Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next   

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Sro Mar 09, 2016 11:44 pm
Z jakiegoś powodu krzywy uśmieszek zdobiący od pewnego czasu twarz Azazela przeszedł powoli w grymas niezadowolenia.
Zeszliście z niebios, aby ukorzyć się pod stopami ludzi, którzy wami tak naprawdę gardzą.
- Niewypowiedziane słowa nigdy nie dotarły do anioła. Nie rozumiał. Zachariel w swojej namiętnej miłości i pokorze nie rozumiał nawet najprostszych spraw.
Mógłby to zmienić… Mógłby go naprowadzić na odpowiednią ścieżkę. Bezwiednie palce Azazela powędrowały do przybrudzonych piór brata. Skoro chciał być tak bliski ludziom, nie powinien mieć nic przeciwko. Uzależniłby od Kościoła ten pięknie czysty umysł. Jak każdą słabą istotę, która miała to nieszczęście postawić nogę na progu jego lecznicy.
Smakował tą wizję, dopóki temat nie zszedł na jednostkę, o której próbował przez wieki zapomnieć.

- nie mów przy mnie, że On do nas nie wróci.

Oderwał wzrok od skrzydeł, przenosząc go na te zmęczone oczy. Po części współodczuwał cały ciężar jaki osiadł na ramionach anioła. Nie potrafił jednak go pojąć. Poświęcenie, empatia i wrażliwość na cierpienie ludzi pozostawała daleko poza obszarem jego umiejętności. Odebrał mu na chwilę notes pisząc jedno proste pytanie.
„Jesteś gotowy patrzeć na karę jaką poniosą ludzie, gdy tylko Ojciec wróci?”
Piekło nie musiało istnieć, skoro wszystkie demony bawiły się w najlepsze na tej zbeszczeszczanej ziemi.
Jedna rzecz zabolała mocniej niż cokolwiek, co dotychczas powiedział Ourell.
- Wolałbym zakończyć rozmowę.

Anioł poderwał się z krzesła jak oparzony, czując paskudny skurcz klatki piersiowej. Dosłowny „cios w samo serce”. Czego on oczekiwał?!
Przecież to było oczywiste, że taki anioł jak jego brat nie będzie próbował się nawet zniżyć do zrozumienia innego punktu widzenia. Nie słuchał go, zaślepiony własną słabością, którą nazywał wiarą.
Przez chwilę walczył sam ze sobą, próbując uspokoić oddech. Powinien po prostu opuścić lecznicę, zabrać psa na polowanie, zapalić i zupełnie nie przejmować się czy Ourell zejdzie z tego świata pod jego nieobecność.
A jednak coś nie pozwalało mu odstąpić od brata, którym pogardzał. Paskudna rzecz te całe uczucia.
Zbyt ludzka i niedoskonała.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Ourell on Czw Mar 10, 2016 11:31 pm
Ich stanowiska różniły się diametralnie. Przechodził już podobne rozmowy na równie ciężkie tematy, choć pierwszy raz uderzenie, tych niedobrych i niedoskonałych emocji, wywarło na niego tak mocny wpływ. Być może był za mało odporny na okrucieństwa, które go tak otaczają? Gdy coś go dogłębnie dotykało, może przestawał dawać sobie z tym radę? Wszak od razu był skory przerwać, gdy tylko kierunek ich konwersacji wznowił w jego głowie twarze wszystkich braci i sióstr, z którymi już nigdy nie będzie dane mu porozmawiać. Przynajmniej nie w tej skórze, w tym świecie. Za bardzo bolało?
Karę?
- Pan jest sprawiedliwy i wierzę w jego uczciwy osąd. – odparł bez krzty zawahania. Doskonale zdawał sobie sprawę jak idiotycznie musiało to brzmieć dla Azazela. Ten sam „sprawiedliwy i uczciwy” odciął mu język i pozbawił skrzydeł… ale Zachariel wierzył, że Bóg z pewnością nie robił tego bez żalu. W końcu był miłosierny. Ukaranie swojego dziecka było koniecznością, gdy postąpiło niesłusznie, jednak z pewnością nie było łatwe. Co prawda nawet Ourell byłby w stanie zanegować pewne kwestie, choć był osobą nadzwyczaj pobłażliwą. Nawet w stosunku do Azazela, którego w tej chwili miał jawną ochotę wyprosić lub najchętniej – i z większą dozą kultury - samemu wyjść.
- Skąd to poruszenie? – odparł spokojnie, zawieszając ciężkie spojrzenie na bracie. – Czy istnieje dla ciebie pojęcie „osoby ważnej” czy też liczysz się wyłącznie ty? – sarknął, przymrużając na moment oczy w tęsknocie za wszystkimi utraconymi twarzami. - Doceniam Twoją pomoc i to, że mogłem cię zobaczyć, ale ilekroć nie powtarzałbym tej formułki o wdzięczności, różnice pomiędzy nami skłaniają mnie do przerwania rozmowy. W końcu donikąd nie prowadzi, prawda? Sam mówiłeś, że cię nie przekonam, a jeżeli brak przekonywania miałby się równać zachowaniem lepszej opinii o tobie, zamilknę. Nie chcę się dowiadywać więcej.
Im mniej wiedział, tym czuł się mniej zobowiązany to podjęcia pewnych kroków, których wymagało od niego zgromadzenie. Wszyscy skrzydlaci z Edenu już w zawiści popędziliby po topory, ustawili go przed Sądem i skazali na Bóg wie jakie tortury. Zachariel nie popierał żadnej formy przemocy, nawet w odzewie za tak paskudne czyny, jakich dopuścił się brat.
- Nie mogę zataić przez braćmi żadnej prawdy, a nie chcę, żeby pewnego dnia spotkało cię więcej nieszczęść z naszych rąk. Skoro sytuacja maluje się w tak niekorzystnym świetle, po prostu nic mi nie mów.

_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 327
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Pią Mar 11, 2016 12:24 am
Posłał mu chłodne, wręcz karcące spojrzenie. Zupełnie jak gdyby się dogłębnie zawiódł na bracie. Ale czyż tak nie było?
Odpowiadał mu przecież uczciwie. Na każde, nawet najnudniejsze pytanie z serii „dlaczego jesteś taki zły?”. A Ourell’owi wciąż było zbyt mało.
Chciałby go nawrócić i nie pomyślał co byłoby dalej. Oni nigdy nie myśleli. Miałby wrócić do Edenu? Do domu? Przecież on go nie miał. Dokładnie od chwili, w której Ojciec go przepędził.
Anioły i ich boska krucjata.

Czy on nie widział co się działo dookoła? Żyli w świecie pełnym nienawiści, śmierci i bezprawia. Jakim cudem ludzkość miałaby uniknąć kary? Ojciec powróci i ześle potop? A może tym razem wykaże się większą kreatywnością?
„Od ponad tysiąca lat nikt nie kazał mi zamilknąć Zacharielu. To wręcz zabawne, że jesteś pierwszym, który tego żąda. Próbuję wierzyć, że jesteś w stanie przejrzeć na oczy i odkryć otaczający cię bezmiar rozpaczy i bólu. Wiem, że tak się jednak nie stanie. Zatem i ja proszę cię o ciszę. Przygotuję napar usypiający jeśli chcesz. Odpoczniesz, a gdy się obudzisz mnie tu już nie będzie. Nie oczekuję twojej wdzięczności, tak samo jak nie oczekuję miłosierdzia Ojca i miłości braci.”
Po chwili zdecydował się dopisać do wiadomości jeszcze jedno zdanie: „Każdy z braci, który nie brzydzi się mojej ułomności jest dla mnie ważny”.

Schował pióro do kieszeni, odwracając się od Zachariela i zostawiając mu w dłoniach swój notes.

Ciężko jest być potworem, którym straszy się małe aniołki, gdy te nie chcą pić kożucha z mleka. Ale przecież ktoś to musi robić.
Nastawił wodę w zniszczonym cynowym dzbanku, wyciągając z szafki fiolkę preparatu nasennego. Parę kropel, by pogrążyć zmęczonego anioła w słodkim śnie.
Gdy obudzi się rano będzie go pamiętał jak przez mgłę. Ale może to i lepiej?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Ourell on Wto Mar 15, 2016 8:41 pm
Oboje mieli inne spojrzenie na świat i choćby postanowili dyskutować o swoich stanowiskach przez resztę dnia, Zachariel był niemal całkowicie pewny, że skończyłoby się to na znacznym oziębieniu ich stosunków. Nie widział go od hoho! i jeszcze trochę. Nie chciał go traktować jak wroga, jednak im bardziej zapoznawał się z opiniami bezskrzydłego anioła, tym bardziej chylił się ku temu, że jest on dla niego nieprzyjacielem. Wszak zagrażał jego podopiecznym i osobom, które blondyn uważał za swoją rodzinę. Rozsądek nakazywał go tak nazywać… ale jak, skoro poza rozsądkiem rządziły też inne prawa?
Po raz ostatni wziął do ręki notes i kiwnął nieznacznie głową, z grobową miną przyglądając się wypisanym treściom. Przystał na drzemkę, wszak czuł się ogromnie zmęczony. Mimo odmiennych zdań w jakimś - może irracjonalnym? – odruchu ufał Azazelowi na tyle, by nie owiać wątpliwościami przygotowywany przez niego napar. Dobrze będzie zakończyć tę rozmowę i udać się na spoczynek. Choć żwawo angażował się w rozmowę i przetrwał wparowanie do pokoju inkwizytora, był bliski kwiczeniom z bólu. Rwało go, piekło, kuło… jeszcze tak niefortunnie, że przy najmniejszym ruchu.
Spojrzał na ostatnie zdanie i mimowolnie drgnął jeden z kącików ust do góry. Nie wiedział jaki stopień ważności miały te słowa i czy zadziałałyby, gdyby pewnego dnia to jego głowa została przygmocona do ziemi z cieniem zwisającego nad nim miecza inkwizytora. Nie potrafił odgonić od siebie myśli, że mimo wszystko i tak zostałby kolejnym trupem, na którego śmierć Azazel pozwoliłby w imię własnych racji. Wszystkie te czarne wizje mocno wpływały na nastrój blondyna, dogłębnie przypominając mu o tym, czym był smutek.
- Do zobaczenia, Azazelu. Liczę na ciebie. – odparł w akcie pożegnania, nie sugerując jakoby to spotkanie miałoby być ich ostatnim. Starał się skrzętnie ukryć targające nim emocje i zachować w miarę możliwości jak najbardziej neutralny stosunek. Taka słabość do „rodziny”…
Upił kilka łyków sennego naparu. Nie trwało to długo, nim powieki zsunęły mu się na oczy i pogrążyły w błogim, głębokim śnie. Oderwany od myśli, stresów, bólu… rzeczywistości… nareszcie miał chwilę, żeby odpocząć i zregenerować siły. Przynajmniej na tyle, by wyjść z kościelnym terenów. Podejrzewał, że nikt go stąd za rękę nie wyprowadzi, a wyleczony Jinx ze swoim podopiecznym opuszczą ów miejsce bez obejrzenia się za siebie. Nie miał do nich żadnego żalu, bo i nie wymagał od nikogo poufałości. Jednak tląca się gdzieś obawa przed mieczem Aoistów był czymś z goła naturalnym w jego położeniu.

_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 327
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Sro Mar 16, 2016 11:12 pm
„Do zobaczenia”.
Poczuł, że bratu nie uda się dopełnić tych słów. Będzie zbyt zajęty tymi swoimi ludźmi, aby kiedykolwiek nawet pomyśleć o nim. Może to i lepiej, że będzie go pamiętał niczym marę senną. Wyjątkowo okrutny w słowach i nieprzejednany koszmar.
Obserwował go jednak, aż do chwili, gdy powieki anioła opadły, a on sam oddał się w ramiona Orfeusza.

Śpij Zacharielu, śpij. Nic więcej nie mogę ci ofiarować. Zbyt głęboka i naiwna jest twa wiara, abyś mógł w pełni czerpać radość ze swego życia.
- Przemknęło mu przez myśl, kiedy po raz ostatni upewniał się co do stanu i jakości opatrunków. Zaleczy się, pewnie mają jakiś medyków tam u siebie, może oni zdołają go postawić z powrotem na nogi.

Lek. Powinien się zająć lekiem.
Krótki trzask harapa natychmiast przywołał do niego kundla. W jego to zresztą paszczy zniknęła mięsna papka.
Jak wielu żałosnych ludzi zabiłoby się o resztki spadające ci z pyska, co paskudo?- Przejechał niemalże pieszczotliwie po jednym z nielicznych pokrytych skórą i sierścią miejsc na łbie psa. Odpowiedziało mu jedynie martwe spojrzenie zaropiałych oczu.- Zapolujemy dziś w nocy. Ale najpierw ten cholerny dzieciak.
Uzupełnił fiolkę sporządzonym wywarem, starając się zrozumieć sens leczenia ludzi z naturalnego dla nich stanu otępiającej głupoty.
No trudno, aniołowie mieli różne hobby. Najwyraźniej jego brat postanowił zbawić cały świat. Musiał z tym żyć, nawet jeśli ten w końcu przestanie, po wpakowaniu się w jakieś paskudne bagno.

Nie śpieszył się specjalnie opuszczając lecznicę.
A nuż będzie już zbyt późno, żeby pomóc człowiekowi?
[z/t]



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Ourell on Pon Kwi 18, 2016 7:28 pm
Wedle planu brata, gdy Ourell otworzył niemrawo oczy, spotkanie z rudowłosym, upadłym aniołem pozostało ledwie mglistym wspomnieniem, którego prawdziwość oscylowała w granicach snu i jawy. Wiedział, że ktoś mu pomógł, jednak im dalej posuwało się odzyskiwanie przez niego świadomości po długim śnie, tym odleglejsze i mniej zrozumiałe wydawały się strzępki wspomnień z pamięci. Jedyne o czym teraz wiedział i pamiętał, to to, że piekielnie bolało go ramię, nadgarstek… i skrzydła.

{ ...}

Uprzejmość i gościnność Kościoła była pojęciem względnym i wyjątkowo zależnym od sytuacji i osoby, z którą w danym momencie rozmawiał. Pewna młoda kobieta raczyła go prześlicznym uśmiechem, by zaraz ustąpić miejsca zwykłemu wiernemu, którego los przyprowadził do lecznicy, każąc zmarszczyć z obrzydzeniem nos, na widok pięknych, śnieżnobiałych piór. Od tych miłych dowiedział się, że jego podopieczni otrzymali właściwą pomoc, a lekarstwo zdało swój egzamin, dając Jinx’owi oraz dziecku możliwość powrotu w swoje strony. Od tych mniej skorych do uśmiechu czy uprzejmości dostał cynk, że ledwie minie siedem dni, nim przeleży tu jeszcze chwilę, a poderżną mu gardło, a piórami przyozdobią kaplicę dla swego boga. Zachariel z należytą uprzejmością przystanął na żądania „odwiedzających” go ludzi starszych przekonań i w gościach pozostał pięć nocy, aż wreszcie poczuł, że był w stanie chodzić o własnych siłach. Zgarnąwszy wszystkie swoje rzeczy, poprosił odprowadzających go do wyjścia, by pozdrowili i podziękowali prorokini. Było ciężko, jednak nie zamierzał marnować więcej czasu na tkliwienie się nad swoim bólem nóg, ramion, czy mówiąc najogólniej całego ciała. Po prostu ruszył do siedziby.
Do domu.

{ z.t }

_________________

Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 327
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Nie Cze 12, 2016 8:19 pm
Lecznicę, gwarną jak zawsze, zostawił już za sobą, kierując się w stronę osłoniętych kotarami jaskiń trucicieli. Drogę przez kręte korytarze znał na pamięć, jak każdy kapłan, który skończył nowicjat. Większość rytuałów wymagała skomplikowanych substancji odurzających, możliwych do stworzenia jedynie w pracowni alchemicznej.
Tym razem jednak krokami mężczyzny nie kierował obowiązek religijny. Amos niósł kosz pełen świeżego jedzenie: wypiekanych na kamieniu placków ryżowych, zupy warzywnej, owoców i orzechów. Zbliżała się Noc Oczekiwania, wymuszając na zielarzach intensywną pracę przy produkcji większej niż zwykle ilości mleka makowego. Niektórzy z nich w żarliwości potrafili zapominać o potrzebach swojego ciała - na szczęście, mogli polegać na swoich braciach i siostrach w wierze, którzy o nich nie zapominali.

Kapłan odsunął kotarę, prowadzącą do jednej z grot i zajrzał do środka, sprawdzając, czy rezydująca w niej wymordowana trucicielka wciąż oddawała się pracy.
- Shiviette? - zapytał miękko w przestrzeń, podparłszy własnoręcznie wypleciony kosz o skalną ścianę tunelu.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Pon Cze 13, 2016 11:42 am
Kolejna, nie wiadomo już która, chwila mijała całkowicie absorbując skupienie Shiv. Nie baczyła na to, w pełni oddając się podjętemu zajęciu. Wszak nie mogła zawieść wszystkich wiernych, ale także i siebie samej, a przede wszystkim Tego, w imię którego właśnie pracowała. Czas uciekał, lecz nawet lekka presja nie wytrącała jej z równowagi. Miała dodatkową parę rąk, dzięki czemu wiedziała, że razem z pozostałymi Trucicielami zdążą się odpowiednio przygotować do obchodów nadchodzącego święta.
Tym oto sposobem doprowadziła swój organizm do ostateczności, przez co głośnym burczeniem, brzuch obwieszczał protest, co do dalszej pracy. Może i miał rację? Która to już…?
Rozkojarzony wzrok skupił się na odsuwającym się materiale przysłaniającym wejście, a w progu ukazał się Kapłan Kościoła. Kącik ust delikatnie uniósł się ku górze, gdy tylko dostrzegła trzymany przez niego koszyk. Znów miała idealną okazję przekonać się, że Pan jest niezaprzeczalnie dobry, w tym właśnie momencie przysyłając do niej towarzysza.
Przerwała wykonywaną czynność, skinęła lekko głową i wyszła zza stołu, przy którym przygotowywała mleko makowe.
- Witaj, Amosie. Co cię tutaj sprowadza? Czyżbyś potrzebował pomocy? – Zbadała go pobieżnie wzrokiem, lecz nic na to nie wskazywało. Mimo wszystko, należało w pierwszej kolejności myśleć o innych, toteż wolała się upewnić, czy z mężczyzną wszystko w porządku.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Wto Cze 14, 2016 6:30 pm
Potrząsnął przecząco głową, z uśmiechem schylając się podczas przechodzenia pod kotarą.
- Troska o ciebie, moja siostro - podszedł bliżej, szukając wzrokiem wolnego miejsca, które mógłby zawłaszczyć.
- Wielebna Suzume zauważyła, że nie stawiłaś się jeszcze na posiłek - dodał w ramach wyjaśnienia i ostrożnie postawił kosz przy lekko chybotliwym acz porządnym, przynajmniej jak na standardy Desperacji, stoliku. Zerknął na dziewczynę spojrzeniem pełnym ciepła.
- Przyniosłem ci zupę... - spod pokrywki, którą zakryta była prosta, gliniana miska, wciąż unosiła się para - ...i inne rzeczy. - Sprawnymi i szybkimi ruchami Amos rozłożył jedzenie na pustym skrawku blatu. Dopiero z bliska można było zauważyć blade, kręte wzory znaczące jego dłonie: najwyraźniej barwnik, którym ozdobił swoje ciało przed wczorajszym kazaniem, nie domył się jeszcze.
Skończywszy pracę, mężczyzna odstąpił i przez chwilę zapatrzył się w swoje dzieło - jakby podziwiał kompozycję lub sprawdzał, czy o niczym nie zapomniał. Przesunął dzban z lodowatą i czystą wodą źródlaną odrobinę w lewą stronę, po czym z satysfakcją kiwnął głową. Wszystko się zgadzało.
- Nie spodziewałem się, że już w drugim roku nasze brzoskwinie wydadzą owoce - zauważył z zamyśleniem, podnosząc jeden z owoców i wąchając jego różowawą skórkę. - Zaledwie parę gałęzi, ale czy mimo wszystko nie powinniśmy uznać tego za znak łaski naszego Pana? - Zbliżył się do Shiviette i delikatnie włożył słodki owoc w jej ręce, przez chwilę podtrzymując je w swoich dłoniach, po czym gestem zaprosił ją do jedzenia.


[fabuła zawieszona]



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Oleander on Sro Sie 02, 2017 12:41 am
Upał był okropny. Słońce wznosiło się wysoko na niebie, powietrze stało w miejscu. Dookoła próżno było szukać nawet uschniętego drzewa. A on mimo to szedł, nie czując już nóg, pchany do przodu tylko chęcią dotarcia do domu. Chociaż może nie tylko? Gdzieś z tyłu czuł narastające poczucie winy, drapało go swoimi małymi pazurkami tuż za uchem. Chciał stamtąd uciec, już nigdy więcej nie widzieć twarzy Lazarusa czy któregokolwiek z jego kumpli. Chciał wymazać zastygłą twarz Invidii z pamięci.
Góry rosły z każdą chwilą proporcjonalnie do suchości w jego gardle. Kiedy dotarł do stróżujących inkwizytorów nie odezwał się ani słowem. Od razu spłynął nieprzytomny na ziemię.

Obudził się dopiero leżąc na posłaniu, z twarzą skierowaną prosto w skalny sufit. Rozejrzał się ostrożnie, ledwo miał siłę by trzymać oczy otwarte. Wielka szmata z jednej strony, mały stolik, krzesełko, wielka szmata z drugiej. Dotarł do niego zapach różnych ziół i lekarstw oraz już ulatniająca się woń spirytusu. Leżał w lecznicy? Podjął próbę podniesienia się, sukces. Po części.
W środku nie było nikogo poza nim i młodą wierną, która ze znudzeniem przewracała kartki w małej, grubej książeczce. Widząc rozbudzonego Alexa szybko podniosła się z krzesełka, o mały włos go nie wywracając, oraz prawie rzuciła książką o stoliczek. Chyba się stresowała.
- Bracie Oleandrze! - skoczyła do jego łóżka jak poparzona, po czym zatrzymała się, jakby nie wiedząc co zrobić. - Jak się czujesz?
Chłopak niezbyt dyskretnie zmierzył ją wzrokiem, nie widział jej tu wcześniej. Czyżby nowa zbłąkana dusza? Wywrócił oczami i uśmiechnął się lekko. Głupie pytanie.
- Okropnie - poprawił się, gdy nagle złamania dały o sobie znać. Skrzywił się przez ułamek sekundy, a cień przerażenia przemknął przez twarz dziewczyny.
- Nie powinieneś się w ogóle ruszać. Jesteś osłabiony, odwodniony i cały połamany…
Oleander patrzył się na nią zmęczonym, ale i poirytowanym spojrzeniem. Widać było, że to ona bardziej przejmuje się jego stanem niż on sam. Machnął słabo zdrową ręką, nakazując jej przestać.
- Nic mi nie będzie, muszę tylko chwilę pole-
- Nie. Idę po uzdrowiciela.
Ton miała zabójczo poważny.
- Siostro… - nawet nie wiedział jak miała na imię, szybko pozbierał się z nagłej pauzy. - Już powiedziałem. Nie trzeba.
Ale ona chyba ogłuchła, przybierając nagle surowy wyraz twarzy. Nie pasował do jej młodej, okrągłej buzi.
- Nigdzie się stąd nie ruszasz.
I wybiegła z pomieszczenia.
Alexander westchnął, opierając się o ścianę za plecami. Przetarł w zrezygnowaniu zaspane oczy, chyba zaczęła go boleć głowa. Kim była ta dziewczyna? Którego uzdrowiciela mu przyślą? Dlaczego w tej komnacie nie było ani jednego kwiatu? Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi.

_________________


japoński #e18687 || francuski #af86e1 || omamy #eb88b9
> > v o i c e < <

(!!!) halucynacje słuchowe - doświadcza Oleander i telepaci
halucynacje wzrokowe i/lub somatyczne - doświadcza tylko Oleander (!!!)



Oleander
-----------
Diakon    Poziom E

avatar

Liczba postów : 185
GODNOŚĆ : Alexander Subercaseux.

Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Anais on Sro Sie 02, 2017 1:42 am
Spędziła w mieście zdecydowanie zbyt dużo czasu, tracąc go bezpowrotnie. Taki otrzymała rozkaz, chociaż szczerze mówiąc, nie wiedziała, czy powinna nazywać swoje zadanie rozkazem. Było to coś, czemu musiała być niezaprzeczalnie posłuszna, jednocześnie mając świadomość, że musi zrobić to z własnej chęci, bo wola starszych musi być jednocześnie jej wolą. Wiedziała, że odsunięcie jej od całego rozgardiaszu związanego ze szpitalem, wedle oficjalnych informacji przekazanych władzy, musiało wyjść z jej inicjatywy. Miała pozostać możliwie neutralną. Nie wchodzić w sprawy inne niż te łączące wyłącznie KNW i S.SPEC. Była tylko swoistym przekaźnikiem informacji, który musiał pozostać żywy i nie mógł narazić się na szwank.
Wróciła, gdy tylko dotarła do niej wiadomość o porażce. Nigdy nie czuła się bardziej bezradna, bardziej zagubiona i przyduszona, gdy nie mogła pokazać po sobie żadnej emocji. Gdyby ktoś zauważył, że przejmuje się sprawą Kościoła, mógłby oskarżyć ją o zbytnie spoufalenie z ludźmi. Możliwe, że wpadła z tego powodu w paranoję, stając się naprawdę przesadnie ostrożną, ale kto by nie był? Od lat grała rolę tej pustej, bez śladu emocji. Traktowano ją jak idealnego szpiega, bo sądzono, że jest do szpiku kości wierna władzy. W rzeczywistości była jedną z nitek, która na ostatnich włóknach próbowała się utrzymać, jednocześnie łącząc się z Miastem i Kościołem, bo takie było jej zadanie.
Na Górę Shi udało jej się dotrzeć dwa dni temu, gdzie znów spotkała się znów z gorzkim smakiem bezsilności. Na co były jej moce, jeśli nie mogła ich użyć przeciwko tym, którzy wyrządzili jej bliskim tyle cierpienia? Chcąc uspokoić skołatane serce, spędziła ten czas na gorliwej modlitwie z innymi wiernymi, odnajdując dzięki temu w sobie coraz to nowe pokłady cierpliwości, nadziei i wiary w to, że jeszcze dane będzie jej zobaczyć pewną różową czuprynę w szklarni.
Łaskawy Ao wysłuchał modlitw Anais.

Akurat szykowała ziółka trzeźwiące, gdy do pokoju jak burza wtargnęła wierna odpowiedzialna za czuwanie. Wysapała, że brat Oleander obudził się sam i właściwie nie dokończyła nawet zdania, bo Kapłanka rzuciła wszystko i wybiegła z pomieszczenia, byle jak najszybciej znaleźć się przy chłopaku. Gdy dotarła do lecznicy, na krótką chwilę przystanęła w drzwiach wejściowych, jakby nie mogąc uwierzyć, że ten lichy kwiatuszek się ocknął, po czym przystąpiła do jego łóżka od strony zdrowej ręki, łapiąc jego dłoń w uścisku i całując jej wierzch.
Masz złamane żebro i przedramię, bracie, dlatego nie pozwolę sobie na uścisk – odparła odrobinę drżącym głosem i uśmiechnęła się do niego, czując napływające do oczu łzy, które usilnie starała się zdusić, żeby nie wyjść na zbyt wrażliwą. Cóż, aktualnie była jedynym uzdrowicielem, który mógł zająć się tym nagłym przypadkiem i czuła się zaszczycona, jednocześnie dławiąc też uczucie bezradności wobec cierpienia, jakie jej chłopiec przeżyje podczas procesu leczenia za pomocą Świętego Ognia.

_________________






Anais
-----------
Kapłanka     Nawrócona

avatar

Liczba postów : 147
GODNOŚĆ : W mieście przedstawia się jako Chiaki Aina, wśród wiernych i na Desperacji jest znana jako Anais.

Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 6 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics