Strona 1 z 10 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Go down


[s] Pustkowie

Pisanie by Arcanine on 22/2/2015, 19:12
UWAGA! TEREN SKAŻONY WIRUSEM X!

Zanim w ogóle dotrzemy do gór, w której jedna z nich jest tą, jaka skrywa tajemnice psiej gromady, musimy pokonać... Tak, to co zwykle. Multum piachu, pustkowie, gdzie czasem jeszcze widać stojące, wyschnięte na wiór drzewa i kupy skał. Nic szczególnego tutaj nie uświadczymy, oprócz chmur - teoretycznie zabójczego - Wirusa X. Zależy to jednak dla kogo jest morderczy. Gdzieś na horyzoncie majaczą góry... A jedna z nich to ta góra, która jest celem tych, jacy się tu kręcą. I jacy o niej wiedzą, oczywiście.


Tekst autorstwa Lentarosa.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Arthur on 6/4/2015, 18:29
Niesiony przez androida półżywy blondyn kompletnie nie wiedział, gdzie tak dokładniej idą, w jakim kierunku, jaki krajobraz będzie panował tam, gdzie zmierzają. Nie pamiętał. Wiedział tyle, że musi znaleźć się w podziemiach, a każdy napotkany pies będzie dla niego niczym wybawienie. Z niewielu strzępków pamięci kojarzył kudłate czworonogi, których zawsze było wszędzie mnóstwo. Nie pamiętał ich imion, poza jednym. Avery. Ona najbardziej by mu się teraz przydała. Potrafiła zanieść wiadomość prosto do swojego pana, a to właśnie z nim musiał się skontaktować.
Blondyn półświadomie otarł się policzkiem o Lentarosa i tak jakby przytulił, na tyle, na ile pozwalała mu pozycja, w jakiej był niesiony. Na czas podróży zamknął oczy, które i tak póki co mu się nie przydawały. Po dłuższym czasie został dopiero odstawiony na ziemię, a raczej posadzony pod skalną ścianą. Dalej jego wybawca nie znał drogi, jednak i tak zrobił bardzo dużo. Wymordowany podziękował mu i został sam. Dzięki wodzie, odzyskał trochę sił, choć w dalszym ciągu nie był w stanie niczego powiedzieć, czy samemu gdzieś iść. O ile sam może by się jakoś utrzymał w pionie, tak wstać i iść byłoby ciężko.
Siedział więc, myśląc o niczym, licząc na jakiegoś członka gangu zmierzającego do kryjówki, ewentualnie jednego z psów. I doczekał się, choć po dłuższym czasie. Wyczuł zapach sierści, usłyszał ciche stąpanie zwierzęcia. Avery w krótkim czasie już była obok niego i obwąchiwała dokładnie, przypominając sobie, kimże on do licha jest. Szczeknęła, zaczęła machać ogonem.
Ave, pomyślał, wyciągając rękę i gładząc puchatą głowę zwierzęcia. Pies wyraźnie zaczął się cieszyć, Arth poczuł jej łapę na swojej nodze. Nie miał siły na zabawę z nią. Nie mógł też jej nic powiedzieć. Patrzył niewidzącymi oczami w jej kierunku tak długo, aż trochę się uspokoiła. Wtedy wyciągnął z kieszeni pomiędoloną, starą kartkę i położył na swoich nogach. Rozciął zębem dłoń, palcem prawej ręki zaczął pisać wiadomość. Umocował ją odpowiednio pod chustą na karku czworonoga, by nie wypadła, a jednocześnie była widoczna. Poklepał Avery po grzbiecie, wysyłając ją do właściciela. Mógł tylko czekać.
avatar





Arthur
Ratler     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Arcanine on 9/4/2015, 01:08
Tutaj, Avery? ─ rozległ się cichy głos, ubarwiony nutą kpiny. Zaraz potem ktoś parsknął krótko pod nosem jakimś marnym zalążkiem śmiechu.
Czemu to zawsze nas wysyła się po jakichś desperatów?
Daj spokój, Melody. Nie może z nim być tak źle, skoro dostarczył list do Growa, no nie?
Czyżby?
Oh.
Arthur, jeśli faktycznie był w stanie jeszcze coś zanotować z zewnątrz, usłyszał, jak szuranie, które dotychczas dochodziło gdzieś z oddali (jakby z głębin morza), przez moment stało się wyraźniejsze, a teraz ucichło na dobre. Na słabe ciało padły dwa czarne cienie, przykrywające to, co zostało z Arthura.
To on? ─ zagadnął rudowłosy chłopak, unosząc brwi w zaskoczeniu. ─ Wygląda, jakby już nie żył.
Noo ─ zgodził się Melody, robiąc identyczną minę jak brat. Otworzył szerzej złote oczy i przechylił dodatkowo głowę, przyglądając się poobijanej twarzy niebieskowłosego. ─ Nie wiem, czy chcę go dotykać. A jak serio zdechł?
Coś ty! ─ syknął Tokyo, dając bliźniakowi mocnego kuksańca w bok. ─ Grow rzucił przecież, że może i będzie dogorywać, ale na bank nie zdechnie.
Niby...
Melody nie wydawał się jednak do końca przekonany. Wyciągnął nogę okrytą starym, szarym butem i szturchnął nią sylwetkę Adricha.
Ej ─ dodał świszczącym szeptem Tokyo, pochylając się nieco do przodu. Wsparł dłonie nad kolanami i wbił niebieskie spojrzenie prosto w Arthura. ─ Żyjesz?
Bo jak nie
─ to nie będziemy się fatygować.


// @MG: soreh, ale mam zapieprz, a nie chcę cię całkowicie blokować. Następny post pewnie będzie ambitniejszy.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Arthur on 9/4/2015, 18:39
Trochę to trwało, choć długość oczekiwania mogła być dla kurdupla mylna. Nie znał godziny, do tego brak wzroku całkowicie uniemożliwiał określenie tego. W myślach również nie odliczał kolejnych sekund od wysłania wiadomości, bo najzwyczajniej w świecie ze zmęczenia pomyliłby się jeszcze przed dotarciem do dziesiątki. Miał nadzieję, że Wilczur jest akurat gdzieś blisko, a psi posłaniec dostarczy informację dość szybko. Ufał Avery, tak jak i reszcie czworonożnej "gwardii przybocznej" nawet, jeśli często rzucały się na niego, przewracając na ziemię swoim ciężarem i wielkością.
Tym razem również nie zawiódł się na psim gońcu.
Notował coraz słabiej. Jakby do tej pory nie stracił wystarczająco dużo krwi, to jeszcze musiał się lekko naciąć, żeby mieć czym pisać. Ale ok, nie narzekajmy, żył dalej. Jako tako, czyli w stylu azjatyckim! I nawet ktoś po niego wyszedł. Jeeej, naprawdę żył jeżdżąc na szczęściu. Po głosach jednakże ich nie mógł rozpoznać. Ktoś nowy? A może ktoś stary, kogo już zdążył zapomnieć? A może to w ogóle nie była ekipa ratunkowa, tylko nekrofile...
Dopiero szturchnięcie przywróciło go do wyższego stanu trzeźwości. Powieki uniosły się nieco, częściowo odsłaniając lekko świecące, zielone oczy. Gdyby ktoś widział je parę minut wcześniej, mógłby przysiąc, iż były w tym momencie bardziej jadowite niż wcześniej. Ani tęczówki, ani źrenice nie poruszyły się nawet na milimetr - cały czas patrzyły gdzieś w dal, nawet, gdy Arth wyprostował nieco głowę. Fioletowy język zasmakował powietrza, wysuwając się i przez moment badając otoczenie. Mimo słyszenia dwóch głosów, zapach wydawał się być jeden. A może dwa, lecz tak do siebie podobne, iż w tym stanie nie mógł ich rozróżnić? Lekko zmarszczył nos, unosząc górną wargę, odsłaniając kły. Szybko jednak przestał ostrzegać przybyłą parę, uznając ich za niezagrażających jego życiu. Coś w ich woni podpowiadało gadzinie, żeby zbyt szybko ich nie osądzać. Tak jak każdego z gangu.
Chciał coś powiedzieć, ale tak jak wcześniej rozchylił tylko wargi, by zaraz znów je zamknąć. Ich głosy były dla niego niezrozumiałe i jakieś takie odległe. Zamknął ślepia do końca, kiedy nagle ból zaczął wwiercać się w jego czaszkę. Mruknąłby z niezadowolenia, ale ostatecznie wyszło mu ciężkie, prawie bezgłośne westchnięcie.

//Szpokojnie, nie spiesz się, rozpisywać też nie musisz. I btw, jeśli Piesałki do niego mówią po japońsku, to nie zrozumie.
avatar





Arthur
Ratler     Poziom E
GODNOŚĆ :
Zło przeklęte w kurdupla zaklęte.


Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Arcanine on 10/4/2015, 23:14
No dobra, Tokyo.
Dało się usłyszeć ciche westchnięcie rezygnacji.
Ty bierzesz za nogi.
Nie wypłacisz się.

// @MG: Tak. Ten post jest AŻ taki długi. Przeniosą cię dokładnie tutaj. Zaraz napiszę tam post Growem.

Arthur zt


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Gość on 27/5/2015, 21:32
Słońce było na szczycie, wyznaczając południe. Podróżowali już jakiś czas. Wcześniej wypoczęli, znaleźli wodę, a dzięki Vess udało im się nawet najeść. Już wcześniej miała predyspozycje do polowań, a teraz instynktownie je rozwinęła. Przy niej z głodu się nie zemrze. Nie od razu.
Poza tym, szła niemal całkowicie na czuja. Nie pokazywała po sobie, że waha się podczas wyboru drogi. Może Ergo wyczuwał to, bo przecież znał jej myśli, ale czy to było ważne? Musieli znaleźć jakichś ludzi, dowiedzieć się, gdzie można znaleźć osoby w żółtych chustach, odszukać je. To był ich obecny cel. Przynajmniej Vess, bo sama nie wiedziała, czy aniołowi się podobała jej przynależność do gangu, czy też nie. Nie, żeby miała teraz większy wybór, ale chciała wrócić.
Może to pragnienie wskazało jej drogę, bowiem zeszli na pustkowie, rozległe, puste, ciche...
~ Jesteś odporny na działanie wirusa, prawda? ~ Wcześniej zapomniała o tym, że nienaturalnej barwy chmury spowijają dolinę prowadzącą do kryjówki. Nie przeszło jej to przez myśl przez natłok tego wszystkiego. Jej ten wirus nic już nie mógł zrobić, w końcu była chodzącym jego źródłem. Słowa, które pomyślała były nacechowane energią. Ergo mógł z łatwością odczytać z jej myśli (chociaż wystarczyłoby zerknięcie na ruchliwy ogon), że ona chce wystartować i pocwałować przed siebie, w gąszcz wirusa.
~ To to miejsce. Ergo! Znalazłam dom! ~ Krzyknęła w myśli i zaskrzeczała bardzo, bardzo cichutko. Pazury jej prawej łapy wgniotły się w suchą ziemię drapiąc ją. Nie mogła usiedzieć w miejscu, ale wiedziała, że jeżeli ma towarzysza wyglądającego na człowieka, to nie powinna zostawiać go w tyle.
~ Pomożesz mi, prawda? ~ Zapytała z głęboką, głęboką nadzieją w ślepiach. Ruszyła krok do przodu. Serce biło jej bardzo szybko. Dotknęła łapą rogu, upewniając się, że „żółta” chusta nadal tam jest. Starannie owinięta i mocno przewiązana, szaro-brązowa od ziemi i błota, karmazynowo-żółtawa od zaschniętej krwi połączonej z piaskiem. Poszarpany element z wyhaftowanym pudlem widniał najbliżej postawy rogu nieco wychudzonej bestii. ~ Musimy znaleźć charta. Może się dobrze ukrywać. Ale jak nas zauważy, sam postara się zbliżyć. Jeżeli uzna, że nie stanowimy zagrożenia pewnie wyjdzie nam naprzeciw. A jeśli nie... ~ Zamilkła. Tak naprawdę w tej „grupie” była jedyną osobą, która wzbudzała uczucie zagrożenia. Potrząsnęła łbem.
~ Chodźmy. ~ Zaskrzeczała cichutko. Poprzednia energia przepłoszona została obawami i zdenerwowaniem. Nie mogła opanować podrygiwań długiego, biczowatego ogona. Uniosła pióropusz na swoim grzbiecie, jakby chciała dać się zauważyć mimo chwilowych zamgleń. Szła ostrożnie, acz wbijała pazury w ziemię. Przekręcała łeb z boku na bok chcąc wypatrzeć jakąś ludzką istotę ukrytą wśród niczego. To mogło potrwać, ale co najmniej kilka chartów powinno być w tej właśnie okolicy. Chociaż Vess była tu tylko kilka razy, była pewna, że to jest to miejsce.
Kiedy zauważy człowieka (a wzrok miała wręcz sokoli), poszuka u niego chusty. Zastygnie w bezruchu i skieruje spojrzenie jednego z ukrytych w ciemnej dziurze oczu w stronę humanoida. Najlepiej stroną taką, by zauważył chustę, chociaż ta straciła dawny kolor. Liczyła na to, że Ergo pomoże jej nie wzbudzić odruchu „cel, pal!” i uda się jej dotrzeć do nory.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Gość on 28/5/2015, 16:02
Dlaczego nagle poczuł jakby zamienił się z Vess miejscami? To on powinien dawać jej oparcie, a tym czasem ona wykazała się wyrozumiałością i siłą. Zrobiło mu się autentycznie głupio. Przecież nie zamierzał robić z siebie cierpiętnika. Czas wziąć się w garść, Ergo, zanim spieprzysz kolejną ważną sprawę. Uśmiechnął się krzywo, słuchając naburmuszonego tonu. Urocza. Pod tym względem nie zmieniła się ani trochę, pomyślał. Wstał i podążył za nią. Jej wierny cień, teraz ujawniony, stał w pełnym słońcu nowych zdarzeń gotów na każdą ewentualność.

Może gdyby nie żar lejący się z nieba, byłby bardziej skory do rozmów. Nawet miał na to ochotę. Przecież właśnie miał możliwość porozmawiania ze swoją podopieczną, jakkolwiek by nie wyglądała. Lecz dopiero po tym jak znaleźli wodę, odżył naprawdę. Czuł się w obecności Vess niezwykle rozluźniony, wszak nie była mu obca, i to dało się wyczuć. Zagadywał ją, marudził na piasek w butach, sypał anegdotami. Miało to na celu nie tylko odciąganie jej myśli od beznadziejności, ale także pokazanie jej, że ona również powinna traktować go w podobny sposób. Jak starego kumpla.
Ergo zaufał jej zupełnie w kwestii szukania drogi. Nie miał powodów by jej nie ufać. Jego oddanie było ślepe, ale może lepiej żeby dziewczyna o tym nie wiedziała.
- Spokojnie, nie wyrosną mi dodatkowe kończyny, choć czasem myślę, że byłyby przydatne. - Odparł wesoło i bez obaw wkroczył na skażony teren. Uśmiech od dłuższego czasu nie schodził mu z twarzy. Decyzja, którą tak ciężko było mu podjąć, okazała się dobrym wyjściem. Zbyt dobrym. Ale na razie nie przejmował się tym. Najważniejsze, że Vess trafiła do, jak to określiła, domu.
Ergo wprawdzie pamiętał wiele z tych miejsc, które odwiedzała, ale kiedyś inaczej na wszystko patrzył. Ludzka perspektywa była zdecydowanie mniej wygodna.
- Jestem pełen podziwu dla twojej orientacji. - Poczochrał ją po karku - I nie pytaj głupio. Po to tu jestem, żeby ci pomóc. Wykorzystuj mnie do woli. - Odsłonił zęby w szerokim uśmiechu i mrugnął do niej porozumiewawczo. Widząc, że upewnia się czy ma na swoim miejscu chustę, przesunął dłoń z jej karku na głowę. - Daj, poprawię... - Mocniej zacisnął supełek i strzepał z chustki pył. Uśmiechał się pod nosem czując w przekazie jej entuzjazm. Nie chciał być pesymistą, ale musiał brać poprawkę, że nie wszystko pójdzie równie gładko. Oczywiście nie pisnął o tym słowem. Po prostu pozostał czujny.
- Wiem, Vess. - Przerwał jej łagodnie. Czuć było w jego głosie niewymuszoną pewność - Wiem o wielu rzeczach, które dotyczą twojego otoczenia. - Miał wrażenie, że dziewczyna nie była świadoma jak wiele o niej wiedział, ale nie miał zamiaru uświadamiać jej zbyt szybko. Tym bardziej, że pewnie wyowołałoby to pewne zażenowanie, a przecież chciał by czuła się swobodnie.
- Będę robił za tłumacza, więc nie krępuj się. - Szepnął w jej umyśle, samemu też się rozglądając. Miał nadzieję dostrzec jakąś postać, tym bardziej, że byli na otwartym terenie.
Przeszli jeszcze kilka kroków, a że nie dostrzegał nic konkretnego, zdecydował się na inny zabieg.
- Czekaj, jak to leciało? - Wymamrotał do siebie wyraźnie rozbawiony. - Przychodzimy w pokoju! - Podniósł głos, ale nawet wtedy brzmiał przyjemnie, choć nieco inaczej niż miała okazje poznać. Był silny. Z łatwością przebijał się przez świst wiatru.
Dla poparcia swoich słów uniósł dłonie wewnętrzną stroną przed siebie. Wędrówka dała się mu we znaki. Teraz wyglądał jak szlakowy wycieruch więc wolał się ubezpieczyć. Wprawdzie podróż nie odcisnęła się na jakości materiału, ale czarna koszula była szara od pyłu. Spodnie też nie prezentowały się lepiej. Do tego zwykle puszyste włosy miał skołtunione przez wiatr, a twarz ogorzałą. Czuł też jak powoli zaczyna go piec. Cóż, gdyby był człowiekiem na pewno czułby się dużo gorzej więc nie narzekał.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Gość on 28/5/2015, 19:08
Zasady były jasne.
Każda jednostka, która śmiałaby choćby nazwać się jednym z Kundli, miała przypisany pewien zestaw obowiązków, których niewypełnienie bynajmniej nie wiązało się z zachęcającym pogłaskaniem po głowie. Nie bez powodu każdy z Psów nosił żółte „obróżki”, które jasno określały nie tyle co samą przynależność do gangu, a właściciela, który miał swoje wymagania. Wielu było takich, którzy buntowali się przeciwko naznaczonym zasadom lub kręcili nosem na ustalone zwyczaje, jednak tacy delikwenci długo nie grzali miejsca w ich zatęchłej budzie, poznając smak smyczy zapętlającej się wokół szyi oraz kagańca, który uniemożliwiał nadmierne kłapanie zębami. Złe psy się usypia, to chyba jasne, prawda?
Doskonale zdawał sobie sprawę z panujących reguł.
Czarnowłosy chłopak miał o tyle szczęścia, że zdążył wbić się w rytm gangu i od wielu, wielu lat nieprzerwanie pełnił funkcję zwiadowcy, każdego ranka wybywając na powierzchnię, by przynajmniej spacerem okiełznać najbliższe tereny. Ostatnimi czasy los nieco namieszał w jego przyzwyczajeniach, przykuwając do łóżka na dobre kilka tygodni, dlatego Ailen tym bardziej nie czekał, by po raz kolejny wypełnić komendę swojego opiekuna, tak, jak to przystało na rasowego charta.
Wybył z siedziby samotnie, obierając sobie przypadkowy kierunek drogi, byleby gdzieś pójść. Dbał jednak o to, by urozmaicać swoje trasy, przez co starannie stawiał kroki tam, gdzie ziemia nie zaznała jego obecności dnia wczorajszego. Tym razem zawędrował w stronę odludzia.
Kurz, brud i syf.
Szybko zaczął żałować swojej decyzji, uświadamiając sobie, że zapadające się w piasku podeszwy bynajmniej nie były dla niego jednym z ulubionych urozmaiceń drogi. Klnąc co jakiś czas pod nosem, z utrapieniem przecierał podrażnione kurzem oczy, przeklinając upierdliwy wiatr, który akurat dzisiaj postanowił zaczepnie muskać go po twarzy. Pogoda była całkiem przyzwoita, jednak tak to już w życiu bywało, że choćby mały szczególik mógł całkowicie zmienić opinię na temat danej rzeczy lub też zjawiska.
Pustkowie miało to do siebie, że było puste… odkrycie Ameryki. Kurt nawet i teraz nie spodziewał się żadnych rewelacji, dlatego wychwycenie dwóch plamek na horyzoncie, nie było dla niego zbyt przyjemną niespodzianką. Przystanął. Obiekty były niewielkie, ponieważ dzieliła ich spora odległość. Chłopak był niemal absolutnie pewien, że mógł nawet pozostać niezauważonym przez podróżników, dlatego czym prędzej postanowił znaleźć sobie lepszą kryjówkę, by nie stać na środku pustkowia, jak ostatnia sierota. Szczęśliwym trafem wychwycił obcych na terenie akurat w miejscu, gdzie niegdyś rosło jedno z większych drzew Desperacji. W dniu dzisiejszym pozostały z niego tylko uschnięte, bezlistne szczątki, jednak struktura rośliny była na tyle rozbudowana i mocna, że nawet mimo braku życia, potrafiła zakryć jego drobne ciało swoją rozwidloną, poplątaną koroną. Jednym, zwinnym susem wskoczył na drzewo i wspiąwszy się niemal na sam szczyt, przytulił się do jednej z grubszych gałęzi. Pozostawał w bezruchu, aż do momentu, w którym nieznajomi nie podeszliby odrobinę bliżej.
… to jakiś żart, do cholery?
Zacisnął mocniej zęby, nareszcie wychwytując więcej detali. Czy on widział… mężczyznę? Tak. To był mężczyzna. Dobrze zbudowany, całkiem wysoki. Twarzy nie widział, choć i tak odechciało mu się dociekać czegokolwiek więcej, gdy zobaczył tą potworną bestię u jego boku. Że też wybrał sobie zwierzątko domowe…
Mimowolny warkot wyrwał się z jego krtani, gdy Ai nareszcie sięgnął po telefon i jedną wiadomością zaalarmował swój gang, że ktoś spaceruje po ich terenie. W jego oczach Ergomion wraz ze swoją towarzyszką, byli niczym więcej, jak potencjalnymi wrogami, których musiał wyeliminować.
Mimo mocno zaciśniętej na korze ręki oraz wyjątkowo bojowniczego nastroju, czekał cierpliwie, aż nieznajomi znajdą się w dostatecznej odległości, aby móc ich godziwie przywitać. Wirus wirujący w atmosferze solidnie mieszał mu w głowie, powodując, że z sekundą na sekundę był coraz bardziej zmotywowany do pokazania kłów. Poziom E powoli tracił swoje opanowanie, by nareszcie zeskoczyć z drzewa jakieś pięć metrów od nieznajomych. Ślepia zaświeciły mu agresywną żółcią, a koniuszki palców zaczęły nieprzyjemnie mrowić.
- Wypierdalać.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Gość on 28/5/2015, 19:53
Starała się odpowiadać na słowne zaczepki swojego anioła. Ucieszyła się też, że Ergo potwierdził jej swoją odporność na wirusa. Cóż. Ten był ziemski, a anioł bynajmniej nie pochodził z Ziemi. Jego nastawienie sprawiało, że nie czuła się specjalnie spięta w jego towarzystwie. Chyba, że myślała o jego pochodzeniu.
Komplement przyjęła z mentalnym uśmiechem i fizycznym pomrukiem. Z jej gęstych myśli wyłoniło się „dziękuję” po następnych słowach jej nowego partnera. Dała mu też mocniej przewiązać chustę na rogu. Za to też podziękowała wdzięcznie. Skoro nie umiała się już uśmiechać, postawiła na swój mentalny głos, który w jej głowie pewnie brzmiał nieco lepiej niż ten ogólnie słyszalny.
Stanęli na skraju pustkowia i zaczęła mu wyjaśniać tę pewną procedurę. Przerwał jej, skinęła i tak trochę speszona. Zamajtała ogonem na boki w ten sposób wyrażając swoje odczucie. Potem rozbawił ją krzyk anioła. Chart na coś takiego by nie poszedł. Znała ich kilku. Głównie z racji na fakt, że jako pudel odbierała raporty też od nich.
Wiernie szła „przy nodze” Ergomiona, dopóki wiatr nie przyniósł jej zapachu. Wilcze zmysły. Zmysły miała doskonałe. Obniżyła nieco pozycję szyi i zatrzymała się. Wywęszyłam kogoś. Zmieniła odrobinkę kurs i zaczęła podążać prosto do „ofiary”. Żaden człowiek nie umiałby wśród zapachu brudnego piachu odnaleźć tego delikatnego, ludzkiego (choć po części) skrawka. Złotej nici w czarnym stawie.
Pewne obawy wróciły. DOGSy nie słynęły z bycia przyjaznymi pieskami. Tolerowały się wzajemnie, głębokie przyjaźnie raczej nie były w ich stylu, chociaż grupa potrafiła wziąć odwet za najmniejszą krzywdę swojego współtowarzysza. Przynajmniej ta część, którą Vess znała. Bezwiednie szła wolniej i ciszej. Mogło to wyglądać tak, jakby polowała, ale bliższy prawdy mógłby powiedzieć, że się bała. Nie wyglądała zdecydowanie na coś, co żyje, co może „mówić”, myśleć, a nawet, jakby to ujął anielik, nie wyglądała na coś niewinnego i naiwnego.
Podniosła łeb w chwili, kiedy kątem bacznego oka wypatrzyła ruch. Chart opadł na ziemię. Z wysoka. Jest martwy. Czuję to. Martwy. Miała na myśli Wymordowanego, skażonego wirusem. Ale czego miałaby spodziewać się na pustkowiu, gdzie jest go pełno? Stanęła przed aniołem na łapach ustawionych w lekkim rozkroku. Przechyliła łeb w lewo, by prawym okiem obserwować charta. Jego oczy nie były naturalne, niektórzy zarażeni bywali bardzo agresywni. Nie dałaby skrzywdzić Erga. Ponadto na prawym rogu zawiązaną miała chustę. Chociaż straciła pierwotny kolor (przynajmniej do następnego prania), być może była jeszcze rozpoznawalna. Wyszyty element pudla (jego łeb i łapa) nadal były widoczne.
Czasu na reakcję raczej było niewiele. Serce w jej bestialskiej piersi biło szybko. Jej umysł owładnęła powaga i opanowanie, czujność. Vess zawarczała ostrzegawczo, ale cicho, nie agresywnie, że nie pozwoli na atak w ich kierunku. Gdyby chart (którego zaczynała rozpoznawać z jakiegoś powodu, musiała go widzieć przynajmniej kilkanaście razy) umiał rozpoznawać „te” zwierzęce postawy, może mógłby też wyczytać, iż potwór nie ma zamiaru skoczyć jako pierwszy.
~ Proszę, przekaż mu kim jestem, że byłam pudlem i proszę o spotkanie z Growlithem. ~ Potem jej myśli potoczyły się tak prędko, że słowa się zamazały. Nie wiedziała co jeszcze mogła zrobić. Jej biczowaty ogon drgał. „Głos” jej był trochę niestabilny, pobudzony i zdenerwowany. Chusta. Czy można ją jeszcze poznać? Czy mnie można poznać? Aach!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Gość on 28/5/2015, 19:57
Co za jebana nuda nastała w jego życiu. Siedział w bazie rozmyślając o wszystkim i o niczym. To znaczy, wszystkim i niczym dla niego, czyli same pierdoły, które prędzej zaprzątałyby umysł typowego psychola niż myśliciela. Ale kto powiedział, że psychol nie może być myślicielem? Przecież mamy tutaj idealny przykład, że można połączyć te obie rzeczy.
Niestety, albo i na szczęście bo kto wie co by wymyślił, z głębokiej zadumy wybił go wibrujący telefon. Cholerstwo uparło się i drgało tak długo aż ten w końcu sprawdził o cholerę temu ustrojstwu chodzi.
Po otworzeniu wiadomości przeczytał ją po cichu na głos przez co wyglądał jak 12-latek, któremu rzucono na stół jedno z dzieł Stephena Kinga i kazano je ładnie i rzetelnie opracować.
W końcu szare komórki odpowiedzialne za przetwarzanie informacji zaskoczyły i lekko zapiszczały mu w mózgu krzycząc "Rusz dupę i zabijaj", no cóż, więcej nie potrzebował wiedzieć.
Stwierdził, że nie chce mu się przebierać więc jedyna zmiana ubioru jaka u niego nastąpiła to założenie ponczo i..sombrero! Tak, posiadał w swojej kolekcji sombrero i nie potrafił wyjść tylko w nim, albo będzie wyglądał jak typowy meksykanin albo jak najzwyklejsza podróba, a do tego nie mógł dopuścić. W końcu kto chciałby sobie splamić honor tym, że nie potrafi wyglądać iście po meksykańsku.
Tak czy siak, wybył na powierzchnię w zwykłych luźnych spodniach, zużytych trzewikach, czarnym podkoszulku i wyżej wymienionym zestawem. Do pasa miał przyczepioną wesoło wystającą katanę, a po prawej stronie UMP-45 z jednym dodatkowym magazynkiem, drugiego nie mógł znaleźć, a raczej mu się nie chciało.
Dotarcie na miejsce nie zajęło mu dużo czasu, mimo wszystko Ailen i dwójka gości wyróżniali się na pustyni tym, że.. po prostu na niej byli kiedy w okolicy kilku kilometrów nie było nic poza wyschniętym drzewem.
Kiedy zobaczył Vess z bliska na jego twarzy wymalował się jeden wielki znak zapytania. Czym to jest i gdzie takie można kupić.
Zaraz, kupić? Po co ma na coś wydawać pieniądze skoro może to po prostu wziąć.
- Słyszałeś pana, ale jak widać jesteśmy poważnymi celnikami i żebyś mógł bezpiecznie wypierdalać musisz nam oddać to cudeńko i okazać zawartość kiszeni. Wiesz, czasy ciężkie, trzeba dzieci i żonę wykarmić a ostatnio pies mi zdechł to i będę miał z czym po pustyni chodzić. - Oznajmił z uśmiechem na twarzy i zastukał palcami o rękojeść katany.
- To jak, mamy umowę? - Zapytał powoli chwytając przycisk wystrzeliwujący katanę, w każdej chwili mógł go użyć.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Gość on 28/5/2015, 20:39
Oczywiście Ergo dostrzegł charta ostatni. Nic dziwnego. Jego zmysły nie mogły równać się zmysłom dziewczyny. W prawdzie byli jeszcze dość daleko od siebie, ale uwadze anioła nie uszły niebłyskające złością ślepia. Głos obcego też usłyszał wyraźnie i od razu się zatrzymał. Nie spodziewał się uśmiechów czy rozłożonych ramion, więc wcale nie zdziwiła go też otwarta wrogość. Cóż, Vess nie wyglądała przyjaźnie i był pewny, że każdy człowiek będący przy zdrowych zmysłach, zachowałby ostrożność.
Zerknął na (jego zdaniem) przygotowująca się do obrony dziewczynę. Sądził, że to niepotrzebne. A co jeśli go sprowokuje?
- Spokojnie. Nie jesteśmy tutaj żeby walczyć. Co do chusty... wiesz, że nie muszą uznać, że należała do ciebie, prawda? - Przypomniał jej. Sam nie wydawał się specjalnie zdenerwowany. Podchodził do obcego trochę tak, jak do zwierzęcia. Idąc w myśl zasady "nie pokazuj strachu" postarał się wyglądać na rozluźnionego. W miarę możliwości oczywiście. - Musisz mieć w zanadrzu coś, co ich przekona. Tak w razie czego.
Uspokajająco położył dłoń na karku bestii i wyszedł przed nią. Znów podniósł do góry dłonie, pokazując, że nie ma żadnej broni. Co prawda w jego przypadku było to kompletnie nie trafione, ale czy nie tak ludzie pokazywali innym ludziom swoją bezbronność?
- Hej! Spokojnie, nie szukamy kłopotów. - Zawołał i wskazał na bestię - To jest Vess. Powinieneś ją kojarzyć. Zanim wirus ją zmienił była pudlem. Ja jestem Ergo, jej... hm... - Cóż, chyba nie miał wyjścia jak powiedziec w prost. Odchrząknął. - Jestem jej stróżem i tłumaczem. Jak widzisz kiepsko teraz idzie jej werbalne porozumiewanie się. Prosi o spotkanie z Growlithem. - Vess, weź kiwnij głową czy coś. - Zgodzimy się na wszelkie warunki i środki ostrożności - Zapewnił, licząc na rozsądek charta. Z tego co pamiętał DOGSy może nie byli potulnymi psiakami, ale nie rzucali się wszystkim do gardła bez zdania racji.
Ledwie zdążył skończyć swój wywód, a pojawiły się posiłki. Nie żeby się nie spodziewał. Odetchnął płytko. Facet robił wrażenie posturą i jasne było, że jeśli dobrze tego nie rozegrają, będą mieli poważne kłopoty. Ergo nie był wojownikiem i miał nadzieję, że nic nie będzie musiało zmienić się w najbliższym czasie.
Uśmiechnął się kwaśno w odpowiedzi na tekst tamtego.
- Jasne. To cudeńko to wasz pudel. - Odparł swobodnie, jakby mówił o pogodzie, a nie o przeszłości swojej podopiecznej. Nagle porównanie obecnej Vess do pudla wydało mu się zabawne. - A ja w kieszeniach mam fajki, jak chcesz, możesz się poczęstować. Jak mówiłem twojemu koledze, nie szukamy kłopotów i zgodzimy się na środki ostrożności. Vess chce się spotkać z Growlithem. - I tyle. Teraz ich los po części zależał od tych dwóch, wyraźnie szemranych typów.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: [s] Pustkowie

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 10 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Powrót do góry

- Similar topics