Strona 6 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 29/6/2016, 10:53
Przedstawianie się Julianowi było jedynie zbędną formalnością, bowiem istniało wysokie prawdopodobieństwo, że zaraz wszystkiego zapomni. Jak zwykle, z resztą. Mimo to doceniał cząstkową kulturę obcego towarzysza i że na pytanie nie splunął gdzieś pod nogi i nie rzucił Nie twój zasrany interes. Chociaż czy można było spodziewać się czegoś takiego po kimś, kto automatycznie kuli się po jakiejkolwiek integracji? Cóż. Świat jest duży, ludzie są różni, a Julek nadal bardzo musi udać się do wyjścia.
Insomnia najwyraźniej kompletnie zapomniała o swoim biednym aniele, który po tym jak już zostawił Bogu winnego Rubena, odsunął się na bezpieczny dystans. Od razu zainteresowała się chłopaczyną, najwyraźniej zbytnio zwracając uwagę na jego oczy. Nie to, że nie były wyróżniające się. Ale Nayami bardzo szybko traciła koncentrację na jednej rzeczy, co w tym przypadku było, hm, niepotrzebne.
Sądzę, że to raczej nie z jego winy – odpowiedział dziewczynie, w dziwnym nawyku poprawiając swoje ubranie. Następnie przeczesał dłonią włosy, bo stwierdził, że to dobry moment. Rozejrzał się, sam nie wiedział po co. Przecież większości i tak nie ma.
No już, już, nie strasz nam pana – wymruczał, łapiąc Insomnię za kaptur i odsuwając nieco, jakby stwierdzając, że Julian naruszający cudzą przestrzeń prywatną to już wystarczająco dla biedaka. Zaś na zadane pytanie nadal nie wiedział, jak odpowiedzieć. Niby miał jedno imię w głowie, jednak jaką miał pewność, że to naprawdę jego? Jak dramatycznie, mój drogi, jak dramatycznie.
Mów mi Julian – odparł w końcu i uśmiechnął się na tyle przyjaźnie, na ile tylko może wyglądać cudza twarz. Anielska twarz! +20 do kamuflażu wewnętrznego szaleństwa.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Insomnia on 20/11/2016, 22:12
FABUŁA ZAWIESZONA
brak aktywności

[z/t]


avatar





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Skoczek on 12/3/2017, 20:15
......Kpiny Ailena odnośnie zabójczej koordynacji ruchowej sekretarza sam zainteresowany skomentował poprzez jakże wymowne, pełne godności milczenie. To wcale nie wyglądało aż tak źle... no może faktycznie czasami jego niezdarność przekraczała wszelkie pojęcia, ale nie oznaczało to, że był nieporadny życiowo. Sam jego chód cechował się pewną lekkością, ale Pudel bardzo szybko potrafił się rozkojarzyć. A wtedy tak jakoś dziwnie plątały mu się nogi. Oj tam, przecież to nieważne.
Ważne było to, że podczas wędrówki nie zaliczył ani jednego zderzania z twardym podłożem, czy też ścianą. Może to przez dość powolne tempo, które utrzymywał razem z Ailenem, nie chcąc go specjalnie forsować. Tudzież trafić na Jekylla, który pewnie dostałby szewskiej pasji na ich widok. Chrisa ostatecznie czekałby marny żywot i zapewne sroga zemsta Bernardyna. A szczekliwy (przepraszam, broniący swoich racji) kolega mógłby tylko pogorszyć sytuację. Pomijając rzecz jasna fakt, że angielski doktor pewnie by mu to nieszczęsne ramię sam oderwał. Tak w ramach katy. No cóż, sami sadyści w tym DOGS.
Niemniej udało im się dotrzeć do kuchni bez żadnych ekscesów. Sekretarz powitał Matyldę uśmiechem, następnie prosząc ją o coś do jedzenia. Pozostał z nią w dobrych stosunkach, w końcu kontrolował stały przepływ żywności, czasem załatwiał przyprawy, pilnował, by działał "komin" odprowadzający dym. Co prawda kucharka uważała, że je za mało, ale co to za Desperat, jeśli nie chodzi czasem głodny? Mimo to, choć gang nie był rajem, to trzeba było przyznać, że umożliwiał w miarę regularne napełnienie żołądka czymś innym niż surowe mięso. A dziś Chris chciał z tego skorzystać, nawet jeśli wygląd dania często wzbudzał pewne podejrzenia co do jego pochodzenia.
- Dobra. Wypadałoby gdzieś usiąść, inwalido - rzucił, szerząc zęby w stronę Charta.
W jadalni było parę osób, część przywitała się przez krótkie burknięcia, inni przez uśmiechy, a jeszcze kolejni energicznie machali dłońmi - tak, w gangu zdarzali się nawet specyficznie optymiści. Większość jednak zajęta była swoimi sprawami. A Pudel zawsze wychodził z założenia, że męczyć (nie)ludzi można dopiero po tym, jak już zjedzą. Inaczej mogli próbować zrobić sobie z niego zakąskę.
- Co do wcześniejszej rozmowy, tak, mam coś w języku japońskim, bez obaw. Co prawda same stare egzemplarze, ale lepsze to niż nic. Tylko będziesz musiał uważać, by się nie rozsypały - mruknął, zajmując pierwsze lepsze miejsce.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 12/3/2017, 20:16
Stawiał ostrożnie każdy krok, co rusz podpierając się o ścianę. Ostatnia podróż z pokoju do sali treningowej zajęła mu jakieś niecałe pół godziny, więc i tak był pod wrażeniem, że teraz szło mu nawet sprawnie. Nie wiedział czy zasługa tkwiła w oswojeniu się z wysiłkiem fizycznym – w końcu trochę poruszał się z Alphą - czy usilnej chęć niewypadnięcia gorzej przed przyjacielem, ale mógł wyglądać dość interesująco z tym pozornie bezsensownym, pełnym satysfakcji uśmiechem na twarzy. Szczególnie, że na co dzień prezentował się jako chodząca definicja ponuractwa.
To było zabawne, że cieszyły go takie głupie rzeczy.
Uśmiechnął się na widok koleżanki po fachu. Uradował się widokiem przyjaciela. Gdy zaproponowano mu spacer do kuchni, wyglądał jak dziecko, któremu ktoś zaoferował zabawkę. Teraz na dodatek szczerzy się bezcelowo szczerzy się idąc – żółwim, bo żółwim – tempem w stronę jadalni. Zastanawiając się nad tą chmarą pozytywnych emocji, która zaczęła go prześladować, postanowił nieco stonować i nim wszedł do pomieszczenia, przybrał odrobinę na neutralności. Poniekąd łudził się, że Chris nie zauważył tych nagłych zmian w mimice, gdy szli ciemnym korytarzem. Wolał się z nich nie tłumaczyć.
Skinął bez słowa łbem, do tych, którzy raczyli się z nim przywitać. W pamięci wymieniał imiona wszystkich, których znał, znowu doznając rozlewającego się ciepła i jakiejś niezrozumiałej formy stresu, która obudziła się w żołądku. Nie znał wszystkich, ale zdecydowaną większość przynajmniej kojarzył.
- Inwalido? – spojrzał na niego, spod przymrużonych oczu. Był w zbyt dobrym nastroju, by wiarygodnie poudawać irytację. Podążył za Skoczkiem i zajął miejsce naprzeciw niego, nie mogąc się powstrzymać od małego pogapienia się na ściany, wytarte meble czy parodie naczyń, spoczywające na stolikach innych Psów. – Większość wygląda tak, jak zapamiętałem. - chłonął każdą ewentualną zmianę, jak gąbka, choć niewiele zdążyło się zmienić; może przez to czuł się tak doskonale.
- Jasne, będę delikatny. W zasadzie co to będą za książki? – zagadnął, opierając się łokciami o blat. Zaczął skubać rękaw bluzy, chwilowo odwracając wzrok od przyjaciela. Uznał, że musi się zająć się czymś mniej wymagającym, bo znając własne rozkojarzenie, jeżeli dalej będzie tak okręcał łeb dookoła siebie, nie dotrze do niego żadne słowo Chrisa. – Tylko mi nie mów, że będą to jakieś podręczniki do mechaniki. Albo oklepane romanse… - tym razem pokusił się o podejrzliwe, nieco pokpiwające spojrzenie w jego kierunku - ... chociaż może bym się nawet tak bardzo nie zdziwił, gdybyś wyjechał z czymś takim...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Skoczek on 16/3/2017, 19:53
......Chris odgarnął z czoła kosmyk niesfornej grzywki, jasno stawiając sobie warunek, że w najbliższym czasie musi ją podciąć. Zaczęła niebezpiecznie często wpadać mu do oczu, a on już bez tego utrudnienia miał problem z odpowiednim widzeniem przestrzennym. Dodatkowo jego wymowne spojrzenia nie miały przez to takiej mocy, jakby chciał, a w tym momencie ewidentnie przydałaby mu się możliwość zgromienia kolegi wzrokiem.
- Podręcznik do mechaniki mam tylko jeden i jest zbyt cenny, by pożyczać go jako swobodną lekturę. Poza tym podejrzewam, że i tak niewiele byś z niego zrozumiał - mruknął cicho Pudel, nadając głosowi odpowiednią nutę kpiny. - Romanse? Głodnemu chleb na myśli, Ai. Czyżby w twoim życiu było za mało romantyzmu?
Miał nieco zgryźliwy ton, ale zachowywał się w pełni swobodnie, co nieodłącznie łączyło się z szeroką gestykulacją, przez co jego złośliwości traciły nieco na znaczeniu.
- To jakieś pseudo przygodowe książki, z gatunku tych o szczęśliwym zakończeniu. Zawsze to jakaś odskocznia od rzeczywistych realiów - wzruszył ramionami i oparł się plecami o oparcie krzesła.
Pewnie powinien teraz w nonszalancki sposób zabujać się na nieszczęsnym przedmiocie, ale znając jego zdolność do zaliczania gleby w każdym możliwym momencie - już po pierwszej próbie łupnąłby kręgosłupem o podłoże. Jego biedna duma i tak była już w strzępach, nie potrzebował jeszcze dodatkowego czynnika depczącego jego ego. Pomijając już fakt, że był dostatecznie mocno poobijany na całym ciele, a ilość siniaków na ciele przekraczała wszelkie pojęcie.
- Co planujesz zrobić, kiedy już będziesz w stanie w pełni swobodnie poruszać się? - spytał się Chris, kładąc dłonie na stole. - Pomijając to, że zanim to nastąpi koniecznie musimy się napić. No, a przynajmniej kiedy będziemy już pewni, że z twoją ręką wszystko będzie w porządku.
Domyślał się, że Chart będzie chciał wrócić do czynnej pracy, ale pewnie miał jakieś własne priorytety. No, a przynajmniej tak wydawało się Pudlowi.
Chociaż chwilowo ich priorytetem zapewne stanie się jedzenie, które właśnie niosła Matylda. Sekretarz zdecydowanie przypomniał sobie o tym, że jest głodny od dłuższego czasu.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 18/3/2017, 21:03
Może bardziej w jego stylu byłoby się obrazić, fuknąć coś nieprzyjemnego pod nosem albo odeprzeć atak Pudla wyszukaną, kąśliwą ripostą, jednak tym razem zdecydował się pokiwać pokornie głową. Uznał, że lepiej było przybrać bardziej realistyczną postawę. Nie oszukujmy się, przecież on naprawdę nie zrozumiałby ani słowa z tej książki, a nawet nieszczególnie starałby się cokolwiek z niej wynieść. Mechanika w ogóle go nie interesowała i nie miał w sobie na tyle głębokich pokładów ciekawości, by postąpić pierwsze kroki w stronę zmiany tego stanu rzeczy. Może w przyszłości zostanie miłośnikiem kabelków, kondensatorów i diod… ale na pewno nie przez drogę książkowego bełkotu. Chryste, jeszcze przez te żarty Chris faktycznie pomyślałby, że Kurt ma szczerą ochotę połasić się na specjalistyczną lekturę… lepiej szczerze wszystko przemilczeć. To nie był dzień na odkrywanie nowych pasji.
Za to następnego nie mógł przesiedzieć cicho.
- Wręcz przeciwnie. – podjął, zadzierając łeb dumnie go góry. – W ostatnim czasie przewinęło się mnóstwo partnerów do całowania. Ściana, posadzka, czyjeś pięści… wszyscy niesamowicie napaleni, aż sami lgną Ci do twarzy. – zironizował, eksponując niezbyt apetyczny siniec na szczęce, który w tym momencie pełnił funkcje prześmiewczej malinki po ostatnim zbliżeniu. Chyba nieszczególnie pasowała mu taka odmiana romantyzmu, ale co mu innego pozostało, jak nie śmianie się z tych przykrych wydarzeń? Wspominał je gorzko, ale może przez te żarty choć odrobinę je sobie osłodzi. – Gorzej z ludźmi. Tutaj mam się beznadziejnie… chyba, że to miała być randka. Wtedy coś słabo ci idzie to podrywanie mnie, Chris. – zakpił, na szybko kojarząc sobie brudne, powykrzywiane stoły i niezbyt urodziwe, ale zawsze jakieś towarzystwo wokół z eleganckim miejscem ekskluzywnej restauracji, gdzie często widywało się pary. Może trochę naciągane wyobrażenie, ale na żart idealne.
- W takim razie niech będzie. – powiedział z nikłym podekscytowaniem, ponieważ uważał się za trochę zbyt starego, by ekscytować się książkami, które brzmią jak standardowe młodzieżówki – a przynajmniej takie wyobrażanie zaświeciło Kurtowi w głowie – ale na pewno było mu po prostu miło, że przyjaciel podjął próby zapewnienia mu jakiejś rozrywki. - A pamiętasz tytuł?
Co planuję?
Zmrużył oczy w zastanowieniu.
- Wyjść stąd. – odparł po niedługiej chwili milczenia. – Pójść znowu na patrol, wspiąć się na coś, zabić jakieś zwierzę… chcę wrócić do tego, co robiłem przed zniknięciem, poprzypominać sobie realia tego życia i znowu wbić się w rytm. Póki co idzie ciężko. – skrzywił się lekko, przechylając nieznacznie łeb. Dalej niekoniecznie odnajdywał się w siedzibie. Nie ma się czemu tutaj dziwić, zważywszy na to, że większość czasu przebywał samotnie we własnym pokoju. Niemniej miał do siebie o to pewien żal. Gdy gnił gdzieś na więziennych kafelkach, inaczej wyobrażał sobie powtórne dni spędzone w tym miejscu. – No, to jest pewne. Mam nadzieję, że za szybko nie odlecisz, Chris. Chyba nie masz słabej głowy, hm? – podjudził go, rzucając mu zawadiacki uśmiech. Sam z tak drobnym ciałem nie potrafił za wiele wypić, ale jak na swoje gabaryty czuł się dość pewnie. – Bo wiesz… nie będę cię oszczędzał. W ogóle skąd masz zamiar wziąć alkohol? Mamy jakiś w zapasie?
W tym momencie weszła Matylda z jedzeniem. Mina Sullivana zmieniła się momentalnie. Wyglądał jak rozanielony szczeniak, któremu jedyne co było brak, to rzucanego na wszystkie strony ogona.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Skoczek on 26/3/2017, 23:22
......Chris uniósł obydwie brwi w reakcji na kolejne słowa przyjaciela. Brakowało mu tych ciągłych ciętych ripost i buntowniczego charakteru Charta, temu nie mógł w żaden sposób zaprzeczyć. Było to w pewien sposób odświeżające, ale nie miał najmniejszego zamiaru mówić tego na głos.
- Kradniesz moje kochanki, Ailen. To niegrzeczne - zacmokał cicho z niezadowoleniem.
W końcu to Pudel regularnie "zderzał się ustami" ze ścianą, czy też podłogą. W gruncie rzeczy był zaskoczony, że jeszcze ma wszystkie zęby całe, bez żadnego ukruszenia. Siniaków również miał mniej, niż powinien, ale to chyba można było zaliczyć do zasług ponadprzeciętnej (pod względem średniej człowieka) wytrzymałości, tudzież jego organizm po prostu przyzwyczaił się do do obrywania i nieco przyspieszał regenerację. Hmh. Marzenia.
- Gdyby była to randka, to zadbałbym o odpowiedni klimat, Ailen. Cenię sobie prywatność i w odróżnieniu od co niektórych nie lubię robić ze wszystkiego show - wydął wargi w obrażonym grymasie, jednocześnie przewracając ślepiami w lekceważącym geście. - Jestem pewien, że czeka na ciebie tłum chętnych. Jak tylko zyskasz trochę na uroku osobistym.
Odgarnął z czoła niesforne kosmyki włosów, uśmiechając się z pewnym cieniem złośliwości. Nie miał on aż takiego przebicia, Chris generalnie nie był był specjalistą od kpiących gestów, ale przy przyjacielu z reguły wyostrzał mu się nieco język. No cóż, z kim się zadajesz, takim się stajesz.
- Rehabilitacja zajmie nieco czasu - powiedział znacznie bardziej miękkim tonem. - Niewątpliwie i tak jest znacznie lepiej, niż na samym początku, ale bez cierpliwości niewiele tu zdziałasz. Jeszcze wrócisz na patrole. Sam zresztą zasypię ciebie odpowiednią ilością pracy.
Nie czytał Chartowi w myślach, ale pod pewnymi względami był przewidywalny. A przynajmniej w niektórych sytuacjach. Pudel jednak nie zamierzał podejmować nieprzyjemnych tematów, zamiast tego woląc skupić się na innych rozmowach. Na swoistego rodzaju zwierzenia przyjdzie jeszcze czas.
- Hmh. Z tym już trochę gorzej, Ai - skrzywił się subtelnie. - Mam słabą głowę, ale jeśli ma o tym decydować wzrost, to i tak odpadniesz pierwszy.
Szach i mat?
- Mam jeszcze coś w zapasie. W razie czego zawsze można wpaść do Wilczura, zawsze ma coś w swoim pseudo barku - drugą kwestię wypowiedział już w pełni jako żart.
Na widok jedzenia chyba wszystkim łagodniały obyczaje. Chris podziękował Matyldzie i zabrał się za jedzenie, chcąc w końcu stłumić nieprzyjemne uczucie głodu.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 27/3/2017, 11:50
Kradnie mu kochanki…?
Nie mógł powstrzymać się od uniesienia kącików ust ku górze i dość głośnego parsknięcia śmiechem. Jak na swoją miesięczną średnią okazywania radości, chyba właśnie nadrabiał ze Skoczkiem całe dwa lata zastoju.
- Jeżeli nawet takie postanawiają szukać uciechy u kogoś innego, to chyba nie jesteś zbyt dobrym materiałem na kochanka, Chris. – i ten uroczy, rozbawiony śmiech młodszego chłopaka nagle zmienił się w złośliwy, perfidny wyszczerz, którym w ostatnim czasie katował przyjaciela niemal bez przerwy. Zwykłe, braterskie sprzeczki; wiadomo, że nie było mowy o żadnej litości. Szybko jednak przybrał bardziej neutralny wyraz, czując, że nie był w najlepszej formie na tak drastyczne deformowanie sobie twarzy w chichotach. Rozbolała go posiniaczona szczęka, którą teraz delikatnie rozmasowywał dłonią.
Przekrzywił nieznacznie łeb, mrużąc oczy.
- A kto ze wszystkiego robi show? – zapytał nieco zbity z tropu, jak zawsze prześmiesznie akcentując obcojęzyczny wyraz. Miał problemy z angielską wymową, która w jego wykonaniu nigdy nie brzmiała tak, jak powinna. Niemniej nie był od końca pewien czy Chris właśnie dogryzał jemu, czy żalił mu się na kogoś innego. Osobiście nie przypominał sobie, żeby z czegokolwiek w życiu robił widowisko. No, chyba, że chodziło o samą złośliwość Charta. Wówczas nawet by nie protestował, choć zazwyczaj bywał gnojkiem w ich dwuosobowym gronie, oszczędzając Skoczkowi nieprzyjemnych uwag ze strony innych. Zazwyczaj. Generalnie chyba nie był typem od błaznowania przy publiczności.
- Zyskam na uroku osobistym…? – prychnął pod nosem i byłby otworzył usta i zarzucił czymś bardziej kąśliwym, ale uprzejmie uznał, że następna poruszana przez sekretarza kwestia jest trochę bardziej warta strzępienia języka, niż docinki, którymi zasypywał go przecież nieprzerwanie.
„Sam zresztą zasypię ciebie odpowiednią ilością pracy.”
- Cudownie. – odparł absolutnie niezrażony. – Wykorzystaj ten czas, gdy będę mieć zapał do pracy, a nie do potajemnego uduszenia cię za zawalenie robotą. – sekretarz chyba zdawał sobie sprawę, że znaczna większość Psów nigdy nie cieszyła się z powodu natłoku papierów, diagramów, poleceń czy innych sondaży, którymi czasami zasypywał ich Pudel. Co prawda większość poleceń i tak szła bezpośrednio od Wilczura, ale nikt nie wątpił, że ten prawie-blondyn zawsze miał z tym coś wspólnego.
… oho.
Celna riposta Chrisa, aż zaskoczyła młodego, który wbił w niego zdumione spojrzenie. Szybko jednak wrócił mu złośliwy uśmieszek i charakterystyczna zuchwałość.
- No, no… komuś wyostrzył się język. – pokiwał z uznaniem głową, wyjątkowo nie obrażając się za wytknięcie niskiego wzrostu. – Zobaczymy czy dalej będzie taki ostry po kilku głębszych. Ja nie mam słabej głowy. – rzucił z dumnie uniesionym łbem, w pewnym sensie czując się, jakby rzucał przyjacielowi wyzwanie. Czy faktycznie nie miał słabej głowy… no, kwestia sporna i zależna od wielu czynników. Jest drobny, to fakt, ale nie wyobrażał sobie odlecieć już po jednym czy dwóch łykach. Przecież nie zamierzał pójść na popijawę z pustym żołądkiem… poza tym, nawet jeśli okazałby się gorszy, to przecież zasada brzmiała: przeciwnik ma się ciebie bać.
- Ha, jasne. Odwrócisz jego uwagę, a ja w tym czasie bezszelestnie zwinę jakieś butelki. – pokiwał głową, ironizując nieco wypowiedź. Podłapał dowcip. Nikt o zdrowych zmysłach nawet nie pomyślałby o czymś tak nierozważnym.
Zabrał się do jedzenia z tym samym rozentuzjazmowanym wyrazem twarzy. Żarcie nie było najwyższych lotów, ale w ustach Sullivan’a była to istna symfonia smaków i doznań. Szczególnie, że w końcu dano mu coś innego, niż rozmiędloną papkę. Teraz nawet zmuszono go do przeżucia jakiegoś mięsa!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Skoczek on 28/3/2017, 21:57
.......Z kimś musiał to nadrobić, a Pudel był raczej jedną z nielicznych osób skłonnych do częstego uśmiechania się. Nie, żeby Chris był specjalnym optymistą, ale na pewno daleko mu było do zgorzkniałego, rzucającego się na każdego z zębami, przeciętnego wymordowanego.
- Po prostu często je zdradzam. Wciąż wpadam w ramiona, łokcie, konary, dziury, doły i tak dalej, innych kochanek, tudzież kochanków - mało sensowne zdanie, ale w natłoku myśli blondyn czasem gubił słowa. - Rzecz jasna swe serce oszczędzam na specjalne okazje, tudzież dla specjalnych osób.
Przyłożył dramatycznym gestem zawiniętą w pięść dłoń do klatki piersiowej i pochylił nieco niżej głowie, w parodii pełnego uniżenia ukłonu. Kątem oka dostrzegł skrzywienie na twarzy Ailena, przez co sam poruszył się niespokojnie. Nie zapomniał o tym, że jego przyjaciel był w złym stanie, ale próbował zachowywać się jak najbardziej swobodnie. Było to jednak ciężkie, gdy co chwilę zmartwienie przejmowało nad nim kontrolę. Podejrzewał jednak, że Chart raczej nie byłby zachwycony, gdyby nagle zaczął zachowywać się jak matka kwoka.
- Ogólnie mówię - mruknął, udając, że wprawienia chłopaka w zdezorientowanie było celowe. Czasem pod wpływem emocji jego usta przestawały nadążać za myślami, przez co w jego wypowiedziach pojawiały się pewne bezsensowne wstawki; rzadko, bo rzadko, ale jednak.
Pomasował sobie okrężnym ruchem skronie, mając wrażenie, że ponownie zbliża się jego urokliwa towarzyszka - migrena. Była jego odpowiedzią na stres, a Chrisa czekało jeszcze dzisiaj parę istotnych spraw do załatwienia. Jak chociażby rozmowa z Rebekah... w sumie był to jego aktualny priorytet, bez tego niekoniecznie miał zamiar zbliżać się do Wilczura. Sprawa była zbyt istotna.
"(...)a nie do potajemnego uduszenia cię za zawalenie robotą."
Słowa Ailena wyrwały go z zamyślenia, chociaż niespecjalnie ucieszyły. Posłał mu spojrzenie z pode łba, prychając przy tym cicho z pewną dozą oburzenia.
- Wbrew pozorom ja starannie dawkuję zadania. Po prostu umożliwiam wam na poznanie własnych granic wytrzymałości, a to bardzo istotna wiedza. W szczególności dla mnie - rzucił, kierując spojrzenie niebieskich ślepi na własne paznokcie, zupełnie jakby nagle dostrzegł w nich coś interesującego.
Po chwili jednak wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, pozwalając Chartowi na ujrzenie łobuzerskich iskier w oczach. Daleko mu było do mistrza ciętej riposty, ale czasem zdarzało mu się mieć lepszy dzień. Gorszy też, ale z jakiegoś powodu wszyscy świetnie o tych gorszych pamiętali. Zadziwiające.
- Ailen, dziwię się, że ty jeszcze swojego podniebienia nie pochlastałeś przez te cięte riposty. To chyba niezdrowe - rzucił, owijając blond kosmyk włosów wokół palca. - Doprawdy? Nie masz słabej głowy? W porządku, niedługo zobaczymy, jak bardzo słowny jesteś.
W ton Chrisa wkradła się pewna nuta wyzwania, a on sam również zadarł wyżej swój łeb. Chociaż raczej nie powinien nadmiernie podpuszczać Charta. On sam miał naprawdę słabą głowę, co mogło zwiastować pewne kłopoty. Wątpił, by chłopak miał ochotę robić za jego opiekunkę, a jeśli oboje całkowicie się upiją...
- Jestem mistrzem odwracania uwagi. Wyważę mu drzwi, a pyskiem standardowo zderzę się z podłożeniem. Gwarantowane natychmiastowe przykucie wzroku Wilczura - w końcu obydwoje z Ailenem znali pewne granice w żartach, a przynajmniej na trzeźwo. - Już widzę tę cudowną konspirację.
Zaśmiał się, jednak szybko ponownie skoncentrował się na jedzeniu, by zagłuszyć w końcu uporczywe uczucie ssania w żołądku. Czas najwyższy ponownie zadbać o w miarę regularne spożywanie posiłków.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Gość on 1/4/2017, 12:34
- Co za dusza romantyka, Chris. – rzucił zaczepnie, z wielkim trudem nie pokazując zębów w ironicznym wyszczerzu. Pokusił się więc o mniej spektakularny, ale równie wymowny uniesiony kącik ust do góry. Twarz go trochę piekła od tej nieznośne drażliwości sinofioletowej plamy, ale nie potrafił zachować powagi, gdy sekretarz wygadywał podobne rzeczy. – Serce tylko dla wybranki, choć ciało oddajesz wielu. No ideał. Swoją drogą nie sądziłem, że kręcą cię takie ostre klimaty. Lubisz jak ktoś się nad tobą znęca? – wyśmiał go, nie potrafiąc skomentować wywodu Pudla w inny sposób. Nie trzeba było mieć szeroko rozbudowanej wyobraźni, żeby nie skojarzyć sobie bolesnych efektów „zbliżeń” Blacka z udziałem ścian, dziur i dołów z pewnym specyficznym odłamem cielesnych uciech. – Bawisz się w niezłe BDSM.
Na subtelne oburzenie sekretarza, zareagował niewinnym spojrzeniem. No, chyba nie sądził, że pośród członków DOGS nie przewijała się choćby najcieńsza strużka narzekań odnośnie wyznaczanych przez niego zadań. Wiadomo, że na wszystko da się psioczyć pod nosem, a co może być od tego odpowiedniejsze, niż polecenie ruszenia dupska i zrobienia czegoś dla gangu? Co prawda Ai wiele by dał, żeby teraz móc się wykazać w jakiejkolwiek dziedzinie, ale co prawda to prawda.
- Nie twierdzę, że się nie starasz. – rzucił na złagodzenie swoich wcześniejszych słów, doskonale wiedząc ile pracy w organizację wkładał drugi wymordowany. Nie pociągnął jednak tematu, bo jakoś nie miał nastroju na słodzenie komukolwiek. Szczególnie, że Chris z własnej winy wplątał Charta w nastrój raczej ukierunkowany na coś zgoła innego. Nie bez powodu patrzył się na niego z tym złośliwym, rozbawionym wyrazem twarzy.
„To chyba niezdrowe.”
Uniósł brew do góry.
A wyglądał na kogoś, kto dbał o własne zdrowie?
Zaśmiał się pod nosem wyobrażając sobie scenkę przytoczoną przez Skoczka.
- To się nazywa prawdziwe poświęcenie. Z dumą będziesz nosić te rany wojenne na pysku. – skomentował akcję sekretarza, coś czując, że gdyby jakimś cudem udało im się wycwanić ten alkohol, najpewniej zużyliby znaczną część na opatrzenie obrażeń Chrisa, aniżeli zapijanie własnego gardła.
Zajął się jedzeniem, a podczas jego spożywania, nie mówił wiele. Nie od dziś było wiadomo, że gdy pies je, to nie szczeka, a akurat w tym otoczeniu były same Psy, więc sprawa malowała się dość jasno. Myślał, że umiera ze szczęścia mogąc nareszcie poczuć pod zębami coś, co najpewniej było mięsem.
Gdy był już przy końcu, podjął nareszcie temat, choć nie był nim już tak ucieszony, jak poprzednimi.
- Teraz idziesz do Jack Russella?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Skoczek on 2/4/2017, 14:16
......Minę, którą zrobił Chris po usłyszeniu słów przyjaciela można było określić jako połączenie oburzenia z niedowierzaniem. Nieszczęsny sekretarz dosłownie zapowietrzył się, słysząc te karygodne oszczerstwa na swój temat i to jeszcze z ust takiej  osoby jak Kurt. Już mu brakowało ciętych ripost na tego bezczelnego Charta. Przyjaciel, phew!
- Co za podstępne bydlę z ciebie, Ailen - rzucił z wyrzutem, teatralnie wznosząc ręce do góry w dramatycznym geście. - Ja do ciebie z mym sercem na dłoni, zwierzam się z prywatnych spraw, a ty tutaj wyjeżdżasz z takimi straszliwymi insynuacjami.
Wydęcie warg, obrażalskie przewrócenie niebieskimi ślepiami i złożenie ramion na klatce piersiowej. Klasyczna postawa urażonej pudlowskiej godności. Tylko kąciki warg od czasu do czasu drgały w dziwny sposób, jakby sekretarz siłą woli próbował nie roześmiać się z własnego zachowania. No, ale przecież jego duma ponownie ucierpiała!
- Ja się w nic nie bawię. Wszystko jest wbrew mej woli i chęci - mruknął, w dalszym ciągu  urażony, chociaż jednocześnie w pewien sposób rozbawiony. - Powinieneś coś powiedzieć moim parszywym partnerom i partnerkom, żeby przestały mnie tak przyciągać i ranić, tsch.
W dziwny sposób zatrzęsły mu się plecy, a on sam szybko odwrócił wzrok gdzieś z dala od przyjaciela. Teraz to już naprawdę plótł same głupoty, ale skoro powiedziało się a, to trzeba również powiedzieć b. On zresztą potrafił wykorzystać cały alfabet, byleby podkreślić swoje racje. Niezależnie od chęci, czy też niechęci drugiego osobnika.
"Nie twierdzę, że się nie starasz."
Machnął ręką w lekceważącym geście.
- Daj spokój. Doskonale wiem, że 3/4 Psów najchętniej by mnie zadusiło - ponownie zaczął bawić się wolnym kosmykiem włosów i uśmiechną się w sposób, który można określić jako tajemniczy. - To satysfakcjonujące.
No tak. Nie należało zapominać, że Pudel zgubił gdzieś swój instynkt samozachowawczy i jakoś nieskory był do próby odnalezienia go. Zresztą, taki już był jego urok. Z jednej strony można było go określić jako logicznym do bólu, a z drugiej - całkowicie irracjonalnym. Podsumowując; chodząca sprzeczność.
- Jasne. Lepiej żebyś ty się wtedy wykazał refleksem oraz sprytem i zdobył butelkę, inaczej całe poświęcenia na nic - parsknął, kręcąc przy tym z politowaniem głową, zupełnie jakby sam plan napawał go egzystencjalnym bólem.
A potem już całkowicie skupił się na jedzeniu. Czekała go ciężka przeprawa z mentalnością buntowniczej anielicy, więc musiał się do tego przygotować również pod względem fizycznym. Rozmawianie z towarzystwem burczącego brzucha jest raczej mało atrakcyjną perspektywą.
- Tak, do Rebekah. Mam dziwne wrażenie, że wcale nie będzie łatwo - westchnął cicho. - Brak szczegółów w ogóle mi nie pomaga. A potem muszę w końcu odwiedzić Wilczura.
Już zdecydowanie zbyt długo dawał mu spokój, chociaż z drugiej strony... chętnie dalej unikałby kontaktu z nim, ale niestety nie bardzo miał taką możliwość. O nieszczęsny Losie.


Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka



Stadami ruszamy, kruszymy mur
Dzielimy chleb, dzielimy BÓL
Słabi silni siłą silniejszych
Każdy jest WAŻNY, nikt nie jest pierwszy



avatar





Skoczek
Pudel     Opętany
GODNOŚĆ :
Christopher Alexander Black


Powrót do góry Go down


Re: Kuchnia i jadalnia

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry