniu i nie myśleć na chwile o organizacji. Taki mały urlop świetnie mu się przyda. Nie mógł się już doczekać. Wycieczka krajoznawcza plus małe mordobicie. Czego chcieć więcej? Ona w końcu zebrała się do wyjścia, a on bacznie obserwował każdy jej ruch.
- Miłego wieczoru, przywódco. - To były ostatnie słowa równie zimnym i niewzruszonym tonem. Kiedy tylko drzwi się zamknęły opadł ciężko na fotel. Czuł ogromne zmęczenie, a w dodatku atmosfera w pokoju w końcu się rozluźniła. Kami była twardym orzechem do zgryzienia, ale właśnie to w niej lubił. Nie zniechęcała się od razu kiedy starał się zdominować rozmowę i w końcu sama przejmowała inicjatywę. W końcu zapalił papierosa i oddał się swoim myślom. Rozważał każdy możliwy scenariusz. W najgorszym przypadku skończy martwy, a w najlepszym dotrze do kryjówki z drobnymi ranami i głową paru dezerterów. Będzie musiał obmyślić plan - taki, który jest realny do wykonania i nie będzie zawierał głupich dziur. Każda możliwość się liczy. Papieros ułatwiał mu myślenie, a kiedy tylko skończył palić mógł od razu podnieść się i skierować do łóżka. Jedyne co jeszcze zrobił to złapał maść, którą dostał od medyka wcześniej. Przeciwbólowa z działaniem dodatkowo leczącym ranę. Ściągnął jedną ręką bandaże i spojrzał na paskudną ranę, ale było widać, że blizna nie będzie aż tak duża jak przypuszczał. Posmarował ranę krzywiąc się przy tym i wydając bardzo mało korzystne dla jego autorytetu dźwięki. Na sam koniec zabandażował się i wylądował bezwładnie na łóżku. Tego właśnie było mu trzeba. Po wielu godzinach spania, a potem po spotkaniu z Angel i Yuu czas na sen. Kilka krótkich godzin wykończyły go bardziej niż wiele godzin treningów. Sen przybył szybciej niż podejrzewał. Odpłynął całkowicie nawet nie zdejmując spodni.


_____________________________________

Każdy dzień był praktycznie identyczny. Sprawdzanie stanu ręki, nadzorowanie raportów, karmienie zwierząt i odpoczynek. Nie mógł robić nic poza to, by jego ręka szybciej wróciła do normalności. Sprawność wracała, a on zaczął co jakiś czas wymachiwać swoim mieczem. Gdy tylko czuł zbliżający się ból odpuszczał zirytowany, ale to wszystko miało na celu nie wypaść z formy. Medyk kazał mu ćwiczyć kiedy poczuje się na siłach i właśnie to robił. Kiedy w końcu poczuł, że już jest wszystko w miarę w porządku zdawał sobie sprawę, że jego wypadu poza kryjówkę nie da się odwlec. Zebrał wszystkie rzeczy, które mogły mu się przydać. Miecze, plecak i trochę prowiantu. Dodatkowo dorzucił jeszcze maść tak by w razie czego mógł posmarować ranę. Ale wszystko wskazywało na to, że będzie mógł się skupić na wykonaniu zadania. Wyciągnął jeszcze na moment komórkę i napisał jednego sms'a - tyle wystarczy by móc się zabrać drogę. Tymczasowy kat nadchodzi na desperacje i kto wie co może z tego wyniknąć.

[zt]


avatar





Ciro
Szpiegmistrz
GODNOŚĆ :
Ciro "Zirro" Eltyar


Powrót do góry Go down


Re: Gabinet Szpiegmistrza

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Powrót do góry

- Similar topics