Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5   

Re: Fluorescencyjne jaskinie    Pisanie by Jinx on Sob Kwi 09, 2016 12:38 am
Wpatrywał się rozjarzonymi oczami w dwójkę jego towarzyszy, z cieniem grymasu niezadowolenia na twarzy. W pomieszczeniu zawisło niewypowiedziane pytanie o przyczynę. Czy z powodu, że Hiroki tulił się do Taihen, czy dlatego, że Taihen była tulona przez Hirokiego. Odpowiedź miała nigdy nie paść, kiedy kolejny pionek Kościoła wreszcie raczył ruszyć swoje dupsko z ukrycia i podejść do nich. Z lekarstwem. No kurwa nareszcie. Mimowolnie poprawił się na krześle, przechylając do przodu, by oprzeć łokciami o kolana, uważnie śledząc każdy ruch nieznajomego. Niczym dzikie zwierzę, które tylko czeka, aż niesforna ofiara zrobi jeden, głupi błąd, nawet najmniejszy, choć wciąż pozostawał błędem. I nieznajomy taki  uczynił. W chwili, kiedy jego dłoń zacisnęła się na szczęce Hirokiego o tę odrobinę za mocno, palce Jinxa owinęły się dookoła szczupłego nadgarstka anioła, zamykając go w żelaznym uścisku.
- Delikatniej. – mruknął zaczepliwie i choć było to ciche warknięcie, niebezpiecznie owinęło się dookoła mężczyzny. - To nie twoja własność Nie chcę żadnych uszkodzeń. – dodał dobitnie, nie przejmując się ewentualnymi spojrzeniami pełnymi zarzutów ze strony Taihen. A spodziewał się ich. Niemalże podskórnie je czuł na sobie. Złote spojrzenie prześlizgnęło się po twarzy mężczyzny, po czym skupiło na chłopcu, któremu siłą wlewano do gardła lek. Kiedy ostatnia kropla wypełniła jego usta, dłoń Jinxa spoczęła na płowych kosmykach, zsuwając się niżej, aż jego palce musnęły ciepłego karku chłopca, jednocześnie głaszcząc jego zmysły swoją mocą…. By ich pozbawić. Bez większego problemu złapał bezwładne ciało swojego małego niewolnika, a następnie przerzucił go przez ramie jak worek kartofli. A czyn ten okazał się o wiele trudniejszy niż zakładał, z powodu odniesionych ran. Zagryzł wewnętrzną stronę wargi, żeby nie wydać z siebie żadnego niepotrzebnego warkotu, i nawet nie racząc przydupasa Taihen jakimkolwiek słowem, ba! Nawet spojrzeniem, nie mówiąc już o wdzięczności, zrobił parę kroków w stronę rudowłosej. Przypatrywał jej się przez moment, jakby ważył i smakował każde słowo, które miało paść.
- Wyjdziemy już. Przyślij kogoś przed wejście, żeby zabrali to, co wam przywiozą – powiedział wreszcie zaskakująco spokojnym tonem. Może jakieś przepraszam? Dziękuję? Pocałuj mnie w dupę? Jego wargi drgnęły, wykrzywiając się w uśmiechu. Nachylił się nad nią i musnął ustami jej lewą skroń, pozostawiając na niej uczucie ciepłego oddechu. Wargi powoli zsunęły się po jej policzku, żuchwie, aż wreszcie dotarły do szyi, gdzie zatrzymał się, chcąc ją ucałować. Ale pocałunek nie nastąpił. Zamiast tego wkradło się chłodne powietrze, kiedy Jinx odsunął się od niej i bez kolejnych zbędnych słów po prostu opuścił pomieszczenie, zapominając o całej reszcie (biedny Ourell).


|| zt + Hiroki ||

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 658
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Fluorescencyjne jaskinie    Pisanie by Rashid on Czw Sty 04, 2018 12:44 pm
Pajęczak znudzony brakiem zajęcia zaczął kręcić się po korytarzach, strasząc niewiasty swoją obrzydliwą formą człowieka zmutowanego z ośmionożną, włochatą bestią. Starał się unikać innych wiernych, a zwłaszcza swojej siostry, przy której musiał zmuszać się do przemiany. Nie chodziło o sam ból związany z wciskaniem się w małą, ludzką skorupę, znikanie nadprogramowych kończyn, przestawianie się kości. Kręgosłup, przyzwyczajony półzwierzęcą formą do innego ułożenia potrafił dość dobitnie dawać o sobie znać. Rashid znosił to tylko dzięki kolejnym porcjom mleka makowego wciskanego w siebie mimo jego mało urokliwego smaku. Starał się go unikać, nie chcąc popaść w uzależnienie jak wielu wyznawców Ao. Brakowało tylko tego, żeby nagle spadł komuś na głowę ze sklepienia jednej z jaskiń.
Nie miał absolutnie żadnego celu w swoim krążeniu po podziemiach Gór Shi. Ot, przechadzka dla rozprostowania nóg, uspokojenie myśli. W dłoni ściskał małą, kolorową kulkę, którą co jakiś czas przerzucał z ręki do ręki, nawet na nią nie patrząc. Przedmiot zdawał się przyklejać do nienaturalnie bladej skóry drobnych dłoni chłopaka. Dla niektórych mogłoby to wyglądać zupełnie jak tajemnicza sztuczka magiczna, ale wystarczyło wiedzieć, że dzięki wydzielanym sieciom mógł sprawniej łapać różne rzeczy. Czasami nawet popisywał się tym, choć głównie przy Zay-Zay. Jakoś nieszczególnie chciało mu się być miłym dla kogokolwiek innego. Poza nią w sumie nie miał przyjaciół. Wychował się z nią, spał pod jednym dachem, przeżył dziesiątki miłych i niemiłych chwil, razem z nią wylądował na garnuszku sekty. Sekty, która zmieniła dwójkę dzieciaków w maszynki do zabijania pozbawione emocji. Ale przynajmniej miał co jeść, więc nie mógł narzekać. No i siostrzyczka była bezpieczna.
Egzorcysta nawet nie zauważył momentu, w którym dotarł do świecącej jaskini. Lubił ją. Była ustronna, cicha, niezbyt jasna i przede wszystkim miała idealną temperaturę. Jaskinia leżała na tyle głęboko, że prawie nikt tu nie przychodził pomimo jej piękna. Stukając cicho odnóżami, Rashid zbliżył się do jednego z jeziorek, pochylił głowę i zamknął oczy, zamierając w niemalże idealnym bezruchu.



Rashid
-----------
Egzorcysta    Oswojony

avatar

Liczba postów : 25
GODNOŚĆ : Rashid

Powrót do góry Go down

Re: Fluorescencyjne jaskinie    Pisanie by Red on Czw Sty 04, 2018 1:28 pm
Red miał bardzo paskudny zwyczaj ukrywania się w ciemnym kącie i obserwowania tego co się dzieje. Gdy zobaczył jak dzieciak wchodzi do jednego z ustępów, który w tym momencie wybrał sobie na cichą kontemplację nad sensem apokalipsy, począł rozmyślać kim sam był za młodu. Nie pamiętał swojej młodości i tego co robił, najwcześniejsze wspomnienia tyczą się wizji danej przez Najwyższego o końcu świata. Inkwizytor uważał, że kościół dobrze szkoli młodzików, a Ci mimo wczesnych protestów ulegają najgłębszym pragnieniom i czynią swą powinność. Red nigdy nie twierdził, że to coś złego, zawsze uważał, iż cel powinno osiągnąć się mimo kosztów. Można to porównać do drapieżnika zabijającego ofiarę dla własnego przetrwania. Bóg chce krwi, my musimy ją dostarczyć, ten schemat jest dość prosty.
Nie mają lepszych zajęć postanowił, że wynurzy się z ukrycia.



Red
-----------
Inkwizytor   Biomech

avatar

Liczba postów : 11
GODNOŚĆ : Red

Powrót do góry Go down

Re: Fluorescencyjne jaskinie    Pisanie by Rashid on Pią Sty 05, 2018 7:19 pm
Przez dłuższą chwilę skutecznie ignorował otoczenie, wsłuchując się w ciszę i medytując nad ostatnimi wydarzeniami. Blade palce złożyły się jak do modlitwy, a sam pajęczak w milczeniu przeprowadzał rozmowę z Ao. Bezgłośny monolog rozgrywający się w umyśle chłopaka był lawiną pytań, na które od razu sam je odpowiadał. Był wyrzutami czynionymi Najwyższemu, a jednocześnie pełne podziwu dla bóstwa. Dla Kościoła nastały ostatnio dość ciężkie czasy. Nieudana krucjata w celu odbicia szpitala z rąk niewiernych, śmierć Prorokini i jej pogrzeb, Aequalis zajmujący jej miejsce, Generał i jeden z Diakonów porwani przez szumowiny pomagające plugawym, latającym pomiotom. Z gardła białowłosego wydobył się osobliwy, klikający dźwięk, który zwykle wydawał w momencie irytacji. Zakończył niemą modlitwę i otworzył czułe ślepia, zaczynając obracać w palcach kulkę. Nie miał po co kłócić się z Panem. Najwyraźniej czymś go urazili, skoro teraz się od nich odwrócił.
Może to przez zbyt małą ilość krwi aniołów rozlaną na bujną roślinność Edenu?
Zdecydowanie powinni się wzmocnić i napaść ich w ich własnych domach.
Słuch skupił się ponownie na "obserwacji" otoczenia, więc gdy tylko biomech ruszył się z kąta, Rashid uniósł głowę i zaczął go szukać. Duże, jasnoniebieskie oczyska działające lepiej w mroku niż pełnym świetle dnia nie miały problemu z wypatrzeniem innego wiernego. Tsah, wiernego. Jako Egzorcysta miał nieco więcej informacji o osobnikach przynależących do sekty niż przeciętny członek Kościoła i stąd też wiedział, że stworzenie przebywające z nim w tym samym pomieszczeniu wymaga czujnej obserwacji. Był dobrą jednostką bojową, nie do zatrzymania w walce. Ale jednocześnie mógł stworzyć zagrożenie dla sojuszników. Coś jak oszalały Wymordowany, ale w wersji cięższej, unowocześnionej i z mniejszą ilością emocji. Rashid nie mógł sobie jednak przypomnieć jego imienia, nawet pomimo charakterystycznego wyglądu. Pamiętał tyle, że osobnik był mało rozmowny, zupełnie jak on. Zapowiadało się więc niezwykle "nudne" spotkanie...
- Przeszkadzam? - mruknął głosem cichym i jakby pozbawionym wszelkich emocji. Nawet gdyby jego obecność byłaby tu niemile widziana, to miałby to głęboko w odwłoku. Długie odnóża zastukały cicho na kamiennej posadzce gdy dzieciak odwracał się tyłem do jeziorka.



Rashid
-----------
Egzorcysta    Oswojony

avatar

Liczba postów : 25
GODNOŚĆ : Rashid

Powrót do góry Go down

Re: Fluorescencyjne jaskinie    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry