Strona 10 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 9/5/2017, 21:23
Asheritt usiadł, opierając się plecami o chłodny kamień kapliczki zapomnianego bóstwa. Oczywiście wcześniej rozejrzał się po okolicy, ale nic nie wskazywało na to, że grasuje tutaj jakikolwiek drapieżnik. Widocznie nawet one omijały to opuszczone przez wszystkich miejsce. A to z kolei bardzo odpowiadało Łowcy. Inseki skrzywił się nieco, czując jak świeża blizna na plecach nieprzyjemnie daje o sobie znać. Co prawda zagoiła się już prawie całkowicie, ale nadal łatwo było ją podrażnić. I jeszcze to oko... Ściągnął opaskę, przyglądając się jej przez chwilę swoim jedynym lewym okiem. Cóż, nauczył się żyć bez ręki, nauczy się też żyć bez oka. Do zmroku zostało jeszcze trochę czasu, a on wolał nie przemieszczać się za dnia po otwartym terenie. Zwłaszcza, że wyglądało na to, że S.SPEC w końcu ruszył dupę i zaczął działać także na terenach Desperacji. Jakby i bez tego było tutaj śmiertelnie niebezpiecznie.

Nagły dźwięk osuwających się kamieni sprawił, że Łowca zerwał się na nogi, zachowując jednak względną ciszę i zimną krew. Cokolwiek, ktokolwiek się tutaj wspinał z pewnością nie przyszedł na herbatkę i ciasteczka. Może był to jakiś Wymordowany? Może oddział S.SPEC? A może jedno ze zmutowanych wirusem X zwierząt? Tak czy siak, siedzenie i czekanie na to aż go zaskoczy nie było najrozsądniejsze. Tak samo jak zdradzanie się ze swoją obecnością. Korzystając z przewagi jaką dawało mu zaskoczenie, Inseki schował się za kapliczką, jednocześnie zdejmując z pleców shotgun. Nawet przerośnięte bydle zastanowi się dwa razy zanim natrze na kogoś z shotgunem, zwłaszcza jeśli ta osoba umie się nim posługiwać. Przywierając ponownie do zimnego kamienia plecami, Shinji wsłuchiwał się w kroki. Sądząc po nich miał do czynienia raczej z pojedynczą osobą, niezbyt nawykłą do poruszania się po Desperacji. Łowca wyczekał chwilę, a potem odezwał się, nadal skrywając na kamieniem:
- Ręce na widoku. Nie radzę próbować żadnych sztuczek. - szybko wyszedł zza kapliczki, celując przy okazji w nieznaną osobę. - Nie jadłem jeszcze śniadania, a bez kawy potrafię być strasznie nerwowy. Pomijając już fakt, że nie piłem żadnej od dwóch lat. Kim jesteś i co tutaj robisz? - warknął w stronę intruza.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Saiyuri on 10/5/2017, 13:57
Jak miło ze strony typa z bazy że namalował jej tą uroczą mapkę z miejscem gdzie znajdzie roślinki potrzebne do wyrobu pewnego specyfiku. I jak miło że to wcale nie było daleko biorąc pod uwagę mapkę. Takie były założenia. No i właśnie.. Wędrowała i wędrowała a tej pieprzonej kapliczki nigdzie nie było w okolicy. Więc ruszyła dalej na północ robiąc kilka postojów po drodze żeby rozeznać się w terenie. - Szlag by to kurwa trafił.. - warknęła siadając na jakimś głazie i wyciągając mapę z torby. - Skali odległości nie dało się dorzucić?! "to jest blisko, rzut beretem.. może pół godziny drogi stąd.." - zaczęła w końcu przedrzeźniać biedaka. - Chyba kurwa autem.. - syknęła wstając i rozglądając się po okolicy nieco podirytowana. Miała powody do złości bo wiedziała że niebawem dotrze kontener z jej nowym nabytkiem i chciała osobiście go odebrać. OSOBIŚCIE! Krew ją zalewała na myśl że ktoś mógłby się dorwać do jej własności! I to jeszcze bez jej nadzoru. Dostrzegła nieopodal jakieś wykrzywione uschnięte drzewo i spojrzała na mapkę. - O! tu jestem.. ale kapliczki jak nie było tak nie ma.. - mruknęła kierując się w stronę zaznaczonego na mapce znaczka: 'X'. Kolejna godzina w dupę i znalazła to czego szukała. Trochę już zmęczona zaczęła zbliżać się do kapliczki bez jakiegoś wyrazu radości na twarzy. Pierwsze co jej się rzuciło w oczy to jakieś roślinki. "Chyba znajdę to czego.." nie zdołała dokończyć myśli bo przerwał jej jakiś obcy głos. "No to chyba kpina.." mruknęła w myślach rozglądając się nieco bardziej uważnie. Nie musiałą długo czekać bo jakiś chłoptaś wyskoczył zza kamiennego posągu z gnatem w ręku. "Poważnie..?" mruknęła nie dowierzając w swoje szczęście. Powoli uniosła ręce na wysokości głowy. Cała ubrana na czarno w skórę. Widać było że kobieta, jedyny kawałek ciała odkryty to jej oczy i białe, długie włosy związane w ciasnego kucyka. - Dobrze dla ciebie.. kawa nie jest zdrowa, kofeina wypłukuje wszystkie potrzebne dla organizmu mikroelementy.. - parsknęła uśmiechając się bezczelnie, ale usta zasłonięte czarną banderą idealnie to maskowały. Wlepiła w niego swoje ametystowe ślepia i bezczelnie zmierzyła go od góry do dołu szacując jego siłę, szybkość i ewentualną wytrzymałość. Nie robiła by tego gdyby nie trzymał jej przed nosem pukawki. Na tak małej odległości i tak by ją trafił ale po co strzelać do kogoś kto nie atakuje. - Taki z ciebie dżentelmen? Jak chcesz znać moją tożsamość to musisz pierwszy zdradzić mi swoją. Tak to chyba działa w cywilizowanym świecie.. czyż nie? - powiedziała z zadowoleniem w głosie uważnie mu się przyglądając. I pomimo uniesionych w górę rąk i wycelowanej w siebie lufie nie pokazywała po sobie że się boi. Bo czego niby?


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
avatar





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 13/5/2017, 14:09
Łowca ocenił szybko nieznajomą, bo teraz jasnym już było, że nieznany intruz jest kobietą. I w dodatku jeszcze ninją, jeśli oceniać po jej ubiorze. Chłodne spojrzenie pojedynczego bursztynowego oka spoczęło na jej twarzy, czy raczej  wąskim paskiem odsłoniętej skóry.

Czyżby ktoś z S.SPEC?
- zastanowił się szybko. Prawdopodobieństwo, że nieznajoma jest Wymordowaną było raczej niskie. Gdyby była Łowcą, to prawdopodobnie by go rozpoznała, zaś on nie widział w jej postawie napięcia charakterystycznego dla osoby szykującej się do ataku. W dodatku odpowiedziała mu wspominając o mikroelementach. Kto do cholery używa takiego słownictwa w Desperacji? Komu przyszłaby do głowy taka odpowiedź? W dodatku jej ubranie - w przeciwieństwie do jego - było w bardzo dobrym stanie, brak na nim było jakichkolwiek łat, czy porwanego materiału. Nie tak znów daleko znajdował się posterunek S.SPEC, co wyjaśniałoby "nowy" strój. Tylko co robiłby tutaj ktoś z bazy? Kapliczka była odosobniona, zaś droga do niej nie była łatwa. Nieznajoma nie wyglądała na dobrze uzbrojoną, a taka lekkomyślność wykluczała kogokolwiek z doświadczeniem wojskowym. No cóż, za chwilę dowie się na kogo trafił.

- Jeśli chcesz tak czepiać się starych zwyczajów, to nie odpowiada się pytaniem na pytanie. I musisz czuć się bardzo pewna siebie, jeśli pyskujesz do kogoś, kto mierzy do ciebie ze strzelby. Równie dobrze mógłbym cię zabić i zabrać co ciekawsze rzeczy. - odpowiedział oschle. - Gdybyś nagle oślepła, bądź straciła rozum, to przypominam ci - jesteśmy w Desperacji. Tutaj nie ma czegoś takiego jak "cywilizacja". Naprawdę jesteś tak naiwna sądząc, że ktokolwiek postępuje tutaj jak dżentelmen? A teraz bądź tak uprzejma i odpowiedz na pytanie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Saiyuri on 13/5/2017, 14:51
Kim była zamaskowana kobieta? W sumie mogła być wymordowaną, bo kto tak szczelnie ubrana że mogła coś skrywać pod skórzanym strojem. Chociażby ciało porośnięte sierścią czy łuskami. Równie dobrze mogła być nawet łowczynią co nie dawno wstąpiła w szeregi buntowników. Ba! Mogła być nawet anielicą! Albo zwykłą ludzką kobietą o nieprzeciętnym kolorze oczu. Czy TYLKO wojskowych było stać na takie ciuszki? A może ukradła je jakiejś innej kobiecie o jej gabarytach? A może byłą najemnikiem, któremu się cholernie dobrze powodziło? Co on o niej myślał to już jego sprawa nie jej. Patrzyła na niego i się nie ruszała. Słuchała go uważnie i analizowała jego słowa. "Pyskate to i nerwowe.. oh na litość boską.. czy nie ma na świecie już normalnych samców? Alfa sralfa.. Nie byłby taki cwany bez tej pukawki.." przeszło jej jedynie przez myśl. Im bardziej ciągnął rozmowę tym bardziej zaczęła się rozglądać po roślinkach obrastających kapliczkę. Trochę olewawczy stosunek na jego groźby? Może ale nie była tu dla niego tylko po chwasty. - Uhum.. no cóż.. - mruknęła po chwili o odwróciła się lekko pod kątem w bok zaglądając na coś. Nadal z podniesionymi rękami w górze zaczęła się ostrożnie przemieszczać, kroczek po kroczku w bok. Nie robiła gwałtownych ruchów żeby go nie wystraszyć. - Zacznijmy od tego że jak chciałbyś mnie zastrzelić i okraść to już dawno leżałabym w kałuży własnej krwi. A mimo to nadal jestem bez draśnięcia.. a ty nadal gadasz z tą strzelbą w dłoni. - zaczęła podsumowywać. W końcu spojrzała przed ramię na niego. - Serio wyglądam aż tak groźnie? Baby się boisz? - powiedziała z lekkim rozbawieniem w głosie. I zaczęła powoli zbliżać się do chwastów. - W końcu.. tyle szukania.. myślałam że wrócę z pustymi rękami.. - powiedziała powoli kucając z podniesionymi rękoma. - Tak swoją drogą, weź schowaj to żelastwo.. nie zrobię ci krzywdy.. to raczej mija się z moim powołaniem. Co do imienia to pozostawię je jako tajemnicę do momentu aż nie usłyszę twojego albo sobie jakoś nie zasłużysz na to. - wyjaśniła mu na spokojnie i powoli zaczęła grzebać w roślinkach. Przyglądała im się uważnie, sprawdzając kwiaty i liście. - Słyszałam że znajdę tu dobry materiał na leki. To tyle z mojej strony. A co do Ciebie skarbie to trzęsiesz się jak ranne, wycieńczone zwierze.. Spuść z tonu trochę. Pozbieram co mam pozbierać i sobie zniknę. No ale jak odwagi ci dodaje trzymanie mnie na muszce to droga wolna. A co do cywilizacji.. to no jesteśmy chyba nadal ludźmi tak? Więc cywilizacja nie wymarła i zamierzam zrobić co w mojej mocy by tak pozostało. W końcu co byłby ze mnie za lekarz gdybym pozwoliła swoim pacjentom umierać? - wyjaśniła na spokojnie. Co zrobi jaśnie pan szaleniec? Zastrzeli ją jak psa, a może w końcu pójdzie po rozum do głowy?


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
avatar





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 14/5/2017, 22:17
Shinji patrzył beznamiętnie jak nieznajoma zaczyna przyglądać się roślinom, jednocześnie bijąc się ze sobą. Co powinien zrobić? Zabić ją? Mógłby to zrobić, ale jeśli kobieta naprawdę była lekarzem, to prawdopodobnie wysłanoby na jej poszukiwania wojsko. A to byłoby dosyć problematyczne. Z drugiej strony jeśli pozwoli jej żyć, to po powrocie do bazy będzie mogła zameldować o tym, że go widziała. Wątpił w to, żeby S.SPEC wysłało w pogoń za pojedynczym Desperatem jakieś większe siły, ale kto wie co siedzi w głowach tych sadystów. Ostatecznie usiadł na jednym ze schodków kapliczki, opierając shotgun o kolano, nie mierząc nim już w lekarkę, jednak nadal mogąc szybko w nią wycelować. Odezwał się do niej niechętnym tonem:
- Większość z nich i tak jest trująca. Widać, że całymi dniami siedzisz za murami, grzejąc tyłek wśród luksusów. Czy boję się "baby", jak to ujęłaś? Widywałem kobiety piękniejsze od ciebie, które okazywały się być Wymordowanymi i w ułamku sekundy zmieniały się w bestie które do tej pory widuję czasami w koszmarach. Desperacja nie jest bezpiecznym miejscem, nie prowadzi też dyskryminacji. Równie dobrze możesz oberwać kulkę od kobiety, jak i nożem w plecy od mężczyzny. A ty równie dobrze co człowiekiem możesz być androidem. - Łowca skrzywił się, czując jak kamień znów drażni jego bliznę. - Ja zaś nie jestem twoim pacjentem, co raczej wyklucza mnie spod twojej opieki. Nie zamierzam dyskutować z tobą o człowieczeństwie. Zwłaszcza, że ja sam nie jestem człowiekiem.
Asheritt obserwował teraz uważnie dziewczynę, jednocześnie unosząc rękę do oka i wyjmując soczewkę. Spod bursztynowej tęczówki wyłoniła się inna - krwistoczerwona. Chłopak przechylił lekko głowę, zaś na jego twarzy pojawił się krzywy, nieprzyjemny uśmiech, ręka powróciła na kolbę broni.
- I co ty na to doktorku? A teraz jeśli będziesz tak miła i będziesz współpracować... Odłóż na ziemię całą broń jaką masz przy sobie. Wszystkie leki także. Ty uzupełnisz je sobie bez problemu, ale mnie mogą się przydać. A potem możemy porozmawiać jak cywilizowani ludzie, skoro tak bardzo chcesz. Dawno z nikim nie rozmawiałem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Saiyuri on 15/5/2017, 14:47
Oglądała sobie roślinki nadal słuchając jego słów. Otworzyła torbę mi wyjęła z niej jakąś białą, lnianą chustę. Położyła ją na ziemi rozwiniętą i zaczęła zrywać niektóre roślinki. - Jak byś miał jakąkolwiek wiedzę na temat roślin i wyrabiania leków to może byś bzdur nie wygadywał. Trucizna może posłużyć do wyrobu odtrutki to po pierwsze. Po drugie, niektóre trucizny, jeśli dobrze przygotowane mogą posłużyć za leki. - spojrzała tu na chłopaka. - Ale na tym trzeba się już znać.. - dodała po chwili milutkim głosikiem i puściła mu oczko. Przecież może być miła dla obcego, bo nigdy nie wiadomo z kim ma się do czynienia. Pozrywane chwasty ułożyła na lnianym materiale i zawinęła ostrożnie. Po czym włożyła do torby i ją zamknęła. Powoli zaczęła się rozglądać za innym zielskiem, znalazła coś czego jeszcze nie widziała na oczy. A takie cacko trzeba zbadać! Powoli wstała i podniosła ręce w górę idąc bardzo powoli w kierunku łowcy. Dla pewności wskazała paluszkiem w miejsce obok typa. Rosła tam jakaś ładna roślinka z kolcami. - No co ja ci poradzę że to co jest wybitnie piękne potrafi być śmiertelne.. jaki wniosek z tego mamy? Skoro piękna nie jestem to i bać się mnie nie trzeba. - powiedziała z uśmiechem na ustach. Choć maska nadal zasłaniała jej twarz. Ale porozumiewawcze mrugnięcie miało nieco rozluźnić napięcie poddenerwowanego chłopaka. Ostrożnie stawiała kroki żeby się nie wyjebać, aż się znalazła obok niego. Trwało może sekundę gdy wlepiła ametystowe ślepia w jego oczko. Po czym kucnęła przy nim, obok w sumie niego i sięgnęła dłonią do krzaczka. - Mogę być androidem.. bo kto mi zabroni.. - zaśmiała się na jego słowa. To było takie zabawne, ale jak prawdziwe. Pomimo obserwowania roślinki, jako że była obok niego to nie umknął jej uwadze grymas na twarzy chłopaka. - Moim pacjentem jest każdy kto potrzebuje pomocy. - odpowiedziała mu krótko i zwięźle nadal słuchając jego słów. Aż w końcu powiedział coś bardzo ciekawego. Cóż barwa jego oczu nie wyglądała na ludzką ale i ona miała nienaturalnej barwy ślepia. Powoli obróciła twarz w jego stronę i uważnie obserwowała go. Widziała jak wyciągnął soczewkę i pokazał je czerwone oko. Uniosła brew i lekko się obróciła w jego stronę nadal spokojna i opanowana. Może powinna odskoczyć w tył i piszczeć z przerażenia? Takie reakcje były mocno przereklamowane. Poza tym ona była nie tyle co lekarzem co naukowcem. Ciekawość ją kiedyś wpędzi do grobu. - Fascynujące.. - powiedziała z wyraźną nutką zainteresowania w głosie. Ba! Nawet się pochyliła w jego stronę nieco bardziej. Jak mierzył w nią spluwą to zbliżyła się do niego na tyle żeby końcówka broni dotknęła jej piersi, czy tam dekoltu zależy jak wysoko mierzył swoją pukawką. No i jak to ona, powoli zaczęła sięgać wolną dłonią w stronę jego twarzy żeby odgarnąć kosmyk z oka i uważniej się mu przyjrzeć. - Przekrwione z braku snu czy faktycznie masz czerwone tęczówki ? - spytała typowo badawczym tonem. Jego groźba sprawiła że zmrużyła nieco ślepia. - Nie mam przy sobie jakiś specjalnych leków, maść na zadrapania i bandaże. W sumie chyba ci się przyda pomoc medyczna skoro się tak krzywisz.. czyżby rana w jakimś niewygodnym miejscu? - spytała lekko się odchylając od niego. Otworzyła torbę i wyjęła z niej to o czym mówiła. Broń jednak pozostała tam gdzie była. - Ty masz spluwę.. ja mam ostrza.. z resztą trzymasz mnie na muszce więc przestań stawiać warunki skarbie. - powiedziała z uśmieszkiem i usiadła sobie obok niego. - To jak? Mam cię opatrzyć czy będziesz się tak krzywił regularnie z bólu. Głupio umrzeć z powodu zakażenia.. nie? - powiedziała łapiąc za skrawek bandery i zsuwając ją z ust. - Swoją drogą tą szczerością zasłużyłeś na nagrodę.. Saiyuri.. - powiedziała ze spokojem w głosie i się ładnie do niego uśmiechnęła.


Sai mowa: #990099 || Rin mowa: #ff6600
avatar





Saiyuri
Hycel
GODNOŚĆ :
Saiyuri Kurayami


Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 16/5/2017, 22:42
Spokojnie i chłodne spojrzenie szkarłatnego oka cały czas utrzymywało się na dziewczynie. Gdy podeszła do niego przystawił strzelbę do jej piersi, zastanawiając się poważnie, czy jej nie zabić. W końcu co mu szkodzi? Poza tym była jego wrogiem, tego był pewien. Naparł nieco mocniej na nią bronią. Chyba jednak nie była androidem, inaczej poczułby większy opór. Czyli raczej człowiek. W dodatku lekarka. 70, nie... Powiedzmy, że 80% szans na to, że nieznajoma jest z S.SPEC. Nawet nie drgnął gdy wyciągnęła rękę ku jego oku, patrząc na nią jedynie spokojnie. Dziewczyna mogła wyraźnie zobaczyć jego krwistoczerwoną tęczówkę, tak samo jak głębokie cienie pod oczami.
- Faktycznie są czerwone. Jestem pewien, że dobrze zdajesz sobie z tego sprawę, przecież wojsko przez te wszystkie lata dokładnie przebadało wielu Łowców. W czym pomagali zresztą lekarze. Czerwinka. Mówi ci to coś?

Asheritt obserwował, jak dziewczyna wyjmuje z torby bandaże i maść. Cóż, dobre i tyle. Jednak...
- Właśnie dlatego je stawiam. Bo to ja mierzę do ciebie z broni. I nie uśmiecha mi się znalezienie na stole operacyjnym jako obiekt wiwisekcji prowadzonej za pomocą tychże właśnie ostrzy - powiedział, wstając i celując jej w głowę. - Powtórzę po raz kolejny. Odłóż broń. W innym razie koniec naszej rozmowy. Może i cię nie zabiję, ale jeśli uznam, że mi zagrażasz, to licz się z tym że odpowiednio zareaguję. Naprawdę musisz być bardzo naiwna, jeśli sądzisz, że zaufam nieznajomej. Nawet jeśli dawno z nikim nie rozmawiałem.
Ton głosu Łowcy nie pozostawiał wątpliwości - mówił szczerze, zaś w jego głosie słychać było napięcie. Napięcie i...zmęczenie.
- Zaś co do moich pleców nie musisz się martwić. Rana już się zagoiła, chociaż nieco uwiera.
Skinął krótko głową, dając znać, że zapamiętał jej imię, jednak nie odezwał się więcej, czekając na to co zrobi dziewczyna. Jednocześnie cofał się powoli, stawiając krok za krokiem.

Edit:

Zasnęła? Zamurowało ją? Kto wie. W każdym razie Sai stała w miejscu jak zamurowana, nie reagując na słowa Asha. Dlatego też ten wzruszył jedynie ramionami i opuścił to miejsce, pozostawiając zapomnianą kapliczkę wraz z tajemniczą lekarką za sobą.

[z/t]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 26/5/2017, 16:45
Wydawać by się mogło, że Saiyuri mimowolnie stała się jakimś dziwnym magnesem na łowców, bo ledwo jeden zniknął z jej otoczenia, a w pobliżu zaraz miał pojawić się drugi. Lazarusa jednak miejsce dawnego kultu nie interesowało ani pod względem wiary ani zgromadzonych tu podejrzanych roślinek. Stanowiło zwykły punkt orientacyjny na bezkresnej pustyni.
Od mieszkania w miejskich kanałach szybko upodobnił się do szczura, a to zaczynało chyba zobowiązywać bo wędrowanie zaczęło wchodzić mu w krew. Poprzednia wyprawa na Desperację okazała się kompletnym fiaskiem, a on nie przywykł do zbyt szybkiego poddawania się. Maszerował raźno przez pustkowia, zaciskając dłoń na pasku przewieszonej przez ramię snajperki i wlepiał spojrzenie w kapliczkę. Od jednego punktu do kolejnego i w końcu dojdzie do swojego celu, może przynajmniej tym razem.
Ostatnio spotkanie znajomego okazało się być prawie gwoździem do jego trumny, więc teraz prowizorycznie Boris miał zasłonięte pół twarzy przez wyblakłą czarną chustę, a na nos założył dumnie przeciwsłoneczne okulary podpieprzone z miasta. A co tam, stać go było przecież. Niech plebs wie, że idzie desperacka gwiazda. Oczywiście inkognido, więc na swoje typowe łowcze ubranie miał zarzuconą ciemnozieloną kurtkę z kapturem, którą chyba ściągnął z jakiegoś trupa bo wyglądała jak połowie dogsów z gardła wyciągnięta.
Lazarus zauważył, że ktoś się tam przy kapliczce pałętał, ale wiedziony doświadczeniem nie miał zamiaru zaczepiać żadnych desperatów, niech tam sobie ryją w piasku. Ominie ich szerszym łukiem i tyle będą go widzieli.

