Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 17/10. Nowe ogłoszenie w związku z kompendium. Zerknij.
  • 27/09. Losowano choroby. Sprawdź czy Twoja postać jest wciąż zdrowa.
  • 25/09. Dyskusja na temat rangi rekruta w dziale S.SPEC. Wypowiedz się.
  • 24/09. Ogłoszenie dla MG. Zapoznaj się z nowym systemem wynagrodzeń. Przy okazji wrzucono prośbę w ukrytym dziale. Przeczytaj.
  • 21/09. Pojawiło się ogłoszenie od Apokalipsy. Zapoznaj się z wynikiem zakończenia eventu.
  • 19/09. Dodano dwie nowe rangi oraz zamieszczono wpis odnośnie próśb/propozycji zgłaszanych na cb/drogą prywatną. Przeczytaj.
  • 17/09. W ukrytym dziale MG pojawiły się dwa tematy do przedyskutowania. Zagłosuj i wypowiedz się.

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Go down

Pisanie on 29.12.18 17:21  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
 Misiek nie był zbyt dobrym survivalowcem. Zaliczał się raczej do tych niezdarnie uciekających od śmierci wymordowanych. Pomimo gatunku w jakim przyszło mu żyć, mentalnie pozostał dzieckiem.
Dzieckiem obawiającym się bólu oraz śmierci. Dzieckiem, które podążało za pierwotnymi instynktami, a jednym z nich — większym od strachu — był głód.
Mamoru uważał, że całkiem udanie schował się w krzakach. Nie przypuszczał jednak, że pechowo wystawił kawałek stopy tuż za krzaki tym samym zdradzając swoją pozycję. Cóż się dziwić, w przeszłości naoglądał się za dużo głupot w telewizji, w efekcie czego uważał, że nauczył się skutecznie ukrywać.
 Kwestię zaskoczenia mieli już odhaczoną.
— Czego?
Nakrytemu misiowi nie pozostawało nic innego, jak wyjść ze swojego ukrycia w nadziei, że nieznajomy nie zechce go zabić.
Wyłonił się z krzaków ostrożnie, wystawiając blond czuprynę ponad wystające gałęzie z liśćmi. Dużymi oczyma natrafił na Wataru, obserwując go z dystansem.
Ma pan coś do jedzenia?
Zapytał bez ogródek, wcale nie ukrywając się ze swymi zamiarami. Wręcz przeciwnie, Mamoru był nieco naiwny i zbyt łagodny, aby bezczelnie kłamać.
 Wyszedł cały z krzaków, na początku nie zbliżając się do łowcy. Nieufność zakiełkowała w nim w momencie, kiedy uświadomił sobie, że nieznajomy nie musiał mieć wobec niego przyjaznym zamiarów.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.01.19 19:42  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
Tymczasem Absent całkiem nieźle sobie radził, choć wiele razy był pewien, że lada moment zginie, będzie cierpiał albo chociaż stanie mu się krzywda. Na szczęście póki co nie było tak źle, nawet te blizny które miał, nie były specjalną tragedią, szczególnie kiedy wróżyło się samemu sobie szybką i bolesną śmierć na zmianę z długim, pełnym cierpienia życiem. Nie widział jednak sensu choćby w próbie zmiany swojego myślenia uznając, że lepiej się miło zaskoczyć niż srogo zawieść.
Na przykład w porównaniu do Mamoru uznałby, że próba śledzenia nie ma najmniejszego sensu, bo z pewnością coś pójdzie nie tak, więc pewnie od razu by się ujawnił. Przy okazji przygotowałby się z wielką niechęcią do walki licząc się z faktem, że ewentualny przeciwnik może być wrogo nastawiony albo nawet silniejszy od niego. Na szczęście to nie on by od szukania jedzenia tylko zaopatrzeniowcy, więc głód z reguły nie należał do jego największych zmartwień.
Przyglądał się zaskoczony, jak z krzaków wyszedł młodzieniec, dziecko wręcz w potarganym, starym ubraniu, bez butów nawet. Przy nim mógł poczuć się jak burżuj, bo jednak łachy miał w całkiem niezłym stanie, nawet najmniejszej dziurki chyba jeszcze w nich nie miał. Jego fryzura też wyglądała lepiej, choć podczas misji z reguły o włosy nie dbał.
- Co? - spytał w pierwszym odruchu, nie spodziewając się takiego pytania. Zamrugał aż zdziwiony, jednak nie odrywał wzroku od wymordowanego. W pewnym momencie jednak na szybko się rozejrzał, aby upewnić się, że obdartus przed nim jest sam i to nie jest żadna większa zasadzka, której nie ma możliwości, by przeżył.
Widząc jednak, że nikogo więcej nie ma podrapał się po głowie i spytał wreszcie:
- Jeśli dam ci trochę jedzenia dasz mi spokój? - nie chciał spytać wprost czy ten dzieciak nie planuje wbić mu sztyletu w plecy, jak on tylko odwróci się do niego tyłem. A jedzenie mogło być dobrym zabezpieczeniem, by ten zajął się jednak czymś innym niż jego ekwipunkiem po skręceniu mu karku czy coś.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.01.19 10:18  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
 Mamoru posługiwał się płynnym japońskim, jak na rodowitego mieszkańca tej wyspy przystało, jednak zdziwienie jakie zauważył na twarzy nieznajomego, zasiało w nim ziarno niepewności czy aby na pewno mężczyzna go rozumie.
 Zbliżył się nieśmiało, wychodząc nieco bardziej zza krzaków.
Oczywiście, że dam panu spokój, um. Nie mam złych zamiarów.
Zapewnił go i aby ukazać mu swoje zamiary podniósł obie dłonie w geście obronnym.
Jestem Mamoru, a pan?
Zagadnął, chcąc nieco bardziej przekonać do siebie nieznajomego. Nie chciał, aby ten myślał, że jest dla niego zagrożeniem, gdyż nim nie był kompletnie. Mamoru pod postacią ludzką stanowił prawdziwą oazę spokoju i dobroci, jedynie kiedy przemieniał się w swoją biokinetyczną postać stawał się bestią z piekła rodem, gdyż nie do końca panował nad nią oraz krążącym w nim wirusem.
Co ma pan dobrego do jedzenia?
Zagadał znowu, wydawać się mogło, że dzieciakowi gęba się nie zamykła. I faktycznie ziarno prawdy w tym było — samotny, bez towarzystwa szukał sobie kompanów, których umiał potem zagadać na śmierć. Bywało to dla wielu upierdliwe, przez co dzieciak nie mia za wielu kolegów, dodatkowo znalezienie kogoś w swoim wieku graniczyło z cudem, a dzieciaki z wiosek najczęściej obawiały się go uznając za dziwaka i nietutejszego.
 Samotność była dla niego okropna. Nie mógł wrócić do miasta, ale również życie na Desperacji nie było łatwe. I tak źle, i tak.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 02.02.19 18:13  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
Choć intuicja i pesymistyczne nastawienie do świata krzyczało w nim, że to z pewnością zasadzka i z pewnością zaraz zginie to jednak im dłużej przebywał z - jak się okazało - Mamoru to tym bardziej miał wrażenie, że ma do czynienia ze zwykłym dzieciakiem. Fakt, raczej ufnym, a przez to głupim, szczególnie bacząc na fakt, gdzie się znajdowali, jednakże póki co nie zapowiadało się, żeby przebywając w jego towarzystwie miał zginąć śmiercią tragiczną. Może to się stanie dopiero później, kto wie.
Przyjrzał się dokładnie, choć z odległości jego dłoniom. Chyba rzeczywiście nie miał złych zamiarów. Może dopiero od niedawna jest w takiej sytuacji i dlatego nie ma teraz nawet zapasów na zimę, nie miał kiedy ich przygotować.
- Mów mi Absent - odpowiedział wreszcie się rozluźniając. Uznał, że ryzyko jest minimalne, a jeśli się pomylił to cóż, jego strata. Ktoś musi ginąć z powodu własnej głupoty. - Zaraz zerknę.
Począł przeglądać swoją "wyprawkę Łowcy", jak to ją nazywał, w której miał jakieś zapasy jedzenia. Musiał je wygrzebać spod grubego koca, w końcu jednak dorwał się do czegoś, co wyglądało jak sucharki. Wątpił, by miał coś lepszego, w końcu najlepsze rzeczy wyjadał na początku misji, a pod jej koniec pragnął powrotu do bazy z nadzieją, że na miejscu zje coś lepszego.
- Mam to - pokazał je chłopakowi, biorąc sobie przy okazji jednego. W sumie zgłodniał.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.09.19 20:56  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
  Okoliczny pejzaż przywoływał wspomnienia. Surowy, kamienisty krajobraz, który wyrastał nagle z pustynnych piasków był niezmiennie cichy i opustoszały. Rytmiczny koncert nocnych owadów powoli dobiegał końca, w powietrzu wzmagały się rześkie podmuchy, które goniły po niebie kłęby ciemnych chmur.
  Dyskretny odgłos kroków mącił surową harmonię skalnego rumowiska.
  Nie starała się skradać. Lekki marsz był wszystkim, do czego zdołała się zmusić, a stąpając po płaskiej powierzchni skał robiła to niemal bezgłośnie. Głębokie cienie kładły się na gruncie wokół niej, więc szła środkiem niskiej wyrwy w jasnej strudze. Opuścił ją strach, a w jego miejsce wlała się obojętność - uczucie, które nie opuszczało jej zbyt często w ostatnich dniach.
  Powrót był ciężki, a zostanie wrzuconym w sam środek lawiny obowiązków jeszcze gorsze. Wąska bransoleta na nadgarstku, której nie dało się w żaden sposób ściągnąć tylko potęgowała wrażenie, że kobieta wymyka się od swoich powinności. Właściwie mogło tak być. Wymknęła się z kryjówki, nikogo nie informując uprzednio o tej podróży. Dom, w którym zawsze czuła się bezpiecznie zaczynał ją dusić.
  Zatrzymała się na moment, by teatralnie unosząc głowę ku niebu nabrać oddechu. Nie wiedziała czego dokładnie szuka. Cała jej wiedza na temat ostatnich wydarzeń było mocno ograniczona, wiązała się z uczuciem goryczy i szeroko pojmowanej niechęci. Nie mogła jednak udawać, że nic takiego nie miało miejsca, skoro ingerencja Apokalipsy w jej życie odbiła się na nim tak wyraźnie.
  Ciemne pręgi gojących się ran nadal widoczne na całej powierzchni jej ciała były dostatecznym dowodem. Bledły, lecz nie na tyle szybko, by Kami patrząc w lustro nie przeklinała na głos paskudnej skazy, która ją dotknęła. Ślady te były wisienką na torcie wszelkich blizn, jakie wpływały na jej średnio przyjemną dla oka aparycję. W duchu upominała się jednak, że mogło być znacznie gorzej. W końcu miała umrzeć.
  Obecny plan zakładał, że w pierwszej kolejności wyrwie się z kryjówki i zanim ktokolwiek zwróci na to uwagę, oddali się w mniej przyjemne okolice. Miejsce, w którym się znalazła bez wątpienia spełniało te warunki, niekiedy aż za dobrze. Nieprzyjemne, chłodne jaskinie zionęły podmuchami ze swojego wnętrza, gdy jednooka je mijała, ale paradoksalnie nie czuła się tutaj źle. Wręcz przeciwnie. Skupisko kamiennych lejów i niezbadanych grot, chociaż nigdy nie zostało to oficjalnie ustalone, stało się niejako jej miejscem spotkań z Wilczurem. I w tym momencie pojawiał się punkt drugi całego przedsięwzięcia, którego założeniem było odszukanie jasnowłosego.
  Nie było nikogo innego, z kim mogłaby poruszyć wątek niedawnego, tajemniczego porwania, jakie rozdzieliło ich, gdy wędrowali z kundlami przez martwy las. Potrzeba, by z nim pomówić pojawiła się naturalnie, tak, jak gdyby nie była w stanie przejść ze wszystkim do porządku dziennego, zanim jeszcze raz nie rozdrapie do krwi tego tematu.
  Za długo stała już w jednym miejscu, dlatego ponaglił się do dalszego marszu. Miarowy krok pozwalał także odgonić od siebie myśl, że ostatnie wydarzenia traktuje jedynie jako wymówkę, by go wypatrywać. Nie było nikogo, kto rozliczyłby ją z tak prymitywnych, wewnętrznych rozterek, a mimo to, kiedy mijała kolejne odnogi rumowiska, czuła wyrzuty sumienia z powodu własnych intencji.



Kompleks jaskiń - Page 9 GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 

GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down

Pisanie on 07.10.19 23:16  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
Cokolwiek. Chciał usłyszeć cokolwiek, co zdołałoby uspokoić jego nerwy i wymusić na mięśniach stały rytm pracy. Wystarczyłoby zaledwie tyle, aby informatorzy jednomyślnie zgadzali się w kwestii łowców. Zamiast tego przynosili strzępy plotek, od których Growlithe marszczył brwi i z niedowierzaniem reagował na następne bzdury wymrukiwane przez specjalistyczne jednostki – praktycznie żadne wiadomości się ze sobą nie zgrywały. Doszło do tego, że osobiście zakręcił się w pobliżu siedziby rebeliantów, jednak zbyt wiele wojskowych patroli skutecznie wypłoszyło go z okolic ścieków. Jeżeli był gorszy czas na zaostrzenie rygoru wśród armii, to Grow nie był w stanie go sobie wyobrazić. Szwendał się więc po Desperacji, na przemian klnąc i biorąc się w garść. Wysłany do Łowców pies wrócił po trzech dniach – torba Javiera była pusta; ktoś musiał odebrać zapisaną na kartce prośbę o odzew, ale nie pokuszono się o odpowiedź.
JAK TO ODEBRAĆ?
Na zniecierpliwieniu skorzystały mary; syciły się coraz częstszymi napadami bezsilnej wściekłości, od której knykcie Wilczura bezustannie nosiły ślady bójek. Szepty w czaszce nasilały się; nie potrafił przetasować myśli, aby znaleźć odpowiednią ich kombinację. Ułożyć tak, aby zyskać nad nimi przewagę.
Nie miał pojęcia co robić.
Nie dawał rady tego nawet wytłumaczyć. Skleić w byle kłamstwo, ale kłamstwo na tyle wiarygodne, żeby samemu w nie uwierzyć.
Seria ostatnich wydarzeń była nieprawdopodobna. Przywykł do niebezpieczeństw, zbiegów okoliczności. Oswoił się z tym, że pewnego dnia może usnąć na wygrzanej skrzyni, od tak wielu lat traktowanej jak łoże królów, by następnego ranka obudzić się z liną zadzierzgnięta na gardle i wrogiem plującym w twarz. Ale plaga jako biblijna kara?
Zmarszczył się, gdy umysł podsunął obraz rozgorączkowanej kobiety. Pamiętał ją zupełnie inaczej. Tam, na szczycie gór, traciła energię, całą swoją dumną postawę. I kiedy coś w niej zaskoczyło, kiedy miał wrażenie, że już do niej dotarł, całość rozbłysła, zniknęła. Plan poszedł w diabły.
Wilczur warknął, płosząc idącego obok psa. Javier, kuląc pod siebie ogon, skoczył w bok, nisko zwieszając łeb. Jego ślepia błyszczały w ciemnościach jak cekiny wyłapujące światło księżyca. Zagięte uszy przylgnęły ściślej do czaszki; nie odważył się podejść bliżej właściciela. Dotrzymywał mu tylko kroku, więc gdy ten niespodziewanie przyspieszył, borzoj także wypruł do przodu.
Wkrótce obaj biegli.
Łapy dudniły o ziemię wybijając nierówny takt. W bezgłośnej ciszy świszczał tylko wiatr w uszach i chrupał piach ubijany twardymi poduszkami. Chuda sylwetka charta jako pierwsza się zatrzymała. Pierś unosiła się i opadała w szybkich wdechach-wydechach, z pyska zwisał jęzor otoczony mgiełką gorących wyziewów. Javier dyszał, przypatrując się, jak w kilku susach ogromne wilczysko, dotychczas prowadzące w tym szaleńczym maratonie, pokonuje wzniesienie, stając na jego górze.
Grow zatrzymał się raptownie, dostrzegając ruch tuż przy jaskiniach.
W pierwszej sekundzie wyglądała tak jak dawniej – i to go unieruchomiło. Chwyciło za mordę, skuło olbrzymie łapy. NIEMOŻLIWE. NIEMOŻLIWE. TO NIEMOŻLIWE – słyszał z każdej strony, dziesiątkami tonacji, setką głosów, tysiącem emocji. Im dłużej ją obserwował, tym dostrzegał więcej zgrzytów. Jej dobra kondycja nie zgrywała się z niemal umierającym stanem sprzed tygodni.
Powinna być martwa.
Jakaś jego część, ta chłodna i racjonalna, przedstawiała suche fakty. Martwa i tyle.
Tymczasem twardo maszerowała przed siebie.
I pachniała inaczej.
Z gardła wyrwał mu się niski charkot, który zaraz przerodził się w krótkie, głośne szczeknięcie, przeszywające nocną ciszę jak strzała.
Do diabła – co za różnica co podpowiada logika?
Ruszył przed siebie, w dwóch długich skokach pokonując nierówne wzniesienie. Tuman kurzu wzbił się rzadkim pyłem, kiedy wylądował ciężko na ziemi, płynnie, jakby ćwiczył ruchy od kilku prób, przechodząc do truchtu. Krok zwolnił po niespełna dziesięciu przebytych metrach; z bliska jej woń była odurzająca, dokładnie taka, jak ją zapamiętał. Chłonął ją na nowo, niespiesznie pokonując ostatni odcinek, który ich dzielił, zniżając pysk na wysokość jej twarzy, oczami szukając z nią kontaktu wzrokowego.
Cholera, Yū.



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.10.19 20:01  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
  Oparła dłonie na powierzchni skały szukając miejsca, by postawić kolejny krok w górę wzniesienia. Rumowisko nie posiadało wyznaczonych ścieżek. Każdą z nich ktoś wydeptywał na nowo, gdy ulewne deszcze zalewały zagłębienia i jaskinie spłukując z nich wszystkie ślady ludzkiej bytności. Podłoże opadało w wyrwy, a innym razem pięło się w górę ostrym, skalnym grzebieniem. Tak jak teraz, gdy idąc bezmyślnie przed siebie natrafiła w końcu na przeszkodę w postaci stromego podejścia.
  Postawiła but na krawędzi wzdychając bezdźwięcznie. Rany i zmęczenie nie zniknęły jak za dotknięciem różdżki. Owszem, pewne procesy zachodziły diabelnie szybko, lecz oswobodzenie ciała ze wszelkich dolegliwości musiało być nawet ponad zdolności tajemniczego bytu. O ile jego dziełem było to, że choroba zaczęła się gwałtownie wycofywać.
  Ostatnie tygodnie pozostawiły za sobą zbyt wiele niewiadomych i gdyby każdej z nich poświęcić myśl, w otchłani niewytłumaczalnych kwestii zniknęłyby kolejne doby. Niektóre zjawiska należało wyłącznie zaakceptować, na przykład to, że Yū ostatecznie nie poddała się śmierci. Kostucha przesunęła białym palcem po krtani, a potem zniknęła z obietnicą szybkiego powrotu.
  Były przyjaciółkami, jednooka i ta zakapturzona, koścista łajza, która sapała jej w kark na porządku dziennym.
  Dlatego teraz, zamiast znajdywać się sześć stóp pod ziemią, kobieta maszerowała wbrew rozsądkowi dnem wyrwy. A właściwie robiła to jeszcze kilka sekund temu, zanim przeszkoda zatrzymała ją w miejscu. Mgiełka własnego oddechu przesłaniała jej widok, gdy zadarła głowę odpowiadając spojrzeniem, na echo rozbijające się w dole.
  Zastygła wsłuchując się w zwierzęce tony. Odgłosy stąpania miękkich łap ucichły gdy czarny kontur psiej sylwetki zarysował się ostro na tle nieba. Odstąpiła od ściany robiąc mu miejsce. Sporo miejsca.
  Nie był małym kundlem, choć dokładnych wartości nie umiałaby podać. Kiedy opadł na wszystkie cztery kończyny, wiedziała jedynie, że jest wielki. Absurdalnie przerośnięty i ani odrobinę mniej niepokojący tylko dlatego, że wiedziała kim jest.
  Zacisnęła usta nie spuszczając z niego wzroku. W całym zamieszaniu nawet nie zdała sobie sprawy, że Wilczur przybył w towarzystwie. Obecność Javiera, psa który nie szczekał, w porównaniu do właściciela tak donośnego odgłosu nie skupiała na sobie uwagi. To nie jego szczęki mogły jednym kłapnięciem pozbawić człowieka głowy, ale przede wszystkim to nie niemego borzoja chciała zobaczyć.
  Pozwoliła by kurz opadł. Kilka sekund aby mieć pewność, że świadomość nie opuściła cielska wielkiego czworonoga. Spojrzenie które napotkała było rozumne, pełne obecności człowieka ukrytego pod formą zwierzęcia. Dwukolorowe spojrzenie świdrowało ją z myślą, której nie potrafiła odczytać.
  Czasami nadmiar wniosków był gorszy niż ich brak, więc zanim do głosu doszły domysły, wyciągnęła przed siebie dłoń. Miękkie kroki bezgłośnie niwelowały dzielącą ich odległość, ale gdy tylko znalazł się w zasięgu jej wyciągniętej do przodu ręki, cofnęła ją. Ostatni fragment pokonała samodzielnie po to, by otoczyć ramionami schyloną szyję wymordowanego. Bez wahania oparła na nim swój ciężar. Nie miało to żadnej różnicy, w porównaniu do niego była jak pchła i nie wyłącznie ze względu na swój wzrost.
  Palce wpiły się silnie, lecz bez agresji, w gęste futro, przeczesując je oszczędnym, nieśpiesznym ruchem. To była zupełnie nowa sytuacja, a mimo to miała wrażenie, że już od dawna chciała w taki sposób dać upust dla swoich emocji. Znaleźć spokój w geście, który był mieszaniną tego, co nowe, a czymś, co było jej okropnie bliskie. Nawet jeżeli miała przed sobą gigantyczną bestię, widziała w niej drugiego człowieka.
  Nie wiedziała co powiedzieć. Czy w ogóle cokolwiek mówić.



Kompleks jaskiń - Page 9 GyTfTLQ
                                         
Yū ✿
Przywódczyni
Yū ✿
Przywódczyni
 
 
 

GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down

Pisanie Yesterday at 22:05  •  Kompleks jaskiń - Page 9 Empty Re: Kompleks jaskiń
Niski, gardłowy warkot powoli ustawał, przerywany coraz częstszymi pauzami, aż wreszcie któraś z kolei zamieniła się w stałe milczenie. Coś wisiało w powietrzu, jakaś elektryczna moc jak po burzy. Wzdłuż kręgosłupa przebiegały ciarki, cały czas.
Wielkie wilczysko przyglądało się podchodzącej kobiecie; jej kroki były bezgłośne, jakby spacerowała po miękkim dywanie, a nie twardych, śliskich skałach. Gdy uniosła dłoń, podniosło się także spojrzenie zwierzęcia. Rozszerzone źrenice z pełną uwagą obserwowały kolejne ruchy łowczyni, a kiedy była już blisko, trójkątne uszy poruszyły się i nagle przekierowały naprzód. Łeb opadł jeszcze trochę, płaski, czarny nos wysunął ku chudym palcom Kami. W chwili, w której miał już jej dotknąć, ta gwałtownie się odsunęła. Nie rozumiał dlaczego. Nie wiedział, czy miało to jakieś znaczenie. Przestraszyła się? Nabrała wątpliwości?
Testowała go?
Przeniósł uwagę z jej ręki na twarz. Czerwone oko dla niego było szare jak popiół. Miał do niej zdecydowanie za dużo pytań. Gdzie byłaś? Co się z tobą działo? Dlaczego wojsko podniosło liczebność w patrolach i co się odwala z twoją organizacją? Desperacja pęcznieje od plotek – któreś z nich muszą być prawdziwe. Które?
Rozumne ślepia patrzyły nieruchomo, w napięciu, przeładowane zniecierpliwieniem, ale mimo tego kryjące niechęć do zbyt radykalnych środków. Tak samo mocno chciał znać odpowiedzi na swoje wątpliwości, jak pragnął dać im czas; dłuższą chwilę, aby atmosfera rozrzedziła się, a mechanizmy działające na najwyższych obrotach zmniejszyły prędkość do optymalnego biegu. Niech choć raz nic ich nie popycha, wszak całe życie musieli za czymś gonić. Należy im się ta chwila.
Objęła go i tylko dzięki temu mogła poczuć, jak mięśnie pod szorstkim futrem twardnieją na granit, drżąc od zbyt mocnego napięcia. Z krtani wyrwał się stłamszony pomruk, a dotychczas bezczynnie ustawiona sylwetka poruszyła się, jakby miał zamiar zrobić krok do tyłu i w tej samej sekundzie z tego zrezygnował. Przełożył tylko ciężar ciała z jednej łapy na drugą. Należy się.­
Sunęła rękoma po jego szyi, wywołując ciepło w środku organizmu. Oparł wtedy łeb na jej ramieniu, przekręconym w bok pyskiem przylegając do jej karku. Wtulając się leniwie i garnąc do niej, odetchnął głębiej, wreszcie pozbywając się wstrzymanego powietrza. Wraz z tym ciężkim wydechem uleciały nagromadzone przez ostatnie tygodnie zmartwienia o jej stan. Stała tu przed nim, w lepszej formie. Przede wszystkim była
ż y w a.

Cofnął łeb, żeby móc na nią spojrzeć. Nierówno ścięte włosy i ciemne, gojące się rany. Chłonął to wszystko dokładnie, próbując oszacować straty, jakie wyrządziła plaga.
Ta kobieta, dawniej dumnie przewodząca największej grupie rebeliantów, stała się cieniem dawnej siebie. Poszarzała cera, zamglony wzrok. Growlithe zarzucił łbem, kładąc po sobie uszy. Zimny nos dotknął okrytego ubraniem obojczyka czarnowłosej, lekkim szturchnięciem próbując naprowadzić na dręczącą go myśl.

Co się z T o b ą działo?



— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
                                         
Arcanine
Wilczur     Poziom E
Arcanine
Wilczur     Poziom E
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

 
Nie możesz odpowiadać w tematach