Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Sob Maj 28, 2016 9:57 pm
Kiedy to ona zaczęła się angażować w relacje z Repninem? Chyba jeszcze zanim ją oficjalnie poznał, gdy obserwowała go z daleka i wysłuchiwała same wspaniałości na jego temat. Już wtedy darzyła go uczuciem, choć zgoła innym od tego w tej chwili...
Wszystko zmieniło ich pierwsze spotkanie bez nadzoru starego Hyles'a, na imprezie po której zaczęła zmieniać się, buntować i odnajdywać na nowo. Wtedy pierwszy raz zrobił na niej pozytywne wrażenie i zarazem skradł serce. Chociaż oficjalnie powiedziała, że nim gardzi, było to wyznanie miłości, która miała ją pogrążyć. I pogrążyła. Wiele, wiele razy.
Czy zostałaby inżynierem, gdyby nie Repnin? Pewnie nawet nie myślałaby sama za siebie, tylko ślepo wykonywała rozkazy. Nikt poza ruskiem nie miał takiego wpływu na jej życie. Wszystkie przyjaźnie nie wypaliły, relacji damsko-męskich nie było. Chociaż otworzyła się na innych ludzi, równie szybko się na nich zamknęła, a ten krótki okres pomiędzy spędziła na przekształcaniu samej siebie i rozkminianiu tego co czuła na widok rudej czupryny. Gdyby tylko Joachim zapytał ją kiedy zaczęła się angażować w relacje z nim, a ona znalazła w sobie odwagę by odpowiedzieć z całą szczerością, usłyszałby odpowiedź jakiej ani w życiu, ani po śmierci by się nigdy nie domyślił.
Spojrzała na niego, wyrwana z zamyślenia i rozejrzała po obcym miejscu. To gdzie oni teraz byli...?
- Jeśli wolisz, mogę znowu rozłożyć przed tobą nogi i jakoś zleci nam czas. Może nawet ktoś nas zauważy i się zainteresuje. - uśmiechnęła się nieco wrednie, wbijając zmęczone spojrzenie w najbliższy kąt, jakby rozmyślając nad jego wygodą. Co miała naprawdę na myśli nie dało się odgadnąć. Równie dobrze mogła to być bezczelna aluzja jak i zwykły, głupi tekst. Z kobietami nigdy nie wiadomo...



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Sob Maj 28, 2016 10:32 pm
No tak, przydałaby się jakaś mapa tego miejsca, ale takiej chyba pod ręką nie mieli. Właściwie, ktokolwiek rysował mapy tych tuneli czy może wszyscy błądzili nimi z pamięci i ci, którzy byli tutaj stałymi bywalcami jakoś dawali radę się nie zgubić? Niby świetny system antywłamaniowy, bo nikt, kto nie zna tego miejsca nie jest w stanie się stąd wydostać, ale do cholery, oni nie byli nieprzyjaciółmi tylko zwykłymi gośćmi, którzy przyszli tutaj w pokojowych zamiarach! Ba, jedno z nich nawet należało do tego ich Kościoła! Miała nawet tatuaż! Chwila... Miała go czy nie miała? Szybka analiza tego, co ostatnio zarejestrowały jego oczy i już pamiętał.
Chyba jednak zapomniała go zrobić... Co ona tu kurna robiła? Aż tak szaloną noc przeżyła?
Zamknął oczy i przywołał się do porządku, gdyż znowu zaczynał odpływać. Nawet głupie wspomnienia były w stanie go częściowo zamroczyć, zlewając się z rzeczywistością.
- Mm? - Odwrócił głowę w jej kierunku, gdy się odezwała by po chwili unieść brwi kompletnie zaskoczony.
Ach no tak. Wypominała mu słowa z jaskini. Jak zwykle musiała się ze swoich tajemniczych powodów uczepić jakiegoś wyrwanego z kontekstu zdania.
Aż tak się tym przejęła? Ciekawe.
- Chyba jednak lepiej skupić się na czymś innym - odpowiedział wymijająco.
Przecież nie chcę się cały czas z tobą... Przejdźmy lepiej do ważniejszego tematu.
Zerknął w stronę jednego z zakrętów, którym kończyła się widoczna dla nich część korytarza. Mapa. Królestwo za mapę! Albo przewodnika. Skupił się na dochodzących do jego uszu odgłosów, mając nadzieję, że chociaż usłyszy czyjeś kroki i ktoś im pomoże.
Szczerze nienawidził plątać się po obcym terenie nie mając nad tym wszystkim kontroli. Uczucie bezbronności wywoływało u niego podenerwowanie nawet, jeśli był świadom, że tutaj nic teoretycznie nie powinno im zagrażać.
Idące cały czas przy nich wilki również były lekko zdenerwowane, wyczuwając emocje przewodnika ich małego stada.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Sob Maj 28, 2016 11:10 pm
"Szalona noc" to dopiero ją czekała, bo ani tu nikogo nie było poza nimi, ani żadnych strzałek nikt nie narysował na tych cholernych ścianach, a słońce zdążyło zajść uniemożliwiając im wyjście na zewnątrz w celu poszukania mniej pokrętnego, za to bardziej oficjalnego wejścia.
- Jak wolisz. - odpowiedziała beznamiętnie, cały ten czas trzymając się z nim za rękę, uczepiona do niego niczym kula u nogi. Czy za to ją właśnie miał? Nawet jeśli, taka rola też jej odpowiadała. Już wszystko jej pasowało, dopóki nie była znów sama, może i bezpieczna, ale wystarczająco autodestrukcyjna by i bez pomocy Desperacji za długo nie pociągnąć.
Tatuś byłby dumny. Kurwa z Desperacji - dokładnie tak jak jej prorokował. Dobrze, że matka już nie żyła. Przynajmniej ona jedna odeszła z tego świata z jakkolwiek pozytywną opinią na jej temat. Chyba... No, bo kto ją tam serio wiedział?
Westchnęła, zatrzymując się, a zarazem i jego. Nawet ona wyczuwała tę gęstniejącą atmosferę jaką wokół siebie roztaczał.
- Straszysz Saszę. - zarzuciła mu, zerkając w stronę jednego z wilków. Tak, ona już je ponazywała i traktowała jak własne. Zwłaszcza pomogło jej w tym, że nie warczały na nią i były przesłodziutkie. Prawdziwa psiara...
- Odpocznijmy tutaj. Uspokój się na dobre. - przeniosła spojrzenie na niego, zamyślając się nad czymś.
- Jeśli zaczekamy do rana i zawrócimy, to już bez problemu znajdę mój motocykl i główne wejście.
Właściwie to mogła to zrobić zamiast oglądać zachód słońca, gdy wyszli z jednego wesołego tunelu i wleźli w drugi, ale nie wpadła na ten jakże genialny pomysł. Teraz, gdy zrobiło się na zewnątrz ciemno jak w dupie... Powiedzmy, że nie miała ani noktowizora w oczach, ani broni na wszelki wypadek. Pomijając jak bardzo na rękę było jej spędzić więcej czasu sam na sam z rosjaninem.
Jestem taka żałosna... Ale to właściwie żadna nowość, więc przeżyję.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Sob Maj 28, 2016 11:48 pm
Nie zwracał specjalnej uwagi na to, że uczepiła się go jak rzep. Był zbyt zajęty innymi sprawami by przejmować się takimi szczegółami. Z resztą, miało to w sobie jakiś plus - przynajmniej wiedział, że w roztargnieniu nie zgubi jej gdzieś po drodze.
Gdy stanęli, odwrócił się do niej całym ciałem i dokładnie jej się przyjrzał. Początkowo brzmiała na zrezygnowaną, ale całkiem szybko jej się poprawiło, więc chyba nie wracała na razie do stanu sprzed powrotu do świątyni.
Zdenerwowany? Ja? To aż tak widać?
Zacisnął odruchowo zęby, a trzymana przez nią ręka zadrgała. Do tej chwili nie zdawał sobie sprawy, jak wygląda jego zachowanie. To, że wilki to wyczuły nie było niczym dziwnym, bo po przywiązaniu się do niego instynktownie wyczuwały bardzo wiele rzeczy, ale Neska? Biorąc pod uwagę jej zdolność do obserwacji i wyciągania poprawnych wniosków, musiało być z nim naprawdę kiepsko, skoro coś zauważyła.
Zmarszczył brwi.
- Chwila. Kogo? - Zerknął na wskazanego wilka przez chwilę nie kojarząc faktów, a później znów spojrzał na Neskę.
- Że niby to jest Sasza?! Od kiedy to masz prawo ich nazywać? - Oburzył się. Znała je od kilku dni, a już rościła sobie do nich jakieś prawa. To było JEGO stado. Jeśli ktoś tu miał prawo nadawać im imiona to on, a to, że tego nigdy nie zrobił to już inna kwestia.
- Z resztą... co... dlaczego to zrobiłaś? - Nie do końca był pewien, co chce powiedzieć. Ciężko mu było wyłowić odpowiednie słowa z plątaniny myśli przez co skończyło się na kilku urywkach zdania.
Znowu spojrzał na oba wilki, które zbliżyły się do nich i utkwiły w nim swoje ślepia.
Westchnął i oparł się o ścianę by następnie po niej zjechać i klapnąć na tyłku. Błądzenie tutaj nie miało sensu. Nie zamierzał jej posłuchać i siedzieć dokładnie tutaj przez kilka najbliższych godzin, ale musiał dopiero pomyśleć nad dalszym planem, a nasilające się szmery w mózgu wcale mu tego nie ułatwiały.
Zawarczał z niezadowoleniem i ukrył twarz w dłoniach.
- To nie takie łatwe - wymamrotał zachrypniętym głosem, a na jego przedramionach pojawił się na moment zarys łusek tak, jak zaraz po jego przebudzeniu się w zmutowanym ciele. Nie panował nad tym i nie potrafił tego wywołać. Coś takiego zdarzało mu się, gdy nie mógł się skupić i tracił stabilność. Niby się nie przemieniał, ale jednak nie umiał utrzymać w pełni ludzkiej postaci. Tak samo zęby, które boleśnie się wydłużyły, a do ust napłynął jad.
Z minuty na minutę było z nim coraz gorzej. A przecież starał się teraz uspokoić...



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 12:20 am
Wydarł się i to o taką pierdołę, że to było aż dziwne. Dotąd zbył spokojny, właściwie to nie pamiętała by poza pierwszym spotkaniem (które po tylu latach miało prawo być pełne silnych emocji) zachowywał się jakkolwiek agresywnie w jej stronę. Tym bardziej z zaskoczeniem przyglądała się jego... atakowi? Cokolwiek to nie było, wyglądało dziwnie i niepokojąco. Oczywiście w pierwszej chwili chciała się wybronić i krew w niej zawrzała, co udowadnia tylko, że bez względu na chęci Nessarose już nie potrafiła być równie grzeczna i usłużna co niegdyś. Górę wzięła jednak troska, której nie potrafiła okazywać i którą dopiero co odkrywała w sobie, po przyznaniu przed samą sobą co do uczuć żywionych ku zdziczałemu ruskowi.
Usiadła tam gdzie stała, widząc, że jeszcze jakiś czas tu pozostaną. Mogła nie narzekać, ale nóg to już od jakiegoś czasu nie czuła, zwłaszcza przemarzniętych i obolałych stóp. Skorzystała więc z okazji na odpoczynek, przyglądając się Repninowi z nietęgą miną. Co on, nawet psa jej nazwać nie pozwoli? Przecież nie mogła ich w nieskończoność adresować per "wilk 1" i "wilk 2". Jak na miłośniczkę psowatych przystało, zdążyłą zauważyć, że to nie są dwie pozbawione charakteru kukły na czterech łapach, a żywe istoty o całkiem różnym podejściu. Sasza stanowił to najsłabsze ogniwo stada, był chyba nawet młodszy. To po nim zauważyła, że coś jest nie tak. Kler miał więcej odwagi, ale też rozumu i to on wiedział i instruował kolegę, a może nawet brata?, jak reagować na zmiany u ich alfy. Oczywiście, to były tylko jej wnioski wyciągnięte po zaledwie dwóch spotkaniach spędzonych na mimowolnej obserwacji dwójki zwierząt. Zwłaszcza w czasie błądzenia po tunelach oraz teraz, wśród korytarzy, kiedy dawała się biernie prowadzić Joachimowi, miała czas na takie rozmyślania o właściwie niespecjalnie potrzebnych komukolwiek tematach. Może jakby skupiała się tak na analizowaniu ludzi, a nie maszyn czy psów, to choć trochę bardziej umiałaby w relacje i nie żyła w samotności.
Miałam wrócić po godzinie.
Chyba wreszcie zaczęło do niej docierać w co się wpakowała. Problemy po powrocie do bazy będą niczym, jeśli kiedyś wreszcie stąd wyjdą. Nawet zaczynała tego na powrót pragnąć, tęskniąc za ciepłym prysznicem, wygodnym łóżkiem i nieskomplikowaną (jak dla niej) robotą. Dla niego i tak była tylko kolejnym problemem. Bez prawa by chociaż nazwać po swojemu coś co pałętało się za nim i na co zwracał tak mało uwagi...
- Whatever...
Mruknęła obojętnie, kiedy uznał, że zaczekanie do rana w bezpiecznym podziemiu jest z jakiegoś powodu za trudne. Po co się w ogóle wysilała i rzucała propozycje? Jej zdanie się przecież wcale nie liczyło. Nie mogła też iść sama, bo zaraz by ją opieprzył ten pies ogrodnika. Zrezygnowana zaczęła bawić się guzikiem kurtki, z braku lepszego zajęcia.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 1:13 am
Znowu zaczął odpływać ignorując swoje otoczenie. To, gdzie się znajdował było raczej mało istotne, gdy jego czaszkę rozsadzał nieopisany ból. Naprawdę miał czasem wrażenie, że głowa mu zaraz wybuchnie od tego natłoku bodźców. Co to właściwie było? Jego myśli? Wspomnienia? Sny? Bodźce odbierane przez wyczulone zmysły? Halucynacje? A może wszystko naraz, zebrane razem i wepchnięte mu do głowy byle jak przez ucho. To chyba byłby najlepszy opis tego, co szalało teraz w całym "jego świecie", bo tam teraz był. Nie tutaj obok neski, a gdzieś we wnętrzu swojej głowy.
Dziewczyna na własne szczęście nie próbowała się do niego zbliżyć, a tym bardziej go dotknąć. Nie skończyłoby się to dobrze. Był w takim stanie, że w pierwszym odruchu by się na nią rzucił i zatopił w niej nasączone jadem zęby, kąsając na oślep, nie koniecznie aby zabić, ale po prostu zadać komuś ból. Miał teraz ogromną ochotę rozerwać coś na strzępy. Zdemolować. Zniszczyć. Zmienić wszystko w ruinę. Przepełniała go jedynie żądza mordu. Nie było miejsca na inne emocje a tym bardziej jakieś racjonalne myśli. Tylko chęć siania zniszczenia się liczyła.
Znów zaczął ostrzegawczo warczeć i zacisnął palce na włosach, które coraz mocniej ciągnął jakby miał zamiar zaraz rwać je całymi garściami. Drgawki również zaczęły narastać tak, że już ciężko było stwierdzić czy drży, bo tak zachowują się jego mięśnie, czy robi to już specjalnie, nie mogąc usiedzieć na miejscu, bo aż go nosiło.
Zerwał się nagle jak zaskoczone zwierzę, gdy ponownie usłyszał jej głos i wbił w nią zdezorientowane spojrzenie.
Opuścił jedną rękę na kamienną posadzkę i zaczął skrobać po niej długimi pazurami. Wilki zaskomlały i obeszły parę wokoło, a jeden z nich, nazwany przez Nesserose Saszą, ostrożnie zbliżył się do swojego alfy w poddańczej postawie by w końcu położyć się niepewnie niedaleko niego. Wilk przez cały czas wbijał w niego niepewne spojrzenie, a drapieżne oczy wymordowanego wbijały się w jego. Wziął kilka ciężkich oddechów, a w końcu wyciągnął rękę i pogładził powoli łeb zwierzęcia.
Co ciekawe, wilkom znacznie łatwiej przychodziło uspokojenie swojego zdziczałego towarzysza niż w przypadku ludzi. Obcy wywoływali w nim dziką furię, ale członkowie stada byli jak rodzina. Na nich nie podnosiło się ręki, a oni zwyczajnie umieli się zachować.
Drugi z wilków po pewnym czasie również ostrożnie ułożył się na podłodze, cały czas wbijając spojrzenie w drżącego mężczyznę.
Hyles mogła sądzić, że Joachim traktował te wilki jak plączące się przy nim zwierzęta, które nie zasługiwały na nadanie im imion. Prawda była jednak inna. On nigdy nie uznawał ich za swoją własność, jak to robią normalni ludzie. Dla niego to naprawdę była wataha, którą on przewodził. Oni sami wybrali, że będą go słuchać i za nim podążać. Nie tresował ich ani nie oswajał, nadal były całkowicie dzikie i nie znały żadnych sztuczek. Były wolne i właśnie dlatego nie nadawał im ludzkich imion. Nadanie imienia oznaczało zwykle roszczenie sobie jakichś praw do istoty. Tak właściciele nazywali zwierzęta i przedmioty, a także swoje dzieci. Jak traktował Nesserose ojciec? Zapewne to własnie on wybierał jej imię, a nie matka. Albo uprzednio musiał zaakceptować jej wybór. Nadając jej imię uznał swoją dominację nad nią i mógł uważać, że może rościć sobie jakieś prawa do niej. Niby była osobą, ale jednak niejako traktowano ją jak własność, całkowicie zależną od "właściciela".
Właśnie dlatego nie nadawał im imion. U wilków to działało inaczej. Byli w stanie się porozumiewać na swój sposób, a jemu jakoś nigdy nie chciało się zastanawiać, jak przetłumaczyć określenia na nich na ludzką mowę. To by wymagało zbyt wiele wysiłku alby połączyć jego zwierzęcy tok myślenia z ludzkim, które i tak ciągle na siebie nachodziły i się mieszały. Takie eksperymenty były nie na jego siły.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 1:41 am
Warczał. Nie wiedziała czy na nią czy tak po prostu i wolała nie wnikać. Nie rozumiała tego, ale akceptowała jako jego kolejne dziwactwo. W końcu był mutantem, co nie? Widziała jak zmieniał się w wilka i te łuski na jego rękach sprzed chwili. Miała świadomość, że pewnie znowu ją czymś zarazi (byle tylko tym razem nie odłaziła jej cala skóra, to bolało i wyglądało okropnie). Warczenie było nawet urocze, chociaż nigdy nie oznaczało nic dobrego. Tak i w tym wypadku Joachim prawie podskoczył na dźwięk jej głosu, jakby zapomniał, że przecież nie jest tu sam.
Nie rozumiała jego zachowania. Ani jego, ani tych wilków. Nie była członkiem jego stada, ani nie siedziała mu w głowie. Nawet nie interesowała się dotąd wymordowanymi i praktycznie nie miała z nimi styczności. Przyglądając się groteskowemu teatrzykowi zwierzęcego savoir vivre'u, zastanawiała się dlaczego nie może mieć normalnego faceta jak inne kobiety w jej wieku. Chodziliby na lody, wyprowadzali razem jej psiaki. Pamiętałaby swój pierwszy raz, może nawet seks ogólnie wcale nie byłby aż taki bolesny. Zamiast na brudnym piachu czy lodowatych kamieniach, kochałaby się w łóżku i na koniec otulała pościelą.
Nie... Nie zasługiwała na to. Ponad trzy lata temu dokonała złego wyboru i przekreśliła swoje życie. Trzeba było słuchać się ojca, a nie wydziwiać. Zostałaby teraz jakiś ważnym człowiekiem w sztabie, może zaaranżowano by jej małżeństwo z innym wysoko postawionym ktosiem. Potem urodziłaby dziecko i przydała tym samym na coś temu światu. Szkoda, że było na to już za późno. A jej naprawdę zbrzydło już takie wieczne upadanie coraz niżej i niżej, w czeluść bez dna.
Wstała nagle i odwróciła się, ruszając żwawym krokiem ku wyjściu. Nie oglądała się za siebie na Repnina, on sobie na pewno poradzi bez niej. Jeśli nie uznał, że mu zwiewa zdobycz i nie rzucił się jak ostatni wariat by znowu próbować ją udusić, to po długim marszu trafiła wreszcie na zewnątrz, odtwarzając krok po kroku ich wcześniej obraną trasę.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Gość on Nie Maj 29, 2016 1:58 am
Gładząc sierść zwierzęcia stopniowo się uspokajał, ale bynajmniej nie odzyskiwał świadomości. Ta nadal leżała sobie gdzieś zagrzebana i zupełnie wyłączona. Zostały tylko jego odruchy.
Wbił spojrzenie w ziemię jakby znowu zupełnie się odłączył, co zdarzało mu się aż nazbyt często. Dawno jednak nie w tak dużym stopniu jak teraz. Tylko jakaś akcja bezpośrednio powiązana z nim byłaby w stanie go teraz wybudzić z tego dziwnego transu.
Nawet nie odnotował, że Neska podnosi się z ziemi. Po jej odezwaniu się, gdzieś w głowie zachowała mu się świadomość, że nie jest tu sam, a o wilkach też w tej chwili pamiętał, bo je widział, a jednego z nich dotykał.
Dopiero gdy siedzący naprzeciwko niego basior zaskomlał i podniósł pysk najpierw wpatrując się w niego, a później w Nesserose, wymordowany drgnął i podążył za jego wzrokiem. Skinął głową, w niemym akcie przyzwolenia, a zwierzę zerwało się z miejsca i ruszyło szybko by dogonić kobietę.
Już nawet wilki zdążyły zauważyć, że pani inżynier była najwyraźniej kimś istotnym i ich alfa się o nią troszczył, więc i one to powoli od niego przejmowały.
Futrzak był w stanie wywęszyć drogę dzięki czemu z łatwością mógł pomóc pannie Hyles znaleźć odpowiednią drogę, a później odwrócił się i potruchtał z powrotem do swojego małego stada, gdzie Repnin i drugi wilk ciągle na niego czekali. Ruszanie się z miejsca bez niego nie miało sensu. Dopiero po chwili od jego powrotu, wymordowany podniósł się z ziemi i chwiejnym krokiem ruszył przed siebie, podpierając się ręką jednej ze ścian. Dokąd szedł? Jak zwykle nie wiedział. Gdzieś przed siebie. Błądził bez celu, dopóki nie odzyskał świadomości albo nie przytrafiło mu się nic innego. Może zmorzył go sen, może znalazł jedzenie, może włamał się komuś do celi i zaczął mu rozwalać rzeczy... Tego sam nie wiedział. Nawet po odzyskaniu znowu kontroli nad sobą, nie był sobie w stanie przypomnieć, co robił. Pamiętał tylko jedno, Neska gdzieś poszła. Nic jej nie zrobił. Była bezpieczna z dala od niego. Tyle mu wystarczyło.

[z/t] x2



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Skaliste korytarze    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry