Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.
  • 03/11. Do 9 listopada, do godziny 22:00, należy uzupełnić temat z chronologią. Po ustalonym terminie moderator zacznie sprawdzanie.
  • 03/11. Do 12 listopada, do godziny 20:00, jest czas na wznowienie wątków z przeszłości i alternatywnych. Tematy, w których post nie pojawił się od miesiąca lub dłużej zostaną wrzucone do archiwum. W razie pytań: pisać do Rhetta na PW.
  • 02/11. Pojawiło się nowe ogłoszenie. Dotyczy zmian w regulaminie bilokacji oraz poszukiwań moderatorów. Zerknij.
  • 31/10. Zarzucono propozycją w dziale DOGS. Jak jesteś dobrym psiątkiem to wypowiedz się w temacie.
  • 31/10. Rozpoczęto dyskusję na temat eventów. Wrzuć swoje przemyślenia.

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Go down

Pisanie on 25.04.19 2:52  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Głęboki wdech. Nie da wyprowadzić się z równowagi, wystarczyło, że ktoś, komu chciał pomóc, był dla niego niemiły. Nie znosił Desperacji choćby z racji tego, że jej mieszkańcy mieli w zwyczaju odgryzać ręce, które chciały ich karmić. Wieidzial jednak, że jest żałosny. Tego nie trzeba mu było uświadamiać; już dość źle czuł się ze swoją bezradnością i całkowitym mentalnym zastojem.
Jeszcze wiele nauki przed tobą, dziecko drogie… – szepnął, jednak po prostu pogodził się ze swoim losem. Pokręcił głową, ale nie w wyrazie odmowy czy niezgody, a zrezygnowania. Boris był w istocie jak dziecko, którym trzeba było się zająć. Dziecko, które dostosowało się do warunków dziwacznej piaskownicy i zatracało wiele wzorcowych, ludzkich zachowań. Hanael jednak przeżyje to, tak, jak przeżył długie tysiące lat.
 Poruszył bezgłośnie ustami, gdy wyszli już z kapliczki. Dziękował, wzdychał, a może ubolewał nad swoim nędznym losem? Spojrzał na podopiecznego ze znaczną troską wymalowaną na twarzy, chwilę jednak nic nie mówił. Ugryzienie przez desperackie zwierzę wiązało się nie tylko z utratą krwi, ale też zakażeniami jakimiś chorobami, w tym wścieklizną. Bubuś nie zasługiwał na taki koniec.
N-nie trzęsę się aż tak… – Prosty sposób na obejście prawdy; nie precyzował tego, co oznaczało „aż”. Aż tak, by się przejmować? Aż tak, by zauważać? – A-ale dź… dziękuję. – Uśmiechnął się blado do mężczyzny, jednak z wyczuwalnym ciepłem i troską. Nie chciał mu jeszcze mówić o prawdopodobieństwie wszelkich dodatkowych komplikacji wynikających z rany. Może i w tym Boris będzie podobny do dziecka i zwyczajnie z dziecięcą naiwnością będzie wypatrywał psiego zbawienia ze strony anioła.
Zaprowadź mnie do niego. Zrobię co mogę, żeby go uratować – obiecał. Ciężko określić, czy tym sposobem również chciał wyminąć klątwę, czy po prostu tak sformułował myśl ze względu na wrodzoną skromność. Czekał na dalsze znaki, wskazówki, kolejne kroki. Mimo że całość nie była zbyt miła i kolorowa, Hanael cieszył się, że go odnalazł.


If all else perished, and he remained, I should still continue to be; and if all else remained, and he were annihilated, the universe would turn to a mighty stranger.


#847448
                                         
Soleil
Anioł Stróż
Soleil
Anioł Stróż
 
 
 

GODNOŚĆ :
Hanael; na Desperacji Soleil


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.04.19 1:03  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Jeszcze wiele nauki przed tobą, dziecko drogie…
 Boris rzucił mu spojrzenie pełne zwątpienia. W niego, w świat, w to czy czasem anioł nie czyta w myślach, bo podobną uwagę skierował do swojego stróża jeszcze chwilę temu. Nie ma co odwlekać nieuniknionego, trzeba będzie wybrać się do tego dziwnego domu, w którym są same książki na wynos i znaleźć coś o stróżach. Tak dalej być nie może. Musi być jakiś sposób żeby wytrenować Hanaela do upragnionej wizji krwiożerczego archanioła. Choćby miał na kolanach zapieprzać od Miasta do Miasta.
 Miał mu powiedzieć, że w razie czego by go obronił? Łowca wątpił czy to by go uspokoiło czy wywołało falę większych pretensji, więc wolał nie poruszać tego tematu. Ostatnie czego teraz potrzebował to kazanie, a tego z pewnością po aniołach należałoby się spodziewać. Nie żeby Lazarus był jakimś znawcą, bo zwykle od pierzastych trzymał się z daleka, za wyjątkiem trzech osobników.
Czeka nas krótki spacerek, zdążysz przestać się trząść. Zaparkowałem pod jakimś domkiem, opuszczonym, ale zawsze to szansa, że ktoś łasy na przeszukanie samochodu pomyśli, że właściciel jest w środku i zrezygnuje.
 Nie żeby miał tam coś cennego, poza Bubusiem oczywiście, który według podejrzeń Borisa, gdyby już musiał to by się ruszył, więc nie groziło mu porwanie. Lazarus chyba nie zdawał sobie sprawy, że to wyliniałe psiątko w oczach innych miało wartość zerową, a może i nawet ujemną, bo żaden był z niego obiad. Chude to, dziwne, pewnie chore i czymś zaraża.
U-uratować? – zawahał się, wyraźnie zaniepokojony słowami stróża – Ale mu wystarczy jakoś zawiązać bandaż... czy co tam się robi... On umrze? Ja pierdole, on umrze.
 Połączenie troski o Bubusia, wyrzutów sumienia względem całego pogryzienia i jawnego traktowania pomocy medycznej jako wstępnych tortur przed umieraniem nie mogło dać innego obrazu.
Szybciej! – warknął już z typową wściekłością i ponownie szarpnął anioła, zmuszając go do szybkiego marszu, a miejscami nawet i biegu.

[ z tematu x2]


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 27.09.19 22:24  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Dzień był... męczący. Mimo odzyskania wzroku pozostawało wciąż wiele pytań bez odpowiedzi i szans na to by je uzyskać. W końcu jednak będzie musiał o tym zapomnieć, a przynajmniej jakoś tego specjalnie nie rozpamiętywać. Po głowie chodziło mu jeszcze parę dziwnych rzeczy, które napotykał po drodze. Chociażby to, co się stało z tym dziwnym zwierzaczkiem, które spotkał przy barze. Albo czy jeszcze kiedykolwiek spotka tamtego chłopaka z Limba? W toku swoich przemyśleń najpierw dotarł do pozostałości po jakimś gaju. Absolutnie nie dotykał niczego nie chcąc się niepotrzebnie skrzywdzić, a jego szósty zmysł podpowiadał mu, że najlepiej jakby w ogóle do tego opuszczonego miejsca nie przychodził. Sam też nie wiedział w ogóle w jakim celu tutaj dobrnął, ale skoro już tu był, to mógł zaznać należnego odpoczynku.
Liam podrapał się po karku, tam gdzie już zaczynała się jego gadzia skóra. Zajęło mu to trochę bo wygimnastykowany specjalnie nie był, a uwierało go coś konkretnie pod drugą wypustką od końca. Z tego wszystkiego też zapomniał o uprzednim rozeznaniu się w terenie, wiec kiedy już skończył co zaczął, przystąpił do oględzin terenów wokół czegoś co pewnie było jakąś kapliczką. Przy takich rzeczach człowiek sam czuł, że powinien się zachowywać jak należy. A może to był efekt poprzedniego życia? Skisnąłby w środku gdyby okazało się, że kiedyś był całkiem bogobojny.
Parsknął pod nosem przymierzając się do oględzin jakiegoś miejsca na którym mógłby kapkę spocząć. Ostatecznie nikogo nie było w pobliżu, przynajmniej jeszcze nie było. I miał nadzieję, że ktokolwiek się tu zjawi uzna pierwszeństwo Liama na tym terenie. Inaczej będzie zły.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


Zniszczona kapliczka - Page 14 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 30.09.19 21:59  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Być może wyprzedzał innych w wielu czynnościach, jednak na miejscu bynajmniej pierwszy nie był. Salem znał je już od jakiegoś czasu. Opuszczone gruzowisko starej kaplicy i dla niego było czymś w rodzaju sanktuarium. Koty chodzą własnymi ścieżkami – on wyznaczał swoje z dala od wzroku innych. Ostatnie brzydkie zabawy przypomniały mu dlaczego wystrzegał się towarzystwa. Coraz częściej nawet suchy rozkaz Jaremy nie był go w stanie zmusić do powleczenia zezwłoka w czułe objęcia pustynnego społeczeństwa.
Dzisiaj nie miało odbiegać od normy. Już od dawna dopuszczał do siebie myśl, że nie on jeden mógł znaleźć to konkretne miejsce, jednak sukcesywne, jednoosobowe wizyty napełniały go szczątkowym optymizmem. Optymizmem, który zgasł, gdy z rzucanego kawałkiem ściany cienia wydobyła się sylwetka innej osoby. Salem podniósł łeb, nasłuchując. Kroki zarejestrował już wcześniej – Liam zdawał się wcale nie dbać o to by nie być przydybanym. Był albo kimś bardzo silnym, albo bardzo głupim i by przekonać się, co było prawdą, Kolya musiał zaczekać. Przeważał także fakt, iż kilka chwil wcześniej dokonał już przemiany, chcąc raz na jakiś czas przypomnieć sobie, co oznacza pełna chwytność. By nie oddać się siedzącemu mu w głowie zwierzakowi, dzielił obowiązki wobec siebie na łapy dwie i cztery. Dziś był dzień dwójki.
Pozostałości kaplicy skrywały pewien mały, niezwykle intrygujący sekret. Za czasów świetności czerpała ona z głęboko osadzonych źródeł podziemnych, które po upadku świata pozostały reliktem starej ery. Salem nie wiedział czemu tak się dzieje, jednak pewnego dnia zupełnym przypadkiem odkrył, że przerdzewiałe rury nieszczelnością na łączeniach przepuszczały niewielki odsetek skraplającej się podziemnej pary. Było tego jak dla wróbelka, jednak zabawa w podtykanie wszelakich zagłębień i pozostawianie ich na kilka tygodni przynosiła owoce. Względny chłód cegieł i kamienia w łamiącym się cieniu pamiętających lepsze czasy ścian pozwalał zachować relatywnie satysfakcjonującą objętość. Salem nie zdradził się nawet Jaremie. Słuchał go, w pokraczny sposób szanował, jednak nie dbał o to, czy ten zdechnie z brudu i pragnienia. Miał tylko siebie i to o siebie dbał przede wszystkim, a dziś był dzień kąpieli.
Dzień, który swoim pojawieniem się postanowił zburzyć jakiś czas temu napotkany mężczyzna. Kolya położył uszy po sobie, próbując skryć się w kącie.
                                         
Salem
Oswojony
Salem
Oswojony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Kolya Salemnyj


Powrót do góry Go down

Pisanie on 10.10.19 22:16  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Krokodyle ślepię padło swym znudzonym spojrzeniem gdzieś w niebiosa, podważając tezę, że w chmurach skrywali się bogowie. Albo jeden bóg. W zależności od tego kto planował w jaki sposób spędzić swoją wieczność. Liam już jedną wieczność dostał, spędzał ją głownie na takich o spacerach. Dzięki temu czuł, że odzyskiwał, a może zachowywał, częściowe człowieczeństwo jakie mu w gadzich łapach pozostało. Mógł się cieszyć, bo poza tym, że miał tu i ówdzie pewne odpryski, to nie skończył najgorzej. No, z wyjątkiem tych napadów szału, niekontrolowanych w żaden sposób. Chart wsunął jedną dłoń w kieszonce spodni.
Tak naprawdę wcale nie miał lepiej. Mógł się pocieszyć jedynie tym, że inni mieli gorzej.
Przejechał jęzorem po zębach. Czuł się dziwnie. Z jednej strony w niejednoznaczny sposób, podskórnie czuł cudzą obecność, zupełnie tak jakby siedziało tutaj jakieś widziadło i trącało go swoim spojrzeniem w ramię, przebierało palcami przez serce, przez wnętrzności i szamotało drobnymi widełkami jego nerwy sprawiając, że czuł się nieswojo. Z drugiej strony... nic nie widział. Tak czy siak Liam spostrzegawczy nie było, a posiadanie wzroku tylko w jednym oku sprawiało, że miał ograniczone pole widzenia. Mimo wszystko, wytężył zmysły, tak samo jak musiał się obejść wcześniej bez wzroku i zdawało się, że wyłapywał struny, za które ktoś pociągał, wydając przy tym nieokiełznane ruchy powietrza.
Był przygotowany, jednocześnie się nie przygotowując. Świadom swojej brutalnej siły, swoich szczęk i pancernej skóry nie obawiał się zagrożeń, bo kto śmiałby grozić krokodylowi? Kot? Jakiś bezpański kundel? A może bardziej ekstrawagancki wilk? Mniej pospolite mieszance też nie stanowiły zagrożenia, bo w większości ograniczały się najwyżej do jakiś tygrysów, pająków, węży. Nie było niczego co mogło mu zagrozić na lądzie i doskonale o tym wiedział. Inne stworzenia też.
Zielone ślepię błysnęło w mroku odbitego na ścianach i chwastach skupiając wiązkę zaciekawienia i grozy w jednym punkcie.
- Kici kici.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


Zniszczona kapliczka - Page 14 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 26.10.19 0:12  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Położył uszy po sobie. Jakkolwiek nie chciał stać się niewidzialny, sprawne oko mężczyzny dostrzegło go w końcu skrytego w cieniu. Konfrontacja była mu nie na rękę, zwłaszcza teraz, kiedy pomimo przykrej aparycji bliżej mu było do człowieka jakim raz już umierał. Pomimo żalu do świata i jadu jaki w sobie skrywał, nie chciał zatracać tej cząstki człowieczeństwa jaka mu jeszcze pozostała. Dzięki temu był wolniejszy, skoki czynił mniej sprężyste. Był bardziej bezbronny niż by sobie tego życzył. Dlatego zamiast przyjąć od razu postawę obronną postanowił grać na zwłokę. Już dostał wykład na temat tego, że nie każda napotkana istota była jego wrogiem. Może i byli zezwierzęceni, ale wciąż chowali w sobie ludzi.
Tego nawet kojarzył. Jakiś czas temu, może dzień, może dwa, może miesiąc, natknął się na niego i uznając za raczej niegroźnego po prostu pozostawił. Samotniczy tryb życia wymagał by odwracał się ogonem do tych, którzy stawali ku niemu twarzą. Dziś to on wyszedł mu naprzeciw. Wysunął się lekko, wciąż pozostając w odpowiednim dystansie i skinął łbem, witając nieznajomego, jak gdyby ich konfrontacja była zwyczajnym, niedzielnym przypadkiem na spacerze. Liam... zmienił się. Nie wyglądało już na to by bawił się w dziecko we mgle. Teraz zdawał się dobrze rozeznawać w sytuacji, w jakiej się znaleźli.
Szlag by to. Chyba było mu to nie na rękę.
Na udawanie nierozumnej bestii było już za późno. Raz kozie śmierć – być może nie skończy z poodgryzanymi kończynami, jeżeli dobrze to rozegra. Był na nieswoim terenie, chociaż cała kaplica nosiła jego zapach. Bywał tu jeden jedyny i ciężko przychodziło mu dzielenie się swoim małym cudem. Z drugiej jednak strony gardził udawanym złodupstwem i szczerzeniem kłów na każdy powiew wiatru. Ignorancja wychodziła mu znacznie lepiej i to też postanowił zrobić. Nie prowokuj byka, to nie zaszarżuje.
                                         
Salem
Oswojony
Salem
Oswojony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Kolya Salemnyj


Powrót do góry Go down

Pisanie on 03.11.19 21:55  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Kotek chyba go nie polubił.
Takie wrażenie odniósł i zresztą słusznie, bo większość wymordowanych tak reagowała. Zauważył tę sposobność już jakiś czas temu. To nawet nie chodziło o to, że należał do psów, nosił chustę, a ta wśród rozumniejszych była względnie jasnym sygnałem. Większość, zdecydowana unikała kontaktu, ale te prawdziwie zdziczałe osobniki atakowały od razu, albo uciekały. Nie zastanawiały się tak jak było w tym wypadku. Może ten kotek to strachliwy tchórz bez jaj? Wykastrowany kiciuś. Aż parsknął pod nosem.
Liam w pierwszym odruchu wyciągnął dłoń, jakby się chciał przywitać, tak prawdziwie, jak to witali się dawien dawien ludzie, zwyczajnie na ulicy. Kiedyś tak mogło być, prawda? Dwójka zwyczajnych ludzi, spotkali się przy sakralnym monumencie i postanowił jeden się z drugim zapoznać. Krokodyl jednak zaraz cofnął dłoń uznając gest za przypadkowy przebłysk dawnego życia. Bardzo dawnego.
- Ładne miejsce, prawda? Ma duszę.
Wypalił nagle, przez moment rozglądając się, udając, jakby w ogóle nikogo tutaj nie było. Zdarzało mu się gadać do siebie, ale tym razem bawił się w zwyczajny teatrzyk, błądził kukiełką gdzieś poza sznurki, odcinał się. Liam na szczęście dla kotka nie poznawał go, w ogóle nie miał pojęcia, że to był ten sam co go całkiem niedawno spotkał w apogeum. Wtedy był ślepy, a jego pozostałe zmysły były zbyt tępe by na ich podstawie miał rozpoznać tożsamość nieznajomego.
Postąpił parę kroków w jego stronę. Półświadomie, bo w końcu się rozglądał. Nie był zbyt nachalny w tym ruchu, ale widać, że robił to z intencją. Był ciekawy, natchniony, można rzec, żywo zainteresowany tym gościem. Pokazywał się przecież w całej swojej krasie, stąpał ostrożnie, ale pewnie, w końcu, nie miał się czego obawiać. Ale siłą chciał wywołać konfrontację. Tak samo jak jeden drapieżnik wymusza to na drugim.
- Nie uciekasz, prawda? Jesteś zaintrygowany. Gdybyś wątpił, to ratowałbyś swoją twarz. Ale mnie się obawiać nie musisz. Jestem jedynie... przybłędą.
Wyjaśnił wkrótce zatrzymując się plecami do jegomościa. Wystawiał się jakby miał tarczę strzelecką na dupie.



Welcome to the wild, no heroes and villains
Welcome to the war we've only begun

Pick up your weapon and face it
There's blood on the crown go and take it


Zniszczona kapliczka - Page 14 CWofay2

O krokodylach różańcowych l Głos

                                         
Liam ♥
Chart     Poziom E
Liam ♥
Chart     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.11.19 17:27  •  Zniszczona kapliczka - Page 14 Empty Re: Zniszczona kapliczka
Zaskoczony tym gestem cofnął nieco łeb, wpatrując się w wyciągniętą ku niemu rękę niczym w żmiję. Względny kontakt z innymi przyzwyczaił go do niewielkich uprzejmości, jednak nawet wewnątrz murów naprawdę rzadko udawało mu się świadkować podobnym cudom. Rozszalałe, rozpędzone życie owocowało minimalizmem niezbędnym do zachowania pozorów serdeczności, która ginęła w cywilizacyjnej ewolucji. Wciągnął powietrze przez nos, badając zapach tę samą krótką chwilę, którą Liam przeznaczył na swój błąd w sztuce. Mogło się wydawać, że nie zrozumiał. Że mówił innym językiem i potrzebował więcej czasu. Prawda była jednak taka, że rozumiał aż za dobrze i odbierało mu to zdolność komunikacji. Kot porwał jego język, pozostawiając Salema samotnego wobec nowej, przypadkowej znajomości.
Skinął wtórnie, dla spokoju zgadzając się z opinią mężczyzny. Niezbyt rozumiał zwyczaje mężczyzny, ale szybko skonstatował iż różnice jakie ich dzieliły, nie pozwalały na chociażby najlżejszy dotyk swobody. Zupełnie tak, jaky został wrzucony w stado Francuzów z pytaniem o kierunek. - Dziwnie mówisz – odparł, zwiększając dystans za każdym razem, gdy ten podchodził bliżej. Końcówka jego ogona drżała niespokojnie. Jeżeli Liam wyrażał chęć pogłębienia tej krótkiej znajomości, Kolya miał zupełnie inne odczucia. Nawet przy Jaremie nie czuł się tak niespokojny, a przecież nie dało się ukryć, że mieli poważne problemy gdy przychodziło do współdzielenia czasu i przestrzeni. - Zostań gdzie jesteś. Mnie to nie bawi.
Wyprostował się w pełni, po cichu pokazując, że nie jest od niego mniejszy, a tym samym słabszy. Jeżeli mężczyzna chciał konfrontacji, Salem nie miał innego wyjścia jak ją odbyć. Nie czuł się z tego względu uszczęśliwiony, nie lubił istot, które nie rozumiały pojęcia jego przestrzeni osobistej.
                                         
Salem
Oswojony
Salem
Oswojony
 
 
 

GODNOŚĆ :
Kolya Salemnyj


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

 
Nie możesz odpowiadać w tematach