:: M3 :: Wschód

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Hadrian on 16/10/2018, 21:53
Wsi spokojna, Hadrian nie taki wesoły
Ostatni raz przyjrzał się zawartości bębna Noblesse Oblige, które zabrał ze sobą. Trzy pociski w trzech następujących po sobie komorach nabojowych były zadowalającym widokiem dla oczu Moebiusa. Taka ilość powinna wystarczyć w miejscu, do którego zmierzał i tylko wtedy, kiedy zrobi się naprawdę, naprawdę gorąco. W innym wypadku mógł po prostu użyć swoich nóg, jeżeli zajdzie potrzeba zaprowadzania porządku wśród ludności o niepewnym poziomie obycia. Bohater był zbyt miastowy, by ufać tej mniej miejskiej części społeczeństwa. Miał jednak nadzieję, że niebawem to się zmieni.
Kilka osób nalegało, by udał się w towarzystwie ochroniarzy. To normalne. Do głowy przyszedł mu Rogan, nie wiedzieć czemu. Może jakimś cudem kojarzył osobę w okolicach sześćdziesiątki z wsią? Prędzej chodziło o kogoś z wieloletnim doświadczeniem. Odszedł jednak od tego pomysłu i uznał kogoś z przeciwnej płci za lepszy wybór. Miał ku temu swojej powody. Na szczęście udało mu się przekonać Kitou, która była wyborem niepewnym, zważywszy na jej wysokie stanowisko. Niekwestionowane kwalifikacje były jednak niezbędnym wymogiem, by przeczuleni na punkcie bezpieczeństwa zamiennika Dyktatora ludzie przestali truć mu dupy. A przecież to wcale nie tak, że dawny Gwardzista mógł – pełniąc swoją starą rolę, jakby nie patrzeć – robić za ochroniarza dla samego siebie.
Hadrian machnął nadgarstkiem ręki trzymającej modernistyczny rewolwer krótko, lecz gwałtownie, co wsunęło bębenek na swoje miejsce. Zakręcił bronią na palcu, a następnie schował do kabury przy prawym udzie. Wsunął dłonie do kieszeni prochowca i przyśpieszył kroku, nie chcąc kazać swojej towarzyszce zbyt długo czekać. Wątpił, że się spóźni, ale coś mu mówiło, że Kitou już była na miejscu. I jak nie za spóźnienie, to ochrzani go za czekanie.
- Jak spróbuje utrzeć mi nosa, to zagrożę jej zdegradowaniem.
Przy niewielkim wysiłku powstrzymał się przed uśmiechem na swoją dość zabawną myśl. Mógł mieć tylko nadzieję, że w miarę dobry humor będzie się go trzymał dłużej.
W momencie wejścia do wioski Hadrian bardzo chciał nie zwracać na nic uwagi, tylko odszukać Kitou. Kiedyś by tak zrobił machinalnie. Teraz jednak był osobą reprezentacyjną i choć chciałby mieć wszystko i wszystkich w czterech literach, to nie bardzo mógł. Był świadom, że przyciągał spojrzenia niektórych miejscowych. Jedni zapewne go rozpoznali, a innych intrygowało przypasane uzbrojenie bohatera. To ono też sprawiło, że zastanawiali się kilka razy, nim chcieli podejść do Dyktatora. Hadrian miał co do takiego rozwiązania mieszane uczucia, ale odrzucił je gdzieś w odmęty swej głowy. Mieszkańców będzie poznawał w swoim czasie.
Moebius poczuł się odrobinę mniej skory do narzekania, gdy zauważył Kitou. To w jej kierunku skierował swe kroki. Szybko i dyskretnie zbadał panią generał wzrokiem. Jeżeli posłuchała jego rady i zaopatrzyła się w jakieś narzędzie do siania demokracji, to zapewne takie, które umożliwiało większą dyskrecję. Albo stawiała na swoje przeszkolenie w walce wręcz, w które Hadrian nie śmiał wątpić.
- Dobrze Cię widzieć – powiedział najnaturalniej w świecie.
Nie chciał zaczynać od klasycznego „przepraszam za spóźnienie”, żeby dostać równie sztampową odpowiedź z serii „nie ma problemu, pojawiłam się tutaj chwilę temu”. Nawet jeśli miał do czynienia z dorosłą kobietą. W świecie, gdzie istniały Anioły i zmutowane potwory, logikę trzeba było trzymać na smyczy.
Rozejrzał się szybko po okolicznych budynkach, po czym wrócił wzrokiem na swoją towarzyszkę, którą od większości osób wyższa była tylko stopniem wojskowym.
- Proponuję usiąść w jakimś miejscowym lokalu, żeby porozmawiać na siedząco i poobserwować...miejscowe rytuały – zaproponował, choć pauza przed ostatnimi słowami mogła być zastanawiająca.
A wiązała się poniekąd z powodem, dla którego w ogóle Hadrian postanowił zwiedzić te okolice. Uzbrojony w gnata.
Nothing here
Ubranie z profilu (+prawilnie-ubrany-prochowiec)
Ten post miał być wczoraj. Tak bardzo miał być wczoraj.


sygnaturka


W sprawach dotyczących S.SPEC proszę śmiało się zgłaszać do mnie na PW
avatar





Hadrian
Dyktator
GODNOŚĆ :
Hadrian Moebius


Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Kraska on 23/10/2018, 22:20
...........Szare oczy Kitō z pewną dozą namysłu obserwowały zbliżającego się dyktatora. Jak na tak młodą osobę Hadrian wspiął się wręcz nierealnie wysoko, a przeskok w pełnionej roli wydawał się ogromny. W końcu ochraniać głowę państwa, a być ową głową państwa to dwie zupełnie inne kwestie, wymagające zresztą zupełnie innego podejścia, w dodatku otoczenie z pewnością nie zamierzało ułatwiać mężczyźnie zadania. Tym bardziej, że styl „bycia” Moebiusa bywał… specyficzny, a przynajmniej jak na osobę, która mając 30 lat na karku rządziła całym M3.
Natsumi nie zamierzała tego oceniać w perspektywie „czy to dobrze, czy też raczej źle”, zamiast tego po prostu obserwowała rozwijającą się sytuację i tylko w razie potrzeby wtrącała swoje trzy grosze w rozmowy wojskowych. Nie dało się jednak zaprzeczyć, że sytuacja poza murami M3 zajmowała nieco więcej jej uwagi, niż wewnętrzne sprawy. Nie wtrącała się również specjalnie w politykę, chociaż nie można było powiedzieć, że nie zależało jej na dobru mieszkańców. Poświęciła większość swojego życia na to, by chronić Miasto, a jednocześnie pozostać w miarę możliwości wierną swoim ideałom. Czasem te dwie sprawy były ciężkie do pogodzenia.
„Dobrze Cię widzieć”.
Odepchnęła się energicznie od murku i wyprostowała się na swoje całe sto pięćdziesiąt sześć centymetrów wzrostu, a następnie zasalutowała nieco niedbałym gestem, na jaki czasem pozwalają sobie wysocy rangą wojskowi. Dostatecznie swobodnie, aby podkreślić nieformalność spotkania, ale wystarczająco „w ramach”, by nie zszokować postronnych zbyt lekkim podejściem do głowy miasta.
- Ze wzajemnością, panie Dyktatorze – zaskakująco formalny ton, ale druga część odpowiedzi  była wypowiedziana już znacznie bardziej… łagodnie. –  Szmat czasu się nie widzieliśmy, Hadrianie. Domyślam się, że rządowe obowiązki pochłaniają mnóstwo czasu, nieprawdaż?
Bardzo klasyczne i proste zagajenie, ale z drugiej strony było prawdą. Kitō co prawda wątpiła, że spotkanie będzie czysto towarzyskie, niemniej osobiście nie miała nic przeciwko paru nieco tradycyjnym formułkom. Ot. Tak na rozgrzewkę.
Słysząc kolejną wypowiedź mężczyzny przekrzywiła lekko głowę na bok, w szarych oczach pojawiło się coś na kształt rozbawienia.
- Miejscowe rytuały – powtórzyła słowa dyktatora i parsknęła cicho śmiechem, w jej głosie dało się teraz usłyszeć coś na miarę celowo przerysowanej pobłażliwości. –  Brzmi to jakbyś spodziewał się szalonych tańców w czasie palenia jakiejś słomianej kukły ku czci zapomnianych bóstw. Tudzież tłumu chłopów z widłami goniącymi rudowłosą Europejkę. Twój kalendarz nie wskazuje przypadkiem złej daty? Cofnął się o jakieś półtora lub dwa tysiąclecia?
Teraz to już było dość jawne droczenie się, w międzyczasie nogi Kraski bez oporu skierowały się w stronę urokliwego drewnianego domku z szyldem sugerującym możliwość napicia się herbaty, bądź też kawy.
Kitō poruszała się cicho, buty z niewielkim kwadratowym obcasem dającym jej jakiś plus centymetr, były wygodne, nie ograniczały w żadnym stopniu jej ruchów. Długi płaszcz narzucony na ramiona niemal całkowicie zakrywał całą jej sylwetkę, plątał się nieco, ale jego zrzucenie było kwestią chwili w razie potrzeby. Nie, żeby przewidywała jakieś specjalne komplikacje w tym miejscu. Szczerze wątpiła, by Łowcy mieli potrzebne informacje, bądź też w ogóle zamierzali w biały dzień zapolować na Hadriana, aczkolwiek wolała niczego nie wykluczać.
-   Raczej nie spotkany zbyt wiele osób, tłumy napływają tutaj dopiero w weekendy, ale przynajmniej będziemy mogli spokojnie porozmawiać. No i może twoje fanki dadzą ci spokój… tak z czystej ciekawości, ile zdążyłeś już dostać listów z propozycjami małżeństwa? – niby mówiła to żartobliwie, ale szczerze mówiąc, wcale nie zdziwiłaby się, gdyby Moebius musiał regularnie uprzejmie odmawiać.
W końcu niewątpliwie przynajmniej część kobiet miała chrapkę na młodego Dyktatora. Wygląd, wpływy i status – ”posag” idealny.
Jak na razie Kraska miała dość luźne podejście do całej tej sytuacji, ale nie ulegało wątpliwością, że błyskawicznie jest w stanie wbić się w sztywną rolę pani generał. Tyle że na razie nie widziała takiej potrzeby.

|| Ubiór + klasyczne czarne buty na niewysokim kwadratowym "podbiciu pięty" + rękawice "Strike"


"Ten, co mnie pierwszy kochał, mą miłość dla siebie
Na zawsze wziął: niech ma ją i pośród mogiły."



Księżyc całuje moje źrenice, grzech się odbija od ścian.
Zamykam oczy, chcę widzieć więcej, znowu nie będę spać.
avatar





Kraska
Generał
GODNOŚĆ :
Natsumi Kitō


Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Apokalipsa on 28/10/2018, 20:00
Mur chroniący miasto nie zapewniał mieszkańcom dostatecznej ochrony przed intruzami, a przynajmniej w tym szczególnym wypadku nie spełnił swojej unikalnej funkcji, bowiem dziura w murze, która ukazała się wraz z Jego nadejściem, nie została wykryta. Wpłynęło na to kilka czynników – otóż w tamtej części miasta znajdował się gęsty, nieuczęszczany przez miejscowych teren leśny, patrolowany w nieregularnych odstępach czasowych przez grupę wojskowych, ale ci dość często bagatelizowali swoje obowiązki w tym zakresie, uważając, że skoro do tej pory nie nadeszło od tamtej strony zagrożenie, to nie nadejdzie ono przez kolejne dziesięciolecie. Mylili się i najprawdopodobniej żaden z nich nie przypuszczał, jaką ceną zapłaci za to miasto. Ale kto mógłby się spodziewać, że pojawi się nowe zagrożenie w bardziej niebezpiecznym wymiarze? Nikt. Ale one wreszcie się pojawiło. O północy. Przez wyrwę przedostała się utkana jakby z cienia osobliwa istota, a towarzyszył jej partner w postaci wierzchowca o wątpliwej, przerażającej urodzie; skóra schodziła z niego płatami, odsłaniając kości i ścięgna, sprawiając, że z otwartych, szpetnych ran sączyła się krew, plamiąca ziemię pod podkowami. Niemniej jednak pozbawiony twarzy jeździec przemknął niezauważony, kryjąc swoją obecność przed obcymi spojrzeniami w zapuszczonym domostwie. Jego właściciel zmarł przed laty, toteż od tego czasu nie był przez nikogo zagospodarowany, bo kto chciałby zamieszkać na takim totalnym odludziu z dala od cywilizacji? Marniejący w oczach budynek zatem stanowił idealną kryjówkę dla osób przybywających z daleka, gdyż jedyną osobą mieszkającą w niewielkiej odległości od gmachu pokaźnego domu był od dawna posiwiały ze starości myśliwy. I to od niego zaczyna się ta historia.
  Kazuma, bo właśnie takie imię nosi myśliwy, trzymając w dłoni strzelbę, jak co dzień przemierzał las, polując na sarny i jelenie, których populacja wzrosła przez okres wiosenny i letni. Kilka metrów przed nim, maszerował jego pies – chart. Młody, nieokrzesany. Mężczyzna uważał, że nie nadawał się do tej roboty. Hasał bez celu i wszędzie było go pełno. Nabył go stosunkowo niedawno, gdyż jego wcześniejszy czworonóg zdechł na skutek doskwierającej mu starości i żałował, że postarał się o jego zastępstwo. Był za stary, a pies… za młody, jednakże zbyt kochał sierściuchy by się go pozbyć, chociaż nie raz miał ochotę strzelić mu w łeb, a potem zakopać go w głębokich zakątkach lasu. I tym razem było podobnie. Pies zaszczekał donośnie, płosząc z pobliskich drzew ptactwo, jak i zarówno znajdujące się w pobliżu stado szukanych przez niego zwierząt.
  — Młode i głupie — skwitował, chociaż mawiał to za każdym razem, gdy Shura przynosił mu w zębach królika lub polną mysz, ale tym razem chart nie ruszył w pościg za małym żyjątkiem. Stał w jednym miejscu i szczekał jak opętany. Jego właściciel przewrócił w akcie irytacji oczyma i podbiegł do psa.
  Mimo pięćdziesięciu lat na karku, kondycja Kazumy była nienajgorsza, ale mimo to poczuł ostre ukłucie w żołądku, a po ujrzenie tego, co wywołało takie poruszenie u Shury, głos ugrzązł mu w krtani. Dookoła pełno było śladów krwi, ale nie tylko jej – zwłoki małych stworzeń w postaci myszy, pierzastych, a nawet młodej sarny, pełniącej rolę dopełnienia tego obrazka, leżały na ściółce leśnej oddalone od siebie w niesymetrycznych odstępach. Nigdy – w swojej ponad trzydziestoletniej praktyce na tym stanowisku – nie był świadkiem podobnego incydentu, a już na pewno nie przy samym skraju lasu. Zanim podjął decyzje, zbliżył się ku nim, by się im przyjrzeć. Ciało parzystokopytnej istoty było pokryte popękanymi pęcherzami, a do nozdrzy dolatywał nieprzyjemny, wręcz drażniący zapach. Już chciał sięgać po przepustkę w celu wykręcenia numeru alarmowego, ale w jego oczach pojawiło się najprawdziwsze przerażenie.
  Oto niespokojne, wręcz nachalne drżenie konia sprawiło, że myśliwy zerknął w tamtym kierunku i ujrzał przed swymi oczyma osobliwe stworzenie, który, spoczywając bezruchu na wierzchowcu, spoglądał w przestrzeni przed nim. W wyrazie jego twarzy trudno było doszukiwać się jakiejkolwiek ekspresji, gdyż jej całą powierzchnie pokrywała maska. Myśliwy natychmiast rozpoznał materiał, z którego została wykonana. Kości, to były kości! Zrobił kilka kroków w tył, nie zauważając nawet, że jego pies, miotając się jak oszalały, pluł krwią. Był zbyt skupiony na tym, co znajdowało się przed nim, a stała przed nim zjawa z horrorów. Towarzyszący mu strach, urósł do takich rozmiarów, że wreszcie mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa. Czarne jak otchłań oczy, wyglądające zza szpar, obserwowały go ze spokojem, a z ust istoty nie wydobył się żaden dźwięk. Natomiast mógł wyczuć unoszą się w powietrzu nieprzyjemną dla nosa woń, a był to fetor rozkładających się zwłok.
  Jeden z siedmiu motyli unoszących się nad głową przybysza, podleciał w kierunku mężczyzny. Musnął skrzydłami jego policzek, ale, nie pozwalając mu na żadną reakcje, wzbił się kilka centymetrów nad pokrytą białymi włosami głową.
  — Plaga. — Z ust jeźdźca padło to jedno słowo w postaci zniekształconego, trudnego do rozpoznania dźwięku, a wtem motyl zatrzepał gwałtownie skrzydłami, z których wydobył się z pozoru nieszkodliwy pył. Osiadł się na ramionach Kazumy, niczym śnieg, a owad, jak gdyby nic, wrócił do swoich sześciu towarzyszy.
  Od nieprzyjemnego zapachu myśliwemu zakręciło się w głowie i, nie mogąc powstrzymać podchodzące do ust posiłku, zwymiotował na swojego wijącego się z bólu psa. Gdy odzyskał kontrolę nad skręcającym się w skurczach żołądkiem, klęczał na wilgotnej od krwi trawy.
  — Shura — mruknął do czworonoga, ale ten nie odpowiedział.
  Przeraźliwy wrzask, który wydobył się z ust myśliwego przeciął ciszę i dobiegł do uszu dwóch, znajdujących się całkiem niedaleko wojskowych – Kraski oraz Hadriana. Za nim którekolwiek z nich zdołało zareagować, jeździec zniknął w gęstnienia lasu w akompaniamencie tętentu kopyt i szelestu liści krzewów, które nie zdążyły opaść.

Tym oto sposób witam Was na evencie, na którym obowiązuje całkowita swoboda działania.
Termin na reakcje graczy: 03.11.2018 r. W przypadku jej braku nie będą wyciągane przeze mnie konsekwencje, ot, po prostu gra będzie toczyła się dalej, niemniej jednak liczę na wasze zainteresowanie i zaangażowanie. Pokażcie mi, że S.SPEC żyje!

avatar





Apokalipsa

Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Hadrian on 31/10/2018, 13:00
Shit, Shit, Shit, Shit
- Byłoby ich mniej, gdyby pewne rzeczy nie wymykały się spod kontroli - odpowiedział, wzruszając ramionami. - Ktoś jednak musi się z tym uporać.
Miasto miało swoje kłopoty, o których Hadrian bardzo dobrze wiedział i wcale nie ograniczały się do aktywności Łowców. Trochę szkoda, że Kitou musiała mu o tym przypomnieć, skoro już udało mu się wywlec z biura. Z drugiej strony, to właśnie z powodu pewnych problemów postanowił zapuścić się w te rejony.
- Te okolice różnią się od miejskich sektorów. Może mieć to związek z dość specyficznymi zachowaniami i obyczajami tutejszych. Oferuje jednak to, czego w mieście nie zaznasz. Mam pewne podejrzenia związane z tym miejscem, które wolałbym, by się nie sprawdziły. Chcę również, by stało się bardziej integralną częścią M-3, niżeli swoistą ciekawostką turystyczną.
Hadrian uchylił rąbka tajemnicy co do powodu, dla którego postanowił zbadać centrum wsi. Bardzo chciał się mylić co do swoich domysłów, bo mocno ułatwiłoby to jego dalsze plany związane z tym miejscem. Musiał się jednak pierw upewnić, że jego obawy były bezpodstawne. Bo jeżeli nie będą, to będzie trzeba działać, by były.
Komentarz Kitou o fankacha Hadrian był nieco niespodziewany. Spojrzał na swoją towarzyszkę nieco karcąco, choć na myśl o byciu popularnym wśród przedstawicielek płci pięknej kąciki jego ust mimowolnie i nieznacznie uniosły się. Wizja oparcia w swojej drugiej połówce również wydawała się dość zachęcająca, szczególnie w tych ciężkich czasach.
- Prawdopodobnie nie mniej od Ciebie. - Skontrował, powstrzymując się przed szyderczym uśmiechem - Niestety adresatki nie mają pojęcia, w co się pakują, więc wolę oszczędzić im zawodu. Ale pogaduszki o moich nieudanych romansach zostawmy sobie na kiedy indziej. Może jak skończymy sprawy, dla których tutaj w ogóle przyszliśmy, to poplotkujemy o moich preferencjach co do wymarzonej partnerki. Jeżeli obiecasz, że nie zaczniesz tego rozpowiadać.
W rzeczywistości liczył, że do tego czasu Kitou zapomni o temacie, chociażby z przyzwoitości, i wszystko ułoży się po myśli czarnowłosego. Bo jak się miało wkrótce okazać, pewne rzeczy nie chciały tego zrobić.
Hadrian rozejrzał się po okolicy, omiatając spojrzeniem okoliczne budynki. Trochę wstyd się przyznać, ale niespecjalnie znał te rejony.
- Wiesz może, gdzie w takim razie moglibyśmy...
Przerwał mu niespodziewany wrzask, który zapewne poruszył inne osoby z okolicy, w tym jego towarzyszkę. Przeklął w duchu, bo właśnie czegoś takiego chciał uniknąć: niespodziewanej sytuacji losowej, która będzie wymagać jego uwagi. Spojrzał na Kitou, doszukując się jej oczach aprobaty, by zbadać sprawę. W duchu liczył, że nie było to nic poważnego. Nawet przeszło mu przez myśl, że to jakiś z tych tutejszych „rytuałów”, o których wcześniej wspomniał. Nagły zastrzyk poczucia obowiązku i nutka ciekawości nakazały mu odrzucić te myśli.
Moebius odwrócił się w kierunku źródła niepokojącego dźwięku i żwawym krokiem, niemalże truchtem, ruszył w tamtą stronę. Na skraju lasu zaczął baczniej wypatrywać ważnych szczegółów pomiędzy drzewami. Szukał czegoś, co da mu lepszy pogląd na sytuację. Nie zauważając niczego groźnego, wkroczył wgłębiej, spoglądając przez ramię, czy aby Kitou podążała za nim. Nie minęła dłuższa chwila, a do nozdrzy Hadriana zaczęła docierać nieprzyjemna woń. Użył swojego szala, by zakryć usta oraz nos, przez co mógł łatwiej znieść unoszący się fetor, którego źródło stało się niebawem dla niego jasne.
- Fuck my life - burknął przez szal, widocznie poruszony widokiem.
Był oddalony od podejrzanego mężczyzny - będącego zapewne źródłem wcześniejszego wrzasku - o kilka metrów, stając blisko jednego z drzew, częściowo dla ochrony. Choć miał ochotę podejść bliżej, to zrezygnował z tego pomysłu. Musiał zachować szczególną ostrożność ze względu na piastowane stanowisko. I tak sobie na za wiele pozwolił. Spojrzał na Kitou, która zapewne mu wciąż towarzyszyła i ruchem dłoni nakazał jej dokonać bliższych oględzin. Sam pozostawał w gotowości i obserwował otoczenie. Prawicę zbliżył sobie do kabury.
- Żeby było jasne, to nie dlatego nalegałem, żebyś wzięła ze sobą broń. Chyba - rzucił pół żartem, pół serio, zapewne chcąc nieco załagodzić panującą atmosferę, przynajmniej na krótką chwilę.
Łatwo się jednak dało poznać po głosie czarnowłosego, że ta sytuacja mu się bardzo nie podobała.
Nothing here
Ubranie z profilu (+prawilnie-ubrany-prochowiec)
Popisz z Kraską, myślał. Będzie fajnie, myślał. xD


sygnaturka


W sprawach dotyczących S.SPEC proszę śmiało się zgłaszać do mnie na PW
avatar





Hadrian
Dyktator
GODNOŚĆ :
Hadrian Moebius


Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Kraska on 2/11/2018, 23:14
..........Cóż, Kitō nie mogła zaprzeczyć, że czasami obowiązki miały to do siebie, że zajmowały zdecydowanie więcej czasu niż powinny, a w dodatku jeszcze częściej pewne rzeczy ulegały niekontrolowanym zmianom przez celowe, bądź też i nie, działanie osób trzecich. Niestety, z reguły to wszystko jedynie utrudniało sprawy, zamiast je ułatwiać.
- Podstawą pozytywnego myślenia jest stwierdzenie, że ja nie muszę się czymś zajmować, a chcę – rzuciła lekko, po czym wzruszyła lekko ramionami. – Ponoć to dużo ułatwia, ale samo zastosowanie takiej filozofii w życiu nie zawsze jest proste.
Kliknęła językiem, zdając sobie nagle sprawnie z tego, że w dalszym ciągu miesza formalne wypowiedzi z nieformalnymi, a to z pewnością mogło nieco zbijać z tropu, ale w czasie wolnym zdarzały jej się momenty lekkiego roztrzepania.
- Podejrzenia? – mruknęła, pozwalając, by w głos wkradła jej się nuta bardzo swobodnego zainteresowania. – Obszary wiejskie z pewnością różnią się nieco od centralnych terenów, poniekąd ludzie, którzy osadzają się tu na stałe, wolę kultywować pewne… starsze tradycje. Czują się dobrze ze swoistego rodzaju konserwatyzmem, a z kolei miastowi mogą tutaj zaczerpnąć oddechu w odmiennej formie. Bardziej jednak mnie interesuje, co jest istotą twoich podejrzeń. Informacje, plotki, zwyczaje? Nie wątpię w twoją siatkę szpiegowską, aczkolwiek wolałabym wiedzieć, co dokładnie chodzi ci po głowie. Chyba że wolisz, żebym obserwowała otoczenie nie nastawiając się na nic konkretnego.
A jednak dobrze coś jej podpowiadało, że nie będzie to klasyczne spotkanie towarzyskie. Co prawda niekoniecznie spodziewała się, że dyktator ma zamiar sprawdzać pewne domysły, aczkolwiek z drugiej strony – lepiej, że chociaż ją do tego zaprosił, zamiast próbować zabrać się za to w całości samodzielnie. Zresztą, gdyby próbował się wymknąć po cichu od siebie, to zaraz podniósł by się raban na pół M3.
- Och, z całą pewnością mniej fanek niż ja nie masz, takie już zalety młodego wieku, a wysokiego wzrostu i stanowiska oraz męskiej płci, chociaż to ostatnie jest zapewne inną kwestią – mruknęła nieco kpiąco, na rzecz przytyku nieco kalecząc słowa, czy też raczej bawiąc się nimi. – Trzymam za słowo, Dyktatorze i zapewniam, że mam lepsze rzeczy do roboty, niż powtarzanie prywatnych rozmów.
Natsumi pozwalała sobie na wiele, ale jako już dość stary pies gończy S.SPEC’u mogła pozwolić sobie na pewne drobne uszczypliwości… głównie dlatego, że istniało duże prawdopodobieństwo, że zamiast kopniaka dostanie pstryczek. Dostatecznie czytelny, ale cóż, nie odbijający się zbytnio na kwestii życiowej, czy też zawodowej. Raczej.
Oczy Kitō ponownie skupiły się na Hadrianie, jednak krzyk sprawił, że gwałtownie poderwała głowę w górę i odruchowo skierowała ją w stronę dźwięku. Mięśnie nie usztywniły się, ale spięły, na dłonie odruchowo zaczęła wkładać rękawice Strike, które dotychczas trzymała w kieszeni. Bez chwili wahania podążyła śladem Dyktatora, pomimo wzrostu bez problemu utrzymywała jego tempo, jednocześnie spokojnie skandując okolicę. To mogła być jakaś głupia zabawa albo nieudane polowanie, jednak sam wydźwięk krzyku wskazywał raczej na przerażenie, a nie radość. A puszczenie Hadriana samego nawet nie wchodziło w rachubę.
Nozdrza Natsumi poruszyły się gwałtownie, gdy wyczuła znajomą woń… woń, z którą niejednokrotnie spotykała się na Desperacji, za to w M3 były to wybitnie nieliczne przypadki. Wyprzedziła bezpardonowo Dyktatora, by móc w pierwszej kolejności przyjrzeć się sytuacji.
Wzrok Kraski prześlizgnął się spokojnie po martwych zwierzętach, by w końcu skupić się na nieznajomym klęczącym mężczyźnie. Nie odwracała się już w kierunku Hadriana, wiedząc, że rozsądek będzie mu teraz nakazywał trzymać się z tyłu.
- A szkoda, bo przynajmniej wiedziałabym, że sytuacja jest w jakiś sposób przewidziana. Wezwij najbliższy patrol – nie użyła ani jego godności, ani nazwy stanowiska na wszelki wypadek, a sam jej ton był teraz suchy i rzeczowy; Hadrian co prawda niewątpliwie był rozpoznawalny, ale im dłużej jego funkcja pozostanie w ukryciu, tym w tym przypadku lepiej, a przynajmniej dopóki nie zjawi się najbliższy oddział.
Ostrożnie podeszła bliżej nieznajomego, dostrzegając teraz również trzęsącego i skomlącego psa. Miała bardzo złe przeczucia. Pojedynczy trup zwierzyny nie byłby niczym bardzo nietypowym, ale kilka martwych stworzeń plus paniczna reakcja psa, który potrafił wywęszyć więcej, świadczyła o tym, że to coś tutaj wyraźnie wyłamywało się z granic naturalności, co wewnątrz M3 nie powinno się zdarzyć.
- Proszę pana? Jestem generał Natsumi Kitō, wojsko S.SPEC, czy wszystko z panem w porządku? Potrzebuje pan pomocy medycznej? – zatrzymała się w bezpiecznej odległości, gotowa zareagować, gdyby z powodu strachu nieznajomy zrobił coś nierozważnego, jednocześnie wyświetliła swój Identyfikator, żeby mężczyzna mógł dostrzec potwierdzające jej słowa dane, o ile uniósł głowę.
W razie braku reakcji planowała podejść bliżej, jednak wolała się chociaż wstępnie rozeznać w sytuacji. Teraz dostrzegała krew nie tylko na „dzikich” stworzeniach, ale również wokół psa, oczy wychwyciły pęcherze na zwłokach sarny.
Trucizna? Jeśli pies napił się czegoś z zatrutego źródła, to tłumaczyłoby to jego zachowanie i krwioplucie.
- Proszę pana? Czy pański pies pił z jakiegoś strumyka, czy innego zbiornika wody na tym terenie? Zjadł jakąś leśną mysz, czy coś tego pokroju? – pytanie mogło nie mieć sensu, jednak z jej perspektywy było bardzo istotne – zatruty zbiornik wody był sytuacją prawie nie do wyobrażenia, za to krytyczną.
Pomijając już mnogość innych możliwości. Obowiązkowo trzeba było wezwać ekipę naukowców. I odseparować teren.

|| Jeśli coś źle przeczytałam to przepraszam, nieco mi się spieszyło *kaszl*



"Ten, co mnie pierwszy kochał, mą miłość dla siebie
Na zawsze wziął: niech ma ją i pośród mogiły."



Księżyc całuje moje źrenice, grzech się odbija od ścian.
Zamykam oczy, chcę widzieć więcej, znowu nie będę spać.
avatar





Kraska
Generał
GODNOŚĆ :
Natsumi Kitō


Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Apokalipsa on 5/11/2018, 00:00
Kazuma przez okres kilku minut nie był w stanie wydukać siebie żadnego dźwięku, poza cichym łykaniem, od czasu do czasu przerywanym przez skomlenie psa. Jedna z jego dłoni spoczęła na plecach czworonoga.
  Amok. Popadł w amoku i przez ten amok nie dostrzegł dwóch zbliżających się do niego person. Kobiety i mężczyzny.
  — Ci... wszystko będzie dobrze, wszystko — pauza, podczas której przełknął ślinę — będzie… dobrze — powtarzał raz po raz, kłamiąc. Coś mu podpowiadało, że nic nie będzie takie jak przedtem, że jego psychika nie udźwignie kolejnego ciężaru podobnego kalibru, że pies, młody, zdrowy pies, zdychał na jego oczach, a on mógł tylko wyć z przerażenia, płakać jak małe, bezbronne dziecko. — Kurwa. Kurwa. Kurwa. — Nie przerywał kontaktu ręki z psią sierścią, chociaż wiedział, że nie powinien sobie na niego pozwolić. Powinien... Co powinien?
  Jesu Chryste, przecież nie odsunie się od Shury. Dobra, pies nie raz zalazł mu za skórę, ale, do cholery, był jego psem. I nie miał zamiaru się od niego odwracać z takiego błahego powodu jak nieznana mu choroba. Miał tylko Shurę. Tylko jego i...
  — Proszę pana? Jestem generał Natsumi Kitō, wojsko S.SPEC, czy wszystko z panem w porządku? Potrzebuje pan pomocy medycznej?
  Z ust mężczyzny wydobył się przyciszony, nieartykułowany dźwięk; brzmiał jak pisk. Nie wiedział, kiedy podniósł z ziemi porzuconą kilka centymetrów dalej strzelbę, kiedy wstał, ledwo trzymając się na nogach, kiedy wycelował bronią w jej zakuty łeb. Po prostu to zrobił. Z automatu.
  — Nie, kurwa. Nie widzisz, że Shura ledwie dyszy? Wezwij pomoc, a nie pierdol! — warknął. W innych okolicznościach "nie podniósłby ręki" na generała, ale teraz... Jesu Chryste, zwariowałem. Musiałem zwariować, pomyślał, ale to nie wystarczyło, by rzucić strzelbę pod kobiece nogi. Zacisnął na niej mocniej palce, czując w nich ból.
  Był w szoku. Ciężkim szoku, który nie  chciał go opuścić za nic w świecie. Nadal miał przed oczami to coś, co zniknęło mu z oczu kilka minut wcześniej. Ten koń. Zapamiętał tego szpetnego konia. I miał dość. Serdecznie dość. Jesu Chryste, niech ten koszmar w końcu się  skończy!
  —  Proszę pana? Czy pański pies pił z jakiegoś strumyka, czy innego zbiornika wody na tym terenie? Zjadł jakąś leśną mysz, czy coś tego pokroju?
  Zmrużył gniewie oczy, kątem ich dostrzegając jej towarzysza. Jesu Chryste, zaraz sami odstrzelą mi łeb i będzie po wszystkim.
  — Odszczekaj to! Mój pies... to mój pies, zajmij się swoimi sprawami, paniusiu! — warknął, bo uświadomił sobie, że najprawdopodobniej zabiorą mu psa, a on nie chciał go stracić. Shura. Musiał chronić Shurę. Za wszelką cenę. Przed naukowcami i tym całym cyrkiem. Przecież znał procedury. Kika razy w swojej karierze myśliwego pomagał S.SPEC, gdy pojawiał się problem w jego lesie. — Łapy precz, bo strzelę, a strzelam całkiem nieźle. Sami daliście mi broń do ręki, wy... — Nie dokończył, bo najprościej świecie zabrakło mu słów i sił. Palce oderwały się od broni, a ta upadła z trzaskiem na podłoże. Jej właściciel podzielił taki sam los. Nogi usunęły się pod ciężarem ciała i świadomość, że to koniec uderzyła go w twarz w postaci podmuchu zimnego wiatru. Po policzku popłynęły łzy, dużo łez, zasłaniających widoczność, ale mimo to przybliżył się ku Shurze i okrył go swoim ciałem, ciepłem, jakby był kocem, jakby to miało przynieść zwierzęciu ulgę w cierpieniu, jakby... Jesu Chryste, spraw, by ten świat przestał istnieć.

Termin: 09.11.2018 r.
avatar





Apokalipsa

Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Hadrian on 9/11/2018, 13:49
Underdog, heh
Jakby sytuacja nie wyglądała ani nie pachniała kolorowo, to jeszcze nieznajomy mężczyzna musiał bardziej odebrać z niej barw przez swoje agresywne zachowanie. W momencie, gdy podniósł broń i natychmiast wycelował ją w Kitou, Hadrian w tej samej chwili chwycił za rewolwer. Nie wyciągnął go jednak z kabury natychmiast, zauważając zawahanie agresora. Bohater szybko pojął, że mężczyzna był w silnym szoku, co upośledzało jego racjonalne myślenie. Czarnowłosy chrząknął jednak głośno, by dać znać o swojej obecności, tym samym chcąc delikatnie dać do zrozumienia nieznajomemu, że odrobina pomyślunku będzie tutaj jak najbardziej wskazana. Dla nie tylko jego dobra.
- Właśnie po to tutaj jesteśmy – odpowiedział Hadrian na żądającego pomocy mężczyznę, puszczając swoją broń i poczynając działać przy swojej przepustce.
Nie chciał za bardzo się mieszać w rozmowę przeprowadzaną przez swoją partnerkę. Był pewny, że ona o wiele lepiej się dogada, niż sam Moebius, który w kontakcie z kimś tak agresywnym mógłby zareagować mało subtelnie. Na miejscu Kitou pewnie machinalnie wykopałby strzelbę mężczyzny, a następnie sam zacząłby mierzyć w niego swoim gnatem, by w ten sposób "kulturalnie" zacząć prosić o odpowiedzi na pytania.
Wysłał odpowiednią wiadomość do centrali S.SPEC, by najbliżej usytuowane jednostki, nie mające niczego ważniejszego na głowie, zjawiły się w trybie natychmiastowym na miejscu zdarzenia. Zaznaczył, że przyda się pomoc naukowców oraz medyków. Westchnął niezadowolony. Jak wróci do bazy, zapewne będzie musiał znieść krytykę pewnych przewrażliwionych na punkcie swego Dyktatora osób. Szczerze, to spodziewał się, że po tym zajściu sama Kitou mu trochę podokucza. Jeżeli rzeczywiście się mocno nie przejęła bezpieczeństwem swego towarzysza.
- Jeżeli da się go uratować, to się nim zajmiemy – odezwał się na dalsze wrzaski mężczyzny. - A jeżeli nie, to woli pan, by zdechł w męczarniach, czy może w mniej bolesny sposób?
Hadrian kierował się logiką, niżeli empatią. Nie będąc właścicielem czworonoga nie był w stanie wyobrazić sobie więzi łączącej nieznajomego i jego psa. W przeciwnym wypadku może lepiej wybrałby słowa, którymi chciał przekonać mężczyznę do siebie i pani Generał.
- I ja też całkiem nieźle strzelam, a nie chciałbym, żeby ta sytuacja nagle przerodziła się w jakieś zawody – dodał chwilę potem, chcąc zniechęcić mężczyznę od zrobienia czegoś bardzo nierozsądnego.
Słowa Hadriana zdawały się podziałać, choć myśl, że to dzięki nim właściciel psa stracił chęci do walki, trwała ułamek sekundy. To by było zbyt piękne, by komentarz bohatera miał aż taką moc. Ale ten moment satysfakcji był.
Oczekując na przybycie wsparcia, Moebius rozglądał się po okolicy. Przy okazji posyłał groźne spojrzenie do każdego z miejscowych, którzy ośmielili się na własną rękę w okolice by sprawdzić, co się tutaj wyprawia. Chciał mieć ten bajzel pod kontrolą jak najprędzej. Wraz z informacją, co się tutaj właściwie wydarzyło.
Nothing here
Ubranie z profilu (+prawilnie-ubrany-prochowiec)
Bo kto o zdrowych zmysłach je kanapkę z masłem i Nutellą? Przecież to chore :T


sygnaturka


W sprawach dotyczących S.SPEC proszę śmiało się zgłaszać do mnie na PW
avatar





Hadrian
Dyktator
GODNOŚĆ :
Hadrian Moebius


Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Kraska on 9/11/2018, 20:08
|| *kaszl kaszl* ja wiem, że znowu naginam termin, ale mam wieczorne wyjście, więc nie jestem w stanie się wyrobić z całym postem; karnie przepraszam, za trzecim razem raczej to się nie zdarzy, odpiszę jak tylko wrócę albo jak tylko wstanę

..........Odetchnęła nieco głębiej, gdy mężczyzna zareagował w zdecydowanie bardziej agresywny sposób, niż się spodziewała, jednak szare oczy mimo wszystko spokojnie wpatrywały się przez kilka sekund w lufę strzelby, by następnie zwrócić uwagę na twarz właściciela śmiercionośnej broni.  Bardzo powoli uniosła ręce w górę, pokazując, że nie ma złych zamiarów i nie próbuje niczego kombinować. Nerwowa reakcja myśliwego wskazywała, iż jest w głębokim szoku, więc tym bardziej nie zamierzała dawać mu dodatkowych powodów do denerwowania się.
- Spokojnie, proszę pana, nie chcemy, by komukolwiek stała się krzywda. Mój kolega już wzywa pomoc, jednak dotarcie tutaj nawet najbliższej jednostki może zająć nieco czasu, ale z całą pewnością jest wśród nich medyk – mówiła tonem łagodnym, jednak stanowczym, chcąc dotrzeć do mężczyzny, który równie dobrze przez cały ten stres mógł jej po prostu nie słuchać specjalnie uważnie. – Chcę panu i pańskiemu podopiecznemu pomóc, nie zaszkodzić.
Nie była typem ryzykantki, dlatego nie zamierzała próbować wyrwać mężczyźnie broni, korzystając z, przykładowo, chwili nieuwagi. Po pierwsze, w takich nerwach mógł nacisnąć spust odruchowo, intuicyjnie, bez nawet większej kontroli, reagując na uchwycony choćby kątem oka sam ruch, po drugie, szczerze wątpiła, by nieznajomy naprawdę chciał do niej strzelić. Wolała więc rozmawiać i negocjować, niż dać się ponieść emocjom. Nie pierwszy i za pewnie nie ostatni raz znajdowała się w niekorzystnej dla siebie sytuacji, dlatego jej organizm reagował tak, by zmobilizować ją do działania, przez co serce biło szybciej, wzburzając krew, ale umysł pozostawał klarownie czysty.
Miała tylko nadzieję, że Hadrian nie potraktuje jej słów jako niejakiego zaproszenia do gry w „dobrego i złego glinę”, bo to ostatnie, na co w aktualnym momencie miała ochotę. Pomimo swojego doświadczenia bojowego pozostawała raczej typem dyplomaty, niźli agresora, chociaż w sumie bardziej prawidłowo określało ją słowo „elastyczna”. Obserwowała i dobierała taktykę, którą uznawała za najbardziej skuteczną w rozmowie/potyczce z drugą osobą, czy też grupą osób.
Dlatego mimowolnie jej twarz na ułamek sekundy skrzywiła się subtelnie, gdy usłyszała kolejne słowa Moebiusa. Poniekąd rozumiała jego tok myślenia, dla większości wojskowych taki ton wypowiedzi oraz do bólu szczery racjonalizm był naturalny, w czym zresztą nie było niczego ze względu na wykonywany zawód. Bycie mocno wrażliwym, słabym psychicznie, czy też uległym było ostatnim, czym powinni się cechować, ale empatyczność, a tak dokładnie poznawcza empatyczność była wbrew pozorom bardzo przydatna.
Nie zdążyła jednak zareagować ani na wypowiedź nieznajomego, ani Dyktatora, gdyż  stanowiący swego rodzaju zagrożenie mężczyzna upadł. Kraska syknęła coś cicho przez zęby i ewidentnie nie było to kulturalne słowo i kopnęła szybkim ruchem strzelbę poza zasięg myśliwego. Wpierw podeszła krok bliżej do zwierząt, by rzucić na nie jeszcze raz okiem, szykując się do przekazania informacji najbliższym jednostkom, ale zaraz to ruszyła w stronę poszkodowanego. Zdjęła płynnie płaszcz i zarzuciła go na ofiary… tego czegokolwiek, co akurat tutaj się zdarzyło.
- Połączę się z centralą, powiadomię ich, że mają się szykować na odseparowanie obszaru – rzuciła, odwracając się na moment w stronę Dyktatora, po czym łypnęła spode łba na gapiów i ściszyła głos bardziej, by nie mieli możliwości usłyszenia jej kolejnych słów. – Masz większy posłuch, więc trzymaj ich na dystans, ale skoro już tu są to… no cóż, czeka nas trochę roboty z ewentualną kwarantanną. Nie wiem, co dokładnie tutaj zaszło.
Za pomocą przepustki połączyła się z centralą, a nie z najbliższą jednostką, czekając dosłownie chwilę na weryfikację jej danych przez system. Jeśli sygnał bez problemu został odebrany i nawiązała łączność rozpoczęła rozmowę.
- Centrala, melduje się generał Kitō Natsumi, zgłaszam prawdopodobieństwo zatrucia żywności, gleby, bądź źródła wody, ewentualnie rozprzestrzeniania się jakiejś choroby na terenach wschodnich M3, konieczna jest izolacja terenu – powiedziała, zaraz to uściślając swoją lokalizację, po czym kucnęła obok mężczyzny w taki sposób, by zgięte prawe kolano w razie czego chroniło ją przed ciosem w klatkę piersiową lub brzuch. – Podaję zaobserwowane objawy u zwierząt: krwioplucie, ciała pokryte są popękanymi pęcherzami, skóra pod nimi gniła zapewne jeszcze przed śmiercią, trucizna, wirus, czy też bakteria jest letalna, nie jestem w stanie powiedzieć, jak objawy rozkładają się czasowo. Nie mogę również potwierdzić, czy mamy przypadek zatrucia, zachorowania u człowieka. Mężczyzna, którego spotkaliśmy, był w sporym szoku, zachowywał się irracjonalnie, wzrosły zachowania agresywne, teraz chyba zasłabł, zaraz sprawdzę, czy czynności życiowe są niezakłócone.
Rękawice Strike służyły teraz jako rękawice medyczne, ale cóż, taka była potrzeba, najwyżej odda je do odkażenia, jeśli problem okaże się jeszcze poważniejszy i powstanie zagrożenie epidemii, a nie zatrucia. Chociaż w sumie obie opcje były złe… zresztą równie dobrze mogła być po prostu przewrażliwiona, ale odruchy robiły swoje.
- Proszę pana, jest pan przytomny? Nie zrobię panu krzywdy, chcę sprawdzić, w jakim stanie jest pan oraz w jakim dokładnie stanie jest pies – zaczęła, delikatnie potrząsając jego ramieniem i jeśli to nie dało efektu, to zdecydowała się na kolejny ruch.
Chwyciła ostrożnie mężczyznę, jedną dłoń umieściła na jego karku, by móc go przytrzymać (na wszelki wypadek, gdyby kręgosłup został uszkodzony w razie wypadku), następnie drugą ręką delikatnie starała się przewrócić mężczyznę na plecy, by móc określić, czy jego klatka piersiowa porusza się. Czyli czy w ogóle myśliwy jeszcze żyje.


"Ten, co mnie pierwszy kochał, mą miłość dla siebie
Na zawsze wziął: niech ma ją i pośród mogiły."



Księżyc całuje moje źrenice, grzech się odbija od ścian.
Zamykam oczy, chcę widzieć więcej, znowu nie będę spać.
avatar





Kraska
Generał
GODNOŚĆ :
Natsumi Kitō


Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Apokalipsa on 14/11/2018, 23:38
Mężczyzna nie słuchał ani Kraski, ani Hadriana; utknął w swoim świecie. Przepełnionym bólem, strachem, a właściwie to dławiącym go przerażeniem, który doszczętnie sparaliżował szare komórki. Przytulił twarz do psiej sierści, czując pod nań skórą pęcherze. Pękały pod naporem dotyku. Czuł krew i wodę, ale…
  — Shura. Shura. Shura — mamrotał pod nosem jak mantrę, ale pies nie reagował na tego typu zaczepki. Nie wydobywał z siebie żadnego dźwięku. Tkwił nieruchomo we własnych wymiocinach. Nie oddychał. Nie żył, a jego właściciel, chociaż coraz dotkliwej narastała w nim ta świadomość, nie mógł w to w ogóle uwierzyć. Po policzkach spływały mu łzy. Drżał. I już nie mógł sprecyzować, która emocja zdominowała jego kondycję psychiczną. Było ich za dużo, rozsadzały go od środka.
  Pociągnął nosem, wdychając do nozdrzy unoszący się zewsząd zapach stęchlizny, po czym zmienił ułożenie swojego ciała. Uklęknął przed martwym zwierzęciem i przyjrzał mu się ni to z uwagą, ni to ze współczuciem, jednocześnie unikając kontaktu z generał.
  — Nic tu po nas, Shura. Wracajmy do domu — odezwał się po chwili drżącym, niemal obłąkańczym szeptem. Nie myślał. Stracił umiejętność racjonalnego konstruowania myśli. I wcale za takową nie tęsknił. Chciał wrócić do domu. Napalić w piecu. Wypić ciepłą herbatę. Nasypać psu karmy do miski. I zasnąć w fotele, jak to miał w zwyczaju, by nad ranem obudzić się z obolałym karkiem.
  Sięgnął do paska od spodnia. Wyjął z zaczepionej o niego kabury nóż myśliwski. Przyjrzał się uważnie połyskującej w świetle dnia klindze, a podczas wykonywania tej czynności na jego usta wstąpił szeroki, psychodeliczny uśmiech. Wstał, nie rozumiejąc co się wokół dzieje, ani tym bardziej co chce zrobić. Spojrzał pustymi oczyma najpierw na kobietę, a potem na mężczyznę. I to z nim złapał kontakt wzrokowy.
  — To na nic. Możecie sobie rwać włosy z głowy, obgryzać paznokcie, ale to na nic. Już jesteśmy martwi — doświadczył, a w trakcie wypowiadania tych słów nóż, który nadal trzymał w prawej dłoni, znalazł się na wysokości szyi. Bez skrupułów wbił go w tętnice. Nóż wypadł mu z rąk, gdy trysnęła krew, ale dla niego czas się zatrzymał. Chciał tylko wrócić do domu. Chciał, aby było tak jak dawniej.

Uwagi techniczne:
— Gdy wasze postacie rozejrzały się dookoła, dostrzegły nie tylko dużo trupów, ale także ślady koński kopyt. I motyla. Znajduje się w odległość dwóch metrów od was, ale najwyraźniej zależy mu na waszej atencji, gdyż robi wszystko, by zostać zauważonym.
— Nadal macie wszelką swobodę w działaniu.

Termin: 21.11.2018 r.
avatar





Apokalipsa

Powrót do góry Go down


Re: Centrum wsi

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry