:: M3 :: Centrum

Strona 4 z 12 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 11/3/2015, 17:33
Co to właściwie było? Hm, hm, hm?
Przyglądała się uwaznie dziwnemu przedmiotowi, który wyciągał z kieszeni. Ach tak, telefon.
Nigdy żadnego nie miala, ale wielokrotnie widziała je w posiadaniu innych. Gdy ktoś chciał się z nią skontaktować, wysyłał posłańca coś takiego było dużo normalniejsze. Pewnie gdyby dostała podobne urządzenie, zniszczyłaby je w ciągu sekundy.
Ewentualnie dwóch.
- Raaany, Ann-chan ale ty narzekasz. Jak zepsuję to kupisz sobie nowy, na pewno jesteś bogaty! - fochnęła się na niego, cały czas wyciągając ręce po telefon. Zaraz założyła jej jednak na klatce piersiowej, patrząc na niego z ustami wygiętymi w podkówkę.
Swoją drogą zaczęło jej się nudzić. Widelec już od jakiegoś czasu leżał nieruchomo, oparty o talerzyk, na którym jakiś czas temu leżało ciasto. Zjedzone ciasto. W gruncie rzeczy nie miała więc co robić i całkowicie straciła zainteresowanie kawiarenką. Bo kto by chciał siedzieć gdzieś, gdzie masz pod nosem tonę swojego ulubionego jedzenia, jednocześnie nie mogąc go zjeść?
Jej noga drgała z niejaką niecierpliwością, kompletnie ignorując zebranych ludzi. Annofide poświęcał im mnóstwo uwagi. Nieustannie obserwował to, czy ktoś na nich patrzy, widziała to nawet w parku. Nadal nie potrafiła jednak zrozumieć dlaczego.
Byli nudni.
Wszyscy tak przerażająco nudni.
Jedyny moment kiedy robili się ciekawi to gdy tarzali się we własnej krwi i wnętrznościach błagając o litość, bądź wymieniając jakieś imiona, tak jakby którekolwiek z nich ją obchodziło. Czasem jej grozili, tych lubiła najbardziej. Wiedzieli, że umierają, a jednak nadal zachowywali hart ducha.
Nie mogła ich jednak zabić. W końcu jej zabroniono. Skrzywiła się z wyraźnym znudzeniem i odchyliła do tyłu na krześle, balansując na jego dwóch nogach.
Ostatecznie wszystkie cztery nogi krzesła spoczęły na ziemi, a Nemesis zeskoczyła na podłogę, machając rękami to w górę, to w dół.
- Umieraaaaaaaaam z nudów. Jedzmy albo chodźmy. - zmarszczyła brwi z wyraźnym niezadowoleniem, nadymając przy tym policzki jak chomik.
Naprawdę wyniesienie się stąd było teraz jej największym marzeniem. No dobra, nie największym, ale jednym z tych większych, no.
Pewnie dlatego nie wytrzymała i wstała.
- Tak, idę. - zadecydowała i podeszła jeszcze do mężczyzny, głaszcząc go po włosach.
- Bądź grzeczny Ann-chan. - uśmiechnęła się na odchodne, by zaraz wylecieć z kawiarenki niczym wiatr.

zt.






Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 27/6/2016, 00:20
To śmieszne, że jeszcze niedawno nie chciało się jej żyć, a teraz miała tak szalenie dobry humor. A przecież jeszcze nic nie piła! Niewiarygodne wręcz, ale prawdziwe, a skoro Zone zamknęli i nie miała, gdzie sobie usiąść i nacieszyć wolnym czasem, to zaszła do pierwszej kawiarni ze stolikami rozstawionymi na zewnątrz jaką minęła. Zamówiła mrożoną kawę, usiadła na wolnym miejscu i mimowolnie zaczęła obserwować mijających ją ludzi. Patrząc na pary nie myślała już o Repninie, a mijające ją, szczęśliwe rodziny nie wzbudzały zazdrości. Jej myśli krążył teraz tylko i wyłącznie wokół Ao i jej przyszłego, nowego życia. Chciała już powiedzieć o wszystkim Echo, ale nie spieszyła się, nie musiała.
Ona już na pewno wie. Ao jej powiedział.
Taka naiwna...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 27/6/2016, 10:54
Dzień był męczący. Zajęcia się przedłużyły, bo zaliczenia, bo oceny, a ona przez wysoką temperaturę nie miała kompletnie na nic ochoty. Toteż z ulgą widoczną na twarzy wyszła z budynku i skierowała swoje kroki w stronę centrum miasta. Dzień był słoneczny, ludzie zadowoleni w biegu wracali do domów, więc tym bardziej nie miała ochoty wracać do domu autobusem. Ostatnio w telewizji mówili niepochlebne opinie o transporcie miejskim, ale kto bym tam telewizji wierzył.
W bluzce odsłaniającej częściowo plecy, krótkich spodenkach i białych tenisówkach przemierzała żwawym krokiem chodniki, uśmiechając się do prawie każdego przechodnia. Miała dobry nastrój, jak zawsze. I postanowiła, że zanim wróci do domu to skoczy na jakąś kawę. Wyciągnęła telefon i już wsiąknęła, tak jakby ktoś dookoła niej kurtynę zarzucił. W następnym akcie już czekała na odpowiedzi znajomych, czy któryś nie chce jej potowarzyszyć. Ale ona przecież czekać tak długo nie będzie, aż ktoś łaskawie się pojawi. Musiała iść sama. I na całe szczęście długo nie szła, bo nagle zeszła jej ochota na spacery. Widząc ludzi jadących w klimatyzowanym autobusie, automatycznie im pozazdrościła. No nic, trudno, sama tego chciałaś.
Dotarła do kawiarni, w której była może z miesiąc temu. Albo dwa. Dawno tutaj nie była, jakoś nie miała okazji. Albo miała powód, tylko o nim już zapomniała. Zasiadła na wydzielonym na zewnątrz miejscu, odwracając się plecami do jedynej osoby jaka tam siedziała. Kiedy się pochyliła nad menu, spod bluzki było częściowo widać jej kościelny tatuaż, ale jakoś nie zwracała na to uwagi. Dla większości osób i tak nic nie znaczył.
Czekała cierpliwie aż ją ktoś obsłuży. Zerknęła w bok, gdzie były drzwi do środka kawiarenki. Mała, ale za to miała niczego sobie kelnera. Mrau.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 27/6/2016, 18:14
To nie tak, że Ness bardzo przejmowała się tym jak wygląda, ale była kobietą i mimowolnie łapała się na porównywaniu do innych. Rzadko, bo rzadko, do tego zazwyczaj uznawała, że jest całkiem niezłą dupą i może pozwolić sobie na kolejną porcję frytek czy inne śmieciowe żarcie. Jednak, gdy zobaczyła zasiadającą nieopodal blondynkę, to aż mina jej zrzedła i cały dobry humor poszedł w odstawkę. Nic dziwnego - sama siedziała w przepoconym t-shirtcie, z nieuczesanymi włosami i podkrążonymi oczami. Z daleka było widać, że nie jest z nią najlepiej, a przecież nie lubiła okazywać swoich słabości. Zagryzła wargę, dopijając napój i zbierając się do wyjścia. Dopiero wtedy, gdy po raz ostatni odwróciła się do już siedzącej nieopodal modelki, dostrzegła znajomy znak.
- Jesteś wierną? - odezwała się nie wiadomo do kogo, pozostając przy swoim stoliku.
Zupełnie nie przypomina Echotale...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 27/6/2016, 22:22
Średnio wyglądała jak wierna. Taka wyżej postawiona wierna, mimo wszystkich tych ciężkich przeżyć które musiała przejść. Była chyba jedną nielicznych, które dbały o siebie, miały gdzie mieszkać i za co żyć. Zresztą, któż miałby zaufać spowiedniczce, jeśli ta wyglądałaby jak zmielona przed maszynkę i wytarzana w błocie? Musiała do siebie ludzi zbliżać, a jak powszechnie wiadomo, ci świecący się jak złoto przyciągają najwięcej ciem.
W końcu przyszedł kelner. Jak cudownie! Już nie mogła się doczekać, by dostać coś słodkiego do picia, żeby tylko podwyższyć sobie poziom cukru i zadowolenia. Nie mogła się oprzeć pokusie posłania kelnerowi jakiegoś słodkiego spojrzenia. Och, mogłaby tak cały dzień. Adoratorzy byli czymś, co Ayumi bardzo schlebiało. Przez to wiedziała, że dobrze wygląda i czuła się w ten sposób dowartościowana. Przynajmniej tyle mogła mieć od życia.
Jej promienny uśmiech odrobinę zbladł, kiedy usłyszała słowo "wierny". Najpierw się rozejrzała nie poruszając głową. Pamiętała, że tutaj obok była jeszcze tylko jedna osoba. Udała, że ma wzrok wbity w menu. Wszak kelner jeszcze czekał, z długopisem i karteczką w dłoniach.
- Pozycję nr. 12, poproszę.
Odłożyła menu na drugi koniec stolika. Dopiero kiedy facet zniknął za drzwiami, odwróciła się bokiem do dziewczyny.
- Wszyscy są lub kiedyś będą wiernymi.
Zagadki zagadkami. Nie potrafiła o sprawach kościoła mówić wprost, a przynajmniej nie we wszystkich przypadkach. Poinstruowano ją, że to lepiej wygląda i wzbudza niepewność. Pierwszy krok do przeciągnięcia na swą stronę i wyłudzenia informacji to była właśnie niepewność. Rzecz, która sprawiała, że pierwszą rzeczą jakiej pragnęli się chwycić było coś, co znają. I tutaj wkraczała Ayumi.
Ciekawe jak potoczy się rozmowa.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 27/6/2016, 23:04
Olała ją? Nie, to nie była ignorancja. Tuż po ulotnieniu się kelnera, złotowłosa piękność obejrzała się na Ness, rzucając w stronę zaniedbanej kobiety jakiś tajemniczo brzmiący tekst. Zaiste, tylko Aoistka mogła gadać w tak zawiły sposób.
- Mój ojciec na pewno nigdy nim nie był i nie będzie. - mruknęła różowowłosa, uśmiechając się lekko pod nosem. Wyobrażenie Eliasa Hyles'a modlącego się do kogokolwiek poza własnym ego było tak niewiarygodne, że aż zabawne.
- ...ale ja nie chcę zmarnować życia jak on. - dodała nagle, postępując krok w stronę obcej. Nie pokonała w ten sposób nawet połowy dzielącej ich odległości, lecz dodała przynajmniej swym słowom przekonania, którego brakowało w jej głosie. Chyba nigdy nie przestanie się wahać, jednak czy można się jej dziwić? Wszystko co wmawiano jej cale życie okazało się kłamstwem, a ludzie, którym ufała, albo ją zostawili, albo okazali się nigdy nie dbać o jej dobro. Echo nakazała się jej zastanowić zanim podejmie ostateczną decyzję i tak tez zrobiła. Nie miała jednak żadnej gwarancji, że postępuje słusznie i to przerażało ją właśnie najbardziej.
- Nie wyglądasz jak pozostali. - zauważyła podejrzliwie.
Może jest tak samo nowa w tym biznesie co ja? Czy to znaczy, że obie kiedyś skończymy w bandażach i bezształtnych szmatach? Nie brzmi zachęcająco... Chociaż... Nic dobrego nie przyniosło mi ubieranie się tak jak lubię.
Przełknęła ślinę, czując jak żołądek zaczyna się jej zaciskać, a dopiero co wypita kawa niebezpiecznie zawraca.
Całe to bawienie się w bycie sobą zupełnie mi nie wyszło. Już lepiej bym skończyła nigdy nie sprzeciwiając się ojcu. "Moje życie"? Też mi coś...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 27/6/2016, 23:35
Przypatrywała się jej przez moment. Młoda, ale nie tak jak ja. Chociaż... może niewiele. Młoda duchem na pewno. Skomentowała, zwracając uwagę na jej wygląd. Te włosy i niedbałe ubranie. Nie była typem osoby, która przesiadywała w takich miejscach jak to. Zdecydowanie. Może nawet buntowniczka. Z pewnością nie miała lekkiego charakteru. Cóż, niektórzy wybierają takie życie. Ayumi wolała zachować swą kobiecość i pokazywać ją miastu. Bo dlaczego nie? Miała to i owo, a jej ubrania i makijaż tylko miały podkreślać to wszystko. Cała jej osoba miała od razu mówić, że to jest osoba godna zapoznania się. Przynajmniej póki nie poznają jej mroczniejszych zakątków charakteru. Odrobina szaleństwa zawsze w cenie.
Przysłuchiwała się jej z uśmiechem.
- Nigdy nie wiadomo. "Nigdy" to takie brzydkie słowo. Zawsze lepiej pozostawiać otwartą furtkę na nowe opcje. Tym bardziej, że niektórzy są czasami zbyt uparci na prawdę i potrzeba im wiele czasu. Czasem i całe życie.
Westchnęła, oplatając sobie wokół palca jeden z jej blond kosmyków. Już napotkała prawdę. Wątpliwość została u niej zasiana. Ciekawe tylko kto był pierwszy. Może któryś z kapłanów? Prorokini? Oni to mieli rękę do ludzi. Przynajmniej tak twierdziła Ayumi. W przypadku spowiedniczki to nie było takie proste, bo została jej do głowy wiara wbita siłą. No, prawie. Dlatego trochę to trwało. Zdecydowanie lepiej wyglądało to w przypadku ciekawskich i chętnych. Przynajmniej nie tak... brutalnie.
Ayumi wskazała dłonią miejsce koło siebie w ogóle nie zmieniając tymczasowej pozycji. Chciała by dziewczyna usiadła obok niej. Źle się rozmawiało z ludźmi, kiedy ty siedzisz, a ktoś stoi. No, chyba, ze jej się spieszyło gdzieś. Skoro już powstała.
- Bo dbam o siebie?
Zaśmiała się pod nosem. Nie, to nie tak, że obrażała innych, bo wyglądali... mniej elegancko. Ale takie spostrzeżenie, chociaż trafne, było zabawne.
- Nie martw się, nie wszyscy są tacy. Niektórzy chcą jeszcze korzystać z życia, zanim zamienią się w przyszarzałe gbury. Mój Pan... raczej tego nie pochlebia. Niedbalstwa. Na co to komu. Fakt, w każdej wierze są Asceci. Ale to jest mniejszość, nieprawdaż?
Zerknęła na moment w stronę drzwi. No doprawdy, ile można robić jedną, głupią kawę.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 28/6/2016, 20:52
Nie zna go. Kolejna, która nie wie kim jest... kim byłam.
Pocieszało ją to. Do tej pory spotkała trzy osoby powiązane z kościołem i żadna nie widziała w niej córki generała, ba, nawet wcale nie kojarzyli jej nazwiska! Dla zmęczonej byciem "córką Hylesa" Ness było to przewspaniałe i tym bardziej zachęcające. Coraz bardziej wierzyła, że w KNW rozpocznie życie od początku jako zupełnie nowa osoba.
Już bez wahania i wyraźnie pocieszona, Nessarose podeszła do stolika blondynki i usiadła na przeciwko niej. Kelnera jak nie było tak dalej się nie pojawiał, chyba sam był aoistą i modlił się nad zamówieniem...
- Taa, to nawet lepiej. Wystarczyło, że na rytuał mnie przebrali. Wyglądałam tak przypałowo...
Właściwie to wtedy nawet nie bardzo się tym przejmowała, ale noszenie na co dzień togi pachnącej wodą różaną w końcu musiałoby zacząć jej przeszkadzać. O wiele wygodniejsze były typowo męskie ciuchy, zwłaszcza stare, dobre i niezastąpione bojówki.
- Ej... mogę cię o coś spytać? - zerknęła nagle na modelkę i nawet nie czekając na pozwolenie, wypaliła;
- Nie żałujesz tego tatuażu? Nie nachodzą cię czasem wątpliwości?
Nie, nie to chciała wiedzieć. Przecież śliczna nieznajoma mogła urodzić się z tą wiarą, albo w niej wychować. Ness nie znała jej historii i nawet niekoniecznie paliła się by to zmieniać, zbyt zaaferowana własnymi problemami. Prawdziwe pytanie brzmiało;
- Czy... Myślisz, że wiara naprawdę może uszczęśliwić? Kiedy nie pozostaje już nic innego...
Odwróciła twarz. W tej samej chwili przyszedł wreszcie kelner. Postawił na stoliczku zamówioną kawę, życzył smacznego i zapytał czy to wszystko. Na piance widniało kakaowe serduszko, a chłopak widocznie uśmiechał się właśnie do jasnowłosej.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 29/6/2016, 14:49
Rytuał. To słowo krążyło po zakamarkach jej umysłu, najczęściej wzbudzając swego rodzaju niepokój. Słowa, które napływały do jej umysłu, obrazy czy nawet wizje związane z tym zlepkiem liter powodowały czasami ból głowy. Czasami miała wątpliwości, czy postąpiła słusznie nie drąc tamtego listu na strzępy. Nie odnaleźliby jej tak łatwo w mieście. Ale jakoś nie mogła. Tak jej sprali mózg i chociaż o ty wiedziała, to nie mogła przeciwdziałać. Skoro zdecydowała się poświęcić najbliższą sobie osobę w imię czegoś, co tak naprawdę mogło nie istnieć jak każda inna religia świata. Ale zgadzała się, zgadzała z tym co jej mówili. Popierała to, chcąc czy nie chcąc. Może dlatego tamtego pięknego, zimowego dnia nie porwała tamtego listu.
Słuchała jej pytań. Strasznie ciężkie. Zupełnie takie, na jakie nie miała ochoty odpowiadać. Ale mimo wszystko uśmiechała się do Nessy, jakby jej sam uśmiech miał być zapewnieniem wszystkiego co dobre. Kiedy już miała odpowiadać, padł kelner, przerywając na moment jej tok myślowy, te zdania, które układała w głowie. Nareszcie, jej kochana kawa. Chociaż nie była uzależniona od tego ciemnego napoju, to mimo wszystko lubiła dla smaku czasem wypić.
- Nie, to wszystko jak na razie przystojniaku.
Pożegnała bruneta spojrzeniem spod gęstych rzęs i poczekała spokojnie aż tej odejdzie z powrotem do pomieszczenia. Pogodny wyraz twarzy nie schodził z jej twarzy. Westchnęła z rozmarzeniem, kiedy drzwi się zamykały. Ach, chciała by już mieć kogoś. Życie wtedy wydawało się jej jeszcze bardziej kolorowe zanim nie poświęciła swojego faceta. Cóż, łatwo przyszło, łatwo poszło. Będzie lepszy.
- Ostatnia umiera nadzieja. Ona napędza wiarę, życie w ogóle. Kiedy się jej pozbawisz to umierasz. Jeśli w coś wierzysz, to czujesz się lepiej. Można wierzyć w umiejętności, w szczęście podczas meczu, albo kiedy grasz w gry hazardowe. Można wierzyć, że kiedy grasz w rosyjską ruletkę to kula nie trafi w ciebie. Wiara... wszystko trzyma. Spoglądasz w niebo i wierzysz, że nie jesteś sama. Kiedy się cieszysz, wierzysz, że to za sprawą "kogoś". Kiedy się smucisz, to wierzysz, że nie jesteś sama, że "on" jest z tobą. Łatwiej jest żyć, kiedy powierzasz Mu swoje życie i wierzysz, że nadasz mu sens.
Ayumi próbowała nawiązać kontakt wzrokowy w trakcie mówienia. To pomagało. Nie przepadała za ignorancja w tak skromnej i mało szkodliwej postaci, ale czasami też nie mogła na to nic poradzić.
- Dobrze jest w coś wierzyć. Wtedy świat nie jest tak skomplikowany.
Napiła się łyka kawy, niszcząc to piękne serduszko.







Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 29/6/2016, 15:38
Tak, miała rację. Wszystko co mówiła ona, a wcześniej Echo i Sinner miało prawdziwy sens i coraz bardziej przekonywało zagubioną duszyczkę. Przecież wystarczyło uwierzyć by nagle życie przestało być takie przerażająco przygnębiające! Niekochający ojciec? Zaślepia go grzeszny tryb życia w mieście. Śmierć matki? Ao zabrał ją do siebie, tam będzie jej o wiele lepiej. Łaskawy pozostawił na tej ziemi Joachima, aby dziewczyna nie czuła się zupełnie samotna, więc tym bardziej nie powinna się przejmować, tylko biec do niego i cieszyć się z każdej wspólnej chwili! Nic na tym świecie nie było dziełem przypadku. Każdy ból miał zostać wynagrodzony. Przyszłość, jakakolwiek by nie była, prowadziła do zbawienia.
- Wiesz... Kiedyś bym uznała, że pierdolisz od rzeczy. - zaśmiała się cicho, po czym spojrzała na blondyneczkę i oparła głowę na ręce, a tę o stolik.
- Sorry, że tak ci się wbiłam. - zerknęła na kawę.
- Psuję ci podrywy.
Czy to możliwe? Czy ona wreszcie poczuła jak na dobre wraca jej humor? Po okropieństwach ostatnich dni, w jej życiu na nowo zaświeciło słońce, do tego tym razem o wiele jaśniej i być może nawet na stałe! Bo przecież cokolwiek jej dalej nie spotka, Ao zawsze będzie nad nią czuwał.
Wstała od stolika, nie kryjąc zadowolenia. Po co miała dalej udawać twardą, zimną i niedostępną? Przynajmniej przed 'swoimi' nie musiała więcej się wstydzić zwykłych, ludzkich odruchów. Dla Ao nie liczyło się to co 'wypada'.
- Still, dzięki za rozmowę.
Bez zbędnych pożegnań, ruszyła z kawiarni, dopiero parę metrów od budynku odwracając się i machając nowej znajomej na 'do widzenia'. I tak się jeszcze spotkają w kościele, a jeśli nie tam, to Ao w ten czy w inny sposób skrzyżuje ich drogi, tak jak to zrobił tym razem.
Muszę powiedzieć wszystko Echo... Już nie mogę się doczekać!
Jeszcze nie tak dawno temu skarciłaby się w duchu za taki entuzjazm. Teraz jednak wisiało jej kto ją zobaczy w takim stanie i co pomyśli czy przekaże jej ojcu. Była wolna, chyba pierwszy raz w życiu!

[zt]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Gość on 30/6/2016, 15:41
Co człowiek może robić z nadmiarem wolnego czasu? Wielu najchętniej spędziłoby go razem ze swoją rodziną. Bawiąc się z dziećmi, oglądając filmy z ukochanym mężem, idąc całą rodziną na piknik... To było życie, o którym Vera zawsze marzyła i którym obdarował ją los. Gdyby miała komuś opisać szczęście, byłby to właśnie obraz kochającej się rodziny.
A co w takim razie mogło być najgorszym koszmarem dla takiej osoby? Tym była utrata bliskich. Mąż, dziecko... Nawet najgorszemu wrogowi nie była w stanie życzyć widoku ciał jego najbliższych.
Piękny los zgotowały jej najwyższe władze, prawda?  Nic tylko kochać takich przywódców.
Kobieta zacisnęła mocniej zęby i pchnęła drzwi do kawiarni. Chyba powinna znaleźć sobie jakieś absorbujące hobby, bo z dnia na dzień było jej coraz trudniej wracać do pustego mieszkania. Koty, choć wspaniałe, nie były w stanie zastąpić rodziny, a wspomnienia, które męczyły ją gdy tylko zostawała sama, zupełnie ją wycieńczały.
Podeszła do lady i zamówiła duży kubek najmocniejszej kawy, jaką mieli. Sprzedawca trochę dziwnie na nią popatrzył, gdy składała zamówienie, ale nic nie powiedział. Widocznie martwił się, co taki zastrzyk kofeiny może zrobić z młodym ciałem. No cóż, z tym ciałem już niewiele zrobi. Sztuczny organizm pewnie nawet nie pozwoli przedostać się zawartym w napoju substancjom do organicznych części i w ogóle nie będzie zachwycony przyjmowaniem jakiegokolwiek pokarmu, ale kobieta musiała czasem włożyć coś do ust dla samej siebie. Chciała udawać, że coś jej z tego życia jeszcze pozostało.
Podziękowała skinieniem głowy i próbą uśmiechnięcia się, ale kąciki jej ust ledwie zadrżały. Odwróciła się i zaczęła szukać dla siebie stolika. Wtedy jej wzrok natknął się na Ayumi, która wydała jej się nawet znajoma. Szybkie zerknięcie do bazy danych i już wiedziała, skąd ją kojarzy.
Kościół Nowej Wiary...
Nie przepadała za tą sektą, ale skoro mieli z nimi sojusz to należało ich szanować.
Powoli ruszyła w stronę stolika, a gdy była już przy nim, skłoniła się jak należało to robić w Japonii i się odezwała.
- Dzień dobry. Panna Shora jeśli się nie mylę, prawda? - Głos miała łagodny jak na siebie, choć ja zwykle chłodny i zalatujący jakoś dziwnie obcym akcentem.

//Post trochę później niż mówiłam, ale jest.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 12 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry