:: Eden :: (!) Góra Babel :: Katedra




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next   

Sala Sądu    Pisanie by Nathair on Pon Maj 04, 2015 12:14 am
Bogato zdobiona sala z trzema tronami na środku. Na jednym zasiada Archanioł, a po jego obu stronach pozostali sędziowie. Przed tronami znajduje się piedestał, gdzie stoi oskarżony, którego pilnują aniołowie zastępu. Na sali mogą znajdować się inne anioły, które przysłuchują się osądowi, ewentualnie robiąc za świadków.

Opis będzie dłuższy jak mnie natchnie.

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10589
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Nathair on Pon Sie 03, 2015 12:08 am
Jak można było się tego spodziewać, sala była dość mocno zapełniona zaciekawionymi aniołami. Wszakże był to jeden z pierwszych sądów od setek lat. Metatron już zajmował honorowe miejsce po środku sali. Na jego twarzy błąkał się delikatny i łagodny uśmiech, który roztaczał dookoła przyjemną aurę. Po jego obu stronach na tronach zasiadał dwa inne anioły – mężczyzna oraz kobieta, którzy tego dnia również pełnili funkcję sądzących osób. W cieniu, tuż za Metatronem można było dostrzec jakieś niewyraźne sylwetki, które co jakiś czas poruszały się niebezpiecznie, dając wyraźnie do zrozumienia, że najwyższy z aniołów jest pilnie strzeżony.
Wymordowanego przeprowadzono na sam środek sali, gdzie jeden z łańcuchów kajdanek przypięto do wystającego z podłoża koła, jednocześnie odcinając ostatnią nadzieję Spadesa na ucieczkę z tego miejsca. Wszystkie spojrzenia skrzydlatych były wlepione w jego marną sylwetkę, a panującą dookoła ciszę przerywały sporadyczne szepty. Również Metatron skupił swoje spojrzenie jasnych oczu na rudowłosym, w końcu, po czasie kilku bić serca, uniósł jedną dłoń ku górze tym samym ucinając wszelakie rozmowy pomiędzy jego braćmi oraz siostrami.
- Zebraliśmy się tutaj, by przeanalizować wszystkie grzechy dokonane przez tego osobnika, które skalały poświęcenie Syna Bożego Jezusa Chrystusa oraz splugawiły dobroć naszego Kreatora, Boga. – przemówił na tyle głośno, że jego spokojny, wręcz kojący głos dotarł nawet do aniołów siedzących na samych końcu, jednocześnie nie mając potrzeby do krzyczenia. Odchrząknął cicho i sięgnął do grubej księgi z pożółkłymi kartkami w czerwonej oprawie. Jej stan mówił sam za siebie, że widziała i przeżyła zapewne wiele setek, jak nie tysięcy lat. Delikatnie przekartkował, aż w końcu otworzył na pożądanej przez siebie stronie.
- Hayate Hibari. Wymordowany, ten, który zmartwychwstał jako twór Szatana, zamieszkujące ziemie Desperacji. Popełnił wiele grzechów, takich jak liczne kradzieże oraz drobne przestępstwa. Cudzołożył oraz dopuścił się licznych morderstw, co jest niedopuszczalne. – uniósł wzrok znak księgi, przyglądają się Spadesowi. Postukał parę razy palcami o strony, po czym oparł się wygodniej o oparcie wysokiego krzesła.
- Co masz na swoją obronę?


Niech teraz odpisze Spades, a potem pozostała dwójka aniołów. Kolejność ustalcie między sobą. Oczywiście możecie zadawać pytania Spadesowi i takie tam.


_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10589
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Gość on Pon Sie 03, 2015 2:17 pm
Chłód więziennych ścian przeszył go bardziej niżby się tego spodziewał i to właśnie on wybudził wyrwał go z objęć Morfeusza jeszcze przed przybyciem anielicy. Z wdzięcznością przyjął posiłek. Co prawda nie miał apetytu, lecz życie na Desperacji nauczyło go, że nie powinno się marnować jedzenia zwłaszcza, że nie pamiętał kiedy przyszło mu mieć w rękach coś co nie żyło już kilka miesięcy ponad normę.
W momencie gdy wmusił w siebie ostatni kęs pieczywa pod celą znalazło się dwóch rosłych aniołów. Spades kiwnął porozumiewawczo głową w stronę jednego z nich i podniósł się z ziemi, by zaraz pokornie wyciągnąć przed siebie dłonie. Stal która obciążyła nadgarstki była równie chłodna co posadzka kamiennego więzienia na której to wymordowany stał bosymi stopami. Na szczęście jego wszelakie kończyny były dostatecznie znieczulone przez noc by nie nie odczuć wiążącego się z tym dyskomfortu. Ruszyli w drogę bo w końcu o był już czas, prawda?

***

Z pewnym niepokojem wszedł do wnętrza sali po której bez większego skrepowania się rozejrzał. Wlepione w jego sylwetkę liczne, ciekawskie spojrzenia nie robił na nim większego wrażenia. Był aktorem toteż sprawnie potrafił je zignorować. Tym co jednak rodziło w nim dziwne przeczucia był uśmiech na twarzy anioła będącego kierownikiem tego całego spektaklu o czym świadczyło jego usytuowanie. Rudzielec co prawda odwzajemnił uśmiech w nieco bledszej formie podczas gdy to przytwierdzano go łańcuchami do ziem. Jak się okazało przypuszczenie go nie zawiodło, a przekonał się o tym zaraz po tym gdy usłyszał listę swoich przewinień. Jego ogon nieco nerwowo dygnął na hasło "licznych morderstw" zaś uszy jeszcze bardziej przyległy do głowy. Wymordowany spuścił wzrok na ziemię, gdy tylko anioł zamilkł. Całe to wydarzenie zaczęło mu przypominać farsę, tak, jakby wyrok już dawno zapadł, a on tu bytował dla samej formalności. Wzdychnął, a jego wątłe ramiona uniosły się i opadły nieznacznie. czy miał coś na swoją obronę?
- Nie chcę nikogo tutaj urazić, lecz czy wy za każdym razem wymieniacie taką samą formułkę o przewinieniach? Bo jeśli nie, to możecie mi powiedzieć skąd te wszystkie oskarżenia? Nie pytam się złośliwie czy coś, bo po prostu z tego wszystkiego zgadza się co najwyżej tylko moje imię i nazwisko, którym posługiwałem się...za życia, że tak powiem. - Podniósł umęczone spojrzenie na anioła zaś w jego głosie nie dało się słyszeć żadnej pretensji czy też uszczypliwości, lecz spokój i łagodność. Nie był typem zawistnej istoty, a i rozumiał, że błędy się zdarzają nawet tym najlepszym i być może teraz właśnie też doszło do jakiegoś nieporozumienia. Nim jednak to zasugerował poczuł nieprzyjemne drapanie w gardle. Chciał więc chrząknąć i wykonać gest przyłożenia dłoni do ust, lecz łańcuch który szarpnął go za nadgarstek mu to uniemożliwił. Po sali echem rozniósł się brzęk łańcuchów. - Pardon. Gorzej znoszę więzienne warunki niżbym przypuszczał. No ale wracając szanowna...ekscelencjo...- Zawahał się, gdyż nie do końca wiedział, jakie stanowisko piastuje ów anioł. - ...Podejrzewam, że być może zaszło nieporozumienie, bo żadnego z tych czynów się nie dopuściłem. Co prawda zdarzyło mi się sięgnąć po czyś dobytek, lecz tylko dwukrotnie. Za pierwszym razem po żywność, a za drugim - leki...Oj. - Uśmiechnął się ciepło na pewne wspomnienie swego pierwszego szczenięcego zauroczenia. - No tak, jeszcze kiedyś w szkole pożyczyłem gumkę do ścierania od koleżanki i jej nie oddałem. Wciąż trzymam ją w pudełku.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Asmodeus on Czw Sie 06, 2015 11:51 pm
Asmodeus siedział na tronie z lewej strony, gdyby patrzeć z miejsca oskarżonego, tylko co on tu robił? Wpatrując się w sufit zadawał sobie to pytanie i samemu sobie na nie odpowiadał - był winien coś Morfeuszowi kiedyśtamdawiendawna - więc "grzecznie przyszedł" w ogóle nikt nie ciągnął go tu siłą. Z jego jakże "głębokich" rozmyśleń wyciągnął go dźwięk wchodzących do sali aniołów z rudym chuchrem pomiędzy nimi. Niewielki szmer obiegł sale lecz ucichł gdy Archanioł zabrał głos.
- Żebyś nie doszedł - wyszeptał cicho anioł gdy ten wyżej jasny, aż do po-rzygu anioł, wymawiał swoją kwestie o bogu i takich tam, lecz co mógł zrobić ten wyrzutek siedzący obok? W sumie, to nic.
Wpatrywał się zwyczajnie w oskarżonego nędznego stwora zwanego gdzieniegdzie wymordowanym, jego ametystowe spojrzenie było skupione tylko i wyłącznie na nim. Tylko po co? Zoo-Nekro-fil jakiś, może? W sumie to kij go tam wie, zwyczajnie coś go ciekawiło w tej pokrace na dole. Gdy tak gapił się na Spada, jednym uchem słuchał Morfeusza ~liczne morderstwa? On... tiaa wygląda jak jebany zabijaka~ powiedział do siebie w myślach Asmo.

Po przemowie Archanioła pałeczkę przejął wymordowany twierdząc iż jest bez winy i to anioły popełniły błąd. Asmodeus pozwolił zwierzakowi na dole dokończyć swoją kwestię, lecz gdy tylko ją skończył cicho się zaśmiał jednak wystarczająco głośno by w tej ciszy można było to usłyszeć.
- Gumkę powiadasz... cóż to naprawdę olbrzymi grzech - uśmiechnął się zadziornie w stronę oskarżonego - No ale dobrze na poważnie poczwarko, twierdzisz że my popełniliśmy błąd i jesteś niewinny, dobrze rozumiem tak? - nie dał jednak chwili na odpowiedź - Tak więc ja zapytam się czy masz jakikolwiek dowód że nikogo nie zabiłeś, pobiłeś ani nie zgwałciłeś? Przykładowo teraz jesteś grzecznym pieskiem zakutym w kajdany, ale co było parę dni, miesięcy, lat temu, może nie byłeś tak potulny jak teraz, może mordowałeś dla wyższych celów,a może bo miałeś taki kaprys - zatrzymał się na chwilę i uśmiechnął się jakby dumny z siebie - Jestem pewien że przez cały czas... tfuu nawet teraz myślisz jakby uciec. W sumie to czego się po tobie spodziewać, jesteś przecież w połowie zwykłym zwierzęciem i ta twoja natura cię zdradzi, teraz lub później, ale na pewno kiedyś to zrobi - powiedział z pełnym przekonaniem w swoje słowa tak jakby był od razu pewien winy Spada. Siedział i patrzył na niego z tym swoim parszywym uśmieszkiem ubrany w białą szatę z paroma czarnymi akcentami.

_________________
hehe:
Kiedy Grow szczuje Cię swoimi Pieskami:

---Deus---Eus---



Asmodeus
-----------
Anioł

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Asmodeus - Anioł Rozpaczy

Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Gość on Pon Sie 10, 2015 1:10 pm
Westchnęła cicho, poprawiając się na swoim miejscu siedzącym, zakładając nogę na nogę. To naprawdę miało tak wyglądać? Jeszcze nie tak dawno ustalono ponowne rozpoczęcie działalności Sądu, któremu początkowo była częściow przeciwna. A teraz tak najzywczajniej w świecie została wytypowana, by uczestniczyć w rozprawie? Nie nadawała się do tego. Wsłuchiwała się uważnie w wypowiedź Metatrona, po której nastąpiła chwilowa cisza. Rozejrzała się po całej tej "widowni", która najwyraźniej przyszła tu zastąpić swoje codzienne, nudne zajęcia jakąś porcją rozrywki. Następnie zahaczyła spojrzeniem o oczy wilczego wymordowanego.
Wyglądał tak marnie. Zupełnie, jakby znajdował się w więzieniu nie kilka godzin czy dni, ale całą wieczność był trzymany o chlebie i wodzie. Zmęczony wzrok rozglądający się dookoła bez konkretnego wyrazu. Kompletne wycieńczenie. Brak jakiejkolwiek energii.
Była zbyt miękka.
Nie przepuściła żadnego ze słów, które wypowiedział Spades. To był naturalny odruch obronny - odrzucenie wszelkiej winy, jaką zarzucało się oskarżonemu - i nawet, jeśli brzmiał całkiem wiarygodnie, to przecież o to tu właśnie chodziło. O grę. O to, żeby jak najlepiej wywlec się spod cielska odpowiedzialności za swoje czyny. Z drugiej strony, to jedynie pogarszało sytuację. Ale przecież taka istota nie powinna być zdolna, by kogokolwiek zamordować.
Zbyt litościwa.
Wypowiedzi kolejnego z męskich osobników w żaden sposób nie skomentowała, choć na usta cisnął się jej co najmniej pomruk niezadowolenia. Produkował się bez sensu i mógł zmieścić wszystko w jednym zdaniu, a fakt, iż chciał się właściwie tylko zabawić w słownego kotka i myszkę był aż nadto wyczuwalny. Dopiero, kiedy skończył, pozwoliła sobie na odchrząknięcie i zabranie głosu. Jak to mówią, kobiety zawsze stoją pod mężczyznami, a ich pierwszeństwo to ściema. Jakoś nie ubolewała, a jedynie ponownie zawiesiła przyjazne, spokojne spojrzenie na twarzy Hayate. W jednym Asmodeus miał rację - w tym momencie rudzielec był tak cholernie potulny, iż nie do pomyślenia byłoby, że dałby radę pobrudzić sobie ręce krwią.
- Wydajesz się dobity. - Podjęła subtelnie, omiótłszy wzrokiem ekspresję wilka, kończąc głośnym westchnieniem, mającym wyrazić dezaprobatę względem warunków, w jakich musiał przebywać. - Niewielkie zaskoczenie. Ale taka jest kolej rzeczy, prawda? Dobro musi zwalczać zło, chaos jest wypychany przez porządek-... to nie Twoja wina, że wszystko poszło w tym kierunku. Że stałeś się tym, kim się stałeś. Albo "czym" się stałeś, jakby to powiedzieli niektórzy. To nie powód, żeby obrzucić Cię błotem.
Zbyt łagodna.
- Ale w istocie, to Ty zawiniłeś, czyniąc wszelkie zło, o które Cię oskarżono. Nawet, jeśli nie chcesz się do niego przyznać, to zawsze istnieją jakieś dowody. - Dodała w końcu, powoli podnosząc się z siedzenia. Skinieniem głowy, jakie wykonała w kierunku Archanioła, zdała się wyrazić swoją prośbę o zgodę na ten czyn, jednakże nie czekała zbyt ochoczo na odpowiedź - już po chwili podjęła kilka kroków w kierunku wymordowanego, nadal jednak trzymając się w bezpiecznej odległości. Przycupnęła na ziemi, tak po prostu spoglądając na młodzieńca spod przymrużonych powiek. Nie dawała mu jednak okazji poczuć się w jakikolwiek sposób władczo na wieść o tym, że kuca przed nim anielica. Jej oczy nadal wyrażały pewną wyższość i rezerwę, ale także było w nich coś z subtelnej opiekuńczości. Jakby chciała go do siebie przekonać w ciągu tych kilku krótkich chwil. - Jeżeli powiesz wszystko sam, to-... będzie lepiej. Obiecuję Ci. Sam się pogrążasz, kiedy mówisz niezgodnie z prawdą.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Gość on Pon Sie 10, 2015 11:47 pm
Nie wierzył w to co słyszał. Tak wyglądała anielska sprawiedliwość? Czy oni naprawdę wierzyli w słuszność swych osądów zwłaszcza, że ich schemat na chwilę obecną wyglądał miej więcej...
  • Złap randomowego mieszkańca desperacji.
  • Oskarż go o wszystko. Serio. Nie krępuj się.
  • Zaprzeczył? Niech da dowód, że tego nie uczynił. Nie ważne jak absurdalnie to brzmi. Zmuś go.
  • Jeśli istniej cień szansy, że jest niewinny - zignoruj to. Prędzej czy później i tak coś złego zrobi, można go ukarać na zaś. To w sumie brzmi jak plan.
  • Zanim przejdziesz do planu daj mu do zrozumienia, że musiał to zrobić. Nie ma innej opcji.
    ...

Spad zaniemówił, próbując poukładać jakoś to wszystko w głowie. A gdy tylko mu się to udało, poczuł dziwną potrzebę rozejrzenia się po pomieszczeniu w poszukiwaniu ukrytej kamery, lecz świadomość, że znajduje się w Edenie nie zdusiła ją w zarodku...Zaraz potem obdarzył Lion wymownym spojrzeniem sugerując, że trafiła w sedno. Nie stracił jednak swego rezonu. Westchnął po raz któryś już tego dnia. Podniósł wzrok na jednego z aniołów zasiadających na tronach.
- Oskarżam cie o zjedzenie ciastka. Za karę nie będzie obiadu. Jeśli się nie zgadzasz udowodnij, że tego nie robiłeś. - Zwrócił się łagodnym tonem do Asmodeusa, tak, jakby opowiadał bajkę. - Nawet jeśli powiesz, że to nie ty, to ciastka nie ma i nikt z tu zebranych nie widział, że go nie jadłeś. - Zamilkł na chwilę, dając czas by anioł wyłapał błąd w swej logice. Spad nie robił tego by zadrzeć nosa i po sposobie jego wypowiedzi przypuszczenie to byłby mocno naciągane. Zrobił to by obnażyć i wskazać absurd działaniach innych aniołów. - Rozumiesz co mam na myśli, prawda? - Uśmiechnął się łagodnie. - Więc gdy pytasz mnie o dowód to ja odpowiem, że dowodem jest jego brak i będzie to prawdą. Bo nie ma żadnych ciał, nie ma żadnych zniszczonych rzeczy, nie mam też w posiadaniu niczego co bym przywłaszczył i wam o tym nie powiedział. Mylę się? Właściwie ja powinienem pytać skąd pomysł na to, że dokonałem tych wszystkich zbrodni. To wy, jako oskarżyciele powinniście mieć dowody. Macie je? Jeśli tak, to chętnie posłucham by wyprowadzić was z ewentualnego błędu. - Nie był stworzeniem konfliktowym i choć jego życie było w tym momencie nie warte funta kłaków nie miał zamiaru oddawać go za listę grzechów, których nie popełnił. Lilian byłaby zła. Obiecał jej przecież żyć, a przyznanie się do winy byłoby niczym pójście na skróty. Nigdy tego nie pochwalała i za to ją kochał, i dlatego też nie miał zamiaru się godzić na tą niesprawiedliwość.
- Ponadto, skoro uważacie, że prędzej czy później i tak dokonam grzechu i na tej podstawie chcecie mnie już teraz osądzić, kiedy moje sumienie jest czyste...Taka profilaktyka przeczy wam samym? Istnieje prawdopodobieństwo, że każdy niewinny kiedyś przestanie taki być. W każdym jest instynkt przetrwania. Wymordowany go posiada i człowiek też. Zakładacie więc, że każdy jest grzesznikiem, a skoro tak to skąd ta szopka? Czemu nie mordujecie wszystkich z miejsca, tylko ciągniecie przed sąd stawiając wyimaginowane zarzuty i wymuszając przyznanie się? - Spojrzał z wyrzutem na Lion, która jeszcze chwilę wcześniej nakłaniała go do okłamania samego siebie. - Szukacie w ten sposób usprawiedliwienia? Dowodu słuszności dla swej myśli? - Przeniósł wzrok na anioła siedzącego na środkowym tronie, który zdawał się być najwyższy rangą. - Tak nie można. - Skończył stanowczo akcentując swą niezgodę i brak poparcia dla takowego procederu, choć zapewne nie miało to dla nikogo z zebranych żadnego znaczenia. Chociaż, chociaż może jednak na sali znajda się anioły dostrzegając dzięki niemu szaleństwo sytuacji. Nawet jeśli to, że miał być straceńcem było ustalone odgórnie, nim jeszcze wszedł na sale, to może dla innych istniała szansa. Spuścił wzrok ulegle.
- Nie przyznam się do zarzucanych mi czynów bo żadnego z nich nie dokonałem. Jeśli mimo to zamierzacie mnie ukarać korzystając z władzy i siły proszę bardzo, lecz wówczas pamiętajcie o tym, że i was koniec końców przyjdzie stanąć przed sądem. - Jego złote tęczówki obiegły zwolna zebranych, a jego głos obiegał złocone ściany. Choć mówił spokojnie to jego łagodna natura przyodziała się w stanowczość. Nijak nie okazał strachu, wątpliwości i niepewność, które nim targały. Nie było to odpowiednia chwila do wypuszczenia tych uczuć. Trzymał więc je na wodzy, jak na aktora przystało.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Nathair on Sob Sie 22, 2015 7:22 pm

Archanioł przez cały czas milczał, wpatrując się w wymordowanego. Wyglądał niczym porcelanowa rzeźba, a jedynymi oznakami życia były poruszające się od czasu do czasu oczy oraz unosząca klatka piersiowa. Nie przerywał ani Spadesowi, ani też pozostałej dwójce swego anielskiego rodzeństwa. W końcu, kiedy zapadła cisza, podparł brodę o swoją dłoń i zmarszczył brwi, pomiędzy którymi pojawiła się charakterystyczna zmarszczka sugerująca, że właśnie zastanawia się nad czymś bardzo głęboko. Kiedy wreszcie zapadła niebezpieczna cisza, archanioł uniósł nieco lewą rękę, przez co praktycznie wszystkie oczy w pomieszczeniu zwróciły się w jego miejsce.
- Nikt nie mówi o skazaniu cię na śmierć. – powiedział cicho, po czym odwrócił się nieco w bok, by przenieść swoje spojrzenie na Asmodeusa.
- I ma rację. W tym przypadku raczej nie możemy zakładać, że w przyszłości dokona grzechu. – powiedział cicho i posłał mu krótkie, karcące spojrzenie, by po chwili ponownie się wyprostować i oprzeć wygodnie w wysokim krześle.
- Oceniamy jego dotychczasowe grzechy a nie te, które ewentualnie popełni. Tak więc, o ile dobrze rozumiem, nie przyznajesz się do żadnego grzechu? I twierdzisz, że jesteś niewinny? Czysty jak niemowlę, które nie popełniło nigdy jakiegokolwiek grzechu? – nachylił się nieco bardziej w jego stronę a na jego twarzy pojawił się dziwny, niepokojący cień. Jednakże ten bardzo szybko zniknął, pozostawiając łagodne, acz poważne oblicze anioła.
- Powtórzę. Nie jesteśmy tutaj po to, by cię ukarać. Bóg jest łaskawy i wybacza. Zapewniam cię, że jeśli wyznasz nam swoje grzechy i będziesz za nie szczerze żałował, nie spotka cię nic złego. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Nawet wy, osoby przez wielu uważane za potępione. – odchylił się i sięgnął po białe pióro, które zamoczył w stojącym obok flakoniku, po czym zaczął coś zapisywać w księdze. Dookoła panowała cisza, mącona jedynie przez ciche skrobanie piórem. Nikt nie odważył się przemówić, nawet chrząknąć. Jakby cała sala na tę krótką chwilę bała się nawet oddychać.
- Powiedz, wierzysz w Szatana? – zapytał nie unosząc nawet oczu znad księgi. [/b] – Że podstępem przenika pomiędzy wami, podszeptując cicho na ucho i namawiając do grzechów? Wiele osób, które twierdzą, że wierzą w Boga zapomina, że istnieje po drugiej stronie zło, które tylko czyha, by wyciągnąć swoje szponiaste łapy w stronę niewinnych owieczek. A nieświadome owieczki idą w jego ramiona. Jednakże nawet dla nich Bóg jest łaskawy. Rozumiesz? [/b] – uniósł wzrok i spojrzał na niego, prosto w jego oczy, odkładając pióro obok.
- Tak więc? Jesteś niewinny czy zrobiłeś coś złego, co szczerze żałujesz?

Teraz niech odpisze Asmo, potem Lion i Spades.

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10589
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Asmodeus on Pon Sie 31, 2015 3:58 pm
Siedział na tronie i tylko patrzył z tym głupim uśmiechem łotrzyka. Ciekawe co mu się rodziło w tej jego głowie. Sheridan anielica siedząca na drugim tronie opowiadała ciekawą teorię "Dobro musi zwalczać zło, chaos jest wypychany przez porządek[...]" był chyba żywym dowodem że tak niestety nie jest.

Skrzywił się na odpowiedz Spadesa, a potem jeszcze tej od Archanioła... chyba ktoś go zrozumiał źle nie chodziło mu o sądzenie tego wypierdka za to co zrobi w przyszłości no ale co on poradzi. Założył ręce i zagłębił się wgłąb tronu i zamknął na chwilę oczy. Po krótkiej chwili otworzył jedno i spojrzał na jednego ze strażników archanioła uśmiechając się do niego parszywie - Co on planuje - twarz anioła stojącego nieopodal była bezcenna - skrzywił się, rozejrzał dookoła, spojrzał ponownie na Asmodeusa, a następnie próbował spiorunować go wzrokiem lecz drgająca powieka skutecznie mu na to nie pozwalała.

Gdy świetlista żarówka ze skrzydłami doszedł do tekstu "Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga" Asmo wziął dwa palce i za gestykulował odruch wymiotny. Spojrzał na twarz Archanioła skrytą za wielką księgą wyglądał dość poważnie, o wiele bardziej niż parę chwil temu, anioł skrzywił się i odwrócił swój wzrok, coś go zaniepokoiło. Tylko co? Zwrócił swój wzrok na dłoń ta lekko drżała, a po koniuszkach jego palców skakały czarne smugi. Asmodeus ugryzł się w wargę co sprawiło, że przybrała ona wyraźnie szkarłatną barwę. Ciemne smugi na jego palcach momentalnie rozpłynęły się w powietrzu, a sam Anioł wziął głęboki wdech. Szybko się ogarnął i poniósł wzrokiem na osobę, która jest fundatorem dzisiejszej rozrywki, a w tej chwili stała na samym środku sali sądu.

Wybaczta, że tak długo ale nie miałem pomysłu i ogólnie mi się nie chciało nic robić.

_________________
hehe:
Kiedy Grow szczuje Cię swoimi Pieskami:

---Deus---Eus---



Asmodeus
-----------
Anioł

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Asmodeus - Anioł Rozpaczy

Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Gość on Wto Wrz 15, 2015 1:02 pm
Gdy wszelakie głosy zamilkły, a salę wypełniła nieprzyjemna cisza, Spad spoglądał na archanioła oczekując jego słów. Wzrok ten był spokojny, a połyskująca w nim wola walki oraz wytrwałość sugerowała, że właściciel tych ślepi posiadał poczcie sprawiedliwości i nie zamierzał tanio skóry sprzedać. A przynajmniej wymordowany zadbał o to by strach i niepokój, które pełzały m pod skórą tam też zostały i nie pokazywały się nikomu w tym momencie.
- Sądząc po zbrodniach, które próbujecie mi na siłę przypisać nie jestem tego taki pewny. - Zasugerował z ironią, a ogon zwił mu się w wyraźnie nerwowym geście. Miał nadzieję, że nikt nie zwrócił na ten fakt szczególnej uwagi. Wbrew pozorom, ciężko było w pełni kontrolować tę zwierzęcą naturę. Zwłaszcza, gdy właśnie zdał sobie sprawę z tego, że słowa te kierował być może do istoty, która robiła tutejszym skrzydlatym za zastępstwo Boga. Kto wie? On nie wiedział, dlatego odczuwał nerwowość. Wstrzymał niemal oddech, czego nie dał po sobie poznać, gdy głos skrzydlatego roznosił się po sali. Uszy rudzielca nieustannie były postawione na baczność, a gdy przyszła kolej na niego cofnęły się, a on sam westchnął. Czyżby ulgą?
- Nie twierdzę, że jestem bez skazy, gdyż na samym początku przewinienia wyjawiłem. Nie kryję ich, ciążą mi, lecz również żal nie czuję. To była konieczność...- Nie był na tyle silnym by moc polować, na większe ofiary, a miał nie tylko swój żołądek do wykarmienia. Decyzje które podjął, być może były niegodziwe, lecz pozwoliły mu wciąż bytować. Gdyby czuł teraz z tego powodu żal zaprzeczyłby swej egzystencji, wszak obiecał żyć oraz miał pod opieką życia. Co prawda mniejsze, lecz dla niego równie cenne co jego własne. - I naturalnie, że rozumiem. Myślę, że choć wiekiem wam nie dorównując to przeżyłem wystarczająco dużo by wiedzieć. - Powiedział z pokorą, wbijając wzrok w podłogę.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Nathair on Pią Wrz 25, 2015 2:35 am

Archanioł siedział nieruchomo, niczym posąg, by wreszcie z kamienną miną odwrócić się w stronę siedzącego obok Asmodeusa. Pomimo jego pogodnego wyrazu twarzy, spojrzenie oczu jakie padło na anioła było twarde, zimne, niemalże wbijające go w tron, na którym zasiadał. Asmodeus mógł poczuć, jakby Metatron próbował zajrzeć w głąb jego duszy, wsunąć długie palce w jego wnętrze i zacząć w nim grzebać, by wreszcie wyszarpnąć to, co siedziało w najczarniejszych zakamarach jego duszy.
- Asmodeusie. – przemówił cicho, a dookoła zapanowała nienaturalna, grobowa cisza. – Wybierając cię na osobę, której powierza się tak ważne zadanie jak sąd zgubionej owieczki, spodziewałem się osoby poważnej, której można powierzyć cudze życie. Przykro mi, że się myliłem co do ciebie. – westchnął cicho, a w jego głosie dało się słyszeć rozczarowanie i zawód zachowaniem Asmmodeuda. – Opuścisz katedrę. I nie weźmiesz już udziału w żadnym z sądów do momentu, jak nie zrozumiesz swojego nieuprzejmego i niepohamowanego zachowania godnego pisklęciu, które dopiero co wykluło się z jajka. Rzekłem. Wyprowadzić go. – jak na zawołanie, tuż za nim dało się usłyszeć cichy szelest. Nie minęła jedna sekunda, jak po obu stronach Asmodeusa znalazły się anioły. Dwie osoby. Bez jakiegokolwiek słowa wskazały mężczyźnie drogę do wyjścia. Wiedziałeś, że nie ma sensu się spierać ani też podejmować jakiejkolwiek walki. Byłeś w mniejszości.
Metatron odczekał w milczeniu aż wyprowadzono niesfornego i nieposłusznego anioła, w końcu na powrót przenosząc swoje spojrzenie na sądzonego wymordowanego.
- Co do ciebie owieczko… – zamknął na moment oczy wyglądając na kogoś, kto właśnie ucina sobie drzemkę.
-Wyrażasz skruchę. – w końcu po dłużących się minutach oczekiwania przemówił. Podniósł się z tronu i wbił łagodne spojrzenie w wymordowanego. – Aczkolwiek pokutę musisz odbyć. – dodał schodząc po schodach, kierując się w stronę Spadesa, aż wreszcie zatrzymał się tuż przed nim. Wyciągnął dłoń i dotknął jego czoła, delikatnym ruchem nakreślając znak krzyża.
- Twoje winy i grzechy zostają ci wybaczone. W ramach pokuty znajdziesz w Desperacji czterech podobnych sobie, w potrzebie i im pomożesz. Ulżysz w chorobie znajdując lekarstwa, opatrzysz rany i nakarmisz. Niech Bóg cię błogosławi i zawsze wypełnia twoje życie, prowadząc oświetloną drogą prawdy, by na końcu swej wędrówki spotkać się z nim i zamieszkać u jego boku. – archanioł uśmiechnął się łagodnie do Spadesa i zabrał rękę. W tym samym momencie dwoje aniołów podeszło do wymordowanego i wyprowadziło go z sali.

-----------------
Spades jesteś wolny! |: Dodatkowo zdobyłeś:
- ciepły koc
- komplet nowych ubrań na zimę
- trochę jedzenia
- jeden kaukaski granat

Musisz pomóc 4 osobom na fabule. Jak im pomożesz napisz do mnie pw z linkami do fabuł. No, to wsio~

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10589
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Asmodeus on Pią Wrz 25, 2015 2:33 pm
Asmodeus poczuł na sobie przytłaczające uczucie, źle się z tym czuł. Odwrócił się i zobaczył twarz Metatrona zwróconą w jego kierunku, lecz samo spojrzenie nie wystarczyło by ten poczuł skruchę i uchylił głowy przed jego obliczem, wręcz przeciwnie w jego chorej głowie wzmagała się chęć popełnienia jakiejś głupoty. Wysłuchał Metatrona, po czym uśmiechnął się szatańsko - W końcu pojąłeś bracie, już nie jestem tym Tronem za którego możesz...lub mogłeś mnie postrzegać. Sam mnie zdegradowałeś z tego stanowiska - odpowiedział równie cicho co archanioł. Na sali panowała cisza, wręcz grobowa. Anioł powoli dźwignął się z tronu. Powoli od niego odszedł, a dwójka przydupasów Archanioła stanęła po jego bokach. Asmodeus nagle stanął spojrzał po strażnikach - Wiem jak stąd wyjść, gołąbeczki. Dam radę sam przecież posiadam własne skrzydła - mówiąc to w okolicy między łopatkami zebrał się smolisty dym by po chwili na plecach anioła zmaterializowały się dwa ogromne smoliste skrzydła. Jedno ze skrzydeł uderzyła w anioła po jego prawej na tyle mocno że ten powinien się przewrócić - Ups... nie chciałem - uśmiechnął się złośliwie. W tym samym momencie na ziemie upadło jedno białe piórko, które po sekundzie zmieniło się w czarne i rozsypało się w drobny mak.

Asmodeus rozpostarł skrzydła i ni to lotem ni to krokiem zaczął iść w stronę wyjścia z sali. W pewnym momencie zatrzymał się i spojrzał na Spadesa i Archanioła, który wmawiał mu jakieś chore ideologie.
- Boga nie ma... jest tylko rozpacz owieczko, a wielki Metatron próbuje zamydlić ci tym oczy! - krzyknął do Spadesa. Po tym potężnym ruchem skrzydeł wzbił się jakiś metr nad ziemię i zaczął kontynuować opuszczanie Sali Sądowej.
[z/t]
//Miło było ale się skończyło //

_________________
hehe:
Kiedy Grow szczuje Cię swoimi Pieskami:

---Deus---Eus---



Asmodeus
-----------
Anioł

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Asmodeus - Anioł Rozpaczy

Powrót do góry Go down

Re: Sala Sądu    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 9 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: (!) Góra Babel :: Katedra