:: M3 :: Centrum

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Mengele on 30/3/2015, 22:36
Popatrzyłem się w morderczy wzrok Marceliny ale nie zrobił na mnie zbytniego wrażenia. Z wyrzutem czy wściekłością kupę obiektów się patrzyło a zwykle okazywały się one bezbronne. Najgorsze zwykle były takie obiekty, po których ciężko byłoby się spodziewać agresji. Wtedy można było się mocno zdziwić.

Jej wybuch śmiechu mnie zaskoczył? Czyżby efekt narkotyku wciąż się utrzymywał? A może, co bardziej prawdopodobne, Marcelina nie miała równo pod sufitem. Jakieś tajemnicze eksperymenty na niej a teraz przypomnienie tamtych traumatycznych wydarzeń, mogło mieć na nią jakiś wpływ. Zignorowałem jej kolejne słowa, czekając aż wybuch śmiechu w końcu minie, dodając jakąś groźbę, aby szybciej ją uspokoić.
- Kłamca? - musiałem przyznać, że mnie zaskoczyła tym oskarżeniem. Czyżby coś przeczuwała? Nie dobrze. Starałem się zachować pewny siebie wygląd ale coraz gorzej mi to chyba wychodziło. Marcelina mnie za bardzo rozpraszała tym swoim niestabilnym zachowaniem.

Zdziwiło mnie nagłe znieruchomienie Marceliny. Co z nią było nie tak? Jakiś rodzaj skurczu? Spowodowanego stresem? W sumie wybuchy śmiechu też mogły mieć takie podłoże. Przypatrzyłem się dopiero uważniej jej oku, zauważając zmianę barwy tęczówki.
- A co to jest? - spytałem niepewnie. Narkotyki mogły powodować nienaturalne powiększenie się źrenic ale nie zmianę koloru. Istniały substancję zmieniające tymczasowo lub na stałe kolory, ale teraz przecież nic nie brała. Coraz mniej mi się to podobało.
- Jakie strzykawki i skalpele? - zaskoczony w pierwszej chwili nie wiedziałem, o co jej chodzi.
- Znam trochę inną definicję bycia zboczeńcem. - trochę skłamałem, wciąż będąc prawiczkiem. Wszelkie zboczenia były mi obce... chociaż słyszało się o naukowcach, którzy w celu rozładowania napięcia, wykorzystywali obiekty w inny sposób... niż do którego te były przeznaczone. W każdym razie miałem już dość tej maskarady. Od paru minut nie udało mi się z niej niczego wydobyć. Zacząłem więc podejrzewać, że ona zna prawdę, skoro nic a nic jej się mnie wymknęło, co by mnie zbliżało do odpowiedzenia na pytanie o to kim była i do czego jej używano.
- Kim jesteś?! - spróbowałem innej taktyki, nagle zadając jej pytanie i kładąc jej lewą rękę na obojczyku. Prawą chwyciłem za skalpel, którego tak się podobno bała, zatrzymując go blisko jej twarzy.
- Mów! Kim jesteś?! - powtórzyłem pytanie. Miałem dość tej zabawy - chciałem teraz odpowiedzi!


TBD
avatar





Mengele
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Joseph Mengele


Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Marcelina on 1/4/2015, 16:28
Jej morderczy wzrok nie zrobił na niego wrażenia. Ale jak miała tego dokonać, skoro leżała skutecznie unieruchomiona? Nawet najgorsza bestia świata, uwiązana, nie jest już tak przerażająca, jak grasująca na wolności.
Tak jak myślała, zwrócił uwagę na jej zmieniające barwę tęczówki oko. A o tym, że naukowców interesuje wszystko, co nienaturalne, wiedzieli wszyscy, łącznie z Marceliną. Spojrzała zezowato na jego palec, po czym przechyliła głową w prawo, starając nie patrzeć się na mężczyznę. - Oko - odpowiedziała sardonicznie - ...zmieniające kolor. - dodała dobijająco, przy okazji wbijając gwóźdź do swojej trumny. Trudno - taki już miała charakter. Lubiła dogryzać ludziom, szczególnie tym, którzy zaleźli jej za skórę. A Mengele był skreślony już w chwili, gdy okazał się być powiązany z organizacją s.spec.  
Ale gdy zapytał o jakie skalpele i strzykawki jej chodzi, zwątpiła trochę w to, czy aby na pewno jest naukowcem. Spojrzała jednak wymownie na różnej wielkości skalpeli leżących na półce nieopodal jej łóżka - definicji jest sporo - odpowiedziała, a jej oko przybrało kolor lekko czerwony. Odłamów zboczeństwa było tak dużo, jak mrówek na świecie, a Mengele dał jedynie dowód na to, jak mało rzeczy wie. Przynajmniej tych ze sfery seksualnej.
Nie spodziewała się, że ten straci kontrolę nad sobą i w końcu zdenerwuje się na tyle, by wziąć do dłoni ostrze. No, to jest właśnie skalpel, o którym mówiła. Odsunęła się lekko od ostrza, a kąciki jej ust delikatnie uniosły się. - Zdaje się, że twoim koszmarem - szepnęła, i w tej właśnie chwili zgasło światło.
Gdy lampa ponownie rozświetliła pomieszczenie, łóżko, które wcześniej zajmowała Marcelina, było puste. Pasy zdawały się być nienaruszone - nie było na nich nawet śladu po zerwaniu czy rysy po zadrapaniach. Wydawało się, że Marcelina po prostu... zniknęła.
Nie zrobiła tego jednak. Gdyby Mengele się odwrócił, zauważyłby stojącą pięć metrów od niego dziewczynę. Iluzja powoli ustąpiła, zamiast niej pojawiła się ONA w swojej prawdziwej postaci. Kocica zastrzygła uszami i uniosła wargi, ukazując szereg równo ułożonych mini-kłów. Sierść na jej grzbiecie najeżyła się i zrobiła się dość twarda w dotyku. Zamiotła długim ogonem ziemię, a z jej gardła zaczął wydobywać się groźny warkot.

Moc: Dematerializacja 1/1, następne użycie za 7 postów.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Mengele on 1/4/2015, 17:55
Tak, coś w tym zdecydowanie było. Związana bestia nie robi wrażenia. A ludzie najbardziej się boją tego, co jest nieznane. Przez tysiące lat ludzi przerażała burza, bo nie wiedzieli skąd się bierze. Nieudolnie tłumaczyli ją istnieniem bogów tylko po to, by zwalczyć strach przed nieznanym. Uderzenie pioruna jakoś mniej przeraża, jeśli się wierzy, że jakiś opity winem bóg z Olimpu go zesłał. Teraz, gdy ludzie już wiedzieli co to piorun a nawet potrafili go okiełznać i wykorzystać, najbardziej przerażające stawały się inne rzeczy, jak np. zarażeni wirusem i mutanci. Ja na szczęście byłem z takimi obiektami obeznany, więc tym bardziej Marcelina - zwykła dziewczyna, na dodatek związana, nie robiła na mnie żadnego wrażenia. Popatrzyłem się tylko z politowaniem na jej rzucanie wściekłym wzrokiem. Tak to mogła przestraszyć bezdomnego psa na ulicy a nie mnie. Ale jej oko? Jej oko wydało mi się nad wyraz interesujące. Na tyle, że zignorowałem jej kolejne słowne docinki. Aczkolwiek nie powstrzymałem się, by chwilę później chwycić w dłoń skalpel. Niech wie, że ze mną się nie zadziera!
- Koszmarem? - powtórzyłem, nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
- Co jest to diaska z bezpiecznikami! - krzyknąłem, oczywiście od razu znajdując racjonalne wytłumaczenie braku światła.
- Motyla noga! - szpetnie zakląłem, gdy po powrocie światła zobaczyłem, że łóżko jest puste. Co się tutaj dzieje? Byłem za bardzo naukowcem, aby podejrzewać jakieś magie czy inne duchy. Zdolności? Jakieś zdolności o których nie wiedziałem? To było pierwsze wytłumaczenie, jakie mi wpadło do głowy. Obróciłem się... dostrzegając nagle... coś. Kocica? Zszokowany cofnąłem się o krok, wznosząc rękę ze skalpelem do góry, aby się znalazła między nami.
- Co? Co tutaj się dzieję? - spytałem drżącym głosem, cofając się kolejny krok. Uważnie się jej przypatrując. Ona... ona była...
- Jesteś wymordowana! - rzuciłem oskarżycielsko, nie wiedząc, co teraz zrobić. Jej kły... były przerażające. Przypominała wściekłego, dzikiego kota, chcącego się rzucić na wróbelka. Tylko niestety jej ofiarą miałem być chyba ja.
- To... to jakieś nieporozumienie. - próbowałem obrócić kota ogonem i cofnąłbym się kolejny krok, gdybym nie poczuł szafki za sobą. Gdzieś tam... powinien być chyba środek usypiający. Ale jak go użyć? Przecież się nie odwrócę do niej tyłem, bo mogło by to sprowokować atak. To co robić? Nie miałem pojęcia.

/A ona ma kajdanki czy już nie? One nie zostają przy dematerializacji?


TBD
avatar





Mengele
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Joseph Mengele


Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Marcelina on 1/4/2015, 19:38
Przechyliła głowę na lewo, niczym zaciekawiony szczeniak. Uśmiechnęła się krnąbrnie, wkładając dwa palce u rąk do kieszeni z przodu spodni. O tak bejb, bestia się wydostała. - No. - odpowiedziała tylko, wzruszając ramionami. Tak, była wymordowaną. Tylko trochę... inną. Nie przybierała zwierzęcej postaci będąc człowiekiem, ani ludzkiej będąc zwierzęciem. Zatrzymała się w połowie swojej "transformacji", pozostając taka już na zawsze. Na szczęście okazała się być też posiadaczką paranormalnego umysłu, a co za tym idzie - mogła bez problemu oszukiwać otoczenie, łącznie z kamerami, aparatami czy innymi nowinkami technologicznymi, przybierając iluzję i wtapiając się w to bardzo typowe środowisko. Uniosła swoje duże, okrągłe, kocie oczy i spojrzała na niego, unosząc brwi, oczekując rozwoju akcji.
Po jego następnym słowach skalpel, znajdujący się w jego dłoni, wyślizgnął się mu z uścisku, upadając kilka metrów dalej. Skupiając wzrok na tym dość lekkim przedmiocie, z łatwością wprawiła go w ruch. Zacisnęła zęby i podeszła do niego, celując w niego swoim długim palcem wskazującym - DUŻE nieporozumienie - warknęła, spoglądając na o wiele wyższego od siebie mężczyznę, cofając się o trzy kroki - i co chciałeś ze mną zrobić, co? Pokroić mnie? - zapytała, biorąc do ręki jakąś przypadkową buteleczkę. - Co to jest? - oczywiście było to pytanie retoryczne - Wyciąg z ogona szczura, czy może pozostałość po jakimś martwym płodzie? - kij wie, co Ci zboczeńcy - bo tak ich czasami nazywała - robią po godzinach.
No patrz - człowiek pójdzie do znajomego, chcąc rozluźnić się, pogadać, a tu taka akcja. W jej przypadku przeszłość nigdy o niej nie zapomni. Nigdy.
Odstawiła fiolkę na miejsce, krzywiąc się na samą myśl o tych nieszczęsnych szczurach, i płodach też. A może i ona miała skończyć w takich słoiczkach?



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Mengele on 1/4/2015, 19:54
Nie podobało mi się, że Marcelina się uwolniła. Mimo wszystko byłem dość konserwatywnym naukowcem, by nie powiedzieć, że tradycjonalistą, i uważałem, że obiekty powinny siedzieć w klatkach lub ewentualnie być przywiązane do jakichś krzeseł, łoży, stelaży. Obiekty na wolności były kategorycznie niezgodne z moimi przekonaniami. Może powinienem się powołać na klauzurę sumienia i zażądać od niej samodzielnego spętania się? Coś podejrzewałem, że byłoby to mało skuteczne.
- Tak, tak, duże nieporozumienie. - przytaknąłem z przerażeniem zerkając na jej palec wskazujący. Czy mi się wydawało czy był zakończony pazurem? W każdym razie nie podobało mi się i dużo dałbym, aby być gdzie indziej. Albo by ona była gdzie indziej. W klatce lub w krematorium.
- Ja? Nie... chciałem tylko porozmawiać. - odpowiedziałem drżącym głosem, trochę mijając się z prawdą.
- To... to nic takiego... - odpowiedziałem. Byłem zbyt przerażony by przeczytać etykietkę z trzymanej przez Marcelinę butelki. A nie wiedząc co to jest nie widziałem, czy sugerować jej to wypić. I tak by pewnie mnie nie posłuchała. No i straciłem swój skalpel. Co miałem teraz robić? Poddać się i licząc, ze sama sobie pójdzie. Czułem od niej za dużą wrogość do naukowców i jakoś nie wierzyłem, że mnie zostawi w spokoju. Czyli co? Czasami najlepszą drogą obrony jest atak. Dlatego też, gdy skupiła się na odstawianiu fiolki, nagle spróbowałem się na nią rzucić. Wcześniej się cofnąłem pod ścianę, Marcelina ruszyła za mną, więc była między mną a łóżkiem. Starałem się więc w nią wpaść wykorzystując swoją masę i jej zaskoczenie, a jeśli mi się to udało, to próbowałem ją powalić na łóżko i chwytając kajdanki, które tam zostały ponownie zatrzasnąć je na jej rękach, czy raczej przednich łapach. Jeśli mi się udało, to starałem się ją przycisnąć do łóżka, naciskając jej na klatkę piersiową, aby uniemożliwić jej podniesienie głowy i zaciśniecie ostrych zębów na mnie. Tak, jej kły stanowczo nie wyglądały zachęcająco.


TBD
avatar





Mengele
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Joseph Mengele


Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Marcelina on 1/4/2015, 22:19
- Tylko porozmawiać... - powtórzyła, wzdychając ciężko. - Co jest? Gdzie twoja pewność siebie? - zapytała, kładąc dłonie na biodra. Tchórz.
Chyba trochę przesadziła z tym oskarżeniem - w chwili, gdy odkładała tajemniczą, mini-fiolkę (w pewnej chwili chciała jej skosztować - kto wie, może to esencja z kamienia filozoficznego?) wyczuła jego szybki ruch. Zwinnym ruchem chciała wywinąć się z jego objęć, niestety, obrała zły kierunek. Zdążył chwycić ją za lewy nadgarstek i pociągnąć do siebie, a ona, ze wściekłym jazgotem wylądowała z powrotem na łóżku. Pech, dla niego, chciał, że ten prawdopodobnie poślizgnął się lub Marcelina zbyt szarpała się na wszystkie strony - upadł na nią, dodatkowo przyciskając ją. Nie był wcale taki lekki, na jakiego wyglądał. Miała wrażenie, że przygniotła ją szafa! - Kur... zejdź ze mnie! - krzyknęła, odpychając się - zejdź, uduszę się! - dodała, rzucając się i drapiąc na wszystkie strony, tnąc pazurami powietrze i zahaczając kilka razy o jego ubranie a także twarz. Szarpała się dzielnie, chcąc uniknąć ponownego kontaktu z kajdankami. Niestety, nie udało jej się to - mężczyzna zdążył spiąć jej jeden nadgarstek. Drugiego nie miała ochoty oddawać, ale i to po chwili mu się udało. Nie miała w naturze gryzienia, jednak teraz miała wielką ochotę zrobić "mały" wyjątek. Czuła się jak na seansie najgorszego filmu w jej życiu ever - pisiont twarzy geja. Nie, zaraz... chodziło o pięćdziesiąt twarzy Greya! Kajdanki były, brakowało tu pejczy, opasek na oczy i wewnętrznej bogini...
Wiedziała, że nie ma sensu dalej się wierzgać. Trzeba zachować sił! Zamiast tego spojrzała prosto w niebieskie oczy Mengele. Wydawały się być takie... zmęczone. Jakby pozbawione sensu... życia? Jej oko zrobiło się fioletowo-zielone. Gniew upadł, cała złość zgromadzona w tym małym ciele po prostu gdzieś się ulotniła.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Mengele on 1/4/2015, 22:54
Zignorowałem słowa Marceliny, woląc się skupić na wymyśleniu sposobu w jaki mogę sprawić, by ponownie była spętana, gotowa do eksperymentu. Po chwili plan był gotowy a ja rzuciłem się na nią. Bestia była zwinna i mimo wydawałoby się jej rozproszenia, ledwo byłem w stanie ją chwycić. Jakimś cudem udało mi się ją powalić na łóżko i przygnieść. Pozostały jeszcze kajdanki. Drapała wściekle na wszystkie strony, drąc mi ubranie i zostawiając krwiste ślady na twarzy, ale w końcu udało mi się ją skuć. Ciężko dysząc przyciskałem ją do łóżka, niesamowicie zadowolony i dumny z tego niespodziewanego sukcesu. Widziałem, że ta się uspokaja, mimo że przez chwilę wydawała się mieć zamiar dalej walczyć. To co teraz zrobić? Wziąłem drugą parę kajdanek, którą miała wcześniej na nogach, i ją przykułem za nadgarstek do łóżka. Miałem kiedyś psa, dopóki go nie zostawiłem w samochodzie na upale, co nie było w sumie niczym dziwnym u naukowców, skoro znajomy w ten sposób stracił dziecko. A rzeczy od psa? Gdzieś je jeszcze miałem. Zostawiłem Marcelinę by po chwili wrócić... z dużym, psim kagańcem. Powinien pasować... mniej więcej. Przygniotłem ją jakoś kolanami a następnie spróbowałem go jej wcisnąć na ten trochę wydłużony pysk (wygląda jak w awatarze?), uważając by mnie nie pogryzła. W końcu wcześniej groziła mi swoimi kłami. Dopasowałem jakoś poszczególne paski i w końcu założyłem kaganiec tak, że sprawiał wrażenie bycia stabilnym. Chyba nie powinien jej przeszkadzać w mówieniu.
- No to mam Cię ponownie. Chyba zapomniałaś wspomnieć... że jesteś wymordowanym. - zauważyłem
- Kim jesteś kocico? Co umiesz? - zażądałem odpowiedzi.
- Zacznijmy może od Twojej budowy anatomicznej. - zaproponowałem, po czym zacząłem z niej ściągać ubranie, przecinając jego poszczególne części nożykiem, jeśli się nie dało go inaczej ściągnąć bez rozkucia jej. Jedną dłonią trzymałem jej skute przednie łapy, a drugą wodziłem po jej ciele, chcąc wysondować, czy jego poszczególne części bardziej przypominają ludzką czy kocią budowę. Ze zdziwieniem zauważyłem, że to badanie sprawia mi przyjemność. Bardzo niezręczne uczucie, nie wiedziałem co o nim sądzić.
- Będziesz grzeczna czy masz zamiar się dalej awanturować? - spytałem się wprost.


TBD
avatar





Mengele
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Joseph Mengele


Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Marcelina on 1/4/2015, 23:46
Powiodła za nim wzrokiem, rozglądając się bezradnie po pomieszczeniu. Jakieś ostre narzędzie by się tu przydało... niestety, nie było jej dane leżeć w łóżku kowala, czy drwala, a w łóżku jakiegoś porąbanego naukowca... - Umiem to, co umie każdy kot i zarazem człowiek - odpowiedziała, a w jej głosie słychać było nutkę strachu i ekscytacji zarazem. Ciekawa, ciekawa ta istotka była, stety lub niestety. któremu chyba spodobał się przyszły obiekt badań i naszła go ochota na głębsze jej poznanie.
Budowy anatomicznej? Chodziło o jej ciało? - A co ta budowa ana... - zaczęła, ale zamilkła, gdy ten zaczął rozcinać jej ubranie. - CO TY, DO CHOLERY, WYPRAWIASZ? - zapytała bardzo spokojnie, wręcz nienaturalnie spokojnie, jednak bardzo podkreślając każde zdanie. Gdy ten zaczął wodzić swoją dłonią po jej ciele, poczuła się bardzo... dziwnie. Nie miała z takimi sprawami nigdy do czynienia. Gdy jego palce przejechały po okolicy żeber, po jej ciele przeszedł dreszcz - nie chciała tego, ale to uczucie sprawiało lekką przyjemność. Jednak ta przyjemność ginęła gdzieś w silniejszych reakcjach - w strachu, w zdziwieniu trochę w wstydzie. Była lekko zażenowana, w dodatku należała do bardzo delikatnych stworzeń, każdy taki dotyk powodował... - to łaskocze! - krzyknęła, wybuchając nieposkromionym chichotem, starając się odsunąć ciało od jego dłoni. - weź, przestań... - dodała, próbując okładać go... ogonem. Milusi, puchaty ogonek przejechał mu kilka razy po twarzy, co pewnie wywoła u niego atak serii kichnięć.
W dodatku ten cholerny kaganiec. On jest nienormalny! To psy dostają kagańce, nie koty. A że ona nienawidziła psów, w czasie zakładania kagańca, syczała przenikliwie, broniąc się przed nim dzielnie. Niestety, mogła jedynie kręcić głową na wszystkie strony, a i to na długo nie pomoże. Prawie zemdliło ją, gdy poczuła zapach psa. To było dla niej prawdziwe upokorzenie. W duchu obiecała sobie, że zemści się na tym skurwysynie. Już niedlugo.


Ostatnio zmieniony przez Marcelina dnia 2/4/2015, 13:20, w całości zmieniany 2 razy



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Mengele on 2/4/2015, 00:20
Popatrzyłem się na nią jadowicie, gdy odmówiła zdradzenia swoich umiejętności.
- Na przykład załatwiać się do kuwety? - zauważyłem złośliwie - I to niby same Ci poprzednio kajdanki opadły? A mi sam z ręki wypadł skalpel? - drążyłem dalej temat, nie dając za wygraną.

Nie przejąłem się jej krzykiem.
- Sprawdzam Twoją budowę anatomiczną. Nie martw się - robiłem to dziesiątki razy... i to akurat nie boli i nie można od tego umrzeć. - powiedziałem całkiem szczerze. Na dziesiątki czy setki obiektów, od tej części nikt nie zszedł. Oczywiście niektórzy ginęli, ale raczej na innym etapie.

Zignorowałem jej infantylną uwagę o łaskotaniu, nie przerywając oględzin, chociaż sprawiało mi to coraz większą przyjemność. Gdy zaczęła mnie okładać ogonem, zignorowałem go, ale gdy zaczęła mi nim przejeżdżać po twarzy to w końcu nie wytrzymałem.
- Zabierz ten ogon, bo Ci go amputuję, przywiążę lub potraktuję środkiem zwiotczającym. - ostrzegłem ją, nie przerywając oględzin, które jak zauważyłem, zaczynały mi się podobać.
- Jesteś zdrowa? Nie masz pcheł, pasożytów, czy co tam koty mają? - upewniłem się. Może najpierw powinienem jej zrobić badanie krwi? W sumie nie byłem pewien. Bezwolnie ręka mi poszła na jej łeb, głaskając go, a następnie przejeżdżając po jej trójkątnych uszach. Przypomniało mi się, że niektórzy naukowcy podobno wykorzystywali swoje obiekty aby sobie ulżyć ale ja nigdy nie dopuszczałem się takich czynów. No ale zawsze byłem w laboratorium, pod czujnym okiem kamer. Aż do teraz. Tutaj nikt mnie nie kontrolował. A gdyby tak?

- Nie utrudniaj, to standardowe badania. - skłamałem, po czym chwyciłem w lewą dłoń jej skute przednie kończyny, aby się nie zasłaniała, po czym prawą ręką zacząłem uciskać jej piersi, które przypominały bardziej ludzkie (tak jest w awatarze?).
- Teraz jesteś moim Obiektem i mogę z Tobą zrobić co chcę. - przypomniałem jej, nie przerywając tych pieszczot. Wiedziałem, że to co robię jest wątpliwe etycznie i moralnie, ale jakoś przestawało mi to powoli przeszkadzać.


TBD
avatar





Mengele
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Joseph Mengele


Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Marcelina on 2/4/2015, 13:18
W tej chwili zrobiłaby wspaniały facepalm. Niestety, miała związane ręce. - Naukowiec, a taki głupi - powiedziała, prychając. Na żarty mu się teraz zebrało? - kot a zarazem człowiek. Koty to również stworzenia dość inteligentne... coś nie tak z dedukcją? - nie chciało jej się tłumaczyć tego, co miała na myśli. Chodziło jej o zaawansowane myślenie i rozwiązywanie prostych równań, co było domeną człowieka i o umiejętności motoryczne godne prawdziwego kota.  
Na jego uspokajanie odnośnie badań anatomicznych ciała jedynie odburknęła niewyraźnie. Jednak na groźby, kierowane w stronę jego ogona, nie mogła pozostać obojętna! - tylko spróbuj. - powiedziała, mając nadzieję, że ten zorientuje się, że nie jest ona zwykłą wymordowaną i potrafi nabroić znacznie więcej... - Mam GLIZDY. - powiedziała, ledwo powstrzymując się od kolejnego napadu śmiechu - i tasiemca, którego nazwałam Bożydar. - dodała, zagryzając wargi i próbując się nie zdemaskować - mam też mnóstwo wesz mieszkających w moich dredach. - tym razem nie mogła się powstrzymać i parsknęła śmiechem. Odsunęła głowę od jego dłoni, która znalazla się na jej czole. Gdy dotknął jej uszów, odruchowo zastrzygła nimi, odganiając tym samym delikwenta. Temu wszystkiemu towarzyszył groźny pomruk z jej gardła.
- TO nazywasz standardowym badaniem?! - zapytała, czując, jak jego ręka kieruje się w stronę jej piersi. Nie szczególnie się tym przejęła... była deską. To tak jakby ściskał klatkę piersiową trochę otyłego mężczyzny. Mimo wszystko czuła spory dyskomfort. Nie rajcowały ją  takie zabawy w obmacywanki z prawie obcym facetem, w dodatku będący blisko powiązany z organizacją s.spec.
Po jego oznajmieniu o byciu czyimś obiektem spojrzała na niego krzywo. - Nie. - syknęła przez kaganiec, czując, jak jego skórzane paski coraz nieprzyjemniej wrzynają się w skórę - nie jestem i nigdy nie będę - uniosła lewą nogę i próbowała odeprzeć nią jego cielsko. Wiele zdziałać nie mogła, z racji tego, że był o wiele cięższy od niej, a ona sama - bardzo słaba fizycznie. Bardzo przydały się jej za to same pazury u stóp, które zaczęły boleśnie wbijać się w jego brzuch, naznaczając jego koszulę pojedynczymi, długimi dziurami. Chwilę potem postanowiła pomóc sobie drugą nogą, zasadzając przeciwnikowi solidnego kopa w klatkę piersiową. Ostrzegałam. Czas ulgi minął. Jej oko ponownie przybrało czerwony kolor, ostrzegając tym samym mężczyznę. - Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Tego się trzymajmy.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Mengele on 2/4/2015, 21:39
Zignorowałem jej złośliwą uwagę. Zresztą jej słowa mnie nie bardzo zdziwiły. Miała prawo być wściekła. Prawie udało się się uciec. Prawie. A teraz znowu była w sytuacji początkowej. W sumie to ja raczej powinienem się hamować z radością a raczej zachować zimny profesjonalizm. Ale ta sytuacja mnie tak cieszyła, że ciężko było mi się powstrzymać. Własny obiekt do badań. Czy może być coś lepszego? No dobrze: dwa obiekty do badań są pewnie lepsze niż jeden... ale jeden to już coś, co pozwoli znacząco przyspieszyć eksperymenty, które właśnie przeprowadzałem. Więc cóż, taka była prawda, że moja radość była całkowicie uzasadniona.

- Jest normalnym, że się ma tendencję do oceniania innych swoją miarą. Jeśli uważasz, że koty są dość inteligentne i jesteś dumna, że masz inteligencję do nich zbliżoną... to muszę Cię zasmucić. Dużo im brakuje do ludzi, jeśli chodzi o szeroko rozumianą inteligencję, czyli myślenie twórcze, analityczne, abstrakcyjne. - zrobiłem jej przyspieszony wykład z inteligencji zwierząt.

- Oj, taka wrażliwa na punkcie ogonka? - spytałem z uśmiechem. Z jakiegoś powodu mnie to bawiło. Mniej mi się spodobało straszenie glizdami. Ale gdy dodała kolejne pasożyty a na końcu buchnęła śmiechem, to zrozumiałem, że ta żartuje.
- Bardzo śmieszne. - powiedziałem zimnym głosem zły, że się ze mnie żartuje. Oj, wkrótce odechce jej się kawałów! - uznałem. Ale po chwili zapomniałem o złości, gdy zacząłem ją głaskać. Z jakiś powodów coraz bardziej mi się to podobało.
- Tak, tak, standardowe badanie. Jestem naukowcem, więc wiem, co to jest standardowe badanie! - udałem urażonego. Miałem nadzieję, że powołanie się na swoje stanowisko i doświadczenie spowoduje, że mi ona uwierzy. W końcu kim ona była? Tylko jakimś kotem! Zaśmiałem się, gdy Marcelina zaczęła rozpaczliwie protestować.
- Zaprzeczenia nic Ci nie da. Po fazie negacji przyjdzie faza akceptacji. W końcu zrozumiesz, że nie ma przed S.SPECSem ucieczki i się pogodzisz, że swoim losem. - zapowiedziałem jej. Niestety nim zdążyłem coś więcej jej zrobić, zostałem kopniakiem odepchnięty od niej, a pazury przebiły moją koszulę, docierając do brzucha. Jęknąłem, ale... ale z jakiś powodów mnie to nawet bawiło.
- Mrrru kotku. Lubisz takie zabawy? - spytałem z uśmiechem, po czym ponownie się na nią rzuciłem, starając się ominąć ewentualne kopniaki lub zepchnąć je na bok. Próbowałem ją ponownie wywrócić na łóżko, a jeśli mi się to udało, to starałem się zastosować przygotowane wcześniej pasy do przypięcia jej nóg (czy raczej tylnych łap?) do łóżka. Ręce (czy raczej przednie łapy?) miała już skute razem jedną para kajdanek i drugą przyczepione do łóżka. Czyli jeśli wszystko poszło dobrze, to mogłem rozpocząć zabawę. Zawsze starałem się podchodzić serio do etyki zawodowej... ale raz mogłem sobie pozwolić na drobny wyjątek. W końcu pracowałem jakieś 360 dni w roku, to jeśli się zabawię? To chyba nic się nie stanie?


TBD
avatar





Mengele
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Joseph Mengele


Powrót do góry Go down


Re: Mieszkanie Mengeli

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Powrót do góry

- Similar topics