Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next   

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Czw Kwi 23, 2015 12:47 am
Jesteś najgorszym stróżem wśród aniołów głupcze, straszysz to biedne dziecko.
Wpatrywał się w spłoszoną Taihen zeszklonym wzrokiem. Chciał dobrze. Pragnął zapewnić o czystości swoich zamiarów, o wierze, którą przyniósł, ale dziecko nie rozumiało.
Nic dziwnego, ludzie mimo, że swego czasu uwielbieni przez Trójgłos i wywyższeni spośród jego dzieł, wyżej nawet niż aniołowie, nigdy nie dostąpili łaski kąpania się w jego blasku i chwale.
Bóg lękał się do nich przemówić, powiedzieć w jakim celu stworzył ich samych i wszystko co im oddał. Wszechmocny i wszechwiedzący, a bezradny wobec własnych dzieci, tchórz, który uciekł porzucając swój plac zabaw.
Sługa mógł odejść, podkulić ogon i zniknąć, odtrącony przez własną podopieczną, mógł, ale co zrobiłby dalej?
Przygryzł zębami wargi od środka, musiał zebrać myśli, zachował się jak szczeniak. Tak, istota starsza niż jakikolwiek atom tworzący cokolwiek znajdującego się w wszechświecie i poza nim, nie miała na tyle cierpliwości by wyjaśnić tej biednej, zaszczutej istocie o przerażonym wzroku, dlaczego tu jest.
Stałem tysiąc lat naprzeciw tronu stwórcy, wyczekiwałem odpowiedzi na pytanie , które mu zadałem gdy odchodził. Zapytałem dlaczego Was ludzi opuścił, przez tysiąc ziemskich lat nie było odzewu. Przemówił, cicho, jedynie kilka decybeli głośniej niż jej przepraszam. Wysunął dłoń by dotknąć choć jej ramienia, dać dziecku poczuć, że jest tu, podzielić się odrobiną ciepła.
Nie zrobił jednak tego. To byłoby niedobre, zbyt napastliwe. Podczas, gdy on tracił czas w Edenie, dziecko wyrosło i stało się kobietą, a tych, jako, że porzucił pozbawioną płci i ciała formę i został mężczyzną, nie wolno mu było dotykać bez pozwolenia.
Cofnął dłoń skruszony i ułożył ją na na pościeli, a tyle daleko, by nie naruszać jej przestrzeni osobistej.
Przełknął, gęstą i ciepłą ślinę, która zebrała się w ustach podczas mówienia i kontynuował.
Trwałem tam bez ruchu i celu, aż usłyszałem głos, a potem płacz, Twój pierwszy. I zszedłem pośród ludzi, do Ciebie, przepraszam.
Za moją opieszałość i za to, że nie czujesz się przy mnie bezpiecznie dziecko, wybacz.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Wto Kwi 28, 2015 12:21 pm
A łzy nadal nie przychodziły, tak samo jak odpowiednie słowa.
Wpatrywała się w niego zielonymi ślepiami, starając się pojąć, co takiego chciał jej przekazać. Rozmawiał z Bogiem? Nie uzyskał odpowiedzi? Zszedł na ziemię i ją przeprasza. Pokręciła jedynie głową, zastanawiając się cóż mogłaby teraz zrobić. Co on mógł zrobić by wszystko wyjaśnić. Bo na razie nie wyjaśnił nic.
Westchnęła, układając wygodniej policzek na poduszce.
- Za co przepraszasz?
Pamiętasz, czego On cię uczył, Branko? Powinnaś zadawać pytania, ponieważ bez nich nie da się uzyskać odpowiedzi. Nie zrozumiesz człowieka, jeśli on ci o sobie nie opowie, byt ludzki jest jednak nazbyt skomplikowany, a może i zbyt głupi, by jednego wieczoru streścić najistotniejsze elementy swojego bytu, a co dopiero całe życie. Ciężko było oczekiwać tego samego od anioła, który pewnie istniał już tysiące lat. I starał się, używając metafor, których ona nie potrafiła pojąć.
- I nie tylko Ion był zły. Wasz archanioł doprowadził mnie właśnie do tego stanu. O mało nie zginęłam. Skąd mogę wiedzieć, czy wszystkie inne anioły też nie są takie? - Podparła się o brzeg łóżka i znów przysiadła, prostując się. Powoli odzyskiwała rezon, a i autorytetu zaczynała się uczyć. Może nie znała takiej fajnej sztuczki ze świeceniem się, ale teraz była prorokiem i powinna umieć sobie radzić nawet z tego typu osobnikami.
Gdyby tylko nie musiała używać do tego tylu gorzkich słów.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Sro Kwi 29, 2015 12:05 am
Anioł zaczął z powrotem wpatrywać się w grudkowate wymiociny rozchlapane na posadzce, za każdym razem gdy poruszał stopą, niewielkie łuski wymieszane z żółcią nieprzyjemnie chrzęściły. Wypadałoby posprzątać ten bałagan, zanim ktokolwiek zobaczy.
Sięgnął do kieszeni marynarki i wyciągnął z niej pozwijaną, szarą bawełnianą chustkę do nosa, taką jakie babcie mają w zwyczaju nosić w swoich torebkach ponieważ nie ufają tym jednorazowym. Zlustrował kawałek tkaniny i westchnął cicho z rezygnacją, był zbyt mały by wchłonąć to wszystko, potrzebne było wiadro z wodą i mop.

Porządki musiały jednak poczekać. Sabuk nie przywykł, że ludzie odpowiadają na jego słowa, zazwyczaj szeptał do nich kiedy pogrążeni byli w śnie bądź modlitwie, zwlekał więc z odpowiedzią, nie chcąc się wciąć w słowo, przerwać czy popełnić inny nietakt. Sekundy mijały, a on otworzył usta. Krew, która zwilżyła jego wargi zdążyła   lekko przyschnąć sklejając je, więc towarzyszyło temu ciche pyknięcie, lekko zbity z tropu tym niespodziewanym dźwiękiem zaczął mówić, rumieniąc się przy tym.
Przestraszyłem Cię dziecko. Przychodzę i mówię o rzeczach, których nie rozumiesz, kiedy Ty powinnaś odpocząć i wykurować się do reszty.
Postanowił wstać i zająć czymś ręce, żeby zamaskować zdenerwowanie, nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nie był człowiekiem, nie miał ich wątpliwości.
Włożył ręce do kieszeni i zaczął powoli obchodzić łóżko, lepiej mu się myślało kiedy chodził.
Nie wiem jacy są moi bracia, już nie wiem. Nigdy nie mieliśmy się znaleźć pośród ludzi.
Zatrzymał się i przygryzł policzek od środka.
Tak po prawdzie, to dziczejemy przebywając na ziemi.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Czw Kwi 30, 2015 12:11 am
Sekundy mijały, a ona czuła się jakby wszystkie wypowiedziane przez nią słowa poszły na marne. Wlepiła zielone ślepia w anioła i czekała, miarowo uderzając paznokciem w brudny materac. Raz, dwa, trzy, cztery... Pyknięcie. Rumieniec. Nic jej nie umknęło, gdy świat wydawał się zwalniać, ukazując swą leniwą naturę. Czy czas zawsze się tak dłużył chorym? Miała nadzieję, że nie, inaczej po raz kolejny musiałaby stracić przytomność, by przeskoczyć o te kilka godzin i nie silić na rozmowę, która najwyraźniej niezbyt się kleiła.
- Powinnam. - Wywróciła oczami. Nie mówił nic nowego. Jak duże dziecko mruczał coś pod nosem, starając się odwrócić jej uwagę od zadanego pytania. Może tak właśnie wyglądała taktyka wszystkich aniołów? Pod powłoką uprzejmości i dobroci kryła się nieograniczona ignorancja i czysta głupota. Powoli zaczynała wątpić w bystrość istoty przy niej.
Przynajmniej nie pokazał jeszcze żadnego tiku nerwowego, który mógłby ją zacząć doprowadzać do szewskiej pasji. Poza zagryzaniem warg. Ale zagryzanie warg nie mogło być jeszcze szczytem. Gorzej było z chodzeniem. Po pierwszym okrążeniu poddała się i zamiast go śledzić wzrokiem, zamknęła oczy. Zdecydowanie za bardzo zakręciło się jej w głowie.
- Zauważyłam. Choć dzikie stworzenia przynajmniej potrafią przetrwać. Wy nie macie instynktów, głupiejecie w swojej dobroci.
Przyłożyła dłoń do skroni i lekko ją pomasowała. Ta rozmowa była nużąca. Nadal żadnej odpowiedzi. Nadal nic.
- Dlaczego cię uwięzili? I co masz zamiar teraz zrobić? - Miała nadzieję, że zrozumie. Czy rzeczywiście miał zamiar chodzić za nią jak cień? Nie zreflektuje się na odrobinę wolności i życia w ludzkim, skorumpowanym świecie? - I nie jestem już dzieckiem, mów mi Tai.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Nie Maj 03, 2015 11:16 am
Wsłuchiwał się w to co mówiła. Słowa obarczone wywołaną chorobą, a może naturalną chrypką ocierały się o jego uszy przewiercając do mózgu. Przysiadł na skraju łóżka, obrócony plecami do niej, wzrok wlepił w pustą przestrzeń przed sobą ciesząc oczy grą nikłego światła.
Mała tląca się leniwie świeca położona gdzieś za nim rzucała na ścianę półkolistą łunę, niedostrzegalną dla nikogo poza nim.
Studiował tę drżącą, niestabilną powierzchnię, przewidywał kolizje fotonów z drobinkami kurzu i martwego naskórka poprzednich pacjentów, które unosiły się w powietrzu.
To co dla zwykłego oka było jedynie, skalną, pogrążoną w półmroku ścianą, dla bystrych oczu opiekuna fal elektromagnetycznych stawało się niepowtarzalnym baletem  o tysiącach odcieni, od ultrafioletów po podczerwienie z lekką domieszką promieniowania gamma. Istny cud dzieła stworzenia, nawet tu w zawilgotniałej jaskini, nawet teraz, kiedy sprawca całego tego zamieszania już dawno zniknął, a pamięć o nim odchodziła w zapomnienie.
Nie mamy instynktów, mieliśmy cele, nadane przez boga, jeszcze przed stworzeniem świata. Nie odwrócił się kiedy mówił, założył tylko nogę na nogę i dłonią podparł podbródek.
Pamiętam jak odezwał się do mnie: Ty będziesz Sabuk i Ciebie czynię opiekunem ludzi i światła, tego, które będzie oświetlać im drogę w ciemnościach nocy i tego, które będzie przed nimi ukryte. Namaszczam Cię i wywyższam. Świeć najjaśniej spośród zastępów. Tak powiedział do mnie i do innych braci. Teraz już chyba rozumiesz dlaczego odebrali mi skrzydła, dlaczego uwięzili.
Oczywiście, że zrobili to przez pychę, która przysłoniła im oczy i zaćmiła dobro, które niegdyś stanowili. Dosięgło ich zepsucie świata, który nie należał do nich, a który chcieli zagarnąć dla siebie. Odwrócił się do niej, a na jego twarzy znów wymalował się ten okropnie dobrotliwy uśmiech  
Wiem, że nie jesteś już dzieckiem stałaś się już kobietą i sama podejmujesz za siebie decyzję, czy słuszne? Nie kąpię się już w blasku wszechwiedzy, by móc to oceniać. Mogę zostać i służyć Ci radą i opieką, możesz mnie odesłać i zginę na pustyni, stróże mają tylko jeden cel dzie... Przerwał i połknął niedokończone słowo.

Tai.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Nie Maj 03, 2015 10:53 pm
- Witaj, Sabuku. - Uśmiechnęła się lekko i po raz kolejny wyciągnęła bladą, smukłą dłoń, żeby ścisnąć rękę anioła. Ciepło w jej głosie miało mu wynagrodzić wszystkie gorzkie słowa, które padły. Całe to niezadowolenie i niepocieszenie, które nagromadziło się w tej małej rudowłosej główce po jej pierwszym spotkaniu z aniołami. - Nie chcę odbierać ci sensu życia. Witaj w mojej rodzinie.
Cóż innego miała zrobić? Spojrzała na bruzdy na jego twarzy, na cienie pod oczami, które wskazywały na zmęczenie. Uważnie badała każdą zmarszczę w kącikach ust, wiedząc, że odpowiadają one za wszystkie dobroduszne uśmiechy, którymi oczarowywał innych. W końcu przesunęła palcem po chropowatej skórze jego dłoni, by odnaleźć tam odciski i zgrubienia na opuszkach. Nie kłamał, rzeczywiście musiał ciężko pracować by teraz tu z nią siedzieć. Doceniała to. Nie umiała nawet opisać tego jak bardzo, dlatego trwała w milczeniu.
Mogło to być także spowodowane faktem, że jej organizm już wcześniej został pobudzony do przyspieszonej regeneracji. Światło, które ją przeniknęło, zabrało większość choroby, ale zmusiło też ciało do ciężkiej pracy. Ta zaś odbierała wiele energii, którą w innym przypadku zapewne spożytkowałaby na głębszą i dłuższą rozmowę. Teraz jednak znów marzył jej się sen.
- Pozwolisz, że się zdrzemnę. - Słowa jej były tak wiotkie, jakby już balansowała na skraju przytomności. Tym razem nie traciła jej z bólu czy wyczerpania. Pierwszy raz mogła odpłynąć w objęcia Morfeusza tylko dlatego, że czuła się bezpiecznie. Z dziewczynki z zapałkami stała się znów śpiącą królewną.
Zasnęła ze szczerym uśmiechem na wargach.

Obudziła się następnego dnia. Pomijając pręgę odciśniętą na jej policzku - piętno śpiocha- nie czuła żadnego nadzwyczajnego bólu. Jakby ktoś odebrał jej całą chorobę i wdrożył nowe siły. Uniosła się na łokciu i rozejrzała. Ani śladu lekarza, to dobrze. Nie miała ochoty na zbędne badania, nie teraz. Zsunęła bose stopy z łóżka i na chwilę zawisła w tej pozycji, podpierając się rękami. Nogi zakołysały się jak u małego dziecka, które ma pod sobą przepaść. Głębszy wdech był znakiem, że powinna w końcu opuścić lecznicę. Zeskoczyła, lądując na piętach, czego szybko pożałowała. Nieprzyjemny prąd przeszedł ją po kościach. Później już tylko wystarczyło zebrać resztki sukienki, by jakoś się osłonić i czmychnąć do swoich komnat.
A jeśli był tam nadal Sabuk, to nie odezwała się do niego. Jej rozpromieniona twarz i całus w policzek, lekki niczym muśnięcie motyla, wyrażały wystarczająco wiele.

zt/x2



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Sob Maj 30, 2015 4:31 pm
Noszący worek ziemniaków. Tak się właśnie czuł Reo w tym momencie. Ni tu przyjemne, ni ciekawe. Mimo tego wolał wesprzeć siostrzyczkę do tego stopnia by pomóc osobie, której nie bardzo znał. Glonogłowy - Hex. Głupi głupek musiał sobie rozwalić rączkę do tego stopnia. Żeby się wykrwawił na śmierć. Nie potrafił zrozumieć powodu jego czynów, ale mógł wywnioskować po słowach, które padły na korytarzu - Na coś choruje złego. Bardzo złego. Nie przedłużając zbędnie treści, przejdźmy do konkretów. Zgodnie z zaleceniami czerwonowłosej, postanowił nieść bardziej ostrożnie niezbyt sprawną fizycznie i umysłowo - wampira. Tak więc zaczął w końcu nieść jego w bardziej bezpieczny sposób. Trochę wyżej wisiał nad ziemią. Na tyle by nie zahaczał, nawet w minimalnym stopniu o grunt. Aby nie uszkodził przy okazji nóg. Wystarczy, że miał uszkodzoną rękę i głowę od dawien, dawna. W końcu kto normalny gryzie siebie i własną rękę? Psychol, albo jakiś... Głupek. Nie zważając na te fakty, niósł bagaż idąc za Akane. Nie miał zamiaru spuścić jej z oczu, bowiem znała lepiej położenie wszystkich komnat - Skoro była z pewnością dłużej od niego w Kościele Nowej Wiary. Gdy parę chwil minęło... Znaleźli się na miejscu. Przez wejściem do lecznicy i weszli do tego miejsca. Jako, że nie miał stuprocentowej pewności musiał się spytać, nie oczekując w zasadzie odpowiedzi; To już tu? Mogę puścić? - Spokojnym, grzecznym tonem się zwrócił do siostrzyczki. Popatrzał się nawet na posiadacza glonów na swoim łbie. Chcąc już nawet machnąć ogonem. Jednak to byłby zły pomysł, skoro by mu jedynie odwiązał rączki. Niestety, przykre. Bardzo przykre do tego stopnia, że nie jest w stanie wykonać klasyczne odruchy. Jakie posiadał. Zatem oczekiwał na reakcję i kolejne polecenie ze strony, najbardziej kochanej - najwspanialszej istoty, jaką była Akane. Słodzenie so much~



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Hex on Sob Maj 30, 2015 5:24 pm
Trochę ochrypł od tego powrzaskiwania po drodze, ale ta odrobina krwi jaką otrzymał była właśnie tym ułamkiem, jakiego potrzebował. Udało mu się dzięki temu w spokoju zostać targanym... No i zresztą nie czuł się już na siłach, nawet pomimo nie do końca ugaszonego pragnienia nie chcąc już się ponownie wydzierać. I tak mu nie dadzą, prawda? Więc co tu może zrobić. Chyba się poprostu poddał, tak. Niesiony do medyka, milczał, jedynie mierząc wzrokiem co rusz okolicę, jakoby chciał zapamiętać jak wiele kroków przeszli i jak dużo będzie musiał z powrotem pokonać, by się wrócić do punktu w którym był wcześniej.
- Poprosiłbym byście mnie puścili, ale chyba tego nie zrobicie, nai? Dałbym sobie radę samemu, to już nie pierwszy raz... - Pomimo iż mówił całkiem składnie i spokojnie, jego głos był dość słaby, a powieki nader nieprzyjemne ciążyły jego oczom, chętne do zamknięcia się. Nai! Hex! Nie mdlej! Nie straciłeś jeszcze aż tak wiele krwi, by zaraz tu zemdl-, wróć, straciłeś, w końcu wcześniej się wykrwawiałeś z własnej chęci. Argh. I jeszcze te nogi. 2x argh!
Nie miał okazji, szczerze powiedziawszy, wizytować w lecznicy Kościoła Nowej Wiary. Wcześniej wizytował u jednego z lekarzy osobiście, w drugim wypadku opatrzono go w jednej z cel, a teraz pora w końcu na jakiś "profesjonalny" szpital. Tiaaa, profesjonalny. Miał dziwne wrażenie że pozostanie na noc w tym szpitalu skończyłoby się na zostaniu wykorzystanym przez wiernych i wierne KNW jak to zwykle bywa w tym miejscu, ale może choć raz by sobie oszczędzili? Znaczy, nie no, on zawsze chętny, ale nie w stanie gdy nie może ustać na nogach. To jest zaiste zły stan.
- Reo, tak? Możesz mnie już puścić. Nie zrobię wam krzywdy, prawdopodobnie nawet nie wstanę z podłogi. - Dość sztywna próba zabłyśnięcia humorem, ale to zawsze coś, prawda? Nawet się słabo uśmiechnął. Yay, radość bo radość bardzo! A poza tym...
Kogo tu zastanie z medyków? Miał dotąd możliwość jedynie poznać Maynard'a i jedną z uzdrowicielek. Może znowu Maynarda zobaczy? Heh, to byłoby całkiem miłe, serio...



Hex
-----------
Wierny     Nawrócony

avatar

Liczba postów : 803
GODNOŚĆ : Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.

Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Nie Maj 31, 2015 10:31 pm
Ech, przynajmniej na chwilę udało się uciszyć krzyki chorego, które w miarę trwania stawały się na przemian straszne, irytujące i niepokojące. Resztka krwi dała jakiś efekt i za to chwała Ao, ale doprawdy nie było pewne, jak długo się ten błogi stan ciszy utrzyma.
Ha! Udało się przez cała trasę do lecznicy, co za sukces! Przez ten czas z Vivian zdążyła nieco zejść frustracja spowodowana rzucaniem się Hexa, a rana na wardze wyrzucała z siebie coraz mniej obrzydliwie żelazistej krwi. Niestety, bolała nadal i pewnie jeszcze przez długi czas będzie się użerać z posiadaniem poszarpanej twarzy. Oby nie zostały jej po tym trwałe ślady... to by była dopiero szkoda. Takie przykre, przez resztę życia chodzić z blizną na mordce, bo jakiś psychicznie chory aniołek postanowił odgryźć ci kawałek głowy, żeby napić się krwi. Nie można było w rękę, w nogę? Łatwiej opatrzyć, zakryć ewentualne ślady, mniej boli... same plusy! Ale nie, trzeba się było na biedną rudą rzucić z dziobem. Phi!
No cóż, w pomieszczeniu było jakieś miejsce siedząco-leżące, w końcu w miejscu przyjmowania rannych i chorych musiały się znaleźć jakieś leże, nie ma bata, żeby nie. Wypatrzyła ową przestrzeń w pomieszczeniu i wskazała lwiemu dziecku odpowiedni obiekt.
- Jeżeli mógłbyś go tam posadzić... tylko ostrożnie - uprzedziła młodszego, nadal mając na uwadze wszystkie rany odniesione przez Hexa. Trochę się bała, że po puszczeniu go przez "tragarza" może się przewrócić, więc podeszła bliżej i czuwała nad tym, by nic złego się nie wydarzyło. Ręce miała cały czas w pogotowiu, gotowe w każdej chwili łapać, gdyby zielonowłosy jakimś przykrym trafem zamierzał tracić przytomność.
- Dzięki za pomoc, skarbie. Nie musisz tu z nami czekać, jeżeli nie chcesz. - Ton ostatniego zdania mówił wyraźnie, że Reo nie jest już potrzebny i najlepiej by było, żeby wrócił do swoich zajęć. Cóż, Akane sobie doskonale z wiernym poradzi jeżeli chodzi o czekanie na jakiegoś wspaniałego, kochanego, cudownego medyka. - O, a jakbyś spotkał po drodze jakiegoś uzdrowiciela, to poproś go tu do nas, proszę. - Ta, to już wyraźnie był sygnał, żeby wyruszył w trasę na coś się przydać. Znaczy, nie zjadłaby go, gdyby wrócił, niee...
A tak w ogóle, to rozejrzała się po pomieszczeniu, taksując wzrokiem cała jego zawartość. Nieustannie też zerkała w kierunku chorego, pilnując, czy nic niepokojącego się z nim nie dzieje.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Wto Cze 09, 2015 4:29 pm
W pierwszej chwili, chciał opuścić na ziemię Hexa na wieść o tym, że nie wstanie z podłogi. Jednak się powstrzymał, kiedy dostał odpowiednie instrukcje ze strony starszej siostrzyczki. Podeszła do niego bliżej nawet by mieć pewność, że nic się nie stanie noszonemu przez Reo. Popatrzył na starszą od niego kobietę i rzekł; Już się robi, yay! - Wykazał się chwilą radości, że na coś konkretnego się przydał. Przynajmniej w noszeniu jego osoby. Tak więc postąpił wraz z instrukcjami podanymi mu na srebrnej tacy. Udał się w stronę miejsca siedzącego dla poszkodowanych, a następnie na nie delikatnie opuścił Glonogłowego. W tym mogła mu trochę pomóc Akane. Zresztą stan pewnej osoby był tragiczny, a jeszcze by brakowało - Wyrządzenia mu przypadkowej szkody przez czysty przypadek i to z rąk Lwiątka. Oczywiście potem uzyskał informację, że jest wolny. Uszczęśliwił się trochę z tego powodu, choć wiedział co go czekało po użyciu super siły. Dostał również zadanie poboczne o znalezienie osoby, która się zajmuje uzdrawianiem innych. Brzmiało dość rozważnie, choć w tym przypadku Reo nie wiedziałby, gdzie takowego szukać w razie czego. Powiedział takie słówka zresztą; Rozumiem. Rozumiem... Jak znajdę uzdrowiciela. Mu powiem, że potrzebny bardzo. Ale to bardzo. - Podrapał się po główce, a chwilę potem ruszył by opuścić tę lokację. W końcu nie był tutaj potrzebny. Nie posiadał żadnych umiejętności leczniczych, więc pomoc byłaby bardzo słaba w jego wykonaniu. Biorąc pod uwagę wiele rzeczy. Tak więc... Wyruszył stąd w nieznane. Mając nadzieję, że spotka jakiegoś uzdrowiciela po drodze i mu powie, że Hexiu jest cierpi na coś dziwnego. Dodając do tego słaby stan jego zdrowia. To chyba na tyle, czyż nie?
[z/t]



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Gość on Nie Lip 26, 2015 8:05 pm
Za drzwiami zaczęło rozlegać się coraz głośniejsze postukiwanie ściętych obcasów po kamiennej posadzce. Kroki bardzo szybkie. Można było swobodnie założyć, że osoba będąca ich źródłem bardzo się śpieszy. Po chwili, gdy pogłos zrównał się z starą, wysłużoną framugą, w której ktoś osadził zbite z wygrzebanych na pustkowiu desek, drzwi.
Anioł nacisnął mosiężną pokrytą patyną czasu i procesów utleniania klamkę.
Zawiasy odpowiedziały, krótkim, przeraźliwym dla uszu skrzypieniem i w półmroku otworu wejściowego pojawił się pan doktor.

Ciężko dyszał, a po jego zarumienionych od wysiłku policzkach spływały krople potu.
Spanikowany wzrok przebiegł po pomieszczeniu i zebranych w nim ludziach, trochę jakby sytuacja nie była jasna, ktoś potrzebował pomocy.
Chwilę później, gdy udało mi się opanować, rozregulowany oddech, poprawił poluzowany w biegu krawat. Gest wymowny, świadczący o tym, że anioł poważnie podchodził do swojego wizerunku profesjonalisty w tym pozbawiony już profesjonalistów zasad.

Jakieś dziecko mówiło, że lekarz jest to potrzebny bardzo ale to bardzo.
Powiedział arkadyjskim wręcz tonem, częstując swoich nowych pacjentów ciepłym uśmiechem.
Zrobił kilka kroków do przodu.
Potrafił leczyć, zszywać, dawkować leki w lepszych warunkach dokonałby by nawet operacji na otwartym sercu ale trzeba było przyznać, że Sabuk ssał po całości jeśli chodziło o interakcje międzyludzkie.
Tak tak co z tego, że potrafisz zoperować nieoperowalnego raka mózgu, skoro zwykła pogawędka na temat pogody czy innych rzeczy, na które ludzie zwykli ucinać sobie pogawędki przerasta Twoje możliwość?
Trzeba było wybrać sobie łatwiejszą rolę w tym małym zgromadzeniu, choć z drugiej strony pomoc członkom tego enigmatycznego dla anioła zgromadzenia była poniekąd pomocą podopiecznej, a to obowiązek, z którego wywiązać się należało z najwyższą możliwą sumiennością.

Zbierając wszystkie swoje pokłady charyzmy i przebojowości Sabuk wsunął dłonie w kieszenie swojej świeżo wyczyszczonej marynarki i próbując nie wyglądać jak sztywny dziadyga, który całe swoje życie doczesne spędził w kazamatach edeńskiego więzienia dodał po chwili.

Cóż, ja jestem lekarzem.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Lecznica    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics