Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next   

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Kesil on Sob 10 Gru - 18:24
Ugryzienie nie było przyjemne. To nigdy nie jest miłe, gdy nagle jakieś twarde żuwaczki, żwaczki czy cokolwiek tam skorki miały, zacisną się na delikatnym nosie. Jednak niespodziewany ruch Wazonu kompletnie odciągnął uwagę lisa od robaczego problemu. Uniósł wzrok na mężczyznę, spięty. Powinien uciekać? Tamten obcy spowodował taką reakcję? Dojdzie do walki? Zwierzak położył uszy po sobie, lekko podkulając ogon. Aż zaczął coś rozumieć. Zerwanie się na równe nogi przywodziło na myśl wcześniejsze dzikie skoki Kesila. Wymordowany rozluźnił się, podświadomie wyczuwając, że Kundel się boi. Prawdopodobnie tę zdolność zawdzięczał zwierzęcemu, szóstemu zmysłowi.
Lis potrząsnął łapą, gdy coś na nią weszło i spojrzał za odchodzącym obcym, zanim ponownie skupił uwagę na postawnym człowieku.
A to podobno lis jest wielki- Wazon widział kiedykolwiek siebie? Toż wygląda jak chodząca góra. Zapewne Kesil uciekłby, gdzie pieprz rośnie, gdyby wcześniej nie przekonał się, że Kundel nie należy do osób nadmiernie agresywnych, a jego gwałtowne ruchy wynikały z paniki. Tylko... Przed czym chciał uciekać? Tamtym obcym? On już odszedł. A może...
Gdy tak obserwował, co w zasadzie tymczasowy towarzysz zamierza zrobić, jeden ze skorków wydreptał z futra na szyi zwierzaka i zatrzymał się między oczami. Psowaty szarpnął głową, podrzucając stworzonko i złapał robaka w pysk, rozgryzając go z głośnym chrzęstem pękającego pancerzyka. Wyglądało to jak jakaś groteskowa wersja sztuczki z ciasteczkiem na nosie.
Jaki świat, takie smakołyki?
Oblizał się i wstał, zbliżając do Wazonu. Uniósł przednią część ciała, opierając środkową parę łap o pierś mężczyzny. Uniósł jedną z przednich łap i dotknął jego brody.
Spokojnie. Panuję nad sytuacją. Tak? Nie ma powodu do paniki. Jest wszystko dobrze.
Zabrał kończynę i powoli wyciągnął pysk. Nie chciał wyglądać na agresora, jednak nie był pewny, jak całe jego zachowanie zostanie odebrane. Obserwował wobec tego bacznie schowaną pod kapturem twarz, zważając na wszelkie sygnały świadczące o ewentualnym, nadchodzącym ataku. Jeśli Edgar nie odtrącił lisa, ten złapał w zęby skorka, który uczepił się materiału na barku Kundla. Odepchnął się następnie od niego i opadł znów na ziemię, zjadając robaka. Prawie jakby Wazona wyiskał.

_________________
|| a7a887

Kesil i jego lew:



Kesil
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 340
GODNOŚĆ : Kaede Shimizu

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Wazon on Pią 16 Gru - 19:58
Zamarł gdy tylko lisowaty się do niego zbliżył. Widział coś kątem oka, coś na kapturze, u góry, coś ruchomo nieruchomego i to go tak bardzo przerażało. Wszystko, tylko nie zacząć wrzeszczeć, nie zacząć wrzeszczeć, nie zacząć... Wrzeszczeć.
Aaaaaaaa, tak bardzo chciał cokolwiek umieć z tym zrobić! A, kurwa mać, nie umiał. N i e u i a ł. Skąd to się w ogóle wzięło? Znaczy robale były wszędzie, zawsze i jakby nieśmiertelne. Ale skąd się wziął ten kurewski strach? Tak jebanie irracjonalny jak to tylko możliwe i znienawidzony z samego faktu, że istnieje.

Mina Wazona musiała być dość zabawna. Wykrzywiona, pokazująca trwogę i wręcz przerysowany strach. W połączeniu z kolorowymi plamami, i jego rysami twarzy, wyglądał zapewne jak klaun nie najwyższych lotów. Jak klaun, który jest śmieszny, bo jest nieudolny w sposób niezamierzony. Taki klaun, któremu się raczej współczuje, niż się podziwia.

Lisowaty chapsnął, kłapnął, oddalił się, a coś z kaptura zostało zdjęte i zniknęło w pysku lisa.
Wazon otworzył usta, ale pięść powędrowała do nich szybciej, niż wydobył się dźwięk. Przygryzł zaciśniętą rękę, by tylko nie zacząć faktycznie wrzeszczeć. Bo miał nie wrzeszczeć, jasne? Przecież tak długo udawało mu się nie wrzeszczeć, tak doskonale mu to szło, teraz przecież nie będzie.
Ja pierdole. Nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, że jedzenie robali, było jeszcze straszniejsze od samego faktu ich istnienia i przebywania w pobliżu Wazona. Tak jakoś... Chyba nikt przy nim robali nie jadł? Albo chociaż go nie uświadamiał, że to robale? Albo chociaż były martwe? A to coś się jeszcze ruszało gdy lis to pochłonął.
He, he, he, faaaajnieee.
- Dobry... - Przełknięcie śliny. - Lisek. Dobry, dobry lisek. Dziękuję...? - dodał, nagle w pełni uświadamiając sobie, że, yyyy, to był zdecydowanie zbyt inteligentny lis nawet jeśli rozważyć by że mógł zmutować z człowiekiem? Był zbyt... Zbyt obyty socjalnie...? Zbyt... A może to tylko takie pobożne życzenie? Może po prostu chciał, bo to co się działo, było zbyt nienaturalnym widokiem, by mógł to przełknąć z świadomością, że lis to lis? Choć, tak właściwie, w tej sytuacji nie mógł być pewien co było gorsze - to, że lis był pomocny w sposób zbyt ludzki, czy to, że istota prawdopodobnie kiedyś człowiecza właśnie zeżarła robala.

_________________



Wazon
-----------
Kundel     Opętany

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Edgar Allan Poe. Serio.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Kesil on Sob 24 Gru - 15:31
Istotnie, przez moment lis był nadzwyczaj ludzki. Wręcz niepokojąco obyty z człowiekiem, delikatny i inteligentny. Zważywszy na fakt, jak wiele niebezpieczeństw niesie ze sobą obcowanie z kimkolwiek mocniej rozumnym na tym zapomnianym przez Boga i ludzi pustkowiu, to nagłe odkrycie mogło wręcz wywołać strach podżegany podejrzewaniami o podstęp, zasadzkę i pragnienie wbicia zębów w szyję, by pożywić się świeżym ciałem.
Na szczęście dziwne wrażenie uczłowieczenia nie trwało długo, bowiem w następnej chwili lisek znowu zaczął być głupiutkim, lekko nieogarniętym zwierzaczkiem. Zaś pierwsze, na co zwrócił uwagę, to reszta szczypaw, wciąż siedząca w jego futrze. Żadna to przyjemność, kiedy jakieś stworki po tobie łażą. Wpierw sięgnął zębami i spróbował chwycić robactwo, pełzało jednak zbyt szybko. Wpadł po tym na lepszy pomysł. Po co łapać po jednym, kiedy można pozbyć się wszystkich na raz? Otrzepał się i niechcący wytrzepał szczypawy ze swojej sierści na płaszcz Wazona.
Zadowolony uniósł pysk i dopiero wówczas spojrzał robaczki chodzące po mężczyźnie. Niemalże "mina mu zrzedła", na tyle, na ile może zmienić się mimika lisa. Oj. Cóż... Nie tak miało być. Ale czy to poważny problem? Żaden! Przynajmniej nie dla Kesila.
Podszedł do Kundla i zaczął wybierać zeń kolejne robaki. Kiedy ich zabrakło i ubranie było już czyste, zaczął włazić na Wazon niczym na jakieś drzewo - trzymając się łapami i wkładając nos pod fałdy ubrania. Chciał mieć pewność, że nie ma tam już nic do zjedzenia.
Obwąchiwał go uważnie, okręcając ogonem niczym karykatura futrzanego boa.

_________________
|| a7a887

Kesil i jego lew:



Kesil
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 340
GODNOŚĆ : Kaede Shimizu

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Fucker on Nie 25 Gru - 22:49

MG DOGS

Okolice kryjówki nie należały do najbezpieczniejszych miejsc, a już na pewno nie o zmroku. Niemniej jednak za dzieło przypadku uznawało się to, że od czasu do czasu spotykało się tu członków DOGS, którzy nie byli nastawieni pokojowo wobec osób, które naruszały ten teren, jakby ów należał do nich. Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że nieopodal znajdowała się siedziba – zapewne dlatego, że umierał prędzej niż zdążyłby się domyślić. Przechadzanie się tędy było prawdziwym samobójstwem. Ale zawsze jakiś samobójca się znalazł.
Tym razem też nie było inaczej.
Wychudzony mężczyzna w łachmanach parł przed siebie, walcząc z silnym wiatrem i śnieżycą. Co jakiś czas lądował na kolanach, gdy jego nogi haczyły o ciężki śnieg, którego w tym roku nie brakowało. Nic nie wskazywało na to, by szukał czegoś konkretnego, jednak równie dobrze jego zmarniały wygląd kogoś, komu być może zależało jedynie na schronieniu, mógł być zwodniczy.

UWAGA! Post jest przeznaczony tylko dla Psów. Wszyscy inni nie będą brani pod uwagę, więc możecie ignorować tę ingerencję MG. Poza tym zakładam, że i tak dzieje się w innym czasie.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5439

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Wazon on Sro 28 Gru - 21:08
Wzdrygnął się, gdy kolejna rzecz na niego spadła na wskutek otrząsania się lisowatej kulki. Obcowanie z naturą jest zazwyczaj piękne. A później przychodzi czas na robactwo. Stwórca, czy cokolwiek innego to nie było, był okrutna siłą. Nic dziwnego, że ostatecznie nastała apokalipsa a Wazon miał pecha trafić w sam środek jej skutków. No chujowa sprawa, chujowa.
Lis podniósł się, oparł o Wazona, a ten, zamroczony wizją robactwa, nawet nie drgnął. Tylko zaparł się w ziemi trochę, by lisowaty go za bardzo nie przechylił. Może i stworzenie nie było zbyt ciężkie, ale nawet niewielka masa potrafi przy odpowiednim przyspieszeniu... No ogółem nawet małe gówno potrafi zrobić duży bajzel.
Właściwie... Właściwie, to dotarło do niego po chwili, że jest skończonym idiotą, który dał się omotać bardzo przyjaznemu liskowi. Faaajnie. Dziwne, drogi Wazoniku, że udało ci się przeżyć tyle na jebanej Desperacji. Nic za to dziwnego, że w pierw musiałeś tam umrzeć. Ahhh, skończony, jebęcki idiota do boleści.

Lisowaty zjadł, ale był trochę okręcony. Wazon czuł się wręcz idiotycznie niepewnie w tej sytuacji. Ta, a przed chwilą był z niego taki kozak. Fajnie, na prawdę, fajnie, bardzo fajnie.
- Dooobra, lisku, dzięęękujeęę... Ale teraz już muszę iść. No, więc nie obraź się, ale... - powiedział chwytając delikatnie najbardziej przednie łapy lisa i odsuwając je od siebie, a jednocześnie samemu się cofając. - Też musisz już ze mnie zejść. Było miło, więc myślę, że do zobaczenia. Kiedyś jeszcze cię czymś poczęstuję.
Puścił lisa tak, by ten spokojnie mógł sobie opaść na ziemię i mieć swobodę, a sam się starannie wycofał. Miał iść, tak? No to idzie. I poszedł, skoro czegoś od niego chcieli...

>> x2 zw

_________________



Wazon
-----------
Kundel     Opętany

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Edgar Allan Poe. Serio.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Nove on Nie 23 Kwi - 16:01
Wszystko miało być w porządku. Boże Narodzenie, Alleluja, zróbmy coś fajnego, poimprezujmy, będzie dobrze.
Pierdolenie.
Nie była w stanie powiedzieć, jak to zrobiła, jednak Nove w pewnym momencie obudziła się gdzieś tam, hen daleko na Desperacji i nie wiedziała, co tam robiła. W dłoni miała pustą butelkę po winie, więc założyła, że musiała sobie nieźle pozwolić. Ale że co, jednym winem? Może Rumcajs wrzucił jej dla beki jakieś podejrzane ziele, a może przegrała w pokera i łyknęła jakieś świństwo za karę - cholera wie. Co było najlepsze - dowiedziała się, że był pieprzony kwiecień.
Przespała cholerne cztery miesiące. Super opcja kurwo.
A Raja ostrzegała, że ci odpierdoli na Nowy Rok. Słuchaj jej, bo jeno prawdę głosi.
Powrót do własnej kryjówki okazał się o wiele trudniejszy, niż sądziła, bo musiała sobie poradzić z brakiem dobrego snu, zmęczeniem i w ogóle wyczepistym w kosmos humorem. Szła jeszcze z tą butelką jakby tam była jakaś nieznana nagroda, którą tylko ona mogła wziąć i wykorzystać, a reszta niech się wali, czy coś. Raz czy dwa zaczepili ją inni Desperaci, co tylko potęgowało jej wkurzenie i wystarczyła jedna dłuższa chwila, a w końcu przywaliłaby nią w czyjś łeb, rozpoczynając kolejną wojnę biedaków.
Ale w końcu zaczęła widzieć znajome pagórki, więc morda jej się nieco uśmiechnęła. Wreszcie, kuźwa.
Szła więc dalej, nucąc jakąś przerobioną na kolanie kolędę, która mieszała wydarzenia z Bożego Narodzenia oraz Wielkanocy, tak żeby bardziej pasowało do sytuacji nieogarniętego Bernardyna. Że co, medyki DOGS są miłe i ułożone?
Ha! Niedoczekanie wasze!

_________________

Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.



Nove
-----------
Bernardyn     Opętana

avatar

Liczba postów : 496
GODNOŚĆ : Federica Vanessa Carramusa.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Gość on Nie 23 Kwi - 19:57
Oczywiście, że Raji trzeba słuchać. Nie przychodzi się do niej po byle rozmowę, żeby zignorować jej słowa. To tak jakby znaleźć świeżą, najczystszą w świecie wodę, poprzyglądać się jej krystalicznej przejrzystości i wylać w piasek. Jakby ta jedyna szansa na przeżycie, i to w przyzwoitych warunkach, miała się rozejść między ziarnami piasku i wsiąknąć w podłoże, nie zostawiając po sobie najmniejszego śladu. Nie ma to sensu? Oczywiście, że nie. Zwłaszcza, gdy ta sakiewka z wodą jest względem Ciebie nawet przyjazna i nie podstawia ci trucizny pod nos.
Wnętrza psiej kryjówki sprawiły, że znowu zaczęła przesiąkać stęchlizną, brudem i potem. Oczy kompletnie nie wiedziały jak funkcjonować, gdy udało się czasem odpalić świecę, a skóra robiła się przeźroczysta. Cienka jak pergamin, szorstka, jakby zdarta z trupa. Wydostanie się z tego zapyziałego podziemia nie było najłatwiejsze, zwłaszcza, że ostatni raz tej dziury łączącej ich z wiatrem, piachem i gorącem szukała dobrych kilka tygodni wcześniej. Dopiero gdy wystawiła głowę, przypomniała sobie, dlaczego tak bardzo tego nie znosi.
Okolice kryjówki, domu, jak to zwykła czasem pomyśleć, były bynajmniej przyjazne. Tak brzydkie, puste, jak sama nazwa wskazuje, nijak zapraszały to spaceru. Nijak też nie powinny sprawić, że wylazła na słońce, że zaczęła się błąkać między stosami kamieni, ale fakt, że jeszcze się nie zabiła i ukróciła sobie trudności był równie nielogiczny, więc może trzeba zostawić ten temat.
Odetchnęła dopiero wtedy, gdy znalazła jakieś przypadkowe, wyschnięte drzewo i zachęcona jego nad wyraz pokaźnym rozrostem i pozorną siłą, wlazła na najniższy konar, który był w stanie ją utrzymać. Widziała stąd teoretycznie więcej, a piach nie wpadał jej do butów, więc miała przewagę.
Zdołała więc też zauważyć tę wątłą, żałosną postać gdzieś w oddali. Co to jest, 174 centymetry.
- Długo Cię nie było - mruknęła, zachrypnięta, gdy ta zbliżyła się na tyle, by mogła ją usłyszeć. Siedziała nad nią, machając bezwiednie nogami.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Nove on Wto 25 Kwi - 20:52
Sama powinna być tego zajebiście świadoma - przecież nie raz zamykały się w jakiś podejrzanych norach, dziurach czy innych burdelach własnego wykonania, zgarniały najlepszy towar jakie miały i tworzyły tak popieprzone wróżby, na których widok nawet wróżbita Maciej wypierdalał na Grenlandię, bo nijak mógł z nimi rywalizować. Ale patrzcie - ten raz, jedyny raz, postanowiła, że sama będzie wystarczająco zajebista, by powitać Boga na własnych terenach. Szopkę jakąś odstawi, powita wiedźmę z prezentami i kogo tam jeszcze zaprosili.
Nie, taki czort.
Znajomą sylwetkę medyk DOGS rozpoznał od razu, co wywołało u niej jakąś magiczną falę radości, ale i jeszcze większego zirytowania, bo przypomniała jej się ta cała sesja tarota czy innego gówna, jakim Raja rzucała niczym cholerny magik z rękawów.
- Bóg się rodzi, DOGS się leeeje~ - zanuciła, machając do Ratlerka uparcie trzymaną w dłoni butelką - Nie, kurwa, czekaj. Ja już nie ogarniam, Raja, co się odpierdala. On się w końcu rodzi, czy Zmartwychwstaje?
Mówiła to z taką powagą, jakby była to dla niej sprawa życia i śmierci, co aż prosiło się o porządne wyśmianie przez osoby trzecie. Ten aktor gra nawet wtedy, kiedy publiczka o to nie prosi, ale kogo to obchodzi? Ona chciała wiedzieć, co się wydarzyło i dlaczego Raja nie zejdzie na jej poziom, zamiast bawić się jak pieprzona elitka hen tam, na tym drzewie. Nie ucieknie jej, drewna i tak z tego nie zrobią.
- No co Ty nie powiesz? - na twarzy Bernardyna pojawił się jej firmowy uśmieszek - Jeszcze chwilę temu odstawialiśmy szopki i jasełka jak grzeczne psy, a na dworze panowała biel jakby ktoś wypierdzielił całą pakę Persila czy innego gówna, a dzisiaj mówią, że On wstaje i cieszmy się wszyscy, co się kurwa dzieje. Tak serio teraz.
Zaraz potem bez żadnych pohamowań oparła się o resztki drzewa tak, by Raja nie posmyrała ją butem po mordzie i zerknęła zrezygnowana na butelkę.
- Grow jeszcze żyje? Bo ostatnio to jeno zdychał. Ourell też? Nie zabiły go korzonki ani nic z tego? Coś musiało się, cholera, dziać. Może wreszcie ktoś cisnął coś w Rumcajsa, nie wiem? Wyjebał Kirina kolanami na ryj? Albo Pudel dostał swoją świętą doniczką? Opowiadaj mi, Raja, mordo dobra, bo Ty jeno zawsze wiesz, kto z kim odpierdalał teatrzyki dziesięć minut przed tym, jak oni o tym wiedzieli.

_________________

Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.



Nove
-----------
Bernardyn     Opętana

avatar

Liczba postów : 496
GODNOŚĆ : Federica Vanessa Carramusa.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Gość on Pią 5 Maj - 19:26
Głupota. Głupotą można nazwać to, co robiła Nove. Iść, bez Raji, pić gdzieś w nieznane. To właśnie jest apogeum ludzkiego braku pomyślunku, choć w tym wypadku dzikiej koleżance do popijania bezimiennych alkoholi daleko było do człowieka. Przynajmniej fizycznie. Witanie Boga i wszelkie rytuały z tym związane należały do Raji, pomagała kiedyś nawet wystawiać jasełka.
Jednakże, pomimo braku jakiejkolwiek reakcji na twarzy ciemnowłosej bohaterki tej opowieści, jej wnętrze wypełniło się bliżej nieokreślonym ciepłem. Nie było to jednak wywołane sympatią, którą niby darzyła Nove, bardziej ulgą związaną z faktem, że nadal ma znajomego medyka w DOGS, który bez większych problemów ją poskładała w razie wypadku. A gdy, siłą rzeczy, na dłuższy moment ją straciła, mimowolnie doceniała jej nieoczekiwany powrót do żywych.
- On nie istnieje, Federico - odparła, patrząc na nią z góry. Pytania o boskie istnienie i jego bytowanie nie były raczej na miejscu, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Mogło to z jej strony zaśmierdzieć lekką hipokryzją, ale swoje zdanie na jego temat wolała pozostawić swoim prywatnym przemyśleniom, zaś na zewnątrz twierdzić, że coś takiego jak Bóg czy jakiekolwiek istnienie wyższe nie ma prawa bytu. Poza tym, głęboko wierzyła w predestynację i z góry założone zbawienie, które jednak się jej należało, więc mogła gadać co chciała.
Gadatliwość jej rozmówczyni, mimo wszystko, zbytnio jej nie przeszkadzała. Pozwalała by jej słowa bez większego celu odbijały się echem po wypalonym pustkowiu, przez co sama nie musiała go zbytnio zapełniać. Gdy bernardyn skończył mówić, z nienaturalną wręcz dla siebie gracją zeskoczyła z drzewa, wyprostowała się i spojrzała na trzymaną przez koleżankę butelkę.
- Wszyscy żyją - zabrała jej puste po trunku opakowanie i obejrzała je pod resztki światła. W tym stanie nie mogła raczej stawiać jej większego oporu, a Raja miała silne, męskie rączki. - Po więcej informacji musisz mnie częściej odwiedzać -.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Nove on Pią 26 Maj - 17:24
Ale mówiliśmy o Nove, pełnej mieszance głupoty i dziwnych pomysłów, które nabrały "ludzkiego" kształtu i jeszcze dały dosyć wymagającą posadę w gangu tylko dlatego, bo coś tam umiała. Ale to tyle, dalej ten cholerny medyk nie nadawał się do prawie niczego, co nie było związane z maskami. Piło to, ćpało, łaziło jak typowy przypał i nawet w razie czego nie potrafiło solidnie obronić swojego życia, bo i bojownikiem była beznadziejnym w cholerę.
Ale miała to w dupie.
Jakoś wiele rzeczy miała w głębokim poważaniu i jakimś pieprzonym cudem wciąż żyła. Ponad 1000 cholernych lat. Tysiąc. Trzy zera.
- I chuj, może tylko robi nas w ciula, a może nie, tak czy siak coś się dzieje - i ma to miejsce idealnie w święta, w których stary fanatycy robią imprezy życia. - dziewczyna machnęła od niechcenia ręką - Kwestie Jego istnienia zostawmy na kiedy indziej z butelkami wina i kartami pod nosem, wtedy będzie lepiej.
Takie rzeczy nie były do załatwiania na żywca, pod drzewem niczym typowe zjeby i żule w jednym, kiedy na dworze piździało bliżej niesprecyzowanym złem. A już szczególnie nie na trzeźwo.
Nove czekała zadziwiająco spokojnie na jakikolwiek wylew informacji od Raji, kiwając co jakiś czas głową do samej siebie, jakby prowadziła bardzo żywy dialog sama ze sobą - problem w tym, że nie dość, że nie doczekała się porządnej odpowiedzi, bo z tą, jaką zaoferowała jej panienka, za cholerę się nie zgadzała, to jeszcze pieprzona księżniczka zajumała jej zajebistą butelkę, z którą zwiedziła pół Desperacji.
A to już nieźle ożywiło bernardyna.
- Odpierdol się od mojej butelki, księżniczko. A radę zapamiętam na przyszłość. - rzuciła nieco oburzona, podchodząc na tyle blisko, aby w razie czego wykorzystać chwilę nieuwagi ratlerki, gdyby ta dała jej jakąś szansę - Nie zmienia to faktu, że cienki z Ciebie informator, skoro nie rzucasz mi tutaj żadnych monologów pełnych ostrych plotek na temat reszty. Aż tak ci odjęło mowę, jak mnie ujrzałaś, księżniczko?

A potem zawaliła jej swoją butelkę i polazła.
[z/t]

_________________

Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.



Nove
-----------
Bernardyn     Opętana

avatar

Liczba postów : 496
GODNOŚĆ : Federica Vanessa Carramusa.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Liam Yesterday at 13:18
Było ciemno. Liam z wyraźną ulgą przyjmował kolejne podmuchy wiatru niosące ze sobą przyjemny chłodek, tak bardzo mu bliski. Miał akurat szczęście, że postanowił wyjść z kryjówki o tej porze, bo za dnia to by długo nie wytrzymał i musiałby albo się wrócić pod ziemię, albo schować w cieniu jakiś głazów, kamieni czy innych naturalnych cudów dających chociaż trochę cienia i spokoju. I całe szczęście, że nocą, w przeciwieństwie do tamtej kryjówki, to przynajmniej gwiazdy i księżyc dawały znikome, ale zawsze jakieś, światło. Przynajmniej mógł zobaczyć już własne zarysy, a po dłuższej chwili nawet kolory.
Teraz mógł w spokoju ocenić szkody wyrządzone nieznajomością sieci tuneli. Tym razem, po dwóch dobach wyszło raptem parę siniaków. To jest jakiś sukces! Liam uśmiechnął się pod nosem. Tym razem mu się poszczęściło. Ostatnio musiał zakryć jakąś szmatą czoło, bo tak przydzwonił w uchylone drzwiczki od jakiegoś pokoju, że rozciął sobie skórę na czole. Aż musiał się teraz tam dotknąć. Wspomnienie nie było najlepsze, ale w tamtej ciemnicy przynajmniej nikt nie zauważył, że rozwalił sobie czoło, o ile rzeczywiście ktoś zwracał na niego uwagę. Blizna będzie jak nic, pomyślał cicho wzdychając.
Piasek jest jeszcze ciepły, stwierdził, dotykając dłonią podłoża po wyjściu na pusty teren. Czyli niedawno musiał być dzień? Na twarzy Liama od razu pojawił się uśmiech. To znaczy, że ma całą noc przed sobą, aż to świtu. Lepiej nie mógł trafić. Wymordowany rozejrzał się po okolicy. Wszędzie cisza jak okiem sięgnąć, w dodatku urocza sceneria, bo gwiazdy rozświetlały dziś całe niebo. Coś by porobił, tylko nie bardzo wiedział co. Pójść czegoś poszukać? A może wyjść zapolować? Dawno nie jadł nic porządnego, zapychając się ostatnio jedynie kawałkami suszonego mięsiwa nieznanego pochodzenia. Ach, gdyby mógł tak teraz opędzlować jakąś padlinkę, tylko gdzie on by tutaj coś znalazł? Jak nic, tereny wokół kryjówki nie posiadały oznak życia, więc nie mogło tutaj nic zdechnąć. A o wtargnięciach nic nie słyszał, a szkoda. Wymordowany na obiad to byłoby coś.
Liam musiał wytrzeć kąciki warg ze śliny, tak się rozmarzył na samą myśl o zjedzeniu czegoś dobrego. Jednak to tylko marzenia, brzuch pozostawał pusty, buzia też, a jedyne co się działo w okolicy to świszczący wiatr. Ze smutkiem przysiadł gdzieś przy jakimś półmetrowym głazie i obserwował przestrzeń przed nim. Co innego miał robić? Musiał coś wymyślić.
A ponieważ najlepsze co wymyślił, to bawienie się swoją piłeczką pingpongową, to właśnie tym się zajął. Raczej nikt mu przeszkadzać nie będzie, a w międzyczasie mógł szlifować swój język.
- Przydałby się ktoś do tego.
Mruknął w końcu, sam do siebie, rzecz jasna. To, że mówił do siebie nie było niczym dziwnym. Często rozmawiał ze sobą, kiedy był sam. Albo po prostu wyrażał swoje myśli w głowie tak głośno, że wydawało mu się, że faktycznie mówi?
Mózg ludzki jest pełen niespodzianek, pomyślał, obracając w palcach piłeczkę. A mój jest taki... bezużyteczny. I pusty i...
Rzucił piłeczką przed siebie ze złości. Ta poleciała niezbyt daleko, a niesiona podmuchem wiatru zaraz wróciła do właściciela. Liam zmarszczył brwi i cisnął piłeczką jeszcze raz. Kiedy ta wróciła, złapał ją dłonią i znów obracał w palcach. Głupia piłeczka.



Liam
-----------
Chart     Poziom E

avatar

Liczba postów : 27

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics