Strona 6 z 20 Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 13 ... 20  Next

Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 12:08 am
    
Bla bla bla. Ten facet musiał mieć na wszystko odzywkę, serio. Nessa spojrzała na niego przelotnie, po czym wyciągnęła napęczniałą walizę, którą dosyć delikatnie postawiła na ziemi. Zgrabnym ruchem otworzyła zamek i sięgnęła po paczkę leżących na wierzchu, czarnych, męskich bokserek.
- Masz, tak na początek. - mruknęła wyciągając rękę z nimi w stronę wilka i szybko odwracając wzrok w przeciwnym kierunku. Już na samo wspomnienie jego wyglądu tuż po przemianie, poczuła jak pali ją twarz. Chociaż... nie tylko twarz. Chyba podrażniła sobie parę miejsc tym tarzaniem po piachu w przepoconych ciuchach. Na razie czuła się brudna i przez to wszystko ją swędziało, ale te bardziej delikatne miejsca momentami wręcz piekły. Dobrze, że ona miała możliwość wzięcia później porządnej kąpieli.
- I nie, nie musisz dziękować. - dodała z przekąsem, wiedząc aż za dobrze, że chłop sam nie wpadnie na coś tak abstrakcyjnego jak wdzięczność. Zaraz pewnie obruszy się tym jak to nic od niej nie chciał i tym podobne. Choć z drugiej strony zauważyła w nim pewne zmiany i intrygowało ją na co jeszcze go stać. To śmieszne i ironiczne zarazem, że za jego życia nigdy nie potrafiła brać go na poważnie i zawsze w jej oczach był tym bezczelnym chujem z którym czasami fajnie się piło, zaś teraz, gdy z wcale przystojnego rudego wojaka przemienił się w obdartusa jadącego wybielaczem i paradującego bez gaci, zaczęła dostrzegać w nim prawdziwego, doświadczonego przez los mężczyznę. I sama nie była do końca pewna czy to wciąż szok, czy może aż za bardzo wsiąkła w rolę pyskatej, lecz mimo wszystko troskliwej dziewczyny, którą narzucili na nią wspólni znajomi po odejściu Rosjanina. Wszystko było jakoś inaczej niż te trzy lata temu. Nie tylko między nimi, bo to zrozumiałe po takiej przerwie i tylu zmianach. Przede wszystkim jednak wewnątrz niej samej.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 8:11 am
    
Zaśmiał się widząc jej minę na jego droczenie się z nią, choć pod tą formą ten śmiech mógł brzmieć trochę jak kaszel. Przeklęte nie-ludzkie ciało, które nie zawsze reagowało tak, jak powinno. Na szczęście bywało to kłopotliwe tylko w tych nieczęstych sytuacjach, gdy pozwalał sobie na kontakty towarzyskie. Wtedy jednak mógł się zwykle później przemienić i mówić już nieco normalniej. Tylko nieco, bo przywykłszy do warczenia i zachowywania się jak zwierze, nadal nie potrafił porozumiewać się do końca normalnie i naprawdę było widać, że to psowaty z ludzkim mózgiem i wepchnięty do ludzkiego ciała.
Całkiem sporo tego przyniosła. W sumie, ciekawe co takiego przywiozła. Sądząc po jej orientacji w tutejszych realiach, mogą to być naprawdę ciekawe rzeczy.
Zachichotał pod nosem, widząc już przed oczami zupełnie nieprzydatne przedmioty, jednak podyktowane jej dobrymi chęciami.
Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Przecież jej nie opieprzę za prezent z własnej woli.
Zaśmiał się ponownie, gdy zobaczył jak zmieszana podaje mu bieliznę. Tak, zdecydowanie nie przywykła do paradujących nago ludzi. Mimo tego rozbawienia, grzecznie się przemienił i ubrał podany mu materiał.
- Zadowolona? - rzucił rozkładając ręce, chcąc podkreślić, że robi to tylko z jej woli. No cóż, nie bez powodu ganiał tylko w spodniach. To było bardziej praktycznie, a do dyskomfortu rozumianego w każdy sposób już dawno przywykł.
- Skoro nie muszę - uśmiechnął się do niej szelmowsko. Był jej wdzięczny, ale na pewno nie zamierzał się przed nią płaszczyć.
Raz, to nie byłoby w jego stylu.
Dwa, skoro go znała to nie powinna tego wymagać.
Trzy, akurat dałby po sobie poznać do jakich rzeczy jest się w stanie zniżyć by coś zdobyć. Już wystarczyło, że parę godzin temu prosił ją o psie żarcie, bo był głodny. Jego to nie ruszało. Ba, to był naprawdę smaczny posiłek! Dla niej jednak był to jak widać szok, ale to nic dziwnego. Dla kogoś, kto całe życie spędził w mieście bez cienia biedy takie widoki raczej nie były zbyt częste.
- No, pochwal się co tam jeszcze przywiozłaś - zachęcił ze słyszalnym na twarzy uśmiechem. To, że nie zamierzał się płaszczyć i całować jej po stopach za dobroć wcale nie oznaczało, że nie zamierza być miły (na tyle, na ile ten gość umie być naturalnie miły) i w jakiś sposób okazywać jej wdzięczności. Znała go, więc wiedziała jak się zwykle zachowuje i powinna rozpoznać jego wdzięczność nawet jeśli nie miała być ona okazywana wprost.
W międzyczasie dwa pozostałe wilki zbliżyły się w stronę walizy i obserwowały ją z zaciekawieniem. Chyba powoli zaczynały się przekonywać do nowo poznanej kobiety, ale trudno się dziwić. Ich przywódca najwyraźniej nie uważał jej za jedzenie i tolerował jej towarzystwo, a do tego ona sama dała im jedzenie. To dobry powód by zacząć brać pod uwagę opcję polubienia jej. Może nie od razu zaufania i zrezygnowania z chęci odgryzienia jej ręki jeśli się zanadto zbliży, ale możliwości przebywania w pobliżu bez ich warczenia i wiecznego patrzenia jak na intruza już owszem.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 12:36 pm
    
Oczywiście wyśmiewał ją na każdym kroku, ale po tak długiej przerwie nawet jej tego brakowało. Zresztą, lepsze to niż gryzienie! Przynajmniej nie komentował pierwszej rzeczy jaką mu podała, tylko posłusznie przemienił się w tę swoją zaskakująco seksowną ludzką formę, po czym rozłożył łapy jak magik na przedstawieniu, oczekując chyba oklasków za zakrycie dupy. Ness nawet uśmiechnęła się lekko, gdy spojrzała na zadowolonego z siebie faceta i mruknęła ciche "brawo" dla jego pełnej satysfakcji.
Rzecz jasna nie było co oczekiwać podziękowania za trud (i wydane pieniądze), ale przecież nie po to robiła to wszystko, żeby usłyszeć jakimże to jest aniołem w ludzkiej skórze. Wystarczyła jej świadomość, że pomaga kumplowi w potrzebie, który dzięki niej może się wreszcie najeść i w zamian choć raz nie przyjebie się do jej mało pokaźnego jak na ten wiek biustu czy na siłę udziwnionej fryzury.
- Na pewno więcej ciuchów, naturysto. I jedzenie. - tym razem nie pierdzieliła się w powierzchownym zajrzeniu do walizki, tylko otworzyła ją na oścież i zaczęła pokazywać ruskowi kolejno wszystkie zakupy.
- Tu masz spodnie, koszulki i kurtkę, jakby zrobiło się chłodniej. Koc na zimne noce i drugi na posłanie dla twoich kolegów. - zerknęła na wilki. Doceniała, że nie warczały na nią, tylko co najwyżej obwąchiwały wszystko co ze sobą przywiozła. Zawsze kochała psowate, więc tym bardziej cieszyła się, że Joachim nie zmienił się w jakiegoś jaszczura i nie pałęta się z wężami. Wtedy to by nie ręczyła za siebie!
- Poza tym woda, jedzenie, apteczka, dezodorant... - to ostatnie miało być dla niedomytego okazu mutacji powirusowej, ale sama w końcu użyła na sobie, czując, że nie wychodzi jej na zdrowie takie pałętanie się w słońcu na pustyni. Sięgnęła po wielkie opakowanie psich chrupków, pokazując je zainteresowanemu chłopakowi.
- Twoje ulubione. - posłała mu wredny uśmieszek i zostawiła rzeczy, przeciągając się niczym kocica.
- Na razie to tyle. Jak chcesz coś konkretnego to mogę ci potem dowieźć. - zerknęła na niego nagle poważniej i dodała spokojnie.
- Masz mi więcej nie znikać bez słowa. Wymyśl w jaki sposób możemy pozostać w kontakcie, albo siedź zawsze w jednym miejscu. Nie chcę powtórki z twojej ostatniej misji.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 1:24 pm
    
Cierpliwie czekał aż wypakuje naznoszone mu tutaj rzeczy i przykucnął przed nimi.
Nowe ubranie. Chyba nawet może się przydać. Stare mają kilka lat i powoli się zużywają. Mam tylko nadzieję, że wzięła coś wytrzymałego.
Wziął do ręki parę bojówek i obrócił je kilka razy w dłoniach testując szwy i sprawdzając materiał. Powinny się sprawdzić, co przyjął z ulgą. Przynajmniej tym nie musiał się przejmować. Oczywiście dalsza część ubrań była mu raczej mało potrzebna. Spodnie, t-shirt, kurtka. Tyle było mu potrzebne, a wszystko inne stanowiło raczej balast, ewentualnie towar na wymianę czym niestety się pewnie stanie, choć to już za plecami Neski.
- Jeden zestaw ubrań najzupełniej wystarcza. Ciężko nosić ze sobą więcej, gdy cały twój dobytek musi się mieścić w 30 litrowym plecaku. - Skinieniem głowy wskazał leżącą pod drzewem (chyba niegdyś) czarną kostkę.
Właściwie, ona zdawała sobie sprawę, że on nie miał domu, gdzie mógłby to trzymać? Nie to, że nigdy nie znalazł odpowiedniego miejsca. Po prostu ciągłe podróżowanie było bardziej praktyczne. Łatwiej było znaleźć jedzenie gdy nie ograniczało się obszaru, a i szanse na kradzież były mniejsze, gdy swoje rzeczy trzymało się przy sobie.
- Ale dzięki - rzucił w końcu przeglądając resztę rzeczy i dalej fachowo kalkulując.
Dwa koce. Może być ciężko je ze sobą nieść, ale jeden można by przywiązać do plecaka, a drugi pewnie też gdzieś wymienię, bo zostawić nie mam gdzie. Chyba, że u kogoś, ale nie wiem, czy znajdę na tyle zaufanych znajomych.
Uśmiechnął się do niej kwaśno na jej docinek. Przynajmniej z tego normalnie żartowała zamiast nad nim rozpaczać. Już wolał pyskatą dziewuchę niż Matkę Teresę, która załamywałaby ręce nad jego losem.
Zaśmiał się z jej zmiany zdania odnośnie dezodorantu i nie zamierzał jej puścić płazem poprzedniej małej złośliwości.
- Nawet jednego dnia w terenie nie wytrzymasz? Może powinnaś poprosić o wysłanie na jakieś szkolenie razem z rekrutami. Może tam przypomnieliby ci jak się żyje bez zbędnych luksusów. - Ona zamierzała mu dogryzać z powodu niewybrednego podniebienia to on mógł jej dopiec jeśli chodzi o rozpieszczenie.
Dezodorant. W sumie, świetnie nadałby się do rozpalania ogniska. W ostateczności byłby to całkiem niezły granat. Szkoda tylko, że do tego przydałaby się broń, którą można by w niego strzelić. Muszę się o nią kiedyś postarać.
Westchnął ciężko przypominając sobie znowu o męczących go problemach. Wieczne planowanie, kalkulacje i wysyłek. To nie opuszczało go nawet gdy odchodził od ludzkich zmysłów. Nawet jako zwierzę doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co musi zrobić.
Pokiwał powoli głową, cały czas marszcząc brwi w zamyśleniu.
- Dzięki, naprawdę dzięki - przyznał podnosząc się z ziemi, ale zaraz później odzyskał lekkie podejście i ten dziwnie zawadiacki uśmiech.
- Będę cię chyba musiał przy okazji trochę podszkolić w kwestii życia poza murami, bo patrząc po dzisiejszym, ty mi się tutaj kiedyś zabijesz. Nie bierzesz ze sobą zabezpieczonego jedzenia, nie masz broni, nie patrzysz gdzie się rozbijasz - zaczął wymieniać i pokręcił głową by ją skarcić jak małą dziewczynkę.
Po chwili znowu jednak spoważniał i się zamyślił.
- W jednym miejscu siedzieć nie będę. Mogę się zjawiać w okolicach miasta w wyznaczonych terminach - oznajmił rzeczowo.
A więc chciała się z nim widywać? W sumie, jak na nią to nawet mało zaskakujące. Sądząc po jej dzisiejszym zachowaniu, można się było domyślić, że nadal uważa go za swojego kumpla i przez ten czas jej go brakowało, więc pewnie tak łatwo nie odpuści.
Nie powinnaś się do mnie zbliżać. Zdecydowanie nie powinnaś, ale cię nie odgonię. Twoje dostawy za bardzo są mi potrzebne. Kurwa. Jak długo ja jestem w stanie utrzymać jasność umysłu? Przez cały czas przy niej? Może być ciężko.
Przetarł twarz rękami by ukryć zmartwienia, jakie znowu wdarły się do jego głowy. Aż nazbyt dobrze zdawał sobie sprawę z tego, co jest w stanie komuś zrobić. Co gorsza, ona jak widać nie miała o tym bladego pojęcia, a on nie potrafił jej tego tak po prostu powiedzieć.
Pakowała się w to na własną odpowiedzialność... prawda? A on jakoś powinien zdołać nad sobą choć na chwilę panować albo po prostu się od niej szybko oddalić, nie? Na tyle sobie z tym powinien radzić, co?
Cholera...

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 1:49 pm
    
Dopiero, gdy wspomniał jej o plecaku, dotarło do niej, że przecież nie będzie dźwigał tej walizki ze sobą, skoro popindala zazwyczaj na czterech łapach. Nie zamierzała się jednak przyznać do błędu, co to to nie! Zamiast tego skrzyżowała ręce, wydęła policzki i z lekkim przekąsem stwierdziła, że jeśli woli chodzić resztę życia w jednych gaciach to nie jej problem. Przynajmniej podziękował i to nie jeden raz jak się później okazało, co mimo wszystko wiele dla niej znaczyło i chociaż wzruszyła ramionami i machnęła ręką, w środku zrobiło się jej jakby cieplej. Rzecz jasna wszystko szlag trafił, kiedy Repnin zaczął wytykać jej słabe przystosowanie do ciężkich warunków. Podirytowana wcięła mu się wpół zdania, nie przejmując, że kontynuował przemowę.
- Jestem inżynierem, ok? Nie muszę narażać życia i nocować pod gwiazdami. Mam wygodne mieszkanie, stałą pensję i przywileje.
Westchnęła głośno, widząc jego karcące spojrzenie, tak cholernie przypominające jej wiecznie niezadowolonego ojca. Ambicja, tak to nazywał. Trzeba być ambitnym, nigdy nie okazywać słabości i nigdy, przenigdy się nie poddawać. Szkoda tylko, że tak bardzo nie mógł doczekać się przekazywania tych prawd życiowych jedynemu potomstwu, że zaczął już odkąd miała trzy latka.
- NIE ROZBIJAM SIĘ. To była pierwsza taka sytuacja ever, a ty się dojebujesz jakbym co tydzień lądowała sama w tej cholernej melinie! Nie potrzebuję broni, gdy wyjeżdżam na pół godziny przy prędkości 200 kilometrów na godzinę! I nie wożę zazwyczaj żarcia (głupie psie puszki się nie liczą, to wcale nie jedzenie)!
Irytował ją. Właściwie to nic wielkiego, bo ona bardzo łatwo popadała w złość, ale zaczynała wtedy nad sobą nie panować, gadać różne rzeczy, których potem często żałowała i nie było to dobre podejście do zdziczałego nieumarłego z dwoma wilkami. Kiedy on się zamartwiał swoimi skomplikowanymi obliczeniami, ona zdążyła podejść do niego i dźgnąć umalowanym paznokciem w klatę.
- Przestań się tak mądrzyć, Joaś, i choć raz kurwa doceń, że cokolwiek się dla ciebie robi!

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 2:24 pm
    
Przewrócił oczami słysząc jej wymówki.
- Jeden raz to o jeden raz za dużo. Taki "jeden raz" mógł cię spokojnie kosztować życie. Nie zapominaj. - Znowu ją skarcił tym razem poważniej. Jej lekkie podejście naprawę mogło jej kiedyś przysporzyć kłopotów. Może dopóki siedziała w swoim przytulnym mieszkanku albo przechadzała się monitorowanymi ulicami miasta to spokojnie mogła sobie pozwolić na taki sposób myślenia, ale tutaj potrzebowała choć odrobiny zdrowego rozsądku.
- Wiesz, też kiedyś miałem wygodne mieszkanko i pracę. Do tego rodzinę, przyjaciół i hobby. To wszystko w jednej chwili jebany szlag trafił - warknął już niezbyt przyjemnie. Może i ją lubił, ale jej beztroskie podejście do życia naprawdę go już drażniło. On starał się jej tutaj tyłek uratować, a ona nawet nie potrafiła tego docenić. Dobra, nie musiała tego doceniać, ale mogła chociaż odrobinę współpracować zamiast się wykłócać.
Znowu robił się zły i miał ochotę zacząć warczeć, ale jakoś się trzymał. Przynajmniej do chwili, gdy do niego nie podeszła i nie spróbowała go szturchnąć. Wiecie jak się kończy szturchanie patykiem wściekłego i agresywnego wilczura? No właśnie.
Nie ugryzł jej. To na szczęście udało mu się jakoś powstrzymać, choć jad już automatycznie pojawił się w jego ustach. Zamiast tego błyskawicznie chwycił jej zbliżający się nadgarstek i szarpnął ją do siebie by na niego wpadła. Ręki oczywiście nie puścił.
- O nie, tak się kurwa nie bawimy. Uważaj co robisz. I uważaj na mnie. Nie nad wszystkimi odruchami panuję. Mogłabyś o tym czasem myśleć. - Powiedział to wyraźnie wkurzony, przez cały czas intensywnie wpatrując się jej w oczy. Jeśli próbowała się mu wyrwać to nic sobie z tego nie robił. Zamiast tego chwycił też drugi nadgarstek i jakoś nie zamierzał w najbliższym czasie puścić. Może chociaż dziewczyna zda sobie sprawę z różnicy sił. Niestety, pewnie i tak to zignoruje, nadal traktując go jak swojego ludzkiego kumpla i pakując się prosto w paszczę lwa. Cóż, w tym wypadku wilka z łuskami.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 2:42 pm
    
O MÓJ BOŻE, ON PIERDOLI JESZCZE GORZEJ NIŻ MÓJ STARY.
Wiecie co zawsze jej się w nim podobało (chociaż za nic się nie przyzna, że w ogóle cokolwiek w nim lubiła)? To luzactwo. Był żołnierzem, ale potrafił się napić, nie bał rzucać mięchem nawet przy oficerach i był skory do zabawy, choćby ograniczała się ona do wiecznych awantur, przedrzeźniań i rywalizacji na każdym polu. Teraz? Zrobił się nudny. Jasne, umarł. Dobra, musiał żyć na... nawet nie na ulicy, tylko jakiejś pustyni przez parę lat i pewnie było mu momentami trudno czy coś. Ale przecież Hyles też nie spędziła tego czasu w skowronkach! Musiała kontynuować naukę, zdać specjalizację i egzaminy, a potem ciężko pracować. Nie miała czasu dla ludzi, choć to towarzyskie stworzenie i nawet straciła szansę na spotkanie jakiegoś miłego faceta, bo wszyscy z szacunku do zmarłego ruska w ogóle nawet na nią nie chcieli spojrzeć. Joachim mógł być mądry po szkodzie, jak każdy polak, ale nie dawało mu to prawa do pouczania Nessy. Nie według niej i jej o wiele za dużego ego.
Kiedy złapał jej rękę, od razu chciała się wyszarpnąć, choć bezskutecznie. Druga dłoń zacisnęła się w pięść i próbowała uderzyć w klatę oprawcy, ale i ten atak został uniemożliwiony, a kobieta praktycznie obezwładniona. Kipiąc ze złości, tupnęła nogą zupełnie przypadkiem zamiast w ziemię, uderzając grubą podeszwą o nagą stopę rozmówcy. To był wypadek, coś czego nie planowała, a błyskawiczny odruch bez zapowiedzi pozwolił tym razem trafić, choć to przecież nie mogło się dobrze skończyć. Dopiero w sekundzie, gdy poczuła pod butem coś miękkiego, momentalnie uspokoiła się, wpatrując w dzikie, zielonkawe ślepia. Nie przeprosiła, jakoś chyba ją zatkało, gdy zdała sobie sprawę, że faktycznie mogła zrobić coś co go zaboli. Gdzieś w głowie pamiętała jak warczał na nią, gdy chciała go kopnąć i nie była pewna jak zareaguje na ból przed którym nie zdołał uciec.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 3:03 pm
    
Dla czego do niej nic nigdy nie docierało? Zbyt lekkie podejście. On nadal umiał się śmiać i cieszyć, ale były jakieś priorytety. Do tego szum w głowie gorszy, niż po wypiciu połowy butelki czystej. Musiał naprawdę się wysilać by zachowywać się w tej chwili jak (jeszcze choć trochę) cywilizowany człowiek i nic jej nie zrobić. Dlaczego ona musiała mu to utrudniać?
Zaciśnięte na jej nadgarstkach ręce zaczęły się trząść, a w głowie wymordowanego pojawiła się bardzo długa i wielojęzykowa wiązanka. Jak tak dalej pójdzie to naprawdę jej coś zrobi. Nie powinna być tak blisko. Odruchowo chciał ją trzymać i nie puszczać, ale po kilku sekundach zaczęło do niego docierać, że jeśli straci świadomość nawet na moment to może się to katastrofalnie skończyć.
I właśnie przez to chwilowe zawahanie nie zauważył szybkiego ruchu nogi wkurzonej kobiety.
- Jasna cholera! - syknął już naprawdę wściekły i puścił ją, odpychając od siebie. Dobrze, że przynajmniej podczas tej gonitwy myśli nawet te w miarę racjonalne były przyspieszone i jeszcze czasem wyprzedzały te bardziej mordercze. Gdyby jej nie odepchnął, najpewniej złamałby jej rękę albo ugryzł. Odruchowo celowałby w odsłoniętą szyję. Tego już nawet gdyby chciał to nie zdołałby odratować.
Cofnął się na przemian krzywiąc się i warcząc. Palce jednej ręki zacisnął na zielonej czuprynie, a drugie zaczął dziwnie wyginać. Nie był w stanie nic teraz powiedzieć. Mógł tylko warczeć. Na nią? Na siebie? Bez powodu? Sam nie wiedział. Chyba nawet nie był świadom tego, że coś wydobywa się z jego gardła.
No i pięknie. Spróbuj tu teraz nie rozszarpać koleżanki, gdy jesteś oszalałą bestią, którą steruje jedynie wściekłość i instynkt. Chociaż tyle, że nie był głodny. Przynajmniej żaden z podszeptów w głowie nie zachęcał go do uznania jej w tej chwili za jedzenie. Niestety, mimo to miał też wiele innych powodów by ją w tej chwili zabić.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 3:22 pm
    
Jak Nessarose miała pojąć co się działo w głowie zdziczałego? Wyglądał prawie tak samo jakim go zapamiętała. Mówi tak samo, zachowywał się podobnie. Nawet pomysł, że biegał z wilkami trzy ostatnie lata jakoś mało do niej docierał, brzmiało jak zerżnięte z Księgi Dżungli, a przecież tamto dziecko z niedźwiedziem i kotem jakoś nie zabijało wszystkiego co się rusza, nie płakało nad swoim losem, a nawet całkiem zajebiście się bawiło. Odseparowana od jakiejkolwiek biedy, żyjąca w dostatnim mieście na wysokim poziomie i spełniająca się zawodowo młoda, z natury cholernie naiwna kobieta nie umiała tak szybko spoważnieć, dostosować się do nowej sytuacji i zrozumieć okoliczności. Zarazem jednak, choć wybuchowa i skora do rękoczynów, nie zamierzała przecież skrzywdzić kolegi, a już na pewno nie w taki sposób. Chciała go walnąć, może całkiem mocno, jednak znała go i wiedziała, że albo jej to uniemożliwi, albo się nie przejmie. Nadepnięcie wojskowym buciorem na gołą stopę to coś co i ją by ruszyło, choć do delikatnych nie należała i potrafiła znieść oparzenia, złamania czy zwichnięcia, które czasami zdarzały się w wojsku, zwłaszcza podczas pracy z maszynami.
- Joachim... - mruknęła postępując o krok w jego stronę, choć dopiero co ją odepchnął i to z pewnością nie bez powodu. Czy to głupota czy wyrzuty sumienia? Cokolwiek nie kazało jej ponownie podejść dość żwawym krokiem do chłopaka, nie miało połączenia z jej dawno niefunkcjonującym instynktem samozachowawczym.
- Ej... Nie mów, że aż tak cię zabolało... - uśmiechnęła się lekko, chociaż naprawdę ją zmartwił. Wyglądał jak opętany, a przecież nie takie obrażenia znosił z wysoko podniesioną głową. Nie zważając na jego ewentualne powarkiwania czy próby oddalenia się na bezpieczną odległość, Neska podeszła do Repnina na wyciągnięcie ręki i dotknęła jego ramienia, jakby chciała dodać mu otuchy. Jeżeli tylko się zgrywał, była gotowa zadeptać go na śmierć, ale na razie serio mocno przeżywała jego stan i koniecznie chciała się dowiedzieć czy może mu jakoś pomóc, choć rzecz jasna nie zamierzała się oferować czy przepraszać, bo tak robiły tylko przegrywy.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 4:10 pm
    
Towarzyszące im przez cały czas wilki szybko zauważyły, że z ich alfą się coś dzieje. Zrobiły się nerwowe i zaczęły powarkiwać w stronę Nessarose, która jak widać była tego powodem. Napady wymordowanego wcale im nie przeszkadzały. Stawał się wtedy co prawda dziki i niebezpieczny, ale nie dla nich. One wiedziały jak się zachować, a na kompana w poddańczej pozycji się przecież nie rzuci. Myślał jak wilk i to je chroniło. Pozbawiony zmysłów działał mniej więcej na ich zasadach, więc było im znacznie łatwiej niż kobiecie, która jak widać nie miała zielonego pojęcia o grożącym jej niebezpieczeństwie.
- Poszły! - warknął w stronę wariujących wilków. Tylko tego brakowało by jeszcze one doszły do wniosku, że należy zlikwidować Hyles. Nie rozumiały, że on może się na nią rzucić, wcale nie chcąc jej skrzywdzić.
Czy ona musi się kurwa zbliżać?!
- Odsuń się - warknął szybko otwierając oczy i wbijają w nią na moment nieco bardziej trzeźwe spojrzenie.
- Odsuń się, bo... bo... - Nie mógł zebrać myśli. Wszystko w głowie huczało, a ciało chciało poruszać się samo. Zdecydowanie powinien poćwiczyć panowanie nad sobą. Choć z drugiej strony, czy to naprawdę dało się powstrzymywać? Może w lżejszych wypadkach i na chwilę, ale on starał się zachować spójne myśli od dłuższego czasu.
- Coś ci zrobię - warknął tym razem nie ze strachem, a z czystą złością.
Nienawidzę. Zbij! ZABIJ!
Zacisnął powieki usiłując się skupić. Nie był w stanie sprawdzić, czy usłuchała jego prośby. Walka z szaleństwem przesłaniała zmysły. Wszystkie dźwięki realne i nierealne zlewały się w kakofonię. Do tego gnające pod powiekami obrazy i targające na wszystkie strony mieszające się ze sobą myśli.
Już sobie przypomniał, dlaczego nigdy tego nie ćwiczył. Tego nie dało się wyćwiczyć. Kiedyś starał się to powstrzymać, ale później uznał, że i tak nie ma po co to robić. Nie ma dla kogo walczyć. Wszyscy dawni znajomi byli daleko stąd i mieli się na niego nigdy nie natknąć. Ani on ich nie skrzywdzi, ani oni nie będą musieli go odstrzelić. A wszystkie te bezimienne istoty błąkające się po Desperacji miały po prostu pecha. Jedna bestia w tę czy w tę. Komu to zrobi różnicę? Jemu przynajmniej będzie łatwiej, a tylko to się teraz liczyło.
Nie. Ona oczywiście nie mogła go posłuchać. Poczuł dotyk na ciele, który momentalnie wyciągnął go z tej bezkresnej otchłani szaleństwa. Niestety, nie otrzeźwił go tak, jak by sobie tego życzył. Nadal był rozszalałym zwierzęciem.
Znowu szarpnął ją za rękę, jednak tym razem mocniej. O ile nie nabawiła się już dzisiaj przez niego siniaków, o tyle teraz będzie je miała już na pewno. Nie myślał o tym, co robi. Gdzieś głęboko miał zakodowane, że nie chce jej zabić, ale wszystkie bardziej skomplikowane komendy miały już szansy do niego dotrzeć.
Chwycił ją za szyję i przewrócił na ziemię znowu ją do niej przyciskając. Uderzenie zapewne nie było najprzyjemniejsze dla jej głowy i pleców. Wstrząs wypchnął też zapewne powietrze z jej płuc, a zaciskająca się na jej gardle ręka z pewnością nie pomagała w nabraniu nowego.
Przyjaciel, z którym jeszcze chwilę temu tak wesoło sobie rozmawiała, teraz trzymał ją w żelaznym uścisku wbijając w nią bezwzględne spojrzenie zabójcy.
- Ty nigdy nie słuchasz, co? - wysyczał przez zaciśnięte zęby zupełnie nieświadom co robi. Majaczył. Może nawet z sensem, ale niestety po rosyjsku.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Gość on Nie Maj 01, 2016 4:35 pm
    
Wilki powarkiwały, on szalał, a to wszystko przez głupie nadepnięcie na nogę. Wiedział przecież, nie zrobiła tego specjalnie, co nie? A nawet gdyby, nie by to powód do takiej reakcji! Nie według dziewczyny, która nie zdawała sobie sprawy z wewnętrznej walki jaką przechodził jej dawny towarzysz od kieliszka. Nigdy nie spotkała innego wymordowanego na żywo. Słyszała o nich, widziała zdjęcia i inne materiały na podstawowym szkoleniu, ale z góry wiedziała, że nie będą jej zagrażać, bo od zawsze celowała w posadę mechanika. Lubiła majsterkować i dokręcać śrubki, nie interesowała ją walka za ojczyznę i strzelanie z broni palnej. Właściwie to trochę bała się huku wystrzałów i niechętnie trzymała w dłoni gnata, nawet nienaładowanego. W ogóle nie powinna opuszczać miasta, nie miała ku temu ważnego powodu, ale czasami lubiła zaszaleć, a gdzie indziej dostałaby takiego zastrzyku adrenaliny, jeśli całe M3 było monitorowane, pilnowane i stuprocentowo bezpieczne? Ludzie nie bali się zostawiać małych dzieci samych w parku by pójść w tym czasie do sklepu czy kiosku, bo wiedzieli, że nikt ich nie porwie, nie zgwałci, a one same nie opuszczą ogrodzonego terenu, tylko grzecznie zajmą zabawą. Tutaj było inaczej i kiedyś musiała to pojąć. Tak się złożyło, że tę jakże cenną lekcję życia miał jej dać właśnie Outcast.
Warknęła, gdy momentalnie padła znów na ziemię, nabijając sobie przy okazji pokaźnego guza. Możliwe, że dostała wstrząśnienia mózgu, ale nie miała kiedy się nad tym zacząć martwić, bo tuż po otwarciu oczu dostrzegła kipiące wściekłością, żółto-zielone ślepia. Nagle zabrakło jej tchu, ale zrozumiała co to spowodowało dopiero po dłuższej chwili, gdy starała się dotknąć szyi wolną ręką i poczuła twardą skórę męskiej dłoni. Trochę spanikowała, nieprzyzwyczajona do aż takiej przemocy stosowanej wobec niej. Nagle opuściły ją wszystkie siły, brak tlenu skutecznie osłabił i zaczął przyćmiewać zmysły. W takim momencie spodziewała się raczej, że całe życie przeleci jej przed oczami, lecz zamiast tego wróciło do niej zupełnie wyrwane z kontekstu wspomnienie, które przywołało nikły uśmiech na bladej twarzy.
- A mówiłam im... Prędzej się pozabijamy, niż... niż...
Trzeba było poćwiczyć wstrzymywanie oddechu. Ale po co mi to było, skoro nie nurkuję? Nawet pływać nie umiem. I już nigdy się nie nauczę, heh.
Zemdlała.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: (S) Zniszczony las Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 6 z 20 Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 13 ... 20  Next

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach