Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next   

Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Sro Kwi 01, 2015 9:47 pm
Inaczej można ująć jest to "przestrzeń" pomiędzy "celami" mieszkających w Kościele wyznawców. Jest to - nie zdziwcie się! - Korytarz. Wydrążony w skale. Jest jednak dobrze oświetlony pochodniami i innymi formami oświetlenia, a w obu "ścianach" korytarzy co rusz są wstawione jakieś "drzwi" lub nawet czasami plandeka zasłaniająca wejście do "Celi". Korytarz również nie jest całkowicie dziki jak inne - widać że ludzie starają się nim jakoś gospodarować, coś z nim robić. Nie ma się co spodziewać dywanów, kwiatów czy czegoś - ale zawsze jakaś ozdoba się znajdzie, prawda?
Nie ma problemu w napotkaniu tutaj innych Wiernych - w końcu to ich "mieszkania", prawda?


Z pewnością ostatnią rzeczą której spodziewał się ktoś wychodzący ze swojej celi to widok skalistych schodów które wychodzą z dziury w suficie, docierając do "podłogi" korytarza. Co bardziej doświadczeni mogli skojarzyć prowidera tego działania, lub poprostu zwalić to na jednego z nawróconych aniołów władających magią ziemi - o ile jacyś tacy są wśród nich. Prawda nie była w sumie odmienna - pewien podgatunek anioła zwany Dżinem w osobie Hexa, który potrafił kreować w materii stałej i płynnej stworzył te schody. I choć nie były one trwałe, to jemu i ewentualnym osobom chętnym przejść się tym ciemnym, klaustrofobicznym wprost korytarzykiem powinny wystarczyć przy nie-wleczącym się kroku.
Po krótkiej chwili od tego jak te schody faktycznie "powstały" (w sumie lepszym określeniem jest "wyrosły z dziury w suficie") wyłonił się z nich znajomy, sprany garniak z pochodnią w dłoni, bijący zieloną czupryną spod kapelusza. Tak, to był Hex, który tuż po wyjściu do bardziej oświetlonego korytarza Świątyni szybciutko zbiegł na dół i wpatrując się w ciemność u góry, zawołał donośnie.
- Liiiiiiily! Buuuuuuuuuuuffy! Idziecie, czy się wystraszyłyście? - Niektórzy z mijających patrzyli na niego jak na wariata, niektórzy zatrzymali się by popatrzeć co to za dziwo się stało... A niektórych już nic nie dziwi i poszli dalej, zupełnie olewając to, co się tu dzieje. Tak. Dokładnie.



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Pią Kwi 03, 2015 8:19 pm
Drgnęła na głośny dźwięk upadającej broni i z zażenowaniem patrzyła jak Gi rzuca się jej na ratunek. Ruda również lubiła nadawać swoim rzeczom imiona, ale te uczucia którymi niebieskowłosa darzyła swoją rakietnicę było dziwne i trochę przerażające. Niby powinna się już przyswyczaić do specyficznego zachowania Buffy, ale ta chyba nigdy nie skończy jej zadziwiać, pozytywnie czy negatywnie. Wraz z jej kolejnymi słowami spojrzała się z wahaniem na Hexa, czy przypadkiem nie zamierza stąd zwiać wystraszony, chodź zielonowłosy wydawał się być typem wojownika, a nie tchórza. Pewnie by je zabił na miejscu nawet bez mrugnięcia okiem, czuła że był do tego zdolny. Dopiero co musiała znosić Buffy, a teraz ta cała jej specyficzność jakby przeszła na faceta. Wymamrotał coś do siebie na tyle cicho, że lisica nie usłyszała, no trudno. I tak pewnie to nie było nic ważnego, albo po prostu gościu miał schizofrenię.
Jeśli by tak było wcale nie byłaby tym zaskoczona. Szczególnie teraz gdy po chwili się na nią spojrzał. W jego oczach mogła niemal dostrzec całą nienawiść świata skumulowaną w nich. Widziała ten rodzaj spojrzenia tylko raz w życiu, a jego źródłem była istota, która ją zaatakowała przemieniając ją w wymordowaną. Teraz przypomniała sobie tamten moment i wszystkie uczucia towarzyszącej jej wtedy. Szok, strach, nienawiść. A teraz się bała. Tak cholernie bała. Miała nadzieję nigdy znowu nie zaznać tego uczucia, a jednak nie potrafiła odwrócić wzroku od jego złotych ślepi. Tak jak mysz sparaliżowana strachem przed wężem. Wydawało jej się, że ta chwila trwa wieczność, a w rzeczywistości to pewnie była tylko sekunda. Tylko sekunda wystarczyła, żeby Hazel zaczęła mieć wątpliwości co do tej misji. Ręka sama powędrowała do tylnej kieszeni w miejsce gdzie schowała swój nożyk i zacisnęła palce na rękojeści. Jeżeli miał zamiar je zaatakować to Liszka nie chciała pozwolić mu na przeżycie. Jeśli już miała umrzeć to zabierze go ze sobą.
Jakże wszystko się zmieniło gdy Hex zamiast warknięcia zaczął mówić przyjaznym tonem i zachowywać się normalnie. Przecież przed chwilą wyglądał jakby chciał im się rzucić do gardeł, a teraz tak nagle jego emocje uległy zmianie. Coś z nim było serio nie tak, ludzie o zdrowych zmysłach potrafią tak się nie zachowują. Ale kto tu mówi o zdrowych zmysłach? Uświadomiła sobie, że nie uda im się tak łatwo zakończyć tą misję ja sądziły. Nikt nie potrafił przewidzieć czynów chorego psychicznie człowieka, a teraz on miał je poprowadzić po świątyni.
Mimo to nadal były na misji i musiała wziąć się w garść, żeby skończyła się ona pozytywnie dla nich i całego gangu. Więc spokojnie słuchała zielonowłosego faceta przyswajając do siebie nowe informacje. Nie chciała się odzywać, nie. Teraz musiała bardziej uważać na Hexa i jego psychiczny umysł, Buffy zajmie się zagadywaniem go. O ile będzie wiedziała się o co pytać, a o co nie. A z tym to różnie bywa i nie wiadomo czy je nie wkopie, ale chciała chociaż raz powierzyć jej odpowiedzialne zadanie i mieć zaufanie, że nie popełni błędu. Nawet jeśli tym odpowiedzialnym zadaniem miała być zwykła rozmowa, czasami i przez nią można zginąć.
Kiedy sekciarz wyjął coś zza pazuchy Lisica pragnęła nagle wiedzieć co to jest. Manierka, zmrużyła oczy i wytężyła węch próbując dowiedzieć się czym była ciecz zawarta w niej. Miała dziwne wrażenie, że to nie zwykłe pragnienie zmusiło go do wypicia tego. Może to wiązało się z jego psychicznością, kto wie? Jeśliby odkryła co przed chwilą wypił być może dowiedziałaby się czegoś cennego. Niestety do jej nozdrzy nie zdążył dolecieć żaden zapach, gdyż facet od razu ją zamknął nie pozwalając niczemu umknąć. On coś ukrywa. Zapragnęła wiedzieć co dokładnie, ale nie zamierzała się o to jego pytać. To byłoby podobne do samobójstwa.
Skinęła głową dziękując niemo za odpowiedź Hexa. Nawet podczas szoku nie wychodziła z roli. Teraz musiała uważać na to co robi i nie dopuścić do sytuacji z wcześniej, kiedy to znowu przez jego zachowanie zapomniała dlaczego tu przyszły z gepardzicą. Kiedy to on znowu postanowił ją zadziwić bardziej. Czy on w ogóle jest normalny? Chyba powinnaś to już wiedzieć. No tak, on był bardziej walnięty niż Buffy, a to graniczyło z cudem. Albo klątwą w tym przypadku.
''... ale skoro jesteście tak niecierpliwe, skorzystamy z "małej" sztuczki.''
O nie nie nie.
Żadnych więcej sztuczek, nie. Chyba zwariuje tu jeśli on zrobi jakąś kolejną [/i]sztuczkę[/i]. Co tym razem będzie, chodzenie po ścianie na czworaka z odwróconą głową niczym pająk? Albo nawiedzony psychol, jak kto woli. Na szczęście ta  rzecz była w miarę normalna. Jeśli otworzenie tunelu w skałach jest czymś normalnym, ale po jakimś czasie życia w Desperacji człowiek zaczyna się przyzwyczajać do takich rzeczy.
Poszła parę kroków za Hexem. Była zadowolana mając go przed sobą, a nie za plecami i zachowała lekki dystans. Zawsze to jakaś przewaga. Dobrze, że nie miała klaustrofobii. Poprzednie tunele były ciasne, ale ten był jeszcze gorszy. Całe szczęście Hazel jest dość mizernej postury i zawsze to ją wysyłano do szybów wentylacyjnych lub innych małych tuneli, także była przyzwyczajona do takich miejsc. Mimo to cieszyła się, gdy wreszcie kamienne schody dobiegły końca i wylądowały w innym pomieszczeniu.
- Jesteśmy. - Uniosła rękę zasłaniając oczy przed światłem. Mimo, że było słabe to po wyjściu z tuneli przypominało słońce zbliżone tuż przed jej twarz.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Wto Kwi 07, 2015 2:30 pm
Giggle w sumie coraz bardziej się tu podobało. Nie, żeby było lepiej niż z psami desperacji. Po prostu przyjemnie było spędzać czas z zabawnym facetem, a nie cichymi i morderczymi zboczeńcami, jak się spodziewało. To pokazywało Kościół w nieco cieplejszym świetle niż dotychczas myślała. A każdą, najdrobniejszą nawet rzecz próbowała zapamiętać, żeby opowiedzieć swojemu Wilczurowi.
"Ależ skąd, ma droga Buffy!"
Och, ten facet to naprawdę istny teatr. Tyle gestykulacji, tyle różnych twarzy. Gdyby tylko wiedziała, że chwilę wcześniej marzył o zabiciu siostry... Cóż, z pewnością nie zaśmiałaby się tak jak teraz. Raczej złapałaby rakietnicę i nieco zmieniłaby wystrój korytarzy, a potem rozdrapałaby Hexowi twarz pazurami. Nikt nie może tknąć Li, gdy Buffy stoi na warcie. Co oczywiście nie oznacza, że Dobermanka jest zbyt nadopiekuńcza. Jasne, że daje się wykazywać swojej siostrze. Jak idzie na polowanie lub spacer, to jej sprawa, na co napotka. Musi sama się obronić i walczyć, inaczej dnia nie przeżyłaby w Desperacji. Ale w chwili, gdy narażone jest życie Hazel, do akcji wkracza Buffy. I wtedy niebieskowłosa się nie śmieje, jak to zazwyczaj ma w zwyczaju. Swoją rakietnicą poruszyłaby niebo i ziemię, gdyby miało to pomóc w uratowaniu siostry. A potem w formie geperda rzuciła się na hordę S.SPEC i z zabarwionym od krwi futrze, potruchtałaby z powrotem, u boku niepozornego lisa.
Powinna ze sobą wziąć swoich małych przyjaciół. Co jak co, ale wybuchu to jest to, co Collinsowie lubią najbardziej. Buffy uwielbia świat małych kabelków, przewodów i niebezpiecznych substancji.
Napalm? To mój stary, dobry kumpel! Dobrze się dogadujemy.
Wybuchy są specjalnością dziewczyny i trzyma swoje małe kruszynki w pokoju. Powinna wziąć kilka ze sobą, ale zapomniała. Jej marzeniem jest sprawić, by nad M3 zawisnął ogromny grzyb atomowy. Wiadomo, szybka sprawa. Zakradnięcie się do miasta, na samym środeczku w jakimś zaułku zostawienie niepozornej torby i... bum. ~ To byłoby coś.
- Och, oczywiście. Trzeba bronić Kościoła. - odparła, marszcząc brwi. Coś jej nie pasowało, ale nie mogła zrozumieć, co takiego zwróciło jej uwagę. Wymordowana poczuła ukłucie niepewności. Rozejrzała się, ale skaliste ściany nie podpowiedziały rozwiązania. Collins przysunęła się bliżej Li. Nie dlatego, że się bała. Wolała być po prostu bliżej znajomej osoby. Spojrzenie Giggle przesunęło się po twarzy Hexa i lampka rozświetliła główkę dziewczyny białym światłem.
Uśmiech.
To on sprawił, że Buffy poczuła się gorzej w tych korytarzach. Był trochę inny niż zwykły grymas radości powinien być. Dziewczyna jednak jeszcze nie do końca to rozumiała, więc wyrzuciła to z głowy i wszystko było jak jeszcze kilka minut temu.
- Co znaczy cher?  - zapytała, podchodząc bliżej zielonowłosego. Przyjrzała się dokładniej jego włosom. No i zrobiła coś, czego żadna osoba nie powinna robić drugiej, nowopoznanej. Poczochrała włosy Hexa z uśmiechem. - Ale świetne! Na b... Na potęgę Ao, jak Ty to robisz, że są w takim dobrym stanie? Moje jakoś tak nie chcą, choć robię, co mogę...
Tak, Buffy. Świetny pomysł. Zaczepiaj nieznanego faceta tak, jakby był Twoim świetnym kumplem. Może jeszcze na piwko razem skoczycie, co? Czemu nie!
Ale Collins już taka po prostu była. Prostoduszna i szczera. Trzeba jej to wybaczyć...
Wymordowana zamrugała ze zdziwieniem, gdy ich nowy przyjaciel zaczął robić dziwne rzeczy. Rzuciła się na kolana obok niego i wgapiała w to, co ten, kreśli palcem na kamieniach.
Oszalał, no.
Ich kumpel okazał się wariatem, uznając palec za piszący długopis.
- Yyyyyy. - powiedziała inteligentnie, patrząc  to na Liszkę, to na Hexa. - Yyyyy... - padła kolejna cięta riposta. - Acha. - oklaski dla tej pani, pierwsze miejsce w kategorii "najlepszy mówca" dostaje... Buffy Collins! Gratulacje, dostała pani talon na gwałt i balon.
Och, taki talon to było moje marzenie!
Dobra, stop, bo robi się zbyt dziwnie. Gdy ściany zaczęły się ruszać, dziewczyna wstała i podeszła do Liszki.
Minuta 4:17.
No ale okazało się, że to kolejna moc. Ach, Ci wymordowani. Oni zawsze coś wymyślą. Kiedyś to były czasy... Desperaci mieli jakieś tradycje, nie to, co teraz.  
- To było coś! - krzyknęła, idąc za Hexem. Rakietnicę trzymała przed sobą. Wyszła spod ziemi, wprost na zielonowłosego. - Serio, niezła sztuczka. O, ludzie! Cześć, jestem tu nowa. Lubię Ao! - pomachała łapką do jakiejś kobiety.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Wto Kwi 07, 2015 3:23 pm
Gav, oni w sumie zeszli z sufitu : P

Kiwną głową na słowa Buffy co do obrony Kościoła. Nie miał pewności, dlaczego Lily nagle tak ucichła, choć wcześniej była nader rozmowna i ciekawska. Czyżby zrobił coś nie tak? Źle spojrzał? Coś powiedział? Nie był pewny, miał krótką "dziurę" w pamięci, trwającą niewiele więcej jak sekundę zapewne. Taki jakby skok poklatkowy, wyciętka klatka z filmu. Dziwne...
Ale cóż poradzić, tak to wyszło, prawda? Nie można nic z tym zrobić, trzeba to zaakceptować, kupić jak sprzedają i nie oddawać nikomu. Najlepiej kupić jak najtaniej, ale najużyteczniej jak się da.
- Trochę uprościłem z francuskiego wyrażenie "Mon Cherie" co oznaczało "moja słodka". Pomimo uproszczenia, wciąż uważam że znaczy to samo, słodka Panienko. - Uśmiechną się uczynnie do niebieskowłosej. Mimo wszystko, była naprawdę słodka w swej przyjaznej aurze i radości. Dlatego tak ją nazwał - poprostu była trochę podobna do niego, tylko niewinna i urocza - w porównaniu do paskudnej gęby z kłakami zielonymi jak trawa w lipcu, tsh. Albo nawet gorzej!
... Cóż, faktycznie wsunięcia dłoni pod kapelusz i czochrania kłaków się nie spodziewał. Zdjął kapelusz, po czym potrząsną głową intensywnie na boki, powodując że jego fryzurę szlag w praktyce trafił, ale zaraz ją ponownie skrył w kapeluszu, odwracając się plecami do dziewczyny, po czym zaczął mówić. A jego głos był tajemniczy i mrukliwy.
- To moja tajemnica, Panienko. - Zaraz po tym wykonał zwrot na pięcie tuż przed nią i wychylił się do niej nagle, dając jej leciutkiego całuska w nosek, uśmiechając się wesoło, po czym ponownie się wyprostował i obrócił.
- A poważniej - nie wiem. Może to efekt mutacji wirusa X, choć w praktyce nigdy nie miałem i wciąż nie mam żadnego, zwierzęcego elementu ciała. Jakiś wybrakowany ze mnie osobnik. - Westchną nieco na pokaz, by następnie zabrać się za otwieranie przejścia. Bądź co bądź - nieco olał obecną obok niego Buffy - ale robił to tylko dlatego, że musiał się skupić i przypomnieć sobie rozkład pomieszczeń Kościoła. Nie chcieli znaleźć się w sercu litej skały i nie móc z niej wyjść, prawda? A on nie chciał pozwolić na coś takiego, więc też musiał to dobrze przemyśleć.
No i musiał ich odpowiednio przeprowadzić, a to też łatwe nie było.
- Ohm, dziękuję. - Odpowiedział na zawołanie Buffy, a po krótkim czasie znaleźli się już we właściwym KNW. Gdy tylko wszyscy opuścili schody, te się "cofnęły" do góry, zasłaniając dziurę jaką weszli, jakby ta je "połknęła", a już po krótkim momencie nie było nawet śladu tego, co się stało.
- Widzę że już próbujecie nabrać znajomości. Jeśli chcecie - rozejrzyjcie się, może nawet zostaniecie uraczone wizytą w jednej z cel. Nie, nie martwcie się - to tylko nazwa. Te drzwi które tu widzicie prowadzą do małych, wydrążonych jaskiń, które służą za mieszkania wiernym. To, co przyniesiecie ze sobą tutaj, możecie bez problemu umieścić w swoich mieszkaniach. No, pomijając symbole wiary w starego pierdolę. Jeśli więc chcecie - rozejrzyjcie się, i wróćcie za jakieś... 10 minut? Lub też możecie zostać i pytać tutaj. - Akurat gdy kończył mówić, jakiś mały chłopiec, na oko wyglądający na 7-8 lat, z blond czuprynką staną za zielonowłosym i złapał za jego spodnie, ciągając je lekko. Oczywiście - szybko to zauważył, i obrócił się do niego przodem, z uśmiechem kucając przed nim.
- Och, Caleb! Co się stało?
- Heeeeex, kiedy będzie Święto Osła? Chciałbym je już dziś! Uwielbiam to święto i tego osiołka!
- Och... - Westchną z uśmiechem, pacając chłopaczka po głowie i podnosząc się do pionu.
- Jeszcze z pół roku, to dopiero w grudniu, zapomniałeś?
- Ach... No tak! - Uderzył pięścią o otwartą dłoń będącą poziomo, uśmiechając się szeroko, po czym obrócił się tyłem i zaczął biec przez korytarz, krzycząc dość wyraźnie (i jeszcze dość zniewieściale, słychać że nie przeszedł mutacji)
- Dzięki! Zobaczymy się innym razem! - Iiiii tyle go było. Dżin cicho zachichotał wesoło pod nosem i obrócił się przodem do Pań, z uśmiechem przechylając głowę na bok.
- A więc, na czym skończyliśmy?

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Czw Kwi 09, 2015 8:29 pm
Nie mogła nie patrzeć na przechodzących obok ludzi widocznie zainteresowanych nowymi osobami w ich siedzibie. Większość tylko rzuciła okiem na ich grupę i poszła spowrotem wracając do swoich zajęć, jednak niektórzy przystawali na chwilę, by przyjrzeć się im z bliska. Nimi właśnie była zaniepokojona Hazel. Jeśli je zbyt dobrze zapamiętają to będzie problem. Lisica wolała pozostać anonimowa szczególnie przez grono z tej sekty. Co jeżeli wyjdzie na jaw prawda i kościół będzie w jakikolwiek sposób chciał się zemścić na organizacji?
Za dużo myślisz. Zdecydowanie. Wszystko na razie szło zgodnie z planem, a Liszka nadal próbuje znaleźć w nim lukę. Z jej punktu widzenia nie miała czym się cieszyć, wciąż tkwiły na terenie potencjalnego wroga i bez żadnych informacji na temat tej organizacji. Zawsze istnieje szansa na to, że któraś z nich popełni błąd, zada niewłaściwe pytanie lub powie o jedno słowo za dużo. Może czas obmyślić plan awaryjny? Wprawdzie Buffy powiadomiła wilczura lub kogoś innego z DOGS o teraźniejszej sytuacji. Co jednak jeśli nie wrócą? Wątpiła by od razu przybiegł by tu z całym gangiem po to by tylko odbić dwójkę swoich ludzi. Kogo ona chce oszukać, w końcu mówimy tu o ich przywódcy. Każdy w DOGS zna jego specyficzny charakter, ale nie można mu zarzucić, że nie interesuje się życiem swoich ludzi. Oby tylko nie przybył za późno, jeśli jednak poszłoby coś nie tak.
Wbrew swojemu instynktowi zaczęła słuchać zielonowłosego. Wewnętrzny głos nakazywał jej być jak najdalej od tego osobnika. Nikt nie mógł przewidzieć jaki będzie jego kolejny ruch, pewnie nawet on sam. Był niebezpieczny zarówno dla nich jak i najbliższego otoczenia. Lisica dziwiła się jak udało mu się zatrzymać w tym miejscu i nie zostać wywalony przez ich przywódcę. A może ten co steruje tym całym kościołem jest jeszcze bardziej powalony od niego? Chyba nie chciała się tego dowiedzieć.
''Mon Cherie''. Nie było co się jej dziwić, że nie wiedziała co to znaczy. Kiedyś dawno temu jeszcze zanim zginęła i stała się lisicą jej rodzice próbowali ją nauczyć języka francuskiego. Bezskutecznie. Hazel nie umiała wymówić poprawnie ani jednego słowa aż doszło do tego, że po prostu znienawidziła ten język. Jej opiekunowie nie mogli w żaden sposób jej do niego przekonać i całkiem odpuścili próby wpojenia jej niego.
Odkąd poznała Buffy traktowała ją jak prawdziwą siostrę i nigdy się nie rozstawały.  Hazel po pewnym czasie zaczęła być nadopiekuńcza w stosunku do niej. Jak gdyby jej przewrażliwienie spłynęło również na gepardzicę, a lisica przemartwiała się do granic możliwości jeśli na przykład ktoś zbliżył się za bardzo do jej przyjaciółki. Tak też było tym razem kiedy Hex zrobił o jeden krok za daleko. W momencie gdy jego usta dotknęły niebieskowłosej Liszka wyszczerzyła zęby i tylko siłą woli powstrzymała się od syknięcia na niego jak zwierzę. Mógł sobie stać bliżej niej, lecz niech nie waży się jej dotykać. Miała gdzieś czy ten facet mógł ją zwalić z nóg poprzez lekkie pchnięcie. Pewnych granic nie pozwalała przekraczać nawet członkom kościoła. Dla zwykłego przechodnia mogła w tym momencie przypominać bardziej zwierzę niż człowieka przez małe kiełki i źrenice zwężone na kształt tych kota. Żeby nie pogarszać sytuacji i żeby ludzie nie zaczęli się nagle schodzić chcąc dowiedzieć się co spowodowało jej złość schowała kiełki i skłoniła głowę patrząc na jakże ciekawą podłogę.
- Przepraszam jeśli ciebie uraziłam. Życie nas nauczyło by nie pozwalać innym ludziom nie bliżej niż na wyciągnięcie ręki. Dzięki temu udało nam się uniknąć wielu niebezpieczenych ludzi ukrytych za zasłoną kłamstw i obietnic.
W pewnym sensie powiedziała prawdę. Jej nadwrażliwość kilka razy uratowała jej i Buffy tyłek. Zdawała sobie sprawę ze swojej psychiki, ale w przeciwieństwie do zbytniej ufności działała na ich korzyść. Mogły skończyć otrute lub z nożem wbitym w plecy, jednak nadal tutaj są i żyją, w pewnym sensie.
Skupiła się spowrotem na słowa Hexa. Czy on naprawdę właśnie dał im szansę na rozejrzenie się tutaj? Idealnie, mogłyby się popytać tutejszych miejscowych o różne rzeczy i być może dowiedzieć się czegoś szczególnego o tym miejscu. Już w głowie układała sobie pytania, które miała zamiar im zadać kiedy dołączył do nich chłopiec. Był mały, to było przecież jeszcze dziecko. Co on robił w takim miejscu jak to? Słuchała ich wymiany zdań z pełną uwagą. Nie żeby takie rzeczy ją interesowały. Święta obchodziła tylko ze względu na Buffy, która każde obchodziła z tą samą ekscytacją. No cóż, czego się nie robi dla przyjaciół. Więc nie pytała się co to za święto, bo wiedziała, że niebieskowłosa od razu wyskoczy z różnymi pytaniami do niego, a że Liszkę to średnio interesowało postanowiła rozejrzeć dookoła. Szukała wzrokiem osób, z których mogła dowiedzieć się czegoś. Wiedziała by nie zaczepiać osób, które samym wzrokiem potrafiły zabić, to musiało bowiem mówić samo przez się. W zamian wolała jakąś w miarę młodą osobę, najlepiej taką, która dosyć niedawno tutaj stała się oficjalnym członkiem kościoła. Większość z nich nie wie czego powinna nie mówić lub jakie są konsekwencje wygadania się o którejś z zakazanych rzeczy.
''A więc, na czym skończyliśmy?''
- Hmm... - rudowłosa odwróciła się w jego stronę. - Powiedziałeś, że możemy się tutaj porozglądać i z chęcią tak uczynimy. Możemy się spotkać w tym miejscu tak za 15 minut lub gdzie indziej jeśli ci tu pasuje, chodź nie jestem pewna czy nie zgubimy się w tych korytarzach - uśmiechnęła się przepraszająco. Miała nadzieję, że jeśli będzie wiedziała gdzie będzie czekał to nie natknie się na niego przypadkiem w którejś cel, a nie miała zamiaru znaleźć się z nim w jednym pomieszczeniu sam na sam.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Sob Kwi 18, 2015 7:54 pm
No dobra, tym całusem w nos to Hex  zaskoczył Giggle. Ale nawet...  nawet nie było to źle. Znaczy wiadomo, nie powinna zdradzać Oulisia i Wilczurka. Wiedziała jednak, że ten Hex to nie będzie aż taki sztywny czy zareaguje wyciągnięciem siekiery na dotyk. To zaplusowało w opinii dziewczyny, którą przygotowała dla DOGS. Znaczy... oczywiście wiedziała, że  jest zły, że sekciarz, że gwałciciel, że komoda i roleta, ale nie zmieniło to faktu, że wymordowana trochę mniej uważała cały Kościół za żądny krwi dziewic. W końcu psychopaci nie rozdają buziaków niewinnym dziewczynom, prawda?
Giggle zachichotała tak, jak zakochana nastolatka przy swym wybranku chichotać powinna. W tym dźwięku zwarła się kwintesencja typowej dziewczyny: delikatny rumieniec, nuta nieśmiałości, szczypta wdzięku i pół łyżeczki "lecisz na mnie, co?". Razem to wymieszane stworzyły jedyny taki chichot na świecie. Nikt nigdy wcześniej nie wydał z siebie tak uroczego dźwięku. Być może dlatego, że nikt wcześniej nie był w sytuacji, gdzie zombie o randze Doberman zostaje pocałowany w nos przez zielonego sekciarza.
Ale to nie ma właściwie znaczenia.
Ważne jest to, że to był wspaniały, pełen uczuć chichot.
Buffy wstydliwa nie jest. Nie przeszkadzały jej nagość czy tematy tabu, jednak... Czuła się nieco tak, jakby... Byłoby niezręcznie, gdyby na przykład Ourell teraz na nią patrzył. Nie przeszkadzał jej zwykły buziak w policzek, w końcu to nic takiego, jednak... Dziewczyna jest bardzo wierna osobom które wypatrzy i to im pozwala na wszystko. Także gdy Hex nie patrzył, ta obróciła się do niego plecami i zrobiła do Liszki smutną minę. Niech wie, że tak naprawdę wcale jej się nie podobało.
No, może troszeczkę.
Nie, żartuję. WCALE.
Niech Hex nawet nie liczy na zainteresowanie ze strony Buffy!
Kiwnęła głową na słowa swojej siostry.
- Dokładnie. Ale nie mówię, że mi się nie podobało. - wyszczerzyła szeroko ząbki, trzepocząc przy tym zalotnie rzęsami. Było to na potrzeby misji. Muszą uwierzyć, że chą tu zostać.
- O MATKO TAK JA CHCĘ CHODZIĆ O CZŁOWIEKU TAK. - ten entuzjazm... Buffy, przesadzasz. - TAK. CHODŹMY. - rzuciła się, by uścisnąć Hexa, również na potrzeby misji, i podeszła do Hazel, by szybko złapać ją za łapkę i pociągnąć w głąb korytarza.
Jak najdalej od tego zielonowłosego, żeby móc w spokoju pogadać.
- O matko... - wyszeptała do Liszkowego ucha. - Nigdy. Więcej. Tu. Nie. Chcę. Przychodzić. Robimy obchód i się zmywamy, okej? Powiemy, że... nie wiem. Że brat smutny. To był brat, czy siostra? Chyba brat... - przerwała, widząc jakiegoś chłopca. Biegł korytarzem, trzymając w dłoniach lirę. - CZEŚĆ, CHŁOPCZE! - krzyknęła głośno. Chłopiec spojrzał na nią i podszedł z zawiadackim uśmiechem.
- Nie znam Was.
- Bo jestesmy nowe. - odparła Collins z uroczym uśmiechem.
- Czemu masz takie dziwne włosy?
- Lubię niebieski.
- Acha.
- Yy... - zająknęła się, gdy chłopiec złapał w swoje łapki jeden z warkoczy.
- Fajne. - powiedział, badając poziom turkusowości  i procent melaniny we włosie.
- No wiem. Co to jest święto osła? - zapytała.
- No to wtedy najpierw jest taki osioł, jest fajnie, a potem go składamy w ofierze... Jestem Ethvok, a Wy?
- Lily  i Buffy. - mruknęła, wyjmując mu warkocz z ręki. To nie spodobało się chłopcowi.
- ... ŚMIERDZISZ! - krzyknął, po czym uciekł korytarzem. - BUFFY I LILY NIE SĄ MILI, BUFFY I LILY NIE SĄ MILI! - śpiewał swoją niezbyt poprawną gramatycznie piosenkę.
Buffy Collins zadrżała. Nikt jeszcze jej tak nie obraził, jak ten chłopiec. Popędziła za nim.
- A ETHVOK, A ETHVOK, A ETHVOK MA BRZYDKI ODWŁOK! - odwrzasnęła w odpowiedzi, a chłopiec na to się zatrzymał.
- Ej, fajne. Jednak Cię lubię. - powiedział, uśmiechając się zawiadacko.
Giggle zgłupiała. Cała ta sytuacja nie miała sensu...
- ŻARTOWAŁEM, NADAL ŚMIERDZIĆ, BUHAHAHA! - i popędził dalej. Collins tym razem nie pobiegła za nim, ale musiała mieć ostatnie słowo.
- GŁUPI GŁUPEK! - i teraz była spełniona. Podeszła do Liszki i spojrzała w jej ślepia. - Co teraz?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Nie Kwi 19, 2015 5:17 pm
Jeny, przecież nie rozebrał Gig na środku pomieszczenia i nie zrobił jej Ao wie co! Ledwie musnął wargami jej nos, a tu taka draka, Lily patrzy na niego wzrokiem mordercy, a potem przeprasza jakby już go zabiła... I jeszcze Giggle, która chichocze jakby to było coś miłego i w ogóle chce więcej. Ech, kobiety. Weź je zrozum.
Hm...
Dobra, Hexiu, ty w sumie umiesz je rozumieć. W pewnej części swojego ciała i umysłu... Hm, głównie umysłu, ciała czasami - jesteś kobietą. Więc... Ach, no tak. Ty też ma problemy z jednoznacznym określeniem swojego zdania, swoich priorytetów, i ogółem siebie. Fakt. No nic, nie ma co wytykać tego w takim razie innym, skoro sam nie umiesz, prawda?
Uniósł dłonie na poziom barków, otwarte, w geście poddania się, odchylając trochę ciało w tył z uśmiechem na twarzy.
- Sssspokojnie! - Zawołał dość wyraźnie, opuszczając dłonie i wsadzając kciuki w kieszenie swojego ubrania, wzdychając cichutko.
- Nie miałem nic złego na myśli! Rozumiem wasze podejście, ale nie obawiajcie się niczego z mojej strony. - Zapewnił swoim tonem, i uśmiechem, za którym na równi mogłaby się kryć prawdziwa, szczera chęć zapewnienia o braku zagrożenia...
Jak i tworzony w wyobraźni obraz rozlewającej się krwi i rozrywanego ciała. Tak, ale spokojnie. Stawiałbym na to pierwsze znacznie bardziej ponad drugim. Drugie jest mniej prawdopodobne, patrząc na to że nie jest w tej chwili jeszcze nazbyt poruszony. Można powiedzieć - jego nastrój jest w tej chwili neutralnie-entuzjastyczny. I lepiej by na takowym pozostało...
Wracając po rozmowie z chłopakiem do pań, Lily szybko mu przypomniała, co miał wcześniej na myśli. Ach, tak! Faktycznie! Miał im pozwolić na pozwiedzanie i popytanie innych wiernych o różne rzeczy, które mogą wiedzieć a których nie wie Hex. Tak! Faktycznie. Widząc entuzjazm Buffy co do chęci pozwiedzania roześmiał się całkiem wesoło i przyjemnym tonem, by potem spojrzeć ku Lily.
- A więc zwiedzajcie i pytajcie. Poczekam na was w grocie ofiarnej, ten korytarz jest jednym z okalających ją i Katedrę. Jeśli się zgubicie, spytajcie o drogę, każdy z nas dotrze tam z zamkniętymi oczyma. Będę czekał. - Pomachał obu Paniom, po czym skierował się gdzieś w głąb korytarza, by następnie szybko zniknąć z widoku, w tłumie innych wiernych. Nawet jak na swój specyficzny wygląd i sposób bycia, potrafił się całkiem nieźle wtopić w tłum innych, prawda?

z/t, pogadulczcie sobie i dołączcie do Hexiora w Grocie Ofiarnej : 3



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Pią Kwi 24, 2015 2:14 pm
Uważnie obserwowała zielonowłosego podczas swoich kolejnych słów. Mogła go nimi urazić lub wkurzyć, aczkolwiek gość wyglądał jakby warczenie słyszał za każdym razem, gdy ktoś go zauważy. Mimo to lisica nie miała zamiaru ani odrobinę ryzykować wywaleniem ich stąd w najlepszym wypadku. Tak jak się spodziewała Hex nie wyglądał na zdenerwowanego, wręcz przeciwnie - próbował je uspokoić jakby miały się zaraz rozpłakać. Dobrze. Lepiej, żeby myślał, że są słabe i wrażliwe emocjonalnie niż podejrzewał je o szpiegowanie, co akurat było prawdą. Jej złote oczy zawisły nad Gi, która odwróciła się do niej z miną wyrażającej smutek, a jej kąciki ust znajdowały się aż przesadnie nisko. Niebieskowłosa tak szybko zmieniała emocje, że w niektórych sytuacjach wydawało się to aż śmieszne, ruda niemalże się uśmiechnęła na ten widok. Niemalże, gdyż na ich drodze stał jeden facet, nie licząc całej organizacji kościoła przechadzających się po korytarzu, który przed chwilą zapewniał je o braku zagrożenia z jego strony, a teraz wykrzywiał twarz w uśmiechu, którego Hazel nie była pewna, czy był on uprzejmy i przyjazny, czy też uśmiech pod tytułem: ''Wyglądasz o wiele lepiej bez tej głowy na karku, poczekaj zaraz ci pomogę''. Sądząc po jego osobowości mogło to być jedno i drugie, nie wiadomo co siedzi w jego chorej głowie.
''A więc zwiedzajcie i pytajcie.''
Nareszcie.
''Poczekam na was w grocie ofiarnej''
...Gdzie?
W jej głowie tworzył się obraz ciemnego, zakurzonego i wilgotnego miejsca, w którym ze ścian zabarwionych starą krwią są przymocowane łańcuchy z kajdankami na końcach. Obok stoi stół na którym leżą najrozmaitsze narzędzia do tortur tylko czekające na ich kolejną ofiarę.
Kąciki jej ust drgały lekko w strachu przed ich kolejnym spotkaniem, zdołała jednak wymusić uśmiech do odchodzącego sekciarza i pomachała mu z wyraźnym wahaniem. Mają przerąbane. Właśnie miał zamiar ich zaciągnąć do bardzo złego miejsca, gdzie będą ich dwójce robić bardzo złe rzeczy. Hex musiał się zorientować, że nie są tu z zamiarem dołączenia do ich kółka różańcowego, czy do czego tam się modlą i składają ofiary. Jeżeli teraz za nim pójdą mogą już nie wrócić. A co jeśli się mylisz? Bardzo, ale to bardzo w to wątpiła. Nie było to niemożliwe, ale spójrzmy prawdzie w oczy - sekciarz nie był normalną osobą, kto wie o czym myśli w tym momencie, a co sekundę później.
Chciała poczekać jeszcze kilka minut po tym jak facet zniknął im z oczu, kiedy poczuła dłoń Buffy i siłą została przez nią pociągnięta nie wiadomo gdzie. Nie mogła nic zrobić poza pobiegnięciem za gepardzicą. Ledwie otworzyła usta, gdy w jednej sekundzie przerwano jej przez wiadomą osobę. Liszka zdenerwowała się, niebieskowłosa nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji, pewnie nawet nie zauważyła w Hexie nic dziwnego poza tym jednym bliskim kontaktem.
''To był brat, czy siostra? Chyba brat...''
- Gi...- Oczywiście znowu nie dokończyła, gdyż ktoś był najwidoczniej bardziej interesujący od niej. Tą osobą okazał się jakiś chłopak, ten sam dzieciak, który wcześniej im się wtrącił do rozmowy. Ruda westchnęła, była już zmęczona zamartwianiem się o to, by nikt nie domyślił się ich zamiarów oraz o bezpieczeństwo swoje i Buffy, mogła się założyć, że jej siostra nawet nie znała takiego słowa. Jeszcze do tego trzeba ją pilnować by nie zrobiła czy nie powiedziała czegoś głupiego, czuła się niemal jak niańka, a to Giggle była tą starszą. Podczas gdy przysłuchiwała się ich rozmowie miała ochotę westchnąć po raz kolejny. Ta konwersacja była na pozomie małych dzieci, które dopiero co nauczyły się mówić, wyglądało to jakby to dwoje rówieśników ze sobą rozmawiało, a w rzeczywistości jedną osobą z tej dwójki była ponad 400letnia kobieta.
Liszka już miała dosyć tych cyrków. Złapała swoją przyjaciółkę za ramiona i potrząsnęła nią lekko, by ta wróciła na ziemię.
- Buffy, skończ tworzyć to widowisko dla Kościoła. - Mówiąc to miała na myśli ludzi spoglądających na nich z ciekawości, a niektórzy dla zabawy. Zmierzyła ich wzrokiem dając im do zrozumienia, że powinni wrócić do swoich spraw. Tylko brakowało, żeby cała sekta zapamiętała ich wygląd i imiona. Jej żółte oczy ponownie spoczęły na niebieskowłosej, a gdy ta się uspokoiła Hazel zdecydowała, że to czas by powiadomić ją o swoich obawach.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. - Przybliżyła swoją twarz do jej, co wyglądało komicznie, gdyż musiała się wspiąć na palce. - Ten Hex, jeśli to jest jego prawdziwe imię, nie jest normalny. Nie w takim samym sensie co ty, on jest chory psychicznie. Zauważyłaś w jakim tempie zmienia się jego nastrój i emocje? - Dała Gi chwilę do pomyślenia, po czym kontynuowała. - Pamiętasz ten moment, kiedy wypił coś ze swojej manierki? - Może w tym czasie Buffy była zbyt zainteresowana jakąś kolorową skałą, albo po prostu zapomniała to sekundę po zdarzeniu. - W każdym razie zanim to zrobił, spojrzał na mnie. Ale nie tak jak ja teraz się na ciebie patrzę, to były oczy mordercy, który nie zawahałby się zabić małego dziecka. Byłam pewna, że zaraz się do mnie dobierze i skończę w kilku kawałkach, a on chwilę po tym zaczął się uśmiechać. Prawie się śmiał. Jest nieprzewidywalny. Mógłby w każdej chwili nas zabić, a potem zastanawiać się dlaczego nasza krew płynie tak długo. Nie mam nawet pewności, czy jeśli pójdziemy teraz do niego to uda nam się wyjść stąd żywe.
Musiała wziąć kilka wdechów by się uspokoić. Myśl o tym, że mieli się za chwilę z nowu z nim spotkać dręczyła ją jak pasożyt. Gdyby to od niej zależało, to już by jej tu nie było, ale były na misji, musiały zdobyć informacje.
Nie odrywała wzroku od Buffy. Gepardzica pewnie nie zauważyła w nim tego wszystkiego, co Hazel jej przed chwilą powiedziała. Nie wiedziała jak zareaguje i czy w jednym momencie nie pobiegnie do tej groty z zamiarem zabicia Hexa. Albo się przestraszy i załamie, a lisica będzie musiała ją uspokoić na tyle, by mogły kontynuować misję. Wiedziała, że chcąc nie chcąc nie mogły jeszcze opuścić tego miejsca.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Sro Kwi 29, 2015 6:25 pm
Widowisko? Jakie widowisko!
No przepraszam bardzo, ale ten chłopak musiał oberwać za swoje. Nikt, powtarzam nikt, jeszcze nie ośmielił się aż tak znieważyć Giggle. Żeby dzieciak ją wyzywał? Nie ma tak dobrze.
"Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie."
- Spodobał Ci się ten zielonowłosy? - wytrzeszczyła oczy, mówiąc to troszeczkę za głośno. Kilka głów odwróciło się w ich stronę. - Kochamy Ao! No, to o co chodzi? Może i seksowny, ale to tyle, w końcu sekciarz...
Nie sądziła, że Hazel może się tak po prostu zakochać. Giggle to inna sprawa, ona mogła, ale Li? Na szczęście siostra szybko ją wyprowadziła z błędu...
W miere, gdy dziewczyna nakreślała sytuację, Buffy poważniała. Nie spodobało jej się to, co Li powiedziała.
- Spieprzamy stąd. I nie mów, że chcesz, żeby zostać. Jestem wyższa rangą i masz się mnie słuchać. Wiemy już dość o tym Kościele. - powiedziała, łapiąc odruchowo swoją siostrę za nadgarstek. Wiadomo, pewnie i w wieku dwudziestu lat, jak gdzieś idziecie z mamą na miasto, to łapią  Was nagle za łapkę, tak jak kiedyś. Niebieskowłosa podeszła do jednej z najbliższych osób i uśmiechnęła się.
- Witaj. Musimy się wydostać na zewnątrz, ale jesteśmy nowe i zapomniałyśmy drogi. Pomożesz nam? - spojrzała z zagubieniem na mężczyznę, który z ochoczą pokiwał głową i kazał im iść za nim.
Poszło łatwo. Zbyt łatwo?
- Nie chcę więcej tego Hexa spotkać.  - powiedziała cicho do Li. Wiedziała, że wtedy nie skończy się na przyjemnej pogawędce.. Po jakimś czasie wyszły z niekończących się jaskin, pożegnały z uprzejmym sekciarzem i odeszły w siną dal, by donieść o wszystkim swojemu gangowi.



[zt + Liszka]



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Hex on Nie Maj 03, 2015 6:58 pm
Godzina? Jakiś wczesny ranek. Większość wiernych, kapłanów i inkwizycji jeszcze spała, nie licząc jakichś patrolujących strażników. Nikomu się nei spieszyło przecież, nikt nie miał problemu przejść się do miejsc, których potrzebował i porozmawiać z tymi, którzy byli mu konieczni.
Nikt...
Oprócz, w tej chwili - jego. No, może ktoś jeszcze by się znalazł, ale chyba tylko on budził się jeszcze przed rankiem (swoją drogą z powodu faktu że nie mógł spać) i żeby zrobić... Cokolwiek, a przede wszystkim ciągle używając swoich odnóży... W jakimś stopniu przynajmniej, poruszał się po terenie Kościoła, choć by dotrzeć do jadalni.
I w takiej sytuacji można go znaleźć teraz. Przeskakującego na dwóch kulach i podbijającego się lekko przy pomocy stóp z ziemi, by ruszyć się... Jakikolwiek kawałek przed siebie. Choćby niewielki. To nie było takie łatwe, serio. Tym bardziej że obie jego nogi nie działały najlepiej i starał się je oszczędzać, więc całą energię przy ruchu wkładał w posługiwanie się ramionami i dłońmi. Nie było to ani trochę przyjemne, ale nie miał innej opcji. Przynajmniej jeszcze kilka, może kilkanaście dni zanim nogi przestaną tak piekielnie boleć przy każdej próbie oparcia o nie ciężaru... Grunt że nie został sparaliżowany przez ten atak od łydki w dół. Gdyby tak się stało, miałby wtedy duży problem w mieszkaniu na terenie Desperacji, mając do dyspozycji tylko... Wózek inwalidzki. Ale na nim też by było zabawy! Tylko do niektórych rzeczy czy miejsc byłoby ciężej siegnąć. Troszkę. No i miałby dużo więcej, ciekawych wyzwań. Np. wjechać pod górkę na takowym. To już by było wyzwanie!
Ale wracając do chwili obecnej. Hex jakoś podskakiwał na kulach raz po razie przesuwając się powoli gdzieś w przód korytarza, ale nie pierwszy zauważył, że te nie mają równego podłoża. Stawiając krzywo kulę na zagłębieniu między kamieniami, nie udało mu się pochwycić równowagi i wyrąbał się jak długi. Próbując zamortyzować swój upadek ramionami, wyrzucił kule przed siebie w dość nieświadomym geście, by móc oprzeć się dłońmi i wyhamować swoje ciało.
To się udało!
...
Ale teraz kule są... Troszkę dalej...
- ... Mogłem o tym pomyśleć na początku... - Mrukną z westchnięciem rezygnacji do siebie, po czym zaczął pełznąć w kierunku leżących na ziemi kul. Były tak daleko z tej perspektywy! Stojąc i mogąc iść, byłoby to raptem... Kilka sekund. A pełzania?
Ehm, cóż...
Troszkę dłużej. Tak... Niestety.

_________________

O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Gość on Nie Maj 03, 2015 7:55 pm
Bezsenność to naprawdę wredna przypadłość. Zdziera taka człowieka (i nie tylko) z łóżka o jakichś nieprzyjemnie wczesnych porach, a potem nie pozwala mu zasnąć do nieprzyzwoicie późnych godzin... względnie - nie umożliwia wcale. Gdyby miała jakąś swoją personifikację, to przez swoje nieszczęsne ofiary zapewne już dawno zostałaby rozszarpana na strzępy albo wbita na pal. Generalnie zamordowano by ją zaraz ze szczególnym okrucieństwem w ramach zemsty oraz zapobiegania dalszym cierpieniom. W końcu wiadomo, że kto niewyspany, ten zły.
Żeby istniała reguła, musi być też wyjątek. Jeden z nich właśnie tego dnia nie zmrużył oka, a wraz ze świtem udał się na ożywiający spacerek po wykutych w skale korytarzach. Tak pusto, spokojnie... ale też samotnie. Vivian jakoś nieszczególnie przepadała za brakiem towarzystwa, zawsze wolała kogoś niż kompletną pustkę. Ale co poradzić, skoro o tej porze zapewne wszyscy radośnie oddawali się błogiemu wypoczynkowi w ramionach Morfeusza? Fajnie ma ten starożytny bożek, codziennie przytula się z tysiącami ludzi, no ten to ma branie!
Kroczek za kroczkiem przemierzała siedzibę Kościoła i nie napotkała kompletnie nikogo. Nikogusieńko, no kompletna pustka! Przez bite kilkanaście minut zdążyła obejść naprawdę spory kawałek najbliższych sobie korytarzy i zdecydowanie zaczynało ją to irytować. Przygryzła odrobinę dolną wargę i wbiła ręce w kieszenie spodni. Szalona ruda, nawet bluzy na siebie nie włożyła, licząc chyba na jakiś cud, że z zimna przestanie jej się tak nieznośnie chcieć ziewać. Ale jak widać to nie wystarczało - musiała jeszcze się pozbyć nudy.
I nagle - jest! Wyszła właśnie zza jakiegoś zakrętu, gdy na drugim końcu przejścia zamajaczyła jakaś sylwetka. Już wyszczerzyła zęby w radosnym uśmiechu na widok żywej istoty, gdy ta... runęła jak długa.
No co to za żarty? Hej, nie umieraj, dżdżownico! Ruszyła przyspieszonym tempem w kierunku leżącego, a zauważywszy przed sobą kule, przyspieszyła do truchtu. Już chyba wiedziała, co tu się właśnie stało. Przykucnęła przy jakże potrzebnych biednemu chłopaczkowi (ha-ha) podporach i wzięła je w jedną rękę, po czym podeszła bliżej i przykucnęła. Wow, jaki ma fajny kolor włosów.
- Hej, nic ci nie jest? Cały? Nic nie złamane? - spytała troskliwie, w razie chęci współpracy pomagając złotookiemu wstać. No, może chciał sobie jeszcze poleżeć, to nie będzie mu bronić, ale wykładanie się na kamiennej posadzce chyba nie było szczególnie zdrowe. No i wcześniej wyglądał na takiego, co chciałby jednak stanąć na nogi.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Groty mieszkalne    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics