Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next   

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Pią Maj 15, 2015 10:24 pm
Dobrze jest mieć obie opcje. Pobyć sobie człowiekiem, z wszystkimi wadami i zaletami tej postaci, a w potrzebie móc stać się małym zwierzakiem. W końcu drobny lisek też mógł potrafić wiele - wciśnięcie się w małą szparę w płocie w wykonaniu istoty ludzkiej byłoby raczej niezgrabną próbą przełożenia dłoni; ukrycie się za jakimś krzakiem... niewielki rozmiar, bo to była główna zaleta przemiany w zwierzaka, dawał ogromne możliwości defensywne i pozwalał na doprawdy interesujące operacje. Największym problemem było to, by po zmianie swego wyglądu wygrzebać się z noszonych wcześniej ubrań. No bo wyobraźmy sobie niewielkiego liska, uwięzionego pod warstwami zimowych ciuchów, bo ktoś tu zapomniał, że to się zawsze tak kończy. To by była doprawdy żałosna śmierć - udusić się pod własnym swetrem.
Teoretycznie to przeciwieństwa się przyciągają, zaś odwrotne bieguny magnesu odskakują od siebie jak poparzone. Z drugiej zaś strony - mówi się przecież, że ciągnie swój do swego. W każdym z tych stwierdzeń jest trochę prawdy, bo też każde powstało dla uzasadnienia jakichś swoich racji, a nie w wyniku rzeczywistych badań i obserwacji. Najprawdopodobniej najlepszym rozwiązaniem jak zwykle okazywał się kompromis, czyli w tym wypadku odpowiednia ilość zarówno podobieństw, jak i różnic między danymi osobami. Trochę, żeby mieć wspólne tematy i trochę, by się nie nudzić i mieć co w drugim człowieku poznawać. Równowaga - piękny stan, a jeszcze piękniejsze jest dzielenie się radością.
- To takie kochane z twojej strony. W każdym razie, trzymam za słowo. - Spojrzała na swego rozmówcę z udawanie groźną miną, przez którą wyraźnie przebijał się uśmiech satysfakcji, bo też w żadnym stopniu nie starała się go ukryć. Zauważyła jednak spadający kapelusz, toteż wzrok czerwonowłosej przewędrował z twarzy złotookiego łagodnym lotem w dół, aż do upuszczonego przedmiotu. Zgrabnym ruchem zgarnęła go z ziemi i obejrzała, czy się nie zabrudził. Strzepnęła z ronda jakiś zabłąkany nań pyłek i obróciwszy nakrycie w dłoniach, uniosła z powrotem spojrzenie ku swemu towarzyszowi.
- Do usług~ - Przekrzywiła głowę niczym zainteresowany szczeniaczek, po czym wyciągnęła dłoń ku głowie wiernego i odgarnąwszy na boki zielone pasma grzywki (tak zapobiegawczo, by później nie robić poprawek), umieściła kapelusz w jego pierwotnej i prawidłowej pozycji. Uśmiechnęła się, widząc swoje dzieło. Może minęła się z powołaniem i w rzeczywistości było jej przeznaczone zostać garderobianą? Jako pomocnica Hexa w tej chwili sprawiała się naprawdę dobrze.
W chwili odpowiedzi na jej pytanie o rzeczonego "Azusia", spojrzała na rozmówcę z lekko wybałuszonymi oczami i uniesionymi brwiami. Nie był to jednak przestrach, a zaskoczenie przemieszane z... fascynacją? Zielone oczki aż zabłyszczały z przejęcia, gdy padł wyraz "królik".
- Ty... masz króliczka? - spytała cicho, jakby z lekkim niedowierzaniem. Zaraz potem, nie słysząc żadnego zaprzeczenia, rozpromieniła się z radością i podkuliła ręce do swego tułowia, ściskając ręce razem niewiele pod brodą. - Dlaczego ja o tym nie wiedziałam wcześniej? Uwielbiam króliki! Będę mogła go zobaczyć? - I oto Hex otrzymał na tacy "Szczenięce oczka" w wykonaniu Vivian raz, w dodatku póki co za darmo. Taki widok nie był aż tak częsty, więc mógł się nacieszyć tą jakże infantylną sceną. Akane miała hopla na punkcie uroczych, puchatych stworzonek i nie potrafiła się powstrzymać przed rozpływaniem się na samą wzmiankę o nich. Pozwolenie jej na kontakt z takim choćby królikiem, właściwie z marszu pozwalało na podbicie jej serduszka. Nie żeby coś tego.
- Znaczy, no... - Zawahała się na chwilę, słysząc pytanie. Pogrzebała przez chwilkę w pamięci, jednak nie wiedzieć czemu, nie znalazła tam żadnej istotniejszej informacji na temat naprawy szkód wyrządzonych przy ataku na siedzibę Kościoła. - Przykro mi, ale w sumie to nie wiem, jak to rozwiązano. Nie za bardzo się na tym znam, wiesz - odrzekła zgodnie z prawdą, na co uśmiech nieco zbladł na jej piegowatej twarzyczce. Aż przykre, że ona, zajmująca tak wysokie stanowisko, nie umiała nawet udzielić informacji. Będzie musiała popracować nad tym, by samej wiedzieć, co jest na rzeczy w Kościele - przynajmniej doszlifować te kwestie, na których się nie znała. Po pierwsze - służyć.
- Ach, gdzieżby tam. Tylko pytałam, przecież nie mam cię za żadnego złoczyńcę. I w sumie... w sumie to chyba wiem, o co ci chodzi. W sensie - miewam podobnie. - Rzecz jasna, nie w tym samym sensie. Zielonooka nie należała do kanibali, ale również na swój sposób doceniała smak innych osób... dczuwany w sposób zdecydowanie inny niż po prostu konsumpcja materii ciała. Nie, z takich nawyków to nie chwytało się jej nawet obgryzanie paznokci, a fe.
- Sam pocałunek Morfeusza nie jest trudny do wytworzenia, ale najpierw trzeba zdobyć lub zmaścić wyciąg z trupa... a to już trudniejsza sztuka. Właściwie wszystkie składniki można zdobyć w Desperacji. Owoce trupiego jadu, martwy korzeń... a, nie, kaukaski granat trzeba by znaleźć w Edenie. Same składniki nie są jakoś bardzo rzadkie. Ale w sumie - dlaczego pytasz? - No, chyba miała prawo wiedzieć, czy choruje on lub ktoś mu znajomy, a może po prostu mężczyzna z nagła zainteresował się farmacją. Kto wie? Chociaż rzecz jasna, informacji i tak mu już udzielała, w sposób możliwie najbardziej wyczerpujący. - Lek pije się... przez jakieś trzy dni, później choroba ustępuje. A więc, nic w zasadzie strasznego. - Żadnych zastrzyków, igieł, baniek, pijawek, elektrowstrząsów. No tylko dziękować Ao, że nawet tak nieprzyjemne choroby mogą być w miarę prosto leczone. Dodatkowe szczęście - pocałunek Morfeusza przynajmniej był niezły w smaku, tak przynajmniej twierdzili ci, którzy byli zmuszeni go zastosować.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Sob Maj 16, 2015 11:51 am
Eee tam, zawsze można mieć gorszą śmierć. Osoby z hemofilią które mogą się wykrwawić od zacięcia kartką... To jest wybitnie smutny, żałosny koniec. Udusić się pod własnym swetrem to jeszcze nawet przyjemna śmierć - przynajmniej nie czuje się tego "zimna" które podobno przychodzi z takową, prawda?
Równowaga, mówisz? Hm... Dokładnie tej rzeczy Hex ciągle poszukuje. Równowagi w sobie. Nie ma jej. Od dawna już jej nie ma, pogłębia się, i choć może już sięga dna... To jedynie tylko sztuczne wrażenie, i zaraz ześlizgnie się jeszcze głębiej w dół. Ych! Napiłby się... Czegoś. Musi się napić. Ten ogień w gardle wydaje się go spalać na popiół, choć w praktyce nie jest niczym szczególnym, ale...
Pragnienie...
Musi zostać ugaszone...
Jak bardzo czuł narastającą żądzę, tak doskonale też potrafił ją zakryć. Ile lat już tworzył i zakrywał się maskami różnych charakterów, myśli, doznań? Długo. Wystarczająco długo, by teraz nawet nie zauważyć po nim jakichkolwiek rozterek.
- Ja też. W końcu musi mnie Panienka zaprowadzić, inaczej z pewnością nie znajdę drogi. - Tak, on i jego wyczucie kierunków, zawsze takie samo... Zerowe. Idziesz sobie przez Desperację, kierując się do M-3, nope, poszedłeś w zupełnie innym kierunku i na horyzoncie zaczynasz widzieć jakąś dziwną, szeroką wodę. Wait, ocean? Why not.
Hm, tak, ten kapelusz. Gdyby tylko miał wolne dłonie, wszystko, ale to wszystko byłoby w porządku... Naprawdę. Wszystko byłoby w porządku. Tak często by nie spadał mu z głowy, i... I... I well, byłoby ok. A nie jest, i ciągle Panienka Vivian musiała po niego się schylać. Ysh! (Z drugiej strony inny facet mógłby być zadowolony mogąc patrzeć na nią z takiej perspektywy, ale nawet nie ma co myśleć tymi kategoriami w tej chwili).
- Dziękuję. - Schylił głowę z uśmiechem, by ułatwić dziewczynie włożenie kapelusza. Nawet postarała się o to, by żadne kosmyki nie miały ze sobą problemu i znalazły się pod kapeluszem, jak powinny. Yay! Czemu on nie może mieć takiej miłej pomocy każdego dnia... No, przynajmniej póki ma problemy z nogami. Jak już nie będzie się musiał bawić tymi na wpół rozpadającymi się kulami, to już nie będzie miał nawet najmniejszych problemów z ruchem.
Hm... Nie spodziewał się takiej reakcji, szczerze powiedziawszy. Najpierw wbite w niego spojrzenie, w którym mieszało się zaskoczenie z... Czymś jeszcze, a potem dopytywanie. Kiwną głową potakująco, bo czemu miałby kłamać? Miał. I go lubił. Hm... Ale można mieć własne zwierzątka, prawda? Prawda? Nie zabiorą mu go teraz i nie przerobią na gulasz, nie?! NIECH TYLKO SPRÓBUJĄ, A WYWRÓCI CAŁĄ OKOLICĘ DO GÓRY NOGAMI! Nie no, może nie byłoby tak źle, no ale hej! Mogło być lepiej.
- Jak nie zapomnisz mnie odebrać z celi - oczywiście. Jest trochę strachliwy na początku, więc w razie czego postaraj się nie rzucać na niego jak wygłodniała hiena. - Parskną cichym śmiechem na wyobrażenie sobie tego widoku, patrząc w te "szczenięce oczka" kobiety. Biorąc pod uwagę że wygląda już na nieco starszą, ten widok zdecydowanie był dość ciekawy. Dobra, to nie tak że ją obraża czy coś! Tylko raczej to bardziej pasuje do nastolatek...
Ale i tak, całkiem miły widok. Aż miał ochotę ją popacać po głowie, ale nie mógł sięgnąć... Smutne. Nawet bardzo.
- Och... W porządku, nie szkodzi. - Miał machnąć dłonią jakby odganiał tą niezbyt użyteczną myśl, ale opierając się akurat na prawej dłoni wywołało to lekki poślizg, przez co przez chwilę nie mógł uzyskać równowagi, chwiejąc się na lewej kuli. Tylko moment, ale już, więc jest ok. Jeszcze trochę w sobie tej równowagi ma no! Jakoś da radę. Chyba. Na pewno. Powinien. I w ogóle.
- To dobrze, już myślałem że w tych złotych oczach zobaczyłaś diabła czy coś... - Nie żeby to w sumie było daleko od prawdy. Lekko schylił spojrzenie, spoglądając na nią "spod brwi" z lekkim zmrużeniem oczu. Czy to dało jakiś solidny efekt? W sumie ciężko stwierdzić, bo raczej ten uśmiech na jego twarzy wszystko rujnował. No nic! Jest ok! Jeszcze z nim jest ok...
Przysłuchiwał się uważnie słowom Panienki. A więc... Znalezienie tego nie jest łatwe, aż tak. Wytworzenie jest prostsze, trudniej ze zrobieniem i znalezieniem składników. Nie odpowiedział na pytanie jednak, przynajmniej do chwili gdy ona zamilknęła po wyjaśnieniu jak się to przyjmuje. "Doskoczył" do jednej ze ścian i oparł się o nią plecami, po czym, zwalniając dzięki temu uścisk na jednej z kul mógł sięgnąć do kieszeni. Wyjął piersiówkę i przysuną ją do drugiej dłoni, odkręcając, po czym wypił dość sporo z niej, niemal całość, w jednym łyku. Zamkną przy tym oczy, starając się... Rozkoszować tym smakiem, mimo wszystko. W tej chwili, smak tej posoki, nawet jego własnej...
Jest lepszy od wszystkiego innego. Wysuną najpierw piersiówkę ku Akane, dając jej na moment szansę z zapoznaniem się z zawartością... Albo chociaż zapachem krwi, po czym zakręcił ją i schował z powrotem, by następnie podciągnąć lewy rękaw, ukazując bandaż w lekko szkarłatnej barwie na linii przeguba.
- Myślę że wiesz teraz dlaczego.

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Pon Maj 18, 2015 7:10 pm
Tak samo przedśmiertnego zimna, o którym tyle można usłyszeć, nie czują ludzie paleni na stosie lub ginący w odmętach wulkanu. Można by się długo spierać, który rodzaj śmierci jest najtragiczniejszy. Ba, można też przedyskutować najbardziej poniżający, najbardziej bolesny, najmniej nieprzyjemny, najszybszy, najpowolniejszy... właściwie kategorii, w jakie da się próbować upchać śmierć zdałoby się wymyślić tysiące, a później dniami i nocami rozważać, omawiać, ustalać w hierarchii. Ludzie lubią ustawiać różne zjawiska w tabelach i zestawieniach, lubią liczby i konkretne dane. Samej śmierci jednak nie da się zamknąć w takich ramach, co powoduje, że każda próba mówienia o jakiejś "naj" jest zwyczajnie pozbawiona sensu. Każdy zgon jest na swój sposób straszny bądź nie.
Stan równowagi to nie zaś taka prosta rzecz. Łatwo o niej mówić, ale to tylko teoria; wykonanie jest sztuką bardzo, bardzo trudną. Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że osiągnięcie harmonii więcej niż tylko chwilowej graniczy z cudem, zaś stan permanentny ostro tę granicę przekracza. Natura ludzi i innych stworzeń rozumnych już tak ma, że nigdy nie pozwala im się do końca ustabilizować. Ot, żeby wam nie było za nudno.
- Z pewnością się przybłąkam, jeżeli tylko dowiem się gdzie. - Tak samo nie znała miejsca, gdzie o odpowiedniej porze odnajdzie swoja przyszłą żywą przytulankę. Miała jednak całkiem niezłą orientację w terenie, a więc dotarcie do swojej własnej celi z jakiejś innej nie powinno stanowić dla niej dużego problemu. Trochę się zdążyła poszwendać po korytarzach przez cały swój okres bytności w Kościele, toteż nie stanowiły one dla niej większych tajemnic. Powinno pójść gładko, a dodatkowo - będzie miała okazję zobaczyć prawdziwego, żywego króliczka! Nie mogła się już doczekać, niczym pięciolatka wypatrująca pierwszej gwiazdki i z utęsknieniem zerkająca pod choinkę. Tfe, chrześcijańskie porównanie, ale co tam.
A gdzieżby tam śmiała odbierać Hexowi jego pupila! Nigdy w życiu i nie ma mowy. Co najwyżej będzie cierpiał poprzez codzienne wpraszanie się dziewczyny do jego pokoiku, co z pewnością stanie się skutkiem jej szczerego zachwytu nad długouchym obywatelem.
- Zapamiętam, zapamiętam - pokiwała głową ze zrozumieniem, odnotowując w pamięci, by pohamować swój niespożyty entuzjazm, by nie wystraszyć zwierzątka. Mogła teraz wyglądać nawet skrajnie infantylnie, a i tak jej to jakoś nie obchodziło. Miała ciekawsze sprawy w głowie niż to, co kto sobie o niej pomyśli. Gdyby musiała, zachowywałaby teraz stuprocentową powagę - ale po co? Skoro miała okazję być sobą, to właśnie to uczyni. Jeżeli jej nowemu znajomemu by to w jakiś sposób przeszkadzało, to, cóż... wyłącznie jego problem.
Nagłą, nawet jeżeli tylko chwilowa utrata równowagi przez jej towarzysza rozmowy spowodowała, że Vivian nagle oprzytomniała z zamyślenia i niemal każdy mięsień w jej ciele nagle się napiął, gotów w razie potrzeby ratować nieszczęsnego kalekę przed kolejnym upadkiem. Taka próba mogłaby się skończyć doprawdy nieciekawie, a więc tym lepiej, że jednak udało mu się utrzymać w pionie. Dobrze to rokowało dla drobnej kobietki, która miałaby zapewne problem z ewentualnym podniesieniem i mężczyzny, i siebie. Także, no... stój sobie, stój. Albo idź. Ale się nie wywracaj.
- Hm... nie wiem, co widzę w tych złotych oczach, ale jeszcze się dowiem - rzuciła zagadkowym stwierdzeniem, unosząc jeden kącik ust nieznacznie wyżej od drugiego. Wpatrywała się przez chwilę w zmrużone ślepia zielonowłosego osobnika, jednak wrażenie, jakie na niej wywierały, nadal pozostawało nienazwane, nawet bliżej niesprecyzowane. To się nie da tak na szybko, ale może kiedyś do tego dojdzie. To nie może być takie trudne.
Ledwo skończyła mówić, a ten nagle przyskoczył do ściany. Nie ma co ukrywać, zaskoczyło ją to i przez chwilę przypatrywała się swemu nowemu znajomemu z niekrytym zdumieniem, które jednak z sekundy na sekundę bledło, ustępując miejsca zrozumieniu. Krótki moment, gdy poczuła zapach dobywający się z piersiówki, tylko utwierdził czerwonowłosą w wyprodukowanej przez nią na szybko teorii. Delikatnie kiwnęła głową, potwierdzając, że już wie, co jest na rzeczy.
- Trzeba ci pomóc. I to jak najszybciej.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Czw Maj 21, 2015 9:13 am
Zacznijmy od tego że każdy zgon "jest". Pojęcie "jest" w tej chwili zyskuje na względności, patrząc na tych na wpoły nieśmiertelnych wymordowanych którzy po śmierci wracają do życia, ludzi pojawiających się ponownie jako anioły... W tym wszystkim Hex został "obdarzony" tak zwaną "permanentną" śmiercią. Jak mu się zemrze to już koniec zabawy. Nie zmieni się w wymordowanego, anioła, nie zmartwychwstanie z bezdymnego ognia - nic. A jego dusza? Huhu, za to wszystko co zrobił zdecydowanie nie będzie lubiana w zaświatach przez jego "krewnych"...
Trud osiągnięcia harmonii Hex ma okazje odczuwać każdego dnia. Zrównywać ze sobą emocje, odczucia, myśli i wyobrażenia, powstrzymywać swoje pragnienia i... I niekiedy przekonania. Tak... To co teraz widzi Vivian to właśnie przykład bardzo kruchego momentu równowagi.
Bardzo.
Bardzo kruchego.
- Jeśli Panienka pójdzie tym korytarzem w kierunku z którego przyszedłem to za łukiem tunelu powinny się znaleźć drzwi, w których wyżłobiony jest znak trefla. Kojarzy Panienka z kart? To będą te drzwi. - Taka drobna fanaberia oznaczeniowa, i by nie pomylił drzwi. Wyżłobiony nożem w drewnianych drzwiach znak trefla może nie jest znowu aż tak wyrazisty, ale może rzucić się w oczy przy przeglądaniu tych samych drzwi raz po raz po kolejny raz. Nie pytajcie czemu akurat trefl. Ta figura poprostu przyszła mu wtedy do głowy. No i kojarzy mu się nieco z czterolistną koniczynką - taki tam symbolik dla farta, hehe.
Wtedy zrobi to co powinien zrobić od razu w wypadku natarczywych gości...
Wydłubie zamek i klamkę, a potem przy użyciu swoich mocy będzie drzwi zamykał i otwierał. W innym wypadku będą "ever forever" zamknięte. Choć nie, to zły plan. Tak, to nie jest najlepszy plan.
Lepiej poprostu je zamurować, a potem otwierać mocami. Tak.
- Mam nadzieję. Króliki nie słyną z wytrzymałych serc, Cher. - A on niekoniecznie chciał by Azazel odpuścił sobie resztę żywota przez zawał serca. Dość smutne byłoby to wtedy, pierwszy gość w jego pokoju który miałby okazję poznać się z Azazelem, i by go zabił swoim nadwyraz dużym entuzjazmem. Uch, to dopiero nieprzyjemna śmierć.
No co no, jego standardowa gestykulacja zaczyna się robić dla niego mordercza, ale ciężko mu jest się komunikować bez tak normalnych gestów jak ruch dłoni. Toć to jeden z najbardziej podstawowych gestów w mowie ciała, przywykł już do tego i ciężko mu się odzwyczaić...
Nawet jeśli fakt tego co się stanie w ramach "przypomnienia" mu że nie może będzie bolesny.
- Lepiej byś się nie dowiedziała... - Wymamrotał cicho pod nosem, odwracając przy tym głowę, próbując jakoś zamaskować fakt, że coś mówi. To nie tak że znowu jest...
Wróć. On jest. On jest dość złą osobą, i niezbyt dobrą. Tylko udaje kogoś, kim nie jest. Ciągle udaje.
...
Albo i nie. Sam już naprawdę gubi się w tym, gdzie kończą się teatralne maski i role, a gdzie zaczyna się jego prawdziwy, jedyny i niestandardowy "Hexowy" charakter. Czy go zgubił, czy wciąż go ma. A jeśli tak - to jaki jest?
- Gdyby to było takie proste. Chwilowo i tak jestem uziemiony, więc jedyne co mogę to rozrywać sobie żyły raz po razie. Przywykłem do bólu.
"Do krwi..."
- Tak. Przywykł już do tej choroby...
Ale powoli staje się nie do wytrzymania. Nawet Ex i jego podszepty zaczynają blednąć w porównaniu z tym nieznośnym, ciągłym, nieustającym pożądaniem wobec czerwonej posoki. I to nie w małych ilościach. W ogromnych wprost. Kubkami, butelkami, litrami, hektolitrami... Czasem wprost widzi siebie pławiącego się w morzu krwi...
I ta wizja jest taka rozkoszna, taka miła...
Tak, odleciał trochę z myślami. I było to nader wyraźnie widać po nim, bo wbił nieobecne spojrzenie gdzieś przed siebie, nie mając zbyt dużego kontaktu z rzeczywistością teraz.
Może to i lepiej. Chwilowo.

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Sob Maj 23, 2015 9:36 pm
Ludzie mają tyle atrakcyjnych opcji na śmierć... wiadomo, ta najbardziej klasyczna nie obejmowała przypadku powrotu na ziemię. Byłeś, jaki byłeś, a teraz umierasz i twoja dusza trafia do zaświatów, koniec. Jeżeli wyjątkowo się starałeś, dostaniesz parę supermocy i powrócisz, by harować na tych niewdzięczników, ludzi... no, przecież sam byłeś jednym z nich! Teraz możesz zobaczyć, jak to jest od drugiej strony. Ewentualnie w trakcie ziemskiego bytowania numer jeden udało ci się zarazić pewnym konkretnym wirusem, wtedy sobie zmutujesz i od tej pory popylasz po świecie jako uroczy, futrzasty (lub nie) wymordowany.
Tak wiele opcji! No normalnie żyć, nie umierać... czekaj, wróć. Raczej - nie żyć, umierać, ale tylko raz. Za drugim już raczej nie czekało nic ciekawego, a na powrót na Ziemię nie było perspektyw. Smutne, ale prawdziwe.
- Och, rozumiem. Znam symbole z kart, więc powinnam trafić. Zresztą, najgorsze co się może przydarzyć, to żebym musiała sprawdzić każdą celę... a to chyba nie aż taka wielka tragedia. - Cóż, najwyżej zapuka do każdych drzwi w kompleksie jaskiń i zniesie każdego oderwanego od swych zajęć wiernego, by znaleźć cel swojej wędrówki. Przecież w końcu musiałoby się udać, prawda? Oznaczenie wrót symbolem trefla było rzecz jasna sporym ułatwieniem, gdyż wystarczyło tylko je wypatrzyć. Nie jest to przecież na tyle trudne, by miało jej się nie udać. Da radę!
- Przecież nie pozwoliłabym skrzywdzić muchy, a co dopiero takiego kochanego króliczka, tym bardziej, że jest twój. - Kolejna odsłona szczenięcych oczek, na wpół ze stuprocentowo niewinnym wyrazem twarzy. Zamrugała nieco szybciej, nadając swej twarzy wyraz absolutnie pozbawiony choćby cienia złych zamiarów. No przecież ich nie miała! Nie pozwoliłaby, by jakieś jej nieuważne zachowanie doprowadziło do zgonu długouchego, pozbawiając Hexa jego pupila. Śmierć z nadmiaru entuzjazmu dopiero brzmi słabo, duh. W dodatku nie własnego, a cudzego. Jak wiadomo, każdego da się zagłaskać na śmierć.
- Hm? - mruknęła z zainteresowaniem. Jej rozmówca zdecydowanie wymamrotał coś, czego nie udało jej się dosłyszeć. Przecież, rzecz jasna, była zainteresowana tym, co miał do powiedzenia! Stąd też ukłuł ją lekki żal, że odwrócił głowę i nie pozwolił jej zapoznać się z treścią wypowiadanych przez siebie słów. Co za szkoda! Zresztą, bez względu na to, co zielonowłosy może o takim pomyśle uważać, Vivian prędzej czy później zweryfikuje swoje zdanie na jego temat i odkryje, jaką postać naprawdę może w nim zobaczyć. Potrzeba do tego tylko i wyłącznie trochę czasu, cierpliwości i uporu.
Może sobie być kim zechce. Ba, może nawet udawać. Ale bez względu na to, czy będzie jej dane poznać prawdziwą postać swego wiernego, czy też nie, zamierzała to uczynić. Nawet fałszywa informacja na temat czyjegoś charakteru jest jakąś. W końcu obrazuje to jego zachowanie, a to, nawet jeżeli niezgodne z rzeczywistymi cechami osobowości, jest jednoznaczne. I koniec.
- Domyślam się, że to niełatwe... ale skoro wiemy, co trzeba zrobić, to trzeba to zrobić. Musisz dostać leki, zanim narobisz sobie jeszcze poważniejszej krzywdy. - Ta, oto właśnie włączył jej się "tryb matki", ewentualnie po prostu głos rozsądku. No ale nikt w tej chwili nie odmówiłby jej racji, czyż nie? Jeżeli teraz pozwoli się na rozwój choroby, w końcu doprowadzi ona do takiego stanu, gdzie zapomni o tym, ze musi żyć i dla pragnienia krwi doprowadzi do własnej śmierci.
Wydawało się, że z lekka odpływa. Może i na chwilę nie było to nic strasznego, ale jeżeli krwawe wizje staną się zbyt wyraźne, mogą okazać się naprawdę, naprawdę niebezpieczne.
- Tsssh, nie myśl o tym - "zasyczała" spokojnym tonem jak do usypianego dziecka. Podeszła o jeden i drugi mały kroczek. Przystanęła w niedalekiej odległości od opartego o ścianę towarzysza i wyciągnęła obie ręce przed siebie, łapiąc w swoje kobiece dłonie te należące do Hexa. Uważała oczywiście na to, by nie spowodować jego upadku, bo musiał przecież podtrzymywać się wciąż na kulach. Stąd też dotknęła go bardzo delikatnie, by przez nagłe wyrwanie mężczyzny z zamyślenia, przypadkiem nie przyczynić się do kolejnej spektakularnej gleby.
- Pomyśl o czymkolwiek innym - dodała po raz kolejny, uśmiechając się pocieszająco.
Będzie dobrze, zdawała się mówić. I w zasadzie... właśnie to myślała.
Tylko o tym nie myśl.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Nie Maj 24, 2015 6:57 pm
A można nawet połączyć te dwie opcje, i jeśli byłeś dość dobry jako wymordowany, może też dostaniesz i trzecie życie w pakiecie, jako anioł? Choć to by było już na swój sposób męczące. Będąc świadomym śmierci, licząc już na święty spokój, okazuje się że ktoś ci przystroił skrzydełka i musisz znów wrócić tam, skąd wyleciałeś. To by było już... Smutne. Choć niektórzy poczuliby się panami świata, tak wracając do życia po raz enty z myślą "pft, skoro już trzeci raz tu wróciłem, to chyba ten świat się mnie nie pozbędzie!" ... I wtedy śmierć. Hehe. Hehe... Heheszki.
- Nie będzie tak źleeee. - Zapewnił z uśmiechem, znowu mając nieodpartą chęć machnięcia ręką. Nie zrobił tego z przyczyn wiadomych oczywiście, ale niemal nieodparta chęć i potrzeba pozostały, zostawiając za sobą gorzki posmak niespełnionego działania. Aaaale jakoś to przeżyje.
Chyba.
... Chlip.
- To jak sobie radziłaś wcześniej z aniołami? - Spytał, unosząc brew skonfundowany. Skoro była taką pacyfistką, to jak mogła znosić widok poświęcanych na ołtarzu ku czci Ao aniołów? Nie cieszyła się wraz z innymi? Jak w takim razie była w starszyźnie bez tego faktu? Hmmm...
Questions, questions. SUSPICIOUS BEHAVIOUR bardzo. Bardzo, bardzo.
- Nic, nic. Nic czym warto sobie zaprzątać głowę. - Pokręcił głową przecząco, nie chcąc by dziewczyna zaprzątała sobie myśli tym, co wymamrotał. Nie było po co. To nie było zbyt interesujące... I w sumie nie powinno Panienki interesować. Poprostu... Nie. Nie trzeba, zwyczajnie nie trzeba.
Nie słyszał, albo przynajmniej nie przyjmował, nie rejestrował jej słów. Był gdzieś w kosmosie, daleko, widząc krew. Dużo krwi. Zbyt dużo, by się jej opierać. Pragnął jej. Och, jak niesamowicie jej pragną. Krwi. Tak wiele krwi, tak prawdziwej, rozkosznie słodkiej, ciepłej posoki spływającej z ludzkich żył. I nie tylko ludzkich. Mmm, krew...
Krew...
Krew...
Nie cuciły go kolejne słowa, czy też gesty dziewczyny przez jeszcze krótką chwilę, nim w końcu zdołał w jakiś sposób "wybudzić się" ze swojego stanu zamyślenia, zachęcenia ku krwi. Jego oczy powoli powędrowały ku jej twarzy, a Dżin uśmiechnął się delikatnie. Jego działanie było naprawdę szybkie. Wypuścił z uścisku obie kule i jego dłonie wystrzeliły ku jej twarzy, pociągając ją bliżej. Wciskając plecy w ścianę, przykucnął lekko i schylił się, po czym bezpardonowo wpił się swoimi wargami w jej usta, całując lekko czerwoniutkie, słodkie usteczka dziewczyny w sposób dość namiętny, zmysłowy. Raz po raz je cmokał, smakował swoimi wargami i językiem... Aż zaczął je szarpać zębami. Mocniej, i mocniej, już po krótkiej chwili zaczęło się to robić bolesne, bo miało takie być. Rozcięcie zębami warg... Do krwi. Krwi...
Ścisnął dłonie na jej licu, co raz wyraźniej... Wprost gryząc jej wargi. Chce jej. Pragnie jej.
Krwi...
Krwi...
Tej szkarłatnej, pięknej posoki...
Tego smaku...
Tej krwi...



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Nie Maj 24, 2015 9:21 pm
Trzecie życie, nosz Ao jedyny, to już by chyba była przesada. Lepiej dać sobie spokój z powrotem na ziemię i spocząć w pokoju... w końcu, jak mówią, po zgonie ostatecznie się wyśpisz! Brzmi przecie optymistycznie, z pewnością milej dla udręczonej życiem duszy, niż powrót między ludzi w roli ich sługi. Tak, naharuj się na ziemi, walcząc o przetrwanie, a później ci jeszcze każą wracać... nie no, wystarczy, naprawdę wystarczy.
No jasne, że nie będzie źle. W końcu trzeba myśleć pozytywnie... czy jakoś tak. W sumie to nawet najgorsza możliwa opcja nie brzmiała wcale tragicznie, co najwyżej byłoby to trochę więcej roboty. Skoro więc nie dało się za bardzo sytuacji spieprzyć, to pozostaje tylko się cieszyć, że tak a nie inaczej sprawy wyglądają. Trafi, odnajdzie odpowiednie drzwi bez problemu i wszystko pójdzie zgodnie z planem, nie psując nikomu humoru.
- Ach, no to jest zupełnie inna sprawa. - Rozłożyła ręce na boki, uśmiechając się ze spokojem. - Zbytnia łagodność wcale nie jest zaletą, wiesz... ale sprzeciwiam się krzywdzeniu niewinnych - A z osobami, które sobie na to zasłużyły... to już kompletnie inna sprawa! Zresztą, nie przykładała do tego ręki osobiście od czasu swojej własnej ofiary w momencie przyjęcia w szeregi Kościoła, co już było ułatwieniem. Bezsensowne cierpienie zdawało jej się bezsensowne, ale w innych przypadkach... nie było na co czekać. - No i wiesz, cokolwiek zadowala Ao, jest ponad moimi osobistymi potrzebami - dodała jeszcze. No i teraz już chyba nie można znaleźć nic podejrzanego.
Skoro jednak nie chciał mówić - trudno. Jakoś to przeżyje, a czego będzie chciała, to dowie się sama. W końcu nie będzie biedaka zmuszać do jakichś głębokich zwierzeń, ani nic. Co najwyżej chwilami naprawdę się martwiła o jego stan, a szczególnie chorobę, która mimo wszystko należała do niebezpiecznych. Miała na to bardzo dobry obraz przed chwilą, obserwując z zaniepokojeniem, jak nieszczęśnik próbuje zwalczyć pragnienie krwi. Wyglądało na to, że psychoza zdążyła już dość mocno się rozwinąć, co nie wróżyło dobrze. Nawet ona w tej chwili musiała zachować możliwie najwyższą ostrożność.
Wydawał się nie reagować na jej starania, co mogło wskazywać bardzo dwuznacznie na stan wiernego. Albo właśnie udało mu się oddalić myśli od niebezpiecznej tematyki, albo właśnie krążył wokół swego pociągu do czerwonej cieczy... a skoro nie docierały do niego sygnały z zewnątrz, to nie mogła jednoznacznie stwierdzić, co jest na rzeczy. Stojąc tak blisko, igrała z ogniem.
Niestety, nie zdążyła się wycofać na czas. Nie udało jej się odpowiednio wcześnie wyczuć, co się święci. W jedno mrugnięcie oka ręce Hexa wymknęły się spod jej dłoni, chwytając za jej głowę tak szybko, że nie była w stanie jej uchylić. Właściwie to ten gest był tak niespodziewany, że przez pierwszą chwilę szok całkowicie ją sparaliżował. Przez kilka straszliwych sekund straciła kontakt z rzeczywistością. Do realnego świata przywróciło ją dopiero niezwykłe uczucie nagłego ciepła, pewnej delikatnej przyjemności. Dziwne mrowienie przeszyło ją w okolicach żołądka, jakby poderwało się do lotu stadko motyli. I dopiero wtedy zorientowała się, co się tak właściwie z nią dzieje. Gdy tylko ta informacja zapaliła się mała, żółtą diodą w mózgu Vivian, wywołała ona reakcję natychmiastowego impulsu obronnego.
Cofnij się!
Miała pewien ogląd na to, co w tej chwili może się czaić w psychice mężczyzny i podobnego rodzaju fizyczny kontakt mógł się skończyć źle. Po prostu czuła to, co miało zaraz nadejść, to było aż zanadto oczywiste po tym, jak przed chwilą była świadkiem ataku "chcicy" na krew. Byłaby głupia, żeby się nie zorientować, co się święci.
Ale była też fizycznie słaba, a zielonowłosy osobnik miał naprawdę mocny chwyt. Nie udało jej się uciec przez bolesnym ugryzieniem, na które odruchowo zacisnęła powieki, zaś mimo woli wyrwał jej się cichy okrzyk, na wpół z cierpienia, na wpół z zaskoczenia. Spodziewała się tego, ale jednak jej organizm dał się na to naciąć. Delikatna skóra wnętrza ust właśnie została rozcięta, wyzwalając na zewnątrz ciepłą krew. No i bolało jak diabli.
Otrząsnęła się dość szybko po chwilowym otumanieniu, jaki wywołał nagły atak i przystąpiła do działania. Nie po dobroci, to siła się wyswobodzi, bo inaczej jej towarzysz gotów wyssać z niej wszystko niczym wygłodniały wampir. Przeniosła cały ciężar ciała na lewą nogę, przy pomocy prawej podcinając obie nogi mężczyzny. Był zraniony i puścił kule, więc jeżeli uda jej się zachwiać jego równowagę, zapewne upadnie. Jednocześnie złapała oba nadgarstki Hexa i pociągnęła mocno na boki, próbując uwolnić swoją głowę. I modliła się w duchu, żeby to zadziałało, żeby jeszcze sama przy tym się nie wyrżnęła.
Ratunku...?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Pon Maj 25, 2015 1:48 pm
Jak się uprzeć to osoba mogłaby łącznie mieć trzy powroty "zza grobu". Pierwszy, gdy będąc w stanie agonalnym jej ciało zostałoby zmechanizowane by przeżyła, czasem do stopnia takiego że ludzki pozostałby już tylko mózg. To w sumie wyklucza powrót z użyciem wirusa X, ale jakoś da się to zmieszać, i wrócić potem jako zmechanizowany-wymordowany. A potem, po śmierci, jako anioł. Tyle powrotów. Gosh, można mieć dosyć.
Wierzył w jej zdolności odnajdowania kierunków. A przynajmniej w to że są lepsze od jego własnych, bo on pewnie by nie potrafił znaleźć swoich drzwi gdyby nie miał świadomości gdzie faktycznie są, heh.
- Więc anioły w twoim spojrzeniu takowe nie są? A gdybym ci powiedział że też takowym jestem? - Przechylił lekko głowę na bok, uśmiechając się zaczepnie. Gdyby tak powiedział byłoby w tym więcej prawdy niż fałszu po prawdzie. Faktycznie może nie jest tą samą "rasą" co te standardowe anioły, ale jest jednym z ich "podgatunków". W sumie już jednym z ostatnich przedstawicieli swojego gatunku...
Piękny koniec historii tej żałosnej rasy jaką prezentuje, ysh.
Jeszcze będzie okazję miała dowiedzieć się o nim trochę więcej. Oby nie więcej niż by chciała i nie w sposób, jaki by tego nie chciała... To byłoby zbyt... Niepotrzebne, prawda? Tym bardziej że Hex nie... Nie. Powiedzieć że nie czerpał z tego przyjemności to jednak nie to. Tego nie można tak nazwać. To... To byłoby kłamstwo.
Ale nie byłoby też kłamstwem, hm.
W tej krótkiej chwili gdy smakował jej ust, w barwie bliskiej krwi, nie myślał o tym by sprawiać przyjemność, nie robił tego w geście pieszczoty, przyjemności... Chciał poczuć smak krwi. Nie czując go, próbował sięgnąć głębiej, zatapiając zęby w jej wardze i rozcinając ją. Gdy tylko poczuł pierwszą kroplę krwi na swoim języku, chciał więcej, więcej. Zacisnął swoje palce na jej obliczu, wciskając weń paznokcie...
Lecz ta chwila była cóż, dość szybka. Jego niezbyt stabilne nogi zostały wytrącone z równowagi, a "wampir" powędrował na łeb na szyję na glebę. Mógł co prawda się jej przytrzymać, ale nawet pomimo wciskania w jej skórę paznokci, chwyt nie był zdecydowany, a umysł był skupiony na chłonięciu krwi, więc odciągnięcie dłoni na krótki moment nie było problemem...
I wystarczyło. Padł plackiem na ziemię, co spowodowało u niego dwie reakcje. Pierwszą był głuchy jęk bólu po uderzeniu całą powierzchnią ciała o ziemię, a drugim...
Ciche, zwierzęce warknięcie, po którym próbował złapać w dłonie jedną z jej łydek i jakoś podciągnąć ku sobie, by móc zatopić w jej nodze zęby, rozszarpać żyłę, dobrać się do krwi. Krwi... Krwi...
- Hehe... He... Nie uciekaj, Vivian... Obiecuje że to nie będzie boleć... Na początku. Potem będzie tylko gorzej... - Ten maniakalny chichot jaki wyrwał się z jego ust po tych słowach nie był przyjemny... Serio. Nie był. Dosłownie, w przenośni, i... Faktycznie nie był.



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Wto Maj 26, 2015 8:04 pm
Jeżeli chodzi o radzenie sobie z przemieszczaniem się w przestrzeni, to nie było się o co martwić. Mając odpowiednie instrukcje, powinna trafić do wyznaczonego miejsca bez większych problemów. Raczej rzadko zdarzało jej się gubić, a gdyby brać pod uwagę tylko wykute w skale tunele, to już w ogóle nie było o czym mówić. Jej przybycie do siedziby Kościoła Nowej Wiary zbiegało się w czasie z samym powstaniem tego ugrupowania. Tak, Vivian kręciła się po arteriach od samego początku, przez co dobrze pamiętała ich układ. Nawet zmiany łatwo wchodziły do głowy, bo wystarczyło tylko zapamiętać, że tu-a-tu przebudowano to-a-to i dało się żyć, bez potrzeby opanowywania topografii całej górskiej świątyni od zera.
- O nie nie nie, nie mylmy pojęć. Każdy przypadek jest indywidualny i nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Więc jeżeli ty Hex jesteś aniołem, to mogę tylko powiedzieć, że... - zastanowiła się przez chwilę, przekrzywiając głowę w bok. Uniosła jeden kącik ust wyżej od drugiego i zmierzyła swego rozmówcę tajemniczym spojrzeniem. - ...że mnie to niesamowicie ciekawi. Chciałabym któregoś dnia usłyszeć o tobie więcej - dodała w chwilę później, przywracając swoją głowę do naturalnie wyprostowanej pozycji.
Wydawał jej się naprawdę intrygujący i właściwie to gdyby nie jeden, maleńki szczegół, to choćby i w tej chwili bez skrupułów ciągnęłaby go za język, żeby coś jeszcze o sobie opowiedział. Mogłaby słuchać o dosłownie wszystkim, od hobby, przez historię życia, na rozmiarze buta kończąc. Jeżeli chodziło o ciekawe osoby, jakie spotykała na swojej drodze, to dla takich mogła się zamienić w słuchacza idealnego.
Tak. Jeden, maleńki szczegół.
Ten szczególiczek właśnie spowodował, że miała rozoraną dolną wargę od wewnętrznej strony, zaś po bokach twarzy wciąż czuła lekko piekące ślady po anielskich pazurach. No nie ma co, rzucił się na nią jak dzikie zwierzę. Co ta choroba robi z ludźmi? Im dłużej trwało to szaleństwo, tym bardziej miała ochotę zawlec zielonowłosego choćby za kudły do jakiegoś uzdrowiciela na natychmiastowe rozpoczęcie terapii. Trzeba działać szybko, nim narobi sobie i innym jeszcze większych szkód zarówno fizycznych, jak i psychicznych.
Na szczęście udało jej się przerwać ten jakże bolesny proces bycia pozbawianą własnej krwi. Zaraz po tym, jak mężczyzna stracił równowagę i rozpoczął podróż w kierunku podłoża, odruchowo cofnęła się o kilka małych kroczków, przyciskając obie dłonie do poranionych ust. Przy dolnych powiekach zaczęły się gromadzić napływające do oczu łzy wywołane bólem, których starała się pozbyć przez uintensywnione mruganie. To jeszcze nie był koniec.
Nie mogła powstrzymać cichego piśnięcia, jakie wyrwało jej się pod wpływem agresywnego warknięcia. Cofała się nadal w kierunku przeciwległej ściany, w miarę możliwości utrzymując swoje nogi poza zasięgiem rąk rzucającego się po podłodze osobnika. Jeszcze tylko kolejnych ugryzień jej brakowało, no doprawdy...
Tak naprawdę to nie była pewna, co ma robić. Coś działać? No cóż, mogła, ale ani nie była pewna co czynić i mówić, a podejść bliżej też się na chwilę obecną bała. Czekać? Tak, to może tak spacerkiem uciekać przed czołgającym się wampajerem cały dzień i nic to nie da. Trochę kiepsko, czyż nie? W ogóle to cała ta sytuacja nie malowała się szczególnie optymistycznie. Żeby było jeszcze zabawniej, Akane była z tymi jakże poważnymi dylematami całkowicie sama. Niby dorosła kobieta, niby ponad setka na karku, a jak przychodzi co do czego to jest zagubiona niczym małe dziecko. Szlag by to wszystko!



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Sro Maj 27, 2015 10:54 am
Chociaż tyle. Hex jest tu od niedawna, w dodatku sprowadziła go do tego miejsca Panienka Taihen, która teraz urosła w rangę proroka... Więc tym bardziej nie ma jak teraz ją podpytywać o różne rzeczy. Zbyt zajęta jest kościołem i wiernymi, by przyjąć jednego z nich na zwykłą rozmowę "o pogodzie i ciastkach", nawet takiego którego sama tu sprowadziła, dlatego też Hex musiał sobie radzić sam. Jak dotąd miał okazję poznać anielicę, która uznała że będzie jego stróżem i stalkerem (pewnie gdzieś się czai w cieniu), kilku najemników gdy atakowali, dwie Panie które oprowadził po Kościele a jakie potem uciekły z powodów mu nieznanych, całkiem miłego lekarza, niezbyt miłego inkwizytora... Prawie wszystkich członków starszyzny...
No. Powoli się tu odnajduje.
- Więc powiem że nim jestem. W pewnym sensie. - Ach! Te niedopowiedzenia! Te piękne niedopowiedzenia, tak... Niedopowiadające szczegółów! ZAISTE! Takie piękne, takie niesamowite, takie... Takie. No, dokładnie takie.
E tam, to tylko szczegóły. Przecież może go ciągle pytać, gdy będzie tak pełzł do jej nóg. Niech wciągnie się w myśli, przestanie odczuwać ból w związku z ugryzieniami. On przecież nie chce z niej wypić całej krwi... Tylko trochę... Tak... Z litr? Może półtora maksymalnie. I tak ma tej krwi w nadmiarze! Włosy aż jej przeszły krwistym kolorem od nadmiaru tego czerwonego płynu! No czemu nie pozwala, przecież facet taki miły, tylko pomóc chce, a nie... Uch.
Cóż, co moge napisać o pełzającym po ziemi Dżinie jaki próbuje doczołgać się do nóg Vivian, by wbić w nie zęby i spić z ich krew? Chyba nic konkretnego...
Do pewnego momentu. W którymś momencie ramiona na jakich się podpierał przy czołganiu zwróciły jego uwagę. Głównie to wyciągnięte ramię, jakie ujawniło bandaż. Tak...
To powinno wystarczyć...
Przetoczył się na plecy i podciągną rękaw, by móc ujrzeć ten bandaż. Tak... Szkarłat... Dokładnie to... Dokładnie tego szukał...
Wgryzł się w bandaże, rozszarpując je zębami, by potem zerwać je z przeguba, który... Wyglądał paskudnie, i Panienka Vivian mogła to doskonale ujrzeć. To miejsce w praktyce nie miało skóry, tyle razy było rozszarpywane, żyła była już w praktyce w kawałkach, prawie wisiała poza całością dłoni...
Ale co tam. Ponownie zatopił w rozszarpanym kawałku własnego ciała zęby, powodując nowe rozcięcie z którego popłynęła krew. Krew, której tak pragną... Niemal wepchną sobie całą ranę do ust, nie pozwalając ani odrobince krwi uciec. Zamknął oczy, próbując skupić się na tym... Tylko na tym...
Kilka kropel krwi upłynęło z kącika jego warg, znacząc krwawy ślad posoki przepływającej po lewym policzku. Krew, tak...
Jego własna...
Czy to nie najlepszy sposób na koło życia? Krew wytwarzana - krew pita, krew potem powinna być potem z wypitej znów w żyłach i ponownie wypita...
Ech, szkoda że to tak nie działa...

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Sro Maj 27, 2015 2:24 pm
Znudzony. Bardzo znudzony. Kręcił się po ukochanym domu. Zresztą nie tylko jego. Ale też wielu innych osobników. Należących do wspólnoty Kościelnej Aonistów! Zatem nie byłoby dziwne by urocze lwiątko - Rozpoczęło poszukiwania osób, chętnych do zabaw. Prosty cel, który wypełnia jego lukę egzystencjalną w dość radosny sposób. Oh tak. Szlajał się po różnych kątach zapytaniem na twarzy w stronę innych wierzących o porcję - Dobrej, a szampańskiej zabawy. Szkoda, że większość nie załapała o czym mówił. Zboczeńce. Solidaryzuje się z nimi w rozbieranego, a oni o takich rzeczach myślą. Głupki głupie jedne. Jednak nie dawał za wygraną! Chciał się pobawić na różnoraki sposób. Potrzebne były mu ku temu dwie osóbki. Damn right. Ale jakie? - Jakiekolwiek. Wracając do teraźniejszości. Odbiegając przy okazji myślami z niebieskich obłokach... Maszerował przez puste korytarze w rytmie muzyki, ułożonej przez samego siebie. Idealnie wpasowująca w takie oto słowa; Za-ba-wa, za-ba-wa, (...) - Powtarzane bardzo radośnie bez ustanku. Dla wielu nieznających Reo. Mogliby pomyśleć, że zanosi się na kłopoty. Możliwe, ale nie koniecznie. W końcu zdarzył się dla niego. Niczym zesłany przez jego jedynego Pana Boga. Zauważył z dość sporego dystansu osobę, którą dobrze znał. Stanął w miejscu i w jednej chwili jego lwi ogonek się odplątał. Wystawił jedynie rączki by przetrzymać w swoich, jakże delikatnych łapkach swój piękny skarb. Machnął raz, dwa. Energicznie zwierzęcą kończyną, aż do momentu reakcji łańcuchowej. Od jednego polika do drugiego, zawitał szeroki uśmiech. Oczy błysnęły światełkiem szczęścia i radośni. Wypatrzył swoją ofiarę do zabawy i to nie byle kogo! A to była Starsza Siostrzyczka - Akane. W pośpiechu się ruszył z miejsca. Hałasując przy tym niemiłosiernie. Szybko skracał dystans, więc ktokolwiek o wrażliwym słuchu - Mógł go usłyszeć i narzekać, że smarkacz tylko szaleje. Kiedy był już wystarczająco blisko swojej - Najdroższej i najbardziej ukochanej siostrzyczki (Co z tego, że przybranej!) złapał mocno obiema rączkami Hyōtō, a następnie skłonił się ku czerwonowłosej. Będąc za nią i mając uniżoną nisko głowę, powiedział głośno i radośnie; Witam bardzo serdecznie. Drogą, Starszą Siostrzyczkę. Dzięki Ao! Akane chcesz się pobawić?! - Gdy tylko wydobył z siebie, dopiero zwrócił uwagę na bieżącą sytuację. Miał przed sobą przy okazji zielonowłosego, który leżał na ziemi i... Konsumował własną rękę? Wyprostował się i wolnym kroczkiem, ruszył do przodu. W tym momencie spojrzał z bliska na siostrzyczkę. Szeroki uśmieszek z jego twarzy się ukrócił. Machnął parę razy ogonem na boki. Potem utrzymując go w pozycji nie opadającej w górze. Przez myśl mu przeszło parę scenariuszy i żaden z nich mu się nie podobał. To jego wina - Leżącego, albo incydent tutaj zaszedł od strony kogoś innego i tak się skończyło. Mimo absurdu drugiej opcji, wolał się spytać nim cokolwiek uczyni; Co się, co się, co się~ Tutaj stało? - W między czasie, zsunął palcem skrawek ostrza z pokrowca. Utrzymując go w tym stanie. Wracając na wzrok na pochłaniacza-krwi własnej. Patrzał na niego, mając pewne myśli już o nim; "Głupek głupi? Co on robi?". Może nie najlepsza opinia. Choć może być to jego zabawa? Nie wiedział, więc się wstrzymywał od czynów. Utrzymując jakiś dystans od niego, ale stojąc blisko Akane. Przypadkowo też machnął sobie ogonem. Obserwując zaciekawiony glonogłowego. Licząc przy okazji na odpowiedź ukochanej osóbki, której stał u boku. Jeśli zaszło coś gorszego - Lepsze późnej wejście do akcji niż wcale. 



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics