Strona 4 z 11 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next

Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Sob Gru 05, 2015 10:00 pm
    
Ingerencja Losu

Upolowany posiłek przyniósł radość, ale tylko na krótką chwilę. Przynajmniej Senbozakurze. Mężczyzna z niewiadomych przyczyn zaczął kichać, kaszleć, zaczęło go również drapać w gardle i w nosie, a w późniejszej fazie również spuchnęły mu oczy. Wszystko wskazywało, iż Wymordowany złapał Rhinitis - chorobę o łatwym poziome trudności. Niewiele był wstanie zrobić, może tylko czekać aż ona po tygodniu czasu po prostu przeminie.

Gracz ma do odegrania 4 fabuły, gdzie pierwsza opisuje zarażenie się chorobą, trzy kolejne jej rozwój, a ostatnia czas trwania ostatniego stadium.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Sob Gru 05, 2015 10:21 pm
    
- Mhm. Nie wiem, czy zawsze się tak nazywałam i czy miałam jakieś nazwisko. W sumie to wcale nie pamiętam wcześniejszego życia. Nie jestem też w stanie określić swojego właściwego wieku, bo już na samym początku straciłam rachubę. – Westchnęła, choć nie wyglądała, jakby jakoś specjalnie ją to martwiło. Ton głosu miała taki, jakby rozmawiała o pogodzie, lub czymś równie mało znaczącym. Zdecydowanie nie należała do istot żyjących przeszłością.

- Bo widzisz, minął pewien czas, zanim zaakceptowałam samą siebie. Chyba dość dużo czasu.  – Z tymi słowami pochyliła tułów w tył, tym samym opierając plecy o chłodne podłoże. Ręce splotła za głową, przybierając pozycję wygodną zarówno do dalszej dyskusji, jak i relaksu po spożytym posiłku. Może to dziwne, ale nie zwykła doszukiwać się w nikim potencjalnego zagrożenia. Pewnie dlatego jasna skóra nosiła tyle blizn…

- Kontynuując odpowiedzi na twoje pytania, nie, nie parzyłam się. A tutaj czasem się pojawiam, najczęściej jednak tylko tędy przechodzę. Znam kilka okolicznych prawie psich sfor. I nie, nie umiem się obronić, ale szybko biegam. – Skończywszy zwięzłą jak na siebie wypowiedź, niemalże złapała rzucony przez mężczyznę owoc. Było blisko, naprawdę! Tylko odrobinę za późno wyjęła kończynę spod łba. Pomarszczony twór minął się z wyciągniętą dłonią zaledwie o kilka milimetrów, by następnie odbić się od twarzy dziewczyny i wylądować tuż obok. Udając, że incydent nie miał miejsca, Ray jak gdyby nigdy nic sięgnęła po obiekt. Zerknąwszy pospiesznie ku wymordowanemu, skierowała patrzałki na owoc, skupiając się na jego woni.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Pon Gru 07, 2015 2:33 am
    
Hakurei słuchał dziewczyny z wyrazem uprzejmego zainteresowania na twarzy. Koniuszek jego ogona drgał lekko, a uszy postawił na sztorc. W pewnym momencie poczuł się...dziwnie. Kichnął głośno, czując nieprzyjemne drapanie w gardle i nosie. Zmarszczył brwi.

Czyżby to przez to mięso? Ale w takim razie Rayissa też by się źle poczuła, a na to nie wyglądało. Czyli chyba to coś inne-

W tym momencie Wymordowany warknął cicho, przypominając sobie prawdopodobny powód złego samopoczucia. Nie tak dawno pił wodę z jednej z nielicznych kałuży. Już od początku miał podejrzenia co do niej, jednak nie miał wyboru, jego zapasy były na wykończeniu. Widocznie w wodzie obecna była jakaś bakteria. Chłopak zamyślił się, czując jak zaczyna mu cieknąć z nosa. Wytarł go kawałkiem szmatki wyciągniętym z sakiewki. Na razie nie czuł się jakoś tragicznie, chociaż istnieją choroby atakujące z całą siłą dopiero po pewnym czasie. Na chwilę obecną powiedziałby, że to zwykłe przeziębienie, ale wolał nie ryzykować. Wyciągnął kilka z lekarstw które trzymał w sakiewce i łyknął kilka tabletek wzmacniających odporność. Nie zaszkodzi jej pomóc, tak na zapas. Z drugiej strony nie powinien przesadzać, w końcu lekarstwa nie rosną na drzewach...to towar trudno dostępny w Desperacji. Zakasłał lekko czując jak jego ciało się nagrzewa.

Cholera... Do tego gorączka?!


Senbonzakura popatrzył jak jego towarzyszka przygląda się owocowi. Gdyby nie zatkany nos, to też bez problemu mógłby poczuć słaby zapach owocu, przypominający połączenie zapachu cytryny i mięty. Dziwne połączenie, ale cóż...mutacje dotykały także roślin, więc nic dziwnego. Uśmiechnął się do dziewczyny lekko.

"Wygląda na to, że złapałem jakieś przeziębienie." - napisał w powietrzu. - "Może lepiej będzie jeśli odejdziesz? Nie chcę żebyś się zaraziła. Szkoda by było takiej ładnej dziewczyny."

Posłał w jej stronę szybki szkic jej twarzy, ale rysunek rozwiał się zanim do niej dotarł.

"Ucieczką wszystkiego nie rozwiążesz. Jestem pewien, że bez problemu bym cie złapał, zarówno w postaci ludzkiej jak i zwierzęcej. A  nie jestem najszybszym stworzeniem w Desperacji. Ray, powiedz... Mogę ci mówić Ray? Nie obrazisz się?" - jego wzrok prześlizgnął się powoli po Rayissie, zatrzymując na chwilę tu i ówdzie. Przyszła mu do głowy pewna myśl... - "Nie umiesz kompletnie walczyć?"

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Pon Gru 07, 2015 3:13 am
    
Dokładnie obwąchawszy owoc, ostrożnie nadgryzła jego powierzchnię, by w kolejnej chwili nieznacznie zmarszczyć nos. Kwaśny smak nie przypadł Ray do gustu, choć nie zwykła zbytnio wybrzydzać, jeśli chodziło o pokarm. No właśnie, pokarm, a nie jakieś niezidentyfikowane obiekty, którymi najedzenie się byłoby niemożliwe. Higiena? Po co jej była jakaś higiena? Mimo pesymistycznego nastawienia, uznała, że nie może od tak wyrzucić prezentu. Przełknąwszy pierwszy kęs, szybko obaliła połowę pomarszczonej kuli. Z niemałym trudem.

- Muszę zjeść cały? – Zapytała po chwili milczenia, podnosząc się nieco i wbijając spojrzenie dwojga złocistych, zaszklonych oczu w mężczyznę. Wyglądała, jakby zaraz się miała rozpłakać z powodu owocu, który nakazano jej zjeść, nie dostrzegając chociażby takiej opcji jak powiedzenie „nie” i wyrzucenie podarku. Ogon zaczął nerwowo uderzać o podłoże, zaś porastające go futro nastroszyło się znacząco. Uszy jak zwykle skuliła, co nadało jej jeszcze bardziej pokrzywdzonego, okropnie cierpiącego wizerunku. – To… To jest niesmaczne.

Głos jej się z lekka załamał, zdradzając ledwie trzymane na wodzy emocje. Puszysta kita coraz mocniej pacała o ziemię, wybijając nierównomierny rytm. Raz. Dwa. Trzy. Nawet kolejne słowa rozmówcy nie były w stanie zmienić stanu, w którym się znajdowała. Co bynajmniej nie przeszkodziło dziewczynie w udzieleniu rozległej odpowiedzi, bo jak to tak, zamilknąć? Toż to nie wypada.

- A-Ale ja biegam naprawdę szybko. Zwłaszcza jak się wystraszę.  I nie zarażę się, chyba. Nie wiem. Jak chcesz to mogę sobie iść. Możesz mi mówić jak chcesz, i tak wszyscy mnie nazywają jak chcą. Nawet nie wiesz, ile imion nosiłam. I nie, nie umiem walczyć. Masz z tym jakiś problem? – Wypowiedź skończyła znacznie ostrzej, niźli zaczęła, choć ton wciąż zdradzał zagubienie i niepewność powodu owocu, którego tak bardzo nie chciała zjadać całości. Bo… Był niedobry. Nie skupiając się zbytnio na irytacji spowodowanej rozmową na temat nieumiejętności samoobrony, kontynuowała paplaninę. -  I ten, no, szybko. Ale tak, że bardzo, bardzo. A jak nie uda się uciec to trudno. Tak też bywało.

Na wspomnienie bólu i karminu, obficie znaczącego smukłe ciało, wzdrygnęła się nieświadomie i spochmurniała, podnosząc się do siadu i zawieszając wzrok na splecionych dłoniach. Ostatnim, co wręcz wyszeptała, niezwykle speszona, było krótkie pytanie. – To muszę to jeść, czy nie…?

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Pon Gru 07, 2015 3:51 am
    
Senbonzakura wzruszył lekko ramionami.

"Przecież cie do tego nie zmuszam. Jeśli nie chcesz to nie jedz, ja mogę skończyć. Tyle powinno wystarczyć, wiem że owoc nie jest najsmaczniejszy na świecie, ale lepsze to niż utrata zębów, prawda?"


Chłopak położył po sobie uszy, a jego ogon przestał się poruszać. Obserwował ruch ogona Rayissy. Poruszył lekko ramionami i zwęził nieco źrenice patrząc na nią pionowymi szparkami.

"Mam. Potrafię pojawić się w dowolnym miejscu które widzę w ułamku-" - ostatnie znaki napisane przez Wymordowanego były nieco niewyraźne. Zniknął z zasięgu wzroku dziewczyny, ale praktycznie od razu poczuła jak ktoś odejmuje ją od tyłu, łapiąc za jedną pierś. Mogła poczuć, jak oddech chłopaka łaskocze ją w szyję, gdy dokończył wcześniejsze zdanie, pisząc palcem tuż przed nią. - "-sekundy. Więc nie uciekniesz."

Hakurei praktycznie od razu odsunął się od niej, wcześniej lekko drapiąc ją za uchem. Wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i znowu wytarł nos w swoją prowizoryczną chusteczkę, widać było że jest zirytowany przeziębieniem. Powoli i starannie złożył pas obi oraz kimono, odkładając je obok, nie przejmując się reakcją dziewczyny. On też nosił ubrania głównie ze względu na to, żeby zachować ciepło w ludzkiej formie, w ciągu swojego trwającego ponad tysiąclecie życia zdążył już przyzwyczaić się do swojej drugiej natury, jednak ludzka forma też miała swoje dobre strony. Zamyślił się na chwilę, a potem ponownie spojrzał na nią.

" Jesteś jeszcze młoda i naiwna, a to samobójstwo w Desperacji. To głupie z twojej strony, że nie umiesz się nawet obronić. I nie chodzi tutaj o mnie, bo nie mam złych zamiarów, ale nie wszyscy są tak mili. Mógłbym zrobić z tobą co tylko bym chciał i nie masz jak mi w tym przeszkodzić, bo zamiana w psa za dużo by ci nie pomogła. Też tak umiem."

Po tych słowach przemienił się, przybierając swoją formę bestii. W jego przypadku było to dobre określenie, bo chociaż w rzeczywistości był psem, to jednak niewiele miał wspólnego ze zwykłym przyjaznym Burkiem czy innym Reksiem. Przed Rayissą stał teraz olbrzymi pies wyglądem przypominający bardziej demona. Dwa metry wzrostu w kłębie i prawie siedem licząc z ogonem robiły swoje. Pochylił lekko głowę, przekrzywiając ją lekko i spojrzał na nią jednym okiem, przypominającym rozciągniętą literę "z", trzymając je jednak z dala od jej ewentualnego ataku. Z jego pyska, zza ostrych jak brzytwa zębów wydostał się obłoczek pary. Dziewczyna mogła zobaczyć odbicie swojej twarzy w jego źrenicy, chwilę potem Senbo znów stał przed nią w swojej ludzkiej postaci. Ubrał się szybko i usiadł ponownie przy ognisku.

""Nadal sądzisz, że dałabyś radę uciec? Nie oczekuję zgody, ale... Jeśli chcesz, to mogę spróbować nauczyć cię podstaw samoobrony. Lepsze to niż nic... Problem w tym, że w takim wypadku musiałabyś zostać ze mną dłużej, nie da się tego zrobić w jednej chwili. I tak nie mam na chwilę obecną ważniejszych spraw."

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Pon Gru 07, 2015 4:28 am
    
- Nie jadam takich rzeczy, a dalej mam wszystkie zęby. – Burknęła pod nosem, mrużąc patrzałki. – Poza tym jem prawie wszystko, co tylko się nadaje i jakoś żyję. Chociaż ostatnio nieźle mi się powodzi, znalazłam dużo starszych ludzi, a oni dają dużo dobrego jedzenia. Byłeś kiedyś u starszych ludzi? Tam, wiesz, za murami. Spędzam tam wiele czasu, ale wtedy muszę udawać zwykłego psa. Tutaj bywam rzadko, chociaż zdarza mi się. I od czasu do czasu staję wtedy na dwóch nogach, o. Bo w mieście wolałabym nie, tam co najwyżej mnie ktoś skopie, uznając za bezdomnego pchlarza, ale w ludzkiej formie to pewnie by mnie zabili! Czy coś.

Roztrajkotała się na dobre, wypowiadając kolejne słowa, nim zdążyła zastanowić się nad ich ogólnym sensem. Nic więc dziwnego, że całość była chaotyczna i wśród masy nic nie znaczących zdań kryły się pojedyncze, znacznie bardziej cenne informacje dotyczące Złotookiej. Przerwała dopiero wtedy, kiedy zabrakło jej powietrza w płucach, coby wykonać wdech. I właśnie wtedy rozmówca zniknął. Postawiła na sztorc jedno z uszu, zaś wyraz jej twarzy emanował czystym, psim debilizmem. No bo… Co się tak właściwie stało? Jak? Dlaczego? Nim zdążyła znaleźć odpowiedź na te, oraz inne pytania, nasuwające się na myśl, poczuła dotyk. Jakkolwiek jako kundel go uwielbiała, tak pod postacią kobiety był czymś, co powodowało mieszaninę strachu i obrzydzenia. Ze szczyptą złości, naturalnie. Odruchowo spróbowała ukąsić mężczyznę w rękę, nie wiedziała jednak, czy kły choćby drasną skórę. Tak właściwie to nawet się nad tym nie zastanawiała, reagując w pełni instynktownie. Wydała przy tym coś na wzór piskliwego szczeknięcia, niezbyt przyjemnego dla zmysłu słuchu. Gdyby nie to, że aktualnie siedziała, prawdopodobnie podkuliłaby też ogon, przywodzący teraz na myśl szczotkę do kurzu. Nawet kiedy towarzysz się odsunął, nie rozluźniła się już; nieufność uparcie wyzierała z głębi szeroko rozwartych patrzałek. Szczerzyła też zębiska, lecz nie ze złości. Ot, lękliwe to było stworzenie. Trwało to dłuższą chwilę, aż się uspokoiła na tyle, aby rozumieć, co do niej mówił. Szczerze mówiąc, spokój nadszedł dopiero w momencie zmiany przez Senbleble (jak to zapamiętała Rayissa) formy. Większość widziałaby bestię, dziewczyna jednak, jak na przekór, widziała „pieska”. Zamachała nawet delikatnie ogonem, nie do końca świadomie. Drugie z włochatych, psich uszu przesunęło się do przodu. Przez ułamek sekundy w złocistych oczętach odbijała się fascynacja, która zniknęła równie szybko, co się pojawiła, gdy wymordowany powrócił do ludzkiej formy.

- Z taką mordą jak twoja to raczej wolałabym już zawsze być psem. – Fuknęła na wzór zbuntowanego nastolatka, mszcząc się za wcześniej i rzucając jakże dojrzałym docinkiem. Odezwała się w niej odrobina butności, zwykle skrywana gdzieś na obrzeżach świadomości, w końcu naruszył jej przestrzeń osobistą, wystraszył i w ogóle. – Nigdzie z tobą nie idę. Jesteś jakimś zboczeńcem. Możesz mnie ewentualnie przeprosić, wtedy to rozważę. – Machnęła ogonem i zamilkła, oczekując odpowiedzi.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Wto Gru 08, 2015 12:11 am
    
Ogon Senbo zadrgał gwałtownie gdy usłyszał opinię jaką wygłosiła na jego temat Rayissa. Uniósł do góry wargi, odsłaniając kły i...zaśmiał się. Z racji braku języka dźwięk ten był nieco...odmienny od zwykłego śmiechu, ale nie był nieprzyjemny, jedynie...niezwykły. Uspokoił się szybko i uśmiechając się lekko, znów spojrzał na dziewczynę.

"Przepraszam. Droczę się tylko. Jesteś dla mnie za młoda, w porównaniu ze mną jesteś ledwie szczeniakiem. I ośmielę się zaprotestować, uważam że nie mam aż tak paskudnej twarzy."

Wymordowany przyglądał się jej uważnie rozbawionym wzrokiem. Mały piesek zaczął odszczekiwać, co? No cóż lepsze to, niż niemrawa rozmowa z wcześniej. Poskubał lekko lewe ucho, zatrzymując się chwilę w miejscu gdzie ucho było poszarpane. Ot, taka pamiątka po jednej z olbrzymiej ilości walk. Oplótł się ogonem w pasie i usiadł ze skrzyżowanymi nogami przy ognisku.

"Jeszcze raz przepraszam. To co, rozważysz moją propozycję? Nie masz nic do stracenia. Gdybym chciał cię skrzywdzić, to już bm to zrobił. To przed chwilą to tylko złośliwy żart. " - szczeknął do niej wesoło. - "Chociaż muszę przyznać, że rozwijasz się dobrze jak na samicę."

Jego ostatnim słowom towarzyszył szeroki uśmiech, który jednak szybko zniknął z jego twarzy, bo Hakurai zaczął kaszleć.

Do cholery, musiałem się przeziębić akurat teraz?

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Wto Gru 08, 2015 12:31 am
    
W reakcji na jakże nietypowy i niecodzienny dźwięk, będący prawdopodobnie śmiechem, Rayissa odchyliła jedno z puszystych uszu ku tyłowi głowy. Milczała jednak, wodząc wzrokiem za pojawiającymi się wyrazami. Chociaż wiele miała do powiedzenia, jak zwykle z resztą, cierpliwie odczekała, aż mężczyzna skończy mówić. O ile można to było tak określić. Na krótką chwilę złociste oczęta zniknęły pod kurtyną powiek; hebanowe rzęsy splotły się w silnym uścisku. Dziewczyna wzięła powolny wdech, dając sobie chwilę na przemyślenie propozycji. Naturalnie, nie miała nic ciekawszego do roboty. No, poza odwiedzaniem staruszków i szlajaniem się ze sforami dzikich psów.

- W porządku. Mogę się zgodzić na… treningi, czy coś. Od czasu do czasu. Mam do załatwienia swoje sprawy, dosyć regularnie pojawiam się za murami. Wiesz, jedzenie, które jestem w stanie tam zdobyć jest zdecydowanie lepszej jakości niż to tutaj. Jest też bezpieczniejsze, dlatego nie mogę i nie chcę spędzać tu zbyt wiele czasu. To znaczy, zależy, jak długo to wszystko miałoby trwać, chociaż ostrzegam, nie spodziewaj się zbyt zaskakujących rezultatów. Nie mam żadnych naturalnych predyspozycji ku walce, a moją jedyną umiejętnością nabytą po przemianie jest zmiana w kundla. Znaczy no, może coś umiem i o tym nie wiem.Ba, na pewno coś umiem! Ucichła, bacznie przyglądając się towarzyszowi i jego ewentualnej reakcji. Tematu facjaty wymordowanego, ani własnego rozwoju nie poruszyła. Z resztą, była już martwa, pod tym kątem dawno przestała się rozwijać.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Czw Gru 10, 2015 7:46 pm
    
Chłopak westchnął ciężko, wychodzi na to, że całkowicie złapało go przeziębienie czy jakaś inna podobna cholera. Zakasłał znowu kilka razy, zasłaniając usta ręka.

Pierdolona Desperacja...


Obserwując migoczące wysoko na niebie niedostępne gwiazdy wrócił wspomnieniami do czasów sprzed Apokalipsy. Ludzkość myślała wtedy że już niedługo skolonizują Wszechświat, cały świat stał przed nimi otworem, wydawać by się mogło, że jeszcze chwila i wkroczą na nowy poziom rozwoju... A potem okazało się, że i owszem, był to otwór tyle że...nie ten co myślano. Ile to lat już minęło od tego czasu...? Wymordowany odleciał na moment, jednak szybko wrócił na ziemię i znów spojrzał na swoją towarzyszkę.

"Nie oczekuję żadnych niesamowitych rezultatów, ot nieco podstaw samoobrony i tyle. Mogę ci pokazać gdzie kąsać, tak żeby zabolało i to zarówno w walce z ludźmi jak i zwierzętami. Nie jesteś typem, który nadawałby się do walki, jesteś na to zbyt delikatna. A co do czasu... Jak już mówiłem, chcę pokazać ci jedynie podstawy, to czy je opanujesz będzie zależało od ciebie i tego ile sił i starań włożysz w naukę. Bez treningów nawet najbardziej przystępna wiedza szybko uleci ci z pamięci. Powiedzmy, że mogę ci poświęcić...hmmm...trzy dni. Tyle powinno wystarczyć do opanowania podstaw. Nie marnujmy czasu. Łap."

Hakurei wyciągnął miecz i wbił go pionowo w ziemię, natomiast pochwę rzucił w stronę dziewczyny.

"Zajmij pozycję do ataku. Zobaczymy czy w ogóle potrafisz stać jako tako na nogach. Praca stóp podczas walki ma kluczową rolę, musisz nauczyć się jak chodzić i biegać, żeby samej się nie przewrócić."

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Pią Gru 11, 2015 12:35 am
    
Trzy dni. W porządku. To tylko trzy dni. Pewnie szybko minie. Westchnęła, zawieszając złociste oczęta na obłoczku pary, który wydostał się spomiędzy spierzchniętych warg i zawirował, by w następnej chwili rozpłynąć się w eterze. Chciała się odezwać, nim jednak jakikolwiek dźwięk dobył się z głębi gardła, zauważyła lecący przedmiot. Ni to warknęła, ni jęknęła żałośnie, zdezorientowana zaistniałą sytuacją. Nie, żeby nie słuchała rozmówcy, czy coś. Po prostu zajęła spojrzenie ulotną chmurką, a potem… Tak jakoś wyszło. Zerwała się na równe nogi i odruchowo odskoczyła w tył, strosząc futro na całej długości ogona. Wyraźnie spięta zbliżyła się do pochwy i sięgnąwszy po nią, stanęła nieruchomo. Nie jakoś specjalnie, ot, normalnie. Nie miała pojęcia, jak miałaby wyglądać pozycja do ataku. Nie zwykła tego robić, wszakże preferowała ucieczkę tudzież poddanie się i okazanie uległości.

Żeby samej się nie przewrócić. Nie przewrócić.

- Łatwo powiedzieć. – Burknęła pod nosem, na krótką chwilę kładąc uszy po sobie. Końcówka ogona drgnęła, zdradzając niepewność. Instynkt nakazywał, ba, wręcz krzyczał, żeby skapitulować, póki było bezpiecznie. Ale Ray wciąż stała. Może sztywno, na nieco ugiętych nogach, jakby szykowała się do uniku, ale liczył się fakt, że jeszcze nie spieprzyła. Zbyt wiele razy przetrzepano jej skórę, aby czuła się pewnie i chciała walczyć. Nawet, jeśli to był tylko trening. Milczała, czekając na ewentualne instrukcje, lub naganę. Wiedziała, że nie przyjęła odpowiedniej postawy, że źle trzyma „broń” i że wygląda jak zbity pies. Aczkolwiek od czegoś trzeba było zacząć. Każdy kiedyś zaczynał, nieprawdaż? Jedni wcześniej, inni – jak ona – później.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Gość on Pią Gru 18, 2015 12:25 am
    
Wymordowany uśmiechnął się kpiąco pod nosem widząc w jakiej pozycji stanęła dziewczyna. Przesłonił usta ręka, nie chcą żeby Rayissa zauważyła jak dobrze się bawi. Zakasłał cicho czując jak coś drapie go w gardło.

Eh, wygląda na to że trzeba będzie poszukać jakichś ziół do leczenia.

Hakurei co prawda miał kilka lekarstw w sakiewce, ale wolał ich nie marnować, przynajmniej nie do czasu gdy poczuje się gorzej. Lekarstwa w Desperacji były cenniejsze niż złoto, można powiedzieć że i cenniejsze niż życie, częsta zdarzało się że Wymordowani i spółka mordowali innych tylko po to żeby je zdobyć.

Cóż, zajmę się tym potem..

Madara zmarszczył brwi podchodząc do dziewczyny i jednocześnie oceniając jej pozę. Westchnął ciężko w myślach, czeka go dużo pracy... Był pewien, że gdyby zamierzał zaatakować dziewczynę, ba! chociażby ją popchnąć, to uciekłaby gdzie pieprz rośnie. Ale to nic nie szkodzi, prawdziwy nauczyciel korzysta z wszystkich metod jakie ma pod ręką. Jeśli będzie trzeba zmienić przy tym własne nawyki nauczania, to Senbo to zrobi.

"Dobra, zacznijmy od oceny twojej pozy. Nie jest tak źle jak myślałem, przynajmniej jeszcze stoisz w miejscu i nie trzęsiesz się, chociaż widzę, że łatwiej byłoby ci uciec niż zaatakować. A skoro tak, to zmienimy nieco...program treningu. Po pierwsze-" - Haku wyciągnął dłoń i wysunął z rąk dziewczyny pochwą miecza. W zamian podał jej krótki, mniej więcej 30-centymetrowy patyk. - "Zmienimy broń do nauki. Miecz bedzie dla ciebie za duży i zbyt nieporęczny. Ponadto widzę, że nauka walki może być w twoim przypadku nieco...bezcelowa. Zamiast tego skupimy się na unikach, jeśli już mam cię szkolić, to postaram się przynajmniej o to żeby nie było łatwo cię trafić."


Uśmiechnął się lekko na zachętę do Rayissy. Nie chciał jej stresować bardziej niż to potrzebne. Przeciągnął się lekko, prostując ręce.

"A teraz poprawimy twoją pozycję. Jeśli przeciwnik ma większy zasięg ataku, to najlepszą metodą jest skrócenie odległości. Pozwala to na częściowe zablokowanie jego możliwości do ataku, mówiąc prościej, ma mniej miejsc które może zaatakować. Teraz pokażę ci technikę dzięki której skracasz dystans, jednocześnie schodzisz z linii ataku i przemieszczasz się za plecy przeciwnika. Prawdopodobnie będzie to jedna z przydatniejszych dla ciebie sztuczek. Jeśli opanujesz tą sztuczkę..." - Wymordowany zajął pozycję naprzeciw Ray. Wystawił do przodu lewą nogę, prawą trzymając skośnie i nieco z boku, prostopadle do lewej. - "..to będziesz mogła wykonać coś takiego."

Madara szybko przesunął prawą stopę do przodu, skracając dystans pomiędzy nimi, a następnie wykonał na niej obrót, dostawiając w jego końcowej fazie lewą nogę za siebie, tak że teraz stał w pozycji będącej lustrzanym odbiciem tej wcześniejszej i przechodząc za plecy dziewczyny. Wrócił szybko na wcześniejsze miejsce.

"Wydaje się banalne, ale jest niezwykle użyteczne. W połączeniu z bronią pozwala na wbicie jej w plecy przeciwnika, a jeśli jest się dostatecznie szybkim i opanowało się wystarczająco dobrze technikę, to można zakończyć ją też podcięciem gardła przeciwnikowi. Ale wątpię żebyś była typem osoby która to robi. W twoim przypadku lepiej będzie jeśli sprzedasz takiemu dupkowi kopa w cztery litery i wytrącisz go z równowagi, a wtedy...zwiejesz zanim się pozbiera. Oczywiście wymaga to sporo praktyki. Pocieszę cię tym, że jako Wymordowana jesteś dużo szybsza niż zwykły człowiek, więc jeśli natkniesz się na zwykłego żołnierza z S.SPEC albo cywila to będzie mieć nietęgą minę. A jeśli trafisz na kogoś wyćwiczonego...cóż, o tym potem. Najpierw podstawy. Zajmij pozycję."

Chłopak ponowie przybrał wcześniejszą pozę, tak że dziewczyna mogła go naśladować.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Zniszczona kapliczka Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 4 z 11 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach