gry online



 :: Eden :: Ogrody Edenu

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Go down


Re: Południowa część ogrodu

Pisanie by Gość on 23/1/2019, 23:24
Spokój i cisza były najlepszymi kompankami zmęczonego anioła. Nie oznaczało to jednak, że w tym momencie Niemiec nie chciał niczego innego. Marzyły mu się na przykład zimne lody o smaku truskawkowym, których nie jadł już setki lat. W Edenie sie z nimi nie spotkał, do miasta wstępu nie miał, a na desperacji na pewno nie było ich jak znaleźć. Lody były jednak tylko wierzchołkiem góry lodowej, bo oprócz nic Lenkenmann z chęcią doświadczyłby tuzina innych rzeczy, które w tej chwili były poza zasięgiem. I kiedy wydawało mu się już, że nic dzisiaj go nie zaskoczy, to w ogrodzie pojawił się ktoś jeszcze. Nie chcąc się jednak narzucać, Jorg nie ruszył się ze swojego zaklepanego dachu, przez dłuższa chwilę po prostu przyglądając się z oddali przybyszce. Nie wyglądała na desperatkę, ani tym bardziej na wymordowaną. Wydawało mu się nawet, że skądś kojarzy jej twarz, ale z takiej odległości równie dobrze mógł się mylić. W każdym razie dobrze zrobił, że najpierw zajął się obserwacją, bo scena, która rozgrywała się przed jego oczami była naprawdę ciekawa. Wiedział, że anioły potrafią posługiwać się bronią białą, ale nie zdawał sobie sprawę, zę niektórzy mogą podchodzić do tej umiejętności na tak nowatorski sposób. On sam nigdy nie traktowałby swojego oręża jako rekwizytu w tańcu, choć tańczyć jako tako umiał. Jego treningi składały się raczej z wyuczonych ruchów i ćwiczeń, aniżeli całych sekwencji następujących po sobie ruchów. Walka z wyimaginowanym przeciwnikiem nijak za to się nie sprawdzała i zawsze wolał zmierzyć się z kimś żywym.
W końcu jednak uznał, że starczy tego podglądania. Co za dużo, to niezdrowo, więc zsunął tyłek z dachówek i zeskoczył sprawnie na ziemię, przy lądowaniu uginając nieznacznie kolana. Skoro znalazł się już na ziemi podarowanej im przez Boga, to swoje kroki skierował w stronę dziewczyny, starając się zbliżać najciszej jak potrafił. Nie chciał jej wystraszyć czy podejść, a zwyczajnie nie zamierzał przeszkadzać jej w treningu. Dopiero kiedy znalazł się wystarczająco blisko, miał okazję do ocenienia kogo właśnie spotkał. Dobrze wydawało mu się, że skądś ją kojarzył. Nieraz mijał tę twarz w Edenie, ale nigdy nie zamienił z nią żadnego słowa. Rozpoznał ją po niezwykłych oczach, których nie widuje się codziennie. Mimo tego nie zamierzał na razie zbytnio się wychylać. Usiadł tyłkiem na trawie, a kolana podciągnął do klatki piersiowej, brodę opierając na skrzyżowanych rękach. Trwał w takiej pozycji i względnej ciszy, po prostu patrząc uważnie na anielicę, niczym sokół patrzy na mysz starającą się uciec do nory. Nie miał złych intencji niezależnie od tego, jak cała sytuacja mogła wyglądać.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Południowa część ogrodu

Pisanie by Kaijin on 25/1/2019, 20:00
Może i potyczka z czymś prawdziwym, realnym i żywym była przyjemniejsza i napawająca cudownym zastrzykiem adrenaliny, jednakże w tymże momencie Bezskrzydła najzwyczajniej w świecie potrzebowała troszeczkę ruchu i rozrywki, toteż taniec taki z wyimaginowanym wrogiem jak najbardziej jej w chwili tej starczył. Musiał. Wypuściła powoli, niespiesznie powietrze z płuc, z przymkniętymi z ukontentowaniem oczyma tnąc i dźgając, i obracając się zwinnie. Osłabiająca organizm choroba, jaka tknęła ją podczas wypadu na Desperację zmusiła ją do przeleżenia jej w łóżku i zażycia zaćmiewających umysł, ukrywających myśli za gęstą mgłą leków. Nie podobało jej się to ani odrobinę, ponieważ za bardzo przypominało jej to tę długą, samotną drzemkę w podziemiach jednej ze świątyń - nawet, jeśli kurowała się w swoim własnym, małym i przytulnym domku, gdzie na ogół czuje się przecież bezpiecznie i dobrze. Nabrała jak najgłębszego tylko potrafiła oddechu, delektując się wieczorną atmosferą i leciutkim, przemykającym w objęciach ogrodu wietrzykiem. Nie czuła się jeszcze całkiem sobą po tym byciu zmuszoną do tkwienia w jednym miejscu; do odpoczywania pośród duszącej ciszy i przytłaczającej flauty; do wpatrywania się w sufit zamazanym, niewyraźnym wzrokiem i liczeniu przemykających po ścianach mroków. Dlatego też zaraz jak poczuła się lepiej; jak już wiedziała, że choróbsko uparte i podłe przeminęło, to uciekła ze swojego miejsca zamieszkania i przywędrowała tutaj, na otwartą, piękną i obsianą zielenią przestrzeń.

W pewnym momencie poczuła na swojej skromnej personie czyjeś spojrzenie - ktoś pomyśleć by mógł, iż zatracona jest w swoim umyśle i wyimaginowanej bitwie, jednakże Kaijin bardziej właśnie wyczulona była na bodźce z zewnątrz podczas swoich ćwiczeń. Wojownik nigdy nie powinien popadać w relaksację podczas potyczki, nie powinien opuszczać swojej gardy, nie powinien tłamsić i zgniatać swoich wojennych instynktów. Nie zatrzymała się jednak w swoim tańcu, nie czując napięcia wiszącego w powietrzu czy niechęci i złości, i agresywnej nuty bijącej od obserwatora. Zwalniała tylko stopniowo, ucinała sekwencje i skracała układy, aż wreszcie - po czasie jakimś bliżej nieokreślonym, lecz też nie aż tak długim - znieruchomiała, przodem będąc odwróconą ku siedzącemu na ziemi, jasnowłosemu - dokładny kolor ciężko było stwierdzić przy ciemnościach coraz bardziej panoszącej się wokół nocy - Aniołowi. Skądś go znała, gdzieś go mijała, ale nie przypominała sobie, aby mieli se sobą jakieś bliższe, bezpośrednie interakcje. Hm. Mrugnęła srebrzystymi ślepkami i przechyliła delikatnie głowę, przeinaczając włócznię z powrotem w parasol i po tym opierając go luźno, swobodnie o bark. Na jej usteczkach malował się jak zwykle leciutki uśmiech, ale coś jeszcze go w chwili tej naznaczało, coś słodkiego i wolnego, i w pełni usatysfakcjonowanego.
- Mam nadzieję, że przedstawienie się podobało - rzuciła raźnie, uspokoiwszy roztańczony oddech i odsuwając zagubiony kosmyk włosów z nieco spoconego czoła. Tak, czuła się o wiele lepiej, swobodniej, prawdziwiej i żywiej, a zalążki wyczerpania ciążące na mięśniach tylko potęgowały ten efekt.



~ One chance is all you need ~
Kaijin





Kaijin
Anioł Zastępu
GODNOŚĆ :
Kaijin


Powrót do góry Go down


Re: Południowa część ogrodu

Pisanie by Gość on 27/1/2019, 01:54
Być może wszędzie indziej takie wpatrywanie się w samotną dziewczynę zostałoby odebrane za coś złego, ale Eden słynął z tego, że istoty tu przebywające w większości mają dobre intencje. Nie licząc oczywiście zwierząt, które bardziej kierują się swoim instynktem, aniżeli wyższymi wartościami. Lenkenmann również nie zamierzał robić niczego złego lub dziwnego. Po prostu lubił obserwować ludzi, a los chciał, że na jego drodze wyrosła całkiem ciekawa osóbka. Nie chodziło tu o jej wygląd, który jak u wszystkich aniołów był nienaganny (oczywiście poza Niemcem, który był teraz brudny), a o to, co robiła. Gracja z jaką się poruszała zdawała hipnotyzować mężczyznę, a jego wiedza, którą zgromadził przez setki lat posługując się bronią białą, kazała mu stwierdzić, że nieznajoma również nie była amatorką. Jeśli do tego wszystkiego dodać jej niezwykły oręż, to spokojnie można było stwierdzić iż nie tylko jej wygląd mógł zabić przeciętnego mieszkańca desperacji. Wszystkie te myśli postanowił jednak zachować dla siebie, aby niewypowiedziane na zawsze krążyły w jego umyśle. Nie lubił się dzielić takimi rzeczami z osobami, które obserwował. Wychodził z założenia, że albo zdają sobie sprawę z jego uwag albo, jeśli nie, muszą przeżyć wystarczająco długo, aby je zauważyć. I w jednym, i w drugim przypadku mówienie o nich było bezcelowe bo albo nie przyniosłoby żadnego efektu, albo by go też zepsuło.
Każdy pokaz musi jednak kiedyś się zakończyć niezależnie od reakcji publiczności i tak samo było w przypadku hipnotyzującego tańca dziewczyny. Ruchy ustały, a powrót do rzeczywistości oznaczał zastygnięcie w jednej pozycji z parasolem na ramieniu. Po chwili padły także słowa, które sprawiły, że z ust anioła wydobył się radosny, szczery śmiech.
- Oczywiście, że tak! Jak żyłem, za przedstawienie tego pokroju musiałem zapłacić dobrych paręnaście reichsmarek, a możesz mi wierzyć, że pewnie siedziałbym w dalszych rzędach. Tutaj, nie dość, że miałem okazję zobaczyć wszystko z bliska, to jeszcze nikt mi nie przeszkadzał. - rzucił radośnie, kilka razy machając dłonią. Właśnie za to lubił przebywać w Edenie - wszyscy byli tutaj przyjaźni, a życie rzadko kiedy doświadczało kogokolwiek jakimiś przykrościami, prędzej rzucając komuś pod nogi piękno zamiast kłody. A skoro mowa o tym przedostatnim, to dopiero teraz Lenkenmann miał okazję przyjrzeć się dokładniej anielicy i pierwszym, co przykuło jego uwagę, były oczywiście jej nietypowe oczy, które na tle wszechogarniającego mroku wydawały się być rozżarzonymi węgielkami. Przez moment się w nie nawet zapatrzył, ale zdał sobie sprawę, że mógł tym wywołać zakłopotanie u rozmówczyni, więc ostatecznie wolał umieścić wzrok w gwiazdach pojawiających się nad ich głowami.
- Zastanawia mnie tylko skąd u Ciebie takie pokłady niespożytkowanej energii. Za dużo siedzenia w spokojnym Edenie? A może to coś bez czego nie możesz spokojnie zasnąć? W sensie, ten cały taniec, ćwiczenia czy rytuał. - musiał uściślić, bo miał niestety tę niefajną przypadłość, że w trakcie rozmowy niezbyt umiał połączyć swoje myśli z wypowiadanymi słowami. Problem powiększał się jeszcze bardziej, jeśli nie mówił w swoim ojczystym, niemieckim języku, chociaż po tylu latach od narodzin jako anioł nie powinien myśleć o nim w ten sposób. Od kiedy dostał skrzydła, stał się zupełnie kimś nowym, inną istotą, a mimo wszystko panicznie bał się zapomnieć o swojej poprzedniej tożsamości i dawnych zwyczajach, czasach oraz doświadczeniach. Właśnie dlatego jego skrzydła były innego koloru, dlatego blizny na jego ciele nadal nie zniknęły, a on sam w rozmowie często posługiwał się aluzjami nawiązującymi do Rzeszy. Potrzebował tego wszystkiego w świecie, który był drastycznie inny od jego własnego. Jak na ironię, do tej pory nie spotkał nikogo, kto miewałby problemy podobne do jego własnych i nie wydawało się, żeby srebrnooka mogła być tą iskierką, której szukał. Nie przeszkadzało mu to jednak w chęci poznania jej bliżej.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Południowa część ogrodu

Pisanie by Kaijin on 29/1/2019, 00:00
Entuzjazm.
Mało kiedy tak naprawdę się z nim spotykała; mało kiedy natrafiała na czyste jego i odświeżające pokłady; mało kiedy mogła delektować się cudowną atmosferą nim nasyconą. Na Desperacji nie sposób było go znaleźć, ponieważ tam - na ziemiach tych zgliszczami obsypanych i śmiercią tkniętych, i boleścią przesiąkniętych - radość oraz wesołość powodowana głównie była przez negatywne rzeczy, przez co spaczone one były, czernią wymalowane i grzechem skalane. Dorośli i dzieci żyjący w ciągłym niebezpieczeństwie i niedostatku nie mieli jak taplać się w pięknym entuzjazmie, nie mieli jak go okazywać, nie mieli jak go pozyskiwać czy nawet i produkować. Zdarzały się, oczywiście, wyjątki tu i ówdzie, lecz generalnie populacja Desperacji nie była znana z cieszenia się życiem - z odbierania go i katowania, i przetrwania, to już tak, hah. W Edenie, natomiast, spokój i stoicyzm królowały dumnie oraz wyniośle, blokując Aniołom poczucie humoru i pojmowanie wszelkiego rodzaju żartów, jak również nie dając im rozkoszować się najzwyklejszymi, najprostszymi rzeczami. Idzie im już lepiej, Skrzydlatym, jeśli chodzi o rozumienie i wyrażanie ludzkich uczuć, lecz większość w dalszym ciągu miała z tym ogromne problemy - albo też przesadzali, błądzili po moczarach prób i błędów, staczali się z gór wysokich i kolcami u nasady wyłożonych. Widząc tego oto tu osobnika - cieszącego się, przepełnionego radością i jakże energicznego - Kaijin nie mogła nie przystanąć w bezruchu, wpatrując się w niego miękkim, ukontentowanym wzrokiem, bo natknęła się na kogoś, kto potrafił przysiąc, popatrzeć i szeroko, z wesołością się uśmiechnąć. Jego słowa "jak żyłem" przykuły też jej uwagę, ponieważ oznaczałoby to, iż nie jest on Aniołem czysto niebiańskim, a przeinaczonym, co wyjaśnić mogło jego luźno wyrażane, pokazywane całemu światu emocje - w przeciwieństwie do bytów, które wcześniej nie miały z nimi styczności, on miał łatwiej z zrozumieniu ich i przedstawieniu.

- Cieszy mnie to - powiedziała szczerze i z nutą zadowolenia, umieszczając sprawnym, wyćwiczonym ruchem Paryzol z powrotem na plecach, na jego prawowitym miejscu odpoczynku. Poruszyła lekko barkami, testując jego ustawienie i skinęła głową z aprobatą, zaraz wracając srebrzystym wzrokiem na swojego nowego rozmówcę. - Choroba mnie ostatnio zmogła i musiałam przeleżeć ją w łóżku - odpowiedziała na zapodaną przez niego zagwozdkę, po czym bezceremonialnie odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i opadła zgrabnie na ciemnozieloną obecnie, miękką trawę. Poklepała bladą dłonią ziemię obok siebie w zapraszającym geście, samej zerkając w górę, na przepastne i upstrzone gwiazdami niebo. Mężczyzna zdawał się wcześniej nie mieć nic przeciwko siedzeniu na glebie, a i jego ubrudzona aparycja świadczyła o tym, że odrobiny kurzu i błota się nie boi, co bardzo, ale to bardzo jej pasowało. Niektórzy Skrzydlaci kręcili nosem na takie zachowanie, preferując przysiadać na wysokich, wygodnych krzesłach i z bezpiecznym dachem rozpościerającym się nad główkami. Ona... ona wolała być na zewnątrz, na wolności, nie pośród czterech zamkniętych i duszących, i nieprzyjaznych ścian. Tutaj było dobrze - gdzie rośliny rozpościerały się przed nią tłumnie, gdzie wiaterek czochrał czule jej brązowe kosmyki i muskał jasną skórę, gdzie sklepienie było perfekcyjnie widoczne i przyodziane w nocną szatę. Tak, tu było idealnie. Rajsko wręcz, ha! - Kaijin - przedstawiła się z tym swoim leciuteńkim, typowym dla niej uśmiechem, zerkając kątem oka na swego aktualnego towarzysza pogawędki.



~ One chance is all you need ~
Kaijin





Kaijin
Anioł Zastępu
GODNOŚĆ :
Kaijin


Powrót do góry Go down


Re: Południowa część ogrodu

Pisanie by Gość on 2/2/2019, 14:53
Problemem aniołów nie byli tylko trudni ludzie, ale także ich emocje. Coś, co dla człowieka wydaje się całkowicie normalne, dla anioła może być barierą nie do przeskoczenia. Byty boga nigdy nie znały smutku, zmartwień, strachu, zdrady i innych negatywnych rzeczy, których można doświadczyć w życiu. Paradoksalnie, to przesadne bezpieczeństwo spowodowało także, że nie potrafiły wyrażać innych normalnych uczuć. Jak ma się odczuwać ulgę, kiedy nigdy nie zaznało się strachu? Jakim cudem poznać dobro, jeśli nigdy nie doświadczyło się zła? Przez pierwsze lata skrzydlaci byli po prostu zagubionymi dziećmi tak, jak Desperaci. Różniło ich jedynie to, że żyli w lepszych warunkach i posiadali moc, o której zwykli ludzie mogli tylko pomarzyć. I właśnie dlatego pojawił się Lenkenmann. Wierzył, że jego misją jest chronienie tych nieopierzonych kurczaków przed bezkresnym światem. To on miał wszystko sprawdzać, prześwietlać i próbować, ale aby to zrobić, musiał najpierw poznać dokładniej swoją anielską rodzinkę. Dlatego też właśnie często interesował się zwykłymi osobami, które spotkał w Edenie, a w tym momencie Kaijin była jedną z nich. Być może nie do końca typową, bo jej taniec z parasolem był faktycznie osobliwy, ale to oznaczało, że będzie jeszcze ciekawsza niż reszta. Być może Niemiec uzna nawet, że nie potrzebuje jego opieki i troski tak bardzo, jak reszta, bo potrafi sama już stąpać po tym padole. O tym zadecyduje jednak później, bo na razie nie sprawiała wrażenia jakoby zbytnio odstawała od reszty grupy. Jej ciepły i miły uśmiech tylko go w tym utwierdził.
Lenke zaakceptował zaproszenie, siadając zaraz obok niej, ale na razie nie podejmując tematu, który go nurtował. Choroba? W Edenie rzadko kiedy o nich słyszał, głównie z powodu warunków tutaj panujących, dużej dostępności ziół i przede wszystkim względnego bezpieczeństwa. Nawet jeśli coś już kogoś tutaj dopadało, to głównie z tego powodu, że znajdował się poza terytoriami anielskimi lub złapał zwyczajne przeziębienie. W przypadku tego ostatniego leżenie w łóżku nie było jednak wymagane, więc nic nie kleiło mu się do kupy. Kwestia ta zaczęła go nieziemsko nurtować, ale mimo wszystko powstrzymał się od jej zgłębiania... na razie. Zwyczajnie niemiło byłoby wciskać nochala od samego początku w zakamarki życia innej osoby.
- Jörg. Te Wasze imiona są strasznie trudne do wypowiedzenia, Kaijin. Kiedy uczyłem się tego pierwsyzch słów, wydawało mi się, że lubicie sprawdzać kto ma bardziej wyćwiczony język. Zresztą... To Twoje oryginalne imię? - rzekł, spoglądając na rozmówczynię znajdującą się po jego lewej stronie. Nie wiedział czy ma do czynienia z anielicą, która została tu stworzona czy z kimś jego pokroju. On zachował imię, które nadali mu jeszcze rodzice, ale w jej przypadku mogło być zupełnie inaczej. Jednego, czego nauczył się przebywając na tych ziemiach, to nieokreślanie narodowości ludzi na podstawie ich imion. O ile za jego czasów coś takiego spokojnie by przeszło, o tyle tutaj wielokrotnie próbował mówić do kogoś po niemiecku, żeby nie zapomnieć języka, a tymczasem okazywało się, że niestety nie był to jego krajan, a po prostu komuś spodobało się imię Adolf. Lenkenmann miał z nim inne skojarzenia, niż ówczesny przemiły rozmówca, ale nie chciał rozbijać jego bańki. A skoro mowa o skojarzeniach, to mężczyzna za nic nie mógł sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek w życiu słyszał jakąkolwiek wzmiankę albo widział jakąkolwiek fotografię ukazującą broń Kaijin. Z racji tego, że był dość ciekawską osobą, to nie mógł przepuścić takiej okazji. Z prostego siadu przeszedł do pozycji leżącej tylko po to, aby bez skrępowania mógł zacząć dotykać broni dziewczyny, starając się wybadać z czego jest zbudowana i jak działa.
- Swoją drogą... Skąd masz taki regenschirm? Znaczy się ten, parasol? Te całe... - tutaj na moment oderwał się od oglądania broni i zatoczył w powietrzu palcem kilka kółek w takim miejscu, żeby Kaijin mogła to zobaczyć - kręciołki i wygibasy, które robiłaś... Chyba nie do tego służy. nie? - detektyw Lenke rusza do akcji!
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Południowa część ogrodu

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 10 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Powrót do góry