[ z tematu ]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 30/5/2017, 16:32
Wszyscy, spójrzcie na zegarki. Wiecie jaki to czas? Dokładnie. Samo południe.
Okolica była cicha i spokojna, niemalże nadmiar cicha i nadmiar spokojna. Powietrze wydawało się ciężkie, przytłaczające, suche. Niebo przypominało natomiast wzburzoną taflę morza. Ciemne, gęste chmury zawisły nisko i poruszały się leniwie w swoim ogromie, a Południca patrząc na nie czuła się jak gdyby podróżowała razem z nimi.
"Coś wielkiego się zbliża" pomyślała, odwracając wzrok od sklepienia i kierując je w stronę swojego towarzysza.
Wilk, oddalony od niej o kilka metrów, spoczywał spokojnie pod drzewem. Dziewczę uśmiechnęło się. Co ona by zrobiła bez niego? Byli przyjaciółmi, byli sobie lojalni. On wobec niej, ona wobec niego. Czuła się z nim związana na wyższym poziomie, którego do końca nie rozumiała, ale w który bezwarunkowo wierzyła. W końcu, gdy obudziła się na polanie, czy może raczej - kiedy pierwszy raz zaczęła istnieć - on był przy niej. Spoglądał na nią. A ona, spoglądając na niego, czuła się tak bezpieczna i tak spokojna i tak znaleziona w swoim zgubieniu, że już na zawsze pozostała u jego boku. Czasami miała wrażenie, że dokładnie rozumie co do niego mówi, i chodź nie jest w stanie odpowiedzieć, to sympatyzuje się z jej bólem i cieszy jej szczęściem.
Wolnym krokiem podeszła do basiora, przysiadając obok niego. Wilk zdawał się być pogrążony w śnie, gdyż nie zareagował na przybycie Amelii. Znajdowali się pod dużym, wyschniętym drzewem i tkwili tak w tym spokoju, jak gdyby nigdy nie miało się skończyć. Ale skończy się. Jak z resztą wszystko. Jej życie, życie Ważki, twoje życie, moje życie. Każda burza będzie miała swój koniec, każda tęcza zniknie kiedyś na niebie, każdy gniew, każde szczęście. Twój ulubiony serial też się kiedyś skończy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Chester on 30/5/2017, 22:01
Niebo pokrywała gruba warstwa czarnych chmur, która chroniła czubek rozczochranej głowy Chestera przed słońcem. Burza na pustyni to stosunkowo miła odmiana od klasycznego, bezlitosnego gorąca, które jest w stanie wywołać udar - wysoka temperatura, do której przywykli lokalni została zastąpiona równie przyjemną duchotą i gęstym jak błoto powietrzem. Przechadzka tuż przed początkiem burzy, w której to wyładowania elektrostatyczne nie zawahają się potraktować Chesa jak dwumetrowego słupa z metalu na środku równin pustyni to z pozoru nie taki dobry pomysł, ale wypadałoby wziąć pod uwagę wcześniej wspomniane udary, plus poparzenia, hipertermię, w cięższych przypadkach śpiączkę.
Ale nie teraz. Teraz trzeba tylko brać głębsze oddechy, starać się wtłaczać powietrze do płuc bez przeżuwania i stąpać ostrożnie. Zbliżający się deszcz sprzyja polowaniu, a taki właśnie był cel wyprawy Harvey’a; niestety nie da się wyżyć ekskluzywnie na diecie składającej się z yayo i losowych chemikaliów znalezionych na biurkach współpracowników. Prawda?
Głównym celem łowów były psy wszelakiej maści, prawdopodobnie najłatwiejsze do złapania ssaki zamieszkujące tutejsze tereny, w dodatku smaczne. Kojoty, szakale, członkowie DOGS, wilki pustynne, zaginione kundle ze Szczytu Desperacji, które porzucone przez swoich właścicieli szukały przygód wśród pustynnych stepów - nic innego niż futrzaste worki wypełnione soczystym, pożywnym mięsem. Mający lunąć za chwilę deszcz nieznacznie skomplikował sprawę, bo z pewnością nie ułatwiał wypatrywania śladów. Chessie wyposażony był tylko w wiatrówkę, której śrut przy odrobinie szczęścia był w stanie przebić chrupką czaszkę zwierzęcia, na jak długo odległość nie była za duża. Bardzo dobrze, że okoliczna fauna zazwyczaj podróżowała w niewielkich stadach lub przynajmniej parach; nieudany strzał zazwyczaj płoszył każdego przedstawiciela braci mniejszej, którego to łatwo wytropić ze względu na równy teren.
Cicho poruszał się do przodu, trzymając swoją broń lufą do góry, ignorując przy tym wszystkie zalecenia dotyczące bezpieczeństwa. W lewej kieszeni spodni trzymał krople do nosa, opakowanie po zapałkach wypełnione śrutami i połowę nożyczek. Zatrzymał się nieopodal nędznej kupki kamieni, która kiedyś była miejscem kultu. Wychylił się za róg, opierając jedną dłoń na zimnych, szarych skalnych blokach. Spokój, cisza, kilka roślinek wyrastających spomiędzy szczelin w posadzce i drzewo, które w razie czego będzie służyć za lepszy cel dla piorunów niż niedoszły myśliwy.
Cicho. Zamknij się na chwilę, ćśćśććśśśś.
Co to było? Ktoś lub coś właśnie poczłapało w stronę drzewa, a raczej podreptało, delikatnie. To na pewno nie pies, raczej nie karakal, chyba, że bardzo niezdarny karakal, ze zdartymi opuszkami na łapach. Nie brzmiało jak dzisiejszy obiad, więc to albo halucynacja, albo człowiek czy inny wymordowany. Pozostawało tylko jedno - w najbardziej agresywny i głośny sposób zademonstrować swój arsenał. Włożył rękę do kieszeni, wyjął zeń opakowanie z amunicją (aż trzy śruty!), otworzył komorę strzelby przytrzymując ją między nogami, upuścił nabój na ziemię, zaklął dosyć głośno, umieścił nabój w komorze, zamknął ją, przyłożył kolbę do pachy, odbezpieczył rynsztunek, przypomniał sobie że już był odbezpieczony, znów pociągnął za wajchę, teraz faktycznie odbezpieczając flintę. Wszystko ze zręcznością lidera niebezpiecznego gangu.  
- Wiem, że tam jesteś, ktoś tam jest. Jest nas trzech. Wyjdź. - powiedział, skrycie licząc na to, że to jednak smaczna przekąska zacznie uciekać zza drzewa.


point is, ladies and gentelmen,
that  g r e e d  [for lack of a better word]
is good
#d7b25b - mówi. Myśli kursywą.
avatar





Chester
Smok     Opętany
GODNOŚĆ :
Chester Devin Harvey


Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 4/6/2017, 16:56
Było cicho i spokojnie. Niemalże nadmiar cicho i nadmiar spokojnie.
Zmęczona dzisiejszą wędrówką Południca czuła, jak poddaje się w walce ze snem. Jej serce zwolniło swoje bicie, mięśnie odprężyły się i cały skomplikowany mechanizm, jakim jest jej ciało zapadł w stan głębokiego odprężenia. Amelia nie przejmowała się zagrożeniem. Nie znała zagrożenia. Nie przejmowała się burzą i piorunami, dla których konary drzewa byłyby świetnym celem. Nie przejmowała się dzikimi zwierzętami, które mogły znaleźć się na tych terenach w poszukiwaniu jedzenia. A szczególnie już nie przejmowała się innym wymordowanym z bronią palną i nieczystymi zamiarami.
W końcu jednak, cisza i spokój została naruszona. Przerwana.
Wybudzona ze snu dziewczyna szybko podniosła się, a wraz z nią jej towarzysz. Ktoś tu był. Jacyś ludzie, może wymordowani? Czy chcieli zrobić jej krzywdę? Kim są? Pytania krążyły w głowie Południcy, ale na żadne z nich nie znała odpowiedzi.
"Wyjdź" - powiedział nieznajomy.
"Nie ruszaj się" - powiedziało drzewo. Dziewczyna spojrzała na gruby pień drzewa i gdy przyjrzała mu się wystarczająco długo, miała wrażenie, że spogląda na nią swymi drewnianymi oczami.
Powtarzaj za nami. - rzekły, a słowa te odbijały się od krawędzi jej czaszki, ich echo rozprzestrzeniające się w jej umyśle.
Kim jesteś i jakie są twoje zamiary? - nakazały jej widy, a ona powtarzała za nimi. - Kim jesteś i jakie są twoje zamiary? - odezwała się w końcu, zostając pod ochroną drzewa. Rozpierała ją ciekawość, ale miała też dziwne wrażenie, że pochopność nie jest w tej sytuacji dobrym rozwiązaniem. Musi się uczyć rozróżniać bezpieczeństwo od zagrożenia, dobro od zła. Odwagę a głupotę.
Postanowiła wysunąć się z pod przykrycia odrobinę, tylko odrobinkę, żeby móc zobaczyć twarz potencjalnego niebezpieczeństwa. Osoba ta, pod względem aparycji, nie wyglądała nazbyt przerażająco. Może trochę. W dłoni zaś trzymała coś metalowego i wyglądającego doprawdy dziwnie. Ciekawe co to.
- Wcale nie jest was trzech - dodała.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 10 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next

Powrót do góry

- Similar topics