:: M3 :: Północ :: Koszary :: Lewe Skrzydło

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Coral on Czw Paź 05, 2017 1:17 am
- Bywa przydatny, tylko ze mną jakoś nigdy nie chce współpracować. Ale to już jego problem - stwierdziła sucho. Relacje między nimi były dość... oryginalne, a to i tak dość delikatne określenie. Wex prawdopodobnie nie lubił swojej koleżanki po fachu i pewnie uważał ją za dziwoląga, podczas gdy ona miała najszczersze chęci, żeby się z nim zwyczajnie zaprzyjaźnić. Najwyraźniej już na samym starcie powstało między nimi nieporozumienie tek znaczące, że każda dalsza interakcja przysparzała tylko kłopotów. Gdyby nie słynny już upór Coral, pewnie dawno temu przestaliby się do siebie odzywać.
- Jestem użytkownikiem. - Stuknęła knykciami we własne metalowe kolano. - Ogólnie to niby nie jest moja specjalizacja, ale nie bój nic. Na pewno bardziej już nie zepsuję. - Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, próbując wprowadzić chociaż trochę pozytywnej atmosfery. Po raz kolejny trafiała na mur obojętności i powagi, no jak to tak?! Mężczyzna wydawał się być kolejnym mrukliwym typem bez poczucia humoru, co teoretycznie nie było samo w sobie złe; raczej smutne, przynajmniej z perspektywy panny Sandford. Czy prośba o normalne, choć trochę zaopatrzone w optymistyczne podejście do życia towarzystwo to zbyt wiele? Jeśli na świecie istniało jakiekolwiek przeznaczenie, los czy inna siła wyższa, chyba słabo spełniała swoją robotę.
- Rybiej kobiety. To rzeczywiście wszystko tłumaczy - mruknęła, dłubiąc narzędziami w otwartej protezie. - Największym problemem tutaj jest woda. Wszystko przemokło. Pewnie jakieś mechaniczne uszkodzenie najpierw spowodowało nieszczelność i... - urwała, marszcząc brwi. Przyjrzała się uważnie ruchomej części, umożliwiającej otwarcie kończyny i na próbę zamknęła klapkę. Po krótkich oględzinach otworzyła ją znowu, tym razem z już nieco radośniejszym wyrazem twarzy.
- Tutaj. Maleńkie przesunięcie, a tyle szkód! Ale powinno wystarczyć wysuszenie wnętrza i naprawienie nieszczelności.
Bez zwlekania wzięła się do roboty. Każdy szanujący się warsztat ma na podorędziu pojemnik ze sprężonym powietrzem, który idealnie nadawał się do wysuszenia wszystkich zakamarków mechanicznego ramienia.
- Dobrze, że przynajmniej mogłeś zareagować rozsądnie. Czasem instynkt podpowie inaczej i mimo najszczerszych chęci coś pieprznie. A jednak nie ma to jak własne ręce i nogi - stwierdziła, jednocześnie zajmując się suszeniem. - Sama wiem, ile ze swoją mam problemów. Tym bardziej, że to nie ten super wypaśny rodzaj, który fundują wam w wojsku. Ciągle coś tam szwankuje. - Skrzywiła się nieznacznie, ale nie traciła dobrego humoru. Najwyraźniej sam fakt posiadania rozmówcy i interesującego zajęcia był wystarczająca rekompensata za wszystkie smutki życia. Zresztą, zawsze pracowało jej się lepiej, gdy miała do kogo usta otworzyć i zająć się konwersacją - nawet, jeśli entuzjazm był jednostronny.


Pracownia bioinżyniera - Page 2 TBIYa5b
Coral





Coral
Inżynier
GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Warner on Czw Paź 05, 2017 6:27 pm
A co zatem jest Twoją specjalizacją? – Spróbował ponownie siłą woli zmusić rękę do jakiejkolwiek, najmniejszej reakcji, jednak ta uparcie trwała w swoim bezruchu, obrażona na właściciela za korzystanie z niej jak z tarczy. Brak poczucia posiadania jednej z kończyn wydawał się dość dziwny, wręcz paradoksalnie uciążliwy, choć w tym krótkim czasie nie sprawiał dotkliwych problemów. To prawa dłoń cechowała się lepszą sprawnością, wciąż mógł zaparzać kawę czy odpalać papierosa. Albo dać komuś po twarzy.
Coral nie cieszyła obojętność u rozmówcy, za to Warner nie przepadał za osobami, które nadmiernie się uśmiechają i na siłę starają się dbać o dobrą atmosferę bądź podtrzymanie rozmowy. Z dwojga złego wolał być pesymistą niż choćby i realistą, bo przynajmniej częściowo był przygotowany na najgorsze. Nie wpływało to wcale na jego samopoczucie i pewność siebie, jak to często miało miejsce w przypadku uczniów i ich podejścia do egzaminów. Podobno jeśli mocno coś się sobie wmawia, odnajduje to odbicie w rzeczywistości.
Wymordowana. Wielkości małej ciężarówki. – Dodał, wzruszając jednym ramieniem, jakby spotkał się z takimi na co dzień. – …i woda zrobiła resztę. – Kiedyś nie przepadał za pływaniem, długo dawał się namawiać na wejście do basenowej wody, ale z cierpliwością i anielskim podejściem ojca udało mu się przekonać do tej formy aktywności fizycznej. I chociaż teraz kontynuację tego utrudniały mu zmechanizowane części, nadal lubił to robić, po właściwym zabezpieczeniu, rzecz jasna.
Myślę, że to również kwestia przyzwyczajenia – mruknął, a odgłos uciekającego z urządzenia powietrza zagłuszył odrobinę jego słowa. Ochronienie się sztuczną kończyną zamiast ludzką było pewnie rozsądne, ale czasami za taką decyzją nie stał tylko rozum, lecz psychiczny uraz. Świadomie nie zdawał sobie z tego sprawy, jednak podświadomie cieszył się, kiedy dochodziło do uszkodzeń metalowych części.
Mógłbym powiedzieć coś w stylu „zapraszamy w nasze szeregi”, problem w tym, że wówczas to ciągłe szwankowanie stanowiłoby najmniejszy problem.


Pracownia bioinżyniera - Page 2 0Rg7LE5
all we know is time, it's slipping from our lives
a world that kept the truth hidden in the lies
Warner





Warner
Generał Eliminatorów     Biomech
GODNOŚĆ :
Egzystuje pod pseudonimem Warner, cywilom przedstawia się skrótem imienia, zaś w siedzibie znają jego pełną godność — Ryūtarō Moriyama.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Coral on Czw Paź 05, 2017 9:28 pm
- Bardziej pełne androidy. Pod pewnym względem bez części organicznej jest o wiele łatwiej. Ale i tak w międzyczasie zajmuję się wszystkim po trochu. Naprawiam komputery, kopiarki, przepustki i cały ten elektroniczny badziew.
Ogólnie lubiła swoja pracę i wcale nie przeszkadzało jej, że zajmuje się sprawami dość rutynowymi. To prawda, że grzebanie w pecetach mogło wydawać się mało ambitne, ale dzięki tej niezbyt pochłaniającej puli obowiązków mogła swobodnie zajmować się własnymi projektami w międzyczasie. Własny niewielki warsztat miała wypełniony częściami najróżniejszych androidów, które w wolnych chwilach łączyła w całość i rozmontowywała, programowała i reperowała w zależności od potrzeb. Znała zresztą paru osobników kompletnie zafiksowanych na punkcie wielkich odkryć i wiedziała jedno - w żadnym wypadku nie chciała stać się do nich podobna. Skupienie na jednym aspekcie życia nie leżało w jej naturze; zbyt wiele było rzeczy interesujących, przyjemnych i przydatnych, którymi mogła się zajmować.
- Tutaj uszkodzenie jest czysto mechaniczne, nie ma żadnych usterek w części łączącej ciało z protezą, dlatego to w stu procentach moja działka - dodała jeszcze.
- Ogromny rybowaty babsztyl. Nie ma co, ciekawych rzeczy się naoglądacie w tym wojsku - rzuciła, wytrwale dmuchając sprężonym powietrzem w elementy mechanicznej ręki. Mówienie pomagało jej w pracy, która tak czy owak szła przyjemnie sprawnie. Po niedługim czasie wnętrze protezy zostało doprowadzone do znośnego stanu i teoretycznie dało się już jej używać.
- Nie ruszaj nią jeszcze przez chwilę - zastrzegła jednak Coral, przyglądając się uważniej zabezpieczeniom. Podumała kilka sekund, po czym zeskoczyła ze swojego taboretu i przegrzebała jedną z szuflad, wydobywając parę drobnych metalowych elementów. Wróciła z nimi do stołu i zabrała się do grzebania przy ruchomych elementach.
- Żołnierka nie jest dla mnie. Pewnie nie wytrzymałabym dwóch dni - rzuciła w międzyczasie. Zaraz potem przełączyła się w tryb skupienia i wysunęła język lekko między wargi, nachylając się nad otwartą protezą. Operacja wymagała ostrożności, by podmienić tylko kilka elementów i nie musieć składać większego fragmentu z powrotem. Po chwili ciszy Coral wyprostowała się, płynnym ruchem dłoni zamykając mechaniczną rękę. Na jej twarzy pojawił się radosny uśmiech.
- Teraz powinno działać.


Pracownia bioinżyniera - Page 2 TBIYa5b
Coral





Coral
Inżynier
GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Warner on Sob Paź 07, 2017 12:15 pm
Elektronika to Twoje jedyne hobby? – Nawet jeśli jedyne, najwyraźniej głęboko w tym siedziała, skoro próbowała swoich sił na każdej płaszczyźnie. Warner wyznaczył sobie niegdyś postanowienie, że zagłębi wiedzę z każdej dziedziny literatury, ale i tak skończyło się na uzależnieniu od kryminałów i powieści psychologicznych, przynajmniej za czasów, kiedy czytał więcej. Obecnie robił to sporadycznie i wracał tylko do nieskończonych pozycji.
– W takim razie dobrze trafiłem… – Stwierdził od niechcenia, rzucając okiem do wnętrza otwartej protezy. – Na podstawie naszych doświadczeń mogliby nakręcić wiele niesztampowych produkcji.
I tak nigdy żadnej z nich by nie obejrzał, bo w zupełności wystarczyłoby mu samo uczestniczenie w tak żywych akcjach. Poza tym nie był wielkim fanem telewizji, odnosił wrażenie, że przedstawia ona wyłącznie fikcję, nawet jeśli mowa o wiadomościach z M-3. Często mówiło się, że media ogłupiają społeczeństwo.
Założył dla wygody stopę o kolano, starając się przy tym wedle polecenia nie poruszyć ręką. Obawiał się, że to całe uszkodzenie pociągnie za sobą poważniejsze konsekwencje, a tu proszę, wystarczyło potraktować protezę sprzężonym powietrzem, poprawić parę elementów i już powinno być po problemie.
Z „grzeczności” nie zaprzeczę. – Odparł, choć zdarzały się już i takie jednostki, które mimo pozorów kruchego wnętrza, dawały sobie radę lepiej niż niejeden wojskowy. I tyczyło się to również kobiet, wszędzie można było znaleźć wyjątki.
Nie odczuł początkowo żadnej różnicy po działaniach inżynier, ale kiedy postanowił to sprawdzić i zacisnąć palce dłoni w pięść, faktycznie mu się to udało. Poruszył nimi w każdą stronę i uniósł ramię, sprawdzając je w łokciu. Wyglądało na to, że wróciła pełna sprawność.
Dziękuję. – Wstał z taboretu i chwycił za odłożoną wcześniej koszulę, by narzucić ją z powrotem na ramiona i zapiąć guziki. – Myślałem, że naprawa będzie mniej przyjemna. Postawię Ci za to kiedyś kawę. Albo herbatę. – Poprawił kołnierzyk pod szyją. – Więc do zobaczenia. – Nie ociągał się z odejściem, najwyraźniej chcąc jak najszybciej wrócić do swoich spraw, dlatego skinął tylko kobiecie głową i opuścił pomieszczenie.

[zt]


Pracownia bioinżyniera - Page 2 0Rg7LE5
all we know is time, it's slipping from our lives
a world that kept the truth hidden in the lies
Warner





Warner
Generał Eliminatorów     Biomech
GODNOŚĆ :
Egzystuje pod pseudonimem Warner, cywilom przedstawia się skrótem imienia, zaś w siedzibie znają jego pełną godność — Ryūtarō Moriyama.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Coral on Wto Paź 17, 2017 9:49 pm
- Nie, aż tak to nie. Lubię całkiem sporo rzeczy, na przykład rzeźbię. Głównie w drewnie, bo to z grubsza najłatwiejsze, a zresztą jest bardzo miłe w dotyku i później świetnie wygląda. Gotowanie tez lubię, chociaż sporo mam jeszcze do wyćwiczenia. Zazwyczaj wyszukuję przepisy w internecie i próbuję je nieco modyfikować pod swój gust i możliwości. Niektóre są tak absurdalnie skomplikowane, że aż trudno uwierzyć, że ktokolwiek naprawdę tak gotuje sobie obiady.
Kto normalny wyszukuje specjalne składniki, zazwyczaj droższe od normalnych, skoro koniec końców danie niewiele się różni od tego przygotowanego ze zwyczajnych produktów? Różnice wyczuwają pewnie tylko ludzie obdarzeni wyjątkowym zmysłem smaku, a takich przecież nie ma na świecie aż tak wielu. Większości pewnie o wiele bardziej zależało na prestiżu, a poddani próbie nawet nie odróżniliby jednego od drugiego. Coral zaś o to nie dbała; w końcu posiłki i tak przygotowywała sama dla siebie, więc po co komplikować sobie życie? Ważne, że było jadalne i jej samej smakowało, to już było wystarczająco. A jeśli jeszcze danie nie wymagało dużo zachodu i nakładu finansowego, to już w ogóle było idealnie.
- Gdyby ktoś nakręcił o tym film, pewnie pierwsza przybiegłabym do kina - stwierdziła, uśmiechając się jakby z satysfakcją. Dzięki rozmowie łatwiej jej było skupić się na przekładaniu wszystkich drobnych elementów mechanicznej kończyny. Siedziała nachylona mocno nad blatem, tak że jeszcze trochę i wylądowałaby nosem w otwartej protezie. Musiała jednak przyłożyć się do działania, by nie popełnić fuszerki.
- Każdy robi to, do czego ma predyspozycje. Całe szczęście, że ja grzebię w drukarkach, a ty biegasz po Desperacji z bronią. Gdyby było na odwrót, mielibyśmy spektakularny upadek ludzkości.
Z uwagą przyjrzała się ruchom naprawionej właśnie kończyny. Próbowała dostrzec, czy nie pojawiają się jakiekolwiek nieprawidłowości. Gdy jednak wszystko zdało się działać, jak należy, na twarz panny Sandford wystąpił delikatny uśmiech.
- Nie ma za co. Chętnie przyjmę takie podziękowanie. - Wyszczerzyła się szerzej, zgarniając dłonią bezużyteczne, zepsute części protezy z blatu. - Do zobaczenia. I uważaj na siebie - rzuciła za wychodzącym żołnierzem. Nim jeszcze rozbrzmiał trzask zamykanych drzwi, śmieci wylądowały w koszu na odpady, a sama Coral - z powrotem we wnętrzu porzuconej uprzednio kserokopiarki. W końcu staruszkę też należało przywrócić do prawidłowego stanu.

[zt]


Pracownia bioinżyniera - Page 2 TBIYa5b
Coral





Coral
Inżynier
GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Gość on Pon Kwi 01, 2019 12:56 pm
W swoim gabinecie był od samego rana — dom służył mu głównie do regenerowania sił nocą, choć nie zawsze, bo coraz częściej zdarzało mu się zasypiać na fotelu w pracowni. Clifford nie lubił zbędnego marnowania czasu, więc od razu zajął się czymś pożytecznym. Już po przebudzeniu się postanowił, że dziś zgarnie wszystko czym się zajmował wcześniej do kupy i rozejrzy się za którymś z inżynierów, bo plan stworzenia rakiety wciąż zajmował mu myśli i nie dawał mu spokoju, a doskonale zdawał sobie sprawę, że sam nie zdołałby skonstruować czegoś tak skomplikowanego.
Siedząc przy brudnym biurku próbował poprawić ostatni projekt, którego się podjął. Początkowo zakreślił kilka rzeczy ołówkiem, gumką starł swoje dodatkowe zapiski, żeby na koniec wszystko poprawić czarnym długopisem, który był najbardziej widoczny na papierze w kratkę. Później z pewnością zakręcił się jeszcze po pracowni, zajmując się kilkoma innymi rzeczami — doczytał rozdział książki o astrolabium, przesłał wszystkie projekty, które wcześniej dopieszczał na pocztę, a wszystkie wersje papierowe zwinął w rulony, zabezpieczając je jakimś sznurkiem, który udało mu się znaleźć w jednej z szuflad biurka. Ostatni raz upewnił się czy wszystko ze sobą ma, by następnie wyjść ze swojego warsztatu i skierować swoje kroki wgłąb korytarza.
Pracował tu niecałe dwa lata, ale zdążył się już rozeznać w układzie tych wszystkich wąskich uliczek i ich rozwidleń. Droga do pomieszczenia, w którym pracował nie była taka prosta — na samym początku zdarzyło mi się pomylić kilkukrotnie, trafiając do pracowni innych naukowców, ale przez to nauczył się przynajmniej poruszania w tym labiryncie.
Po kilku minutach był już przed pomieszczeniem jednego z inżynierów — doskonale pamiętał, że ktoś ostatnio mu powiedział, że to właśnie w tym rejonie znajdzie osobę, której szuka. Drzwi na końcu tego korytarza? Stał przed nimi, wgapiając się w drobną plakietkę z imieniem pracownika zajmującego to lokum.
Wiedział, że z początku będzie bardzo trudno — w końcu był człowiekiem, który miał niemałe problemy z kontaktami z innymi. Nawiązywanie nowych znajomości nigdy nie było dla niego bezproblemowe — zawsze działo się coś, co potrafiło go wytrącić w rytmu. Tym razem musiał się postarać bardziej, przecież chodziło o zdobycie pomocy w budowie pojazdu kosmicznego, o którym marzył już od dawna.
Wziął głęboki wdech, przymykając na chwilę oczy. Spokojnie wypuścił powietrze, spoglądając na klamkę. Przybliżył twarz do drzwi, jakby próbował dosłyszeć czy osoba znajdująca się w środku jest bardzo zajęta i czy w ogóle zdoła dosłyszeć jego pukanie (bo miał zamiar zachować pełną kulturę i nie wpadać do środka jak jakiś niewychowany prostak). Uniósł dłoń, formując ją w pięść, a następnie zapukał kilkukrotnie. Odczekał kilkanaście sekund. Szybko zdecydował się położyć rękę na klamce i otworzyć wrota pracowni. Zajrzał do środka, próbując dostrzec mechanika.
Przepraszam, mogę przeszkodzić na chwilę? — zaczął bardzo spokojnie, choć nie można było powiedzieć, że nie stresował się wcale. Czuł jak pocą mu się dłonie — jedną mimowolnie wytarł o materiał spodni. — Czy zastałem panią Con-- Coral? — zapytał szybko rezygnując z wypowiedzenia całej godności pracowniczki. Pchnął mocniej drzwi, otwierając je niemalże na oścież. Miał nadzieję, że nie zostanie przegnany na samym początku. W jego lewej ręce dało się dostrzec papierowe rulony. Czujny wzrok mężczyzny osiadł na kobiecie, gdy tylko udało mu się ją odnaleźć.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Coral on Pon Kwi 01, 2019 6:47 pm
 Chyba należało ogłosić drugą odsłonę końca świata. Już sobie wyobrażała te tłumy pędzące w stronę piwnic, gorączkowe poszukiwanie schronienia przed nieuniknionym. Matki tulące przerażone dzieci, budynki kolejno obracające się w gruzy, ognista łuna nad horyzontem. Gasnący blask słońca, niebo pokrywające się czernią, panika i rozpad wszelkich reguł aż wreszcie ostateczny koniec.
 Inaczej mówiąc: Condoleezza Sandford nie miała nic do roboty.
 Taki stan zdarzył jej się doprawdy pierwszy raz w ciągu całej kariery, nawet jeśli nie była ona wcale jakoś niebotycznie długa. Niektóre dni odznaczały się większą swobodą planowania pracy, czasem wręcz przeciwnie, robota zdawała się palić w rękach, a zlecenia na kolejne naprawy napływały z siłą i intensywnością tsunami. Nie było nawet czasu zająć się jakimiś bieżącymi projektami, najpierw należało bowiem zreperować to, co szwankowało. Dopiero wtedy, mając z głowy pukających co pięć minut natrętów z pytaniem "A czy jest już może do odbioru moje...", dało się w spokoju pomyśleć.
 Równocześnie gdy wreszcie ten moment przyszedł, stanowił takie zaskoczenie, że aż nie wiedziała w co ręce włożyć. Rozsiadła się więc na obrotowym fotelu, skrzyżowane nogi bezceremonialnie wywalając na biurko. Błogie nieróbstwo szybko uzależniało, skutecznie odrywając myśli od planów na cokolwiek produktywnego. Mimo to, nie potrafiła pozostać w bezruchu, automatycznie zgarnęła z blatu jakiś zapomniany od dawna stos papierów i zaczęła przeglądać zawartość. Na gacie Moebiusa, jakież to było stare! Bez żalu zwinęła kartkę w ciasną kulkę, a że w tym momencie jej wzrok padł idealnie na stojący przy drzwiach – zatrważające trzy metry dalej – kosz, szybka myśl nakazała pobawić się w leniwego sportowca. W ułamek sekundy później niepotrzebny świstek wylądował bezbłędnie w metalowym wiaderku.
 — YASH! Za trzy! — Ucieszyła się jak dziecko, wyrzucając pięści w górę i odbywając tryumfalny obrót na biurowym krześle. — Frank, odpal mi Epic Slam Guy, wersja dziesięciogodzinna!
 W ten oto sposób cały warsztat (na szczęście dobrze wygłuszony) rozbrzmiał dźwiękami znanego remiksu, a usatysfakcjonowana pani inżynier zajęła się nieefektywną, ale jakże satysfakcjonującą utylizacją starych szkiców, notatek i planów. Pozwijane kartki jedna za drugą lądowały w śmietniku lub obok niego, za każdym razem w akompaniamencie emocjonującego komentarza, którego nie powstydziłby się niejeden dziennikarz sportowy.
 Wśród tej jakże hałaśliwej rozrywki nie miała szans usłyszeć pukania, dopiero więc widok uchylających się drzwi wyrwał Sandford z absolutnej beztroski. Serce niemal podeszło jej do gardła, kiedy dopiero co rzucona papierowa kulka świsnęła tuż przed nosem wchodzącego człowieka, odbiła się od ściany i potoczyła żałośnie po podłodze.
 — Frank, pauza! — zakomenderowała, przekrzykując muzykę, a inteligentny asystent osobisty natychmiast zatrzymał migający na ekranie klip. Nagła cisza aż zadzwoniła w uszach, wzrok Coral padł zaś na wchodzącą personę, oby-nie-przełożonego.
 — Coral, eeee, no tak, to ja — odpowiedziała, po krótkiej chwili refleksji pospiesznie ściągając nogi z biurka i rzucając ku kącikowi przy drzwiach, gdzie jej wcześniejsze nieudane rzuty zaściełały podłogę. — Rany, strasznie przepraszam, nie chciałam, eee, rzucać w pana niczym, taki odruch. ZNACZY, — perorowała, gorączkowo zgarniając rozrzucone papiery i już z bliska ładując je prosto do kosza, — nie że odruch żeby rzucać jak ktoś wchodzi, chodzi mi o to, że pan przyszedł, bo nie słyszałam pukania, mam nadzieję, że nie czuje się pan urażony. — Odetchnęła z cichym świstem, bo takim potoku słów zdecydowanie łaknąc powietrza. Cofnęła się o krok, przy okazji zgarniając opadające na twarz włosy i ściskając w pięści przy czubku głowy. Spojrzała wreszcie na swojego gościa, nerwowym uśmiechem próbując jeszcze jakoś nadrobić kiepskie pierwsze wrażenie.
 — No, to ten. Pomijając to jakże tragiczne powitanie, w czym mogę pomóc?


Pracownia bioinżyniera - Page 2 TBIYa5b
Coral





Coral
Inżynier
GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Gość on Pon Kwi 15, 2019 10:51 am
W pierwszej chwili nawet nie usłyszał muzyki, która radośnie rozchodziła się po pomieszczeniu, do którego dopiero co zajrzał. Prawdopodobnie był za bardzo skupiony na tym co mówi i na tym, by dobrze wypaść przed nieznajomą, pokazać się jej od jak najlepszej strony. Możliwe, że w głowie wciąż powtarzał sobie kwestie, które miał poruszyć podczas rozmowy — nie chciał o niczym zapomnieć, a należał do tych roztargnionych ludzi, którzy nigdy na nic nie mieli czasu i z głowy wylatywało im praktycznie wszystko. Dodatkowo nie był też najlepszy w nawiązywaniu nowych znajomości i wszelkiego rodzaju luźnych rozmów, dlatego zawsze wcześniej zastanawiał co ma mówić, bo doskonale wiedział, że pójście na żywioł mogłoby być tragiczne w skutkach — prawdopodobnie odbiegłby od pierwotnego celu spotkania i zaczął opowiadać o kosmosie, gwiazdach i dziwnych przyrządach astrologicznych. Rozgadałby się na tyle, że ciężko byłoby go uciszyć, bo naprawdę potrafił godzinami mówić o swoich zainteresowaniach i pasjach. Czasami popadał w coś przypominającego słowotok — trudno mu było wtedy przerwać, ale jeszcze trudniej zrozumieć, jeśli nie posiadało się jakiegokolwiek pojęcia o astronomii. Także zdecydowanie był specyficznym rodzajem rozmówcy.
Muzyka ucichła niemalże w tym samym momencie, w którym jedna z białych kartek przeleciała przed twarzą ciemnoskórego. Mężczyzna wciąż wyglądał na niewiarygodnie skupionego, ale nie na otoczeniu, a na wszystkich myślach, które pojawiały się w jego głowie. Musiało być ich bardzo dużo, bo okiełznanie tego chaosu zajęło mu dobrą chwilę. Nawet nie spostrzegł, że rudowłosa właścicielka warsztatu postanowiła opuścić swoje stanowisko i podejść żeby posprzątać te wszystkie śmieci oraz go powitać. Przez jeszcze kilkanaście następnych sekund musiał wyglądać jak myśliciel podróżujący po swoim własnym, wyimaginowanym świecie. Prawdopodobnie tłumaczenia kobiety docierały do niego w połowie — na wszystkie reagował machaniem głowy, wciąż pogrążony w myślach, jakby próbował rozwiązać jakiś poważny problem niedający mu spokoju.
„No, to ten. Pomijając to jakże tragiczne powitanie, w czym mogę pomóc?”
Dopiero po ostatnich słowach inżynierki oprzytomniał — od razu zamrugał kilkukrotnie piwnymi ślepiami, jakby nadmiar i intensywność świateł w pomieszczeniu przyprawiał go o zawroty głowy. Od razu po tym spojrzał na właścicielkę płomiennych włosów. W międzyczasie przełknął głośniej ślinę — oczywiście w celu nawilżenia gardła, bo chciał się w końcu odezwać, w końcu wiedział jak i co właściwie ma mówić. Albo wydawało mu się, że wie, bo w rzeczywistości nadal był amebą społeczną, której ciężko było nawiązywać jakiekolwiek kontakty z ludźmi, których nie znał zbyt dobrze. Na szczęście o Coral coś tam słyszał — któryś z pracowników powiedział mu, że powinien spróbować pogadać właśnie z nią, a zebranie się w sobie i wyjście z własnego gabinetu trwało zdecydowanie za długo. Ale udało mu się, prawda?
Chrząknął coś niewyraźnie, jakby głos mu nagle odmówił posłuszeństwa, jakby słowa stanęły mu w gardle. Ręką pomasował się po szyi, palcami zahaczając o odstającą grdykę. Przy okazji rozpiął jeden z guzików koszuli, ten najbliższy szyi. Od razu poczuł się swobodniej.
To tak... — zaczął śmielej, decydując się nawet na delikatne uniesienie kącików ust, przy których od razu pojawiły się ledwo widoczne zmarszczki. — Nazywam się Clifford Kevorkian i jestem dość świeżym naukowcem, więc nie dziwię się jeśli mnie pani w ogóle nie kojarzy — powiedział dość oficjalnie, darując sobie wzmiankę o tym, że czasami nie potrafi się wysłowić po japońsku lub że jest z innego miasta, bo te informacje były raczej wiadome i prawdopodobnie nie musiał wspominać o nich na każdym kroku. W tamtej chwili liczyły się dla niego zresztą tylko interesy — nie miał zamiaru zbyt wiele o sobie mówić, w końcu przyszedł tu w konkretnym celu, a nie na pogaduszki.
Ścisnął plany, które wciąż miał w dłoni, po czym uniósł je tak, żeby pomachać nimi na boki i żeby pani inżynier oczywiście widziała ten drobny gest.
Właściwie jestem tu z konkretną sprawą. W poprzednim miejscu pracy byłem w trakcie realizowania projektu, jednak władze nie pozwoliły mi wdrożyć moich planów w życie. Jestem kosmonautą i zawziętym astrologiem. Wcześniej planowałem budowę rakiety, ale niestety nie dostałem na nią pozwolenia. Teraz chcę spróbować tutaj, bo wierzę, że wciąż nieodkryty kosmos jest wielką szansą dla ludzkości, być może uchroniłby nas nawet przed samym wirusem, pałętającym się poza granicami Miasta. Nie zdołam wszystkiego skonstruować sam, potrzebuję pomocy. Pomyślałem, że Pani mogłaby mi pomóc. Mam swoje plany, najpierw planuję też stworzenie miniaturowej wersji pojazdu kosmicznego, żeby pozbyć się wszelkich błędów, które mogłem popełnić. Dopiero później zająłbym się budową prawdziwej rakiety. Wszystko Pani pokażę, ale już w tym momencie chciałbym wiedzieć czy ewentualnie mógłbym liczyć na Pani pomóc. Działalibyśmy raczej w dyskrecji, bo najpierw musiałbym przekonać do tego pomysłu również przełożonych — rozgadał się, o czym doskonale wiedział. Puścił drzwi, które wciąż przytrzymywał stopą i pozwolił im się zamknąć. Był gotowy niemalże od razu rozwinąć plany i od razu pokazać mu wstępne szkice. Potrzebował tylko jednoznacznej odpowiedzi — w sprawach zawodowych udawało mu się być niesamowicie bezpośrednim i tego samego oczekiwał od innych. Planowania było dużo, a roboty jeszcze więcej.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Coral on Pon Kwi 15, 2019 7:35 pm
 Po zdecydowanie niefortunnym początku jej gość milczał podejrzanie długo, choć po minie wnioskując, podejrzewała go bardziej o lekką konsternację niż złość. To dobrze, bo niejeden z tutejszych sztywniaków obraziłby się śmiertelnie za ten wybryk z papierowym pociskiem, choć tak na dobrą sprawę nic się nikomu nie stało. a przecież wolnoć, Tomku, w swoim domku. Choćby sobie chciała urządzić w warsztacie prywatny basen, generalnie nic nikomu do tego.
Zdecydowanie powinna kiedyś zmontować sobie w warsztacie prywatny basen. Z plażą, leżakiem i kolorowymi drinkami.
 Wracając do gościa; wydawał się odrobinę spięty, dlatego postanowiła nie poganiać go i czekać cierpliwie, aż sam zabierze głos. Podobno najtrudniej jest zacząć, a potem już jakoś samo idzie, poza tym Coral całkiem nieźle sobie radziła z podtrzymywaniem rozmów... o ile akurat sama nie popadła w przydługi monolog.
 — Ma pan rację, nijak nie kojarzę — odparła z rozbrajającą szczerością, z niewinnym uśmiechem i mimowolnym, rytmicznym kiwaniem na piętach prezentując się nieco wręcz dziecinnie. — Myślę jednak, że zdecydowanie sobie pana zapamiętam. — Choćby po to, żeby następnym razem oszczędzić mu niespodziewanej wojny na śmieci.
 Zastanawiała się już, czy będzie musiała specjalnie ciągnąć swojego gościa za język, kiedy tamy puściły i rozpoczął się wykład. Przymrużyła odrobinę oczy, przypatrując się mężczyźnie z wyraźnym zainteresowaniem. Musiała w trakcie powstrzymać parsknięcie śmiechu na wzmiankę o astrologii, żeby jednak skorygować błąd musiałaby przerwać całkiem intrygujący słowotok. Samo wspomnienie lotów w kosmos to było coś, czego nie słyszała od wieków. Ostatnio gdzieś w szkole, gdy na historii mówili o jakże dawnych wyprawach człowieka na księżyc, licznych próbach badania wszechświata. Wszystkie te projekty musiano gwałtownie zarzucić, gdy byt rodzimej planety stanął pod znakiem zapytania. Epidemia wirusa, która zmusiła ludzkość do ukrycia się w szczelnych pojemnikach zwanych miastami skutecznie utrudniała jakiekolwiek plany wzbicia się ponad ziemską atmosferę. Rakiety na setki lat powróciły do sfery fantazji, skąd nikt o zdrowych zmysłach nie ośmielałby się ich wyciągać.
 Najwyraźniej więc miała do czynienia z wariatem, a to już samo w sobie wprawiało Coral w wyśmienity nastrój. Uwielbiała wariatów.
 — Pan sobie na pewno ze mnie żartów nie robi? — zapytała, unosząc wymownie brwi i przekrzywiając nieco głowę, by rzucane Kevorkianowi spojrzenie nabrało odpowiednie podejrzliwej wymowy. Kiedy jednak zabrakło potwierdzenia, jakoby cała sprawa byłą wyłącznie kiepskim dowcipem, iskierki zainteresowania w zielonych oczach rozbłysły w żywe płomienie.
 — To jest... absolutnie niesamowite!Witamy na pokładzie samolotu Euforia, prosimy zapiąć pasy, nie ruszać się i nie oddychać, przewiduje się silne turbulencje. Biorę w ciemno — stwierdziła butnie, od razu jakby zyskując kilka dodatkowych centymetrów do swojego karzełkowatego wzrostu.
 — To co, mogę zobaczyć te cudowne plany? — Propozycja chyba rozsądna, skoro już zgodziła się pomóc. Ba! Pomysł spodobał się jej na tyle, że gotowa była odsunąć wszystkie swoje pozostałe projekty. O astronomii nie miała żadnego pojęcia, planety Układu Słonecznego znała piąte przez dziesiąte, ale nagły impuls nakazał jej pozbyć się dotychczasowej ignorancji. Pospieszyła więc zrobić miejsce na stole, gdzie jak dotąd leżały różne niepotrzebne w tej chwili rzeczy. Mogłaby je nawet poodkładać na miejsce, ale z drugiej strony, na co by potem narzekała? Tak czy owak rozpierała ją energia, niemalże podskakiwała przy każdym kroku, prezentując teraz nieco chaotyczne, pełne werwy ruchy.


Pracownia bioinżyniera - Page 2 TBIYa5b
Coral





Coral
Inżynier
GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Gość on Sro Kwi 17, 2019 2:50 pm
„Ma pan rację, nijak nie kojarzę.”
Mógł się spodziewał takiej odpowiedzi — w końcu przez to ciągłe przesiadywanie we własnej pracowni prawdopodobnie sam przyczyniał się do tego, że mało kto go znał lub chociażby kojarzył. Bo gdyby był niezwykle towarzyski i więcej czasu spędzałby z innymi pracownikami, to pewnie więcej osób by go kojarzyło — zwłaszcza z wyglądu, bo niewątpliwie wyróżniał się na tle innych mieszkańców miasta. Co prawda w M-3 czuł się całkiem dobrze, bo nigdy nie spotkał się z żadnym poważnym przejawem rasizmu i niechęcią wobec swojej osoby — czasami wręcz czuł się jak rdzenny mieszkaniec dawnej Japonii. Ale zmiana miejsca zamieszkania i pracy dobrze mu zrobiła, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Ten powiew świeżości był mu potrzebny.
Podczas swojego monologu mógł popełnić kilka błędów językowych — wciąż nie władał japońskim perfekcyjnie, ale bardzo starał się mówić tak, by dało się zrozumieć to, co chciał przekazać. Może trochę zaciągał, czasami coś źle akcentował, ale nie było z nim tak źle, prawda? Jak na Amerykańca to radził sobie bardzo dobrze — a przynajmniej bardzo w to wierzył; wiara podobno czyni cuda.
Zaczął się jej przyglądać, gdy tylko skończył mówić. Zdawał sobie sprawę, że zasypał ją naprawdę wieloma informacjami, które musiała najpierw na spokojnie przetrawić. Postanowił dać jej tyle czasu, ile tylko potrzebowała, nawet jeśli gdzieś w środku nie mógł doczekać się jej odpowiedzi. Starał się przewidzieć jej reakcję, ale chyba za słabo znał się na ludziach, by móc domyślić się co odpowie rudowłosa. Ludzie bywali naprawdę różni, coraz częściej napotykał się na osoby, które zaskakiwały go i działały naprawdę nieszablonowo. Wolał po prostu poczekać i przekonać się z kim ma do czynienia.
„Pan sobie na pewno ze mnie żartów nie robi?”
Spojrzał na nią poważnie, mrużąc oczy. Twarz miał spokojną, ale usta zaciśnięte. Dłoń mocniej zacisnęła się na zwiniętych w rulon planach — prawie na tyle silnie, że gdyby zacisnął palce odrobinę mocniej, to papier odkształciłby się, pozostawiając kilka wyraźnych zagięć.
A czy wyglądam jakbym żartował? Mówię jak jest — odparł dość sprawnie, nie mogąc jednocześnie uwierzyć w to, że nie wygląda poważnie. W każdej chwili mógł zacząć opowiadać jej o kosmosie i wszystkim co wiedział, byleby tylko jej pokazać, że wcale nie żartował. Wolał jednak nie zaczynać, bo prawdopodobnie albo uśpiłby ją swoją gadaniną, albo nie pozwoliłby jej dojść do choćby słowa, bo jeśli chodziło o rozmawianie o własnych zainteresowaniach, to potrafił godzinami mówić o tym, czego ostatnio się dowiedział. Teraz to już w ogóle miałby wiele dodatkowych tematów do poruszenia, w końcu ostatnio przyszły do niego książki o dawnych przyrządach astronomicznych, które już przeczytał prawie w całości. Opowiadanie o dopiero co zdobytej wiedzy zawsze dobrze mu szło, nawet jeśli jego rozmówcy nie mieli pojęcia o czym gada. Przynajmniej z grzeczności nikt go nie spławiał.
Chwilę później dostrzegł w jej oczach zainteresowanie. Delikatnie uniósł kąciki ust, wsłuchując się w następne słowa kobiety. Clifford prawdopodobnie nie sądził, że tak łatwo uda mu się namówić panią inżynier na podjęcie się tego wyzwania — bo budowa rakiety na pewno do najprostszych nie należała. W każdym razie uśmiech poszerzył mu się znacznie — aż ukazał jej swoje zdrowe zęby. Zdobył dodatkową parę rąk i nie musiał się nawet specjalnie wysilać, by przekonać do siebie Coral. W takim razie miał już dwie osoby, które zadeklarowały swoją pomoc — jeszcze trochę i znajdzie sobie całą załogę, z którą będzie mógł wybrać się w pierwszą podróż kosmiczną.
„To co, mogę zobaczyć te cudowne plany?”
Kiwnął energicznie głową.
Ależ oczywiście — odpowiedział prędko, a w jego głosie słychać było entuzjazm. Od razu ruszył za rudowłosą, a gdy tylko zrobiła na stole miejsce, to postanowił zdjąć gumkę z rulonika, który trzymał w ręce, a następnie rozwinąć go, żeby pokazać co do tej pory udało mu się nabazgrać. — To tylko początkowe szkice, ale wyobrażam sobie jak wszystko miałoby wyglądać. Wciąż konsultuję się ze specjalistami z innych miast, co nie jest prostym zadaniem. Wspólnie poprawiamy błędy i wyciągamy wnioski. Myślę, że do końca miesiąca powinienem wszystko skończyć.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Coral on Sro Kwi 17, 2019 10:49 pm
 Kiedy już uprzątnęła ze stołu kilka zawadzających śmietków, zrobiło się na nim całkiem sporo miejsca. Z pewnością wystarczająco, by rozłożyć kartki i oglądać je bez konieczności ciągłego przekładania to jednej, to innej. Coral, choć sama raczej niewielkich rozmiarów, lubiła mieć dużo miejsca do pracy. Dbała więc o to, by na wszystko mieć miejsce poza głównym obszarem roboczym, na którym zresztą całkiem często lądowały mechanizmy naprawdę okazałych rozmiarów. Gdyby chciała urzędować ze swoim warsztatem w pierwszej lepszej klitce, połowy swoich zleceń w ogóle nie miałaby gdzie upchnąć, nawet po kolei i pojedynczo. Przedsięwzięcia wymagają przestrzeni, ot tyle.
 — Sporo tych początkowych szkiców... — mruknęła, widząc pojawiające się na blacie kolejne kartki. Komentarz ten nie był jednak podszyty żadnym wyrzutem, wręcz przeciwnie; każdy starannie narysowany schemat podbijał tylko poziom zachwytu, który Sandford zdążyła już wyhodować wobec nowego projektu. Zdecydowanie było to coś nowego, różnego w niemal każdym względzie od androidów, maszyn, komputerów i maleńkich urządzonek, słowem: wszystkiego tego, z czym miała do czynienia na co dzień i na czym uważała, że zna się całkiem nieźle. W dziedzinie lotów kosmicznych do nadrobienia miała absolutnie wszystko. I nie zamierzała tracić czasu! Kiedy już bowiem zafiksowała się na jakimś punkcie, potrafiła przejść samą siebie (chociaż po jednej sytuacji, kiedy nie przespała trzech nocy z rzędu, musiała sobie przysięgać poprawę, tak dla własnego dobra).
 — Może pan siądzie? — zasugerowała, kiwnięciem głowy wskazując na ukryty pod stołem taborecik na kółkach. Sama przy pomocy stopy przysunęła sobie drugi i wskoczyła nań, przysiadając na piętach. Dzięki temu mogła oprzeć się łokciami o blat i mieć całkiem dobry widok na liczne szkice. Przez dłuższy moment w ogóle nie do końca wiedziała, na którym najpierw zawiesić wzrok; ale w końcu miała pod ręką eksperta!
 — Czyli... od czego należałoby zacząć? Rozumie pan, jeśli chodzi o kosmos, jestem raczej laikiem. — Zaśmiała się odrobinę nerwowo. No cóż, trochę wstyd przyznać, że lekcje poświęcone astronomii spędzała głównie na przeglądaniu śmiesznych obrazków albo bazgraniu w zeszycie. Z praktycznego punktu widzenia nie wydawały się one szczególnie potrzebne i stwierdzenie to pozostałoby prawdą jeszcze na długo, gdyby nie szanowny pan astrolog. Podejmował się dzieła w pewnym sensie rewolucyjnego, a jak wiadomo każda wielka zmiana wymaga ogromu pracy. Również w postaci doedukowania przyszłych współpracowników.


Pracownia bioinżyniera - Page 2 TBIYa5b
Coral





Coral
Inżynier
GODNOŚĆ :
Condoleezza Sandford. Coral.


Powrót do góry Go down


Pracownia bioinżyniera - Page 2 Empty Re: Pracownia bioinżyniera

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry