Strona 3 z 11 Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 4/10/2015, 20:00
Malice zwróciła się do niebieskowłosego, jednak nie doczekała się odpowiedzi, bowiem jej uwagę zwróciło coś innego: a dokładniej ktoś inny. Maszyna zauważyła, jak prowizoryczny bandaż na ręce jej "właściciela" zaczęła przesiąkać czerwoną substancją - krwią.
Androidka dobrze wiedziała, że taka sytuacja może zagrać zdrowiu, być może nawet życiu. Człowiek nie może utracić zbyt dużej ilości tej tkanki. W przeciwnym razie dochodziło do ludzkiego odpowiednika usunięcia systemu. Na wieki.
- Wykrywam zagrożenie dla zdrowia - oznajmiła, wpatrując się w ranę - Sugeruję opuszczenie tego miejsca i udanie się do "szpitala".
Nie wiedziała, gdzie znajduje się szpital - jednak długoterminowi mieszkańcy Desperacji powinni już uzupełnić swoją pamięć o tego typu dane. Z tą nadzieją pociągnęła za sobą zakapturzonego chłopaka.
- Wyrazy poszanowania wobec świetnego wojownika. Opuszczamy tą lokację - rzekła jeszcze w kierunku wymordowanego - była to jedna z tych fraz, którą miała okazję usłyszeć w S.SPEC, szczególnie często wypowiadaną w kierunku naukowców, którzy właśnie osiągnęli jakiś sukces.

// zt x 2





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Arthur on 24/10/2015, 11:57
Nagle poczuł przypływ zmęczenia. Świat pociemniał przed oczami, zawirował lekko. Arthur patrzył gdzieś w dal, jakby się zagapił na cudowne zjawisko natury, lecz tak naprawdę starał się walczyć o pozostanie w miarę przytomnym. Nawet nie zauważył kiedy został sam na tym dzikim pustkowiu. Przez myśli przebiegł szybki impuls - zmyć się stąd zanim zagrożenie powróci. Nie zastanawiając się wiele, bo i nie było nad czym, zebrał się, swoje rzeczy i ruszył w jedyne w miarę bezpieczne miejsce, które mu przyszło na myśl. Do kryjówki.

z/t


Japoński | Włoski | Voice | | ಠ_ಠ


They can take my heart, they can take my breath
When they pry it from my cold, dead chest!
avatar





Arthur
Ratlerek     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 24/11/2015, 01:55
Jakby nie wystarczyło tylko tego, że jest zimno. Cholerny wiatr...

Senbonzakura skulił się i poprawił płaszcz. Z jego ust wydobył się biały obłoczek pary. Czuć było zbliżającą się zimę, noce stawały się coraz zimniejsze. Pora poszukać jakiegoś schronienia, otwarty teren nie był zbyt przyjaznym miejscem na nocleg. Z daleka zauważył starą, rozsypującą się świątynię, postanowił więc sprawdzić czy nadaje się na nocleg tej nocy i ruszył w jej stronę. Po dłuższej chwili dotarł do celu i zamarł. Jednak jego wyostrzone zmysły nie wychwyciły niczego co mogłoby zostać uznane za zagrożenie, nie wyczuwał żadnych istot w pobliżu. Zadowolony zaczął przygotowania do noclegu.

Oczyścił kawałek tereny z gruzu i wykopał niewielki dołek w ziemi, tuż przy wejściu do świątyni. Sprawdził wcześniej, czy nie zawali mu się ona na głowę, jednak jej stan nie był jeszcze aż tak tragiczny. Otoczył miejsce przyszłego ogniska kawałkami kamieni, by zapobiec rozniesieniu się ognia poza krąg. Następnie zebrał nieco drewna, drobniejsze kawałki położył na spód, a grubsze na wierzch. Nieco z boku poskładał dodatkowe drewno. Niewielki zapasowy stosik powiększył się znacznie po tym, jak ściął kilka gałęzi z pobliskich drzew i pociął je na kawałki. Pierwsza faza przygotowań zakończona sukcesem, Wymordowany wyrobił się z tym przez zmrokiem. Teraz trudniejsza część.

Rozebrał się do naga, a ubranie starannie poskładał i schował za sporym kawałkiem skały, tuz przy kapliczce. Wyprostował się, a jego źrenice rozszerzyły się. Odszedł kawałek od kapliczki i przemienił się w bestię. Demoniczny pies miał dwa metry wysokości i ok. 7 długości, licząc z ogonem. Momentalnie zrobiło się mu cieplej, sierść stanowiła doskonałą izolację przed zimnem. Postawił uszy na sztorc i ruszył biegiem, czas na polowanie!

Hakurei wrócił do kapliczki wraz z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. W pysku trzymał martwe zwierzę, przypominające wyglądem sarnę, jednak pokryte twardą łuską, niczym u jakiegoś gada. Jednak jego kły pozwoliły mu bez większych przeszkód przebić się przez tą ochronę i szybko uśmiercić zwierzę. Upuścił je koło wcześniej przygotowanego kręgu i przybrał ponownie ludzką postać. Poruszył kilka razy psimi uszami i przeczesał palcami ogon i włosy. Przez kilka minut po przemianie, jego włosy bardziej przypominały sierść i nie do końca chciały się go słuchać, stercząc na wszystkie strony. Otarł usta ręką, rozmazując na nich krew i wyciągnął ukryty ekwipunek. Ubrał się i chwycił w dłonie Senbonzakurę no kami.

Chire!

Ostrze miecza rozproszyło się na nieskończenie wiele maleńkich kawałków, w blasku ostatnich promieni przypominające płatki kwiatu wiśni taniec sprawiał niesamowite wrażenie. Korzystając z miecza Wymordowany skrzesał kilka iskier i zapalił ognisko, a następnie kierując chmarę ostrzy na swoją ofiarę, szybko pozbawił jej skóry, wypatroszył i posiekał na mniejsze kawałki tuszę. Po skończonej pracy miecz powrócił do swojej pierwotnej formy. Hakurei wytarł ostrze i zakopał wnętrzności w głębszym dołku, z dala od ogniska. Nie chciał przyciągnąć padlinożerców. Usiadł przy ognisku, ciesząc się z jego ciepła. Nabił spory kawałek mięsa na kij i zaczął je opiekać. Mięso nie było może równie smaczne co to z piekarnika, nie miał przypraw by je doprawić, ale ciepły posiłek dobrze mu zrobi i pozwoli rozgrzać się od środka.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 25/11/2015, 01:40
Promienie zachodzącego słońca tańczyły na tle zmierzwionego, miękkiego futra, wydobywając zeń prawdziwą głębię kolorów. Zazwyczaj bury, nijaki brąz jakby nasycił się, nabierając znacznie cieplejszego odcienia, biel zaś, nieco poszarzała z winy przylegających do sierści pyłków, rozjaśniła się momentalnie, o wiele mocniej kontrastując teraz z resztą szaty skrywającą niewielką sylwetkę. Niskie psisko, ledwie sięgające powyżej kolan przeciętnego człowieka, dziarskim krokiem przemierzało pustkowie. Przydługi, porośnięty bujnymi kosmykami ogon zawisł powyżej linii grzbietu, powiewając na wietrze na wzór pirackiej flagi, zwiastującej przybycie łupieżcy. Polowała.

Zniżając trójkątny łeb na wysokość barków, czujnie nastawiła uszu. Spojrzenie złocistych ślepi skupiało się na majaczących pod łapami cieniach, wijących się dziwacznie i prowokacyjnie. Psica nieznacznie zmrużyła patrzałki, spinając mięśnie i szykując się do skoku. Oddech miała spokojny, wyrównany. Obłoczki pary wydostające się z nozdrzy przy każdym wydechu i okalające kufę na moment przed zniknięciem, były równiutkie i puszyste. Ray zdusiła piskliwe szczeknięcie, wydając miast niego niewyraźnie, ciche burczenie, wybijając się na wszystkich czterech kończynach. Jak piłeczka. Wylądowała z impetem na spękanym gruncie, rozwierając paszczękę i próbując ugryźć jeden z cieni. Naturalnie, w efekcie nażarła się tylko piachu. Parsknęła i uniosła umazany nos, kichając raz za razem. Oblizawszy mordę, pacnęła na zadzie, przyglądając się niedoszłej ofierze z czymś na wzór smutku odbijającego się na dnie ocząt. Siedziałaby tak pewnie jeszcze przez przeszło godzinę, gdyby nie obca woń, przyniesiona przez wiatr. Obecność innych istot oznaczać mogła tylko jedno – jedzenie.

Złotooka wstała i otrzepała gęstą sierść, strącając zeń wszelkiego rodzaju brudy w postaci ziaren gruntu tudzież wyschniętych patyków, nim obróciwszy się kilkukrotnie wokół własnej osi, obrała odpowiedni kierunek. Niewymagającym, lekkim truchtem ruszyła naprzód, z głową nieznacznie uniesioną ku górze. Im była bliżej, tym zapach był intensywniejszy. Ba, mało tego! Wkrótce pojawił się także aromat zwierzyny i ciepła nuta, charakterystyczna dla rozpalonego ogniska.  Przyspieszyła.

Nie próbowała ukryć swojej obecności. Z resztą, pachniała tylko bezdomnym, małym kundlem. Kiedy znalazła się dostatecznie blisko obozowiska, zwolniła kroku i przybrała wyuczoną, żebracką postawę. Łeb miała nisko, uszka z kolei płasko do niego przylegały, kryjąc się w kryzie. Ogon przesłaniał brzuch, kołysząc się łagodnie na boki, a całość sylwetki była lekko przygarbiona.  Psica zatrzymała się w odległości dwóch metrów, w blasku rzucanym przez tańczące języki ognia. Na widoku, a zarazem na tyle daleko, by móc szybko uciec w razie ataku. Zawsze liczyła się z tym, że ktoś może zechcieć ją przegonić w obronie własnego pokarmu.

Zasiadła, by ostatecznie wysunąć przed siebie przednie kończyny, zsuwając się tym samym do pozycji leżącej. Głowę ułożyła na ziemi, pomiędzy łapami. Ślepia miała ogromne, szeroko rozwarte, okalane koronką ciemnych rzęs, podkreślających intensywną barwę tęczówki. Źrenice krążyły od ogniska, poprzez pieczeń, aż do mężczyzny i z powrotem. Ray zamarła w bezruchu i tylko włochata kita szurała po podłożu, jakby żyjąc własnym życiem. Cała ta szopka miała prosty przekaz: Daj jeść.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 25/11/2015, 02:10
Senbonzakura poruszył się nagle słysząc że jakaś istota zbliża się do miejsca jego noclegu. Jego uszy stanęły na sztorc i zaczęły nasłuchiwać. Rozluźnił się nieco gdy mógł już lepiej rozpoznać intruza. Jakaś niewielka istota, prawdopodobnie wielkości psa. Co nie oznaczało, że jest psem, zwykłe zwierze nie przeżyłoby w Desperacji wystarczająco długo by dotrzeć taki kawał w jej głąb. Uniósł wargi odsłaniając kły i napiął mięśnie gotowy do ataku, jednak..

Huh...pies?


Wymordowany zdziwił się, widząc przed sobą czworonoga. Nie chodziło o to, że zaskoczyła go jego wielkość czy wygląd, ale nie spodziewał się...zwyczajnego psa z krwi i kości, bez jakichkolwiek mutacji, za to ze śmiesznie oklapniętym uchem. W tych czasach szanse na natknięcie się na zwykłego psa były...cóż, może nie zerowe, ale bardzo, bardzo małe, zwłaszcza w miejscu takim jak to. Wirus X i mutacje zrobiły swoje, a całości dopełniła zmutowana flora i fauna, która bezlitośnie eliminował gatunki nieprzystosowane do walki o przetrwanie w nowych warunkach. Chłopak zmarszczył brwi. Jego nieoczekiwany gość zachowywał się jak zwykły pies, ale Wymordowany był w stanie założyć się, że tylko udaje. Wciągnął spory haust powietrza przez nozdrza chcąc rozszyfrować intruza...czy też raczej intruzkę jeśli wierzyć jemu powonieniu.

No proszę proszę...

Hakurei ściągnął swój płaszcz i rzucił na ziemię koło psiaka. Chwilę potem przed zwierzakiem pojawił się w powietrzu napis:

Poczęstuję się tylko jeśli się odmienisz. Czuję, że jesteś Wymordowaną, a wolałbym wiedzieć z kim rozmawiam. Jeśli tego nie zrobisz, to równie dobrze możesz odejść i nie licz na posiłek.

Nie spuścił z niej wzroku, byłby to głupi ruch z jego strony. Co prawda nie spodziewał się walki, ale wolał nie ryzykować. W końcu to Desperacja...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 25/11/2015, 02:38
Drgnęła lekko, kiedy płaszcz poleciał w jej kierunku, nie ruszyła się jednak z miejsca, wciąż uparcie wodząc wzrokiem od celu do celu. Do czasu, aż pojawił się napis. Prawdopodobnie zmarszczyłaby nieznacznie brwi, gdyby aktualnie nie przebywała w psiej formie, musiała więc w inny sposób okazać niezadowolenie, jakie wywołała wiadomość. Zdecydowanie wolała spędzać czas na czterech łapach, toteż podniosła łeb i szczeknęła w odpowiedzi. Raz. Drugi. Trzeci. Potem pojawiła się marna parodia wycia, a zaraz za nią kilka kolejnych szczeknięć. Głośnych, dość piskliwych, tak typowych dla zwykłego pastucha, który idealnie nadawałby się do zaganiania owiec. W całym tym pobudzeniu podniosła się wkrótce i goniąc własny ogon, wykonała kilka obrotów. Kłapała przy tym paszczą, wydając dziwne, szczekopodobne odgłosy za każdym razem, kiedy niemalże pochwyciła białe pasma między zębiska. Narobiła przy tym takiego hałasu, że pewnie połowa Desperacji znała jej obecne położenie.  Nie, żeby robiła to z czystej wredności, czy w zemście. Nie była zła, jedynie natłok myśli wprawił ją w stan bezpodstawnego zaaferowania. Może i była Wymordowaną – istotą rozumną i wciąż posiadającą w sobie sporo człowieczeństwa, lecz równocześnie zmieszaną z kundlem. Odbijało się to nie tylko na fizyczności, ale i na psychice.

Uspokoiwszy się nieco, usiadła. Rozdziawiła paszczę, wywalając na wierzch różowy jęzor i ziajając. Przyglądała się nieznajomemu, nieświadomie przechyliwszy głowę w bok. Nawet nie zauważyła, kiedy postawiła na sztorc uszyska, przypominając sobie o nich dopiero wtedy, gdy jedno z nich oklapło smętnie, jak to miało w zwyczaju.

Ostatecznie, wpadłszy na genialny pomysł i rozwiązanie wszelkich problemów, podciągnęła przednie łapy do klatki piersiowej, przybierając pozycję słupka. Tak, jak pies wykonujący sztuczkę powszechnie nazywaną proszeniem. Skoro nie leżeć, to może robić różne triki?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 26/11/2015, 00:52
Wymordowany oglądał tą całą szopkę z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony był zirytowany zachowaniem swojego czworonożnego gościa. Z drugiej jednak, był wkurzony o to, że...dziewczyna...mogła zwabić do nich jakieś żyjące w pobliżu stwory. A te nie należały do najprzyjemniejszych. Na szczekaniu się nie skończy... I tak źle i tak niedobrze. Gdzieś tam głęboko w myślach przyznał jednak, że nieznajoma go lekko rozbawiła. Leciutko, w końcu jej zachowanie nadal było idiotyczne...

"Powiedziałem coś..."

Hakurei patrzył psinie w oczy, jego wzrok był stanowczy, widać było że się nie złamie.

No co za uparta dziewucha...

"Jeśli nie pasują ci warunki to możesz odejść. Kawałek dalej zakopałem wnętrzności, zjedz je sobie jeśli chcesz." - po tych słowach wgryzł się w solidny kawał mięsa, wciąż ciepły i pachnący. - "Żałuj że nie spróbujesz, całkiem smaczne."

Senbo zaczął całkowicie ignorować obecność intruzki. Nie da się tak łatwo złamać, już dawno uodpornił się na zbytni altruizm. Rany po broni białej i palnej oraz po kłach i pazurach dosyć skutecznie wybijają człowiekowi z głowy takie bzdety. Mimo to i tak pozwolił jej na zjedzenie resztek, zawsze mógł zamiast tego przegonić ją siłą. I chyba powinien to zrobić, bo zaraz zwali mu na głowę pół Desperacji. Ale jakoś tak nie mógł tego zrobić patrząc w jej oczy. Za bardzo przypominały mu te jego.

"Nazywam się Senbonzakura, a ty?"

Chcąc odpowiedzieć na to pytanie dziewczyna będzie musiała się odmienić. Jeśli tego nie zrobi...cóż, pozostają jej wnętrzności.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 26/11/2015, 01:25
Zastrzygła uszami, kiedy dotarła do niej informacja o wnętrznościach, natenczas ignorując resztę wypowiedzi. Niestety źle zrozumiała przekaz i zamiast odebrać to jako „tam są okropne flaki, a ja mam pyszne mięso”, po krótkiej analizie uznała za „tam są pyszne flaki, a ja mam pyszne mięso”. Podniosła się czym prędzej, wachlując puchatą kitą w powietrzu i, używając węchu, odnalazła miejsce, w którym spoczywał przyszły posiłek. Odkopała skryte pod warstwą ziemi bebechy, w następnej chwili przystępując do konsumpcji. Nie była wybredna, jeśli chodziło o pokarm. Kilka szybkich kłapnięć paszczą wystarczyło, by zimne i brudne resztki zniknęły z wyrytego w gruncie dołu, trafiając do psiego żołądka. Ray przeciągnęła się leniwie, wydając przy tym całą gamę pomruków, po czym jak gdyby nigdy nic wróciła na poprzednie miejsce. Przesunęła jęzorem po jasnych zębach, uparcie świdrując wzrokiem pieczeń, którą spożywał nieznajomy. Kto by pomyślał, że taki mały kundel potrafi tyle zeżreć?

Obróciła się parę razy wokół własnej osi, po czym na powrót stanęła na dwóch nogach. Nie znała jako takiego poczucia wstydu, jeśli chodziło o nagość. Przecież w psiej formie nie nosiła ubrań, więc czemu miałaby je nosić pod postacią człowieka? Prawdopodobnie gdyby nie niska temperatura i chłód owiewający smukłą sylwetkę, nie sięgnęłaby nawet po leżący u stóp płaszcz. Pogoda nie była jednak łaskawa, toteż pochwyciwszy płachtę materiału, owinęła się nią pośpiesznie. Wzdrygnęła się nawet, mrużąc patrzałki, nim zasiadła z powrotem na twardej ziemi. Zimno.

- Rayissa. To dasz mi wreszcie tą pieczeń, czy nie? – Zapytała, wiercąc się nerwowo.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 29/11/2015, 23:25
Kogoś innego mogłoby zaszokować zachowanie dziewczyny. Sporo osób poczułoby się...zgorszonych, wiedząc że siedząca przed nimi istotka płci żeńskiej przed chwilą zajadała ze smakiem surowe flaki. Ale nie Snbonzakura, on robił nieraz gorsze rzeczy by przeżyć w Desperacji. Chłopak przyglądał się przez sekundę czy dwie dziewczynie.

Taka sobie. Widać że jeszcze dziecko...

Nie chodziło o jej wygląd, o nie. Wymordowany wiedział dobrze że czasy się zmieniły. To nie te lata, gdzie bez problemu można było ocenić wiek innej osoby na podstawie wyglądu. Anioły, androidy, Łowcy...no i Wymordowani, wszyscy oni stanowili świetną ilustrację, że nie ocenia się książki po okładce. A co do treści...cóż. Zachowanie dziewczyny widocznie dawało do zrozumienia, że nie jest zbyt...rozgarnięta. Mówi się trudno.

"Proszę." - Hakurei podał Ray na patyku spory kawałek mięsa, porządnie opieczony. - "Nie przejesz się? I uważaj jest gorący..."





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 30/11/2015, 22:36
Skróciła dzielący ich dystans, by móc bez problemu sięgnąć po nabity na patyk posiłek. Co prawda nie widziała żadnego sensu w opiekaniu mięsiwa, aczkolwiek nie byłaby sobą, gdyby pogardziła jakimkolwiek jedzeniem. Zignorowawszy ostrzeżenie mężczyzny, szybkim ruchem wbiła przydługie kły w pokarm, czego wkrótce pożałowała. Czując gorąco, nieprzyjemnie podrażniające język i dziąsła, cofnęła głowę, ni to powarkując, ni poburkując w kierunku pieczeni. Psie uszy położyła na płask, zaś futro na rozkołysanym ogonie nastroszyło się znacząco. Morderczym wzrokiem świdrując strawę, odczekała, aż ta przestygnie nieco, nim podjęła się kolejnej próby konsumpcji. Kilka dużych, niedokładnie przeżutych kęsów wystarczyło, by mięso zniknęło, a patyk wylądował gdzieś w krzakach.

- Przejeść? Ja? Nigdy… - Złotooka przeciągnęła się leniwie, zmrużone patrzałki wbijając w tańczące płomienie. Zamilkła na kilka minut, rozkoszując się spożytym posiłkiem i uczuciem pełnego po brzegi żołądka. Do czasu, aż w wyżej wspomnianym nie zaczęło brakować miejsca. – No… Może trochę.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Gość on 5/12/2015, 01:52
Wymordowany uśmiechnął się lekko pod nosem widząc jak dziewczyna próbuje zgrywać pewną siebie. Chyba jednak to on miał rację...

"Więc mówisz, że nazywasz się Rayissa. Ciekawe imię, jeszcze takiego nie słyszałem. Właścicielka też całkiem całkiem. Ile masz lat? Parzyłaś się już?"

Wyszczerzył się do niej, widać było, że się droczy i chce rozładować atmosferę. Puścił do niej oko, ale w miarę szybko uspokoił się. Przekrzywił lekko głowę przyglądając się jej swoimi oczami o pionowych źrenicach.

"Co tutaj robisz? To dosyć niebezpieczny teren, a nie obraź się, ale nie wyglądasz na kogoś zdolnego do samoobrony. Ja sam zjadałem już zwierzęta większe od ciebie..."


Hakurei przeciągnął się lekko, dalej przyglądając dziewczynie. Dawno nie miał okazji pogadać z kimś bez zobowiązania, a Rayissa nie wydawała się być niebezpieczna. Co nie oznacza, że stracił czujność, co to to nie, jedynie uspokoił się nieco. Sięgnął do sakiewki i rzucił jej jakiś mały pomarszczony owoc.

"Zjedz. Nieco kwaśny, ale pomaga zachować higienę pasz- jamy ustnej. Lepiej uważać z surowym mięsem w Desperacji."





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zniszczona kapliczka

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 11 Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Powrót do góry

- Similar topics