:: M3 :: Centrum

Strona 12 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 4/4/2018, 16:19
Na ustach informatora uformował się uśmiech, kiedy kobieta niemal od razu przystała na jego propozycja, bez cienia zawahania, a może po prostu skutecznie został on przez nią zakamuflowany.
Oparł się wygodnie o oparcie krzesła, tak, jakby wcześniej coś go powstrzymywało przed tą czynnością i tak też było. Znajdujące się na nim zarazki nie wpływały dobrze na jego zrujnowaną psychikę, niemniej jednak chciał skupić się w tym momencie na brzmieniu instrumentu.
Przemknął powieki po tym, jak Luiza otworzyła klapę instrumentu, uprzednio mocząc usta w kawie i smakując ją; filiżanka została opróżniona do połowy. Wyczekiwał, aż słuch zarejestruje melodię, która po chwili zalała pomieszczenia, wprawiając w Havoca w nietypowo dobry nastrój.
Wsłuchiwał się w każdy dźwięk, od czasu do czasu wyłapując w nim fałszywe nuty, świadczące o tym, że Kamińska dawno nie konfrontowała swych palców z czarno-białymi klawiszami instrumentu. Uśmiech na ustach Mike'a rozgrzeszył się odruchowo. Przez chwilę miał wrażenie, że na jego barku spoczywał przyjemny ciężar upchniętych między meblami starych, zdezelowanych skrzypiec, po której dawno nie sięgał, zbyt zajęty, ale nie wykonał ruchu dłoni, w celu uchwycenia niewidzialnego smyczka. Wyobraził sobie natomiast, że idzie przez długi, ciągnący się niemalże w nieskończoność korytarzach, zakończony na krańcu odrapanymi drzwi. Zaciska dłoń na klamce i szarpię za nią, ale przeszkoda nie ustępuje. Szuka po kieszeni klucza, a gdy wreszcie jakiś w nich odnajduje, okazuje się, że nie pasuje on do wąskiego zamku. Bezużyteczna rzecz wypada z pomiędzy palców. Odgłos jego upadku niesie się echem po holu. Odwraca się na pięcie, chcąc jak najszybciej oddalić się od miejsca swojego pobytu i wtem drzwi ustępując pod wpływem nieznanej mu siły. Towarzyszy temu mrożące krew skrzypienie, które, niczym wiertło, próbuje stworzyć dziurę w jego czaszce. Kieruje głowę w tamtym kierunku i...
Palce oderwały się od klawiszy i melodia ucichła mniej więcej w tej samej chwili. Informator otworzył oczy tak gwałtownie, jakby obudził się z transu. Złapał łapczywie do ust powietrze. Był blady jak kreda, bardziej niż zwykle. Jedna z dłoni zacisnęła się na rączce naczynia. Upił parę łyków kawy i wzdrygnął się. Nie była już tak dobra, ciepło się ulotniło, ale mimo to opróżnił naczynie, pozostawiając na dnie zaledwie kilka kropel. Przetarł materiałem rękawiczki dolną wargę.
Nie wypadłaś z formy — pochwalił Luizę, gdy tak zamknęła pokrywę pianina i wróciła do stolika. — Brakuje ci jednak warsztatu — zauważył, gdyż nie mógł przemilczać fałszu, który zakradł się w kilku miejscach, psując harmonię i całą przyjemność ze słuchania.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 19/5/2018, 17:12
Świadomość, że grała nie tylko dla Havoca, ale również dla całej masy nieznanych jej osób (w jej odczuciu nawet trzy zaliczały się do takiego określenia) sprawiła, że kilka początkowych klawiszy zostało wciśniętych nie w tej kolejności, co zagrzytało również u niej, niemniej jednak wiedziała jedno - dopóki nie słyszysz buczenia i dopóki publiczność nie wie, że popełniasz błąd, musisz udawać, że to była czysta improwizacja lub niewielki błąd, który zostanie naprawiony w dalszej grze. Tak przynajmniej podobno robili profesjonaliści. Nie mogli pozwolić, żeby ich ciężka praca została zepsuta przez niewielki błąd, stąd cisnęli wszystko dalej. W tym przypadku Polce się udało, chociaż gdyby ktoś się jej przyjrzał, to wykonała parę dodatkowych oddechów mających pomóc jej się uspokoić - ponadto na jej twarzy ujawniły się mocne wypieki.
No cóż, nie wszyscy zaliczali się do tych pewnych siebie. Na pewno nie ona.
Dała sobie chwilę na odetchnięcie przed powrotem do swojego stolika po skończonej grze, chociażby żeby Havoc nie musiał podziwiać, że jego towarzyszka siedzi zawstydzona jakby miała 10 lat, a nie prawie 30. Spodziewała się, że mężczyzna zdołał wyłapać co najmniej jeden błąd i prawdopodobnie o tym wspomni, stąd potrzebowała kolejnej dawki resztek pewności siebie, żeby nie spanikować ponownie. Co ją jednak pozytywnie zaskoczyło to pochwała, jaką usłyszała z jego ust. Na twarzy Luizy pojawił się nieśmiały uśmiech.
- Osobiście bałam się, że będzie gorzej po takim czasie... - przyznała cicho, zasiadając przy stoliku - Dziękuję, postaram się nieco nadrobić straty. Nie wszystko na raz, pośpiech nikomu nie służy. Wszystko w porządku?
Przyjrzała mu się, bo miała wrażenie, jakby ten nieco zbladł - co powinno być teoretycznie niemożliwe w przypadku jej towarzysza. Może tylko jej się wydawało, bo sama na raz nie wiedziała, czy zaraz dostanie niekontrolowanego ataku śmiechu, czy może upadnie z gracją na podłogę.
Czekając na jego odpowiedź, Berenika sięgnęła po raz kolejny po książkę, którą od niego otrzymała i ponownie przekartkowała parę stron. Jej uwagę przykuła jedna z kartek, które wciąż skrywały się za kilkoma stronami. Tym razem pozwoliła sobie wczytać się w kilka początkowych zdań. Jej treść wywołała niemałe zdziwienie na twarzy Polki, kiedy ta ponownie spojrzała na mężczyznę.
Co do...


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 28/5/2018, 21:25
Praca nad ustabilizowaniem oddechu trwała dłuższą chwilę. Skupiając się na wykonaniu tej czynność na ułamek sekundy zapomniał o tym, że znajdował się w czterech ścian swojego mieszkania, z dala od nachalnych spojrzeń. Zaczerpnął do ust gwałtownie powietrze – jak narkoman, który po rozłące z prochami otrzymał do nich dostęp, i niemal się nim zachłysnął, płonąc od uczucia wstydu; fala ciepła trawiła jego organizm, jakby przechodził pierwszą fazą grypy. Odchylił głowę do tyłu, kontemplując łososiowy kolor sufitu. Na jego powierzchni pojawiły się pierwsze pęknięcia, dojrzał też niewielki zaciek.
  Glos Polki został wyłapany przez błędnik z opóźnieniem. Dopiero, kiedy objął spojrzeniem jej twarz, zauważył, że usta się poruszają, ale nie wyczytał z nich żadnych układających się w sensowną całość słów. Krzesło zapadło się pod ciężarem jego ciało, gdy w końcu zrezygnował z pozycji półleżącej. Ciche odchrząknięcie, które przy maksymalnym wysiłku informatora nie zdążyło przeobrazić się w suchy, podrażniający oddech kaszel, zagłuszyło pierwszą cześć wypowiedzi Kamińskiej, stąd też nie był w stanie określić ich wartości meteoryczności, ani uszykować żadnej stosownej odpowiedzi, wybrał zatem taktykę przeliczenia jej słów. Dopiero po zasłyszanej odpowiedzi, odetchnął i przewertował wzorkiem najbliższe otoczenie, nie zapominając, że był po trwałą obserwacje, acz nie zatrzymał spojrzenia na znienawidzonym obiektywie aparatu. Był bezpieczny. Na sine usta wkradł się grymas mogący uchodzić za kącikowy uśmiech. Wypełniła go ulga.
  Odłożył dotychczas przemieszaną nerwowo w dłoni filiżankę w obawie, że wykorzysta ją do celu, do którego nie została przeznaczona i przełknął bezdźwięcznie ślinę, nie wydobywając z siebie żadnego dźwięku. W takiej sytuacji zapewne powinien przeprosić za swojej dysfunkcyjność i udać się na stronę. Znaleźć drogę do toalety i obmyć twarz chłodną wodą w ramach wyeliminowania zdenerwowania, wiodącego w tej chwili prym w odczuwanych przez niego emocjach, ale sama perspektywa skorzystania z publicznej łazienki napawała go niepojętym wstrętem. Równie dobrze mógł napić się z kubka, które przechodziło z rąk do rąk, z ust do ust - jedna i druga opcja, nasączona niezdrową dawką bakterii, napawała informatora odrazą od cebulek włosów po koniuszki palców u stóp. Przetarł kąciki ust materiałem rękawiczki, która chroniła jego dłoń przez bezpośrednim kontaktem z brudem i dopiero wtedy zerknął na Luizę kątem oka, tak jakby była głównym winowajcą jego złej kondycji psychicznej, choć obarczanie ją za to winą było wręcz nieodpowiedzialne. Był świadom ryzyka i konsekwencji, które pojawiły się, gdy po pomieszczeniu rozlał się dźwięk fortepianu, wszak sam był prowokatorom tej sytuacji.
  — Odwilż. — Cichy szept wydostał się z jego gardła. Tym razem głos nie został przez niego zmodyfikowany, więc w swoim brzmieniu nie przypomniał syntezatora mowy; był cienki, niewyraźny i... emocjonalny. Grdyka poruszyła się, gdy po raz kolejny przełknął ślinę, chcąc w ten sposób przełknąć także zdenerwowanie. Poruszył się niespokojnie , a po chwili z jego rozwartych warg uleciało powietrze, jakby z jego barków spadł nieuchwytny dla spojrzenia kobiety ciężar. Zacisnął palce na krawacie i poluzował odrobinę supeł udając, że to on był źródłem problemu z oddechem. — Wybacz. Wzrost temperatury zwykle wywołuje u mnie niekontrolowany wzrost ciśnienie — uściślił po chwili, dbając o zwyczajowy ton, który tym razem zabrzmiał wyraźnie w uszach Polki.
  Wówczas przypomniał sobie o programie rekomendowanym przez wojsko, który został utworzony parę dni po napaści na funkcjonariuszkę – idealny pretekst do zmiany kierunku rozmowy.
  — Jak mniemam słyszałaś o kursie samoobrony refundowanym przez S.SPEC, czyż nie? — zapytał wpatrzony w kobietę jak w obraz w galerii. Zmiana w jej spojrzeniu i mimice twarzy nie zostało przez niego zbagatelizowane, ale żadne pytanie na temat jej samopoczucia nie padło. Zamiast tego ponownie sięgnął po swoją aktówkę i wyprostował się na oparciu krzesła. Przenikliwy błękit oczu przemieścił się z twarzy Luizy na trzymaną przez nią w dłoni książkę, jednakże z tej perspektywy nie ujrzał pozostawionego w niej rękopisu. W międzyczasie przywołał gestem ręki kelnerkę w celu dokonania płatności za degustacje kawy.


avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 28/8/2018, 18:16
Polka miała wrażenie, jakby jedno jej działanie wywołało całą masę niewielkich, prawie wręcz niezauważalnych na pierwszy rzut oka wydarzeń, które zmieniły klimat panujący w kawiarni - i co najdziwniejsze, największa część z nich była również najbliżej. Berenika nie miała pojęcia, ile sprzecznych uczuć zdołała wywołać u swojego rozmówcy, choć gdzieś głęboko w jej pamięci wciąż kręcił się wyrywek, w którym mogła zauważyć reakcję Havoca w trakcie różnych występów kiedy jeszcze się razem uczyli w jednej szkole. Coś delikatnie pchało ją, aby dowiedzieć się, co się do licha z nim działo w tej chwili - wydawał się być jeszcze bledszy niż wcześniej, nie wykrywał wszystkiego i po prostu chciała mu jakoś pomóc, choćby dobrym słowem. Z drugiej strony jednak wychodziła z założenia, że nie powinna się wtryniać z własnymi butami do domu osoby, która zwyczajnie tego nie chciała - gdyby Havoc miał taką chęć, powiedziałby to. Nawet, gdyby to była pół-prawda, to i tak już by o tym wiedziała. W zamian za to jedyne, czego się dowiedziała, to to, że wzrost temperatury prawdopodobnie doprowadził do wzrostu ciśnienia. Luiza uśmiechnęła się nieco krzywo, potakując głową. Jeżeli to było tylko to, to nie było potrzeby ciągnięcia tego dalej. Chwila spokoju i oddechu powinna być wszystkim, czego potrzebował.
- Rozumiem - odpowiedziała krótko, przyglądając się mężczyźnie - Jeżeli jednak coś będzie nie tak, to po prostu powiedz, spróbuję jakoś pomóc...
Prawdopodobnie nie byłaby zbyt pomocna, ale zawsze mogła spróbować. Znalezienie lekarza, spokojnego miejsca lub odprowadzenie go do własnego mieszkania nie powinno być zbyt trudnym zadaniem, stąd powinna dać radę. Chyba nie jest jeszcze aż takim ciężkim przypadkiem w tym mieście.
Jednak jak można było się spodziewać, mężczyzna szybko zdołał zmienić tor rozmowy, wspominając o kursie samoobrony, którym S.SPEC miało się zająć w najbliższej przyszłości. Przypomniało jej to, jak dawno już nie miała okazji spotkać swoich osobistych trenerów - Warner nie raz pomagał jej przy opanowaniu podstaw, a i Elise co jakiś czas godziła się na przyłączenie do drużyny w celu zapanowania nad tą wojskową tragedią, jaką była Kamińska.
- Kurs? Ach, tak, już kojarzę - dziewczyna delikatnie podskoczyła, wyrwana nagle ze swoich przemyśleń - Wspominali o tym. Doszło do czegoś okropnego, jak miewam... Na pewno przyda się mieszkańcom.
Przydałoby się i jej, ale chyba wystarczy jej dostawanie wycisku od znanych jej wojskowych i własnego ochroniarza.


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Havoc on 30/8/2018, 01:04
Zignorował zamkniętą w słowach inicjatywą pomocy zaserwowaną przez Luizę, a właściwie to puścił ją mimo uszu, jakby w ogóle nie był jej świadkiem. Wiedział, że chociażby ktoś przyłożyłby mu nóż do gardła, nigdy nie przyjdzie mu do głowy, by z niej skorzystać. Forma wsparcia w tym jakimkolwiek zakresie była zbyteczna i w ogóle nie sprawiłaby, że jego stan zdrowia uległby poprawie. Borykał się ze swoją obniżoną odpornością od chwili urodzenia i wiedział, że nic nie było w stanie przynieść mu długotrwałej ulgi, zazwyczaj takowa była tymczasowo i jednorazowa, a leki przestawały działać po trzech-czterech dniach od ich użycia. Zresztą nie przywykł do przyjmowania jej od innych. Był zdany na siebie i dopóki potrafił o siebie zadbać, dopóty nie potrzebował nikogo w swoim najbliższym otoczeniu, a nawet jeśli by faktycznie potrzebował, nigdy nie przyznałby tego na głos, czy nawet przed samym sobą. Nie należał do kategorii tych osób, które notorycznie potrzebowały towarzystwa, bo samotność wysyłała z nich życie. Przywykł do niezależności i wolność, którą oferował mu obecny tryb życia. Nigdy nie powie: Potrzebuję twojej pomocy, Luizo, bo nigdy nie przeszłoby mu to przez krtań.
  — Mam pewne obawy, czy kurs w jakikolwiek sposób stłumi wzniecony przez ostatnie wydarzenia strach. — Podzielił się z nią ze swoim zdaniem na ten temat, po to, by ugruntować zmianę tematu i za wszelką cenę ją utrzymać. Nie był sceptyczny tylko dlaczego, że inicjatywa nie miała żadnego sensu. Jakiś miała, ale z autopsji wiedział, że strach robił swoje. Każdy reagował na takowych inaczej, ale w głównie mierze pod jego wpływem ludzie stali jak sparaliżowani, niezdolni do posunięcia się o krok do przodu. Mieszkańcy M-3, tkwiący w bańce urojeń, nigdy nie spotkali się twarzą w twarz z zagrożeniem. System inwigilacji zatroszczył się o to.
  Za pomocą przepustki zapłacił za przyniesiony przez kelnerkę rachunek.
  — Nie brałaś pod uwagę wzięcia w nim udziału? —  zapytał. On poniekąd to rozważał, ale dość szybko odrzucił tą możliwość. Umiał sobie radzić, wykorzystując umiejętność nabytych na rzecz obrony osobistej, a broń, którą zawsze miał przy sobie, stanowiła tego najlepszy dowód. Jeśli pojawiała się taka możliwość, wolał za wszelką cenę unikać bezpośredniego kontaktu z napastnikiem i oblepiającymi go zewsząd zarazkami. Na samą myśl o spotkanie trzeciego stopnia z nim czuł obrzydzenie. Wtem poczuł jak zalewa go kolejna fala ciepła. Zacisnął jedną dłoń w pięść i odetchnął ciężko, a po chwili wstał. — Mam ochotę na spacer. Mam nadzieję, taka forma aktywności fizycznej nie pokrzyżuje ci żadnych planów — zwrócił się do kobiety, tym samym sugerując jej, by mu potowarzyszyła, lecz nie przejąłby się, gdyby odmówiła. Nie nalegał. Po prostu było mu duszno i jak najszybciej chciał znaleźć się na zewnątrz, a potem szybko przemieścić się w bardziej uosobione miejsce w postaci chociażby terenu zielonego. Zerknął przez szybę, by ocenić stan ulicy. Nadal znajdowało się na niej stosunkowo mało ludzi. Zerknął na tarczę zegarka. Do godzin szczytu mieli jeszcze niecałe dziesięć minut. Wystarczająco dużo czasu, by udać się na mniej zatłoczoną część miasta.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Berenika on 5/9/2018, 20:22
Trochę zasmucił ją fakt, że nie usłyszała chociażby głupiego "dam sobie radę", chociażby po to aby wyciszyć jej obawy, ale z drugiej strony przeczuwała, że tak może być. Havoc po prostu już taki był, mało kto był w stanie z nim normalnie wytrzymać bez zwariowania albo stracenia nerwów po jakimś czasie. Ktoś mógłby nazwać ją szaloną za to, że ona sama na dalszą metę daje sobie radę i nie narzeka aż tak bardzo, jak powinna. Czekała więc spokojnie, aż w jakiś sposób rozwinie cokolwiek, samej nie spiesząc się do gadania, jak to zawsze ona - w tej chwili zwyczajnie wolała poczekać, aż rozmowa sama przeskoczy z jednego na drugie, nawet bez jej woli.
I nawet nieźle to wyczuła, bo zaraz szybko Havoc pociągnął temat tamtego szkolenia, o którym wcześniej wspomniał. Dziewczyna oparła wygodniej plecy o siedzenie i spojrzała poważnie na mężczyznę.
- Coś w tym może być - odpowiedziała cicho, spoglądając na chwilę w bok - Większość zwykłych obywateli słysząc o zagrożeniu wolałaby uciec i schować głowę w piasek aniżeli chwycić za broń i ganiać razem z wojskiem za jakimś szaleńcem, psycholem, buntownikiem, cokolwiek by się zdarzyło.
To stwierdziła bardziej ogólnie, jako iż była nieco w tyle z najświeższymi informacjami czy nowinkami z M-3, stąd wolała siedzieć na w miarę neutralnym miejscu, zamiast rzucać swoją opinię. Zresztą, mało kogo ciekawiło to, co tak naprawdę myślała, a przynajmniej ona sama wychodziła z takiego założenia. Smutny szaraczek zwykle nie ma zbyt wiele ciekawego do powiedzenia.
Ożywiła się nieco na pytanie mężczyzny i przekrzywiła delikatnie głowę, dając sobie dłuższą chwilę na zastanowienie się, jaką powinna dać mu odpowiedź.
- Nie jest to najlepszy czas na treningi dla mnie, choć myślałam na początku, aby dołączyć - Berenika posłała mężczyźnie zmartwiony uśmiech i ponownie spojrzała w bok - Jestem nieco w tyle z pracą, zdarza się nawet że wyłudzają ode mnie nadgodziny kiedy nikt się tego nie spodziewa. W najgorszym wypadku jestem w stanie nieco nadrobić na własną rękę.
Powiedziała tak, mimo iż nie miała kontaktu z ewentualnymi instruktorami od długiego czasu, jednak nie planowała rozwijać tego tematu.
Uniosła brew na jego następne słowa. Na początku uznała tę wypowiedź za nieco ironiczną, szczególnie przez końcówkę, ale po chwili zastanowienia przypomniało jej się, że przecież chwilę temu sam wspominał o problemach, stąd jej twarz delikatnie się rozjaśniła. Kiwnęła tylko głową i schowała wszystko, włącznie z książkami i resztą swoich rzeczy, a następnie powoli ruszyła za mężczyzną.

[z/t x2]


Berenika zna język polski i korzysta z niego w niektórych przypadkach. Tekst wypowiedziany w tym języku będzie zaznaczony kursywą. Jej brak oznacza, że mówi po japońsku.
avatar





Berenika
Ochotnik    Bibliotekarka
GODNOŚĆ :
Luiza Emilia Kamińska


Powrót do góry Go down


Re: Kawiarenka "Malinowy Chruśniak"

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 12 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Powrót do góry