Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8   

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Kesil on Sob Gru 10, 2016 6:24 pm
Ugryzienie nie było przyjemne. To nigdy nie jest miłe, gdy nagle jakieś twarde żuwaczki, żwaczki czy cokolwiek tam skorki miały, zacisną się na delikatnym nosie. Jednak niespodziewany ruch Wazonu kompletnie odciągnął uwagę lisa od robaczego problemu. Uniósł wzrok na mężczyznę, spięty. Powinien uciekać? Tamten obcy spowodował taką reakcję? Dojdzie do walki? Zwierzak położył uszy po sobie, lekko podkulając ogon. Aż zaczął coś rozumieć. Zerwanie się na równe nogi przywodziło na myśl wcześniejsze dzikie skoki Kesila. Wymordowany rozluźnił się, podświadomie wyczuwając, że Kundel się boi. Prawdopodobnie tę zdolność zawdzięczał zwierzęcemu, szóstemu zmysłowi.
Lis potrząsnął łapą, gdy coś na nią weszło i spojrzał za odchodzącym obcym, zanim ponownie skupił uwagę na postawnym człowieku.
A to podobno lis jest wielki- Wazon widział kiedykolwiek siebie? Toż wygląda jak chodząca góra. Zapewne Kesil uciekłby, gdzie pieprz rośnie, gdyby wcześniej nie przekonał się, że Kundel nie należy do osób nadmiernie agresywnych, a jego gwałtowne ruchy wynikały z paniki. Tylko... Przed czym chciał uciekać? Tamtym obcym? On już odszedł. A może...
Gdy tak obserwował, co w zasadzie tymczasowy towarzysz zamierza zrobić, jeden ze skorków wydreptał z futra na szyi zwierzaka i zatrzymał się między oczami. Psowaty szarpnął głową, podrzucając stworzonko i złapał robaka w pysk, rozgryzając go z głośnym chrzęstem pękającego pancerzyka. Wyglądało to jak jakaś groteskowa wersja sztuczki z ciasteczkiem na nosie.
Jaki świat, takie smakołyki?
Oblizał się i wstał, zbliżając do Wazonu. Uniósł przednią część ciała, opierając środkową parę łap o pierś mężczyzny. Uniósł jedną z przednich łap i dotknął jego brody.
Spokojnie. Panuję nad sytuacją. Tak? Nie ma powodu do paniki. Jest wszystko dobrze.
Zabrał kończynę i powoli wyciągnął pysk. Nie chciał wyglądać na agresora, jednak nie był pewny, jak całe jego zachowanie zostanie odebrane. Obserwował wobec tego bacznie schowaną pod kapturem twarz, zważając na wszelkie sygnały świadczące o ewentualnym, nadchodzącym ataku. Jeśli Edgar nie odtrącił lisa, ten złapał w zęby skorka, który uczepił się materiału na barku Kundla. Odepchnął się następnie od niego i opadł znów na ziemię, zjadając robaka. Prawie jakby Wazona wyiskał.

_________________
|| a7a887



Kesil
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 282
GODNOŚĆ : Kaede Shimizu

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Wazon on Pią Gru 16, 2016 7:58 pm
Zamarł gdy tylko lisowaty się do niego zbliżył. Widział coś kątem oka, coś na kapturze, u góry, coś ruchomo nieruchomego i to go tak bardzo przerażało. Wszystko, tylko nie zacząć wrzeszczeć, nie zacząć wrzeszczeć, nie zacząć... Wrzeszczeć.
Aaaaaaaa, tak bardzo chciał cokolwiek umieć z tym zrobić! A, kurwa mać, nie umiał. N i e u i a ł. Skąd to się w ogóle wzięło? Znaczy robale były wszędzie, zawsze i jakby nieśmiertelne. Ale skąd się wziął ten kurewski strach? Tak jebanie irracjonalny jak to tylko możliwe i znienawidzony z samego faktu, że istnieje.

Mina Wazona musiała być dość zabawna. Wykrzywiona, pokazująca trwogę i wręcz przerysowany strach. W połączeniu z kolorowymi plamami, i jego rysami twarzy, wyglądał zapewne jak klaun nie najwyższych lotów. Jak klaun, który jest śmieszny, bo jest nieudolny w sposób niezamierzony. Taki klaun, któremu się raczej współczuje, niż się podziwia.

Lisowaty chapsnął, kłapnął, oddalił się, a coś z kaptura zostało zdjęte i zniknęło w pysku lisa.
Wazon otworzył usta, ale pięść powędrowała do nich szybciej, niż wydobył się dźwięk. Przygryzł zaciśniętą rękę, by tylko nie zacząć faktycznie wrzeszczeć. Bo miał nie wrzeszczeć, jasne? Przecież tak długo udawało mu się nie wrzeszczeć, tak doskonale mu to szło, teraz przecież nie będzie.
Ja pierdole. Nie zdawał sobie wcześniej sprawy z tego, że jedzenie robali, było jeszcze straszniejsze od samego faktu ich istnienia i przebywania w pobliżu Wazona. Tak jakoś... Chyba nikt przy nim robali nie jadł? Albo chociaż go nie uświadamiał, że to robale? Albo chociaż były martwe? A to coś się jeszcze ruszało gdy lis to pochłonął.
He, he, he, faaaajnieee.
- Dobry... - Przełknięcie śliny. - Lisek. Dobry, dobry lisek. Dziękuję...? - dodał, nagle w pełni uświadamiając sobie, że, yyyy, to był zdecydowanie zbyt inteligentny lis nawet jeśli rozważyć by że mógł zmutować z człowiekiem? Był zbyt... Zbyt obyty socjalnie...? Zbyt... A może to tylko takie pobożne życzenie? Może po prostu chciał, bo to co się działo, było zbyt nienaturalnym widokiem, by mógł to przełknąć z świadomością, że lis to lis? Choć, tak właściwie, w tej sytuacji nie mógł być pewien co było gorsze - to, że lis był pomocny w sposób zbyt ludzki, czy to, że istota prawdopodobnie kiedyś człowiecza właśnie zeżarła robala.

_________________



Wazon
-----------
Kundel     Opętany

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Edgar Allan Poe. Serio.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Kesil on Sob Gru 24, 2016 3:31 pm
Istotnie, przez moment lis był nadzwyczaj ludzki. Wręcz niepokojąco obyty z człowiekiem, delikatny i inteligentny. Zważywszy na fakt, jak wiele niebezpieczeństw niesie ze sobą obcowanie z kimkolwiek mocniej rozumnym na tym zapomnianym przez Boga i ludzi pustkowiu, to nagłe odkrycie mogło wręcz wywołać strach podżegany podejrzewaniami o podstęp, zasadzkę i pragnienie wbicia zębów w szyję, by pożywić się świeżym ciałem.
Na szczęście dziwne wrażenie uczłowieczenia nie trwało długo, bowiem w następnej chwili lisek znowu zaczął być głupiutkim, lekko nieogarniętym zwierzaczkiem. Zaś pierwsze, na co zwrócił uwagę, to reszta szczypaw, wciąż siedząca w jego futrze. Żadna to przyjemność, kiedy jakieś stworki po tobie łażą. Wpierw sięgnął zębami i spróbował chwycić robactwo, pełzało jednak zbyt szybko. Wpadł po tym na lepszy pomysł. Po co łapać po jednym, kiedy można pozbyć się wszystkich na raz? Otrzepał się i niechcący wytrzepał szczypawy ze swojej sierści na płaszcz Wazona.
Zadowolony uniósł pysk i dopiero wówczas spojrzał robaczki chodzące po mężczyźnie. Niemalże "mina mu zrzedła", na tyle, na ile może zmienić się mimika lisa. Oj. Cóż... Nie tak miało być. Ale czy to poważny problem? Żaden! Przynajmniej nie dla Kesila.
Podszedł do Kundla i zaczął wybierać zeń kolejne robaki. Kiedy ich zabrakło i ubranie było już czyste, zaczął włazić na Wazon niczym na jakieś drzewo - trzymając się łapami i wkładając nos pod fałdy ubrania. Chciał mieć pewność, że nie ma tam już nic do zjedzenia.
Obwąchiwał go uważnie, okręcając ogonem niczym karykatura futrzanego boa.

_________________
|| a7a887



Kesil
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 282
GODNOŚĆ : Kaede Shimizu

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Fucker on Nie Gru 25, 2016 10:49 pm

MG DOGS

Okolice kryjówki nie należały do najbezpieczniejszych miejsc, a już na pewno nie o zmroku. Niemniej jednak za dzieło przypadku uznawało się to, że od czasu do czasu spotykało się tu członków DOGS, którzy nie byli nastawieni pokojowo wobec osób, które naruszały ten teren, jakby ów należał do nich. Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że nieopodal znajdowała się siedziba – zapewne dlatego, że umierał prędzej niż zdążyłby się domyślić. Przechadzanie się tędy było prawdziwym samobójstwem. Ale zawsze jakiś samobójca się znalazł.
Tym razem też nie było inaczej.
Wychudzony mężczyzna w łachmanach parł przed siebie, walcząc z silnym wiatrem i śnieżycą. Co jakiś czas lądował na kolanach, gdy jego nogi haczyły o ciężki śnieg, którego w tym roku nie brakowało. Nic nie wskazywało na to, by szukał czegoś konkretnego, jednak równie dobrze jego zmarniały wygląd kogoś, komu być może zależało jedynie na schronieniu, mógł być zwodniczy.

UWAGA! Post jest przeznaczony tylko dla Psów. Wszyscy inni nie będą brani pod uwagę, więc możecie ignorować tę ingerencję MG. Poza tym zakładam, że i tak dzieje się w innym czasie.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5273

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Wazon on Sro Gru 28, 2016 9:08 pm
Wzdrygnął się, gdy kolejna rzecz na niego spadła na wskutek otrząsania się lisowatej kulki. Obcowanie z naturą jest zazwyczaj piękne. A później przychodzi czas na robactwo. Stwórca, czy cokolwiek innego to nie było, był okrutna siłą. Nic dziwnego, że ostatecznie nastała apokalipsa a Wazon miał pecha trafić w sam środek jej skutków. No chujowa sprawa, chujowa.
Lis podniósł się, oparł o Wazona, a ten, zamroczony wizją robactwa, nawet nie drgnął. Tylko zaparł się w ziemi trochę, by lisowaty go za bardzo nie przechylił. Może i stworzenie nie było zbyt ciężkie, ale nawet niewielka masa potrafi przy odpowiednim przyspieszeniu... No ogółem nawet małe gówno potrafi zrobić duży bajzel.
Właściwie... Właściwie, to dotarło do niego po chwili, że jest skończonym idiotą, który dał się omotać bardzo przyjaznemu liskowi. Faaajnie. Dziwne, drogi Wazoniku, że udało ci się przeżyć tyle na jebanej Desperacji. Nic za to dziwnego, że w pierw musiałeś tam umrzeć. Ahhh, skończony, jebęcki idiota do boleści.

Lisowaty zjadł, ale był trochę okręcony. Wazon czuł się wręcz idiotycznie niepewnie w tej sytuacji. Ta, a przed chwilą był z niego taki kozak. Fajnie, na prawdę, fajnie, bardzo fajnie.
- Dooobra, lisku, dzięęękujeęę... Ale teraz już muszę iść. No, więc nie obraź się, ale... - powiedział chwytając delikatnie najbardziej przednie łapy lisa i odsuwając je od siebie, a jednocześnie samemu się cofając. - Też musisz już ze mnie zejść. Było miło, więc myślę, że do zobaczenia. Kiedyś jeszcze cię czymś poczęstuję.
Puścił lisa tak, by ten spokojnie mógł sobie opaść na ziemię i mieć swobodę, a sam się starannie wycofał. Miał iść, tak? No to idzie. I poszedł, skoro czegoś od niego chcieli...

>> x2 zw

_________________



Wazon
-----------
Kundel     Opętany

avatar

Liczba postów : 186
GODNOŚĆ : Edgar Allan Poe. Serio.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Nove on Nie Kwi 23, 2017 4:01 pm
Wszystko miało być w porządku. Boże Narodzenie, Alleluja, zróbmy coś fajnego, poimprezujmy, będzie dobrze.
Pierdolenie.
Nie była w stanie powiedzieć, jak to zrobiła, jednak Nove w pewnym momencie obudziła się gdzieś tam, hen daleko na Desperacji i nie wiedziała, co tam robiła. W dłoni miała pustą butelkę po winie, więc założyła, że musiała sobie nieźle pozwolić. Ale że co, jednym winem? Może Rumcajs wrzucił jej dla beki jakieś podejrzane ziele, a może przegrała w pokera i łyknęła jakieś świństwo za karę - cholera wie. Co było najlepsze - dowiedziała się, że był pieprzony kwiecień.
Przespała cholerne cztery miesiące. Super opcja kurwo.
A Raja ostrzegała, że ci odpierdoli na Nowy Rok. Słuchaj jej, bo jeno prawdę głosi.
Powrót do własnej kryjówki okazał się o wiele trudniejszy, niż sądziła, bo musiała sobie poradzić z brakiem dobrego snu, zmęczeniem i w ogóle wyczepistym w kosmos humorem. Szła jeszcze z tą butelką jakby tam była jakaś nieznana nagroda, którą tylko ona mogła wziąć i wykorzystać, a reszta niech się wali, czy coś. Raz czy dwa zaczepili ją inni Desperaci, co tylko potęgowało jej wkurzenie i wystarczyła jedna dłuższa chwila, a w końcu przywaliłaby nią w czyjś łeb, rozpoczynając kolejną wojnę biedaków.
Ale w końcu zaczęła widzieć znajome pagórki, więc morda jej się nieco uśmiechnęła. Wreszcie, kuźwa.
Szła więc dalej, nucąc jakąś przerobioną na kolanie kolędę, która mieszała wydarzenia z Bożego Narodzenia oraz Wielkanocy, tak żeby bardziej pasowało do sytuacji nieogarniętego Bernardyna. Że co, medyki DOGS są miłe i ułożone?
Ha! Niedoczekanie wasze!

_________________

Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.



Nove
-----------
Bernardyn     Opętana

avatar

Liczba postów : 437
GODNOŚĆ : Federica Vanessa Carramusa.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Raja on Nie Kwi 23, 2017 7:57 pm
Oczywiście, że Raji trzeba słuchać. Nie przychodzi się do niej po byle rozmowę, żeby zignorować jej słowa. To tak jakby znaleźć świeżą, najczystszą w świecie wodę, poprzyglądać się jej krystalicznej przejrzystości i wylać w piasek. Jakby ta jedyna szansa na przeżycie, i to w przyzwoitych warunkach, miała się rozejść między ziarnami piasku i wsiąknąć w podłoże, nie zostawiając po sobie najmniejszego śladu. Nie ma to sensu? Oczywiście, że nie. Zwłaszcza, gdy ta sakiewka z wodą jest względem Ciebie nawet przyjazna i nie podstawia ci trucizny pod nos.
Wnętrza psiej kryjówki sprawiły, że znowu zaczęła przesiąkać stęchlizną, brudem i potem. Oczy kompletnie nie wiedziały jak funkcjonować, gdy udało się czasem odpalić świecę, a skóra robiła się przeźroczysta. Cienka jak pergamin, szorstka, jakby zdarta z trupa. Wydostanie się z tego zapyziałego podziemia nie było najłatwiejsze, zwłaszcza, że ostatni raz tej dziury łączącej ich z wiatrem, piachem i gorącem szukała dobrych kilka tygodni wcześniej. Dopiero gdy wystawiła głowę, przypomniała sobie, dlaczego tak bardzo tego nie znosi.
Okolice kryjówki, domu, jak to zwykła czasem pomyśleć, były bynajmniej przyjazne. Tak brzydkie, puste, jak sama nazwa wskazuje, nijak zapraszały to spaceru. Nijak też nie powinny sprawić, że wylazła na słońce, że zaczęła się błąkać między stosami kamieni, ale fakt, że jeszcze się nie zabiła i ukróciła sobie trudności był równie nielogiczny, więc może trzeba zostawić ten temat.
Odetchnęła dopiero wtedy, gdy znalazła jakieś przypadkowe, wyschnięte drzewo i zachęcona jego nad wyraz pokaźnym rozrostem i pozorną siłą, wlazła na najniższy konar, który był w stanie ją utrzymać. Widziała stąd teoretycznie więcej, a piach nie wpadał jej do butów, więc miała przewagę.
Zdołała więc też zauważyć tę wątłą, żałosną postać gdzieś w oddali. Co to jest, 174 centymetry.
- Długo Cię nie było - mruknęła, zachrypnięta, gdy ta zbliżyła się na tyle, by mogła ją usłyszeć. Siedziała nad nią, machając bezwiednie nogami.



Raja
-----------
Ratlerek     Nosicielka

avatar

Liczba postów : 5
GODNOŚĆ : Madhuvanthi Bhosle

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Nove on Wto Kwi 25, 2017 8:52 pm
Sama powinna być tego zajebiście świadoma - przecież nie raz zamykały się w jakiś podejrzanych norach, dziurach czy innych burdelach własnego wykonania, zgarniały najlepszy towar jakie miały i tworzyły tak popieprzone wróżby, na których widok nawet wróżbita Maciej wypierdalał na Grenlandię, bo nijak mógł z nimi rywalizować. Ale patrzcie - ten raz, jedyny raz, postanowiła, że sama będzie wystarczająco zajebista, by powitać Boga na własnych terenach. Szopkę jakąś odstawi, powita wiedźmę z prezentami i kogo tam jeszcze zaprosili.
Nie, taki czort.
Znajomą sylwetkę medyk DOGS rozpoznał od razu, co wywołało u niej jakąś magiczną falę radości, ale i jeszcze większego zirytowania, bo przypomniała jej się ta cała sesja tarota czy innego gówna, jakim Raja rzucała niczym cholerny magik z rękawów.
- Bóg się rodzi, DOGS się leeeje~ - zanuciła, machając do Ratlerka uparcie trzymaną w dłoni butelką - Nie, kurwa, czekaj. Ja już nie ogarniam, Raja, co się odpierdala. On się w końcu rodzi, czy Zmartwychwstaje?
Mówiła to z taką powagą, jakby była to dla niej sprawa życia i śmierci, co aż prosiło się o porządne wyśmianie przez osoby trzecie. Ten aktor gra nawet wtedy, kiedy publiczka o to nie prosi, ale kogo to obchodzi? Ona chciała wiedzieć, co się wydarzyło i dlaczego Raja nie zejdzie na jej poziom, zamiast bawić się jak pieprzona elitka hen tam, na tym drzewie. Nie ucieknie jej, drewna i tak z tego nie zrobią.
- No co Ty nie powiesz? - na twarzy Bernardyna pojawił się jej firmowy uśmieszek - Jeszcze chwilę temu odstawialiśmy szopki i jasełka jak grzeczne psy, a na dworze panowała biel jakby ktoś wypierdzielił całą pakę Persila czy innego gówna, a dzisiaj mówią, że On wstaje i cieszmy się wszyscy, co się kurwa dzieje. Tak serio teraz.
Zaraz potem bez żadnych pohamowań oparła się o resztki drzewa tak, by Raja nie posmyrała ją butem po mordzie i zerknęła zrezygnowana na butelkę.
- Grow jeszcze żyje? Bo ostatnio to jeno zdychał. Ourell też? Nie zabiły go korzonki ani nic z tego? Coś musiało się, cholera, dziać. Może wreszcie ktoś cisnął coś w Rumcajsa, nie wiem? Wyjebał Kirina kolanami na ryj? Albo Pudel dostał swoją świętą doniczką? Opowiadaj mi, Raja, mordo dobra, bo Ty jeno zawsze wiesz, kto z kim odpierdalał teatrzyki dziesięć minut przed tym, jak oni o tym wiedzieli.

_________________

Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.



Nove
-----------
Bernardyn     Opętana

avatar

Liczba postów : 437
GODNOŚĆ : Federica Vanessa Carramusa.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Raja on Pią Maj 05, 2017 7:26 pm
Głupota. Głupotą można nazwać to, co robiła Nove. Iść, bez Raji, pić gdzieś w nieznane. To właśnie jest apogeum ludzkiego braku pomyślunku, choć w tym wypadku dzikiej koleżance do popijania bezimiennych alkoholi daleko było do człowieka. Przynajmniej fizycznie. Witanie Boga i wszelkie rytuały z tym związane należały do Raji, pomagała kiedyś nawet wystawiać jasełka.
Jednakże, pomimo braku jakiejkolwiek reakcji na twarzy ciemnowłosej bohaterki tej opowieści, jej wnętrze wypełniło się bliżej nieokreślonym ciepłem. Nie było to jednak wywołane sympatią, którą niby darzyła Nove, bardziej ulgą związaną z faktem, że nadal ma znajomego medyka w DOGS, który bez większych problemów ją poskładała w razie wypadku. A gdy, siłą rzeczy, na dłuższy moment ją straciła, mimowolnie doceniała jej nieoczekiwany powrót do żywych.
- On nie istnieje, Federico - odparła, patrząc na nią z góry. Pytania o boskie istnienie i jego bytowanie nie były raczej na miejscu, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Mogło to z jej strony zaśmierdzieć lekką hipokryzją, ale swoje zdanie na jego temat wolała pozostawić swoim prywatnym przemyśleniom, zaś na zewnątrz twierdzić, że coś takiego jak Bóg czy jakiekolwiek istnienie wyższe nie ma prawa bytu. Poza tym, głęboko wierzyła w predestynację i z góry założone zbawienie, które jednak się jej należało, więc mogła gadać co chciała.
Gadatliwość jej rozmówczyni, mimo wszystko, zbytnio jej nie przeszkadzała. Pozwalała by jej słowa bez większego celu odbijały się echem po wypalonym pustkowiu, przez co sama nie musiała go zbytnio zapełniać. Gdy bernardyn skończył mówić, z nienaturalną wręcz dla siebie gracją zeskoczyła z drzewa, wyprostowała się i spojrzała na trzymaną przez koleżankę butelkę.
- Wszyscy żyją - zabrała jej puste po trunku opakowanie i obejrzała je pod resztki światła. W tym stanie nie mogła raczej stawiać jej większego oporu, a Raja miała silne, męskie rączki. - Po więcej informacji musisz mnie częściej odwiedzać -.



Raja
-----------
Ratlerek     Nosicielka

avatar

Liczba postów : 5
GODNOŚĆ : Madhuvanthi Bhosle

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Nove on Pią Maj 26, 2017 5:24 pm
Ale mówiliśmy o Nove, pełnej mieszance głupoty i dziwnych pomysłów, które nabrały "ludzkiego" kształtu i jeszcze dały dosyć wymagającą posadę w gangu tylko dlatego, bo coś tam umiała. Ale to tyle, dalej ten cholerny medyk nie nadawał się do prawie niczego, co nie było związane z maskami. Piło to, ćpało, łaziło jak typowy przypał i nawet w razie czego nie potrafiło solidnie obronić swojego życia, bo i bojownikiem była beznadziejnym w cholerę.
Ale miała to w dupie.
Jakoś wiele rzeczy miała w głębokim poważaniu i jakimś pieprzonym cudem wciąż żyła. Ponad 1000 cholernych lat. Tysiąc. Trzy zera.
- I chuj, może tylko robi nas w ciula, a może nie, tak czy siak coś się dzieje - i ma to miejsce idealnie w święta, w których stary fanatycy robią imprezy życia. - dziewczyna machnęła od niechcenia ręką - Kwestie Jego istnienia zostawmy na kiedy indziej z butelkami wina i kartami pod nosem, wtedy będzie lepiej.
Takie rzeczy nie były do załatwiania na żywca, pod drzewem niczym typowe zjeby i żule w jednym, kiedy na dworze piździało bliżej niesprecyzowanym złem. A już szczególnie nie na trzeźwo.
Nove czekała zadziwiająco spokojnie na jakikolwiek wylew informacji od Raji, kiwając co jakiś czas głową do samej siebie, jakby prowadziła bardzo żywy dialog sama ze sobą - problem w tym, że nie dość, że nie doczekała się porządnej odpowiedzi, bo z tą, jaką zaoferowała jej panienka, za cholerę się nie zgadzała, to jeszcze pieprzona księżniczka zajumała jej zajebistą butelkę, z którą zwiedziła pół Desperacji.
A to już nieźle ożywiło bernardyna.
- Odpierdol się od mojej butelki, księżniczko. A radę zapamiętam na przyszłość. - rzuciła nieco oburzona, podchodząc na tyle blisko, aby w razie czego wykorzystać chwilę nieuwagi ratlerki, gdyby ta dała jej jakąś szansę - Nie zmienia to faktu, że cienki z Ciebie informator, skoro nie rzucasz mi tutaj żadnych monologów pełnych ostrych plotek na temat reszty. Aż tak ci odjęło mowę, jak mnie ujrzałaś, księżniczko?

_________________

Słyszysz ten dziwny język? Kursywa podpowiada wam, że w tym momencie ktoś wymawia to zdanie w języku włoskim. Jednak znika po chwili - i już wiesz, że Nove wróciła do japońskiego.



Nove
-----------
Bernardyn     Opętana

avatar

Liczba postów : 437
GODNOŚĆ : Federica Vanessa Carramusa.

Powrót do góry Go down

Re: [s] Pustkowie    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics