Strona 4 z 12 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 14/8/2016, 17:01
Lunalith, swym zwyczajem, zatraciła się w muzyce własnego instrumentu do tego stopnia, że całkiem pominęła fakt zbliżającego się człowieka (oraz wydarzeń z nim związanych jakie miały miejsce kawałek dalej wśród piasku). Nuty wydobywające się z fletu stopniowo zbliżały się do końca utworu żałobnego, co nie tyle co ją wzruszyło, ale napawało melancholią i nostalgią wspomnień. Wspominała inne anioły, których już od dawna nie spotkała oraz tych których spotkać już w stanie nie będzie. Przypominała sobie dzień zstąpienia na ziemię i utworzenia Edenu. Widziała twarze ludzi którym pomogła lub pomóc w stanie nie była. A wszystkie te wspomnienia zakopała i pożegnała, oczyszczając z nich serce poprzez pociągłe tony melodii.
Jej trans przerwał dopiero dźwięk zniekształcający spokojną muzykę fletu, jakim był głos celującego w nią mężczyzny. Nie wiedziała kim jest, ani dlaczego zachowuje się tak jak się zachowuje, ale czuła, że nie zagraża jej. Z resztą wskazywało też na to jego zachowanie... Dziewczyna wstając na mur i oddalając od twarzy instrument przechyliła w jego stronę głowę ukazując różowe tęczówki wielkich oczu - obrażonych i zasmuconych w jednym. Trzymając metaliczną rurkę w obu dłoniach przed sobą, niczym tancerka laskę, najpierw ziewnęła, mrużąc przy tym powieki, a potem rzekła do jedynej żywej duszy w zasięgu jej zmysłów:
- Wydaje mi się, że w piekle nie chcieliby mnie... Ale nie lubię tego kaleczącego uszy dźwięku twojego instrumentu amuzycznego... Swoją drogą... PRZERWAŁEŚ MI MUZYKĘ~... - dodała na końcu wyjątkowo obrażonym głosem Anielica i całym ciałem odwróciła się w stronę rozmówcy. Podrzuciła przy tym flet delikatnie i złapała go w jedną dłoń tak, by przylegał na długość do jej ręki - To wcale nie tak, że chcę, ale wypada się przedstawić, gdy już się zagaduje obcą dziewczynę na ulicy - dopowiedziała z uśmiechem, wskazując otwartą dłonią na Sleia.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Sleipnir on 15/8/2016, 17:11
Uśmiechnął się lekko do samego siebie na myśl o sytuacjach, które tylko on pamięta.
- Oj uwierz, tam na dole pierzastych przyjmują jeszcze chętniej niż zwykłych - Pewność w jego głosie była nienaturalna, jakby miał okazję widzieć to na własne oczy.
Wysłuchał na spokojnie reszty jej kwestii i zdjął palec ze spustu aby przypadkowo nie oddać strzału w rozmówczynię.
- Ten "instrument" może nie brzmi tak dobrze jak twój, za to jest praktyczniejszy. A co do przerwania twojego koncertu, ciesz się, że zrobiłem to ja, a nie kula któregoś z mieszkańców tego terenu.
Obserwował ruch jej rąk kiedy zgrabnie przerzuciła flet i poczuł swędzenie w nosie. Tym razem jednak obyło się bez kichnięcia, ale wiedział co to zwiastuje.
Przez krótką chwilę miał dylemat czy dalej celować w anielicę, ale w końcu odpuścił, gdyby miała złe zamiary to już próbowałaby skorzystać z osłabienia czujności Łowcy. Przewiesił swoją strzelbę przez plecy i oparł luźną dłoń na rękojeści ostrza głodu, zawsze to zabezpieczenie przed nagłym atakiem.
- To zbyt duży komplement, aby nazwać nasze obecne położenie ulicą i jeśli spodziewa się panienka takiej kultury po kimkolwiek zamieszkującym na Desperacji to niestety nie wróżę zadowalających wyników.
Po tych słowach mimo wszystko przywitał ją tradycyjnym powitaniem dam, który przyuważył w Anglii dziesięciolecia temu, czyli pocałowaniem w dłoń.
W tym momencie jednak jego wzrok zjechał z twarzy Lunalith na okoliczne piętro zdezelowanego budynku.
- Pani muzyka jak widać przyciąga pierwsze rzesze fanów, polecam się zbierać.
Bezceremonialnie obrócił się w stronę motocykla i żwawym krokiem ruszył w jego stronę, ponownie chwytając za odbezpieczoną strzelbę.
Już po chwili siedział na maszynie i obrócił ją w stronę drogi, po czym odpalił z potężnym rykiem silnika.
Nie próbował przekrzyczeć maszyny, po prostu machnął sugestywnie w stronę anielicy i wskazał jej na siedzenie za nim oraz kask.


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 15/8/2016, 19:41
Luna słuchając, coraz to ciekawszych, odpowiedzi mężczyzny uśmiechała się niezauważalnie. Pierwsze wrażenie zrobiła w stu procentach takie, jak zawsze, a co za tym idzie - znała już grunt pod stopami w relacji z rozmówcą. "Jak taka niewinna osóbka jak ja, pozbawiona wszelkich złych celów i usposobień, a w dodatku anioł, może dać sobie radę na Desperacji? Przecież naiwne dziecinki giną tu jako pierwsze, stając się pożywką dla Wymarłych i bestii innego kalibru... Boże drogi, dlaczego wszyscy tutejsi harcownicy myślą tak samo? Z resztą to nieistotne - pierwszy cel już osiągnęłam" - myślała Uskrzydlona podczas wywodu mężczyzny odnośnie kultury tutejszej ludności. Przywitanie jakim została obdarzona przypominało jej kulturę wyżej postawionych w hierarchii Zastępów Niebieskich oraz Aniołów Pierwotnych, więc tak jak w przypadku spotkania z nimi, tak i teraz w odpowiedzi wykonała typowe dygnięcie z uchyleniem bocznym głowy.
- Mów mi Lunalith, bądź Luna - brzmi to znacznie lepiej niż "panienka" czy "pani" - powiedziała z lekkim przekąsem, uświadamiając sobie różnicę znaczeniową między określeniem panna i pani - W zasadzie tutejsi mieszkańcy są bardzo zróżnicowani, a ci z którymi miałam okazję rozmawiać w ostatnim czasie zachowywali bardzo wysokie standardy kultury osobistej... Powiedziałabym wręcz, że wielu Wymarłych zachowuje się bardziej przyzwoicie niż Odrodzeni... Hmm~... Ale w sumie to raczej względne podejście do sytuacji, bo w Pana mniemaniu ja mogę zachowywać się teraz bardzo niekulturalnie, pomimo zachowywania wszelkich przyjętych w moich środowiskach norm - mówiła z zamyśloną, acz wesołą mimiką, całkowicie ignorując spojrzenie w stronę ruin budynku piętrowego.
Dopiero po usłyszeniu uwagi o umuzycznionej widowni luna rozejrzała się, by zaraz potem przyśpieszonym krokiem dotrzeć do pojazdu survivalisty. Nie potrzebowała zachęty by wsiąść na metalicznego rumaka. Często widziała takie przejeżdżające w okolicach miasta czy granic Edenu, ale nigdy nie miała okazji przejechać się tym ustrojstwem... Ulokowała flet gdzieś pod ubraniem (nie napełniajmy forum tematykami erotycznymi, to jest - opisu jak to zrobiła nie będzie) i "przytuliła" się do kierowcy, szepcząc przy tym niezwykle cicho: Odsłoniłeś się, więc cię zasłonię chwilowo.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Sleipnir on 16/8/2016, 16:04
Ryk silnika i obsypanie żwirem pobliskiej ściany dawało do zrozumienia, że ciężko będzie ich już dogonić. Maszyna mimo wszystko miała cholernie dużą moc, tak więc po chwili mknęła po Desperacji mając ponad setkę na liczniku.
Słowa Luny uleciały razem z wiatrem w dal, nie miały szans z przebiciem się przez maszynę więc Slei po prostu jechał jak gdyby nigdy nic.
Okoliczne tereny prezentowały się nad wyraz malowniczo. Góry piachu wyglądały bezpiecznie i naturalnie, jakby pod nimi wcale nie drążyły tuneli pustynne robale, słońce przyjemnie przypiekało kark, a dosyć wyjeżdżona już droga po bardziej skalnym terenie miała wyjątkowo mało wybojów.
Nie próbował nawiązać konwersacji, nie miałoby to sensu w kaskach i na motorze, plus wolał zachować czujność. Nie raz i nie dwa zdarzyło mu się spotkać tutaj okazy fauny, które nie były zbyt pozytywnie nastawione do wędrowców. Bardziej był zaciekawione ich wnętrznościami, ale to już zależało od ich gustu, niektóre po prostu lubiły zabijać dla samego zabijania.
Jednak nie przeszkadzało to osobom, które wybrały się w drogę, ci którzy widzieli za dużo niebezpieczeństw czyhających na nich na Desperacji, po prostu na nią nie wyruszali. Mądrze z ich strony, najgłupszą rzeczą byłoby wyruszyć na nią kiedy nie jest się przygotowanym na wszystko i nie jest się zaprawionym w boju. Dlatego też mimo tego jakie podejście zaprezentował wobec Lunalith, wiedział, że lepiej mieć się na baczności, bo to właśnie ci budzący zaufanie byli najgorsi.
Mimo to czuł ciepło płynące z jej ciała kiedy obejmowała go w pasie swoimi drobnymi rękami a zapach Edenu przypominał mu dawne czasy.
Do Przyszłości zatem, w myślach obrał cel.

[z/t] przeniesienie tutaj.


avatar





Sleipnir
Zastępca
GODNOŚĆ :
Marcus Sleipnir


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 16/8/2016, 19:32
Lunalith była bardzo zaciekawiona i pozytywnie nastawiona do jazdy motorem do czasu, gdy Sleipnir uruchomił silnik, a hałaśliwy warkot dotarł do jej uszu. Ciepły uśmieszek dzieciaka widzącego nadlatujący lizak ustąpiła miejsca strachu i bolesnemu grymasowi.
Muzykalność połączona z bardzo wyostrzonym słuchem zapewniają razem przydatne uwydatnienie zmysłów, które jednak jest przy okazji wadą. Każdy huk, hałas, ostry warkot czy wybuch powodują strach, ból i dezorientację - nie inaczej było w chwili startu. Anioł chwilowo poluźniła chwyt zastępujący pasy bezpieczeństwa i poczuła niemiłe pociągnięcie w tył, lecz instynkt samozachowawczy zmusił ją do silniejszego przytulenia kierowcy pojazdu.
"Chyba wolałabym lecieć o własnych siłach... Ten dźwięk jest przeraźliwie niemiły. Chociaż są też plusy... Nigdy nikogo nie przytulałam~! Całkiem to miłe... Teraz już rozumiem co w tym widzieli ci wszyscy ludzie, hmm..."
Po pewnym czasie takiej jazdy uszy Luny przyzwyczaiły się do huku. Nadal czuła spowodowany nim dyskomfort, a jej usta lekko ścierpły od zagryzania dolnej wargi, lecz była już w stanie swobodnie rozglądać się po okolicach "ścieżki".

z/t tu





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 24/9/2016, 17:49
Z każdym dniem wiedziała coraz więcej.
Była naprawdę wdzięczna Grimie i Hayato za całą wiedzę, jaką chcieli jej przekazać - a temu drugiemu nawet za to, że spędzili nieco trochę czasu i odpoczęli. Choć wciąż bała się wilków, jakie towarzyszy rudzielcowi, uważała, że były nawet całkiem urocze. I wierne swojemu nieco bardziej ludzkiemu towarzyszowi. Zazdrościła mu. Ona... Czuła się nieco samotna na tych piaskach. Może nie była typem pełnego imprezowicza w mieście, jednak uwielbiała kontakt z miastowymi. Rozmarzyła się. To były piękne czasy. Szkoła, znajomi, wspólne wyjścia na herbatę do pobliskich kawiarenek, ciepłe pomieszczenie i książka w dłoni...
To była przeszłość. Przeszłość, którą jej brutalnie zabrano.
Ale kto tak naprawdę zawinił? Władza? Rebelianci? Która strona miała rację? Dlaczego jej rodzina zdecydowała się na taki krok? Czy naprawdę musiała uciekać spod bezpiecznego klosza M-3, aby ratować swoje życie? Chciała poznać odpowiedź na to pytanie, ale nikt nie kwapił się, aby jej odpowiedzieć. Była sama, zdana całkowicie na siebie na pustyni, która nie miała litości. Z jednej strony była bardzo intrygująca i posiadała swoje uroki, które sprawiały, że Aiko dłużej utrzymywała w sobie jakąś wiarę, ale z drugiej - to, co się tutaj wyprawiało, niszczyło jej delikatne serce.
Musisz być silna, dziewczyno. To jest teraz Twoje życie. Zaufaj swojej rodzinie i idź dalej.
Mimo iż się wyspała, to nadal czuła się okropnie. Miała wrażenie, jakby jej słuch nieco się pogorszył, ciało nie reagowało na jej polecenia tak, jak powinno. Czyżby nadal była zmęczona? Nie miała bladego pojęcia. Nie powstrzymało jej to jednak przed ruszeniem dalej.
Tak zawędrowała do ruin. Może tutaj krążyła jakaś dobra dusza?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Liselotte on 27/9/2016, 23:36
Przygoda z młodym konikiem rozmiarów słoniątka mimo początkowej grozy rozbawiła ją nieco. Mogła mieć jak najbardziej słuszne podejrzenie, że wcześniej wystraszyła się dorosłego osobnika i całe szczęście, że zwierzaki nie wykazały wrogich zamiarów. Nawet bez żadnej wrogości sprawa zakończyła się dla anielicy kilkoma siniakami i doskwierającym obecnie bólem nogi przy każdym kroku. Nie były to jednak obrażenia na tyle duże, by nie mogła iść dalej, a więc też nie zrażała się dalszą drogą.
Po niedługim czasie udało jej się wydostać z lasu. Nim wysuszone drzewa ustąpiły miejsca pustce minęło jeszcze kilkanaście minut, zaś gdy dotarła do opuszczonej wioski, słońce było już o wiele wyżej na nieboskłonie. Ciemnoszare chmury przerzedziły się nieco i teraz co jakiś czas przebijały przez nie najprawdziwsze promienie słońca. Musiała przyznać, że bardzo jej tego brakowało. Całe dnie spędzała albo w podziemiu, gdzie zamiast nieba był sufit, albo w mieście, którego sztuczne warunki były tylko odwzorowaniem prawdziwego piękna natury. To wszystko nie mogło się równać z prawdziwą przestrzenią świata.
Wkraczając między echo dawnych zabudowań znów wzmogła ostrożność, jako że szerszą widoczność ograniczały ruiny. W końcu to Desperacja, gdzie nawet niegdysiejszy kawałek ściany może znienacka próbować Cię zabić. Okolica wydawała się jednak pusta i cicha, może nawet zbyt cicha jak na taką porę. Liselotte przechadzała się resztkami uliczek dość spokojnie i dopiero pojawienie się żywej osoby za jednym z zakrętów przyprawiło ją o niemałe zaskoczenie. Zatrzymała się gwałtownie, spoglądając ze zdziwieniem na wyższego od siebie mężczyznę.
- O. Nie spodziewałam się spotkać tu kogoś - stwierdziła cichym głosem, nie wiedzieć czemu tłumacząc się nieznajomemu. Mimo nieco dzikiego wyglądu, nie wzbudzał w dziewczynie lęku; po wielu latach nauczyła się już odpowiedniego dystansu, ale też i odrobiny zaufania do mieszkańców Desperacji.


Ostatnio zmieniony przez Lilo dnia 11/10/2016, 01:07, w całości zmieniany 1 raz
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 11/10/2016, 00:09
Należał do czujnych istot. Zawsze z uwagą nasłuchiwał wszystkiego wokół, zawsze się rozglądał, korzystał ze wszystkich dostępnych zmysłów, lecz od jakiegoś czasu było coś nie tak. Szybko tracił koncentrację, czasem się potykał, zapominał co miał zamiar robić i dlaczego. Tak jak teraz - jego wilki udały się na polowanie, a on po chwili bytowania w jednym miejscu kompletnie o tym zapomniał i zaczął szwendać się po okolicy przekonany o tym, że się zgubił. Tylko gdzie znajdował się jego dom? W którym kierunku powinien iść? Nieprzyjemny niepokój jaki niosła za sobą niewiedza wzbierał w nim z każą chwilą sprawiając, że przebierał nogami coraz żwawiej. Poruszał się w swojej ludzkiej formie obleczony w umęczone czasem szmaty przypominające kilkuwarstwową pelerynę. Jego długie, rude włosy były puszczone luzem i układały się brudnymi pasmami na plecach.
Szedł tak sobie w zamyśleniu. Coś na niebie w pewnym momencie przykuło jego uwagę do tego stopnia, że nawet nie zauważył dziewczyny dopóki ta się do niego nie odezwała. Zaskoczyła go, lecz jej słowa sprawiły, że się tylko uśmiechną. Gdyby to był ktoś czyhający na jego życie to w tym momencie Hayato wydobywałby z siebie ostatnie tchnienie.
- O, to co nas łączy - powiedział, po czym przebiegł spojrzeniem po zrujnowanych chatkach - Mieszkasz tu może?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Liselotte on 11/10/2016, 23:51
Spokojnie przetoczyła wzrokiem po sylwetce nieznajomego, szczególnie zwracając uwagę na twarz. Wydawał się nie być dla anielicy zagrożeniem, oczywiście na tyle, na ile pozwalała powierzchowna ocena. Tak naprawdę na Desperacji nawet najmilszej osobie mógł wirus strzelić do głowy i przyjemna konwersacja kończyła się krwawą jatką. Uważać na siebie należało zawsze, ale w niektórych przypadkach można było nieco spuścić z tonu z tą ostrożnością.
- Nie, ani tu, ani nawet nigdzie blisko. Przechodzę tylko. A ty? - odbiła pytanie, uśmiechając się nieco. Gdyby chcieć być bardziej precyzyjnym, anielica nie mieszkała w pobliżu, w ogóle w innym miejscu i warunkach. M-3 nawet w podziemiu różniło się znacznie od warunków świata poza murami, nie mówiąc już o Edenie, z którego blondynka przecież pochodziła. Nie licząc nieba.
Przechyliła nieznacznie ciężar ciała na pięty, później na palce, później znów na pięty... nawet stojąc w miejscu nie była całkowicie bezczynna. Kiwała się lekko w przód i w tył, nie spuszczając wzroku z nieznajomego. Skrzyżowanymi rękami objęła się w pasie, zaciskając lekko dłonie w pięści dla zatrzymania ciepła w palcach. Zbyt długi bezruch sprawiał, że coraz bardziej dawał się odczuć panujący wokół chłód. To już nie była pełnia lata, kiedy paradowało się w krótkich spodenkach i sandałkach, ale wielkimi krokami nadchodziła zima. A ta w Desperacji nie oszczędzała nikogo, nawet tych, którzy wydawaliby się świetnie przygotowani na każde warunki.
- Idziesz w jakieś konkretne miejsce? - zapytała po niedługim czasie, bardziej z ciekawości niż z jakiegokolwiek innego powodu. Sama przemieszczała się bez skonkretyzowanego celu, oczywiście nie licząc celu nadrzędnego: przeżyć. Byłoby więc o wiele ciekawiej dowiedzieć się, co planuje ot, taki przypadkowo napotkany osobnik.

Nie wiem, co się stało temu postowi. Gomen.
avatar





Liselotte
Anioł
GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Hibiki on 19/10/2016, 23:15
Hej pysie, tu MG!


Gdzieś wcale nie tak daleko, sądząc po natężeniu nagle urwanego głosu, zawszeszczała jakaś osoba. Odgłos był na tyle złowrogi, że aż wydawał się nierealny - a jednak był tam, przez chwilę nieznośnie drażniąc uszy i wywołując gęsią skórkę. Zamilkł chyba szybciej niż się pojawił, pozostawiając po sobie nieprzyjemne wspomnienie. Zaraz jednak do waszych nosów dotarła woń palonego ciała i włosów, obrzydliwa, odstraszająca. Gdzieś ponad starymi, zapadającymi się dachami, w kierunku porzuconych pól, pojawił się blask ognia i smuga dymu.




Despite the lies that you're making
Your love is mine for the taking
My love is just waiting
To turn your tears to roses

I will be the one that's gonna hold you
I will be the one that you run to
My love is a burning, consuming fire
avatar





Hibiki
Naukowiec     Android
GODNOŚĆ :
06-VVE, Hibiki Nakashima


Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Gość on 21/10/2016, 04:02
No właśnie, dobre pytanie - mieszkałem tu? Uniosłem brwi i powiodłem wzrokiem po okolicy, jakbym pierwszy raz to robił. Mieszkałem tu? Mogłem tu mieszkać? Przekręciłem głowę i ująłem podróbek w palce lewej dłoni. Przeniosłem podejrzliwe spojrzenie na stojące przede mną dziecko. Pomyślałem dziecko bo oczy poopowiadały mi, że wygląda młodo, a ja sam czułem się przynajmniej dwa razy starzy. Nachmurzyłem się. To ile ja miałem lat...?
- Hmm... - mruknąłem, zdając sobie sprawę, że ta dziewczyna mnie o coś pytała. TO znów się stało. Starałem się skupić. Chyba o to czy tu mieszkam? Tak mi się wydaje - nie jestem pewien. Chyba nie...? - cmoknąłem powietrze odpowiadając jej dumająco - A ty tu mieszkasz? - Teraz ja się jej spytałem. Bo może tu mieszkała i mi pomoże stąd wyjść. Nie bardzo wiedziałem co jej odpowiedzieć na kolejne pytanie, bo czy miałem obrany kierunek podróży...?
- zgubiłem się - oświadczyłem odważnie, a potem przeniosłem ciężar głowy na drugą stronę - Więc chyba powinienem. - zauważyłem bo to tak brzmiało całkiem logicznie, lecz było to przypuszczenie. Nie znałem odpowiedzi. Poruszyłem uszami i się skrzywiłem. Mój ogon znieruchomiał pod materiałem szmacianej peleryny. Coś sprawiło, że postanowiłem dla własnego bezpieczeństwa odsunąć się o krok od nieznajomej i się rozejrzeć. Dostrzegłem snop dymu w oddali. Zaintrygował mnie. Rzuciłem dziewczynie stojącej przede mną podejrzliwe spojrzenie - Mieszkasz tu? - spytałem spoglądając to na nią to na snop dymu. Wówczas nie miałem pojęcia, że pytanie to zadaję już po raz trzeci.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Zrujnowana wioska.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 12 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry

- Similar topics