Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Go down


Pokój na piętrze. - Page 5 Empty Re: Pokój na piętrze.

Pisanie by Rhett on 10/5/2019, 23:23
 — Znam, większość dzieciństwa spędziliśmy razem — odparł, wspierając policzek na wyciągniętym ramieniu. Przez chwilę chciał unieść głowę, gdy padł początek pytania, lecz zrezygnował tak szybko, jak i ono się urwało.
 Zrobił coś innego.
 Wycofał ręce z cenionej przez Wilczura strefy. Skrzyżował przedramiona na blacie, zaraz przenosząc na nie podbródek. Wygodna pozycja pozwalała wciąż obserwować twarz rozmówcy, niemniej po wyciągniętych przez kilka ostatnich minut wnioskach postanowił nie korzystać z okazji. Zamiast w pokiereszowanym licu utkwił wzrok wpierw w blacie, później przemknął nim po lokalu, który nadal pękał w szwach.
 — Nie od razu chciałem dołączyć, na początku w ogóle nie brałem pod uwagę takiej możliwości — mruknął, niezauważalne zaciskając palce na ramionach. — To przyszło z czasem. She rzucała małymi, nieznacznymi opowieściami, a Desperacja aż huczała od plotek. Fascynacja przyszła z czasem. Im więcej Psów zakręciło się w pobliżu, tym bardziej rosła. W końcu doszła do tego momentu — zahaczył spojrzeniem o ciemny płyn w swojej szklance. Przez chwilę analizował gładką powierzchnię, by po kilku sekundach przenieść barwne tęczówki na inny, nieokreślony punkt.
 — Nie pomyślałem — ramiona drgnęły e bezwiednym geście. — Zresztą zniknęła, zanim zdążyłem. Szukałem, ale jej nie znalazłem. Nie mam pojęcia, gdzie jest.
 Przepadła. Całkiem jak...
 — I tak się będzie opierać.
 Nie uniósł oczu, zamiast tego mrużąc je sekundowo.
Wiedział to od początku. Nayami też to wiedziała, dzięki czemu Marshall był stuprocentowo pewien, że i na tą przeszkodę opracują strategię. Dla takiego duetu Jekyll nie był murem niemożliwym do przeskoczenia.
 — Mamy całą wieczność na opowieści. Mogę umilknąć i dać ci pole do popisu — dopiero teraz zetknął na Growlithe'a. Przez kolorowe tęczówki przemknął drobny, zadziorny błysk, którego nikt inny poza samym adresatem nie mógłby wychwycić.
 Wsłuchał się w pytania i kilka teorii. Nie przerywał, grzecznie czekając na swoją kolej. Czas wykorzystał na zebranie słów, którzy chciał użyć do odpowiedzi. Już nawet otwierał usta, gdy nowy głos zawitał w rozmowie, przyciągając uwagę obu wymordowanych.
 — Dolać wam?
 — Do pełna
 Spochmurniał.
 Niedawno przywrócony do życia ogon po raz kolejny zamarł w bezruchu, ciemne uszy zaś opadły w przód. Ledwie ujął jeden łyk ze szklanki i już miała być wypełniana?
 Później stało się coś, co wyprostowało młodemu plecy i stuliło dłonie w pięści. Nie ze złości, a ze wstydu.
 W pierwszej chwili chciał zaprzeczyć; pokręcić głową, zrzucić energiczne "wcale nie!" którym prawdopodobnie zwróciłby uwagę najbliżej siedzącej grupy. Sekunda namysłu wystarczyła do zmiany zdania. Jakoś tak spokorniał, opuszczając wzrok na stolik, by po chwili złapać kelnerkę za rękaw. Niemal od razu pochyliła sylwetkę ku niemu, jakby przerabiali to już miliony razy. Wyszeptał kilka słów, dokładając przy tym wszelkich starań, żeby nikt poza dziewczyną przypadkiem nie usłyszał, że tak, że był głodny.
 Kai wyprostowała sylwetkę, dość szybko posyłając młodzieńcowi krótkie spojrzenie. Nie mówiąc niczego, ułożyła dłoń na ciemnych kosmykach i zmierzwiła je szybkim ruchem na sekundę przed zniknięciem między innymi gośćmi lokali.
 Tym subtelnym gestem wywołała rozweselony uśmiech na ustach szczeniaka. Szybko wrócił do poprzedniej pozycji, kryjąc ziewnięcie w skrzyżowanych zaplecionych przedramionach.
 — Tak, to coś, jak przedawkowanie. Zwykle wszystko jest w porządku, ale im częściej po to sięgasz, tym bardziej wpadasz w nałóg — mruknął, przesuwając palcem po zdezelowanym blacie. Znów zajął się zajmującymi ręce bazgrołami. — Niczego mi też nie zrobił. Znaczy... Brałem taką możliwość pod uwagę, ale czas pokazał, że nie w tym rzecz. Myślałem też, że chodzi tylko o jego krew, ale to też się nie sprawdziło. Każda inna działała tak samo, więc to nie lecznicze właściwości są ważne tylko... Krew sama w sobie — drobne skrzywienie znalazło miejsce na licu bruneta. Nawet niewinna myśl o osobliwym posiłku wykręcała żołądek na drugą stronę.
 Na powrót Kai nie musieli czekać długo. Wróciła z całym naręczem przedmiotów, wpierw wypełniając szklani, a później zajmując się resztą. Drewniany talerz stuknął o zdezelowany blat, prezentując przed wymordowanymi porcję pieczonego mięsa. Dziewczyna rzuciła jeszcze szybkim, porozumiewawczym spojrzeniem matki, która oczekiwała opróżnienia całej miski i czmychnęła między stoliki.
 Dzieciak naparł palcami na brzeg naczynia, przesuwając je nieco ku hersztowi.
 — Jeśli mam zjeść, to zrób to ze mną — mruknął nagle. — Żeby porządnie wyleczyć rany potrzebujesz dużo siły, więc dobry posiłek na pewno ci się przyda — nie znalazł odwagi, by w takim momencie unieść wzrok na oblicze towarzysza; trzymał oczy uparcie utkwione w przypadkowym elemencie otoczenia.
 — W zamian odpowiem na jeszcze jedno pytanie. Na całą resztę przyjdzie jeszcze czas. Poza tym chciałbym usłyszeć coś o tobie — mruknął na koniec nieco zrezygnowany. Tym razem to on oparł łokieć o blat, by następnie ułożyć podbródek na wnętrzu dłoni. Posiłku na razie nie ruszył, czekając, aż jego rozmówca sięgnie po pierwszy kęs.
 — Proszę? — w końcu znalazł siłę na podniesienie oczu. Spotkał wzrok z tęczówkami w barwach złota i lodu, wpatrując się w nie ze szczenięcą determinacją. Ciemne ucho drgnęło, natomiast ogon szurnął o siedzenie.


Pokój na piętrze. - Page 5 Pine_threes_f2u_by_ao_no_lupus-d9ydzfl
Pokój na piętrze. - Page 5 Q1-1528134252
Pokój na piętrze. - Page 5 Q2-1528134392
Rhett





Rhett
Opętany

Powrót do góry Go down


Pokój na piętrze. - Page 5 Empty Re: Pokój na piętrze.

Pisanie by Arcanine on 23/5/2019, 23:33
Musiał przyznać, że dzieciak był wytrwały. Nie oczekiwał po swoim informatorze zbyt wiele, a gdy zobaczył młodzieńcze oblicze i skrzące się jak tafla wody w bezwietrzną, rozgwieżdżoną noc oczy — wtedy nie oczekiwał już niczego. Mógł więc założyć, że to właśnie brak jakichkolwiek wymagań wykrzesał iskrę zaskoczenia; nie dałby sobie zresztą wmówić niczego innego. Rozmowa, która wedle przyzwyczajeń nie powinna trwać dłużej jak parę mruknięć, rozwlekła się na wielopoziomową dyskusję. Mimowolnie czuł, jak puszczają więzy; szczególnie te zadzierzgnięte na gardle. Mijały lata, a on coraz bardziej dusił się w towarzystwie innych ludzi, suchość w przełyku nie pozwalała na wdawanie się w szczegóły, doszło wręcz do tego, że mówił tak, jakby wydawał rozkazy — krótko, treściwie. Szczękę miał zardzewiałą, a język wydawał się kawałkiem drewna. Wilczur przełknął ślinę, odtrącając od siebie myśl, że na przestrzeni wieków zatracił w sobie pewne możliwości.
„Znam, większość dzieciństwa spędziliśmy razem”.
Przytaknął mimo sztywnego karku. Tematy szybko się zmieniały, nie musiał się więc martwić milczeniem. Odepchnął motyw czarnowłosej wiedźmy daleko; jak najdalej. Wystarczająco, aby nie wciągnąć się w wir pytań, na które i tak nie znał odpowiedzi. She nigdy mu ich nie dawała.
Obejmując zabandażowaną ręką szklankę, przyglądał się Rhettowi; słuchał nie tylko słów, słuchał przede wszystkim jego ciała, bo do tego przyzwyczaiło go życie na Desperacji. Przystosował się do kłótni na zęby i czułości szeptanych dotykiem; do wymownych spojrzeń.
Potrafił odpowiedzieć na drgnięcie mięśnia, ale nie dobierał wyrazów do obecnej konwersacji; wkurzające. Zaczął sobie wmawiać, że miał do tego prawo — przede wszystkim nie przyszedł tu po to, aby dialogować. Z drugiej strony: aż do teraz był święcie przekonany o posiadaniu wysokiego poziomu człowieczeństwa. Spotkanie po latach z tym młodym wymordowanym uprzytomniło mu, że powoli się staczał. Nie do wiary, że zanikały w nim umiejętności tak podstawowe jak wymiana swoich poglądów, i to przy dobrym alkoholu, siedząc w miejscu znanym i dającym bezpieczeństwo. Rhett miał rację — cała wieczność przed nimi na opowieści.
Growlithe uśmiechnął się cierpko i już to starczyło, aby podkreślić jego stanowisko. Żadne limity czasowego tego świata nie byłyby w stanie rozwiązać mu ust. Nie przy takim poziomie degradacji, nie przy takiej lepkości, jaką czuł, ilekroć rozchylał wargi. Miał je sklejone mazią, która kazała ZAMKNĄC MORDĘ, PSIE. WIESZ CZEMU? WIESZ.
Wiedział, jasne.
Obrócił naczynie, nie zerkając na Kai choćby kątem oka. Po namyśle wziął następnego łyka, większego. Haust zakończył kategorycznym stuknięciem grubego spodu szklanki o blat. To, co przed momentem zostało mu dolane do szkła, w połowie przelewało się już przez przełyk. Był ciekaw, czy po następnych paru kolejkach gorąco w krtani wreszcie roztopi niewidzialne szwy, które zaciskały się na jego strunach głosowych.
Brwi ściągnęły się nagle ku sobie, gdy drewniany talerz szurnął po stoliku. Dopiero wtedy dwukolorowe ślepia błysnęły, unosząc się na twarz dzieciaka. Propozycja wspólnego posiłku zawisła między nimi jak lodowata mgła. Opuszki i knykcie herszta pobielały od zaciskania palców na ściankach szklanki.
Nie jadam takich rzeczy. — Ściśnięty żołądek zaprotestował, ale niewzruszona twarz Growlithe'a zdawała się potwierdzać odmowę. — Nikomu nie wadzisz, nic ze sobą nie zabrałeś. Na razie jeszcze nie masz takich odruchów jak moje i to jest dobre, korzystaj z jedzenia. — Odsunął alkohol, aby zrobić sobie miejsce na ramiona, które skrzyżował na blacie. Przechylił się nieco do Rhetta, badając nieruchomym wzrokiem jego postać. — Zmieniły się od naszego pierwszego spotkania. Mutacja postępuje we właściwym kierunku?
Drgnęły mu opuszki; widać to było. Prawie oderwał jedną z dłoni od przedramienia, o które się opierała. Krótki dyg, po którym palce wczepiły się mocniej, niemal wżynając paznokciami w nagą skórę. Skrzywił się, ganiąc za to, co chciał zrobić. Gdyby się nie powstrzymał, od hipokryzji połowa Przyszłości zaczęłaby kichać.
Tracisz kontrolę?
Rzucił spojrzeniem na ścianę, jakby oczekiwał, że gdzieś niedaleko zawieszono zegar. I tak się zasiedzieli. Gdzieś w tle wyły dzikie psy.
Bierz żarcie i wychodzimy. Niedługo zacznie zmierzchać. — Przede wszystkim jednak niedługo zaczęłaby się rozmowa. Grow podniósł się ze swojego miejsca i sięgnął po wcześniej szmyrgniętą na oparcie kurtkę. Rana pulsowała tępym bólem, kiedy wcisnął nadgarstek w rękaw.
Jeżeli się pospieszymy i przed nocą dotrzemy do czerwonej skały, dostaniesz swoją rekompensatę jeszcze dziś.

zt x 2




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Powrót do góry