Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next   

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Nie Maj 03, 2015 8:56 pm
Ale kto wcześnie wstaje, temu Pan Ao daje! Więc skoro tak, to raczej każdy powinien się zrywać jak najwcześniej z łóżka, a nie sie wylegiwać godzinami i wstawać dopiero jak słońce już jest na niebie. Ba! Powinni wstawać dopiero jak ledwie słońce wyjdzie zza horyzontu, więc personifikacja bezsenności, pomimo bycia nienawidzoną - byłaby też bardzo przydatną osobą. Taki jaskiniowiec z maczugą, który bije cię po czaszce ze słowami "zaaaaaaaaaaaaaaraaaaaaaaaaaaz będzie jaaaaaaaaaaasnooooooo" w środku nocy. Bo faktycznie będzie - w końcu księżyc i gwiazdy też dają jakieś światło, prawda?
Ale Hex by już takiej personifikacji nie wypuścił... Oj nie...
Zamordowałby. Bo tak.
Nie sądził że natknie się na kogoś w tych skalnych korytarzach, podróżując stąpnięcie za stąpnięciem przed siebie w kierunku bliżej nieznanym. Nie szedł ani do siebie, ani do groty ofiarnej, ani do jadalni. Poprostu szedł dla samego faktu chodzenia. No, szedł. Przeskakiwał krok po kroczku z nogi na nogę. Nie chciał tracić w nich czucia, ani tym bardziej - ich kondycji. Musi być zdolny do chodzenia, biegania, skakania i innych czynności - inaczej nie przeżyje na terenie Desperacji. Nie bez swoich umiejętności, nie bez możliwości walki. A teraz...
Teraz jest zupełnie bezbronny. Żałosne niemal do bólu dla niego, ale nie może na to nic poradzić. Musi z tym żyć, chociaż przez ten czas.
Nie zauważył nikogo wcześniej, ani jakoś specjalnie na słuchiwał odgłosów stukotu butów, przynajmniej do momentu gdy legł na ziemi. Wtedy, bliżej gruntu, jakoś tak łatwiej mu było usłyszeć że ktoś idzie...
I swoją drogą też zauważyć, że ktoś się zbliża. Ten czerwony kolor włosów coś mu mówił, ale to nie zmieniało faktu, że póki co nie był świadom kim była ta osoba. Przynajmniej nie do chwili gdy dotarła do niego, przykucając tuż obok. Ściągną kapelusz nieco w tył głowy i zadarł takową do góry, by móc spojrzeć na osóbkę, która się do niego odezwała. Na jej pytania czy nic mu nie jest uśmiechną się szeroko, przekręcając na plecy.
- Nic mi nie jest, ale widok Panienki Vivian z tego miejsca i z tego punktu widzenia poprawił mi niezwykle nastrój. Dziękuję za troskę. - Wcale nie zamierzał opierać się pomocy w podniesieniu na nogi, chętnie korzystając ze wsparcia... Huh, trochę niższej od niego Panienki, gdy już udało mu się wyprostować i oprzeć swój ciężar na kulach i - w drobnej mierze też na nogach.
- Choć ta perspektywa też jest miła, Panienko Vivian. Dziękuję ogromnie za pomoc i przepraszam jeśli przeszkodziłem w spacerze. Nie miałem zamiaru. - Odwrócił wzrok nieco na bok ze zmieszanym wyrazem twarzy, głównie przepraszającym. Mimo wszystko - z pewnością przeszkodził Panience w bardzo ważnym, przyjemnym i miłym spacerze. A w żadnym wypadku nie chciał! Poprawił kiwnięciem głowy nieco kapelusz tak, by leżał mu na głowie bardziej konkretnie, aniżeli gdzieś na tyle takowej, a potem w praktyce już chciał ruszyć...
Ale szybko się rozmyślił, przynajmniej chwilowo, bo znów krzywo postawił kule, lecz tym razem złapał równowagę, nie spadając na Vivian jak jakaś ściana. Tsh.

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Nie Maj 03, 2015 10:31 pm
Jak widać pomimo jakże pozytywnie nastrajającej maksymy, mało kto się do niej stosował. Może obietnica darów była zbyt mało przekonująca, by zmotywować niektórych do zrywania się z pieleszy skoro świt? W końcu jak powszechnie wiadomo, w okolicach poranka każde, nawet najbardziej podłe posłanie jest królewskim łożem i wytwarza własną, niewiarygodnie silną grawitację. Stąd też osobnik walący biednych, zaspanych ludków maczugą po głowach raczej nie spotkałby się z szerokim uznaniem. W końcu wszyscy wiedzą nie od dziś, że mało kto przyjaźni się z budzikiem. Przydatność swoją drogą, ale sympatii raczej by nie zyskał. Nie w tym świecie pełnym leniów, gdzie tylko nieliczni pracusie doceniliby wartość porannej pobudki.
Tak, niech ją zamorduje. Sprawcę zaniku bezsenności Vivian zapewne by serdecznie wycałowała, wyściskała i ogólnie uznała za najwspanialszą osobę na świecie. Byłby to cudowny wybawca, rycerz na białym koniu, wyrywający strudzoną damę ze szponów okrutnego smoka.
Jacyś chętni?
Widzę las rąk.
No, może i w dalszym ciągu nie było za dobrze ze spaniem, ale w chwili obecnej miała już jako-takie towarzystwo. Co prawda jej radość przysłonił niezbyt przyjemny wypadek, jakiemu uległ napotkany osobnik, ale i tak było to szczęśliwe zrządzenie losu. Wreszcie ktoś się napatoczył! Spragniona widoku normalnej twarzy, nie mogła przestać się uśmiechać. Śpiochy tracą, to fakt. Przegapiają dokładnie ten widok, jaki mógł teraz do woli podziwiać zielonowłosy - wyszczerzona od ucha do ucha, ruda i rozczochrana kobietka z euforycznymi ognikami w szarozielonych oczkach. To nie jest taki wyraz twarzy, jaki można łatwo opisać. Dodatkowo, przychylna reakcja biedaczyny o kulach tylko bardziej ją ucieszyła. W końcu mógł się okazać jakimś gburem, odtrącić pomocną dłoń i pójść w swoją stronę, nie zwracając na Akane żadnej uwagi. A tu proszę, nawet ją kojarzył!
W sumie... no, nie mógłby nie kojarzyć. Bądź co bądź, mimo swojego okropnego braku ambicji, piastowała tu całkiem wysokie stanowisko. Nie było więc niczym dziwnym, że imię członkini starszyzny kojarzyła zdecydowana większość wiernych, nawet tych nowszych nabytków Kościoła.
- Też dobrze cię widzieć! Tylko wybacz, ale nie pamiętam twojego imienia. Przypomnisz mi~? - zagadała z rozradowaniem, gdy tylko ten jakże miły osobnik stanął na nogi. Skądś go kojarzyła, bo jak tu nie zapamiętać kogoś o tak niezwykłym wyglądzie? Tylko jego miano zagubiło się gdzieś w odmętach pamięci wymordowanej. Niektórzy mieli łatwiej - zapamiętali swoje najbliższe otoczenie, prorokinię, trójkę z rady starszych i wio! - już byli obeznani. Viv choćby chciała, nie zapamiętałaby wszystkich wiernych z imienia, a co dopiero jakiejś większej ilości informacji. Stąd też mimo szczerego zapału, w razie potrzeby po prostu dopytywała. W końcu to nie jakaś wielka hańba, prawda?
- Ależ to nie przeszkoda, Ao mi cię zesłał! Od dłuższego czasu miałam nadzieję spotkać tu kogokolwiek, a tu tylko same pustki... masz coś przeciwko, żebym poszła dalej razem z tobą? - dodała, przechodząc przez wszystkie fazy - od entuzjazmu, przez rozżaloną minkę zbitego szczeniaczka, po zachęcające spojrzenie spod trzepoczących rzęs. Mogła sobie wyglądać na te trzydzieści lat, ale na swego obecnego rozmówcę patrzyła z dołu niczym młoda dziewczynka. Tak, maleńka stulatka, niezły paradoks. Mutanty tak mają i już.
Oj, biedaczek się zachwiał. odruchowo podniosła ręce, gotowa łapać mężczyznę, ale na całe szczęście sam odzyskał równowagę. Mogłoby się okazać, że wylądowałby na rudej i nie miałby go już kto podnieść drugi raz. Może lepiej nie próbować takich akrobacji...
- Ostrożnie, ostrożnie. W ogóle, co to ci się stało? - No, rozgadała się nam gadzina. Podobno nie ma nic gorszego niż kobieta ze słowotokiem, a jeszcze ponoć wszystkie mają do niego skłonności. Może się jeszcze uspokoi, ale to nic pewnego. Jeżeli nie znajdzie ze strony towarzysza objawów sprzeciwu i nie skończy jej się temat, to może tak szybko nie skończyć. Przynajmniej pozostawała przy uprzejmych pytaniach, a nie własnych opowieściach, bo biedny wierny padłby tu zaraz z nudów.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Pon Maj 04, 2015 6:28 pm
No nie wiem. Jeśli ktoś by spał na suchej skale, przykryty byle kawałkiem koca, to by już raczej jednak zerwał się, nie chcąc dłużej męczyć pleców. Choć... Kto wie, kto wie?
A chętnie. Niech ją tylko spotka, to to zrobi. I są dwie ręce w górze wysoko! To za mało? Buuu. Więcej nie damy, bo nie mamy, chyba że sobie jakoś Hexik wyhoduje... Hm... Tylko jak się hoduje sobie dodatkowe kończyny... No, Hexik, masz coś do wypełnienia myśli. Wio.
Szczęśliwym zrządzeniem losu było to, że zielonowłosy się wyrąbał na nierównej posadzce i prawie potracił zęby... A żeby nie tracić zębów, musiał wyrzucić jedyne swoje podpory w kosmos i się zaprzeć. I się udało. A potem musiał się czołgać... Czołgać... Ale nie zdążył się doczołgać, bo ktoś się okazał chętny do pomocy. I to nie byle kto, bo sama panienka ze Starszyzny! Zaszczyt! I to już drugi raz, po raz kolejny miał okazję spotkać zbiegiem okoliczności kogoś ze starszyzny. Jeszcze trochę i zaliczy wszystkich... Ekhem, w kwestii poznawania, nie innej. W sumie musi pogratulować Taihen Shi awansu...
A przy okazji zamarudzić na zakaz zabijania i ofiar z aniołów. To było takie miłe, takie przyjemne... Tak fajnie było zabijać te anioły, słyszeć ich krzyki bólu i cierpień, rozrywać ich ciała, mordować, niszczyć, torturować... Mmm...
Kurde. Szkoda że to odeszło.
- Nie wątpię że Panienka mnie nie kojarzy, z pewnością jest też dużo innych wiernych w Kościele. Mam na imię Hex i miło mi poznać Panienkę osobiście! Uchyliłbym kapelusza, ale obawiam się konsekwencji, więc wybaczysz mi to? - Spytał ze skruchą. Mimo wszystko - powinien powitać Panienkę z jak największymi honorami i szacunkiem, jak każdą kobietę, a w tym stanie nawet obawiał się wykonać innych gestów, niż utrzymywanie ciężaru na kulach. Przynajmniej póki nie może jeszcze oprzeć pełnego ciężaru na nogach. Podskakiwanie to już inna kwestia, byleby móc stanąć. Chodzenie to już swoją drogą, na razie ważna jest kwestia stania choćby w miejscu...
Ale z tym jeszcze poczeka.
Zaskoczył go fakt propozycji Panienki. Czuła się samotna w swojej celi, a może poprostu wolała pospacerować w korytarzach, i szukała towarzystwa? Nie jest to ważne, ale z przyjemnością postąpi razem z nią trochę. W końcu...
Sam nie robi tego z większego powodu, dlatego odpowiedział na to pogodnym, wyraźnym uśmiechem i kiwnięciem pełnym aprobaty. Nie mógł przecież odmówić fazowemu przekonywaniu go z pomocą zarówno euforii, smutnej miny, jak i kokieterii. Taki kotkajl załatwiłby każdego.
- Będę zaszczycony, Panienko, tylko kręcę się tu bez celu, dla samego faktu by nie zastały mi się kości. No i przepraszam za swoje tempo od razu, ale przeskakiwanie nie jest takie znowu proste. - Zamarudził lekko na końcu. Na szczęście, wystawianie dłoni od strony Panienki ze starszyzny nie były potrzebne, stąd też pokręcił leciutko głową na boki na widok jej gestu. Udało mu się jakoś w miarę ustanąć. I nie marudzimy na rozgadanie - on sam bywał dość gadatliwy, więc akruat tutaj nie mieliby żadnych problemów. Byłby najwyżej konkurs kto kogo przegada...
I pewnie by zremisowali.
Choć pytanie było... Cóż. Spojrzał z lekkim niesmakiem na swoje nogi, po czym westchną odrobinę, zaczynając powoli "kroczyć" wzdłuż korytarza.
- Pamięta Panienka atak na Kościół? Brałem udział w jego obronie. Niestety muszę się przyznać że to z mojej winy jeden z tuneli wychodzących stracił podłoże... Ale chociaż daliśmy im solidną nauczkę. To efekt tej walki - moja przeciwniczka rozcięła mi głęboko obie łydki, i teraz powoli nogi dochodzą do siebie. Zapłaciła za to życiem... - Z lekkim zamyśleniem oblizał wargi niczym głodny zwierz na widok rannej ofiary, gotowej do pożarcia...
Ale szybko otrząsną się z tego stanu, potrząsając zamaszyście głową. Do tego stopnia że kapelusz spadł mu z głowy i wylądował na głowie Vivian...
...
I mimo wszystko, nie mógł cicho nie zachichotać na ten widok.
- Ładnie Panienka wygląda w tym kapeluszu. Co w sumie Panienka robi sama o tej porze w korytarzach? - Spytał, z wyraźnym zaciekawieniem spoglądając ku Pani Andersson. W końcu... On mógł się wytłumaczyć bezsennością. A ruda osóbka?

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Pon Maj 04, 2015 9:45 pm
Zależy, jak bardzo się komu chce spać. W końcu są i tacy, których zmęczenie doprowadzi do zaśnięcia w nawet najbardziej niekomfortowych warunkach. Na kamieniu? Żaden problem. Na stojąco? Też się da. Bez względu na to, jak bardzo by to nie było niewygodne, czasem po prostu trzeba się na chwilę wyłączyć ze świata i pozwolić sobie odpłynąć w krainę sennych marzeń...
Czyli jest chętny? Wspaniale! Dwie łapki w górze doskonale wystarczą, by dobre chęci zostały dostrzeżone, nie trzeba hodować nic dodatkowego. Po odbiór jakże przyjemnej nagrody zapraszamy po wypełnieniu zadania. A nie jest to taka prosta rzecz! Skoro już tyle czasu sama walczyła z tą wredną mendą, bezsennością i niczego to nie dało, to doprawdy niezwykły musiałby być ten, co by nieznośną zmorę obezwładnił i pozbawił władzy nad biedną, niewyspaną Akane. Osiągnięcie satysfakcjonującego dla niej stanu rzeczy nie mogło być, niestety, rzeczą prostą - inaczej już dawno by sama do tego doszła i rozwiązała problem. Skoro więc nie poradziła sobie w pojedynkę to prawie na pewno potrzebuje jakiejś pomocy.
Neh, nie zrozummy się źle. Za radosne wydarzenie można uznać sam fakt napotkania innej żywej istoty, zaś okoliczności tegoż - już raczej nie. Serce samo się rozpadało na kawałki na widok czołgającego się po ziemi osobnika, przez co rzucenie się na pomoc było odruchem nie tylko uzasadnionym, ale wręcz naturalnym, właściwie koniecznym. Kto nie byłby uderzony takim widokiem jednego z wiernych? Wiemy już, kto był - ciekawie określona jako "panienka" Vivian nie byłaby w stanie minąć leżącego tymczasowego kaleki obojętnie czy też nawet pozwolić mu samemu się męczyć z powrotem do właściwej humanoidowi pozycji pionowej.
- Chciałabym spamiętać wszystkich, ale jak widać, to ponad moje siły. Czuję jednak, że twoje imię zostanie mi w głowie! Nie przejmuj się takimi drobnostkami, wolę żebyś ustał na nogach - stwierdziła z wyraźną troską w głosie, lekko poklepując nowego znajomego po ramieniu. To takie kochane z jego strony! A już myślała, że w tych czasach nie ma żadnych prawdziwych dżentelmenów. Takie przypadki jak ten oto Hex przywracały nową nadzieję w sercach spragnionych prawdziwych mężczyzn niewiast.
Przechyliła nieco głowę w bok i przymknęła oczki w szerokim uśmiechu, po czym przesunęła się, by pozwolić zielonowłosemu kontynuować poruszanie się naprzód. Wykonała zgrabny, niemal taneczny obrót, zajmując miejsce po jego lewej stronie na tyle daleko, by mógł swobodnie przemieszczać kule i na tyle blisko, by nie izolować się od rozmówcy.
- Och jak wspaniale! Teraz mamy wspólny cel w postaci braku konkretnego celu. Nie przejmuj się tempem, nigdzie mi się nie spieszy. - Wesoły nastrój dosłownie promieniował od czerwonowłosej istotki, jakby wewnątrz kamiennego korytarza zajaśniało małe szkarłatne słoneczko. Dobry początek dnia to wspaniała sprawa i oby nic go nie zepsuło. Byłoby szkoda zmarnować tak przyjemny nastrój, w jaki wprawiło kobietę nieoczekiwane, a wytęsknione spotkanie.
Przy zetknięciu się dwóch gadatliwych osób przynajmniej nie można narzekać na nudę, gdyż w dużej mierze ma się gwarancję, że nie zamilkną oboje na raz przez jakiś dłuższy czas. Albo jedno będzie nawijać, albo drugie. Ewentualnie zaczną się nawzajem przekrzykiwać, ale nie byli chyba tak beznadziejnymi przypadkami gaduł, by tak niemiły incydent mógł mieć miejsce. Dobra zasada to "Najpierw słuchać, później mówić".
- Moje biedactwo... - westchnęła nad losem rannego - Tak, pamiętam ten atak. Całę szczęscie mamy takich dzielnych obrońców... cóż, mam nadzieję, że niedługo dojdziesz do siebie - zakończyła optymistycznie nieco bezsensowny zlepek zdań. Przykro było roztrząsać fakt, że ktoś ośmielił się napaść na Kościół i poturbował im wiernych. Na szczęście agresorów spotkała zasłużona kara.
Po części zignorowała takie, a nie inne miny swego kompana. Po części też nawet gdyby zwróciła na nie uwagę, to w niczym by jej to nie zdziwiło. Świat jest pełen osób czerpiących przyjemność z zadawania bólu, o niemal zwierzęcym podejściu do innych istot. Sama była jedną z wymordowanych, którzy przecież byli zezwierzęceni, dzicy i nieokrzesani, wedle rzecz jasna opinii wśród innych ras. Spróbujcie przeżyć w Desperacji to zobaczymy, ile w was zostanie człowieczeństwa.
Przez chwilę nie skojarzyła, co się w ogóle dzieje, gdy świat przesłonił jej spadający przedmiot. Nie przerywając powolnego marszu wymacała rondo kapelusza i uniosła go lekko, odsłaniając oczy. Zaśmiała się wdzięcznie z tego jakże zabawnego incydentu, po czym sięgnęła nakryciem głowy w górę i umieściła go z powrotem na łebku prawowitego właściciela.
- Cóż, uwierzę ci na słowo. W takim kapeluszu nie da się wyglądać źle. - Prawda, że musiała wyglądać zabawnie, ale siła rzeczy lustra ze sobą nie nosiła. szkoda. Może kiedyś jeszcze odnajdzie Hexa i wypożyczy od niego owo nakrycie, by choćby zobaczyć, jak w nim wygląda.
- Ech, no nie mogę spać ostatnio. Skoro więc sen nie przychodzi, to ja się mogę przespacerować, co nie? Może jak się zmęczę, to w końcu jakimś cudem zasnę - odparła z jakże szczerą nadzieją. Byłoby miło, ale czy się uda?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Wto Maj 05, 2015 4:50 pm
Nie zawsze trzeba, niektórzy nie muszą. Takie maszyny. One mogą sobie radzić bez snu wiekami, jedynie czasem podłączając się do kontaktów. To jest sposób na życie! Ładujesz się i jedziesz dalej.
Ale rozwiązanie na bezsenność jest, co więcej, jako członkini starszyzny KNW Panienka Vivian powinna być świadoma zbawiennych na sen skutków kontaktów intymnych z innymi. Są wyjątkowo męczące, a duże zmęczenie to gwarancja długiego snu. Więc w sumie łapki nie będą w tym tak potrzebne, tylko inne części ciała...
Ale łapkami też można coś zrobić. Można... Zatańczyć! Taniec to też męcząca forma aktywności fizycznej. I znów zmęczenie = sen. To prosta logika! Nawet mikser by ją pojął!
Oj, to Desperacja. Widok czołgającego się po ziemi człowieka to nic nowego, gdy widzi się często setki podgniłych trupów, albo nawet same, ogryzione kości. Widok jednego, czołgającego się człowieka to już coś... Co powinno być na porządku dziennym, prawda? Ale to też w wypadku czerwonowłosej kwestia jej własnego podejścia, i faktu że jest członkiem rady starszyzny, dbającej o wiernych. Więc... Była bardziej wrażliwa na punkcie swoich podopiecznych, prawda?
- Dziękuję, Panienko. Jak tylko zyskam okazję, zrekompensuje Panience jakoś to kiepskie powitanie. Coś wymyślę. A przynajmniej spróbuje. - Uśmiechną się na powrót, próbując już teraz wymyśleć coś czym mógłby zadośćuczynić za ten brak szacunku teraz. Nie był nawet zdolny skłonić kapelusza, czy ucałować dłoni Panienki Vivian, to było bolesnym ciosem dla jego honorowej, męskiej duszy! I to jednym z bolesnych, bo zawsze lubi sprawiać dobre wrażenie, i takie też zostawiać aż do samego końca. Tak już ma, lubi być dobrze postrzegany. To lepsze niż bycie widzianym jako potwór czy gbur, prawda? Drugim może nie jest, acz pierwszym...
Khem! Widok tanecznego obrotu Panienki Akane wywołał u niego szerszy uśmiech. Mimo wszystko, zaskakiwali go, ta starszyzna. Najpierw Apolyon, który okazał się nie lubić płaszczenia wobec niego, a teraz Vivian, która też okazuje się być całkiem przyjemną i miłą osobą. No no no, aż dziw że wiara w Ao jeszcze nie rozpierzchnęła się na dobre, skoro Kościół ma tak dobrych ludzi na wysokich szczeblach.
- To dobrze, bo nawet gdybym chciał, raczej szybciej niż tak nie będę się poruszał. - Westchną z lekkim zawodem, bo trochę mu to nie pozwala na żadną aktywność z innymi. Tylko stuk, stuk, stuk, stuk, nie może skakać, biegać, bawić, nic nie może! Argh! Dlaczego!? Mh, gdyby nie ta ciemność w tym jeziorze, wszystko byłoby w porządku, i najpewniej żadne z przeciwników nie wyszłoby żywe stamtąd...
Raczej pod tym względem nie ma co liczyć na to, że Hex okaże się być na tyle niemiły, by przekrzykiwać racje i słowa Akane. Bardzo rzadko zdarza mu się komukolwiek przerywać, chyba ze naprawdę plecie prawdziwe głupstwa. A rudawa Panieneczka nie wyglądała na osobę, która się specjalizuje w takowych.
- Dam radę. Bywało gorzej. - Kiwną głową z uśmiechem na twarzy. Bywało dużo gorzej...
Choć fakt tego że co rusz rozszarpuje sobie żyły wcale nie pomaga mu w powrocie do zdrowia, ale o tym nie trzeba wiedzieć. Przynajmniej tak długo, jak bandaż nie przemoknie, albo nie zacznie mu brakować krwi w organiźmie. A do tego jeszcze trochę...
Wspomnienia tamtej walki wciąż napawają go sprzecznymi uczuciami. Zarazem był usatysfakcjonowany tym, co zrobił, ale też z drugiej strony zawiódł się na tym, jak przeciwniczka uległa jego zdolnościom i została zabita przez jeden, celny cios. Nawet nie miał okazji ujrzeć jej twarzy, niczego... Nie miał zielonego pojęcia, z kim w ogóle walczy. To było najciekawsze i najdziwniejsze.
Przychylił lekko głowę, pomagając Vivian w założeniu na swoją głowę kapelusza. Musiałaby stawać na palcach by wcisnąć mu ten kapelusz na głowę, a nie chciał by się aż tak wysilała przy tym. Kiwnięciem głowy spróbował jako tako poprawić kapelusz, ale jedyne na czym się skończyło, to kosmyk włosów z czoła opadł mu na oko. Z rezygnacją dmuchną na niego, ale widząc że nic z tym nie zrobi pokręcił głową lekko, i wrócił myślami do zielonookiej.
- Nie próbowała Panienka ziół nasennych od naszych uzdrowicieli? Albo chociaż oddawania ofiary Ao nocą z jednym z wiernych, by łatwiej było zasnąć? - To pierwsze, dwa pomysły jakie wleciały mu do głowy a pro po bezsenności. Sam wiedział że w jego wypadku się nie sprawdzą przez fakt że on nie tyle co nie może...
Co nie chce zasnąć. Boi się zasnąć.
To co innego niż niemożliwość zaśnięcia nawet przy próbach takowej czynności.

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Wto Maj 05, 2015 5:55 pm
Cóż, maszynom to dobrze. Nie mają tylu ludzkich problemów, że aż pozazdrościć. Omija je jednak sporo ciekawych rzeczy, jakich można doświadczyć będąc normalną istotą żywą. Wszystkie emocje, relacje i inne typowe dla ludzi zjawiska - aż żal by było z tego rezygnować, nawet mimo wszystkich wad, jakie niesie ze sobą posiadanie uczuć. Niby co kto woli, ale... za nic by z tego nie zrezygnowała. Zamienić motylki w brzuchu na pustkę, emocje na pusty komunikat? Nie, brzmi raczej słabo. Może kto inny by to polubił, ale to raczej rzadsze niż częstsze.
Zmęczyć się - też metoda. W końcu jest na to tyle ciekawych, przyjemnych i/lub pożytecznych sposobów, że grzechem by było nie skorzystać z takiej możliwości. W końcu nieskończona pula różnych aktywności powinna zużyć wystarczająco energii, by delikwent nie musiał długo czekać na to, aż mózg sam się "wyłączy", pozwalając sobie na odpoczynek. Powinna, ale nie zawsze to tak działa. Czasami pech chce, żeby nawet najbardziej zmordowana osoba musiała w nieskończoność liczyć skaczące przez płotek owce, by dopiero przy którejś o numerku grubo przekraczającym milion w końcu pojawił się upragniony sen. I to na krótko, gdyż lubił się przerywać po kilka razy, a ledwie z nastaniem świtu - znikać niczym nieodpowiedzialny ojciec zagadany o alimenty. I nie poradzisz, tylko chodzisz coraz bardziej i bardziej zmęczony, niewyspany, rozdrażniony...
Ale nawet nieprzyjemne skutki braku snu nie byłyby w stanie odwieść Akane od bycia sobą. Oznaczało to tyle, że chociaż była niemożliwie sfrustrowana najpierw bezsennością, a później samotnością, to jedno oczekiwane przez nią wydarzenie od razu poprawiło jej nastrój na tyle, by zapomniała o swojej wcześniejszej złości i z promiennym uśmiechem zajęła się dotrzymywaniem towarzystwa wiernemu. Nie dało się nie zauważyć, że każdego z nich traktowała z najwyższą opiekuńczością, do czasu aż jej jeden z drugim nie podpadł. Ci mieli z lekka przekichane... no, ale na tych to nie ma co zwracać jakiejś większej uwagi, zwyczajne głupki, żeby gorzej nie nazwać.
- Właśnie! W końcu jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było - podsumowała radośnie przy pomocy tego jakże optymistycznego powiedzonka. W końcu nie wyglądało to aż tak źle, skoro był w stanie poruszać się choćby o kulach. Gorzej, gdyby stan zdrowia przykuł nieszczęśliwie zranionego Hexa do łóżka tak, że już w ogóle mógłby zapomnieć o ożywczych spacerkach. Wtedy zazwyczaj do roboty pozostaje tylko przyjmować ewentualnych odwiedzających, rozmyślać i... spać. Sen to chyba słowo dnia, bo powraca do nas jak bumerang. Ale taka prawda, że jednym z najczęstszych zajęć obłożnie chorych jest sen, w końcu odpoczynek dobrze robi na zdrowie. Gorzej, gdy ktoś spać nie może.
Musiała się trochę wspiąć na palce, by porządnie ułożyć kapelusz na głowie swego kompana, jednak lekki skłon z jego strony znacznie to ułatwił. Spojrzała na swe "dzieło" z ukosa, jednak nie wydało jej się w stu procentach satysfakcjonujące. Zielone włosy okazały się być trudnym współpracownikiem, co doskonale znała z doświadczenia - czerwone kudły Vivian wykazywały bardzo podobne właściwości. Uniosła więc lekko kapelusz znad czoła Hexa i delikatnym ruchem schowała niesforny kosmyk na jego właściwe miejsce, tak by nie irytował właściciela swoim nagłym pojawieniem się w polu widzenia.
- Próbowałam, próbowałam - swoich własnych, bo przecież też kiedyś byłam zwykłą uzdrowicielką. Ci obecni chyba mają mnie trochę dość, bo co chwila zaglądam do nich po opatrunki i maści. Taki przykry talent do robienia sobie krzywdy - westchnęła cichutko - No i pomagały, ale na krótko. Wszystko pomaga tylko na krótko. Chyba po prostu muszę znaleźć przyczynę i ją zlikwidować, ale nie mam najmniejszego pojęcia co jest na rzeczy. - Mogła eksperymentować z różnymi środkami mającymi pomóc w zasypianiu, ale jakoś nie widziało jej się codzienne picie ziołowych herbatek czy też nieustanne męczenie się do granic wytrzymałości. Lepiej by było po prostu, żeby mogła usnąć jak normalny człowiek, zamiast kombinować z nie wiadomo czym.
Przyłożyła dłoń do głowy zaraz nad czołem i zatapiając palce pomiędzy pasmami włosów, odgarnęła je do tyłu, by nie zasłaniały jej twarzy. Musiała tak robić przeciętnie co kilka minut, gdyż te dzikie stworki zdawały się mieć nieustanne zrywy niepodległościowe i próbowały przejść władzę nad głową Viv. Stąd też nieustannie tłumiła te bunty z mniejszym lub większym zaangażowaniem, choć i tak rzadko jej się zdarzało choćby związać czerwone kosmyki. I tak prędzej czy później by się wysmyknęły. Może zaproponować je jako nowy żywioł?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Wto Maj 05, 2015 8:07 pm
Ale mają też sporo innych, zapewne ciekawych...
Hm...
Nie, cofam to. Maszyny egzystencja nie może należeć do najciekawszych. Wszystko oparte na sztywnych kodach, zasadach, bez możliwości stworzenia czegoś nowego, niezwykłego, innego, wyjścia poza schemat. Gdyby nie fakt że "syntetyczni" nie znają pojęcia nudy czy znudzenia się, bo by im to z pewnością doskwierało.
Uch, to już jednak jakaś kiepska recydywa z tym problemem ze snem. Może więc codziennie, każdego wieczorka, młotkiem w głowę i tracić przytomność? Co prawda obudziłoby się z bólem głowy, ale za to byłoby się wyspanym! Tylko w sumie co lepsze. Powolne uszkadzanie czaszki, czy wyspanie się. Uszkodzenia, wyspanie, uszkodzenia, wyspanie, uszkodzenia, wyspanie...
Hmmmmm...
Ciężko się zdecydować w sumie, ale chyba by postawił na niszczenie czaszki. Gdyby to tak pomogło z koszmarami, owh, ale byłby zadowolony z tego powodu niesamowicie, och, och... Nawet nikt nie ma pojęcia, jak bardzo.
Cóż, więc w tym Vivian i Hex są podobni. Oboje, nawet pomimo niewyspania, nie są odciągnięci od swoich charakterów. Nawet jeśli sfrustrowani, zmęczeni, poirytowani - to nie zmienią przez to swoich charakterów by zaraz zacząć być marudnymi i nieprzyjemnymi ludźmi. Poprostu nie zmienią się przez byle worki pod oczami czy ziewanie, nah? Nu, i git. Więc niech zostaną z tym faktem i będzie dobrze.
Kiwną zgodnie głową na jej podsumowanie. Fakt, nie było jeszcze aż tak fatalnie, by jakoś nie szło. Mogło być gorzej. Znacznie gorzej. A tak - może sobie spacerować, zapamiętywać rozkład Kościoła, rozmawiać z innymi... Ot, poprostu być. I git.
Oj no, nie było chyba aż tak ciężko zawiesić mu ten kapelusz, prawda? To różnica niepełnych 20 centymetrów, ale jednak wolał pomóc Panience Vivian w tym działaniu, by nie musiała się aż tak wysilać z tym. Poza tym - nie jest jeszcze takim kaleką by nie móc się przychylić. Bez przesady.
- Dziękuję. - Rzucił z kiwnięciem głową w ramach podziękowania gdy pomogła mu z niesforną fryzurą. Teraz było dużo lepiej. Przynajmniej nie zasłaniała mu zielona sałata... Znaczy, jego włosy, o.
- Hmmm... Może niewygodne posłanie? Może jakaś sprawa? Może czegoś twoje ciało potrzebuje do zaśnięcia? A może potrzebujesz towarzystwa by zasnąć? Próbowałaś zasnąć w łóżko z kimś jeszcze? Czasem towarzystwo innej osoby potrafi sprawić cuda. - Przyznał, wiedząc doskonale o tej kwestii. Czasem sam fakt czyjegoś towarzystwa był niezwykle pomocny w tej kwestii. Jemu pomagało to odgonić koszmary, ta świadomość że ktoś był tuż obok. Że mógł kogoś trzymać, czuł ciepło jego skóry, zapach jego ciała. To było naprawdęk kojące. Prawdziwie kojące.
Podrapał się lekko po lewym przegubie po zsunięciu kul. Ta rana cholernie piekła, ciągle się przypominała... Ciągle mówiła o...
Nie! Nie waż się o tym myśleć! Myśl o czymś innym! Mów cokolwiek innego! Coś, coś... Cokolwiek! Teraz! Już!
- W sumie nie miałem okazji o to spytać... Czym się zajmujesz, jako członkini Starszyzny, Panienko Vivian? - Tak. To naprawdę był temat na teraz, na szybko. Musiał zająć myśli czymś, czymkolwiek. Nie mógł choćby na moment pozostawić wolnej dziury, by przypomniała o...
O czerwieni...

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Wto Maj 05, 2015 9:25 pm
Młotkiem w głowę? Cóż, niby skuteczne, ale jeżeliby spojrzeć na fizyczną wytrzymałość panienki Andersson, metoda zadziałałaby raz, no najwyżej dwa. Ale za to z jaką skutecznością! Nie miałaby problemu z zapadnięciem w sen przez... cóż, całą wieczność. Niby dobrze, ale oprócz zasypiania naprawdę chciałaby również się budzić. W końcu żal by było zostawiać to jakże ciekawe ziemskie życie na rzecz przedwczesnej śmierci. Tyle ją tu jeszcze czekało! Tak wiele wspaniałych wydarzeń, ciekawych ludzi, pasjonujących hobby i talentów, które mogła w sobie odkryć...
Dooobra, dość. To brzmi, jakby biedaczka już co najmniej leżała na łożu śmierci w agonalnych drgawkach, a nie przechadzała się radośnie tanecznym krokiem po wykutym w skale korytarzu. Jeżeli będzie na siebie uważać, to do zgonu ma jeszcze bardzo daleko. Jeden już przeżyła (jak to dziwacznie brzmi) i zdecydowanie jej wystarczy, drugiego nie potrzeba. Doskonale sobie daje radę w drugim życiu, naprawdę.
Podobieństw można by znaleźć więcej, ale to jedno rzeczywiście było ciekawe i, można powiedzieć, bardzo pozytywne. W końcu niejeden pod wpływem przykrej sytuacji czy jakichś niemiłych przeżyć stałby się poirytowany, zgorzkniały, słowem - nie do zniesienia. A tu mamy taką dwójkę istotek, które bez względu na okoliczności zachowują swoją osobowość i są po prostu naturalni. Cóż, w przypadku Vivian chyba nie dałoby się, by była nienaturalna, bowiem bardzo duża ilość zachowań w rzeczywistości odpowiadała jej charakterowi. Potrafiła się zmieniać jak kalejdoskop, ale przynajmniej nie robiła tego często - inaczej jej nieszczęsne otoczenie by całkowicie powariowało.
Nie było między nimi dużej różnicy wzrostu, ale siłą rzeczy nie mogła zobaczyć czubka głowy mężczyzny - a właśnie to by się przydało, by prawidłowo osadzić na niej kapelusz, który przed chwilą jeszcze sama nosiła. Możliwe, ze to właśnie z tego powodu fryzura Hexa wymagała drobnych poprawek, na szczęście zielonooka tym również się zajęła. Pełen pakiet usług!
- Proszę, proszę - odparła śpiewnie, ciesząc się ze swojej przydatności. W ciągu tych kilku minut spotkania zdążyła zapałać do nowego znajomego dość dużą sympatią. W końcu był taki miły! Trudno by było nie czuć się urzeczoną takim uprzejmym zachowaniem ze strony wiernego.
- W sumie to możliwe... nie nocowałam z nikim od dawien dawna, jak sięgam pamięcią. Więc może by pomogło. Teraz tylko znaleźć chętnego - stwierdziła entuzjastycznie, kiwając głową w wyrazie aprobaty dla pomysłu mężczyzny. Pluszak to nie to samo co żywa osoba, której ciepło i bijące serce można poczuć w samotną noc... a więc może taka terapia by poskutkowała. Na poszukiwania ofiary pomocy miała calutki dzień, bo do wieczora i tak ma lepsze rzeczy do roboty niż spanie. Nie chciałaby rozregulować sobie i tak zszarganego zegara biologicznego poprzez spanie w dzień.
- Och, w sumie to nic nadzwyczajnego. Doradzanie prorokowi, podejmowanie różnych decyzji... na przykład kogo przyjąć w szeregi wiernych, kogo stracić, co komu powierzyć... takie różne drobne sprawy, przy których ktoś musi zadecydować. Ale nasza trójka głównie robi za doradców, bo ostatnie słowo i tak należy do proroka. Znaczy teraz, do prorokini - która, nawiasem mówiąc, w opinii Akane była naprawdę cudowna. Choć młoda, miała wiele rozsądku i zgadzanie się z nią stanowiło dla wymordowanej czystą przyjemność.
- Też chcę wiedzieć coś o tobie~! Czym się na co dzień zajmujesz? I co lubisz robić? - zainteresowała się, bo co się ma tak tylko pozwolić pytać. Kiedy rozmówca poznaje ją, ona chce poznać rozmówcę. Obustronna wymiana informacji w końcu zacieśnia więzi.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Sro Maj 13, 2015 1:14 pm
E tam, budzenie się. Zawsze jest szansa na reinkarnację, jeśli wierzy się w tego typu rzeczy. Może po tym by się obudziła jako ładna wiewióreczka? Albo nie wiem, rybka, albo coś innego. Zawsze jest szansa na fajne życie po śmierci. A jeśli nie, cóż - chociaż będzie ten jeden, definitywny koniec. Koniec z problemem ze snem, koniec ze zmęczeniem, koniec z problemami, koniec z... Wszystkim. Tylko błogi spokój, Valhalla, Niebo, Piekło, Limbo, Nirvana czy co tam sobie wymarzycie. Do wyboru, do koloru!
E tam. To takie niezapomniane przeżycie! Takie... Takie ostateczne uczucie! Takie... Takie... No wiadomo jakie to uczucie. Jedyne w swoim rodzaju i możliwe do przeżycia tylko raz, hehe.
Może poprostu już przeżyli za dużo, i wiedzą że nie ma po co pod wpływem jakichś sytuacji trzymać urazę do całego globu? W końcu sytuacja zazwyczaj zawiera się w określonym czasie i określonej grupie ludzi, nie ma po co wciągać do takowej zupełnie obcych przechodniów, darując im swój "jad". Nie tędy droga. Nie warto, nie warto! Oj, nie warto! Poza tym - będąc miłym, szybciej można powrócić do normy niż rozdrapując ranę i rozpamiętując urazy.
Może Panienka powinna otworzyć salon fryzjerski w Kościele? To byłaby furora rodem stołówki z darmowym jedzeniem, hehe.
Kiwnął głową z uśmiechem na jej śpiewny głos, bo czemu nie? Nie chciał dziękować za to "proszę", bo by się zamknęli w niekończącej się spirali podziękowań i proszenia, a tego nie było trzeba, prawda? Prawda. I och, nie mów tak, bo jeszcze Hex by się zarumienił gdyby to słyszał, hehe.
- Biorąc pod uwagę że moja przydatność dla Kościoła jest chwilowo zerowa, a Panienkę wyraźnie polubiłem - bez problemu mogę się zgłosić na ochotnika. Tylko musiałaby mnie Panienka odebrać z mojej celi, bo trzeba dać coś Azusiowi. - Mówił to poważnie, z uprzejmym uśmiechem, pokiwując co rusz głową by zapewnić kobietę że nie żartuje. Tak... Nie ma to jak być psycholem, obłąkańcem, opętanym żądzą krwi... I hodować króliczka. Tak. Dokładnie tak. To jest wprost kontrastowe, poprostu... Nope. Takie coś nie powinno się w ogóle zdarzyć, ale co zrobić? Facet jest poprostu dziwny. I ma królika. I jest dziwny. I ma królika. Tak, chyba dziwniejsze jest to że ma królika niż sam fakt że on jest dziwny.
Z uwagą słuchał wyjaśnień na temat pracy członkini starszyzny, pokiwując głową że rozumie. A więc zadaniem starszyzny jest typowa, standardowa papierkowa robota.
- Więc w sumie zajmujecie się... Papierkową robotą, ujmując w skrócie, prawda? - Spytał, prostując i skracając jak się da wyjaśnienie tego wszystkiego. Bo tak w jednym, krótkim zdaniu można ująć to, czym się zajmują, prawda? Prawda.
Och, a więc teraz on powinien coś o sobie powiedzieć, hm... Tylko co? Ciężko stwierdzić czym zajmuje się na co dzień wierny, robi w praktyce wszystko, do czego można go zgarnąć. Co lubi? Hm... To też jest...
Cóż. Dobre pytanie. Wziął więc wdech i zaczął mówić, patrząc przed siebie z przyjemnym uśmiechem zdobiącym jego twarz.
- A więc, zajmuje się... W praktyce wszystkim do czego mogę się tylko przydać. Jako wierny, jeśli tylko zostanę poproszony o pomoc, nie odmówię. Czy to w przenoszeniu rzeczy, pomocy w stołówce, asystowaniu przy leczeniu, nauce walki, wszystkim do czego się przydam, a jak nie mam do czego się przydać... Cóż. Wtedy chodzę. Zwiedzam groty, albo wychodzę na tereny Desperacji i szukam zajęcia. A co lubię robić? Hm... Trudno powiedzieć. - Zatrzymał się na moment, w zamyśleniu spoglądając na sufit. Co on lubi...
- Lubię kontakt z ludźmi. Rozmowę z nimi, ich dotyk, ich bliskość, ich... Smak? Ciężko powiedzieć. Poprostu lubię mieć towarzystwo, choć i to nie zawsze. No i lubię też przemieszczać się bez celu. Dlatego fakt tych kuli tak... Boli. - Parskną cichym śmiechem, spoglądając ku Vivian, po czym ruszył ponownie przed siebie.
- Wie może Panienka jak trudne może być do zrobienia lekarstwo na psychozę krwiopaty? - Spytał ni z tego ni z owego, dalej idąc i patrząc przed siebie. Musi zwalczyć tą chorobę. Raz, i na dobre.



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Czw Maj 14, 2015 8:38 pm
No co? Budzenie się nie zawsze jest takie złe, jak by się mogło wydawać. Prawda, zazwyczaj był to bolesny moment zakończenia pory odpoczynku, ale tak naprawdę najgorszą rzeczą było samo wstawanie z łózka, nie mylmy pojęć. Poleżeć sobie i podumać - też nie jest tragicznie, nawet jeżeli w tej chwili może przyjemniej byłoby nadal spać. Co innego jednak obudzić się, dajmy na to, z koszmaru. Trzeba przyznać, że wtedy jest to jak najbardziej przyjemna chwila. Sekunda, w której przerywają się straszliwe senne wizje i człowiek powraca do rzeczywistości, gdy uświadamia sobie, że wszystkie te nieprzyjemności nie były w rzeczywistości prawdziwe... tak, to jest warte docenienia.
Śmierć też może być przyjemna, kto wie. Tylko po co to sprawdzać? To wcale nie jest tak, że Vivian nie miała jej za sobą... bo miała. I zdecydowanie jej się nie spodobało. W miarę możliwości wolałaby odwlec tę drugą jak najdłużej i móc jeszcze się nacieszyć pięknem tego świata, by później ze spokojem w sercu odkrywać następny - ten pośmiertny. Ziemia podobała jej się wystarczająco. No i nie potrzebowała reinkarnacji - w połowie już była małym pustynnym liskiem, gdyż mogła zamieniać się w to zwierzątko wedle woli. Na upartego, gdyby sobie zamarzyła, mogłaby w ogóle nie odzyskiwać ludzkiej postaci i żyć jak ten mały psowaty. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że bycie istotą rozumną, chodzącą na dwóch nogach i o znacznie mniejszym stopniu owłosienia było nie lada przyjemniejszą sprawą, niż bytowanie jako drobny futrzak. Tyle możliwości! Tyle rozrywek! Tyle przygód czekających za rogiem! I jak tu nie kochać życia?
Stąd też wynika prosta rzecz, logicznie łącząca się z całością. Otóż nie ma po co truć się własnymi złymi emocjami. Lepiej pozwolić im odpłynąć, a te dobre same wleją się na ich miejsce, promieniując także na innych. Nic więc dziwnego, że wciąż istnieli tacy, którzy potrafili się do tej zasady zastosować i szerzyć radość w świecie pełnym smutków i zamartwień. Dobrze jest na swojej drodze napotkać taka osobę, wtedy wszystko dookoła zdaje się jaśniejsze. Choć Akane sama z siebie należała do ludzi pozytywnie nastawionych, to i potrzebowała kogoś podobnego obok. Napatoczenie się na Hexa właśnie w tym czasie stało się doprawdy radosnym i godnym docenienia zbiegiem okoliczności, który z pewnością w niedalekiej przyszłości przyniesie dobre skutki.
- Och, naprawdę? Cudownie! - W jej zielonych oczkach zapłonęły ogniki radości, zaś całe oblicze rozpromieniło się w wesołym wyrazie. A więc są dobrzy ludzie na tym świecie! No proszę państwa, cud tygodnia! Wystarczyło wyżalić się pierwszej lepszej napotkanej osobie od razu znaleźć jakże potrzebną pomoc. No i niech jeszcze raz ktoś jej spróbuje wmówić, że cuda się nie zdarzają. Zdarzają, tylko potrzeba do nich... cudotwórców.
- Azusiowi? - Trochę się w tym wszystkim pogubiła. Skąd mogłaby wiedzieć, że mowa o króliczku? Nikt jej nigdy nie wspominał o tym, że jeden z wiernych trzyma akurat takie zwierzątko. No, z pewnością nie z imienia, bo może jej się gdzieś coś o uszy obiło. Tak czy inaczej, nijak nie miała jakim sposobem skojarzyć, że zielonowłosy ma na myśli długouche stworzenie. Ale może jeszcze jej powie, zresztą, tylko by sobie tym zyskał więcej sympatii panny Andersson. Uwielbiała urocze, puchate kuleczki.
- Coś w tym stylu, choć to o wiele mniej papierów. Raczej taka... administracja i zarządzanie, wiesz - sprostowała. Wypełnianiem jakichś dokumentów raczej nie musiała się kłopotać, a przynajmniej nie za często. Głównie służyła rada i pomocą, nie tylko wobec prorokini, ale także i wiernym. Jeszcze niedawno była przecież zwykłą uzdrowicielką (no, niedawno jak niedawno, dla niej nie był to długi czas w porównaniu do przeżytych stu czternastu lat).
No ba. Zadawała tylko i wyłącznie dobre pytania, oczekując na nie wyczerpującej odpowiedzi. Uprzejmy uśmiech zdawał się aż rosnąć na jej twarzy, gdy otrzymywała coraz to kolejne informacje. A więc był w zasadzie "wiernym uniwersalnego użytku". Przynajmniej dzięki temu bywał wszędzie i poznawał wszystkich, co musiało być ogromną zaletą. Aż dziw, że do tej pory nie spotkali się w sytuacji pozwalającej na bliższe zapoznanie się ze sobą nawzajem. Szkoda, jednak koniec końców lepiej późno, niż wcale.
- Smak? - wtrąciła z zainteresowaniem, spoglądając lekko zaczepnie na swego rozmówcę. Okazało się, że był ciekawszy, niż w ogóle mogła się spodziewać. Doprawdy wspaniale! Z takim towarzyszem na pewno nie będzie się nudzić ani chwili.
- To zależy. Trzeba nad tym spędzić trochę czasu i na pewno nie poradzi sobie z tym byle kto... ale któryś z naszych uzdrowicieli na pewno będzie to potrafił. Zresztą, ja też umiem. - Chyba nawet gdzieś w uzdrowicielskiej karierze zdarzyło jej się produkować pocałunek Morfeusza. Z tego, co pamiętała, nie był to ekstremalnie trudny do uzyskania lek. Powinno się jednak przyłożyć do jego przyrządzania, by nie zadziałać na szkodę osoby leczonej. Potrafiłaby jednak odtworzyć przepis z pamięci i zając się produkcją, bez żadnego problemu. Czyżby Hex lub ktoś mu znany cierpiał na tę nieprzyjemną chorobę?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Pią Maj 15, 2015 4:27 pm
Tak... Zdecydowanie to jest warte docenienia.
Ale jako ten drobny futrzak nie trzeba się martwić o ogrzewanie, o to że trzeba coś robić... Wszystko co robisz, składa się do przeżycia. Jedzenie, spanie, jedzenie, spanie. Względnie tyle. Życie zwierzaczka jest dużo prostsze od życia jako człowiek, lub chociaż istota człowieczo-podobna. Prostsze, ale pewnie mniej przyjemne, prawda? Pewnie też dlatego Panienka woli być rudowłosą kobietą, aniżeli równie rdzawo-kolorystycznym lisem.
Huh, jakie skutky może przynieść spotkanie osób dwóch podobnych do siebie? Rzeczy podobne się odpychają, a przeciwne przyciągają, stąd więc raczej ta sytuacja równie dobrze może się skończyć źle, aniżeli dobrze. Aaaale nie ma się co nad tym zastanawiać. Wierzmy w ideę dobra, albowiem Ao jest dobry! A jego wyznawcy? Też powinni! A Hex? Też jest! W jakimś stopniu, ale jest!
- Yup, naprawdę. Skoro mogę się przysłużyć Panience choćby w przespaniu nocy, będę zaszczycony mogąc to zrobić. - Skłonił głowę... I znów zapomniał o kapeluszu, jaki spadł z głowy, i upadł dnem do góry tuż przy jego stopach. Widząc to, westchną bezradnie i spojrzał niemal błagalnie na Panienkę Vivian.
- Mógłbym Panienkę prosić? - Zerkną wymownie z powrotem na kapelusz, a potem wrócił wzrokiem do zielonookiej, zadowolonej osóbki. Och, wymsknęło mu się? Uhm... Nie był w sumie pewien, czy wierni mogą trzymać swoje zwierzęta w Kościele, czy w ogóle mogą coś takiego zrobić...
Ale skoro już się wygadał, to nie miał czemu tego ukrywać. Odchrząkną lekko i uniósł palec wskazujący i środkowy do góry spomiędzy zacisku na kulach, zginając je jak królicze uszka.
- Azuś, w sumie Azazel to mały, biały królik, którego trzymam w celi. Pomimo iż cichy, to jego towarzystwo jest całkiem przyjemne. Można powiedzieć że jest on częścią mojej terapii uspokajania się w razie potrzeby. - W razie potrzeby, choć zazwyczaj mało kiedy ma tą potrzebę będąc w celi. Pomaga jednak w wypadku wybudzenia się z koszmaru w środku ciemności. Świadomość tej białej, puchatej kulki w pobliżu i możliwość kojącego pogłaskania jej... Zdecydowanie jest pomocne w rozładowaniu negatywnych emocji, pierwszego szoku... I nabrania chwili równowagi emocjonalnej, by zapalić pochodnię lub wymienić na drugą, albo zapalić świeczkę. Zawsze coś.
- Rozumiem. Właśnie... Uhm. Jak wygląda udrażnianie przejścia tunelu które... Zniszczyłem? - Gdyby mógł, sięgnąłby do włosów i podrapał je, w zakłopotaniu odwracając wzrok. Jakby nie było, w trakcie tej walki z Drug-On jego moce zrobiły naprawdę długą i szeroką dziurę w tunelu, ni za cholerę niemożliwą do przeskoczenia, chyba że ktoś był naprawdę skoczną istotą. A raczej aż tak... Nie każdy mógł być. Co prawda on potrafił to tymczasowo "skleić", ale... Właśnie. Zawsze jest jakieś ale. To by podziałało tylko na chwilę...
Acz mogłoby pomóc, gdyby jednak nie to spięcie z inkwizytorem. Ych. Powinien trzymać język za zębami, a nie wydzierać się bez powodu. W końcu...
On miał racje, nie przychodząc z pomocą. Mógłby zabić nie tylko ich, siebie, ale i jego w chwili tamtego szału. Stąd też...
Lepiej że jednak stało się jak stało. Hex ma więcej czasu na uzyskanie równowagi... Teraz, gdy w końcu sięga dna, może spróbować się odbić ku górze.
- Owszem, smak. Zapach i smak skóry, na który składa się "smak" człowieka. Niech Panienka nie zrozumie mnie źle - nie jestem gwałcicielem ani nic w tym stylu. Lubię jednak... Czuć czyjąś obecność wszystkimi, pięcioma zmysłami. Dotykając, czując, widząc, słysząc i smakując. - Wyjaśnił, zręcznie wymijając fakt że pod zagadnieniem "smak" rozumiał też bardziej trywialną opcje tego słowa - smak ludzkiego mięsa. Co prawda nie jadał go aż tak często...
Ale też je lubił. He.
- Uhm... A jak trudne jest pozyskanie składników? Gdzie ich szukać? Jak wygląda leczenie? - Pytał, wciąż wymijając powó dla którego pyta. Wolał się o to dopytać zanim zacznie szukać jakiegoś niezidentifkowanego zielska po okolicy, by potem się dowiedzieć że to zupełnie nie to i powinien znów szukać. Lubi smak krwi...
Ale nie lubi tej palącej żądzy jej picia. Nie chce jej. Musi ją zwalczyć. Raz. I na dobre.

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 736
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics