Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 12:20 am
Wydarł się i to o taką pierdołę, że to było aż dziwne. Dotąd zbył spokojny, właściwie to nie pamiętała by poza pierwszym spotkaniem (które po tylu latach miało prawo być pełne silnych emocji) zachowywał się jakkolwiek agresywnie w jej stronę. Tym bardziej z zaskoczeniem przyglądała się jego... atakowi? Cokolwiek to nie było, wyglądało dziwnie i niepokojąco. Oczywiście w pierwszej chwili chciała się wybronić i krew w niej zawrzała, co udowadnia tylko, że bez względu na chęci Nessarose już nie potrafiła być równie grzeczna i usłużna co niegdyś. Górę wzięła jednak troska, której nie potrafiła okazywać i którą dopiero co odkrywała w sobie, po przyznaniu przed samą sobą co do uczuć żywionych ku zdziczałemu ruskowi.
Usiadła tam gdzie stała, widząc, że jeszcze jakiś czas tu pozostaną. Mogła nie narzekać, ale nóg to już od jakiegoś czasu nie czuła, zwłaszcza przemarzniętych i obolałych stóp. Skorzystała więc z okazji na odpoczynek, przyglądając się Repninowi z nietęgą miną. Co on, nawet psa jej nazwać nie pozwoli? Przecież nie mogła ich w nieskończoność adresować per "wilk 1" i "wilk 2". Jak na miłośniczkę psowatych przystało, zdążyłą zauważyć, że to nie są dwie pozbawione charakteru kukły na czterech łapach, a żywe istoty o całkiem różnym podejściu. Sasza stanowił to najsłabsze ogniwo stada, był chyba nawet młodszy. To po nim zauważyła, że coś jest nie tak. Kler miał więcej odwagi, ale też rozumu i to on wiedział i instruował kolegę, a może nawet brata?, jak reagować na zmiany u ich alfy. Oczywiście, to były tylko jej wnioski wyciągnięte po zaledwie dwóch spotkaniach spędzonych na mimowolnej obserwacji dwójki zwierząt. Zwłaszcza w czasie błądzenia po tunelach oraz teraz, wśród korytarzy, kiedy dawała się biernie prowadzić Joachimowi, miała czas na takie rozmyślania o właściwie niespecjalnie potrzebnych komukolwiek tematach. Może jakby skupiała się tak na analizowaniu ludzi, a nie maszyn czy psów, to choć trochę bardziej umiałaby w relacje i nie żyła w samotności.
Miałam wrócić po godzinie.
Chyba wreszcie zaczęło do niej docierać w co się wpakowała. Problemy po powrocie do bazy będą niczym, jeśli kiedyś wreszcie stąd wyjdą. Nawet zaczynała tego na powrót pragnąć, tęskniąc za ciepłym prysznicem, wygodnym łóżkiem i nieskomplikowaną (jak dla niej) robotą. Dla niego i tak była tylko kolejnym problemem. Bez prawa by chociaż nazwać po swojemu coś co pałętało się za nim i na co zwracał tak mało uwagi...
- Whatever...
Mruknęła obojętnie, kiedy uznał, że zaczekanie do rana w bezpiecznym podziemiu jest z jakiegoś powodu za trudne. Po co się w ogóle wysilała i rzucała propozycje? Jej zdanie się przecież wcale nie liczyło. Nie mogła też iść sama, bo zaraz by ją opieprzył ten pies ogrodnika. Zrezygnowana zaczęła bawić się guzikiem kurtki, z braku lepszego zajęcia.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 1:13 am
Znowu zaczął odpływać ignorując swoje otoczenie. To, gdzie się znajdował było raczej mało istotne, gdy jego czaszkę rozsadzał nieopisany ból. Naprawdę miał czasem wrażenie, że głowa mu zaraz wybuchnie od tego natłoku bodźców. Co to właściwie było? Jego myśli? Wspomnienia? Sny? Bodźce odbierane przez wyczulone zmysły? Halucynacje? A może wszystko naraz, zebrane razem i wepchnięte mu do głowy byle jak przez ucho. To chyba byłby najlepszy opis tego, co szalało teraz w całym "jego świecie", bo tam teraz był. Nie tutaj obok neski, a gdzieś we wnętrzu swojej głowy.
Dziewczyna na własne szczęście nie próbowała się do niego zbliżyć, a tym bardziej go dotknąć. Nie skończyłoby się to dobrze. Był w takim stanie, że w pierwszym odruchu by się na nią rzucił i zatopił w niej nasączone jadem zęby, kąsając na oślep, nie koniecznie aby zabić, ale po prostu zadać komuś ból. Miał teraz ogromną ochotę rozerwać coś na strzępy. Zdemolować. Zniszczyć. Zmienić wszystko w ruinę. Przepełniała go jedynie żądza mordu. Nie było miejsca na inne emocje a tym bardziej jakieś racjonalne myśli. Tylko chęć siania zniszczenia się liczyła.
Znów zaczął ostrzegawczo warczeć i zacisnął palce na włosach, które coraz mocniej ciągnął jakby miał zamiar zaraz rwać je całymi garściami. Drgawki również zaczęły narastać tak, że już ciężko było stwierdzić czy drży, bo tak zachowują się jego mięśnie, czy robi to już specjalnie, nie mogąc usiedzieć na miejscu, bo aż go nosiło.
Zerwał się nagle jak zaskoczone zwierzę, gdy ponownie usłyszał jej głos i wbił w nią zdezorientowane spojrzenie.
Opuścił jedną rękę na kamienną posadzkę i zaczął skrobać po niej długimi pazurami. Wilki zaskomlały i obeszły parę wokoło, a jeden z nich, nazwany przez Nesserose Saszą, ostrożnie zbliżył się do swojego alfy w poddańczej postawie by w końcu położyć się niepewnie niedaleko niego. Wilk przez cały czas wbijał w niego niepewne spojrzenie, a drapieżne oczy wymordowanego wbijały się w jego. Wziął kilka ciężkich oddechów, a w końcu wyciągnął rękę i pogładził powoli łeb zwierzęcia.
Co ciekawe, wilkom znacznie łatwiej przychodziło uspokojenie swojego zdziczałego towarzysza niż w przypadku ludzi. Obcy wywoływali w nim dziką furię, ale członkowie stada byli jak rodzina. Na nich nie podnosiło się ręki, a oni zwyczajnie umieli się zachować.
Drugi z wilków po pewnym czasie również ostrożnie ułożył się na podłodze, cały czas wbijając spojrzenie w drżącego mężczyznę.
Hyles mogła sądzić, że Joachim traktował te wilki jak plączące się przy nim zwierzęta, które nie zasługiwały na nadanie im imion. Prawda była jednak inna. On nigdy nie uznawał ich za swoją własność, jak to robią normalni ludzie. Dla niego to naprawdę była wataha, którą on przewodził. Oni sami wybrali, że będą go słuchać i za nim podążać. Nie tresował ich ani nie oswajał, nadal były całkowicie dzikie i nie znały żadnych sztuczek. Były wolne i właśnie dlatego nie nadawał im ludzkich imion. Nadanie imienia oznaczało zwykle roszczenie sobie jakichś praw do istoty. Tak właściciele nazywali zwierzęta i przedmioty, a także swoje dzieci. Jak traktował Nesserose ojciec? Zapewne to własnie on wybierał jej imię, a nie matka. Albo uprzednio musiał zaakceptować jej wybór. Nadając jej imię uznał swoją dominację nad nią i mógł uważać, że może rościć sobie jakieś prawa do niej. Niby była osobą, ale jednak niejako traktowano ją jak własność, całkowicie zależną od "właściciela".
Właśnie dlatego nie nadawał im imion. U wilków to działało inaczej. Byli w stanie się porozumiewać na swój sposób, a jemu jakoś nigdy nie chciało się zastanawiać, jak przetłumaczyć określenia na nich na ludzką mowę. To by wymagało zbyt wiele wysiłku alby połączyć jego zwierzęcy tok myślenia z ludzkim, które i tak ciągle na siebie nachodziły i się mieszały. Takie eksperymenty były nie na jego siły.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 1:41 am
Warczał. Nie wiedziała czy na nią czy tak po prostu i wolała nie wnikać. Nie rozumiała tego, ale akceptowała jako jego kolejne dziwactwo. W końcu był mutantem, co nie? Widziała jak zmieniał się w wilka i te łuski na jego rękach sprzed chwili. Miała świadomość, że pewnie znowu ją czymś zarazi (byle tylko tym razem nie odłaziła jej cala skóra, to bolało i wyglądało okropnie). Warczenie było nawet urocze, chociaż nigdy nie oznaczało nic dobrego. Tak i w tym wypadku Joachim prawie podskoczył na dźwięk jej głosu, jakby zapomniał, że przecież nie jest tu sam.
Nie rozumiała jego zachowania. Ani jego, ani tych wilków. Nie była członkiem jego stada, ani nie siedziała mu w głowie. Nawet nie interesowała się dotąd wymordowanymi i praktycznie nie miała z nimi styczności. Przyglądając się groteskowemu teatrzykowi zwierzęcego savoir vivre'u, zastanawiała się dlaczego nie może mieć normalnego faceta jak inne kobiety w jej wieku. Chodziliby na lody, wyprowadzali razem jej psiaki. Pamiętałaby swój pierwszy raz, może nawet seks ogólnie wcale nie byłby aż taki bolesny. Zamiast na brudnym piachu czy lodowatych kamieniach, kochałaby się w łóżku i na koniec otulała pościelą.
Nie... Nie zasługiwała na to. Ponad trzy lata temu dokonała złego wyboru i przekreśliła swoje życie. Trzeba było słuchać się ojca, a nie wydziwiać. Zostałaby teraz jakiś ważnym człowiekiem w sztabie, może zaaranżowano by jej małżeństwo z innym wysoko postawionym ktosiem. Potem urodziłaby dziecko i przydała tym samym na coś temu światu. Szkoda, że było na to już za późno. A jej naprawdę zbrzydło już takie wieczne upadanie coraz niżej i niżej, w czeluść bez dna.
Wstała nagle i odwróciła się, ruszając żwawym krokiem ku wyjściu. Nie oglądała się za siebie na Repnina, on sobie na pewno poradzi bez niej. Jeśli nie uznał, że mu zwiewa zdobycz i nie rzucił się jak ostatni wariat by znowu próbować ją udusić, to po długim marszu trafiła wreszcie na zewnątrz, odtwarzając krok po kroku ich wcześniej obraną trasę.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 1:58 am
Gładząc sierść zwierzęcia stopniowo się uspokajał, ale bynajmniej nie odzyskiwał świadomości. Ta nadal leżała sobie gdzieś zagrzebana i zupełnie wyłączona. Zostały tylko jego odruchy.
Wbił spojrzenie w ziemię jakby znowu zupełnie się odłączył, co zdarzało mu się aż nazbyt często. Dawno jednak nie w tak dużym stopniu jak teraz. Tylko jakaś akcja bezpośrednio powiązana z nim byłaby w stanie go teraz wybudzić z tego dziwnego transu.
Nawet nie odnotował, że Neska podnosi się z ziemi. Po jej odezwaniu się, gdzieś w głowie zachowała mu się świadomość, że nie jest tu sam, a o wilkach też w tej chwili pamiętał, bo je widział, a jednego z nich dotykał.
Dopiero gdy siedzący naprzeciwko niego basior zaskomlał i podniósł pysk najpierw wpatrując się w niego, a później w Nesserose, wymordowany drgnął i podążył za jego wzrokiem. Skinął głową, w niemym akcie przyzwolenia, a zwierzę zerwało się z miejsca i ruszyło szybko by dogonić kobietę.
Już nawet wilki zdążyły zauważyć, że pani inżynier była najwyraźniej kimś istotnym i ich alfa się o nią troszczył, więc i one to powoli od niego przejmowały.
Futrzak był w stanie wywęszyć drogę dzięki czemu z łatwością mógł pomóc pannie Hyles znaleźć odpowiednią drogę, a później odwrócił się i potruchtał z powrotem do swojego małego stada, gdzie Repnin i drugi wilk ciągle na niego czekali. Ruszanie się z miejsca bez niego nie miało sensu. Dopiero po chwili od jego powrotu, wymordowany podniósł się z ziemi i chwiejnym krokiem ruszył przed siebie, podpierając się ręką jednej ze ścian. Dokąd szedł? Jak zwykle nie wiedział. Gdzieś przed siebie. Błądził bez celu, dopóki nie odzyskał świadomości albo nie przytrafiło mu się nic innego. Może zmorzył go sen, może znalazł jedzenie, może włamał się komuś do celi i zaczął mu rozwalać rzeczy... Tego sam nie wiedział. Nawet po odzyskaniu znowu kontroli nad sobą, nie był sobie w stanie przypomnieć, co robił. Pamiętał tylko jedno, Neska gdzieś poszła. Nic jej nie zrobił. Była bezpieczna z dala od niego. Tyle mu wystarczyło.

[z/t] x2



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry