Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 03.04.17 22:58
Kierowana w jego stronę obelga, prędzej wywoływała u niego jeszcze większe rozbawienie, niż choćby najmniejsze poczucie obowiązku do zastanowienia się nad własnym zachowaniem. Słyszał już o wiele, wiele gorszych przytyków, więc żadne podstępne bydlę nie było w stanie go obrazić.
Oparł łokieć na stole, ręką podtrzymawszy sobie głowę. W jego spojrzeniu wciąż skakały złośliwe ogniki, choć cała twarz prezentowała się dość statycznie. Wolał się trochę opanować, nim faktycznie zostanie skazany na tydzień ciągłego bólu naznaczonej sińcem szczęki. Jeżeli dalej będzie się tak nadwyrężać…
Niemniej, im dłużej trwał wywód przyjaciela, tym Ailen szerzej otwierał oczy, a kąciki ust mimowolnie wędrowały ku górze.
- Oho, czyli czujesz się wykorzystywany seksualnie przez ściany, podłogi i meble? – parsknął delikatnie, z trudem ujarzmiając ogromną chęć wybuchnięcia śmiechem. W końcu powinien zachować zdecydowanie więcej powagi, gdy jego najdroższy przyjaciel właśnie jawnie prosił go o pomoc, prawda? Ręka, która przed momentem podtrzymywała posiniaczony łeb Charta, zeszła na dół i zwinęła się w pięść. Ai bezceremonialnie popukał kilka razy w blat stołu, zniżając nieco głowę w kierunku wspomnianego mebla. – Dzień dobry, panie stole. Prosiłbym o zaprzestanie bycia tak atrakcyjnym dla mojego przyjaciela. Skarży mi się na gwałty, a równocześnie mówi, że go pan przyciąga… porozmawiać też z podłogą, Chris? – tupnął nieznacznie nogą w podłoże. Pamiętał, że skóra stóp była w opłakanym stanie, więc tapnięcie było zdecydowanie subtelne, ale ktoś z dobrym słuchem mógłby je wychwycić bez większych problemów. Zapomniał jednak o mimice. Nie potrafił powstrzymać się od pełnego rozbawienia wyszczerza, z którego aż wylewała się dziecinna złośliwość. Skrzywił się niemal natychmiast, tym razem przymykając nieznacznie oczy. Przesadził. Dłoń powtórnie zawędrowała do twarzy w rozpaczliwej próbie rozmasowania rwącego miejsca. Mimo wszystko sam poszkodowany jeszcze kilka dobrych sekund walczył z tlącym się uśmiechem i cichym parskaniem ze śmiechu.  – Wykończysz mnie, Chris. Ja aż tak bólu nie lubię…
„To satysfakcjonujące.”
- Chyba naprawdę masz jakieś zapędy masochistyczne.
Uwagę o refleksie zbył po prostu rozbawionym skinięciem głowy, skupiając się na jedzeniu.
„Mam dziwne wrażenie, że wcale nie będzie łatwo”
- No, jeżeli nie planujesz rozwalić sobie drugiej ręki w trakcie tej dyskusji… – wskazał głową zabandażowaną kończynę przyjaciela - … to można przyjąć, że nie będzie tak źle. Chociaż cholera cię tam wie z tymi obrażeniami. Tyle ciekawych rzeczy się dziś o tobie dowiedziałem, że aż nie wiem czy nie zacząć się martwić… - nie, on już nie da mu o tym zapomnieć. Zaraz jednak przykrył swoje złośliwości. - Przyjdź jeszcze kiedyś do mojego pokoju.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Skoczek on 10.04.17 22:29
......Chris bardzo łatwo ekscytował się, przez co zapominał o pewnych obrażeniach. Teraz w ramach kary jego ręka zapulsowała tępym bólem, przypominając mu o wizycie u Jinxa i jej skutkach ubocznych. Cóż, ewidentnie powinien w końcu ogarnąć swoje wybujałe emocje, ale to wcale nie było dla niego proste.
- Nie rozumiem, dlaczego bawią cię moje problemy - parsknął cicho, z pewną dozą niezadowolenia, jednak kolejne słowa i gesty Ailena sprawiły, że uderzył lekko głową w stół i zaczął się bezpardonowo śmiać. - Dobra, dobra. Poddaję się.
Miał swoje ograniczenia. Nawet jemu od czasu do czasu kończyły się pomysły do dramatyzowania. Poza tym kwestia wypowiadana przez przyjaciela rozbawiła go bardziej, niż się spodziewał. Chyba dopiero teraz dotarło do niego, jak bardzo tęsknił za tym bezczelnym, pyskatym polipem. Na szczęście Kurt miał pewną subtelną ilość uroku osobistego, przez co pewnie innym łatwiej było znieść jego pyskówki. Samego Pudla niezbyt to obchodziło, akceptował Ailena zarówno ze wszystkimi zaletami, jak i wadami. Nawet jeśli stary przyjaciel potrafił naprawdę mocno dogryźć. Z drugiej strony wymiana złośliwości utrzymywała umysły na wysokich obrotach - było to dość ważne w wypadku tak długiego stąpania po świecie.
- Oczywiście, że wpadnę - rzucił, po czym przeciągnął się delikatnie. - Dobra, kolego. Ty idź odpoczywaj do swojego pokoju i regeneruj się, a ja idę stoczyć bitwę słowną z nieszczęsną anielicą. Życz mi powodzenia i mówię poważnie, Ailen. Odpocznij. Nabierz sił.
Wstał i pełnym gracji krokiem opuścił swoją teatralną salę.
Z tego co Chris się dowiedział, po pewnym czasie Chart również opuścił kuchnię.
ztx2


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 08.11.17 21:07
Wędrował za zapachem jedzenia, ale także dzięki pomocy Rebeki w ogóle się poruszał. Chociaż magicznym sposobem, dzięki leczniczej krwii tej kobiety, której imienia nadal nie znał, rany na jego nogach zasklepiły się w bardzo krótkim czasie. Mięśnie były jednak nadal zmęczone, opuchlizna najwyraźniej będzie trzymać się jeszcze przez jakiś czas, ale chociaż odzyskał wiarę w ponownie uzyskanie pełnej sprawności.
To źle, bardzo źle. Jeżeli zacznie wierzyć w magię, przestanie mu zależeć na dbaniu o właśnie bezpieczeństwo, zacznie rzucać się w wir szaleńczych mordów, gotowy nawet i pożreć Destrophy, by dostać trochę jej krwi. Teraz jednak był grzecznym wymordowanym, skupionym jedynie na dotarciu do kuchni i przetrząśnięciu zapasów, zanim Matylda zorientuje się, że do spiżarni trafił osobnik bez dna w żołądku.
Towarzyszyła mu Rebeka, nie da się powiedzieć odwrotnie, skoro to on z wysuniętą do przodu paszczą kuśtykał w szaleńczym tempie po tunelach za wonią kiełbasek. Kiełbaski to był dar z nieba dla jego osoby, na pewno nie inaczej. I nie jedna, a całe pęta, sznury jedzenia, cenne naszyjniki pięknych jelit wypełnionych mięskiem.
Teraz nawet gdy oblizywał usta, nie był w stanie powstrzymać wściekłego ślinotoku. Musiał spać kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt godzin od kiedy dostał w łeb, chyba od Fenka. Ten to potrafił go uśpić, nawet problemy ze snem wtedy nie występowały. Musiał więc nadrobić te zaległości. I nie trzeba było dużo czekać, wraz z przekroczeniem progu jaskini nazwanej pięknie kuchnią wyrwał się do przodu, lunatycznym krokiem zmierzając ku stosach jedzenia zapakowanego jak tylko się dało.
- Kiełbaski, kiełbaski, kiełbaski, kiełbaski... - sapał, wyciągając swoje długie pazury w ich kierunku, głaskając przez moment śliską powierzchnię jelit i napawając się widokiem, który niewątpliwie niedługo odejdzie w zapomnienie.
Zdjął z haka długi sznur i wpakował sobie do buzi pół kiełbaski na raz. Silna szczęka, natychmiast zmieliła pożywienie, tylko wzmagając swoją słodką wonią i smakiem głód wymordowanego. Niewiele brakowało by wpadł szał, tym razem nie mordu, ale pochłaniania wszystkiego, co znajdowało się w zasięgu jego wzroku.
Na ten moment utracił wszelkie zdolności mowy, może to lepiej, skoro jego gęba non-stop była wypełniona po brzegi jedzeniem. Nie tracił ani sekundy, opadł na kamienną podłogę, pochłonięty do granic jedzeniem. Raj.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 08.11.17 22:09
Targanie za sobą na wpół wyleczonego, rozochoconego perspektywą wyżerki Dobermana było wyzwaniem godnym starego teleturnieju Chwila prawdy. Nawet gdyby na Rebece nie spoczywało minutowe ograniczenie czasowe, pewnie udałoby się wykonać zadanie; Kirin ciągnął do przodu z zapałem właściwym dla większej sprawy i gdyby nie miał jeszcze problemów z chodzeniem, anielicy pewnie trudno byłoby za nim nadążyć. W końcu wypowiedziała słowo klucz - kiełbasa, przez co nic już nie mogło teraz powstrzymać głodomora od szturmu na kuchnię. Miała tylko nadzieję, że uda im się minąć z Matyldą, bo ta na pewno nie byłaby zadowolona z zamętu zasianego w uporządkowanej spiżarni.
Dotarli na miejsce, przy czym albinoska uznała za stosowne puszczenie podopiecznego samopas - niech się wyszaleje, i tak nie była w stanie go powstrzymać - a samej również znaleźć coś smakowitego w ramach kolacji.
- Smacznego. Tylko się nie udław - rzuciła pobieżnie do zajętego swoją upragniona zdobyczą Vincenta i sama podeszła do położonej nieopodal skrzynki, gdzie pyszniły się pomarańcze. Większość została przeznaczona na przetwory, żeby zachowała się na dłużej, ale kilka zostawiono do zjedzenia na świeżo. Wybrała większy owoc z wierzchu, po czym wbiła paznokieć w sprężystą skórkę, tworząc rysę przecinającą owoc dookoła. Podważyła też ją zaraz palcami, odrywając fragment w kształcie półkuli, a zaraz potem pozbywając się drugiego. Takie połówki mogły się potem przydać do różnych ciekawych rzeczy, więc nie warto było ich wyrzucać. O wiele bardziej interesujący był jednak sam miąższ, którego cząstkę zaraz oddzieliła od reszty i ugryzła z lubością. Może i nie była to eksplozja smaku, ale i tak o wiele lepsze od wielu rzeczy, które jadało się w chudych latach. Nim się w ogóle spostrzegła, wepchnęła w siebie calutką pomarańczę, wyrzucając tylko biały środek.
- Hej, podaj mi też jedną - zwróciła się znów do Kirina, obserwując z rozbawieniem jego małe rendez-vous z kiełbasą. Trzeba było korzystać, nim wsunie wszystkie pęta jak spaghetti, a to mogło nastąpić naprawdę szybko. Wcale się mu nie dziwiła; sama byłaby niemożliwie głodna po tylu przeżyciach, a mięso było nie byle jakim smakołykiem. Też nie chciała przepuścić takiej okazji do skorzystania z życia i gotowa byłaby nawet walczyć o swój udział w tym gastronomicznym dobrobycie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 11.11.17 18:23
Nie miał zamiaru się udławić, chciał umrzeć, ale w sposób dużo bardziej niesamowity, niż nie mogąc nabrać oddechu przez swoje łakomstwo. Każdy kto znał go wiedział jednak, że użyteczny Kirin, to najedzony Kirin. No, może gdyby go pchnąć w zgraję przeciwników z paskudnym głosem, to też by się zdał, ale to obosieczna broń, głodny był rozdrażniony. Rozdrażniony był niełatwy w opanowaniu, bo chociaż lojalny, czasami widział w swoich towarzyszach wredne ochłapy mięsa.
Pochłonął jedną kiełbasę, zabrał się za drugą, wcale nie myśląc, by podzielić się akurat tym konkretnym pożywieniem. Nawet jeżeli chodziło o Rebekę, spojrzał na nią z ukosa, gdy zasugerowała, że miałby jej podać swoją zdobycz. Może tą najmniejszą na samym końcu... nie, chciał je wszystkie.
- Nie możesz najeść się pomarańczami? - mruknął w odpowiedzi, siadając tyłem do anielicy. - Wiesz, tłuszcz... jakieś takie żyłki, nic dobrego.
Oblizał palce po kolejnej porcji, czając się na trzecią. W sznurze było ich pięć, ale gotowy był zabrać się za jeszcze jeden i jeszcze jeden, byle tylko zaspokoić to ssanie w żołądku, ale także by uciszyć swój umysł.
Problem polegał na tym, że w głowie mu huczało chyba jeszcze od tego uderzenia, które otrzymał w kasynie. Dotknął miejsca, ale opuchlizna zniknęła, ból także, dlaczego więc w środku cały czas słyszał szum fal, na zmianę z gadaniem Alicji?
Uciekaj Vicnent, uciekaj...
Jak nagranie, które się zacięło. Jej słowa niekiedy posiadały sens, innym razem powtarzały te same słowa w kółko, a on nadal nie wiedział przed czym i dlaczego ma uciekać. Przed czym musiał uciekać, że te słowa tak mocno wyryły się w jego umyśle. Zawsze zamyślał się przez to na krótki, niezauważalny z zewnątrz moment. Pakował właśnie kolejny kęs do buzi, kiedy przypomniał sobie, że nie miał kontaktu ze światem od dłuższego czasu, a dookoła panowała cisza i spokój.
- Gdzie jest reszta? - zapytał, a wcale nie chodziło mu o brak chętnych do jedzenia, czy nieobecność wielkiej Matyldy. Zastanawiał się, czy może wyruszyli gdzieś na wprawę, zostawiając go za sobą, w kryjówce. Jeżeli tak, to informacja raczej go nie ucieszy. Chyba nadawał się do walki, mogli mu chociaż powiedzieć, zainteresować się, zrobić cokolwiek... nie wiedział nawet kim była kobieta, którą zainteresował jego stan zdrowia. Może po prostu odór stęchlizny przyciągnął jej uwagę, weszła do jego dziury i odkryła półżywego dobermana?
Wściekle przegryzał czwartą kiełbaskę, mieląc gębą z cichym powarkiwaniem w przestrzeń.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 12.11.17 18:22
- Nic dobrego? - powtórzyła za nim z wyraźnym sceptycyzmem. Kantować to my, ale nie nas! Mógłby powiedzieć nawet, że zamiast mięsa użyto palonych opon, ale żadne słowa nie były w stanie jej zniechęcić. Po pierwsze, gdyby kiełbaski były takie okropne, jak twierdził, na pewno nie pochłaniałby ich w tak zawrotnym tempie. Choć oczywiście, Kirin miał pewną zdolność do odżywiania się rzeczami absolutnie obrzydliwymi, jednak nie było tak tym razem. Smakowity zapach wypełniał całą spiżarnię, a więc kto miał nos, pozbawiony był wątpliwości. Tak więc nic nie mogło jej przekonać, żeby poddała się tak na wstępie i tylko dlatego, że uparty żyrafek nie chciał współpracować. Niewykluczone, że nie będzie już więcej okazji na dorwanie się do zapasów, dlatego warto było korzystać, póki czas.
Podeszła powoli, cicho stawiając stopy na nierównym podłożu. Trzymając dłonie na biodrach, nachyliła się delikatnie za plecami zajętego konsumpcją wymordowanego. Już-już miała przystąpić do akcji przechwycenia towaru, kiedy padło mało oczekiwane pytanie. Wyprostowała się odruchowo ze zdziwioną miną, choć tej oczywiście Kirin nie mógł zobaczyć.
- Reszta? Jaka reszta? - zastanowiła się na głos, marszcząc białe brwi. - Z tych, co poszli za tobą, wszyscy chyba wrócili...
Przynajmniej tak jej się wydawało, bo nigdy nie śledziła zbyt dokładnie stanu osobowego w kryjówce. Nie od tego była i na dobrą sprawę aż tak jej to nie interesowało, chyba że nagle kogoś z wesołej gromadki trzeba było ratować. Niektórych nie widywało się miesiącami i wcale nie było w tym nic dziwnego, bo zwyczajnie nie udało się danym dwóm osobom zetknąć w plątaninie podziemnych korytarzy.
- A, no i ostatnio wyszła wyprawa, dość spora. Na CATS. Po tego, no... jejku, jak on miał. Gavran - przypomniała sobie w końcu, dla koncentracji krążąc wzrokiem po chaotycznie porozstawianych zapasach. Sama rzecz jasna rzadko brała udział w tego typu akcjach, bardziej przydając się jako stałe wyposażenie kryjówki. Ktoś w końcu musiał pilnować, żeby pod nieobecność najlepszych jednostek żadne łachudry nie rozkradły wszystkiego, co za sobą zostawili. W końcu kiedy zostawiło się wspólny dom bez nadzoru, wiele nieszczęść mogło się stać.
Na przykład jakiś wygłodniały Doberman mógł zeżreć wszystkie z trudem zdobyte kiełbaski.
- Ostatnia jest moja - zarządziła zaskakująco łagodnym głosem i wyciągnęła rękę po jedyny nienapoczęty jeszcze kawałek. Nie było potrzeby rozparcelowywać kolejnego pęta, skoro równie dobrze można się było podzielić. Problem leżał tylko w tym, czy uda się Kirina przekonać do zachowywania się jak grzeczny element wspólnoty, a nie dzikie indywiduum. No cóż, zaraz się przyjdzie o tym przekonać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 12.11.17 20:43
Podważała jego zdanie, jak zwykle, nienawidził tego. Chociaż raz nie mogła przytaknąć i udać, że nawet wiedząc o jego kłamstwie się zgadza? Nie, oczywiście, że nie. Pewnego razu powie coś ważnego, a ona go oleje. Dawał jej ku temu powody, ale z drugiej strony nie pamiętał, by kiedykolwiek chciała go słuchać, co najmniej bez sprawdzenia samodzielnie jego słów.
Poruszył ogonem na bok, teoretycznie mógłby go już zdematerializować, ale czuł się bezpieczniej, kiedy ciężki, długi i przygruby bicz leżał za jego plecami, mógł nim machnąć i złamać komuś nogę, gdyby sobie na to zasłużył.
- Cała reszta. - mruknął, wgryzając się agresywnie w niewinną kiełbasę. Wyładowywał całą swoją irytację na zmielonym i tak już kawałku mięsa. Pękające pod naciskiem jego zębów jelito i grudkowata struktura mielonki chrzęściły z każdym kolejnym kęsem, przeżuwał głośno i bez skrupułów. O kulturze wiedział tyle, że należy częstować innych, jeżeli samemu coś się je. Dlatego właśnie nienawidził kultury i dobrego wychowania, zbyt wielu rzeczy zakazywała, albo wmawiała ludziom, że głodnemu nie wolno się nasycić, bo musi się dzieeeeelić.
Spoglądał na nią kątem oka, zachodziła go od tyłu, a więc pozostawienie ogona wcale nie było takim złym pomysłem, głównie dlatego, że nie ukrywała swojego zainteresowania ostatnią kiełbaską, którą trzymał w ręce. Zmrużył brwi na wieść o wyprawie. Przespał pewnie jakieś zgromadzenie, dowiadywał się o tym dopiero w kuchni i tylko dlatego, że wpadło mu na myśl, by zapytać. Jeżeli pojawił się jakiś doberman, który miał w zamiarze go zastąpić, to Kirin musi się z nim zapoznać i najlepiej od razu pożegnać. Tylko on mógł być najlepszym dobermanem w całym schronisku dla kundli.
- Uganiają się za kotami? - rzucił w przestrzeń, przyglądając się błyszczącej pięknie powierzchni mięsnej przekąski. Nie mógł jej traktować jako pełnego dania, bo zjadł już kilka i wcale nie czuł napełnienia, bez problemy zjadłby jeszcze dziesięć takich i zacząłby rozglądać się nawet za pomarańczami.
Zrób coś paskudnego Vincent, nie daj jej satysfakcji.
Mruknął z zadowoleniem. Alicja czasami miała głupie pomysły, ale niekiedy głupie i zabawne.
Wyciągnął rękę z kiełbaską w stronę Rebeki, ale szybko ją wycofał, jak gdyby sobie o czymś przypomniał. Przyjrzał się jej jeszcze raz i wpakował całą do buzi. Lecz nie przegryzł jelita, nie zatopił w niej swoich ostrych zębów, ale oblizał całość. Bez wstydu zaczął maltretować ją jęzorem do momentu, aż błyszczała się od jego śliny. Po czym grzecznie znowu wyciągnął rękę, by podać ją anielicy.
- Jakiś włosek tam był. Daj, włożę Ci ją do buzi. - zaoferował, w międzyczasie palcem wolnej ręki grzebiąc między zębami.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 12.11.17 21:50
Jeżeli jeszcze nie przyzwyczaił się, że zawsze miała jakieś "ale", to może powinien w końcu zacząć ten proces. Nic nie było bardziej pewne od tego, że Rebeka zawsze potraktuje słowa swojego podopiecznego z odpowiednią dozą ostrożności, nawet jeśli dowody na jego prawdomówność miałaby tuż przed oczami. Zbyt często dogryzali sobie nawzajem, by mogła z automatu traktować serio. Co ciekawe, nie miało to zupełnie nic wspólnego z poziomem zaufania; pomijając momenty braku świadomości w zwierzęcym szale, to właściwie nie mogła niczego szczególnego Kirinowi zarzucić. Był okropnie nieprzyjemny, zawsze ignorował jej dobre rady, odszczekiwał się jak pięciolatek, ale równocześnie nigdy celowo nie zrobił jej krzywdy i choćby za to miał u swojej stróżującej zapewnione minimum szacunku. Absolutne minimum, jak sama zawsze twierdziła.
- Nie powiedziałabym, że się uganiają... to raczej misja ratunkowa. Jeśli dobrze kojarzę, Evendell wszystkich zaalarmowała, zorganizowali się i poszli. Nic więcej nie wiem - stwierdziła beznamiętnie. Pewnie jak wrócą, to dowie się więcej. Cała akcja została zorganizowana dość szybko z powodu naglącej potrzeby oswobodzenia jednego z Psów, a więc ciężko było, żeby wszystkie informacje zdążyły obiec całą ich społeczność. Ale wystarczyło wiedzieć, gdzie i przy kim się później zakręcić, żeby usłyszeć relację z najlepszymi szczegółami.
Zdziwiła się, widząc wyciągniętą ku niej kiełbaskę i od razu zwęszyła podstęp. Ale przecież gdyby nie spróbowała, byłoby to jeszcze gorsze, niż nieudany atak. Dlatego wyciągnęła dłoń po ostatni mięsny kawałek, co skończyło się tylko zaciśnięciem jej w powietrzu w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowała się upragniona zdobycz. Miała nawet zaprotestować nagłos, ale przez dalsze działania wymordowanego aż się w niej zagotowało. Postanowiła nie puścić mu tego płazem, choćby nie wiadomo co. Odmowa mogła być chamska, ale była do przyjęcia. To, co zrobił teraz, było obrazą majestatu i nie mogło przejść bez echa.
Wzięła umazaną w ślinie kiełbaskę między palec wskazujący a kciuk, zachowując kamienną minę mimo obrzydzenia. Wycofała rękę powoli, jak gdyby rzeczywiście zamierzała się poczęstować, ale w ułamek sekundy później ręka anielicy zatoczyła zgrabny łuk, z pełną siłą miotając nieszczęsny kawałek mielonki przez całą długość pomieszczenia. Kiełbaska plasnęła żałośnie w ścianę, po czym spadła w dół, prosto do kubła wypełnionego odpadkami i brudną wodą, który właśnie tutaj grzecznie czekał, aż jakaś życzliwa dusza opróżni go na zewnątrz.
- UPS - wyartykułowała twardo anielica, gdy ciche pluśnięcie zasygnalizowało nieuchronne utonięcie kiełbaski. Bezpardonowo wytarła uślinione palce w rękaw koszulki swojego podopiecznego.
Sam się o to prosił.


Ostatnio zmieniony przez Rebekah dnia 13.11.17 20:45, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 13.11.17 11:04
To była walka, w której żadna ze stron nie miała zamiaru się poddać. Chociaż może lepiej określić to przepychanką, skoro ostatecznie i tak nigdy nie robili sobie większej krzywdy, bądź ją ignorowali. Czy istniały jakieś granice? Pewnie tak, ale przekraczali je na tyle regularnie, że nawet to nie było już jakimś grzechem, nabzdyczyli się trochę, a potem i tak znosili dzielnie własne towarzystwo. Tyle, że nawet jeśli Reb była tu tylko i wyłącznie z jego powodu, on dołączył do bandy, bo chciał działać, być częścią czegoś większego, nie dało się go oskarżyć o brak lojalności, może tylko o skrajną głupotę przy niektórych działaniach, a intencje miał dobre.
- Strata czasu, lepiej byłoby im skopać tyłki, okraść i rzucić do toksycznej rzeki. - mówił, racząc się jedzeniem.
O istnieniu takiej rzeki słyszał jakiś czas temu, ale nie miał jeszcze okazji sprawdzić, czy nie chodzi tylko o fantazyjne plotki. Podobno pływały w niej ryby z oczami na ogonie i węże mogące zjeść wymordowanego słonia, bo zwykłych słoni tu nie zaznasz. W każdym razie wielkie cuda i dziwy, które on, jako przedstawiciel rzadkiej, o ile nie jedyny członek rasy wymordowanych żyraf na wyspach japońskich, musiał sprawdzić. Lubił ryby, dobra, lubił wszystko co dało się zjeść i nie zemrzeć na następny dzień, ale kiedy posmakował w mięsie wodnych stworzeń bardziej niż w czymkolwiek innym. Może dlatego, że czasy były chude i każda jadalna rzecz stała się na wagę złota, ale darzył rybki szczególną miłością. Może trafią się tam też jakieś gigantyczne okazy?
Nieważne. I tak nie miał czasu się na tym skupić, bo zaczął już bawić się z Rebeką i kiełbaską, nie chcąc dać jej satysfakcji z pochłonięcia ostatniej sztuki bez odrobiny poświęcenia. Wszystko szło pięknie, był nawet lekko zadziwiony, że białowłosa odebrała od niego podarunek, nawet jeżeli z obrzydzeniem i trzymając tylko dwoma palcami, ale to co zrobiła potem, wywołało efekt natychmiastowy.
Trzasnął ogonem o ziemię i skoczył ku niej, powalając na podłogę bez szczególnej amortyzacji, przycisnął wielką dłoń opatrzoną w krzywe pazury do jej krtani, z trudem powstrzymując się, by za łapami nie podążyły szczęki.
- Marnowanie jedzenia, tak? Widać, że anioły to rozpieszczone kundle, wszystkiego wam pod dostatkiem, że lepiej coś wyrzucić i wziąć nowe, niż obmyć? - warknął, a jego złote ślepia przepełnione były czystą nienawiścią. Nieważne, że chodziło o Rebekę, niektórych rzeczy nawet ona nie powinna robić. Ale puścił ją, rozluźnił uścisk i bez słowa wstał.
Nie bacząc na to, co może sobie pomyśleć, podszedł do wiadra ze śmieciami i wygrzebał z niej oblepiony brudem, ociekający pomyjami kawałek kiełbasy, który bez skrupułów oblizał jeszcze raz, splunął ze wszystkimi nieczystościami na bok i zjadł ostatnią cześć z pęta, które to, mógł już oficjalnie oznajmić, zjadł samodzielnie w całości.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 13.11.17 20:56
- Nie ja o tym decyduję - skwitowała, wzruszając ramionami. Należała do najniżej położonych cegiełek wielkiej hierarchicznej piramidy, siedziała na najniższym szczebelku drabiny poszczególnych stanowisk. Była od tego, żeby wykonywać rozkazy i zajmować się swoimi zadaniami, a nie zadawać pytania czy kwestionować czyjekolwiek decyzje - choć przecież nie zawsze się z nimi zgadzała. Zdążyła się już jednak przekonać, że zbytnie narzucanie swojego zdania osobom o większej mocy decyzyjnej nie było ani sensowne, ani bezpieczne.
Nie lubiła, gdy ktoś myślał, że przyłączyła się do gangu tylko ze względu na Kirina. Tak to wyglądało z zewnątrz i tak pewnie odbierała to znaczna większość, ale nie miało to zbyt wiele wspólnego z prawdą. Albo może inaczej - prawda była o wiele szersza i bardziej kompleksowa, niż tylko to. W ten sposób było wygodniej sprawować pieczę nad wymordowanym, mieć pewien przymusowy dostęp do jego życia, zawsze w jakiś sposób znajdować się w pobliżu. Ale mogła pełnić obowiązki stróża i bez tego, a przekonana była, że poradziłaby sobie z tym bez zarzutu. Tylko skoro już otworzyła się przed nią szansa stania się częścią takiej społeczności, zaś ilość argumentów "za" pobiła na głowę te "przeciw", nie było co się długo zastanawiać. Gdyby miała taką możliwość pozbawioną elementu nieznośnej żyrafy przebywającej na tym samym poziomie podziemnych tuneli przez większość czasu, też by z niej skorzystała. W drużynie łatwiej, szczególnie w ich niebezpiecznym świecie, a wśród aniołów nigdy nie czuła się szczególnie dobrze. Choć próbowała utrzymać jakąś szczątkową moralność, krystalicznie czyste okolice Góry Babel to nie były jej klimaty. Może dlatego miała kompletnie w nosie, że jeszcze nie tak dawno całą gromadką wyprawili się na Eden i narobili tam niezłego zamieszania, włącznie z ofiarami śmiertelnymi po stronie skrzydlatych.
To już nie był jej problem i za to chwała Bogu. Ha.
Spodziewała się, że jaj akcja nie przyniesie pozytywnej odpowiedzi, a wręcz przeciwnie. Oczekiwała wściekłości, agresji i zwierzęcych odruchów, w czym wymordowany oczywiście jej nie zawiódł. Na przewidziane przez siebie reakcje najpierw tylko uśmiechnęła się ironicznie, mimo ciemnych palców zaciśniętych wokół szyi, a zaraz potem wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem.
- O-o-o c-co ci c-cho-odzi, p-przecie-eż j-jest w w-wodzie, czyli u-u-umyyyta - wydukała, ledwie zmuszając się do artykułowania słów pomimo trzęsącego nią chichotania. - A t-ty i t-tak ją te-eraz z-zjesz, t-tobie n-nic nie p-przeszkadza... - dodała zaraz, tuż przed tym, jak uścisk na jej drogach oddechowych nagle zelżał i wreszcie była w stanie oddychać w miarę normalnie. "W miarę", bo wciąż ledwo łapała powietrze, nie mogąc opanować ogólnego rozbawienia. Leniwie obróciła głowę w kierunku odchodzącego Vincenta, nie przejmując się nawet tym, że nadal leży na chłodnej ziemi, z śnieżnobiałymi puklami rozsypanymi dookoła głowy niczym osobliwa aureola.
- No weź się nie boooocz - mruknęła przeciągle, nadal szczerząc się jak wyjątkowo zadowolony chochlik. W zewnętrznych kącikach oczu miała łzy, które w tym momencie spłynęły bokiem po skroniach i jedna po drugiej skapnęły na ziemię.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Kirin on 14.11.17 20:08
Jedną z najbardziej wyraźnych różnic pomiędzy tą dwójką, pomijając kolory włosów z dwóch biegunów skali kolorystycznej, było ich podejście do życia. Rebeka potrafiła sobie żartować, z powagą wymalowaną na twarzy, ale Kirin nie. Nie potrafił i nawet nie udawał. Kiedy się śmiał, robił to prawdziwie i szczerze, kiedy się denerwował, całe jego ciało emanowało gniewem.
Boczenie się? Nie, w żadnym wypadku. On po prostu kipiał z gniewu, zbyt wiele negatywnych bodźców w krótkim czasie. Czuł się porzucony przez grupę, zostawili go, nie zastanawiając się, czy żyje. A przecież był ich dobermanem, był ich bronią, tym, który powinien iść na czele, zasłaniając ciałem słabszych, rozdzierając na kawałki wrogów. Był głodny, to mówiło samo za siebie. Nienawidził tego uczucia, kojarzyło mu się bardzo źle, chociaż nie wiedział dlaczego, aż tak bardzo. Był obolały, a nienawidził taki być, czuć każdy mięsień, jak gdyby stał w płomieniach. Niedokończona wieczerza tylko podjudzała jego zwierzęce pragnienia i zmysły.
- Zabawny ze mnie pies. - odparł sucho. - Zje byle gówno, bo może.
Sapnął jej w twarz, zanim jeszcze podniósł się do pionu. Kiedy w końcu to zrobił, dało się zobaczyć, że jego krok jest sztywny i mechaniczny, nie chodził z lekkością, jaką zazwyczaj emanował. Był prostym facetem, dało się z niego czytać, jak z otwartej książki.
Vincent, Vincent, uciekaj...
Przesunął dłonią po twarzy, czując że poci się nienaturalnie. Może to z powodu obrażeń, nawet jeżeli zdawały się goić w sposób magiczny, musiały po sobie zostawić jakieś ślady. Poczuł żelazisty posmak w ustach. Przegryzł sobie wargę kiedy nie zauważył?
Kirin, Kirinku... braciszku, opanuj się...
Splunął na bok. W ustach nie było krwi, ale czuł jej okropny smak, przełknął ślinę nerwowo. Złote oczy pokrywały się mgiełką ślepców, ogon kiwał na boki bez żadnego rytmu. Mlasną kilka razy, ale usta znowu były czyste, umysł także. Niczym kula z której przewiduje się przyszłość, otoczony mgiełką, które ewoluowała, tworzyła kształty, nigdy nie pokazywała konkretów, nie przybierała żadnej sensownej barwy. Nie była do końca z tego świata, ale sugerowała coś, co do niego należało.
Kirin już nie należał, jego ciało nie należało, umysł także.
Odwrócił się i doskoczył do leżącej kobiety, sunąc z rozmachem pazurami po jej twarzy.

Kirin ---> szał poziomu E.






Flirting with madness was one thing;
when madness started flirting back,
it was time to call the whole thing off.


avatar





Kirin
Doberman     Poziom E
GODNOŚĆ :
Vincent de Lacroix aka. Kirin / Seba z DOGS


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry