:: M3 :: Południe :: Pub „Zone”




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next   

Re: Pub.    Pisanie by Shane on Wto Cze 07, 2016 6:26 pm
Żołnierze wbiegli do lokalu zaraz go przeszukując. Nie przebierali w żadnych środkach, aby znaleźć chociażby maleńki dowód przeciwko właścicielowi pubu. Kiedy tylko zauważyli zbyt pewną siebie Hibiki, jeden z żołnierzy, jakiś niewprawiony żółtodziób skrępował jej ręce do tyłu, pozbawiając przyjemnego siedziska spod tyłka. Dopiero po potwierdzeniu jej tożsamości oraz przynależności puszczono ją. Ktoś nawet srogo skomentował, że nie powinno jej tutaj być, ale skoro już jest to niech nie utrudnia przeszukania.
O dziwo, właściciel pojawił się dość szybko i zaczął tłumaczyć całą zaistniałą w ostatnich czasach sprawę. Co było w jego przypadku bardzo na rękę.
Bar na pierwszy rzut oka wydawał się być w porządku, nawet zeznania właściciela Zone łączyły się w logiczną i spójną całość. Wydawało się, że mężczyzna dba nieźle o swój interes. Jednak znając podejrzliwość oraz skuteczność S.SPEC prawda mogła się okazać całkiem inna. Kilku żołnierzy ominęło obsługę baru zaglądając na kuchnię.



Termin: 14.06

Sorry, że tylko tyle, ale nie mam co za bardzo na razie tutaj sędziować, także piszcie, a ja będę zaglądać. |:

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 995
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Gość on Sro Cze 08, 2016 10:37 pm
Tia. Jakiś przypadkowy kmiot dorwał się do Hibiki jako pierwszy i po zweryfikowaniu tożsamości puścił wolno. Całe plany jak to często bywa zostały zniweczone przez biurokrację i podrostków, których biorą do armii z łapanki. No, szkoda. Temat jeszcze kiedyś należało poruszyć. Biomech rozejrzał się po knajpie z jakiś tam powodów zwanej przez lokalnych "Pubem" i nie znalazł nic co w jakimkolwiek stopniu wykorzystałoby jego profesję. Na zewnątrz, owszem - stało trochę sprzętu przy którym mógłby grzebnąć gdyby się zepsuło ale patrząc po ogólnej organizacji wszystkiego brano wręcz na zapas i nie nic z rezerw tylko sprawdzony sprzęt z aktywnego użytku. Najlepszym tego przykładem była obecność tutaj samego Marco, który zasadniczo stanowił zabezpieczenie, zabezpieczenia na wypadek krytycznych awarii. Świadom sytuacji przez chwilę zastanawiał się czy nie pójść śladem faceta bez maski i zamówić coś do jedzenia ale widząc jakie stwarza to problemy zrezygnował. Nie było tutaj ani czego robić ani nawet z kim się żegnać więc w sposób średnio finezyjny, otwarty i raczej lekceważący wykonał w tył zwrot i opuścił teren kwarantanny. Nikt nie miał jakiegokolwiek powodu do zatrzymywania go bo przecież przyszedł z nimi. No, może dowódca mógł mieć ale był zajęty rozmową.

Z/T



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Hibiki on Czw Cze 09, 2016 1:58 am
Androidka widząc Marco, uśmiechnęła się do niego całkiem przyjaźnie i ciepło, nawet jak na nią. W chwili obecnej nie potrafiła stwierdzić czy woli zachowywać się naturalnie, czyli milusio i posłusznie czy może jednak zmienić nastawienie na całkowitą powagę albo przeciwnie - żartobliwość, z którą wyszła do nich na początku. Chciała nawet odezwać się do biomecha, ale wylądowała na podłodze szybciej niż trybiki przetworzyły impuls myślowy. Co ją zresztą zdziwiło.
Prychnęła pogardliwie na żołnierza. Miało ją to zaboleć, urazić? Jedynie wysoko ustawiona duma odrobinę ucierpiała, ale czego mogła się spodziewać? Ludzie byli siebie warci, zwłaszcza te wypierdki na usługach władz - pogarda do wszystkiego, co nie było odpowiednio... normalne. Czasem żałowała, że większość jej "gatunku" była kontrolowana przez ograniczające kody, odpowiednie zaprogramowanie albo odebranie wielu funkcji. Była maszyną zaprojektowaną na jak najbliższe podobieństwo ludziom, jej twórca nie stwierdził konieczności zrobienia z niej niewolnika. To właśnie stało się przyczyną jej dość ludzkich myśli. Miewała momenty, w których zastanawiała się jak bardzo bezbronne okazałoby się M3, gdyby wszystkie androidy w jednym momencie postanowiły się sprzeciwić i przejąć panowanie. Analizowała systemy obronne, informacje, do których miała dostęp ze względu na swoje stanowisko. Fakt, że i tak była nieco ograniczona jak na naukowca, ale potrafiła obejść niektóre zabezpieczenia albo dotrzeć do wiadomości dzięki kontaktom. Nie robiła tego z zamiarem buntu, a po prostu dla uzupełnienia swojej wiedzy, czasem nawet dla udoskonalenia systemu, który miewał swoje wady i dziury. Jak widać po obecnej sytuacji, do Miasta i tak mógł wtargnąć każdy.
Kiedy wreszcie została wypuszczona, obrzuciła dość oburzonym wzrokiem osobnika twierdzącego, że nie powinno jej tu być. Syknęła tylko cicho, że oni nie powinni rozwalać drzwi i z typową dla niej obojętnością, rozejrzała się w poszukiwaniu widzianego wcześniej inżyniera. Nie była pewna czy nie widzi go przez coraz większy natłok człowieczeństwa w lokalu, czy może dlatego, iż po prostu się ulotnił. Stwierdziła więc, że nie ma po co im przeszkadzać i grzecznie wyszła, wcześniej posyłając właścicielowi dość współczujące spojrzenie. Wystrój zrobił na niej wrażenie, ale niestety za długo nie nacieszyła się spokojem i możliwością podziwiania widoków. Brzydcy panowie zawsze muszą wszystko popsuć.
Odetchnęła nieco świeższym powietrzem, spoglądając powoli po wszystkich budynkach przed pubem. Spokojny wzrok przesuwał się po każdym oknie, zaś sama androidka rozpuściła długie włosy i roztrzepała je nieco. Spojrzenie zatrzymało się w pewnym momencie, a dziewczyna uśmiechnęła się, całkowicie nieświadoma, że właśnie patrzy na snajpera. Bo i skąd miała wiedzieć? Zmianę wyrazu twarzy spowodowało zwykłe wspomnienie, drobnostka nielicząca się dla kogoś innego. Zerknęła na chodnik, zastanawiając się nad czymś. Dopiero po dłuższym momencie rzuciła wzrokiem przez ramię, ale nikt niczego od niej nie chciał.
Oddaliła się. Wiedzieli, gdzie jej szukać i przez kogo mogą do niej dotrzeć. Znali jej numer, znali numer jej twórcy, wiedzieli gdzie każde z nich mieszka. Niczego nie zrobiła, a nie była im potrzebna, skoro i tak ściągnęli tu takie ilości sprzętu i osób. Ona była od napraw i krojenia zwłok, nie od robienia testu białej rękawiczki w każdym możliwym miejscu lokalu. Jeśli mieli do niej jakieś pytania, to zadadzą je w swoim czasie.

[z/t]


/Nie mam co tu siedzieć, a z odpisami może być różnie - wolę nie robić problemów.

_________________
Roses are red
Violets are blue
God made me sexy
What happened to you?



Hibiki
-----------
Naukowiec     Android

avatar

Liczba postów : 204
GODNOŚĆ : 06-VVE, Hibiki Nakashima

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Shane on Sro Cze 15, 2016 5:49 pm
S.SPEC wdarło do każdego zakamarka lokalu, przeszukując czegoś podejrzanego. Uzbrojeni w najnowszej technologii sprzęt sprawdzali pomieszczenia na obecność wirusa. Dodatkowo pod lupę poszła cała obsługa, jak również klientela Zone, której pobrano wymazy z ust oraz próbki krwi, które następnie grupa naukowców zbadała w busie nieopodal lokalu. Wszyscy wydawali się czyści jak łza, nawet sam właściciel, który wbrew pozorom także dostał rozkaz poddania się badaniom. Oczywiście, nic nie wykazały. Takuya wyglądał na zdrowego mężczyznę, który szedł im mocno na rękę. Niczym na spowiedzi opisywał zaistniałe sytuacje. Jeden z żołnierzy podszedł do ich stolika i przysłuchując się rozmowie, potakiwał.
- To bardzo odpowiedzialne z pana strony – Wtrącił się. Oczywiście kiedy dostał papiery od właściciela baru zajrzał do nich przeglądając je. Wyglądały na prawdziwe, jak również wszelkie zaświadczenia. Lokal prowadzono prawidłowo, a dezynfekcja wykonana przedwczoraj starła wszelkie ślady, które mogły doprowadzić żołnierzy do innych wniosków niż tych, które były im teraz serwowane.
Po jakimś czasie pub opuścili Marco wraz z Hibiki. Nikt większej uwagi nie zwrócił na ich wyjście. Dopiero kontrola postawiona przy drzwiach zareagowała. Sprawdziła ich, a kiedy ich tożsamość została potwierdzona, mogli spokojnie wyjść.
Spad nadal czatujący w oknie niczego nie mógł zauważyć podejrzanego. Czasem zaglądając przez lunetę Oriona mógł „wniknąć” do środka baru, gdzie rozgrywała się cała akcja. Z pozoru wyglądało wszystko normalnie. Normalne rozmowy, rutynowe czynności.  
Ktoś przy oknie z klienteli poruszył się niespokojnie, sięgając po coś do kieszeni. Jednak poza tym gestem nic się nie stało.




Jeśli nie dostanę odpisu do 19.06 z jakąkolwiek reakcją od władz S.SPEC'u, które podjęły się rewizji baru, automatycznie kontrola zakończy się pomyślnie dla właściciela baru i S.SPEC nie będzie miało możliwości znalezienia teraz czegokolwiek w Zone.

_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 995
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Gość on Pon Cze 20, 2016 6:59 pm
- Wciąż czekam na informacje o pańskich pracownikach, panie Takuya. Potrzebujemy listy. Wszystko zostanie sprawdzone. Pan także pójdzie z nami. Lokal zostaje zamknięty do zakończenia śledztwa. - ciężkozbrojny machnął ręką do kilku żołnierzy którzy opuścili lokal. Wciąż w środku została całkiem spora grupa. Niektórzy zaglądali za blat barowy próbując znaleźć cokolwiek podejrzanego, inni opukiwali ściany, inni jeszcze postanowili sprawdzić co się znajduje pod jakimikolwiek dywanami. Jeden z naukowców próbował znaleźć jakiekolwiek nieprawidłowości na odczycie z echosondy którą przed chwilą puścili, czy ściany są rzeczywiście tak solidne na jakie wyglądają.
Na zewnątrz można było usłyszeć odjeżdżający wóz opancerzony.

P.S. Tak, wiem że do 19 więc dzień później ale Shane nic nie napisał, więęęc no.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Shane on Pon Cze 20, 2016 9:39 pm
Praktycznie wszyscy żołnierze opuścili lokal bez większej demolki. Względny bałagan jaki uczynili dało się szybko posprzątać. Jednostki zaczęły się wycofywać falami. Pierw jedna sprawdzająca teren wyszła, a za nią następne, aż w końcu w barze został mężczyzna rozmawiający z właścicielem pubu i żołnierz, który dołączył do nich podczas ich rozmowy.
- Mamy nadzieję, że to nie będzie żaden kłopot dla pana – dodał z uśmiechem żołnierz, po czym pomógł wstać właścicielowi. Nie skuli go, nie mieli podstaw. Najzwyczajniej w świecie wyprowadzili go z Zone chcąc dokończyć rozmowę poza murami lokalu, który został na czas nieokreślony zamknięty.


Koniec 'sędziowania' - MG znika.



_________________



Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 995
GODNOŚĆ : Shane.

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Kaukaz on Nie Lip 31, 2016 10:47 pm
Robota, jak robota. Czas leciał. W oczy Polaka do końca akcji nie rzuciło nic co by mogło wywołać jego reakcję. Tak samo do uszu nie dobiegł żaden komunikat prócz tego sygnalizującego mu koniec roboty. Zaczął się więc zwijać do sztabu.

z/t

_________________


Japoński | Polski
o o o



Kaukaz
-----------
Wojskowy

avatar

Liczba postów : 912
GODNOŚĆ : Adrian Spadziński

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Togami on Pią Paź 21, 2016 9:03 pm
Nie ma nic lepszego w żołnierskiej doli niż czas kiedy można się wyszaleć i odpocząć poza koszarami. Niby mała różnica, i tak wychodzisz na miasto by się napić oraz pogadać z tymi samymi kumplami. To wszystko ma jednak jakąś swoją przyjemną otoczkę. No i przede wszystkim nie można zapominać o kontaktach z kobietami. W końcu to jest zdecydowanym plusem takich wyjść. Togami jednak mało się przejmował relacjami damsko męskimi ani też nie planował odwiedzać rodziny. Nawet nie wiedział dokładnie kto się do niej zaliczał. Dlatego tak jak w każdym innym wyjściu czas przeznaczał na picie w pubie wraz z swoim przyjacielem. Rozprawiając przy tym na różne tematy głównie związane z wojskiem. Oczywiście nic tajnego, wiadomo ściany mają uszy, a łowcy się czają na każdym rogu. Nie można było sobie pozwolić na zbytnią swobodność. Choć i tak trzeba przyznać, że Togami mówił różne rzeczy, których raczej uszy cywilów nie powinny raczej słuchać. Niektóre zbyt szczere komentarze czy fakty o których nie wszyscy muszą wiedzieć. Niby nic groźnego, ale w pape od przełożonego to by na sto procent dostał, nie ma co mówić. Na jego szczęście jednak, nikt jakoś nie kwapił się jakoś zareagować szerzej na rozmawiających ze sobą oficerów. Większość raczyła ich ignorować. Sam barman zwracał na nich uwagę jedynie kiedy kieliszek któregoś stawał się pusty. Co prawda nie raz Togami zamienił z nim wiele słów, głównie zresztą monologi z swojej strony. Kiedy jednak był z towarzystwem barman nigdy się nie wtrącał w rozmowy wojskowych. Być może nie wiedział, że mu wolno. Być może nie ufał temu drugiemu. Jak było naprawdę nikt nigdy się nie dowie niestety.
"Ale ty to masz problemy koleżko.." - Pomyślał jak usłyszał narzekanie swojego przyjaciela Shuunosakiego na rzadkie spotkania z rodziną. Sam z swojej strony tematu jednak nie ciągnął. Nie chciał kontynuować tego wątku. Czekał więc cierpliwie aż Shuu się wyszumi i zmieni temat na jakiś przyjemniejszy. Togami zdecydowanie nie miał ochoty przygnębiać się obecnie takimi sprawami. Pociągnął kolejny łyk z kieliszka i powiedział.
- Mam nadzieję, że uda mi się zyskać w niedługim czasie awans. Tak szczerze już dawno mi proponowano, ale odmówiłem. Uznałem, że tytuł kapitana fajnie brzmi to sobie zatrzymam. Teraz jednak zrozumiałem jak głupio zrobiłem. Szkoda, że po czasie ehh.. - Westchnął głęboko i wziął łyk alkoholu. Czasami docierało do niego jak bardzo nieodpowiedzialny bywał. Co jednak nie oznaczało planów na jakąkolwiek poprawę w przyszłości.



Togami
-----------
Generał

avatar

Liczba postów : 73
GODNOŚĆ : Togami Toyotomi (Togami Ishida - dawniej)

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Sleipnir on Pon Mar 27, 2017 11:15 pm
*wzruszenie mocno*
ZONE OFICJALNIE ZNOWU OTWARTE!
Z tej okazji, o ile nikt nic przeciwko mieć nie będzie, zapraszam wszystkich na eventowe Happy Hours. Alkohol lać się będzie strumieniami w takich cenach, że każdy może sobie na niego pozwolić. (Tylko pozwólcie mi wstawić posta z naprawianiem drzwi).



Sleipnir
-----------
Zastępca

avatar

Liczba postów : 862
GODNOŚĆ : Marcus Sleipnir

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Marcelina on Wto Wrz 12, 2017 7:20 pm
Bolało. Cholernie bolało.
Weszła prawie niepostrzeżenie, wiodąc za sobą wciąż niezgaszone smugi czarnego dymu. Zdematerializowała się bowiem dopiero kilka kroków po przekroczeniu progu. Jedyne, co mogło ją zdradzić to słodki zapach owoców leśnych, które zagłuszył jednak smród ciężkich papierosów, zmieszanego alkoholu i zapachu, a raczej odoru spoconych ciał.
Kulała, nawet usilne próby ukrycia tego faktu nie dawały już rezultatów. Dziewczyna przygryzła mocno zęby i rozejrzała się po tańczących ludziach w nienaturalnych, migających światłach. Bardzo szybko zaczęły boleć ją oczy, przymrużyła je, nadal jednak zmuszając do ciężkiego wysiłku. Szukała jednej osoby. Dziewczyny, którą dawno temu straciła, ledwo kilka dni temu odzyskała, a teraz bała się, że straci ponownie. Erin.
Robiło się coraz duszniej. Oczy bolały mocniej. Nie była w stanie wytrzymać dłużej w tym miejscu, a dopiero po piętnastu minutach powolnego chodu i usilnych prób unikania walących się, nietrzeźwych ciał dotarła do baru. Usiadła z trudem, odwracając się tyłem do barmana i jeszcze przez kilka długich chwil przyglądając się tłumowi. W tym wypadku nawet jej wyostrzony zmysł wzroku nie poradził sobie z odnalezieniem tak usilnie poszukiwanej twarzy. A może po prostu jej tam nie było? Spojrzała na swój telefon. Nie miała numeru Erin. Marcelina dała jej kartkę ze swoim numerem telefonu, dziewczyna do tej pory nie odezwała się jednak.
Westchnęła głęboko, dając za wygraną. Nie miała pojęcia,co począć ze sobą i swoją chorobą, która najprawdopodobniej wykończy ją w przeciągu kilku następnych dni. Przełknęła ślinę. Tak wiele niezałatwionych spraw, tak wiele niedopowiedzianych słów. Nie, ona nie może teraz umrzeć. Nie teraz, kiedy jest tak blisko zepchnięcia ze swojego serca ciężaru noszonego przez tak długi czas...
Kątem oka dostrzegła coś, a raczej kogoś. Nie zwróciła się w jego stronę, nie przyjrzała się mu od razu. Poczekała na odpowiedni moment, wtedy przekręciła się, niby od niechcenia w stronę barmana, po drodze zatrzymując wzrok na podejrzanym celu. Barczysty mężczyzna w zgniłozielonej koszulce i włosach wystrzyżonych na krótko patrzył na nią uważnie, w momencie konfrontacji ich oczu od razu odwrócił głowę. Marcelina wiedziała, co to oznacza. Była obserwowana.
Zaczekała chwilę. W końcu wstała, idąc powolnym, dumnym krokiem przez środek tłumu. Chciała jak najszybciej wyjść z budynku.
Udało jej się to nie bez wysiłku, nadepnięć na niewidzialny ogon i kilku niewybrednych komentarzy od mijanych ludzi. Wyszła na zewnątrz, szybko zaczerpnęła świeżego powietrza (o ile można tak mówić o powietrzu w m-3) i ruszyła w prawo, w kierunku swojego ukochanego mieszkania. Dawno mnie tam nie było, pomyślała uradowana, oczami wyobraźni napawając się pięknym widokiem zapierającego dech w piersiach miasta nocą. Jej mieszkanie mieściło się bowiem na samej górze jednego z wyższych wieżowców mieszkalnych. Po drodze musiała tylko kupić słoną przekąskę, dobre wino i koniecznie iść do sąsiadki, pani Collin, zajmującej się jej ukochanym kotem. Była tak cholernie głodna, że na samą myśl o tostach z pieczarkami i szpinakiem roboty pani Collin ciekła jej ślinka. Z pewnością do listy zakupów musi dopisać mleko - miała ochotę na gorącą czekoladę. A potem odpali tv, weźmie do ręki pilota, koc i...
Weszła w ciemną, wąską uliczkę, jeden z najszybszych skrótów prowadzących do jej osiedla, gdy na ramieniu poczuła ukłucie. - Co jest? - Zdążyła jedynie przekręcić głowę i spojrzeć na strzykawkę, która właśnie upadała na ziemię. Ona sama zaś poczuła senność, przed oczami ujrzała najpierw migoczące gwiazdki, następnie po prostu ciemność. Upadła głucho.
Mężczyzna idący za nią zdążył ją złapać. Uniósł Marcelinę delikatnie, zarzucił ją sobie na ramię i, rozglądając się kilkakrotnie, ruszył w stronę swojego czarnego, pięknego BMW. Uniósł bagażnik i włożył wymordowaną, uważając na jej głowę i z obrzydzeniem spoglądając na jej udo, teraz niemalże czarne od wirusa, który zaatakował jej organizm kilka dni temu. - Mam ją, panie Mengele - powiedział z triumfem w głosie mężczyzna w zgniłozielonej koszulce - mówiłem panu, że w końcu ją wytropimy. Już do pana jadę. Lek powinien działać następne dwie godziny... Dziewczyna ma coś na udzie, wygląda paskudnie. Zresztą, sam pan to zobaczy. Zaraz u pana będę.
Piękne, ciemne auto ruszyło z głośnym warkotem silnika.

z/t

_________________

Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | USŁUGI MG
| M A I N T H E M E | X x X x X x X x



Marcelina
-----------
Właścicielka kasyna Poziom E

avatar

Liczba postów : 1249
GODNOŚĆ : Marcelina, Hiena.

Powrót do góry Go down

Re: Pub.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 11 z 12 Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: M3 :: Południe :: Pub „Zone”